Pierwsze zgłoszenie od klientów ZondaCrypto miałem jakiś 3-4 lata temu. Dotyczyły podobnych sytuacji jak teraz: odmowy wypłacenia klientom Zondy zgromadzonych na giełdzie środków pod pozorem „konieczności przeprowadzenia weryfikacji AML”. Zonda wstrzymywała wypłatę środków, żądając przedstawienia dokumentów mających „udokumentować pochodzenie środków”. Dokumenty zawsze były nie OK. Potrafiło to trwać miesiącami. Czyli podobnie jak w tekście Szymona Jadczaka.
We wszystkich wypadkach, po przesłaniu rezygnacji z korzystania z usług giełdy i przesłania ostrego listu adwokackiego z żądaniem wypłaty środków, ze wskazaniem na to że ich praktyki są bezprawne i że zostanie to zgłoszone do GIIF, kryptoaktywa i środki FIAT były w końcu wypłacane.
Odmowa realizacji transakcji przez instytucje zobowiązaną pod pretekstem „weryfikacji AML czy zgromadzone środki są legalne” nie ma podstaw prawnych.
Po pierwsze taką „weryfikacje AML” to trzeba zrobić wcześniej (gdy np. klient zakłada konto, gdy pierwsze środki trafiają na giełdę) a nie, gdy klient chce wypłacić środki.
Po drugie, giełda czy bank, jeśli ma wątpliwości co do legalności środków czy transakcji to nie ma prawa sama ich blokować i deliberować tygodniami nad kwitami, ale ma obowiązek natychmiast wysłać zgłoszenie do GIIF i to ten organ, a w zasadzie prokurator, poinformowany przez GIIF, podejmuje decyzję czy dana transakcja (ew. środki na danym rachunku) zablokować. Zawsze i wyłącznie jest to na końcu decyzja prokuratora.
Patrząc na sprawę z innej perspektywy, to każdy kto zna kuchnie giełd kryptoaktywów wie, że zasadniczo w dużym uproszczeniu, ich biznes polega na realizacji transakcji wymiany: krypto-krypto lub krypto-fiat w formacie giełda – użytkownik giełdy lub użytkownik – użytkownik. Użytkownicy giełdy zakładają w tym celu konto i mają swój indywidualny rachunek/portfel. W teorii użytkownik dokonuje wymiany na giełdzie i wycofuje swoje środki na swój prywatny rachunek lub cold wallet.
W teorii…
W praktyce, klienci zostawiają te środki na giełdach: bo tak wygodniej, bo zaraz będą otwierać nowe pozycje, bo są zajęci… To mogą być w sumie olbrzymie środki „leżące bezczynnie” na rachunkach użytkowników giełdy, co osoby zarządzające daną giełdą widzą w swoich systemach operacyjnych i do których mają dostęp…
Co zresztą może stanowić osobny problem prawny, ponieważ „pośrednictwo w zakresie wymiany kryptowalut” a „przyjmowanie depozytów” lub usługa „przechowywania krypto aktywów” to odmienne czynności, mające odmienny status regulacyjny i wymagające osobnej zgody/licencji.
No i jak myślicie, czy giełdy korzystają z tych „bezczynnych” środków klientów czy nie? Ja nie wiem. Nie wiem, jak jest i jak było w ZondaCrypto ale intuicja i znajomość ludzkiej natury podpowiada mi, że to bardzo prawdopodobne.
Ostatecznie, to nie jest jednak problem ZondaCrypto, branży kryptoaktywów czy usług finansowych. To problem bezradnego państwa i jego oportunistycznych funkcjonariuszy i ustawodawców, którzy już od upadku Bitmarketu (2019 rok, 100 mln strat) Wiedzieli, że ten rynek trzeba uregulować, ale wybrali rzecz jasna swoją ulubioną strategię: schowajmy głowę w piasek i przeczekajmy. Po co dotykać trudnych tematów.
Na koniec rachunek i tak zapłacą za to zwykli obywatele, a my zrzucimy winę na przeciwników politycznych.
Paweł Osiński
Adwokat, ekspert z zakresu krypto aktywów, prania pieniędzy i przestępczości internetowej
Problem aresztów tymczasowych w Polsce nie wynika z tego czy innego kształtu przepisów, ale z podejścia ludzi, którzy prawo stosują. Nowelizacja k.p.k. dotycząca między innymi, zasad stosowania tymczasowego aresztowania, którą zawetował niedawno Prezydent – z tym, jakże niezaskakującym populistycznym uzasadnieniem: „chcemy mieć dalej możliwość naruszania waszych praw, aby was chronić, drodzy obywatele” – była krokiem w dobrym kierunku, ale niekoniecznym, aby rozwiązać ten problem.
To ludzie interpretują i stosują prawo. Aktualne przepisy k.p.k. dotyczące środków zapobiegawczych (w tym aresztów) wymagają zmiany, ale nie jest to niezbędne, aby zmieniła się praktyka ich stosowania. Prawda bowiem jest taka, że za nadużywanie aresztów tymczasowych w Polsce odpowiadają prokuratorzy (którzy takie wnioski składają) i sędziowie (którzy takie wnioski zatwierdzają), którzy w poczuciu własnej bezkarności (immunitet formalny!) wiedzą, że mogą w takich sprawach aresztowych robić co chcą. I tak nie poniosą za to żadnej odpowiedzialności.
Dlatego, dopóki sędziowie i prokuratorzy, nie zaczną ponosić odpowiedzialności tak jak zwykli obywatele (ok, z pozostawieniem pewnego immunitetu materialnego), najlepsze nawet przepisy dot. aresztów tymczasowych dalej będą oportunistycznie interpretowane i stosowane. I nic się nie zmieni.
Na jakiej podstawie formułuje taki wnioski? Na podstawie własnych doświadczeń ze spraw karnych i stosowania aresztów tymczasowych oraz np. Raportu Fundacji Helsińskiej z 2023 roku.
To, co często prokuratorzy i sędziowie wypisują we wnioskach i postanowieniach aresztowych, to jakieś wynaturzenie wymiaru sprawiedliwości, i to z rąk ludzi, którzy decydują o naszym życiu i wolności. Wszystko dlatego, że realia polskiego wymiaru sprawiedliwości, są takie, że cokolwiek taki sędzia czy prokurator w sprawie o zastosowanie środków zapobiegawczych napisze, to i tak, nie poniesie za to żadnej odpowiedzialności.
Standarem jest, że we wnioskach dot. tymczasowego aresztowania oraz postanowieniach sądów zatwierdzających te wnioski, znaleźć można jakieś frazesy, ogólniki, jakąś okropną nowomowę urzędniczą, której czasem nie da się zrozumieć, a tym bardziej poddać jakiejś logicznej ocenie z punktu widzenia argumentacji prawnej. Zbiorczo nazywam twórczość prokuratora i sędziów „pismami kopiuj-wklej”. Czemu tak jest? Bo oni wiedza, że to bez znaczenia co tam napiszą, ponieważ nikt ich z tego nie rozliczy.
To może parę przykładów z praktyki:
Areszt tymczasowy dla dziewczyny w 6 miesiącu ciąży, w sprawie kryptowalutowej (wszelkie dane nieusuwalne w bankach i w sieci blockchain), gdzie sąd i prokurator zgodnie uznali, że podejrzana może „zmienić lub usunąć dane w sieci blockchain” (!), wiec trzeba zastosować areszt.
Wniosek o areszt tymczasowy uzasadniony groźbą matactwa, „bo podejrzany ma telefon i social media” a skoro tak, to może przez te social media mataczyć.
Areszt tymczasowy z uzasadnieniem groźby ucieczki, „ponieważ podejrzany ma paszport i już wie, że toczy się wobec niego sprawa a zatem, należy domniemać ze będzie uciekał”.
Nagminne „domniemywanie” oraz „brak możliwości wykluczenia”, przesłanek szczególnych stosowania środków zabezpieczających (w tym aresztu) gdy te przesłanki muszą, być realne, uzasadnione i wynikające z materiału dowodowego. Ale znowu, co za różnica. Przecież i tak, tego nikt potem nie rozlicza.
Przedłużenie aresztu, przez sędziego, znanego obrońcy Konstytucji i praw człowieka (ale tylko gdy chodzi o prawa sędziów…), który skrócił wystąpienie prokuratora i moje do jednego zdania, zamknął posiedzenie i wysłał osadzonego na następne 3 m-ce. do aresztu.
Prokurator, który odmówił widzenia osadzonemu w AŚ z jego nowo narodzonym dzieckiem (w obecności funkcjonariusza – jest taka możliwość), z wskazaniem na „groźbę matactwa” i naruszenia praw człowieka noworodka.
Mógłbym tak długo wyliczać. Prawda jest taka, że to ludzie musza się przede wszystkim zmienić, a nie przepisy. To ludzie stosują prawo, a nie na odwrót.
Wystarczy znieść immunitety formalne sędziów i prokuratorów oraz zacząć od jawności postepowań ws. aresztów tymczasowych (a tym pisze m.in. Fundacja Helsińska w Raporcie z 2023 roku). Zaraz by się okazało, że na podstawie obecnych przepisów da się równocześnie: „po ludzku” stosować przepisy o aresztach i środkach zapobiegawczych oraz zdecydowanie i efektywnie zwalczać przestępczość. Tu nie ma sprzeczności, a te dwa cele da się i trzeba realizować równolegle.
Paweł Osiński
Adwokat, prowadzący praktykę w sprawach karnych dot. przestępczości gospodarczej, prania pieniędzy i z wykorzystaniem nowych technologii (kryptoaktywa)
Das Programm SAFE – Security Action for Europe – ist ein neues EU-Finanzierungsinstrument, das vom Rat der Europäischen Union am 27. Mai 2025 verabschiedet wurde. Es bildet den ersten Pfeiler des Plans ReArm Europe/Readiness 2030 der Europäischen Kommission, dessen Ziel es ist, über 800 Milliarden Euro für Verteidigungsausgaben in der gesamten EU zu mobilisieren.
SAFE ermöglicht es den Mitgliedstaaten, zinsgünstige Darlehen mit langen Laufzeiten in Höhe von bis zu 150 Milliarden Euro aufzunehmen. Diese Mittel sollen ausschließlich für dringende und großformatige Investitionen in die europäische Verteidigungsindustrie verwendet werden.
Das Instrument ist eine Antwort auf die russische Aggression gegen die Ukraine, die schwerwiegende Lücken in den Verteidigungskapazitäten Europas offenbart hat – von unzureichenden Munitionsreserven über fragmentierte Beschaffungsstrategien bis hin zu mangelnden industriellen Produktionskapazitäten.
Ein zentrales Prinzip von SAFE ist die Verpflichtung zu gemeinsamen Beschaffungsvorhaben: Jedes Projekt muss mindestens zwei teilnehmende Staaten umfassen. Neben EU-Mitgliedstaaten können auch die Ukraine sowie EWR-EFTA-Länder am Programm teilnehmen.
Polen – der größte Begünstigte des SAFE-Programms
Polen hat bei der Europäischen Kommission einen Antrag eingereicht, der 139 Verteidigungsprojekte im Gesamtwert von 43,7 Milliarden Euro umfasst – und ist damit mit Abstand der größte Begünstigte des SAFE-Programms, der nahezu ein Drittel des gesamten Topfes beansprucht.
Am 17. Februar 2026 hat der Rat der EU den polnischen Investitionsplan endgültig genehmigt und damit den Weg für die Freigabe der Mittel geebnet.
Die polnische Regierung erklärt, dass 80 bis 89 Prozent der SAFE-Mittel – also rund 150 bis 160 Milliarden Zloty – in der heimischen Rüstungsindustrie eingesetzt werden sollen. Ziel ist es, den Anteil polnischer Unternehmen an Militäraufträgen deutlich zu steigern sowie bis 2030 neue Produktionslinien, Arbeitsplätze und innovative Projekte zu schaffen.
Welche Projekte plant Polen im Rahmen von SAFE zu finanzieren?
Die vollständige Projektliste ist aus Sicherheitsgründen vertraulich. Ein Teil der Projekte ist jedoch bereits öffentlich bekannt:
Schützenpanzer Borsuk – ein modernes amphibisches Kettenfahrzeug mit fortschrittlichen Zielsystemen.
Panzerhaubitze Krab – eines der Flaggschiffprodukte der polnischen Rüstungsindustrie, hergestellt von Huta Stalowa Wola.
Flugabwehrraketen Piorun – tragbare Flugabwehr-Raketensysteme, die sich im Kampf gegen Drohnen und Hubschrauber als sehr effektiv erwiesen haben.
Artilleriemunition 155 mm – produziert u. a. von der Firma Polska Amunicja; unverzichtbar für die Selbstfahrartillerie. Der durch den Krieg in der Ukraine entstandene Bedarf ist enorm.
Aufklärungsdrohnen FlyEye und FT5-Łoś – unbemannte Systeme der WB Group für Aufklärung und Echtzeitüberwachung.
Integriertes Drohnenabwehrsystem SAN – eine Antwort auf die wachsende Bedrohung durch unbemannte Luftfahrzeuge.
Airbus-Tankflugzeuge – Luftbetankungsflugzeuge des europäischen Konzerns. Ein Beispiel für ein mit einem ausländischen Partner im Rahmen der SAFE-Anforderung gemeinsamer Beschaffung durchgeführtes Projekt.
Neben militärischer Ausrüstung sollen SAFE-Mittel auch für Infrastruktur und Cybersicherheit eingesetzt werden.
Warum ist SAFE eine Chance für deutsche Unternehmen?
Die polnische Rüstungsindustrie – die hauptsächlich in der Polnischen Rüstungsgruppe (PGZ) konzentriert ist – ist eine dynamisch wachsende, aber nach wie vor begrenzte Struktur. Obwohl der Anteil heimischer Unternehmen an Militäraufträgen in den letzten zwei Jahren von 20 auf fast 40 Prozent gestiegen ist, übersteigt das im Rahmen von SAFE geplante Investitionsvolumen von 43,7 Milliarden Euro bis 2030 die aktuellen Produktions- und Technologiekapazitäten der polnischen Rüstungsbranche bei Weitem.
Die Realisierung von 139 Projekten in so kurzer Zeit ist ohne ausländische Partner unmöglich – Partner, die über fertige Technologien, Produktionslinien und Know-how im Bereich fortschrittlichen Militärgeräts verfügen. Genau hier entsteht Raum für Unternehmen aus Deutschland.
Deutschland – der natürliche Technologiepartner
Deutschland verfügt über eine der fortschrittlichsten Verteidigungs- und Technologieindustrien in Europa. Unternehmen wie Rheinmetall, KNDS (Mitproduzent des Leopard-Panzers), Hensoldt, Diehl Defence, ESG Elektroniksystem sowie zahlreiche Innovationsunternehmen aus den Bereichen neue Technologien, Künstliche Intelligenz und Cybersicherheit verfügen genau über das, was die polnische Armee benötigt – und was die polnische Rüstungsindustrie noch nicht selbständig herstellen kann.
Rheinmetall, das bereits in Polen aktiv ist (u. a. über ein Gemeinschaftsunternehmen mit der PGZ namens Rheinmetall BAE Systems Land), ist ein gutes Beispiel für ein Kooperationsmodell, das von anderen Unternehmen übernommen werden kann. Produktionsstätten in Polen, Munitionslieferungen oder Schutzsysteme für Kampfplattformen – das sind Bereiche, in denen deutsche Hersteller bei der Umsetzung von SAFE-Projekten ihren Platz suchen und finden sollten.
Zusammenfassung
Die SAFE-Mittel sollen bis 2030 verausgabt werden. Erste Tranchen werden Polen bereits im Frühjahr 2026 erreichen. Das bedeutet, dass Entscheidungen über Partnerschaften, Kooperationsstrukturen und Vertragsverhandlungen jetzt getroffen werden müssen – noch bevor die Agencja Uzbrojenia (Beschaffungsagentur) und der Generalstab der polnischen Streitkräfte offiziell Ausschreibungen ankündigen.
Unternehmen, die als Erste Beziehungen zu polnischen Rüstungsunternehmen, Regierungsstellen und der Polnischen Rüstungsgruppe (PGZ) aufbauen, werden sich einen entscheidenden Wettbewerbsvorteil bei der Bewerbung um SAFE-Aufträge sichern.
Das SAFE-Programm ist eine beispiellose Mobilisierung finanzieller Mittel für die europäische Verteidigung. Polen – als größter Begünstigter mit einem Budget von 43,7 Milliarden Euro – wird zum zentralen Rüstungsstandort an der Ostflanke der NATO.
Für deutsche Unternehmen aus dem Technologie- und Rüstungssektor ist dies eine historische Chance: Die Lücke zwischen den Ambitionen der polnischen Armee und den begrenzten Kapazitäten der heimischen Rüstungsindustrie kann genau durch die Kooperation mit Partnern von jenseits der Oder geschlossen werden – durch Joint Ventures, Technologietransfers, gemeinsame Konsortien und Produktionsinvestitionen in Polen.
Paweł Osiński
Rechtsanwalt, Experte für Gesellschaftsrecht und Begleitung ausländischer Investitionen
Wenn Sie Fragen zur Gründung und Betreuung von Gesellschaften in Polen haben, stehen wir Ihnen gerne zur Verfügung. Wir sprechen Deutsch:
Akta Jeffreya Epsteina zelektryzowały media na całym świecie. Zaskoczenie? Ale czym? Tym, że zdeprawowane elity, z poczuciem bezkarności dzięki kontaktom i ogromnym pieniądzom, między głoszeniem frazesów o tym, jak to troszczą się o dobrostan ludzkości, latały prywatnymi odrzutowcami na wyspę „kolegi” multimilionera, skazanego już wtedy za pedofilię? Dla mnie nie.
Co ciekawe, ta afera rozgrywa się w purytańskich i rozmodlonych Stanach Zjednoczonych, a jej istotą nie jest korzystanie z usług seksualnych za pieniądze, ale świadome wykorzystywanie słabszych od siebie w poczuciu bezkarności i akceptacji w swoim „towarzystwie” (multimilionerzy, arystokracja, celebryci, politycy). Gdzie wykorzystywanie słabszych od siebie to jak widać norma. Tak jest zawsze w systemach prawnych, które z powodów panującego w nim porządku moralnego unikają zmierzenia się z trudnymi społecznie tematami, spychając je w strefę tabu. A takimi trudnym zagadnieniem jest wolność seksualna ludzi. Wtedy rządzi hipokryzja, podwójne standardy moralne i uniki. Powstają wtedy idealne warunki, aby uprzywilejowani mogli wykorzystywać bezkarnie słabszych od siebie przy bardzo powolnej reakcji wymiaru sprawiedliwości. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji np. w Niemczech, gdzie temat wolności seksualnej i związanej z tym kwestii odpłatnych usług seksualnych jest od-tabuizowany, czytelnie objęty regulacjami państwa, z wyraźnym celem ochrony osób o słabszej pozycji ekonomicznej czy społecznej przed wykorzystaniem w tak wrażliwym obszarze jak wolność seksualna.
Wróćmy jednak na krajowe podwórko. W aktach tych znalazły się także polskie nazwiska, a szef rządu zapowiedział powołanie zespołu w Prokuraturze do zbadania czy któraś z tych osób powinna ponieść odpowiedzialność za swoje czyny na podstawie przepisów polskiej ustawy karnej. Nawet jeśli te czyny miały miejsce za granicą.
Nasuwa się tutaj zatem podstawowe pytanie: czy obywatel polski może ponieść odpowiedzialność karną na czyny zabronione określone w art. 204 kodeksu karnego (tzw. przestępstwa eksploatacji prostytucji) popełnione za granica? I jeśli tak, to na jakich zasadach?
Odpowiedz jest taka, że owszem, odpowiedzialność karna za takie czyny zabronione popełnione za granica jest możliwa, ale to, na jakiej podstawie prawnej, w jakiej konkretnej sytuacji, nie jest już takie proste i czytelne. Aby udzielić zrozumiałej odpowiedzi musimy najpierw wyjaśnić pewne podstawowe zasady prawa karnego dotyczące zakresu terytorialnego obowiązywania przepisów karnych. Szczególnie w sprawach o zasięgu transgranicznym
Zasada terytorialności prawa karnego
Jednym z fundamentów polskiego prawa karnym oraz systemów prawna karnego innych suwerennych państw jest zasada terytorialności. Jest ona określona w kodeksie karnym w art. 5 i brzmi tak: „Ustawę karną polską stosuje się do sprawcy, który popełnił czyn zabroniony na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej (…).” Jest ona logiczną konsekwencja jednej z podstawowych zasad prawa międzynarodowego tj. zasady poszanowania suwerenności państw. Prawo karne to przejaw porządku społecznego na danym obszarze. Jego naruszenie wiąże się z wkroczeniem w najważniejsze prawo człowieka: jego wolność. Zrozumiale jest zatem, że prawo stworzone i obowiązujące na terenie danego państwa, powinno odnosić się tylko do członków tego państwa oraz do osób, które na terenie tego państwa przebywają.
