Czy beneficjent rzeczywisty spółki zagranicznej odpowiada za należności wynikające z jej obsługi prawnej?

Takie mniej więcej pytanie postawiłem w tekście z 27 września 2019 roku, opublikowanym na moim blogu adwokackim. Dla przypomnienia sprawy, link do wpisu można znaleźć tutaj: https://www.osinski-legal.pl/spolka-cypryjska-przed-polskim-sadem-za-nieuregulowane-naleznosci-dotyczace-obslugi-spolki-na-cyprze-odpowiada-jej-beneficjent-rzeczywisty/

Pytanie wiązało się ze sprawą jaką kancelaria wytoczyła byłemu już oczywiście klientowi – osobie fizycznej – którą przez ok dziesięć lat obsługiwałem w zakresie założenia i obsługi pewnej spółki z siedzibą za granicą. W poniedziałek 20 grudnia 2021 roku, w Sądzie Okręgowym w Warszawie zapadł prawomocny wyrok w tej sprawie, oddalający apelację pozwanego i w pełni podtrzymujący nasze stanowisko wyrażone w pozwie. Zatem mogę potwierdzić już postawione we wrześniu 2019 roku założenie: tak, beneficjent rzeczywisty spółki odpowiada za należności dotyczące obsługi prawnej tej spółki. Obsługi prawnej, którą oczywiście on zlecał, autoryzował i nadzorował.

Wyrok Sądu Okręgowego 

Sąd Okręgowy w Warszawie całkowicie oddalił prezentowaną przez pozwanego linię obrony, która opierała się głownie na kwestionowaniu legitymacji czynnej Powoda oraz legitymacji biernej Pozwanego. Czyli innymi słowy,  polegała ona na tym, że pozwany twierdził, że nie łączy nas jakakolwiek współpraca (relacja doradca – klient) a pozywać powinienem – jeśli już – to może Spółkę, ale na pewno nie jego. Sąd Okręgowy słusznie uznał jednak, że pomiędzy stronami istniała długoterminowa współpraca, do której należy stosować przepisy o zleceniu tj. art. 750 Kodeksu Cywilnego i zasądził roszczenie w całości wraz z kosztami za obydwie instancje.

Sąd Okręgowy w Warszawie

Ustalenie relacji doradca – klient: co jest istotne

Istotną kwestią w tej sprawie, mającą znaczenie nie tylko dla osób, które mogą znajdować się w podobnych sporach ale przede wszystkim dla osób świadczących usługi doradcze (adwokaci, doradcy podatkowi etc.) jest to, że Sąd Okręgowy potwierdził naszą argumentację dotyczącą faktu, że w przypadku zmiany przez doradcę formy prowadzenia działalności (np. w przypadku rozejścia się wspólników i założenia nowej spółki – kancelarii), gdy praktyką jest, że klient podażą niejako za swoim doradcą, z którym ma relacje opartą na zaufaniu, to pozwany nie może kwestionować potem takiej stałej współpracy, tylko na podstawie tego, że zaszła taka formalna zmiana po stronie jego doradcy.

Chodzi, o taką sytuację gdy klient milcząco akceptuje, że jego doradca pracuje teraz pod „nową marką”, płacąc jego faktury wystawione już z nowego podmiotu, korespondując z nim z nowego adresu mailowego, a następnie, gdy w pewnym momencie, planuje rozstać się z doradcą, przestaje po prostu płacić jego faktury argumentując, że przecież my „nie współpracujemy”.

Trzeba przyznać tutaj uczciwie, że najlepszym zabezpieczeniem jest, gdy każde zlecenie potwierdzone jest z klientem pisemnie. Czego, zresztą zasady wykonywania zawodu adwokata przyjęte przez Naczelną Radę Adwokacką od nas wymagają. I słusznie, czego jako adwokat z wieloletnim doświadczeniem bardzo pilnuje. Ale w praktyce, może się czasem zdarzyć  np. w związku z takimi zmianami formy działalności czy z dużą dynamiką spraw prowadzonych dla stałego klienta, że takiego dokumentu zabraknie. I wtedy może się okazać, że nagle klient nas nie zna i nie przypomina sobie, że współpracujemy razem od paru lat… Tak bywa.

