Pierwsze zgłoszenie od klientów ZondaCrypto miałem jakiś 3-4 lata temu. Dotyczyły podobnych sytuacji jak teraz: odmowy wypłacenia klientom Zondy zgromadzonych na giełdzie środków pod pozorem „konieczności przeprowadzenia weryfikacji AML”. Zonda wstrzymywała wypłatę środków, żądając przedstawienia dokumentów mających „udokumentować pochodzenie środków”. Dokumenty zawsze były nie OK. Potrafiło to trwać miesiącami. Czyli podobnie jak w tekście Szymona Jadczaka.
We wszystkich wypadkach, po przesłaniu rezygnacji z korzystania z usług giełdy i przesłania ostrego listu adwokackiego z żądaniem wypłaty środków, ze wskazaniem na to że ich praktyki są bezprawne i że zostanie to zgłoszone do GIIF, kryptoaktywa i środki FIAT były w końcu wypłacane.
Odmowa realizacji transakcji przez instytucje zobowiązaną pod pretekstem „weryfikacji AML czy zgromadzone środki są legalne” nie ma podstaw prawnych.
Po pierwsze taką „weryfikacje AML” to trzeba zrobić wcześniej (gdy np. klient zakłada konto, gdy pierwsze środki trafiają na giełdę) a nie, gdy klient chce wypłacić środki.
Po drugie, giełda czy bank, jeśli ma wątpliwości co do legalności środków czy transakcji to nie ma prawa sama ich blokować i deliberować tygodniami nad kwitami, ale ma obowiązek natychmiast wysłać zgłoszenie do GIIF i to ten organ, a w zasadzie prokurator, poinformowany przez GIIF, podejmuje decyzję czy dana transakcja (ew. środki na danym rachunku) zablokować. Zawsze i wyłącznie jest to na końcu decyzja prokuratora.
Patrząc na sprawę z innej perspektywy, to każdy kto zna kuchnie giełd kryptoaktywów wie, że zasadniczo w dużym uproszczeniu, ich biznes polega na realizacji transakcji wymiany: krypto-krypto lub krypto-fiat w formacie giełda – użytkownik giełdy lub użytkownik – użytkownik. Użytkownicy giełdy zakładają w tym celu konto i mają swój indywidualny rachunek/portfel. W teorii użytkownik dokonuje wymiany na giełdzie i wycofuje swoje środki na swój prywatny rachunek lub cold wallet.
W teorii…
W praktyce, klienci zostawiają te środki na giełdach: bo tak wygodniej, bo zaraz będą otwierać nowe pozycje, bo są zajęci… To mogą być w sumie olbrzymie środki „leżące bezczynnie” na rachunkach użytkowników giełdy, co osoby zarządzające daną giełdą widzą w swoich systemach operacyjnych i do których mają dostęp…
Co zresztą może stanowić osobny problem prawny, ponieważ „pośrednictwo w zakresie wymiany kryptowalut” a „przyjmowanie depozytów” lub usługa „przechowywania krypto aktywów” to odmienne czynności, mające odmienny status regulacyjny i wymagające osobnej zgody/licencji.
No i jak myślicie, czy giełdy korzystają z tych „bezczynnych” środków klientów czy nie? Ja nie wiem. Nie wiem, jak jest i jak było w ZondaCrypto ale intuicja i znajomość ludzkiej natury podpowiada mi, że to bardzo prawdopodobne.
Ostatecznie, to nie jest jednak problem ZondaCrypto, branży kryptoaktywów czy usług finansowych. To problem bezradnego państwa i jego oportunistycznych funkcjonariuszy i ustawodawców, którzy już od upadku Bitmarketu (2019 rok, 100 mln strat) Wiedzieli, że ten rynek trzeba uregulować, ale wybrali rzecz jasna swoją ulubioną strategię: schowajmy głowę w piasek i przeczekajmy. Po co dotykać trudnych tematów.
Na koniec rachunek i tak zapłacą za to zwykli obywatele, a my zrzucimy winę na przeciwników politycznych.
Paweł Osiński
Adwokat, ekspert z zakresu krypto aktywów, prania pieniędzy i przestępczości internetowej