Wyjątków od tej fundamentalnej zasady jest parę. Opisze tutaj tylko dwa z nich, najważniejsze. Należy mieć na uwadze, że każdy z tych wyjątków, a szczególnie ten drugi, powinny być interpretowane w sposób wąski i precyzyjny. Chodzi o to, że przepisy prawna karnego mają także funkcję gwarancyjną. Ich naruszenie może wywołać ingerencję przez wymiar sprawiedliwości w takie prawa podstawowe jak wolność czy własność, zatem powinny być czytelne i zrozumiałe dla adresatów tych przepisów. Czyli dla nas. Innymi słowy, osoba, która po zapoznaniu się z danym przepisem, będzie tak kierować swoim zachowaniem, aby jego treści nie naruszyć, nie może być potem zaskoczona jakąś odmienną interpretacja. Funkcja gwarancyjna polega na tym, że norma prawa karnego nie tylko określa czego nie wolno, ale zabezpiecza przed arbitralna, nieuzasadnioną ingerencją państwa w prawa podstawowe człowieka. Wykładnia prawa karnego powinna być zatem zawsze możliwie wąska i precyzyjna. Wykluczony jest tutaj wszelki automatyzm albo jakieś rozszerzające, „kreatywne” metody interpretacji, które mogą spowodować, że adresat przepisów zostanie zaskoczony ich znaczeniem.
Zasada podwójnej karalności – wyjątek #1
Jednym z podstawowych wyjątków od zasady terytorialności prawa karnego jest zasada podwójnej karalności, określona w art. 109 k.k. oraz z art. 111 k.k. Brzmi ona w pewnym uproszczeniu tak:
Ustawę karną polską stosuje się do obywatela polskiego, który popełnił przestępstwo za granicą. Jednakże, warunkiem odpowiedzialności za czyn popełniony za granicą jest uznanie takiego czynu za przestępstwo również przez ustawę obowiązującą w miejscu jego popełnienia.
Ratio legis (uzasadnienie) zasady podwójnej karalności opiera się na tym, że obywatel polski obowiązany jest do przestrzegania krajowego porządku prawnego także gdy przebywa poza granicami Polski. Zasada podwójnej karalności ma jednak istotne ograniczenie: warunkiem odpowiedzialności za czyn popełniony za granicą jest uznanie go za przestępstwo także w miejscu popełnienia. Jest to także pewien mechanizm gwarancyjny. Obywatel Polski przebywając za granica w pierwszej kolejności powinien – w związku z zasadą terytorialności prawa karnego, obowiązującą także w państwie, na terenie którego przebywa – orientować się na porządek prawny tego kraju. Zatem, w przypadku różnic pomiędzy poszczególnymi systemami w odniesieniu do norm prawa karnego, prymat jest przyznany prawu obcemu. Kraju, na którego terenie obywatel polski przebywa.
W tym konkretnym przypadku, dla zastosowania zasady podwójnej karalności, konieczne będzie ustalenie na terenie jakiego państwa dochodziło do czynów zabronionych popełnionych przez obywateli polskich wymienionych w aktach Epsteina i ustalenie norm prawa karnego obowiązujących na terenie tego państwa.
Zasada represji wszechświatowej, czyli art. 113 k.k. – wyjątek #2
Drugim wyjątkiem od zasady terytorialności prawa karnego jest zasada represji uniwersalnej (wszechświatowej) określona w art. 113 k.k. Przepis ten brzmi następująco:
Art. 113. [Ściganie przestępstwa na mocy umów międzynarodowych]
Niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia przestępstwa, ustawę karną polską stosuje się do obywatela polskiego oraz cudzoziemca, którego nie postanowiono wydać, w razie popełnienia przez niego za granicą przestępstwa, do którego ścigania Rzeczpospolita Polska jest zobowiązana na mocy umowy międzynarodowej, lub przestępstwa określonego w Rzymskim Statucie Międzynarodowego Trybunału Karnego, sporządzonym w Rzymie dnia 17 lipca 1998 r. (Dz. U. z 2003 r. poz. 708 oraz z 2018 r. poz. 1753).
Treść tego artykułu kodeksu karnego jest realizacją zasady prawa międzynarodowego, stanowiącej, że cała społeczność międzynarodowa powinna przejawiać zainteresowanie zwalczaniem najgroźniejszych i najpoważniejszych przestępstw. W szczególności tych, które godzą w jej wspólne interesy, a efektywne ściganie ich sprawców wymaga solidarnej współpracy pomiędzy państwami.
Na tym fundamencie, społeczność międzynarodowa, poprzez zawarcie różnego rodzaju porozumień międzynarodowych (konwencje, umowy, traktaty), określiła pewne czyny i zdarzenia jako zbrodnie wagi międzynarodowej oraz wprowadziła tam upoważnienia do wykonywania uniwersalnej jurysdykcji karnej, mającej zapewnić, iż sprawcy tego rodzaju zbrodni nie uciekną od odpowiedzialności. Niezależnie od różnic w systemach prawnych poszczególnych krajów.
Ww. rozwiązania prawne na polu międzynarodowym są wynikiem utrwalenia poglądu, że karanie najcięższych zbrodni przeciwko ludzkości (tzw. delicta iuris gentium), zwanych także w praktyce karnej przestępstwami konwencyjnymi, nie może być uznane za pozostające w ramach wewnętrznych spraw państwa, na terytorium którego zostały one popełnione. Gdyż w związku z oczywistymi różnicami prawnymi pomiędzy poszczególnymi państwami, sprawcy mogliby uniknąć odpowiedniość karnej np. chroniąc się na terytorium krajów, które nie przewidują karalności danego czynu, nie przewidują ekstradycji czy których system prawny jest po prostu niewydolny.
W teorii brzmi to sensownie, ale zobaczmy, jak to wygląda w praktyce.
Przesłanki do zastosowanie zasady represji wszechświatowej z art. 113 k.k.
Zasada represji wszechświatowej odnosi się zarówno do obywatela polskiego jak i cudzoziemca. W zasadzie więc odnosi się do każdego. Kluczową jednak przesłanką zastosowania tej niezwykle daleko idącej podstawy odpowiedzialności karnej brzmi następująco:
„(…) w razie popełnienia przez niego [sprawcę] za granicą przestępstwa, co do którego ścigania Rzeczpospolita Polska jest zobowiązana na mocy umowy międzynarodowej (…)”
I tutaj napotykamy już pierwszy problem. Dla uruchomienia zasady represji uniwersalnej, Polska musi być strona konwencji międzynarodowej, która wyraźnie nakazuje ściganie tego rodzaju przestępstw popełnionych poza granicami kraju z pominięciem zasady terytorialności. Kłopot polega na tym, że RP zawiera wiele umów międzynarodowych dotyczących współpracy w sprawach karnych, ale nie każda taka umowa jest „umową nakazującą ściganie”. Oceniać to powinniśmy po treści danej umowy. Niektóre z nich, dotyczą tego, że strony danej konwencji będę w swoim porządku prawnym, w określony sposób, regulować dane zjawiska społeczne. Nie ma tam szczegółowych i wyraźnych przepisów nakazujących i regulujących ściganie takich przestępstw poza granicami Polski. Tymczasem, w praktyce wymiaru sprawiedliwości następuje dość swobodne interpretowanie tego, co jest taką „umową międzynarodową na podstawie, której, Polska jest zobowiązana do ścigania przestępstw za granicą”.
Jest tak dlatego, że nie każda umowa międzynarodowa dot. współpracy w sprawach karnych, zawiera w sobie przepisy które upoważniają do zastosowanie ścigania przestępstw ponad granicami Polski. Brak także w kodeksie karnym ustawowej definicji takiej umowy oraz terminu „przestępstwa konwencyjnego”, którego wystąpienie uzasadnia zastosowanie zasady represji wszechświatowej. Efekty tego widać doskonale na przykładzie orzecznictwa w sprawach przestępstw narkotykowych popełnianych przez obywateli polskich poza granicami kraju, które bardzo często maja transgraniczny charakter. W tych sprawach, o podobnym stanie faktycznym (wprowadzenie na teren Polski środków odurzających bez zezwolenia) można spotkać przeróżne podstawy prawne wyroków skazujących: raz jest to prawo krajowe, raz zasada podwójnej karalności, a raz jakaś konwencja międzynarodowa.
A przecież poruszamy się na gruncie prawna parnego i to wyjątku od zasady terytorialności represji karnej. Zatem, przepisy w tym obszarze powinny być, po pierwsze precyzyjne i czytelne, a po drugie, interpretowane w sposób wąski.
Jest to oczywiście sytuacja niebezpieczna dla adresatów tych norm, czyli do nas, obywateli, gdyż w zasadzie nie mamy pewności: to jakiego porządku prawnego mamy przestrzegać w takich sprawach? Jak słusznie pisze Jacek Giezek (Komentarz to art. 113 k.k. system Wolters Kluwers):
„Konieczne jest odrzucenie takiego rozumienia art. 113 k.k., w którym sam fakt przystąpienia przez RP do określonej umowy międzynarodowej, nakładającej obowiązek penalizacji jakiejś klasy zachowań, przekłada się automatycznie na prawo objęcia penalizacją i ścigania tych zachowań na terenie państwa innego niż umawiające się strony.”
Art. 113 k.k. sprzeczny z Konstytucja?
W mojej ocenie, w obecnym brzemieniu, art. 113 k.k. budzi wątpliwości konstytucyjne z puntu widzenia naruszenia zasady zaufania obywatela do państwa, ponieważ w polskim systemie prawa karnego, brak jest precyzyjnej i czytelnej dla obywatela definicji kluczowego terminu z art. 113 k.k. tj. „umowy międzynarodowej, na mocy której, Rzeczpospolita Polska zobowiązana jest do ścigania za przestępstwo popełnione za granicą”. A przecież na podstawie wykładni art. 113 k.k. a w szczególności na podstawie wykładni ww. fragmentu, obywatel polski, ale także cudzoziemiec, podlegać może ściganiu przez organy wymiaru sprawiedliwości RP, za jego czyny na terenie całego świata, niezależnie jakie przepisy obowiązywały w miejscu popełnienia przez niego czynu.
Jak wspomniano wyżej, art. 113 k.k. wprowadza wyjątek od zasady terytorialności ujętej w art. 5 k.k. Wyjątek, który może mieć dla danej osoby kolosalne konsekwencje, w związku z oczywistymi i zrozumiałymi różnicami pomiędzy poszczególnymi krajami w tym co jest, a co nie jest dozwolone. Wyjątek, który powinien mieć swoje zastosowanie tylko wtedy, gdy mamy do czynienia z najcięższymi przestępstwami przeciwko ludzkości. Co oznacza, że zasady zastosowania ww. wyjątkowej i niezwykle dolegliwej zasady represji uniwersalnej powinny być w przepisach prawnych jasno i czytelnie opisane, tak aby każdy adresat tych norm wiedział, jak powinien dostosować swoje zachowanie, aby mieć pewność, że jego działania są zgodne z prawem. W odniesieniu do art. 113 takiej jasności i pewności brak, a sposób skonstruowania ww. przepisu rodzi istotne wątpliwości z punku widzenia konstytucyjnej zasady zaufania obywatela do państwa.
A jak słusznie stwierdził TK w wyroku z 15 lutego 2005 roku, sygn. akt. K 48/04:
„Ochrona zaufania wyraża się w takim stanowieniu i stosowaniu prawa, by nie stawało się ono swoistą pułapką dla obywatela i aby mógł on układać swoje sprawy w zaufaniu, że nie naraża się na skutki prawne, których nie mógł przewidzieć w momencie podejmowania decyzji i działań.”
Ściganie za przestępstwa z art. 204 k.k. popełnione za granica
Za czyny popełnione za granica Polski a opisane w art. 204 k.k. (tzw. przestępstwa eksploatacji prostytucji) obywatel polski może odpowiadać zatem na zasadzie podwójnej karalności lub z zastosowaniem art. 113 k.k. na zasadzie represji uniwersalnej, na podstawie dwóch umów międzynarodowych zawartych przez Polskę:
Konwencja w sprawie zwalczania handlu ludźmi i eksploatacji prostytucji z 21 marca 1950 roku, zwana dalej „Konwencją”.
Rzymski Statut Międzynarodowego Trybunału Karnego, 17 lipca 1998 roku, zwany dalej „Statutem MTK”.
Na przykładzie tych dwóch aktów prawnych doskonale widać problemy z wykładnią art. 113 k.k., a w szczególności przesłanki zastosowania kluczowej przesłanki tej normy prawnej tj. umowy międzynarodowej, której RP jest stroną, nakazującej ściganie danych przestępstw typu delictum iuris gentium, poza granicami kraju.
Analizując treść przepisów Konwencji należy do wniosku, że nie ma tam przepisów nakazujących i regulujących ściganie przestępstw związanych z prostytucją na terenie innych państw. Jej przepisy obligują jedynie państwa, strony Konwencji, do wprowadzenia określonych rodzajów przestępstw do swojego porządku prawnego. Tak np. art. 1 oraz 2 Konwencji. Dodatkowo art. 11 oraz 12 Konwencji, wyraźnie stanowią o tym, że postanowienia Konwencji „nie mogą być interpretowane jako przesądzające stanowisko strony Konwencji co do ogólnego problemu zakresu jurysdykcji karnej przewidzianej w prawie międzynarodowym” oraz że „Konwencja nie zmienia zasady, że przestępstwa, o których w niej mowa, mają być w każdym kraju określane, ściganie i karane zgodnie z prawem krajowym.”
Innymi słowy, Konwencja nie jest umową międzynarodową, o której mówi art. 113. A zatem, nie można na jej podstawie przypisać odpowiedzialności karnej w oparciu o art. 204 k.k., za czyny, dokonane wyłącznie na terenie innego kraju. Co nie przeszkadza prokuraturze powoływać się na Konwencję w sprawach dotyczących tego typu czynów (eksploatacja prostytucji) jako podstawy prawnej dla postawienia zarzutów i ścigania z zastosowaniem jurysdykcji uniwersalnej.
Gdy spojrzymy natomiast na Statut MTK a w szczególności na jego treść, to dojdziemy do wniosku, że właśnie ten akt międzynarodowy, jest podstawą dla zastosowania zasady represji uniwersalnej, określonej w art. 113 k.k. Ustanawia on w sposób wyraźny ramy dla ścigania w trybie międzynarodowym najpoważniejszych przestępstw przeciwko ludzkości poprzez kompleksowe przepisy regulujące postepowanie Trybunału: pozycje i uprawnienia prokuratorów MTK, rozprawę, orzekanie etc. Co więcej, w art. 7 Statutu MTK o tytule „Zbrodnie przeciwko ludzkości” wymienia on wyraźnie „przymusową prostytucję” czyli sutenerstwo, ale z koniecznym elementem przemocy, przymusu lub wyzysku jako jedno z przestępstw co do których zwalczania Trybunał MTK został powołany.
A contrario, czerpanie korzyści ze świadczenia usług seksualnych (sutenerstwo z art. 204 § 2 k.k. czy, odchodząc od tego okropnego, stygmatyzującego języka: działalność gospodarcza w zakresie organizacji usług seksualnych) nie jest przestępstwem przeciwko ludzkości. Natomiast jest taką zbrodnia przymusowa prostytucja czy eksploatacja prostytucji połączona z przymusem czy wyzyskiem. I słusznie! Ponieważ na wyzysk, przymus i eksploatacje człowieka nie ma miejsca w jakimkolwiek obszarze społecznym.
Zasada represji wszechświatowej a prawo Unii Europejskiej
Warto w tym miejscu zauważyć, że argumentem, który wspiera ww. kierunek wykładni, że tylko eksploatacja prostytucji połączona z wyzyskiem czy przymusem stanowi delictum iuris gentium, i uzasadnia zastosowanie zasady represji wszechświatowej na postawie art. 113 k.k. w zw. z przepisami Statutu MTK, z jest to, że gdyby przyjąć wykładnie szerszą, że każdy czyn zabroniony dot. eksploatacji prostytucji uzasadnia zastosowanie zasady represji wszechświatowej, to prowadziłoby to do sytuacji, gdzie zmuszeni jesteśmy uznać, że na terenie niektórych państw członkowskich UE, poszczególne państwa popełniają zbrodnie przeciwko ludzkości, a Polska obowiązana jest ścigać obywateli tych krajów, za te czyny.
Przypomnieć bowiem należy, że w takich krajach Unii Europejskiej jak Niemcy, Holandia czy Grecja, zarówno prostytucja jak i świadczenie usług w zakresie organizacji prostytucji są legalne, pod kontrolą i ochroną Państwa (model dekryminalizacyjny podejścia do zjawiska prostytucji). Jest tak pod warunkiem, że nie wiąże się z tym przymus, wyzysk czy wykorzystanie nieletnich.
Grecja oraz Holandia są zresztą stronami, sygnatariuszami Konwencji, interpretując ją – i słusznie – nie jako podstawę do penalizacji na zasadzie represji uniwersalnej każdej formy sutenerstwa, ale jako akt prawny zobowiązujący do zwalczania handlu ludźmi i eksploatacji prostytucji (czyli nie każdej formy sutenerstwa, ale tylko takiej, gdzie mamy do czynienia z wyzyskiem i przymusem), na swoim obszarze, wg. norm i zasad przyjętych we własnym prawie krajowym.
Polska jest członkiem UE i w związku z tym, zobligowana jest zaakceptować prymat prawa wspólnotowego. Co prawda prawo karne jest gestii w poszczególnych państwa członkowskich, jednakże tylko w na ich obszarze danej jurysdykcji krajowej. W sprawach transgranicznych, rozgrywających się na terenie UE, dotyczących innych obywatelu UE, Prawo Wspólnotowe ma wpływ na to jak poszczególne państwa członkowskie stosują normy prawa karnego. A takich spraw transgranicznych jest coraz więcej w związku z mobilnością obywateli państwa członkowskich.
Jest to temat na osobny artykuł. Tutaj jako przykład wpływu prawa UE na zastosowanie polskiej ustawy karnej, powołam się na orzeczenie SA w Katowicach z 30 listopada 2025 roku (II AKz 734/05, LEX nr 16460), który stwierdził w odniesieniu do art. 109 k.k. (zasada podwójnej karalności), że: Rzeczypospolita Polska jest państwem członkowskim Unii, a na każdym z tych państw spoczywa obowiązek przestrzegania zobowiązań i w konsekwencji obowiązek podjęcia wszelkich właściwych środków w celu wykonania zobowiązań wynikających z traktatu lub działań instytucji Wspólnoty. Z traktatów wynika fundamentalna zasada lojalności oraz wzajemnego zaufania pomiędzy państwami członkowskimi, która zakłada domniemanie, że inne państwa podzielają te same wartości, na których opiera się Unia Europejska.
Zatem, nie jest możliwe przyjęcie przez jeden z krajów członkowskich UE – dla celów stosowania prawa krajowego wobec obywatela Unii Europejskiej (np. obywatel polski), że przepisy krajowe innego kraju, członka UE stanowią zbrodnie przeciwko ludzkości w rozumieniu prawa międzynarodowego.
Podsumowanie
Art. 113 k.k. wprowadzający do polskiego systemu prawa karnego zasadę represji uniwersalnej i pojęcie „przestępstwa konwencyjnego” należy uznać za sprzeczny z Konstytucją, gdyż jego treść jest niejasna i sprawia, że adresat tej normy prawnej nie jest w stanie jednoznacznie ustalić jego treść, aby wiedzieć jak ukształtować swoje zachowania.
Co do odpowiedzialności z art. 204 k.k. za opisane w nim czyny zabronione popełnione poza granicami kraju, to stwierdzić należy, że Konwencja nie jest aktem prawnym, o którym mowa w art. 113 k.k. a czyn opisany w art. 204 §2 k.k. nie jest delictum iuris gentium uzasadniającym zastosowanie zasady represji wszechświatowej. Jednakże taką podstawą prawną może być Statut MTK w przypadku eksploatacji prostytucji połączonej z przemocą lub wyzyskiem.
Być może zatem, oprócz zespołu prokuratorów, powinien zostać powołany także zespół legislacyjny, aby poprawić treść art. 113 oraz aby wreszcie zając się w Polsce uregulowaniem prawnym kwesti usług seksualnych. Doświadczenie praktyki prawa pokazuje bowiem, że sytuacja, gdy jakikolwiek obszar aktywności społecznej znajduje się w szarej strefie, jest kwestią czasy gdy ściąganą tam osoby, które świetnie się w takim półcieniu czują, przekonane o tym, że są poza zasięgiem prawa.