Dokumenty w jęz. angielskim przed sądem – tłumaczyć czy nie?

W sprawie występował jeszcze jeden ciekawy element, na który warto zwrócić uwagę, gdyż może ułatwić prowadzenie spraw tam gdzie występują spółki z siedzibą za granicą, a zatem pojawiają się dokumenty zagraniczne w innym języku. Sąd Okręgowy potwierdził, że warte rozważenia i zastosowanie w sprawie jest, stanowisko twierdzące, że Sąd nie ma na podstawie art. 256 K.p.c. ( „Sąd może zażądać aby dokument w języku obcym był przełożony przez tłumacza przysięgłego”) obowiązku tłumaczenia za każdym razem dokumentu w języku obcym. Przed taką decyzją, Sąd powinien ustalić czy sąd, strony oraz ich pełnomocnicy znają język, w którym dokument został sporządzony (tu chodziło o jez. angielski). I jeśli tak jest, to może dopuścić ww. dokumenty bez tłumaczenia. W tej spawie tak właśnie było, gdyż już z korespondencji wynikało, że pozwany jak i powód korespondowali z dyrektorem zagranicznej spółki w jęz. angielskim.

Pogląd ten jest prezentowany w komentarzu pod red. Małgorzaty Manowskiej, Kodeks postępowania cywilnego. Komentarz. Tom I. art. 1-505 (38), wyd. III. Podobne stanowisko wyrażone jest w postanowieniu Sądu Najwyższego z dnia 25 kwietnia 2014 r., sygn. akt II CSK 428/13. Takie podejście należy uznać zdecydowanie za pozytywne, przyspieszające postępowanie i odchodzące od sformalizowanych procedur na rzecz dążenia do efektywnego i szybkiego wyjaśnienia sprawy. W praktyce współczesnego obrotu gospodarczego jest bowiem tak, że w wielu przypadkach, rejestry spółek nawet z krajów nie anglojęzycznych, pozwalają na pobieranie urzędowych dokumentów w języku angielskim (np. Cypr, Niemcy czy Estonia). Znajomość jez. anielskiego jest także dość powszechna u profesjonalnych prawników, stron, ale także u sędziów. Zatem nie ma powodu aby – w każdym wypadku – tracić czas i koszty na tłumaczenie dokumentów – tym bardziej tak prostych w treści, jak dokumenty rejestrowe, gdy z okoliczności w sprawie wynika, że strony korespondowały po angielsku.

Ile trwało postępowanie

Jeszcze na marginesie przedmiotu sprawy warto parę słów poświecić temu ile taka sprawa trwała, aby na jej przekładzie określić kondycje wymiaru sprawiedliwość w Polsce. Pozew został złożony 1 sierpnia 2018 roku. Wyrok pierwszej instancji został wydany 11 września 2019 roku. Sąd Okręgowy rozpoznał apelację na rozprawie 20 grudnia 2021 roku. I to tylko dlatego, że rozpoznał sprawę poza kolejnością (za co bardzo dziękuję!) o czym poinformował w piśmie, dodając, że obecnie w SO w Warszawie rozpoznawane są sprawy, które wpłynęły w 2019 roku (tutaj apelacja wpłynęła w lutym 2020 roku). Wszystkich rozpraw odbyło się może razem pięć. Czyli łącznie w tej raczej nieskomplikowanej sprawie (nie trzeba przesłuchiwać np. 30 świadków, zlecać pomocy prawnej czy opinii biegłego) na prawomocny wyrok trzeba było czekać 3 i pół roku. To jest moim zdaniem miara kondycji, w jakiej znajduje się obecnie w Polsce wymiar sprawiedliwości. I nie jest to bynajmniej wina sędziów ale tych którzy nieustanie ten wymiar „reformują”.

Paweł Osiński

Adwokat

 

Komentarze

Dodaj komentarz