Paweł Osinski
Adwokat prowadzący praktykę w transgranicznych sprawach karnych oraz sprawach karnych dot. usług seksualnych.
Spółka BV w Holandii to elastyczna i efektywna kosztowo forma prawna, często wybierana przez przedsiębiorców w związku z międzynarodowa ekspansja działalności. Pewne podstawowe cechy Holandii, jej systemu prawnego i podatkowego oraz najważniejsze kwestie dot. założenia i funkcjonowania spółki BV w Holandii (odpowiednik polskiej spółki z o.o.) opisałem we wcześniejszych wpisach:
Dzisiaj chciałbym w paru słowach zarysować, jak wygląda proces sprzedaży udziałów w takiej spółce, w związku z tym, że coraz więcej polskich przedsiębiorców posiada taka spółkę i zwraca się do mnie o wsparcie prawne czy to przy sprzedaży udziałów, podwyższeniu kapitału czy przy całym procesie wejścia do spółki nowego inwestora, co zwykle obejmuje zawarcie umowy inwestycyjnej oraz zmiany w umowie spółki i organach spółki.
Przeniesienie własności udziałów w Spółce BV w Holandii
Generalnie, planując przeniesienie własności udziałów w spółce BV w Holandii, należy uwzględnić następujące zasady wynikające z holenderskich przepisów. Dla jasności, przeniesienie własności udziałów to może być np. sprzedaż, zamiana lub darowizna, ale najczęściej jest to sprzedaż udziałów:
Sprzedaż udziałów w spółce BV z siedzibą w Holandii wymaga dla swojej skuteczności sporządzenia aktu notarialnego przez notariusza w Holandii. Co do zasady w Holandii wszelkie operacje dot. udziałów w spółce BV jak przeniesienie, wydanie nowych czy zastaw udziałów etc. wymagają czynności przed notariuszem).
Co ważne, udział notariusza w Holandii polega na sporządzeniu pełnego aktu notarialnego, w przeciwieństwie do Polski, gdzie do przeniesienia udziałów wystarczy poświadczenia podpisów przez notariusza. To oznacza, więcej formalności i większy udział notariusza przy sporządzaniu umowy przenoszącej własność udziałów.
Przeniesienie własności udziałów, staje się skuteczne z chwilą zawarcia umowy sprzedaży w formie aktu notarialnego. Nie ma tutaj podziału na dwie, technicznie mówiąc, czynności: przeniesienie udziałów i rejestracja w Rejestrze Handlowym (KVK). Transakcja jest skuteczna z chwilą podpisania przez notariusza aktu notarialnego. Notariusz przekazuje następnie informacje o transakcji do Rejestru Handlowego w Holandii, a my – strony – otrzymujemy zaktualizowany rejestr wspólników (register of shareholders). To, prywatny dokument, podpisywany przez zarząd spółki, odpowiednik listy wspólników w polskiej sp. z o.o., ale zdecydowanie bardziej rozbudowany.
Jedyny wyjątek, gdy zgłoszenie do KVK jest obowiązkowe, to sytuacja, gdy jedyny wspólnik spółki zbywa wszystkie posiadane udziały. Wtedy konieczna jest rejestracja tego faktu w Rejestrze Handlowym.
Zmiany w umowie spółki BV
Częstą sytuacją jest zawarcie umowy sprzedaży udziałów w spółce BV połączone ze zmianami w umowie spółki oraz zmianami w zarządzie spółki. Dzieje się tak najczęściej, gdy mamy do czynienia z wejściem do spółki nowego inwestora na podstawie umowy inwestycyjnej, która przewiduje dokonanie szeregu zmian w spółce. Tak, aby zasady funkcjonowania spółki, wynikające w dużej mierze z umowy spółki, odpowiadały nowej sytuacji, gdzie jest już więcej niż jeden wspólnik.
W Holandii, zmiany w umowie spółki BV wymagają dla swojej ważności formy aktu notarialnego. Odmiennie niż w Polsce, zmiany te staja się skuteczne z chwilą podpisania aktu notarialnego. Notariusz przesyła następnie akt notarialny obejmujący zmiany wraz z aktualną wersją umowy spółki do Rejestru Handlowego. Jest to w zasadzie czynność administracyjna, która nie ma znaczenia dla odpowiedzi na pytanie, kiedy te zmiany zaczynają obowiązywać.
Zaletą spółki BV w Holandii jest to, że takie czynności jak sprzedaż udziałów czy zmiany w umowie spółki, mogą odbywać się na podstawie pełnomocnictwa, którego udzielenie nie wymaga jakichś nadzwyczajnych formalności jak np. apostille czy legalizacja. Praktyka czynności notarialnych w Holandii jest taka, że udziałowcy udzielają pełnomocnictwa pracownikom kancelarii notarialnej w Holandii do podpisania umowy sprzedaży udziałów oraz do wprowadzenia odpowiednich zmian w umowie spółki w formie aktu notarialnego. Jest to istotne ułatwienie całej procedury, które pozwala zaoszczędzić czas i energię potrzebną np. uzgadnianie treści zmian w umowie spółki czy umowie sprzedaży udziałów, zamiast tracić je na uzgadnianie i poświadczanie pełnomocnictw. Dla porównania, dokonywanie podobnych transakcji w Niemczech czy w Szwajcarii może być nieraz niezwykłe uciążliwe właśnie przez konieczność uzyskiwania apostille i legalizacji i nieraz jeszcze tłumaczeń samych klauzul apostille czy legalizacyjnych. Panuje zresztą w tym obszarze ogromne zamieszanie i bardzo dużo zależy od danego notariusza.
Powołanie nowego członka zarządu w spółce BV
Dokonanie zmian w zarządzie spółki BV nie wymaga firmy aktu notarialnego. Zwykła uchwała zgromadzenia wspólników jest wystarczająca. Powołanie do zarządu skuteczne jest z chwilą podjęcia uchwały. W praktyce tego typu transakcji tj. zmian w spółce związanych ze sprzedażą udziałów czy wejścia do spółki nowego wspólnika, zmiany w zarządzie zwykle są także ujęte w akcie notarialnym obejmującym przeniesienie własności udziałów oraz zmiany w umowie spółki. Notariusz przesyła wtedy do Rejestru Handlowego wszystkie zmiany przyjęte w akcie notarialnym. Aczkolwiek, co do zasady, przedstawiciele spółki mogą sami, w razie potrzeby, zgłosić do KVK zmiany w zarządzie wypełniając i składając dwa formularze: Form 16 oraz Form 11. Zmiany można zgłosić online, ale także w wersji papierowej.
Sprzedaż udziałów, zmiany w umowie spółki w Spółce BV w Holandii – wnioski
Porównując tego typu transakcje realizowane w Holandii, w Niemczech czy w Szwajcarii, uważam, że Holandia, jej system prawny i podatkowy, pozycja prawna i sposób działania notariusza w tym systemie oraz przepisy właściwe dla spółek handlowych, charakteryzuje się bardzo dużą elastycznością i niesformalizowanym sposobem działania. W przypadku Holandii oraz innych zachodnioeuropejskich krajów jak Niemcy czy Szwajcaria, sporym wyzwaniem pozostaje jednak, ze względu na specyfikę rynku usług prawniczych, o której pisałem w moich wcześniejszych artykułach, znalezienie kancelarii notarialnej czy prawnej, ktora będzie mogła wspierać nas przy takiej transakcji.
Paweł Osinski
Adwokat, ekspert od. międzynarodowego prawa spółek, transakcji transgranicznych oraz prawa karnego – gospodarczego.
W dniu 15 października 2025 roku, Komisja Petycji Sejmu rozpatrzyła petycję mojego autorstwa ws. kompleksowego uregulowania świadczenia i organizowania usług seksualnych w Polsce (dalej „Petycja”). Ku mojemu pewnemu zaskoczeniu, Komisja skierowała ten dokument do dalszych prac do Sejmowej Komisji Sprawiedliwości oraz Praw Człowieka.
Dodatkowo, otrzymałem przed paroma tygodniami odpowiedź na petycję z Departamentu Prawa Karnego Ministerstwa Sprawiedliwości. Z jej treścią całkowicie się nie zgadzam, ale bardzo doceniam fakt, że urzędnik ministerstwa, autor tej odpowiedzi, znalazł czas na merytoryczna polemikę.
Czas zatem zmierzyć się z głównymi, dość stereotypowymi przyznaję argumentami, jakie przeciwko kompleksowemu uregulowaniu zjawiska odpłatnego świadczenia usług seksualnych, padły na Komisji Petycji Sejmu oraz w stanowisku Ministerstwa Sprawiedliwości.
Czy świadczenie usług seksualnych w Polsce jest legalne?
Zacząć należy od tego, że nieprawdą jest, powtarzane często w ramach tej dyskusji zdanie, że „przecież w Polsce, świadczenie usług seksualnych jest legalne”. Otóż nie. Tego rodzaju działalność nie jest w Polsce legalna, a jedynie „tolerowana” przez państwo, które łaskawie powstrzymuje się od karania takiego zachowania, w dalszym ciągu je stygmatyzując, uznające je za „nieobyczajne” i sprzeczne z obowiązującymi zasadami społecznymi.
Aby dobrze wyjaśnić na czym polega różnica:
„legalne” jest świadczenie usług fryzjerskich, usług prawnych, produkcja mebli czy prowadzenie piekarni. Każdy z tym zawodów może (a nawet musi) założyć działalność gospodarczą, aby ją wykonywać. Obowiązany jest, czy chce czy nie, odprowadzać podatki. Podlega ubezpieczeniu społecznemu, emerytalnego i zdrowotnemu. Podlega ochronie państwa: jeśli klient nie zapłaci z ww. usługi można pójść do sądu po nakaz zapłaty a następnie skorzystać z przymusu państwa czyli komornika, który wyegzekwuje należność.
Osoba, która chciałaby świadczyć usługi seksualne w kraju nad Wisłą, nie ma takiej możliwości. Nie może zarejestrować działalności gospodarczej. Nie może podlegać ubezpieczeniu emerytalnemu czy zdrowotnemu. Nie może rozliczać kosztów i płacić podatków. Nie podlega ochronie państwa, bo w przypadku sporu o zapłatę sąd oddali pozew o zapłatę z argumentem, że czynności prawne sprzeczne z zasadami współżycia społecznego (tzn. niemoralne) są z punktu widzenia prawa cywilnego nieważne.
Jest tak dlatego, że w Polsce, organy intepretujące prawo: sądy oraz organy administracji skarbowej, jak urzędy skarbowe, uznają, że działalność w zakresie usług seksualnych jest niezgodna z „zasadami współżycia społecznego” i sprzeczna z „dobrymi obyczajami”. Z tego powodu, nie może być przedmiotem ważnej umowy oraz legalnie wykonywanej działalności gospodarczej.
Nie ma zatem mowy o legalnych usługach seksualnych w Polsce. Jest szara strefa, obszar, którego państwo udaje, że nie widzi.
Po co nam państwo i regulacje?
Następnym fałszywym argumentem przeciwko czytelnemu uregulowaniu świadczenia usług seksualnych w Polsce, powtarzanym często, co zaskakujące, przez przedstawicieli Policji, jest stwierdzenie, że, uregulowanie zjawiska usług seksualnych „utrudniłoby ściganie przestępstw związanych z tym zjawiskiem”. Często powołuje się tutaj na jakieś rzekome dane badawcze z Niemiec, gdzie usługi seksualne są uregulowane już od ponad 20 lat, które podobno wskazują na to, że „przestępcy wykorzystują legalne możliwości działalności gospodarczej” np. prowadzenia agencji towarzyskiej jak w Niemczech (co jest w Niemczech dozwolone i podlega nadzorowi państwa), w celu ukrycia swojej przestępczej działalności.
Jest to manipulacja oparta wynikach badan z ewaluacji funkcjonowania niemieckich przepisów regulujących działalność, w zakresie świadczenia i organizowania usług seksualnych. Tzn. ewaluacja była przeprowadzana, ale nie ma tam takich danych, wskazujących na to, że „regulacje ułatwiają przestępcom działalność”.
Takie ewaluacje w Niemczech są cyklicznie przeprowadzane i ostatnią z 24 czerwca 2025 roku można znaleźć na stronie Ministerstwa Edukacji, Rodziny, Seniorów, Kobiet i Młodzieży RFN:
Co do wniosków z tej ewaluacji to proponuje sięgnąć do oceny wyrażonej przez Instytut Kryminologiczny Dolnej Saksonii (Krminologische Institut Nidersachen e.V), dołączonej do tego dokumentu, który zawiera następujące konkluzje:
Świadczenie dobrowolne usług seksualnych (prostytucja) jest w Niemczech działalnością konstytucyjnie chronioną.
Cele ustawy o ochronie osób świadczących usługi seksualne (jak np. zwiększenie faktycznego nadzoru państwa nad zarobkowym świadczeniem i organizowaniem działalności w zakresie usług seksualnych) należy uznać w znacznej mierze za osiągnięte.
W przestrzeni medialnej działalność w zakresie usług seksualnych jest przedstawiana w sposób negatywny i stygmatyzujący jako zjawisko powiązane z z zasady z przestępczością, mimo że z ankiet przeprowadzonych przez Instytut Kryminologiczny wynika, że osoby zawodowo związane z tą branżą maja jej zupełnie inny odbiór i odmienne doświadczenia.
Wprowadzenie ustawy o ochronie osób świadczących usługi seksualne, należy ocenić pozytywnie, gdyż poprawiła ona sytuacje prawną oraz realną ochronne osób zaangażowanych w świadczenie usług seksualnych.
Rzekomych danych o przestępczości zorganizowanej, która „chowa się” w Niemczech pod pozorem legalnej działalności gospodarczej w tej Ewaluacji nie ma, ponieważ… być nie mogło.
Wynika to z pewnego fundamentalnej dla współczesnej kryminologii (nauka o przyczynach przestępczości) założenia, które mówi, że badając przestępczość, nigdy nie poznamy prawdziwej liczby przestępstw (tzw. ciemna liczba przestępstw). Liczbę, która możemy poznać to liczba przestępstw zgłoszonych lub zarejestrowanych przez np. policję. Jednakże, ta liczba w żadnym wypadku nie może nam zastępować „prawdziwej liczby przestępstw” ponieważ to jakie i ile przestępstw zostało zarejestrowanych może zależeć od takich zaskakujących czynników jak np. zorganizowane zniechęcanie osób poszkodowanych do składania zawiadomień lub odwrotnie, od zorganizowanej akcji organów ścigania nakierowanych na zwalczanie danego rodzaju przestępstw w konkretnym okresie, co automatycznie przekłada się na więcej takich zgłoszeń w statystykach.
Prawdziwą liczbę przestępstw możemy co najwyżej oszacować, przyjąć jakieś założenia. Nigdy nie poznamy jednak faktycznej, realnej liczby przestępstw. Z tego powodu, wszelkie wypowiedzi dot. co „przestępczość robi lub czego nie robi”, bazujące na rzekomych „twardych danych” w czym lubują się przedstawiciele organów ścigania, uznać należy za wymysły lub w najlepszym razie publicystykę. Wracając na obszar uregulowania zjawiska świadczenia usług seksualnych w Niemczech, nie ma takich danych, które wskazują jakoby, tamtejsze podejście regulacyjne, ułatwia przestępcom funkcjonowanie. Jest wręcz przeciwnie, co wynika z ww. Ewaluacji z 2024 roku efektów wprowadzenia przepisów regulujących świadczenie usług seksualnych w Niemczech.
Ponadto w tej argumentacji przeciwko przyjęciu podejścia opartego na uregulowaniu problemu świadczenia usług seksualnych, ponieważ, „pozwoliłoby to przestępcom wykorzystywać legalnie działają przedsiębiorstwa do ochrony swojej działalności” jest pewna zaskakująca w ustach przedstawicieli organów państwa logika.
Oto przedstawiciel Policji, w obliczu pewnego nie ma co ukrywać, delikatnego obszaru aktywności społecznej, pozostającego de facto szarą strefą, mówi, aby „państwo nic tutaj nie regulowało”. Aby status quo – czyli ta szara strefa – została, jak jest, be zmian, bo więcej regulacji generalnie przeszkadzać będzie Policji walczyć skutecznie z przestępczością powiązana z tą branżą.
Przecież to jest nic innego jak podważanie istoty państwa, które ma przez swoje działania porządkować funkcjonowanie społeczeństwa. W myśl tej logiki zaprezentowanej przedstawicielkę Komendy Głównej Policji, analogicznie: jeśli mamy społeczny problem z alkoholem – to nie regulujmy. Jeśli mamy problem z mafią w branży utylizacji odpadów – nie regulujmy. A gdy pojawia się zjawisko np. przestępczości zorganizowanej wyłudzającej VAT to także nie regulować? Bo Policji będzie trudniej?
Przecież to jest całkowicie nie do obrony. To jest przejaw jakiejś bezradności i obojętności państwa i jego organów, które są powołane do przestrzegania prawa. To jest podpisanie się pod twierdzeniem, że więcej regulacji, czytelnej i zrozumiałej sytuacji prawnej i nadzoru ze strony Państwa nad jakimś obszarem społecznym, utrudnia Policji egzekwowanie w tym obszarze przestrzegania prawa!
I wreszcie na koniec, zmierzmy się z argumentem, że świadczenie usług seksualnych za pieniądze jest szkodliwe i dlatego uznane jest za niemoralne i sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.
Nie jestem psychologiem więc nie będę się wypowiadał, czy jest to szkodliwe czy nie (tak, w zasadzie, pojawia się dobre pytanie, komu to oceniać?) Faktem jest, że w dyskusji ekspertów reprezentowane są różne stanowiska.
Jestem adwokatem więc, chciałbym spojrzeć na sprawę z punktu widzenia istniejącego już prawa i stosowanych rozwiązań w podobnych sytuacjach. Moim celem jest, aby w jakimkolwiek obszarze społecznym, przyjęte prawo było czytelne, racjonalne i uzasadnione.
W Polsce, możemy wskazać na przykład zjawiska społecznego, które myślę, że możemy wykorzystać jako analogię. Chodzi o zjawisko spożywania alkoholu, który w nawet najmniejszych ilościach jest trucizną i którego spożywanie, powoduje ogromne szkody indywidualne i społeczne w Polsce. W tym przypadku, państwo, bazując na poglądach społecznych dot. alkoholu, jego kulturowego zakorzenienia, uznało, że należy ten problem uregulować. Odrzucono skrajne rozwiązania, czyli np. całkowity zakaz czy liberalne podejście i przyjęto model regulacyjny (reglamentacyjny). Model ten zasadniczo pozostawia decyzję o spożywaniu alkoholu (trucizny) każdemu człowiekowi. Jednakże, w pewnych ramach prawnych takich jak np. zakaz sprzedaży alkoholu dla osób nieletnich czy zakaz prowadzenie pojazdów pod wpływem alkoholu.
Innymi słowy, państwo uznało, że jest do tak trudna kulturowo i indywidualna kwestia (spożywanie alkoholu), że należy pozostawić tutaj swobodę do indywidualnego decydowania każdej osobie. W jasno określonych przez państwo ramach prawnych chronionych sankcja karną.
Zatem, analogicznie, wydaje się racjonalnym poglądem, oczekiwać, że państwo, w sprawie taki indywidualnej i delikatnej jak decydowanie o swoim ciele, o swoim życiu seksualnym i o ewentualny zarabianiu na tym pieniędzy, powinno stworzyć podobne ramy regulacyjne jak w przypadku alkoholu. Pozostawiając to decyzji każdego dorosłego człowieka. Pod warunkiem, że ta decyzja będzie mieścić się w ww. ramach prawnych.
Innymi słowy, państwo powinno stanąć do swojej roli i stworzyć dla swoich obywateli czytelne regulacje: ramy prawne i podatkowe. Zapewniając ochronę przed nadużyciami i patologiami. Jasno wskazując, że jakakolwiek forma działalności gospodarczej związana z usługami seksualnymi nie może mieć nic wspólnego z wyzyskiem, handlem ludźmi czy udziałem osób niepełnoletnich.
Zakazywanie swobody działalności gospodarczej w tym obszarze, w imię „obyczajności”, jest nie tylko nieracjonalne, ale de facto jest także naruszeniem prawa danego człowieka decydowanie o swoim życiu pod pozorem troski państwa o dobro człowieka. Nie da się tutaj oprzeć wrażeniu, że jest to po prostu podwójna moralność.
Aby to zrozumieć w praktyce, warto spojrzeć na przykład z Niemiec, gdzie od 2002 roku działalność w zakresie usług seksualnych jest uregulowana ustawowo. Przełomowy był w tej sprawie wyrok Berlińskiego Sądu Administracyjnego z 2000 roku, który w sprawie dot. usług seksualnych o kontekście podatkowym (Wyrok 35 Izby Sądu Administracyjnego w Berlinie z 1.12.2000 roku, w sprawie „Cafe Pssst”) , pierwszy raz w Niemczech stwierdził, że działalności polegającej na świadczeniu usług seksualnych nie można określić jako sprzecznej z moralnością, a zatem, nie ma żadnych przeszkód, aby uznawać te aktywność jako działalność gospodarczą jak każdą inną.
Sąd ten podkreślił, że powoływanie się przez dotychczasowe orzecznictwo, na postanowienia Konstytucji Republiki Federalnej, odmawiające tego rodzaju aktywności statusu legalnej działalności gospodarczej, wskazując, że jest to „działalność niegodna z obowiązująca w Niemczech moralnością publiczną” jest w istocie rzeczy naruszeniem praw człowieka. Dokonywanym poprzez błędną interpretację zasad konstytucyjnych. Sąd sprzeciwił się, prezentowanej wcześniej bezrefleksyjnie linii orzeczniczej, uznającej „ryczałtowo” świadczenie usług seksualnych za sprzeczne z nakazem poszanowania godności ludzkiej wyrażonym w art. 1 Konstytucji Federalnej (Grundgesetz). Sąd wskazał, że automatyczne kwalifikowanie każdej formy prostytucji (czyli także tej, która jest wykonywana z własnej woli przez pełnoletnią osobę) jako sprzeczne z zasad godności ludzkiej jest niesłuszne, ponieważ w ten sposób państwo udaje, że chroni człowieka (przed samym sobą) ograniczając swobodę jego wyboru. A tak naprawdę, nie chce zmierzyć się z tym, jakie jest aktualne postrzeganie społeczne tego zjawiska i z tym, że wymagać to będzie przyjęcie regulacji, które pozwolą każdemu decydować o sobie, w określonych ramach regulacyjnych.
Znamienne jest, w jaki sposób Berliński Sąd Administracyjny, doszedł do wniosku, że świadczenia usług seksualnych w Niemczech nie można w dalszym ciągu uznawać za „sprzeczne z moralnością”. Skład sędziowski nie wysnuł tego wniosku bynajmniej z palca, ale podszedł do tego niezwykle pragmatycznie. Przede wszystkim, osoby orzekające w tej sprawie uznały, że nie mogą arbitralnie uznać co w roku 2000 w Niemczech, może być społecznie uznane za zgodne lub niezgodne z moralnością, w kontekście usług seksualnych. Rozesłano zatem ok. 50 ankiet do rożnych organizacji społecznych, naukowych, związków zawodowych, organizacji zrzeszających prawników, także do organizacji kościelnych, o ich aktualne zapatrywanie – z punktu widzenia społecznego i etycznego – na zjawisko odpłatnych usług seksualnych.
Nadesłane odpowiedzi były bardzo zróżnicowane, ale wypływał z nich jeden wniosek. Zapytane organizacje społeczne, nie odrzucały z zasady, odpłatnego świadczenia usług seksualnych jako „sprzecznego z porządkiem społecznym” czy moralnie nagannego” o ile nie mówimy o usługach seksualnych powiązanych z przestępczością, wyzyskiem, przymusem czy handlem ludźmi. Innymi słowy, organizacje te akceptowały uregulowanie prawne usług seksualnych. Akcentowały potrzebę ochrony przez państwo praw osób decydujących się na taką formę aktywność zarobkowej. Takie wyniki ankiety doprowadziły Sąd w Berlinie do wniosku, że nie można dłużej twierdzić, bazując na poglądach aktualnych w 2000 roku, że w społecznym postrzeganiu prostytucja jest „sprzeczna z obyczajnością”. Był to wyłom w systemie prawnym, który zmusił ustawodawcę w Niemczech do zmierzenia się z tym wyzwaniem.
Warto w tym kontekście dodać, że według ostatnich dostępnych badań OBOP z 2002 roku, ponad połowa Polaków popierała wprowadzenie przepisów regulujących legalne funkcjonowanie domów publicznych (M.Fajst, Archiwum Kryminologiczne, T. XVIII, 2005-2006, „Prostytucja w Polsce”).
Bo tak na prawdę, kluczowe w dyskusji o tym, jak uregulować odpłatne usługi seksualne, powinno być uczciwe, transparentne i odważne podejście ustawodawcy do tego obszaru naszego życia społecznego. Podejście, które nie będzie opierać się na spoglądaniu na sprawę z pozycji wyższości moralnej, ale na woli efektywnego uregulowania rzeczywistości społecznej. Podejście, które będzie wyznaczać czytelne ramy, co do których, jak myślę, że wszyscy się zgadzamy – czyli brak zgody na wyzysk, przemoc i przymus, w szczególności co do nieletnich – a zarazem, pozostawi taki trudne i delikatne kwestie jak decydowanie o swoim ciele i aktywności seksualnej, do decyzji każdego dorosłego obywatela. Pod ochroną państwa, legalnie, będąc częścią systemu zabezpieczeń społecznych oraz opłacając podatki.
To wtedy, poprzez takie regulacje, w takich, nie ma co tego ukrywać, trudnych sprawach, państwo buduje autorytet i wiarygodność. Co jest absolutnym fundamentem dla funkcjonowania sprawnego i nowoczesnego państwa prawa.
Zgodnie z oczekiwaniami, Sejm przyjął pakiet zmian podatkowych, które między innymi nowelizują zasady opodatkowania fundacji rodzinnych. Zgodnie z oczekiwaniami, ponieważ już wcześniej, przy okazji wejścia w życie przepisów o fundacjach rodzinnych w Polsce, wyrażałem opinie, że biorąc pod uwagę status podatkowy tych fundacji, zaproponowany wtedy przez ustawodawcę, skończy się to tym, że będą one powszechnie wykorzystywane do optymalizacji podatkowej. Następnie, gdy Ministerstwo Finansów zorientuje się co się dzieje, to będziemy mieli zaraz „uszczelnienie systemu” i pośpieszne zmiany w przepisach podatkowych dotyczących fundacji rodzinnych.
I tak się właśnie stało. Weto Prezydenta do ustawy, moim zdaniem tylko odłoży te zmiany nieznacznie w czasie, są one bowiem nieuchronne. Natomiast idealnie obrazuje to brak pewności prawnej z jaka musza się mierzyć osoby planujące wykorzystanie fundacji rodzinnej w Polsce.
Zmiany w zakresie opodatkowania fundacji rodzinnych w Polsce
Spójrzmy zatem jakie zasadnicze zmiany wprowadzają nowe przepisy w zakresie opodatkowania fundacji rodzinnych:
Opodatkowanie dochodów fundacji rodzinnej ze zbycia majątku, jeżeli zbycie to następuje przed upływem 36 miesięcy od końca roku, w którym mienie to wniesiono do fundacji rodzinnej.
Opodatkowanie dochodów fundacji rodzinnej uzyskiwanych za pośrednictwem podmiotów transparentnych podatkowo.
Objęcie fundacji rodzinnej przepisami o zagranicznej jednostce kontrolowanej (CFC) oraz o opodatkowaniu dochodów z niezrealizowanych zysków (exit tax).
Opodatkowanie dochodów fundacji rodzinnej z umów tzw. najmu krótkoterminowego.
Poza tym, że zmiany te nie są zaskoczeniem, uważam je za słuszne, gdyż dotykają one jednej z fundamentalnych zasad odnoszących się do fundacji rodzinnych. Zasady, o której zawsze wspominam moim klientom podczas konsultacji dotyczących ochrony majątku, i która niestety spotyka się z dużą niechęcią z ich strony.
Po co zakłada się fundacje rodzinną?
Zasada ta polega na tym, że celem fundacji rodzinnej nie jest i nie powinno być osiąganie korzyści podatkowej. Celem fundacji rodzinnej jest zapewnienie bezpieczeństwa i stabilności dla fundatora, i jego majątku. Próba łączenia tych dwóch celów, z dużym prawdopodobieństwem skończy się tym, że nie będzie ani korzyści podatkowych ani stabilności i bezpieczeństwa. Mówiąc inaczej, fundacja rodzinna jest podmiotem prawnym, który powinien być neutralny podatkowo. To nie służy do zarabiania pieniędzy!
W tym kontekście, niezrozumiałe jest zatem, dlaczego ustawodawca, przy tworzeniu koncepcji fundacji rodzinnej i wprowadzeniu tej formy prawnej do polskiego systemu prawnego, wyposażył fundacje w taki zestaw korzyści podatkowych, które wprost zachęcały do wykorzystywania tych wehikułów prawnych do optymalizacji podatkowej. Szczerze mówiąc dla każdego prawnika, który jest w tym zawodzie dłużej niż parę lat było oczywiste, że to się skończy pospiesznym łataniem przepisów podatkowych.
Ta sytuacja prowadzi nas do drugiej fundamentalnej zasady, na której opiera się koncepcja fundacji rodzinnej. A brzmi ona tak, że podstawowym celem fundacji rodzinnej, powinno być zapewnienie stabilności, przewidywalności i bezpieczeństwa dla majątku fundatora wniesionego do fundacji.
Zadajmy sobie więc pytanie czy w Polsce, mamy do czynienia ze stabilnym i przewidywalnym systemem prawnym oraz podatkowym? Odpowiedz jest tak oczywista, że nie musze jej tutaj podawać. Znacie ją doskonale sami.
Brutalna prawda jest taka, że w Polsce, przynajmniej w najbliżej perspektywie, takiej stabilności prawnej i podatkowej nie ma i jeszcze długo nie będzie. Można tutaj wymieniać: spór w Trybunale Konstytucyjnym, spór w Krajowej Radzie Sądownictwa, spór o to, kto jest, a kto nie jest sędzią, oczekiwanie po parę lat akt oskarżenia lub po jego wniesieniu na rozpoczęcie rozprawy (służę przykładami z własnej praktyki), problem aresztów tymczasowych, czy w końcu permanentne zmiany w ustawach podatkowych.
Fundacja rodzinna w Ks. Lichtenstein: przewidywalność ma swoja cenę
To dlatego, od zawsze, gdy zajmuje się zakładaniem fundacji rodzinnych stoję na stanowisku, że jedynym krajem, gdzie warto rozważyć założenie takiego podmiotu jest Księstwo Lichtenstein. Tak, taka fundacja jest droższa w założeniu i utrzymaniu, ale produkty klasy premium maja to do siebie, że kosztują więcej.
Potencjalny fundator takiego wehikułu powinien odpowiedzieć sobie na pytanie, czy czuje się komfortowo z tym, że delikatnymi sprawami jego rodziny i dorobku jego życia, w przypadku założenia fundacji rodzinnej w Polsce, zajmować się będzie neo-sędzia Sądu Rejonowego, co do którego może nie być pewności czy jego wyroki są ważne, przeciążony sprawami sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie, gdzie na termin na rozpoczęcie rozprawy karnej, czeka się po 2 lata czy może ten sędzia, który chciał strącić z krzesła kolegę ze składu orzekającego.
W przypadku fundacji rodzinnej z siedzibą Księstwie Lichtenstein, mamy natomiast pewność, że nasze rodzinne sprawy zostaną rozpatrzone przez trzyinstancyjne profesjonalne sądy, w jednej z najbardziej stabilnych i przewidywalnych jurysdykcji w Europie.
Jest zatem chyba oczywiste, że fundacja rodzinna w Polsce, to w obecnych warunkach po prostu prawna i podatkowa ruletka organizowana przez Ministerstwo Finansów, a w tej grze, jak wiadomo, kasyno zawsze wygrywa.
Weto prezydenta do ustawy o krypto aktywach sprawiło, że w mediach i przestrzeni publicznej, pojawiła się fala komentarzy, które nijak się mają do rzeczywistości świata krypto walut. Prawda bowiem jest taka, że zawetowana ustawa jest bez znaczenia dla zwalczania przestępczości z wykorzystaniem kryptoaktywów. Państwo bowiem, posiada już od dawana potężne narzędzia prawne i technologiczne, aby taką przestępczość zwalczać. Ale z jakiegoś powodu nie robi tego. Ustawa natomiast, dotyczy implementacji Rozporządzenia MICA, które ma znaczenie dla legalnie działajacych przedsiębiorstw w tej branży.
O przestępstwach z wykorzystaniem kryptowalut napisałem już parę artykułów na moim blogu oraz wypowiadałem się do prasy. Od chyba 5 lat, nie ma w zasadzie dnia abym nie otrzymał telefonicznie czy mailowo zgłoszeń od osób pokrzywdzonych w tego typu przestępstwach. Artykuł z 2021 roku, o tym problemie można znaleźć poniżej:
Jest jeszcze jedna cecha wspólna tych przestępstw, na której chciałbym się skoncentrować w dzisiejszym artykule: całkowita bezradność i kapitulacja państwa, wobec tego masowego moim zdaniem zjawiska. Tego masowego rabunku polskich obywateli, „w biały dzień”, które na podstawie moich doświadczeń może mieć niezwykle szeroki zasięg i dotykać tysięcy poszkodowanych. Zjawiska, które sprawia, że ludzie tracą dorobek życia, popadają w długi, załamują się, a przede wszystkim mają poczucie, że państwo zostawia ich w ich krzywdzie, obojętnie wzruszając ramionami i odwracając oczy od poważnego problemu w skali kraju.
Kapitulacja
Ta bezradność przejawia się w ignorowaniu przez organy administracji państwowej powołane do zwalczania takiej przestępczości (Prokuratura, Policja czy GIIF) masowej skali tego zjawiska i bezmiaru krzywd, które polskim obywatelom są wyrządzane. W efekcie, te sprawy są traktowanie całkowicie po macoszemu, umarzane lub co gorsza kierowane na ślepo, przeciw bogu ducha winnym legalnym uczestnikom rynku krypto aktywów, których jest zdecydowana większość. Dlaczego przeciwko nim? Aby szybko pokazać przełożonym jakieś „wyniki”. Prawdziwi sprawcy mogą spać spokojnie. Pisałem o tym m. in. tutaj:
Patrząc na sprawę trochę szerzej, kapitulacja państwa wobec tego problemu, to odwrócenie oczu od realnego problemu zarówno na poziomie władzy wykonawczej (Policja i Prokuratura) jak i ustawodawczej. Zapewne po to, aby „nie mieć na głowie nowego problemu”, nowej ustawy do napisanie (na poziomie legislacyjnym) czy więcej pracy w bardzo trudnym obszarze krypto aktywów (na poziomie organów ścigania). Takie systemowe chowanie głowy w piasek widać w praktyce adwokackiej w wielu miejscach systemu prawnego np. w kwestii nadużywania aresztów tymczasowych, świadczenia usług seksualnych, uporczywego ignorowanie świata krypto aktywów (ustawa wdrażająca MICAR w Polsce), czy ostatnio w kwestii podwyższania akcyzy na wyroby tytoniowe i alkohol pod hasłem, rzecz jasna, „troski o zdrowie obywateli”.
Aby zrozumieć na czym polega kapitulacja państwa wobec zjawiska przestępczości zorganizowanej z wykorzystaniem portfeli krypto aktywów oraz rachunków bankowych, najpierw wyjaśnijmy jednak, jakie są ramy prawne systemu. Odpowiedzmy zatem najpierw na pytania:
Na czym polega pranie pieniędzy?
Na czym polega system przeciwdziałania prania pieniędzy, czyli procedury AML (skrót od anti-money laundering)?
Jaka jest w tym systemie rola „instytucji finansowych” jak banki, instytucje płatnicze czy giełdy krypto aktywów?
Jakie narzędzia posiada państwo, aby takie przestępstwa skutecznie zwalczać?
Art. 299 kodeksu karnego czyli przestępstwo prania pieniędzy
„Praniem pieniędzy” nazywa się zespół transakcji gospodarczych, czasem bardzo zawiłych, nakierowany na wprowadzenie do legalnego obrotu gospodarczego i w efekcie zalegalizowanie, majątku uzyskanego w wyniku przestępstwa. Tak, aby majątek ten mógł być swobodnie wykorzystywany w legalnym obrocie, bez ryzyka po stronie sprawcy tego przestępstwa, że straci swój „zysk” z danego przestępstwa, gdy taki majątek zostanie zidentyfikowany jako pochodzący z czynu zabronionego.
Pranie pieniędzy jest nierozłącznie związane z funkcjonowaniem przestępczości zorganizowanej. W szczególności grup zajmujących się obrotem narkotykami, które generują w toku swoich działań takie ilości gotówki, że bez profesjonalnych i zorganizowanych mechanizmów wprowadzania tej gotówki do legalnego obrotu, ich funkcjonowanie nie byłoby możliwe.
W związku z globalizacją przestępczości zorganizowanej, międzynarodowe stały się także procesy prania pieniędzy oraz odpowiednio mechanizmy jej zwalczania. Na obszarze UE przepisy dot. AML są zharmonizowane, a współpraca pomiędzy krajami członkowskimi w tym zakresie bardzo intensywna. W skali światowej, kluczowym organem narzucającym standardy zwalczania prania pieniędzy, jest FATF (Financial Action Task Force) organizacja utworzona przez państwa grupy G7 w 1989 roku.
Przestępstwo prania pieniędzy w polskim systemie prawnym jest uregulowane w art. 299 kodeksu karnego. Definiowane jest w ten sposób, że sprawca tego czynu zabronionego przyjmuje, przechowuje, wymienia, zbywa, ukrywa składniki majątkowe, wiedząc, że pochodzą one z przestępstwa. Kluczowe jest tutaj to, że sprawca ma świadomość nielegalnego pochodzenia tych składników majątkowych lub świadomość, że okoliczności danej transakcji są tego rodzaju, że powinien on liczyć się z tym, że dokonując transakcji uczestniczyć będzie w procederze prania pieniędzy. Jest to przestępstwo umyślne.
Inaczej mówiąc, przestępstwo to ma na celu ukrycie lub zatarcie śladów rzeczywistego, przestępczego źródła pochodzenia pieniędzy lub innych dóbr po to, aby w legalnym obiegu mogły one zostać swobodnie wykorzystane. Przestępstwo z art. 299 k.k. może być popełnione zarówno przez osoby trzecie (niepowiązane z pierwotnym przestępstwem), jak i przez samych sprawców przestępstwa pierwotnego, którzy następnie „piorą” uzyskane w ten sposób korzyści.
Podstawowa forma przestępstwa prania pieniędzy jest opisana w art. 299 § 1 k.k. i jest to przestępstwo powszechne. Tzn. każdy może być jego sprawcą. W przeciwieństwie do art. 299 par. 2 k.k., które jest tzw. formą kwalifikowaną prania pieniędzy, która może być popełniona jedynie przez pracownika instytucji finansowej takiej jak m.in. bank, która zobligowana jest do stosowania procedur przeciwdziałania praniu pieniędzy. Zaraz powiemy o tej formie kwalifikowanej więcej.
Przeciwdziałanie zjawisku prania pieniędzy, czyli procedury AML
Aby jednak zrozumieć odpowiedzialność z art. 299 § 2 k.k, trzeba najpierw powiedzieć parę słów o przeciwdziałaniu prania pieniędzy, czyli o tzw. procedurach AML.
Istotą systemu przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowania terroryzmu jest nałożenie na liczne podmioty sektora prywatnego, począwszy od banków, domów maklerskich, giełd kryptowalut, po nawet zwykłych przedsiębiorców, adwokatów, notariuszy, a nawet domy aukcyjne i firmy księgowe (zwane w terminologii AML „instytucjami zobowiązanymi”), rozbudowanych obowiązków z zakresu gromadzenia i analizy danych. W skrócie, te obowiązki sprowadzają się to tego, że podmioty te, maja gromadzić oraz analizować informacje o transakcjach wykonywanych przez swoich klientów i reagować w określony sposób, gdy dostrzegą chociażby podejrzenie przestępstwa prania pieniędzy (np. słynna blokada rachunku i zawiadomienie do GIIF). Obowiązki te w języku przepisów AML nazywamy „środkami bezpieczeństwa finansowego” i przewidują one m.in.:
identyfikację klienta i weryfikację jego tożsamości,
identyfikację beneficjenta rzeczywistego,
ocenę stosunków gospodarczych oraz
bieżące monitorowanie transakcji klientów
Dodatkowo, instytucje zobowiązane, powinny wprowadzić i stosować konkretne rozwiązania organizacyjne:
wdrożenie wewnętrznej procedury AML,
zapewnienie szkoleń pracownikom,
wyznaczenie osób odpowiedzialnych za realizację obowiązków AML,
archiwizowanie dokumentów,
współpraca z GIIF (np. zgłaszanie transakcji podejrzanych).
Art. 299 § 2 kodeksu karnego – odpowiedzialność pracownika banku czy giełdy kryptowalut za działanie wbrew przepisom (AML)
I teraz możemy płynnie wrócić do art. 299 § 2 k.k., gdyż jest on jakby lustrzanym odbiciem obowiązków nałożonych na instytucje finansowe w związku z systemem przeciwdziałania praniu pieniędzy. Przepis ten brzmi tak:
Art. 299 k.k. (…) § 2.
„Karze określonej w § 1 podlega, kto będąc pracownikiem lub działając w imieniu lub na rzecz banku, instytucji finansowej lub kredytowej lub innego podmiotu, na którym na podstawie przepisów prawa ciąży obowiązek rejestracji transakcji i osób dokonujących transakcji, przyjmuje, wbrew przepisom, środki płatnicze, instrumenty finansowe, papiery wartościowe, wartości dewizowe, dokonuje ich transferu lub konwersji, lub przyjmuje je w innych okolicznościachwzbudzających uzasadnione podejrzenie, że stanowią one przedmiot czynu określonego w § 1, lub świadczy inne usługi mające ukryć ich przestępne pochodzenie lub usługi w zabezpieczeniu przed zajęciem.”
Przepis ten, należy rozumieć tak, że jest to norma prawna, która ma dyscyplinować instytucje finansowe, pełniące niezwykle istotną rolę w funkcjonowaniu nowoczesnej cyfrowej gospodarki opartej na przepływie pieniądza. Dyscyplinować do tego, aby przestrzegały rzetelnie procedur AML, gdyż w ten sposób blokują one drzwi przestępcom do legalnego systemu, ale i do pieniędzy potencjalnych ofiar, znajdujących się na rachunkach tych instytucjach.
Chodzi o to, że na ww. instytucjach finansowych, profesjonalnych podmiotach, posiadających ogromne środki na szkolenie i zatrudniane specjalistów od procedur AML, ciąży dodatkowa odpowiedzialność (w zakresie prewencji AML) odmienna, o wyższym poziomie od tej nałożonej na zwykłych ludzi. Stad właśnie ta forma kwalifikowana przestępstwa prania pieniędzy.
Innymi słowy, pracownik takiej instytucji, ponoszący zaostrzona odpowiedzialność karną za stosowanie procedur AML (zaostrzone w porównaniu do § 1 adresowana do każdego obywatela), nie może się zasłaniać tym, że „nie wiedział, jak stosować przepisy” czy też, że „nie był pewien co do podejrzeń do danej transakcji”. Taka osoba, musi przestrzegać procedur AML, których istotą jest fundamentalna zasada, że gdy ma się jakiekolwiek wątpliwości, co do legalności danej transakcji to wstrzymuje się jej wykonanie i zgłasza do GIIF lub do prokuratury, aby te organy, zdecydowały, czy mamy w danej sprawie do czynienia z przestępstwem czy jednak wszystko jest OK i można jednak taką transakcję realizować. Gdy osoby pracujące dla instytucji finansowych nie przestrzegają ww. zasady to cały system prewencji AML jest dziurawy i po prostu nie działa.
Taka jest pozycja tego przepisu w systemie prawa karnego. Przepisu, który według mojej wiedzy w Polsce nie został zastosowany ani razu. Co może oznaczać, że polskie instytucje finansowe wzorowo realizują obowiązki wynikające z procedur AML… Ale możliwa jest także taka interpretacja, że z tymi procedurami AML to różnie bywa, ale organy wymiaru ścigania oraz GIIF kompletnie nie rozumieją na czym polega system zwalczania i prewencji prania pieniędzy i dlaczego nie pala się do prowadzenia takich spraw. Ocenę, która opcja jest bardziej prawdopodobna pozostawiam wam.
Rola instytucji finansowych w przestępstwach krypto-walutowych
Tutaj, dochodzimy do zagadnienia roli instytucji finansowych jak banki, firmy płatnicze czy giełdy krypto walut w odniesieniu do tzw. przestępczości zorganizowanej z wykorzystaniem krypto-aktywów. Jak już pisałem wcześniej, cechą tych przestępstw jest to, że dopiero w drugiej, dalszej ich fazie, przestępcy korzystają z krypto-aktywów. Jest tak dlatego, że ich ofiarami najczęściej padają „zwykli ludzie”, którzy nie maja pojęcia o kryptowalutach. Jeśli maja jakieś oszczędności czy inwestycje to na „tradycyjnym,” rachunku bankowym i dopiero pod wpływem manipulacji przestępców decydują się na wymianę tych środków na kryptoaktywa i przelanie ich na wskazane przez przestępców portfele.
I tutaj właśnie pojawia się rola instytucji finansowych związana ze zwalczaniem prania pieniędzy. Rola, która polega na tym, że na te instytucje nałożone są konkretne obowiązki związane ze zwalczeniem i prewencją prania pieniędzy i przestępstw finansowych. Aby przestępcy internetowi nie będą mogli swobodnie operować w polskim systemie finansowym, kluczowe jest to, aby instytucje te rzetelnie podchodziły do ww. obowiązków
Jest tak dlatego, że te przestępstwa polegają na tym, że posiadacze rachunków, zlecający te przelewy są manipulowani i bardzo często zastraszani, więc rola instytucji finansowych jest kluczowa, aby krytycznie patrzeć na takie zlecenia (przelewy, wnioski o pożyczki etc.) i sytuacje, a nie zadawalać się tym, „no, że skoro klient zleca i potwierdza, to znaczy, że wie co robi, na własną odpowiedzialność”. Nie, system prewencji AML tak nie działa!
Z mojego doświadczenia w tych sprawach, wynika niestety, że bardzo często tak niestety wygląda rzeczywistość. Instytucje płatnicze, banki, operatorzy bitomatów czy podmioty zajmujące się wymianą krypto-aktywów na waluty fiat, bardzo często idą na skróty ze stosowaniem procedur AML lub stosują je wręcz, świadomie, fasadowo. Z czego to wynika? Z kalkulacji biznesowych oraz z poczucia bezkarności, że i tak nikt tych procedur nie rozumie i w efekcie nie kontroluje.
Kalkulacja biznesowa polega na tym, że ww. instytucje finansowe zarabiają na wielu drobnych prowizjach od tysięcy/milionów transakcji wykonywanych przez ich klientów. W interesie takiej instytucji jest zatem aby tych transakcji było jak najwięcej. Teraz, rzetelne przestrzeganie procedur AML spowodowałoby niechybnie, że wiele z tych transakcji byłoby wstrzymanych lub po prostu nie zrealizowanych. To oznaczałoby brak prowizji. Zatem, oczywistą wydaje się chyba motywacja instytucji finansowych, aby jednak nie przykładać się za bardzo do procedur AML, gdyż oznaczać to będzie mniej zrealizowanych transakcji i w rezultacie mniejsze zyski.
Przykład największej giełdy wymiany krypto aktywów na świecie BINANCE, pokazuje, że dokładnie tak to może wyglądać. BINANCE zawarł w 2023 roku ugodę z Departamentem Skarbu USA, w której przyznał się do umyślnego zaniechania i fingowania przez okres pięciu lat, stosowania prawidłowych procedur AML. Przez co ta platforma była swobodnie dostępna dla rożnego rodzaju pieniędzy pochodzących z działalności przestępczej czy od organizacji terrorystycznych lub sankcjonowanych. Na podstawie ww. ugody Binance zapłacił ok 4 MLD USD kar a jej założyciel i CEO został skazany na kare 4 miesięcy więzienia. Pojawia się zatem pytanie. Jeśli największa na świcie platforma wymiany krypto aktywów, przez pięć lat stosowała model biznesowy: „udajemy, że stosujemy przepisy AML, bo zyski są najważniejsze”, to czy przypadkiem inne podmioty z tego rynku także w ten sposób nie działają? Nie mowie, że wszystkie, ale może warto to sprawdzić…?
Taką ostrą diagnozę, skuteczności organów państwa opieram na osobistym udziale jako pełnomocnik, obrońca czy doradca, w jak szacuje ok 200 sprawach dot. oszustw internetowych (gdzie sprawcy wyłącznie zdalnie, w systemie „call center” kontaktują się z ofiarami) z wykorzystaniem walut fiducjarnych i krypto aktywów.
Nie spotkałem się nigdy ze sprawą, gdzie organy wymiaru sprawiedliwości zidentyfikowały trafnie sprawców i odzyskały skradzione środki (mówię o sprawach „call center”).
Spotkałem się natomiast wielokrotnie z kierowaniem aktu oskarżenia, nie przeciwko faktycznym sprawcom, ale przeciwko przypadkowym osobom tylko dlatego, że mieli nieszczęście dokonania transakcji wymiany krypto aktywów na legalnie działających w Polsce podmiotach zajmujących się taka wymiana, z kontami przejętymi przez przestępców.
Mam w tym wszystkim poczucie, że policja i prokuratura jakby ignoruje fakt, że istnieje coś takiego jak „świat cyfrowy” czyli rynek krypto aktywów, regulacje w tym obszarze i technologia blockchain. Gdy dana osoba, np. ofiara przestępstwa, twierdzi, że wymieniła krypto waluty na legalnie działającej w Polsce giełdzie, a środki z tej wymiany trafiły na jej rachunek bankowy w Polsce, to policja zwraca się do banku o wyciągi z rachunku i potwierdzenie tego faktu, ale nie zwraca się do tej giełdy krypto aktywów, o podobne dokumenty. Tak jakby ta cyfrowa rzeczywistość nie istniała. A przecież ocena takiej sprawy jest niemożliwa bez analizy pełnego obrazu sytuacji: tego co się dzieje na rachunku bankowym, ale i w sieci blockchain Tak, aby zestawić zarówno transakcje bankowe z transakcjami na portfelu krypto aktywów i dopiero na tej podstawie dojść do końcowych wniosków.
Bardzo często ofiary przestępstw są zniechęcane do składania zawiadomienia a czasem wręcz straszone przez funkcjonariuszy policji, że same mogą ponieść odpowiedzialność karna za to, że dokonały transferu pieniędzy pochodzących z przestępstwa.
Czarę goryczy przelały dwie sprawy, w których założyłem zawiadomienie przeciwko pracownikom, dwóch instytucji zobowiązanych działającym w Polsce (jedna to instytucja płatnicza rozpoznawalna na całym świecie, a druga to tzw. operator bitomatów). W tych sprawach, istniały moim zdaniem liczne przesłanki na to, że, ww. instytucje zobowiązane, przez swoje systemowo swobodne podejście do procedur AML, umożliwiały faktycznym sprawcom realizowanie wyłudzeń na szkodę klientów tych instytucji zobowiązanych.
W obydwu sprawach, dwie prokuratury (Warszawa i Bydgoszcz), odmówiły wszczęcia postepowania przygotowawczego, uznając, że wszystko jest w porządku, nie ma co sprawdzać, a osoby składające zawiadomienie nie maja statusu pokrzywdzonych w zakresie przestępstwa prania pieniędzy (!). To pokazuje podejście organów ścigania do tych spraw, całkowity oportunizm i brak zrozumienia kluczowej roli instytucji finansowych w tego rodzaju przestępstwach.
Nie miałbym pretensji od prokuratury, gdyby zainicjowała takie postępowania, sprawdziła czy w takich sprawach mamy do czynienia a systemowym, celowym poluzowaniem procedur AML w danej instytucji finansowej czy po prostu z jednorazową sytuacją. Zrozumiałbym, gdyby po takim postepowaniu sprawa byłaby umorzona, w przypadku braku podstaw do stawiania zarzutów. Realia są, niestety takie, że prokuratorzy nie chcą nawet takich spraw otwierać.
Szczególnie bulwersująca jest odmowa przez prokuraturę w sprawie operatora bitomatu, gdzie w materiale dowodowym było oświadczenie jakie operator ten wymusił na zmanipulowanej przez sprawców ofierze przestępców. Oświadczenie to sprowadzało się do tego, że operator bitomatu ostrzega ofiarę, że transfer kryptowalut, który chce wykonać, może trafić na konto powiązane z przestępczością.
Taka praktyka, jest jaskrawym naruszeniem przez podmiot zarządzający tym bitomatem przepisów AML. Jest bowiem świętą zasadą prewencji AML, że instytucja zobowiązana, nie ma prawa zrealizować jakiejkolwiek transakcji, gdy ma chociażby ślad podejrzenia, że dana transakcja może być związana z przestępstwem. Ma taka transakcję zablokować i zgłosić sprawę do GIIF, aby ta instytucja oceniła te transakcję i w rezultacie, bądź skierowała sprawę do prokuratora do dalszego sprawdzenia (jeśli oceni, że faktycznie coś może być na rzeczy), bądź uznała, że wszystko jest w porządku i pozwoliła dokonać transakcji. Zasłanianie się, akceptacją osób pokrzywdzonych, które często w tych sprawach podlegają manipulacjom oraz nawet groźbom czy szantażowi ze strony faktycznym przestępców, jest dla mnie oczywistym naruszeniem art. 87 ustawy AML w zwiąż z art. oraz może być naruszeniem art. 299 par 2 k.k.
Zresztą w samej ustawie AML jest przepis karny, który penalizuje taka sytuację, ale w jednostkowym przypadku. Chodzi o art. 156 ust 1 pkt 1) Ustawy AML, który stanowi:
„(…)Kto, działając w imieniu lub na rzecz instytucji obowiązanej, nie dopełnia obowiązku przekazania Generalnemu Inspektorowi zawiadomienia o okolicznościach, które mogą wskazywać na podejrzenie popełnienia przestępstwa prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu, lub obowiązku przekazania Generalnemu Inspektorowi zawiadomienia o powzięciu uzasadnionego podejrzenia, że określona transakcja lub wartości majątkowe będące przedmiotem tej transakcji mogą mieć związek z praniem pieniędzy lub finansowaniem terroryzmu,
podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. (…)”
W mojej ocenie, organy ścigania oraz GIIF powinny wreszcie wymagać od instytucji zobowiązanych rzetelnego przestrzegania procedur AML. Między innymi przez otwieranie postępowań przygotowawczych z art. 299 par. 2 kk oraz art. 156 ust 1, pkt 1) ustawy AML. Będzie to dla podmiotów z sektora usług płatniczych czy dot. krypto aktywów sygnał, że muszą poważnie podejść do tych obowiązków, bo będą z tych obowiązków przez państwo rozliczani. Innymi słowy instytucje finansowe musza poczuć nie tylko „presję państwa” na faktyczne wypełnianie swoich obowiązków ustawowych, ale także, że za tą presją, stoją profesjonalne, skuteczne organy państwa, które rozumieją nowoczesne technologie, nowoczesne rynki finansowe i to jak powinny w praktyce działać procesy AML.
Podsumowanie
Oczywiste jest, że nie da się wykryć sprawców każdego przestępstwa. Szczególnie w obszarze nowych technologii. Nie zawsze da się ochronić ludzi przez przestępczością. Oczekiwanie od państwa 100% skuteczności i bezpieczeństwa w każdej sytuacji, jest nieuczciwe intelektualnie i nierealistyczne. Jednakże, niezrozumiałe jest, że państwo, jego organy ścigania posiadające potężne narzędzia prawne, technologicznie oraz fizyczne do zapewnienia, że prawo jest przestrzegane przez wszystkich, wykazuje po prostu bierność i obojętność, na tak powszechną cyberprzestępczość oraz swobodne podejście do kwestii prewencji AML w instytucjach finansowych.
Przykłady zdecydowanych, ale i profesjonalnych działań niektórych krajów wobec instytucji finansowych (których rola jest kluczowa z zapewnieniu bezpieczeństwa systemu) oraz wobec zorganizowanej cyberprzestępczości, pokazuje, że egzekwowanie prawa w tym obszarze, poprzez skoordynowane, profesjonalne działania jest możliwe.
Ugoda USA z Binance, obejmująca kwotę ponad 4 MLD USD kar oraz karę więzienia dla założyciela i CEO tej giełdy, za wieloletnie systemowe przymykanie oczu na pranie pieniędzy przez Binance, skoordynowana niedawna akcja OFAC przeciwko tzw. Prince Group, oskarżonej o oszustwa internetowe (także schemat działania z wykorzystaniem call center), nałożenie kary grzywny w wys. 3,5 MLN EUR na Revolut przez Bank Litwy za braki w procedurach AML, pokazuje, że państwa posiadają narzędzia do tej walki.
Wymaga to jednak chęci, ze strony aparatu państwa, a nie obojętności.
Wymaga to zrozumienia, o jakiej skali przestępstw i odpowiednio strat i krzywd wyrządzanych poszkodowanym mówimy. Wymaga to przede wszystkim uświadomienia sobie, że obojętność państwa dla krzywdy osób poszkodowanych, sprawia, że czują się oni porzuceni i opuszczeni przez własne państwo, a faktyczni sprawcy czują się bezkarni. To wszystko sprawia, że ulega erozji najważniejsza wartość, kluczowa dla sprawnego funkcjonowania państwa, prawa i wymiaru sprawiedliwości – wiarygodność państwa i zaufanie obywateli do niego.
Państwo, a konkretnie policja i prokuratura, maja narzędzia oraz pracują tam ludzie, którzy mogą i potrafią prowadzić działania w obszarze instytucji finansowych oraz aktywów cyfrowych. Jednakże, muszą one w końcu chcieć sięgnąć po te narzędzia. Stanąć w końcu po stronie osób pokrzywdzonych w tych sprawach. Aktywnie i zdecydowanie kierując swoje działania przeciwko faktycznym sprawcom oraz przeciwko bierności instytucji finansowych w sprawach prewencji AML.
Jak możemy przeczytać w mediach, znaleziono winnych sytuacji, która miała miejsce w Szkole Podstawowej w Starachowicach, na uroczystości z okazji rozpoczęcia roku szkolnego 2025. Odpowiedzialne nauczycielki zostały zwolnione, przy nieskrywanym oburzeniu i satysfakcji mediów i rożnego rodzaju komentatorów, że „sprawiedliwości stało się zadość”, a winni zostali ukarani.
W szkole tej, przypomnijmy, uczniowie w ramach szerszego występu artystycznego, wykonali przedstawienie, którego fragmentem było odśpiewanie części piosenki Disco Polo „Wesele w Dubaju”, w której podają słowa takie jak: „…na swoim weselu, będę pijana, pijana”. oraz „od Warszawy po Abu Dhabi tak się Polska k…bawi”.
Mnie to zdarzenie także poruszyło. Przede wszystkim jednak nasza – społeczna – reakcja no to, co się stało. Zadałem sobie bowiem pytanie, co nam ta sytuacja, ta piosenka mówi o nas samych.
Przede wszystkim, jako adwokata i człowieka, poruszyło mnie to, że wszyscy wydali już wyrok i wyrazili swoje święte oburzenie, zanim zapoznali się dokładnie ze wszystkimi istotnymi faktami. Moim zdaniem, złota zasada mówi, że zanim zaczniemy wskazywać palcami winnych i wołać o karę powinniśmy zapoznać się z tym, co naprawdę się wydarzyło i na spokojnie posłuchać wszystkich stron uczestniczących w zdarzeniu. Tym bardziej, że jako winnych stawiamy pod pręgierzem nie tylko nauczycielki, ale i dzieci, które wykonały występ.
Może najpierw należałoby wysłuchać ich i wtedy dopiero wydać osąd?
Znalazłem jeden artykuł w mediach, gdzie dyrektorka szkoły tłumaczy, że to był występ artystyczny, w ramach którego dzieci, chciały wskazać na różne problemy społeczne i ta piosenka miała pokazać to, co może się z nami stać, gdy pozostawimy te problemy nie zaopiekowane. Mnie to przekonuje na ten moment, ale tak na prawdę, to aby wyrazić tutaj osąd należałoby być tam na miejscy lub obejrzeć całość występu (nie tylko fragment) oraz porozmawiać z jego autorami.
Dzieci rzecz jasna nie wysłuchał nikt. Bo i po co. Przecież my dorośli najlepiej wiemy co jest tzw. dobrem dziecka.
Druga rzecz, która mnie poruszyła to sama piosenka zespołu Daj To Głośniej „Wesele w Dubaju” i święte oburzenie opinii publicznej w temacie alkoholu. Piosenka jest zdecydowanie nie w mojej poetyce, ale uważam, że jest oparta na całkiem trafnych obserwacjach naszej polskiej rzeczywistości. A już fraza „od Warszawy po Abu Dhabi tak się Polska k…bawi” jest celna w 100%.
Alkohol.
Ten nasz bożek narodowy. Tabu. Codzienna trucizna, nasz napój życia, bez którego nie potrafimy funkcjonować. Rodzimy się, świętujemy i umieramy w towarzystwie alkoholu. Chrzciny, komunie, urodziny, wesela (no, wesela to już odrębna alkoholowo – kulturowa kategoria u nas…), korporacyjne imprezy, stypy.
Piekarnie i sklepy spożywcze otwarte są w Polsce tylko za dnia, ale wódkę i piwo, to możemy w Polsce kupić bez problemu 24h na dobę.
Reakcja mediów i opinii publicznej na występ artystyczny w Starachowicach, na „Wesele w Dubaju”, na to co chcieli przekazać nam ci młodzi ludzie dla mnie jest czytelna. Zostaliśmy my, dorośli Polacy, trafieni w czuły punkt. Zawyliśmy ze świętego oburzenia, bo nie chcemy patrzeć na prawdę o tym, czym jest alkohol w Polsce, w naszych domach.
Przecież fraza: „na moim weselu, będę pijana, pijana” pięknie przenosi nas do pewnego społeczno – kulturowego polskiego mitu zwanego Polskim Weselem, którego jednym z solidnych fundamentów jest wódka. Jaki jest przelicznik, „żeby nie zabrakło”? 0,5 litra wódki na głowę, wliczając w to wszystkich łącznie z dziećmi i seniorami? Pijackie przyśpiewki, „gorzko-gorzko”, starosta roznoszący butelki wódki. I to wszystko w towarzystwie dzieci, które na to patrzą, na swoich rodziców, dziadków…
To jest prawda o nas, o Weselu w Dubaju, o weselu w Polce, o alkoholu i naszym z nim problemie.
Może więc zamiast świętego oburzenia powinniśmy docenić, że dzieci ze Szkoły ze Starachowic dostrzegły i poruszyły wielki problem społeczny w Polsce. Posłuchać, co miały nam ważnego do powiedzenia? O nas dorosłych. Czegoś ważnego, czego my sami nie mamy odwagi dotknąć.
Przecież żyjemy w kraju gdzie najgłośniejsze wyrazy oburzenia wyrażał poseł, który o 3 w nocy chodził po dachu sejmowym, a jeden z najważniejszych krajowych polityków cyklicznie jeździ po kraju na spotkania z wyborcami, których kluczowym punktem jest „rozmowa o Polsce” przy piciu piwa. Co w mojej skromnej, subiektywnej ocenie może stanowić naruszenie przepisów ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, która mówi, że promocja piwa jest dozwolona o ile nie wywołuje skojarzeń z praca lub nauką. Dla mnie wyglada to jak promocja konkretnej osoby (to akurat nie jest zabronione) w połączeniu z promocją piwa jako napoju przy którym można, „na luzie” rozmawiać o ważnych sprawach.
Przecież na 100% piosenka Wesele w Dubaju jest żelaznym repertuarem na wielu polskich weselach, gdzie bawią się w oparach alkoholu całe rodziny z dziećmi. Gdzie dzieci od małego nasiąkają kultura, gdzie wszystkie wydarzenia dorosłych odbywają w nieodłącznym towarzystwie alkoholu i to przyjmowanego często w niewyobrażanej ilości.
Wreszcie, niech wszyscy ci oburzeni tym, że młodzi ludzi ze Szkoły Podstawowej w Starachowicach zaśpiewali o piciu na weselu, otworzą sobie youtube i obejrzą jak w Telewizji Polskiej, podczas niezwykle popularnego programu Voice of Poland Kids, małe dzieci śpiewają biesiadny hit Kayah & Bregowicz „Prawy do lewego” z takimi zwrotkami jak „racja brachu wypijmy za to, a kto nie wypije tego we dwa kije”. Przy ogromnej radości wszystkich: jurorów, publiczności i dumnych rodziców. Film znajdziecie na youtube bez problemu. Jest ich tam zreszta parę. Wnioski pozostawiam wam…
Więc może zamiast jakże wygodnego świętego oburzenia (wygodnego, bo wtedy nie trzeba się zastanowić nad sobą) i wskazywania palcami winnych, zostawię tutaj tylko taki cytat: „kto pierwszy jest bez winy niechaj rzuca…”
A patrząc już na sprawę bardziej przyziemnie, to może dzięki dzieciom ze Starachowic, czas już na naszą – dorosłych Polaków, ich rodziców – narodową, uczciwą, powszechną debatę o alkoholu w naszym społeczeństwie.
Edit: 19.09.2025
W to o czym tutaj napisałem, świetnie wpisuje się niedawne zamieszanie z nieudaną próba wprowadzenia w Warszawie nocnej, częściowej prohibicji. Problemem nie jest to, czy taka częściowa prohibicja będzie czy nie, ale to, że jedyne na co nas, społeczeństwo stać w obliczu szkód jakie alkohol wywołuje w naszym życiu, jest jakaś operetkowa próba wprowadzenia takiej częściowej prohibicji w Warszawie. Przecież to jest miara naszej kapitulacji wobec tego problemu, że nikt – my jako społeczeństwo oraz liderzy polityczni – nie waży się dotknąć sedna problemu, który polega na tym, że my wszyscy od małego żyjemy w społeczeństwie, w kulturze akceptuje powszechne spożywanie alkoholu i to, że ludzie po nim krzywdzą siebie i innych. To jest przecież jakaś bezradność państwa, gdy w uzasadnieniu uchwały podaje się liczne przykłady gdy osoby pod wpływem alkoholu atakują policjantów, ratowników, członków rodziny, przypadkowych ludzi i jedynym dyskutowanym rozwiązaniem jest zamknięcie sklepu z alkoholem na noc.
Nocna prohibicja? OK, ale to jest tylko działanie objawowe i to po powierzchni. Może równolegle należy zaplanować długofalową kampanie społeczną, która uczciwie powie czym jest w Polsce alkohol, skruszy to tabu i uświadomi wielu ludziom, nam samym, że to trucizna, kulturowo opakowana jako nagroda, luksus czy przyjemność, która nie rozwiąże naszych problemów. A wręcz przeciwnie, może nas zniszczyć.
Innymi słowy, aby ten problem sensownie zaadresować i aby wprowadzane przepisy miały znaczenie i coś zmieniły, najpierw jest potrzebna uczciwa debata i długofalowy plan.
Rolą adwokata jest nie tylko obrona praw swoich klientów, ale także praw obywatelskich na sali sądowej oraz poza nią. To właśnie w toku tej codziennej pracy z przepisami prawa i historiami klientów, których czasem nie wymyśliłby najbardziej kreatywny scenarzysta, widać, jak prawo może wpływać na nasze życie. Szczególnie jest to widoczne, gdy przepisy są nieprzemyślanie, niezrozumiałe czy niedopasowane do rzeczywistości. Wtedy, często reakcją organów stosujących te przepisy (policja, sądy, KAS)) jest obojętność lub stosowanie tych przepisów w sposób błędny. Co w sumie zrozumiałe, jeśli ciężko jest zrozumieć sens przepisu, działania, które na jego podstawie podejmujemy, to ciężko oczekiwać zaangażowania w jego stosowaniu.
Taka jest cena za tworzenie złego prawa. I to zawsze ludzie, obywatele płacą tę cenę.
W mojej praktyce, często zabierałem głos ws. przepisów nieprzemyślanych, niezrozumiałych oraz błędnej praktyki stosowanie prawa. W wypowiedziach dla mediów, na sali sądowej czy na tym blogu. Tak było w sprawach oszustw internetowych z wykorzystaniem rachunków bankowych i portfeli kryptowalutowych. Istnej plagi, wobec której państwo i jego organy zachowują niezrozumiale wprost obojętność. Czemu niebawem poświecę osobny artykuł. W sprawach absurdalnej i brutalnej praktyki aresztów tymczasowych w Polsce czy w sprawie „bezładu prawnego” dotyczącego kwestii odpłatnego świadczenia usług seksualnych. Która to kwestia, jest zresztą doskonałym przykładem, co oznacza odwrócenie oczu państwa od danego problemu i pozostawienie go w tzw. szarej strefie.
Teraz, moją uwagę przykuły informacje o radykalnym zwiększeniu akcyzy na e-papierosy oraz zapowiedzi podniesienia akcyzy na alkohol. Wszystko to, rzecz jasna, w imię „ochrony zdrowia publicznego”. Moim zdaniem, jest to kolejny przykład niezrozumiałej legislacji, która rozmija się z faktycznym problemem. Działając w sposób niezrozumiały wprowadza jeszcze większy chaos i stanowi swego rodzaju pułapkę prawną na obywateli.
Jest powszechnie znaną prawdą w świecie nauk społecznych i prawnych, że samo zaostrzanie sankcji, odstraszanie (a tym de facto jest takie prohibicyjne podwyższenie akcyzy na ww. produkty nikotynowe) nie działa jako metoda zwalczania danego zjawiska. Gdyby tak było, to wystarczyłoby podnieść cenę za butelkę napoju słodzonego do 100 zł a za butelkę wódki do 200 zł, aby rozwiąż problem nadużywania cukru czy alkoholu. Ale to tak prosto nie działa.
U podstaw tej drakońskiej i całkowicie bezcelowej z punktu widzenia efektywnego kształtowania nawyków zdrowotnych społeczeństwa, podwyżki akcyzy, leży to samo błędne podejście, o którym pisałem, we wpisie o polskich regulacjach dotyczących kwestii świadczenia odpłatnych usług seksualnych.
To tak naprawdę odwrócenie się od prawdziwego problemu oraz prawdziwej, potrzebnej, trudnej debaty społecznej na ten temat i rozwiązań prawnych, które faktycznie można zastosować, aby zimniejszych skalę korzystania z produktów nikotynowych. W szczególności wśród młodych ludzi. Przykład filozofii tworzenia prawa, leżącej u podstaw modelu szwedzkiego, w podejściu do tego problemu pokazuje, że jest to możliwie. Wymaga jednak przemyślanego, długofalowego i zbalansowanego podejścia. Historia uczy, że podejścia skrajnie, prohibicyjne, zawsze kończyły się dla społeczeństwa negatywnymi skutkami.
Odwołanie się przy wprowadzeniu tej prohibicyjnej akcyzy na e-papierosy, do celu, aby zmniejszyć popularność tych wyrobów u młodych ludzi (skądinąd słuszny cel, ale nie tymi metodami) mnie prowadzi do wniosku, że to młodzi ludzie, w dużej mierze będą ponosić koszt tego społeczno-prawnego eksperymentu. Zamożni klienci (a młodzi ludzie raczej do nich nie należą) pewnie sobie poradzą, po prostu płacąc więcej. Stać ich. Młodzi będą szukać tańszych alternatyw w sieci, za granicą, sami handlować takimi produktami w Internecie lub co gorsza, wybierać tradycyjne papierosy.
W mojej praktyce, skoncentrowanej w znacznej mierze na świecie kryptowalut, miałem już parę razy do czynienia z sytuacją, gdy o konsultację prawną prosili ludzi poniżej 18 lat (czasem przyjeżdżali z rodzicami…). Aktywnie uczestniczyli już w świecie cyfrowym, posiadali czasem bardzo duże środki w kryptowalutach, angażując się w wirtualnym świecie m.in. w „sprowadzanie vapów” z Czech czy Chin. Ze zdziwieniem dowiadywali się, że istnieje coś takiego jak podatek akcyzowy, kodeks karno-skarbowy, na podstawie którego odpowiedzialność karną ponosi się już od 17 lat oraz, że akcyza na papierosy i alkohol to jeden z żelaznych punktów przychodów budżetowych wiec KAS nie ma tu skrupułów…
To wszystko doprowadziło mnie do wniosku, że ta sprawa warta jest złożenia petycji ustawodawczej. Bynajmniej nie w interesie tej czy innej trucizny. Bo prawdę powiedziawszy alkohol czy tytoń (nikotyna) to trucizny i taka jest ludzka natura, że te trucizny towarzysza nam od tysięcy lat. Ale w interesie czytelnej, zrozumiałej i stabilnej regulacji danego obszaru społecznego. Regulacji, która będzie skłaniać nas, członków danej społeczności, a nie zmuszać, do tego abyśmy podejmowali jak najlepsze decyzje dla siebie, naszego zdrowia i jakości naszego życia. Do czego was gorąco zachęcam, bo każdy z nam ma tylko jedno życie i wykorzystajmy je mądrze.
Wbrew pozorom to nie będzie lekki tematycznie artykuł. Wbrew pozorom, bo prawda jest taka, że temat seksualności człowieka, jest wciąż w znacznej mierze obszarem tabu, przesądów, opinii wygłaszanych z pozycji „wyższej racji moralnej” oraz zakłopotania przykrywanego przepraszającym uśmiechem lub żartami, które mają nasze zakłopotanie ukryć.
Jest to strefa podatna na stereotypy i poglądy religijne. Strefa, gdzie bardzo trudno nam, ludziom, wychowanym z tym bagażem, o merytoryczną i rzeczową dyskusję. A tym bardziej, o dyskusję o tym, jak te delikatne i trudne kwestie uregulować normami prawnymi.
A jest to obszar aktywności człowieka także wymagający dyskusji o tym co jest dozwolone, a co nie. Dyskusji o tym, jakie rozwiązania przyjąć i jak je stosować. Dyskusji o normach prawnych, które powinny odpowiadać na potrzeby człowieka oraz uwzględniać nowocześnie rozumiane prawa człowieka. Tworząc czytelne ramy prawne, które pozwolą wszystkim stronom relacji, jakie ludzie ze sobą w obszarze seksualności nawiązują, realizować swoje potrzeby we wzajemnym szacunku. Pod ochroną państwa, a nie w strachu przed nim. Wtedy będziemy mogli mówić o ładzie społecznym, co jest, jeśli się nie mylę, celem tworzenia i stosowania prawa.
Jak to wygląda w praktyce w Polsce, w zakresie podejścia państwa do świadczenia usług seksualnych oraz organizacji takich usług zaraz się przekonamy. Jedna techniczna uwaga wstępna. W tekście, będę starał się odejść od tradycyjnej terminologii tj. prostytucja czy prostytutka. Uważam, i nie jest to pogląd odosobniony, że te terminy nacechowane są negatywnie. Stygmatyzują i wykluczają.
Karalność prostytucji w Polsce w świetle art. 204 k.k.
Już odpowiedź na pytanie czy świadczenie usług seksualnych w Polsce jest „legalne” czyli zgodne z prawem, sprawi nam pierwsze problemy i zwiastuje, że „coś tu jest nie tak” w systemie prawnym. Zostawiając na boku, w oczywisty sposób penalizowane czyny związane z przymusem, przemocą, handlem ludźmi czy pedofilią, to zgodnie z art. 204 kodeksu karnego,penalizowana jest tylko działalność w zakresie zmuszania do prostytucji, nakłaniania, ułatwiania oraz korzystanie z uprawiania prostytucji przez inna osobę.
Art. 204 [Stręczycielstwo, sutenerstwo i kuplerstwo]
§ 1. Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, nakłania inną osobę do uprawiania prostytucji lub jej to ułatwia, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. Karze określonej w § 1 podlega, kto czerpie korzyści majątkowe z uprawiania prostytucji przez inną osobę.
Innymi słowy osoba, która w jakikolwiek sposób świadomie ułatwia, pomaga, wspiera inną osobę w świadczeniu usług seksualnych podlega karze na podstawie ww. przepisu. Natomiast sama osoba świadcząc tego typu usługi karze nie podlega.
Jest to tzw. model podejścia prawa do prostytucji nazwany eufemistycznie „abolicyjnym”. Zakłada on swego rodzaju przymykanie oczu, „tolerowanie” odpłatnego świadczenia usług seksualnych. Osoby zajmujące się tą profesją oraz korzystające z tych usług, nie podlegają karalności. Karalna w tym modelu jest natomiast wszelka działalność w zakresie organizacji usług seksualnych czy pomoc przy takiej działalności. Czyli penalizowana jest jakakolwiek forma działalności gospodarczej w zakresie usług seksualnych.
Model ten opiera się na stygmatyzującym w istocie rzeczy założeniu, że osoby wykonujące ten zawód (w większości kobiety, aczkolwiek w związku ze zmianami kulturowymi także to podlega zmianom) wykonują czynności „sprzeczne z zasadami współżycia społecznego”, „niegodne”, „niemoralne”. Czego konsekwencją jest to, że zgodnie z polskim systemem podatkowym taka działalność nie podlega opodatkowaniu.
Tak między innymi Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji 0114-KDIP3-1.4011.145.2024.2.BS. z dnia 22 kwietnia 2024 roku dot. pytania czy przychód z usług seksualnych jest objęty PIT:
„Nierząd inaczej zwany „prostytucją” czy „sex-workingiem” polega na uprawianiu seksu za wynagrodzeniem pieniężnym a ponieważ jest to umowa prawnie nieskuteczna na gruncie przepisów prawa cywilnego traktuje się ją jako sprzeczną z zasadami współżycia społecznego. Z punktu widzenia Kodeksu cywilnego umowy tego rodzaju są nieważne, a uzyskiwane w wyniku ich realizacji dochody nie mogą podlegać opodatkowaniu na gruncie przepisów ustawy o PIT. Należy dodatkowo zauważyć, że Skarb Państwa nie może czerpać korzyści w postaci podatków z tytułu uprawiania prostytucji.”
Orzecznictwo dotyczące odpowiedzialności z art. 204 k.k.
Warto tutaj może przytoczyć parę przykładów z orzecznictwa, kto w praktyce może podlegać odpowiedzialności karnej za „nakłanianie, ułatwianie i korzystanie z uprawiania prostytucji”:
Dla przyjęcia odpowiedzialności z art. 204 k.k. wystarczające jest jednorazowe zachowanie ze strony sprawcy polegające „ułatwieniu uprawianie prostytucji” (tak np. wyrok SN z 5.02.2009 r., II KK 251/08).
Za przykład „ułatwianie uprawiania prostytucji” można uznać takie zachowania, jak: tworzenie stron internetowych umożliwiających umieszczanie „anonsów towarzyskich” osobom prostytuującym się czy działania reklamowe jak roznoszenie ulotek lub promocje w Internecie (Komentarz do art. 204 k.k., Jan Kulesza, System LEX, Wolters Kluwers, 2025).
Działalność w zakresie zorganizowana strony www. z tzw. sex kamerkami, gdzie, w zamian z opłatę świadczoną przez klienta, osoby rozbierają się przed kamerka i dokonują czynności seksualnych, nie jest „uprawianiem prostytucji w znaczeniu przewidzianym w art. 203 i 204 k.k. gdyż prostytucja, to nic innego jak zajmowanie się procederem polegającym na zaspokajaniu za odpłatnością potrzeb seksualnych innych osób poprzez kontakt cielesny z tymi osobami (II AKa 152/20, Wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie II AKa 152/20)
Przedmiotem ochrony z art. 204 k.k. jest obyczajowość. „Nie można przyjmować, że osoba prostytuująca się jest pokrzywdzoną w rozumieniu tego przepisu…”. Tak, Sąd Apelacyjny w Szczecinie, sygn.. II AKa 263/19, wyrok z dnia 12 lutego 2020 roku.
Ułatwianie innej osobie uprawiania prostytucji (kuplerstwo) z art. 204 k.k. polega na wspomaganiu innej osoby w świadczeniu usług seksualnych (np. odpłatne udostępnianie innej osobie lokum, w którym osoba prostytuująca się przyjmuje klientów, wynajdowanie klientów, podwożenie do klientów czy tworzenie stron internetowych z ogłoszeniami z zakresu usług seksualnych),
Kuplerstwo zachodzi już w przypadku zachowania jednorazowego (np. jednego podwiezienia do klienta). Tak zgodnie wypowiadają się komentatorzy kodeksu karnego choć Sąd Najwyższy, wypowiedział się odmiennie, uznając, że jednorazowy akt ułatwienia uprawiania prostytucji przez podwiezienie kogoś nie może zostać oceniony jako kuplerstwa z art. 204 § 1in fine k.k., (wyrok SN z 5.02.2009 r., II KK 251/08).
Jak widać, w centrum polskich przepisów penalizujących prostytucję i czynów z nią powiązanych (tzw. przestępstwa okołoprostytucyjne), w cale nie jest dobro człowieka, zapewnienie, aby osoby, które zdecydują się na taką aktywność zawodową, były pod czytelna i faktyczną ochroną państwa, ale „obyczajowość”, tzw. porządek społeczny. I chyba dobre samopoczucie moralne tych, który takie prawo stworzyli.
Salon masażu tantrycznego czyli prawo a rzeczywistość
Kolejnym wnioskiem z powyżej przestawionej analizy polskich przepisów prawa karnego dot. prostytucji jest to, że w Polsce tolerowane jest indywidualne świadczenie usług seksualnych. Zabroniona i penalizowana jest natomiast jakakolwiek forma organizacji gospodarczej tych usług. Chodzi o sytuację, gdy jedna osoba wspiera i korzysta ze świadczenia przez inna osobę usług seksualnych (np. przez wynajęcie i przystosowanie lokalu, zajecie się marketingiem etc.).
W praktyce rzecz jasna, ten sektor (usług seksualnych) funkcjonuje w Polsce w ramach pewnych struktur organizacyjnych właściwych dla działalności gospodarczej. Jednakże przez określone powyżej podejście legislacyjne państwa jest to w istocie prawna, podatkowa i moralna szara strefa. Obszar na mapie społeczeństwa, od którego państwo odwraca wzrok, czyniąc to co ciekawe, pod pozorem ochrony moralności i obyczajności.
Jak jest zatem z tymi salonami masażu tantrycznego i erotycznego?
Wystarczy wpisać w wyszukiwarce internetowej w jakimkolwiek większym mieście w Polsce hasło „masaż erotyczny” czy „masaż tantryczny”, aby znaleźć mnogość tego rodzaju ogłoszeń, które w istocie są niczym innym jak właśnie zorganizowanym świadczeniem usług seksualnych. Nie sposób przyjąć przecież, w zgodzie z logika i doświadczeniem życiowym, że wszystko to samodzielna inicjatywa osób zajmujących się takimi usługami, które dorabiają sobie wieczorami we własnym lokalu samemu tworząc sobie stronę www.
Opierając się na doświadczeniu życiowym, nie sposób przyjąć, że te salony to wszystko indywidualna działalność. Można natomiast przyjąć z dużą pewnością, że to zorganizowana działalność osób, które zawodowo dostarczają i zapewniają strukturę organizacyjna dla świadczenia tego typu usług tj. zapewniają i adaptują lokal, tworzą stronę www, inwestują w marketing i zatrudniają tam masażystki.
Zgodnie zatem z przywołanym wcześniej orzeczeniem Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z dnia 19 listopada 2021 roku, sygn. II Aka 152/20, który stwierdził, że „…uprawianie prostytucji w znaczeniu przewidzianym w art. 203. kk oraz 204 kk, to nic innego jak zajmowanie się procederem polegającym na zaspokajaniu za odpłatnością, potrzeb seksualnych innych osób, przez kontakt cielesny z tymi osobami”, prowadzi nas do następujących wniosków, poszukując odpowiedzi na postawione w tytule artykułu pytanie:
Usługa masażu tantrycznego czy erotycznego jest uprawianiem prostytucji w rozumieniu art. 204 k.k., gdyż zakłada kontakt cielesny w celu zaspokojenia popędu seksualnego innej osoby osoby.
W świetle polskiego prawa karnego: masażystka/masazysta świadczący indywidulanie usługi seksualne w postaci masażu tantrycznego, nie podlegają karalności w Polsce.
Jednakże, osoby, które im pomagają (zakładam, że za wynagrodzeniem) podlegają karalności w świetle art. 204 k.k. Czyli za świadome wynajęcie mieszkania, które służy będzie tego typu działalności, za stworzenie i utrzymywanie strony www, czy za działania reklamowe w sieci (np. pozycjonowanie strony www).
Osoba świadcząca takie usługi będzie podlegać odpowiedzialności karnej, jeśli w są one świadczone w pewnej strukturze organizacyjnej i ta osoba pełni tam pewne funkcje (np. zbiera pieniądze czy odbiera telefony). Wtedy prawdopodobny jest zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się organizacją uprawiania prostytucji (art. 258 k.k.).
To oznacza, w świetle ww. argumentacji, że np. Wyszukiwarka Google, osoby które wynajmują lokale na ww. działalność, czy osoby, które tworzą, utrzymują strony www salonu masażu. z dużym prawdopodobieństwem podlegają odpowiedzialności karnej za ułatwianie prostytucji, w rozumieniu art. 204 k.k.
To pokazuje nam skalę absurdu aktualnych przepisów i podejścia państwa do tego wycinka życia społecznego. W jakiej sytuacji fikcji prawnej i społecznej żyjemy.
Można powiedzieć, że polska legislacja to w istocie pozorowanie zajęcia się tym obszarem życia społecznego. Efektem tego jest to, że tysiące osób, które zajmują się tą działalnością zarobkową w istocie rzeczy prowadzą ją poza ochrona i nadzorem państwa. Znajdując się w jakiejś osobliwej dla nowoczesnego Państwa, członka Unii Europejskiej i kraju, w którym podobno wysoko ceni się standardy praw człowieka i praworządności, szarej strefie: moralnej, prawnej i podatkowej.
Pośrednią konsekwencją jest to, że ta sfera życia społecznego oddana jest często na pastwę osób powiązanych z zawodowym światem przestępczym.
Aby dobitnie pokazać skalę absurdu aktualnych przepisów oraz brak racjonalnego uzasadnienia i spójności systemu prawa w odniesieniu do zjawiska usług seksualnych, powiedzmy tutaj, że zgodnie z tymi przepisami, działalność w zakresie tworzenia i dystrybucji pornografii jest uznawana za czynność zgodną z zasadami współżycia społecznego, może być przedmiotem działalności i podlega opodatkowaniu. Tak dyrektor KIS w piśmie z dnia 1 grudnia 2022 r. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej 0113-KDIPT2-1.4011.671.2022.4.ID:
„Skoro ww. usługi nie są prostytucją, a pornografią należy wskazać, że mogą one być przedmiotem prawnie skutecznej umowy, a więc również podlegać opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych.”
Zatem, pornografia, która przecież zakłada, że osoby ja tworzące udostępniają swoje ciało za pieniądze w celu odpłatnego wykonywania czynności seksualnych, aby stworzyć nagranie, jest zgodna z „obyczajnością”, nie narusza zasad współżycia społecznego i nie przeszkadza państwu w pobieraniu od tego podatków. Natomiast świadczenie usług seksualnych, czyli także udostępnienie swojego ciała w celu wykonania czynności seksualnych, za wynagrodzeniem, jest niezgodne z obyczajnością i opodatkowaniu jako „niemoralne” nie podlega.
Innymi słowy, przedsiębiorca, który chciałaby zawodowo zajmować się organizacją usług seksualnych tworząc dom publiczny będzie podlegał w Polsce penalizacji. Ten sam przedsiębiorca natomiast, który chciałaby w Polsce stworzyć studio nagrań filmów pornograficznych, może zrobić to bez przeszkód.
Nie ma w tym jakiegokolwiek sensu, logiki i spójności.
Jak to jest uregulowane w Europie
Podeście do świadczenia usług seksualnych w Europie jest rożne. Zasadniczo wyróżniamy parę modeli podejść to tego zjawiska (tak np. w opracowaniu Dr. Magdaleny Kowalewskiej – Łakuć: Prostytucja i czerpanie z niej korzyści majątkowych. – analiza prawno-porównawcza, Instytut Wymiaru Sprawiedliwości, Warszawa 2017) :
Model prohibicyjny.
Model reglamentacyjny.
Model neoreglamentacyjny.
Model abolicjonistyczny.
Model dekryminalizacyjny.
Oczywiście ww. modele mają swoich zwolenników i przeciwników, ale zwraca uwagę, że są modela, które, niezależnie czy uznajemy je za słuszne, są spójne i czytelne, a są modele, jak nasz polski, opierający się na „tolerowaniu” zjawiska bez zajęcia się problemem w sposób kompleksowy. Takim modelem kompleksowym, czytelnym jest np., model szwedzki, gdzie penalizowane jest płacenie za usługi seksualne i czerpanie z nich korzyści (karany jest klient) oraz np. model niemiecki. W tym modelu świadczenie usług seksualnych jest w uregulowane i traktowane jak każda inna działalność gospodarcza. Podlega nadzorowi, opodatkowaniu, opłacane są składki na ubezpieczenie emerytalne, zdrowotne i społeczne. W Niemczech, działalność w zakresie usług seksualnych oraz organizacja tych usług w formie domów publicznych oparta jest na kompleksowej ustawie tj. Prostitutionzgesetz (Gesetz zur Regelung der Rechtsverhältnisse der Prostituierten), która weszła w życie 1 stycznia 2002 roku.
Jak to mogłoby wyglądać: uregulowanie alkoholu vs. uregulowania świadczenia usług seksualnych
Tytułem wstępu należy podkreślić dwie kluczowe rzeczy:
Po pierwsze, żejakakolwiek działalności związana z przemocą, handlem ludźmi, wyzyskiem etc. powiązana ze świadczeniem usług seksualnych powinna pozostać zabroniona. Nie podlega dyskusji, że ww. patologie w jakimkolwiek obszarze społecznym powinny być zdecydowanie zwalczana.
Po drugie, świadczenie usług seksualnych przez osoby dorosłe, niezależnie jak to oceniamy, miało i będzie mieć miejsce. Zatem, tego rodzaju aktywność, o ile nie mamy do czynienia z patologiami opisanymi powyżej tj. wyzyskiem, pedofilą, handlem ludźmi etc., powinna zostać czytelnie i zrozumiale uregulowana prawnie i objęta nadzorem państwa. Niezależnie, jak takie zachowanie, indywidualnie moralnie oceniamy.
Faktem jest, że w dyskusji ekspertów (psychologów, pedagogów, prawników) większość głosów wskazuje na negatywne konsekwencje zjawiska odpłatnych usług seksualnych zarówno dla społeczeństwa jak i osób, które decyduje się na taka działalność. Jednakże, ustawodawca tworząc przepisy, które mają regulować dane pole życia społecznego, nie może opierać się tylko na głosach ekspertów i działać w ten sposób, że zakazane będzie wszystko to co jest obiektywnie szkodliwe dla człowieka. W ten sposób nie da się uregulować efektywnie i stabilnie rzeczywistości społecznej.
Jako przykład, który może czytelnie zobrazować przedstawiony ww. dylemat, niech posłuży podejście do uregulowania zjawiska, które niewątpliwie, jest także obiektywnie negatywne zarówno dla człowieka jak i społeczeństwa a jednak ustawodawca zdecydował się na jego kompleksowe uregulowanie, zamiast penalizacji czy „tolerowania”. Chodzi o uregulowanie dostępu do alkoholu.
Niech punktem wyjścia będzie stwierdzenie, które nie podlega jakiejkolwiek dyskusji, gdyż ma podstawy naukowe i medyczne, że alkohol w jakiejkolwiek dawce dla człowieka to trucizna oraz że jego spożywanie jest odpowiedzialne za wiele społecznych problemów oraz indywidualnych cierpień ludzi.
Jednakże, społeczeństwo zdecydowało się, że zamiast dążyć, poprzez stanowienie drakońskich przepisów i praktykę stosowana prawa, do stanu, w którym to zjawisko (spożywanie alkoholu) zniknie, do uregulowania spożycia alkoholu. Uznano, że niezależnie od społecznych i moralnych ocen, a te są jednoznacznie negatywne, jest to zjawisko tak silnie zakorzenione, że bardziej właściwym podejściem będzie jego akceptacja (w określonych ramach) i uregulowanie, tak aby zminimalizować jego negatywne koszty dla społeczeństwa.
Innymi słowy, nikt nie neguje obecnie faktu, że alkohol w to w każdej ilości trucizna i że jego konsumpcja przez człowieka powoduje wiele cierpień, patologii indywidualnych oraz społecznych (także wymiernych kosztów). Zdano sobie jednak z sprawę, że podejście skrajne, oparte na restrykcyjnym zwalczaniu tego negatywnego zjawiska nie przyniesie spodziewanych efektów, przy istotnych kosztach społecznych i indywidualnych. W rezultacie, postanowiono na UREGULOWANIE. Przyjęto kompromisowe ramy prawne.
Nie udając bynajmniej, że sam alkohol to nieszkodliwa substancja. Nie udając, że w związku z jego konsumpcją nie ma negatywnych efektów dla społeczeństwa. Postawiono na kontrole i nadzór państwa połączone z działalnością edukacyjna oraz profilaktyczną. Co istotne i znamienne, konsumpcja alkoholu jest znacznie obciążona podatkami co stanowi wymierne źródło przychodów budżetowych państwa, ale także zapewnia środki na działania mające zminimalizować społeczne konsekwencje konsumpcji alkoholu.
Podobna sytuacja i podobne argumenty dotyczą przecież świadczenia usług seksualnych i społecznego uwarunkowania tego zjawiska. Z zatem, można oczekiwać chyba podobnego podejścia ustawodawcy, co w przypadku alkoholu. Celem uregulowania świadczenia usług seksualnych nie ma być opowiedzenie się po którejś ze stron w dyskusji nt. świadczenia usług seksualnych, bagatelizowanie tego zjawiska (tak jak nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że alkohol jest nieszkodliwy) i możliwych negatywnych konsekwencji społecznych, czy też „walka” z tym społecznym zachowaniem.
Prawdziwym celem powinno być zapewnienie racjonalnych ram regulacyjnych: prawnych, podatkowych, społecznych. Celem takiej regulacji nie ma być bynajmniej bagatelizowanie tego, że ze świadczeniem usług seksualnych mogą być związane pewne negatywne konsekwencje (podobnie jak w przypadku konsumpcji alkoholu). Celem tych przepisów ma być stworzenie czytelnych ram prawnych, dla osób, które z własnej woli zdecydują się na taką drogę aktywności zawodowej. Pod ochroną i nadzorem państwa.
Oczywistym jest, szczególnie gdy patrzy się na doświadczenia legislacyjne w kwestii alkoholu, że zarówno podejście radykalnie restrykcyjne (zakazy) jak i podejście abolicyjne, czyli tolerujące, a w praktyce, po prostu odwracające wzrok (obecne stosowane Polsce) nie adresują faktycznych problemów społecznych. Ww. dwa podejścia nie oferują obywatelom jasności, czytelności oraz efektywnego zajęcia się danym problemem społecznym.
Tyle teoria i argumenty za tym, że należy także wprowadzić kompleksową, nowoczesną i efektywną regulację świadczenia usług seksualnych w Polsce. Czy doczekamy się Polsce najpierw rzetelnej dyskusji społecznej na ten temat, której owocem będzie nowoczesne i skuteczne prawo pozostaje kwestią otwartą.
Wnioski końcowe
Zamiast zakończenia, chciałbym zacytować tutaj opinię mniejszości do Sprawozdania Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia Parlamentu Europejskiego z 30 sierpnia 2023 roku, ws. Regulacji dot. prostytucji w UE. Sprawozdanie zostało przyjęte stosunkiem 16 głosów „za”, 10 głosów „przeciwko”, 3 głosy „wstrzymujące”. Co pokazuje, jak trudny jest to temat i jak rozbieżne są poglądy w tym obszarze. Opinia mniejszości, w moim przekonaniu, trafnie podsumowuje problemy jakie występują w debacie nad zjawiskiem usług seksualnych:
„Terminy użyte w niniejszym sprawozdaniu, tj. „prostytucja”, „kobiety w prostytucji”, są wartościujące, mają konotacje przestępczości i niemoralności oraz stygmatyzują zmarginalizowaną społeczność. Osoby sprzedające usługi seksualne wolą termin „pracownicy seksualni”, ponieważ określanie ich terminem „prostytutka” przyczynia się do ich wykluczenia ze społeczeństwa, w tym z dostępu do usług zdrowotnych, prawnych i socjalnych.
Widzimy, że kryminalizacja dowolnego aspektu pracy seksualnej często zagraża bezpieczeństwu osób sprzedających seks, gdyż sprawia, że pracują one w ukryciu, oraz uniemożliwia im organizowanie się i skuteczne zwalczanie wyzysku w branży seksualnej.
Prawodawstwo dotyczące pracy seksualnej należy opracować zgodnie z podejściem opartym na prawach człowieka. Apelujemy do Komisji i państw członkowskich, aby opracowały środki i strategie mające na celu uznawanie pracowników seksualnych i ich ochronę, zwalczanie dyskryminacji, z którą się spotykają, oraz zapewnienie konsultowania się z nimi i włączenia ich we wszystkie debaty na temat polityk, które wpływają na ich życie.
Głęboko zakorzenione stereotypy płciowe związane z seksualnością i moralnością kobiet dodatkowo przyczyniają się do stygmatyzacji i dyskryminacji pracownic seksualnych ze względu na rzekome przekraczanie przez nie norm społecznych i seksualnych właściwych dla ich płci. Sprawozdanie to nie przyczynia się do równouprawnienia płci, a wręcz przeciwnie – odbiera głos osobom, zwłaszcza kobietom, które od lat walczą, by je usłyszano.”
W przestrzeni medialnej możemy śledzić przypadki niewielkiej kawalerki w Gdańsku i „bezinteresownej” pomocy okazanej jej właścicielowi, przez pewnego „dobrego człowieka”. Przy tej okazji, co uznać trzeba za korzystne z punktu widzenia świadomości prawnej, odbywamy wszyscy, przyspieszony kurs z takich instytucji prawa cywilnego i karnego jak:
darowizna,
umowa dożywocia,
wydziedziczenie,
poświadczenie nieprawdy w akcie notarialnym.
W zasadzie, jest do kurs z zakresu: „jak nie przeprowadzać ww. czynności prawnych” i nie wpakować się w kłopoty prawne.
W tym wpisie, chciałbym zająć się jedną z ww. kwestii prawnych, a mianowicie pozbawieniem spadkobierców prawa do spadku, czyli wydziedziczeniem. Jest tak dlatego, że w praktyce, wbrew obiegowym opiniom w społeczeństwie, nie jest to wcale prosta instytucja prawna. Poza tym, w praktyce zakładania i obsługi fundacji rodzinnych, całkiem często spotykam się, właśnie z pytaniem: „jak skutecznie nie przekazać majątku spadkobiercom ustawowym”. Warto zatem spojrzeć dokładnie na to, jak przepisy regulują te dość rzadką w praktyce sytuację prawną.
Kogo można wydziedziczyć
Wydziedziczenie, czyli inaczej pozbawienie spadkobierców prawa do spadku (zachowku) uregulowane jest w art. 1008 Kodeksu Cywilnego (KC), który brzmi następująco
Spadkodawca może w testamencie pozbawić zstępnych, małżonka i rodziców zachowku (wydziedziczenie), jeżeli uprawniony do zachowku:
Wbrew woli spadkodawcy postępuje uporczywie w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego.
Dopuścił się względem spadkodawcy albo jednej z najbliższych mu osób umyślnego przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności albo rażącej obrazy czci.
Uporczywie nie dopełnia względem spadkodawcy obowiązków rodzinnych.
To specyficzne uprawnienie przysługujące przyszłemu spadkodawcy, wynika z fundamentalnej zasady prawnej i społecznej, na której oparte jest polskie prawo spadkowe (oraz zapewne większość znanym nam systemów prawa spadkowego). Chodzi o zasadę, że po śmierci danej osoby (spadkodawca), jego/jej najbliżsi, maja prawo otrzymać jego majątek (zwykle w pewnej części). Wbrew nawet woli samego spadkodawcy.
Jest to de facto, ograniczenie prawa własności i związanego z nim prawa do swobodnego dysponowania swoim majątkiem. Zgodnie z tą zasadą, spadkodawca po swojej śmierci może rozporządzać swoim majątkiem tylko w ramach pewnych granic określonych przez porządek społeczny, a ten przyjmuje, że majątek spadkodawcy, post mortem, w całości lub w znacznej części powinien trafić do jego najbliższej rodziny,
Praktycznym efektem prawnym tej zasady społecznej jest tzw. prawo do zachowku. Oznacza ono, w pewnym uproszczeniu, że niezależnie od tego co spadkobierca uczynił ze swoim majątkiem pod koniec życia. Jakby nim nie rozporządził w testamencie, to określone przez ustawę osoby, mają prawo do określonej części spadku, właśnie do „zachowku”. Trafniej oddaje naturę tego uprawnienia niemiecka nazwa „zachowku”, która brzmi „Pflichtteil” co w bezpośrednim tłumaczeniu oznacza „cześć obowiązkowa”.
Zgodnie z art. 991 KC, do zachowku uprawieniem są: zstępni (dzieci), małżonek oraz rodzice spadkodawcy, o ile byliby powołani do spadku z ustawy, z udziałem sięgającym od połowy do 2/3 ustawowego udziału w spadku (w zależności od pewnych dodatkowych warunków).
Warunki prawne dla wydziedziczenia
Wracając do głównego wątku, wydziedziczenie ma właśnie ten efekt, że spadkobiercy nie tyle nie otrzymają całego spadku (tutaj spadkodawca ma pewne pole decyzyjne), ale że są pozbawieni prawa do tej „części obowiązkowej” spadku, gwarantowanej przez ustawę. Czyli do zachowku.
Polskie prawo spadkowe przewiduje, że spadkodawca, aby wydziedziczyć określoną osobę z kręgu spadkobierców, musi mieć ku temu poważny, uzasadniany w świetle zasad współżycia społecznego powód. Zgodnie z treścią art. 1008 KC są nimi:
Gdy spadkobierca wbrew woli spadkodawcy postępuje uporczywie w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego.
Gdy spadkobierca dopuścił się względem spadkodawcy albo jednej z najbliższych mu osób umyślnego przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności albo rażącej obrazy czci.
Gdy spadkobierca uporczywie nie dopełnia względem spadkodawcy obowiązków rodzinnych.
Wskazane przesłanki stanowią jedyne dopuszczalne przyczyny wydziedziczenia i od razu należy tutaj podkreślić, że należy je interpretować w sposób ścisły. Innymi słowy, w praktyce sądowej spraw spadkowych, gdzie mamy do czynienia z wydziedziczeniem, nie jest akceptowane podciąganie pod przesłanki wydziedziczenia jakichś typowych konfliktów rodzinnych, różnic zdań, sporów, które nie są niczym nadzwyczajnym w życiu rodzinnym. Co, trzeba przyznać, jest częstą praktyką takich spraw. Aby mogło dojść do wydziedziczenia, musi występować jednoznaczna sytuacja nagannego zachowania spadkobiercy wobec spadkodawcy opisana w art. 1008 KC.
Co mówią sądy w sprawach o wydziedziczenie
Zwraca uwagę w przepisach Kodeksu Cywilnego regulujących wydziedziczenie, że przesłanki do zastosowania wydziedziczenia przez spadkodawcę są sformułowane dość ogólnie i odnoszą się do takich nieostrych definicji jak „zasady współżycia społecznego” czy „spadkobierca uporczywie narusza”. Właśnie te sformułowania są przyczyną najczęstszych wątpliwości i sporów przy wydziedziczeniu, które na koniec są rozstrzygane w sądzie.
Szczególnie kwestia „uporczywego niedopełnienia obowiązków rodzinnych wobec spadkodawcy” oraz kwestia ewentualnego przyczynienia się do tego spadkodawcy budzi często wątpliwości i można powiedzieć, że regularnie jest przedmiotem orzeczeń sądowych.
I tak, w orzecznictwie wskazuje się, iż „uporczywym niedopełnieniem obowiązków rodzinnych względem spadkodawcy”, będącym podstawą wydziedziczenia jest długotrwałe lub wielokrotne zaniedbywanie potrzeb materialnych i emocjonalnych spadkobiercy. Oczywistym przykładem jest tutaj brak wykonywania obowiązków alimentacyjnych czy brak wsparcia i opieki w sytuacji choroby spadkodawcy, ale także brak utrzymywania jakichkolwiek kontaktów rodzinnych ze spadkodawcą i zainteresowania jego losem.
Należy tutaj jednak dodać, że sądy wielokrotnie wskazywały, że „uporczywym niedopełnianiem obowiązków rodzinnych” nie jest nieutrzymywanie kontaktów pomiędzy spadkobiercą i spadkodawcą, jeżeli wynika to z postawy samego spadkodawcy. Inaczej mówiąc, aby zastosować wydziedziczenie, długotrwałe niedopełnienia obowiązków rodzinnych względem spadkodawcy musi być spowodowane okolicznościami leżącymi po stronie samego spadkobiercy, a nie po obydwu stronach.
Jak można się domyślać, często jest tak, że ustalenie po czyjej stronie leży wina za rozpad prawidłowych relacji rodzinnych, jest często zadaniem tak trudnym jak rozwiązanie węzła gordyjskiego. Nie tylko dla samych stron, ale i dla sadu, który sprawy dot. wydziedziczenia rozstrzyga.
Co ciekawe, w niemieckich przepisach o wydziedziczeniu (Enterbung) istnieją jeszcze dwie przesłanki jego zastosowania, których nie ma w polskich przepisach. Chodzi o sytuację, gdy osoba wydziedziczona została prawomocnie skazana za ciężkie przestępstwo na karę pozbawienia wolności w wymiarze jednego roku lub większą, bez zawieszenia kary lub za ww. przestępstwo skierowana do zakładu psychiatrycznego (art. 2333 BGB).
Co robić w przypadku bezpodstawnego wydziedziczenia
W praktyce, najczęściej jest tak, że wydziedziczenie nie jest żadna tajemnicą ani zaskoczeniem dla osób zainteresowanych. Są świadomi jaki jest stan ich relacji rodzinnych. Moja rada: spokojnie czekać, monitorując sytuacje, gromadząc informacje i dokumenty o majątku, który uważamy, że należy nam się z tytułu zachowku. Gdy dowiemy się śmierci spadkodawcy (dopiero wtedy aktualizują się roszczenia osób uprawnionych do zachowku) to jest to moment, gdy możemy złożyć do sądu wniosek o przystąpienie do postępowania ws. stwierdzenia spadku, wskazując na nasz tytuł prawny i argumenty.
Gdybyśmy przegapili moment otwarcia tego postępowania, to w terminie piecu lat od ogłoszenia testamentu (otwarcia spadku), możemy złożyć do osób, które objęły spadek, roszczenie o przekazanie nam jako osobie uprawnionej do zachowku, odpowiedniej części spadku lub jego ekwiwalentu majątkowego, wskazując na bezpodstawne, błędne wydziedziczenie.
W wydaniu Dziennika Rzeczypospolita z dnia 29 kwietnia 2025 roku, dodatek Administracja (www.pro.rp.pl) ukazał się artykuł mojego autorstwa dotyczący odpowiedzialności przełożonego w instytucji państwowej za słowa służbowym spotkaniu zniesławiające osobę podwładna.
Artykuł odnosi się do sprawy, która miała miejsce w rzeczywistości i została zakończona prawomocnym wyrokiem Sądu Okręgowego w Warszawie, potwierdzającym winę przełożonego. W artykule omówione są takie kwestie jak odpowiedzialność urzędnika państwowego za wyrażane przez niego słowa, w związku z pełnią funkcją, odpowiedzialność za przestępstwo zniesławienia z art. 212 kodeksu karnego oraz konsekwencje prawne skazania wyrokiem sądu dla urzędnika państwowego.
In Polen gelten zwei wesentliche Körperschaftsteuersätze (CIT):
19 % der Steuerbemessungsgrundlage (Regelsteuersatz),
9 % der Steuerbemessungsgrundlage (bevorzugter Steuersatz) für Unternehmen mit einem Jahresumsatz von bis zu 2 Millionen EUR.
Während die Anwendung des Regelsatzes von 19 % grundsätzlich keine besonderen Schwierigkeiten bereitet, setzt die Inanspruchnahme des bevorzugten Steuersatzes von 9 % die Erfüllung spezifischer Voraussetzungen voraus.
Voraussetzungen für die Anwendung des bevorzugten Steuersatzes
Der bevorzugte Körperschaftsteuersatz kann von folgenden Steuerpflichtigen in Anspruch genommen werden:
Kleine Steuerpflichtige, deren Bruttoeinnahmen aus Verkäufen (einschließlich der fälligen Mehrwertsteuer) im vorangegangenen Steuerjahr 2 Millionen Euro nicht überschritten haben. Maßgeblich ist hierbei der durchschnittliche Wechselkurs des Euro, veröffentlicht durch die Polnische Nationalbank (NBP) am ersten Geschäftstag im Oktober des Vorjahres.
Unternehmen, deren Nettoeinnahmen im laufenden Steuerjahr unter 2 Millionen Euro liegen, berechnet auf Grundlage des durchschnittlichen Wechselkurses des Euro, der von der NBP am ersten Geschäftstag des jeweiligen Jahres bekannt gegeben wird. Der Betrag wird auf 1.000 PLN gerundet (in der Regel erfolgt die Veröffentlichung am 2. Januar).
Neu gegründete Unternehmen können im ersten Steuerjahr von der bevorzugten Körperschaftsteuerrate von 9 % profitieren. Der ermäßigte Satz gilt jedoch nicht, wenn die Gesellschaft durch Umstrukturierung (z. B. Spaltung), Umwandlung in eine andere Rechtsform oder durch die Einbringung eines Unternehmens im Wert von mehr als 10.000 Euro entstanden ist.
Es ist zudem zu beachten, dass in Polen der Körperschaftsteuer (CIT) folgende Steuerpflichtige unterliegen:
juristische Personen, wie unter anderem Gesellschaften mit beschränkter Haftung, Aktiengesellschaften, Stiftungen, Vereine und Genossenschaften, sowie
Kapitalgesellschaften in Gründung.
Die Körperschaftsteuer (CIT) wird in Polen nach folgenden Regeln abgeführt:
Die Steuererklärung muss bis zum Ende des dritten Monats des Jahres eingereicht werden, das auf das Steuerjahr folgt.
Während des Steuerjahres sind keine Steuererklärungen abzugeben, sondern lediglich Vorauszahlungen, die bis zum 20. jedes Monats zu leisten sind. Es besteht auch die Möglichkeit, vierteljährliche Vorauszahlungen zu nutzen.
Es ist erforderlich, eine ordnungsgemäße Buchführung (sogenannte doppelte Buchführung) zu führen.
Es ist jedoch zu erwähnen, dass neben dem bevorzugten Körperschaftsteuersatz von 9 % in Polen auch folgende Steuererleichterungen in Anspruch genommen werden können:
die bevorzugte Besteuerung im Rahmen des sogenannten estnischen Körperschaftsteuersystems (Estnisches CIT),
die IP-Box-Steuervergünstigung für Einkünfte aus geistigem Eigentum (z. B. Software),
die Steuervergünstigung für Forschungs- und Entwicklungsausgaben.
Grundsätze der Anwendung des „Estnischen CIT“ in Polen
Das Estnische CIT (der Name stammt daher, dass Estland als erstes Land dieses Steuermodell eingeführt hat) verschiebt die Steuerpflicht auf den Zeitpunkt, an dem die Gesellschaft den erzielten Gewinn in Form von Dividenden auszahlt. Auf diese Weise kann das Unternehmen einen größeren Teil des erwirtschafteten Umsatzes für Investitionen verwenden.
Im Rahmen des Estnischen CIT entfällt die Notwendigkeit, eine steuerliche Buchführung zu führen, steuerliche Betriebsausgaben zu ermitteln oder steuerliche Abschreibungen zu berechnen. Vorauszahlungen auf die Körperschaftsteuer müssen nicht monatlich geleistet werden. Die Steuer wird erst bei der Ausschüttung des Gewinns (Dividende) fällig. Dadurch kann das Unternehmen flexibel den Zeitpunkt der Besteuerung bestimmen und mehr Mittel für laufende Geschäftsaktivitäten sowie Investitionen in das Wachstum des Unternehmens einsetzen.
Zudem ist der effektive Steuersatz bei der Besteuerung (bei der Ausschüttung des Gewinns) niedriger als beim klassischen CIT. Dieser setzt sich aus der Körperschaftsteuer und der Dividendensteuer zusammen, die vom Gesellschafter gezahlt wird:
Für kleine Steuerzahler beträgt der Steuersatz lediglich 20 % statt 26,29 %,
Für alle anderen Steuerzahler liegt der Steuersatz insgesamt nur bei 25 % statt 34,39 %.
Das Estnische CIT kann von Aktiengesellschaften, Gesellschaften mit beschränkter Haftung, Kommanditgesellschaften, Kommanditaktiengesellschaften sowie von einfachen Aktiengesellschaften in Anspruch genommen werden. Allerdings müssen diese bestimmte Voraussetzungen erfüllen. Die wichtigsten sind:
Die Einnahmen aus Forderungen, Zinsen, Krediten, Leasinggebühren, Bürgschaften, Garantien, Urheberrechten, gewerblichen Schutzrechten, dem Verkauf von Finanzinstrumenten sowie Transaktionen mit verbundenen Unternehmen dürfen 50 % des gesamten Umsatzes des Unternehmens nicht überschreiten.
Es müssen mindestens 3 Personen auf Basis eines Arbeitsvertrages für mindestens 300 Tage im Steuerjahr beschäftigt sein.
Die Gesellschafter, Aktionäre oder Partner des Unternehmens dürfen ausschließlich natürliche Personen sein.
Das Unternehmen darf keine Anteile oder Aktien an anderen Gesellschaften halten.
Es ist wichtig zu betonen, dass alle diese Bedingungen gleichzeitig erfüllt sein müssen.
Grundsätze der Anwendung der bevorzugten Besteuerung (sogenannte IP Box)
In Polen können Steuerpflichtige von einer bevorzugten Besteuerung der Einkünfte profitieren, die aus der Schaffung oder Verbesserung sogenannter qualifizierter Rechte des geistigen Eigentums resultieren. Der Steuersatz für diese Einkünfte beträgt 5 % und gilt sowohl für die Körperschaftsteuer (CIT) als auch für die Einkommenssteuer von juristischen Personen (PIT).
Ziel dieser Regelung ist es, den Markt für neue Technologien und innovative Lösungen zu fördern, indem eine bevorzugte Besteuerung von 5 % auf Einkünfte aus qualifizierten Rechten des geistigen Eigentums eingeführt wird – anstelle der üblichen Steuersätze.
Die Anwendung der IP Box setzt die Erfüllung bestimmter Bedingungen voraus. Zu den wichtigsten gehören:
Die Durchführung von Forschungs- und Entwicklungsaktivitäten,
Die Schaffung des qualifizierten geistigen Eigentums (qualifiziertes IP) im Rahmen dieser Aktivitäten,
Das Erzielen von Einkünften aus qualifiziertem IP, die in Polen steuerpflichtig sind,
Die Entstehung qualifizierter Kosten im Zusammenhang mit der Schaffung, Entwicklung oder Verbesserung des qualifizierten IP.
Die Liste der qualifizierten Rechte des geistigen Eigentums, auf die die bevorzugte Steuerregelung angewendet werden kann, ist abschließend geregelt. Laut Gesetz gehören dazu unter anderem:
Patente,
Gebrauchsmuster,
Designschutzrechte,
Rechte aus der Registrierung von zugelassenen Arzneimitteln und Tierarzneimitteln,
Rechte aus der Registrierung von Halbleiter-Topographien,
Urheberrechte an Computerprogrammen.
Gründung einer Gesellschaft in Polen
Die Gründung einer Handelsgesellschaft in Polen kann sowohl auf traditionelle Weise vor einem Notar als auch online über das spezielle Portal S24 erfolgen. Weitere Informationen zum Gründungsprozess einer Gesellschaft in Polen finden Sie in diesem Artikel: [Link].
Alle genannten bevorzugten Steuerregelungen, insbesondere die Steuervergünstigungen für Forschungs- und Entwicklungstätigkeiten, setzen die Erfüllung bestimmter Voraussetzungen voraus. Daher empfiehlt es sich, die geplanten Vorhaben im Voraus mit einem Experten auf diesem Gebiet zu besprechen. In komplexeren Fällen sollte zudem erwogen werden, eine verbindliche steuerliche Auskunft beim zuständigen Finanzamt zu beantragen.
Paweł Osiński
Rechtsanwalt. Experte für Gesellschaftsrecht und Wirtschaftsstrafrecht
Haben Sie Fragen zur Geschäftstätigkeit in Polen, zur Gründung einer Gesellschaft, zur Überprüfung eines Geschäftspartners oder zur Einleitung eines Gerichtsverfahrens? Wir freuen uns auf Ihre Kontaktaufnahme. Wir sprechen Deutsch.
There are two main corporate income tax (CIT) rates in Poland:
19% of the tax base (basic rate)
9% of the tax base (preferential rate), applicable up to EUR 2m of annual revenue.
Whereas applying the basic rate of income tax presents no major difficulties, taking advantage of the preferential 9% rate does require fulfilment of certain conditions.
The lower rate may be enjoyed by the following entities:
so-called small taxpayers, whose gross sales revenue (i.e. including the amount of VAT due) did not exceed EUR 2m in the previous tax year, as converted according to the average exchange rate of the euro published by the National Bank of Poland (NBP) on the first business day of October of the previous tax year;
entities whose net revenue generated in the tax year did not exceed EUR 2m, as converted according to the average exchange rate of the euro published by the National Bank of Poland (NBP) on the first business day of the respective tax year, rounded to PLN 1000 (in most cases, this will be 2 January of the respective year).
Also, the preferential 9% CIT rate can be applied by start-ups in their first tax year. However, the 9% ratecannot be used if the company is established through restructuring (e.g. demerger), through conversion to another type of activity or if an enterprise with a value of more than EUR 10k was contributed into the company.
settlement takes place by the end of the 3rd month of the year following the tax year,
no tax returns are filed during the tax year, but advance payments are made by the 20th day of each month. It is possible to make advance payments on a quarterly basis,
accounting books must be kept (so-called full accounting).
Yet, let me add that, in addition to the preferential CIT rate of 9%, the following is possible in Poland:
preferential taxation, i.e. the so-called Estonian CIT,
IP BOX relief related to income from intellectual property rights (e.g. software),
tax relief for research and development activity.
Rules of application of the “Estonian CIT” in Poland
The essence of the Estonian CIT (the name originates from the fact that Estonia was the first to introduce this type of tax solution) is that the obligation to pay CIT is postponed until the company distributes realised profit in the form of dividend. This allows the company invest a larger part of the revenue generated.
Under the Estonian CIT, there is no need to keep tax accounting, determine tax deductible expenses or calculate tax depreciation allowances. CIT advances are not paid on a monthly basis. The tax is paid when the company’s profits (dividends) are distributed. This gives you the freedom to determine the moment when taxation occurs and allows you allocate more of the money generated by the company to its day-to-day operations and to investments in increasing the company’s value.
Moreover, at the time of taxation (profit distribution), the effective tax rate (which comprises the tax on the company’s profit and the tax on dividends, payable by the shareholder) will be lower than in the case of conventional CIT:
for small taxpayers it will be only 20% instead of 26.29%,
for other taxpayers – a total of only 25% instead of 34.39%.
The Estonian CIT can be applied by joint stock companies, limited liability companies, limited partnerships, limited joint stock partnerships and simple joint stock companies. However, they must meet several conditions, the most important of them being as follows:
revenue from receivables, interest, loans, lease payments, sureties, guarantees, copyright, industrial property rights, from sale of financial instruments and from transactions with related parties must not exceed 50% of the company’s total revenue
the company must employ, on the basis of employment contract, at least 3 persons for at least 300 days in the tax year
the shareholders, stockholders or partners in those companies must only be natural persons
the company must not hold stock (shares) in the capital of another company.
Importantly, all conditions must be met cumulatively.
Rules of application of the so-called IP BOX preferential taxation
Taxpayers in Poland may take advantage of preferential taxation with respect to income obtained in connection with creation or improvement of the so-called qualified intellectual property rights. Preferential taxation is applied at the rate of 5% for corporate income tax (PIT) or CIT.
The introduced solution is supposed to stimulate the market of new technologies and innovative solutions by introducing preferential taxation at 5% in PIT and CIT (for income obtained from qualified intellectual property rights), instead of the standard tax rates.
Application of the IP Box requires fulfilment of certain conditions. The most important ones include:
conducting research and development activity;
creation of qualified IP (qualified intellectual property rights) as part of the research and development activity;
generating income from qualified IP taxable in Poland;
incurring eligible costs in connection with creation, development or improvement of the qualified IP.
The list of qualified IP that may be subject to the preferential income tax rate is a closed catalogue. According to the Act, qualified IP includes, among others:
patents;
right of protection for a utility model;
right from registration of an industrial design;
right from registration of a medicinal product and a veterinary medicinal product authorised for marketing;
right from registration of an integrated circuit topography;
copyright to computer software.
Incorporation of a company in Poland
Incorporation of a commercial company in Poland is possible both in the traditional way, before a notary public, as well as online through the dedicated S24 system. For more information on the procedure governing incorporation of a company in Poland, please see the article here: [ link ].
All of the aforementioned preferential taxation rules, and in particular the preferential taxation of development and research activity require fulfilment of certain conditions, which is why it is a good idea to consult your plans in advance with an expert in this area. In more complicated situations, also consider applying to the competent tax authority for an individual tax interpretation.
W wielu materiałach o fundacjach rodzinnych możemy znaleźć okrągłe zdania o tym, że jest to instrument prawny służący do zapewnienia uporządkowanej sukcesji przedsiębiorstwa rodzinnego, ochrony majątku rodzinnego czy do ochrony przed roszczeniami wierzycieli.
Ale co to oznacza w praktyce? W jaki sposób założenie fundacji rodzinnej przekłada się na konkretną sytuację, w której się znajduje potencjalny fundator rozważający założenie fundacji rodzinnej? W jaki sposób będzie to odpowiedź na jego cele, oczekiwania czy obawy. Podczas konsultacji, które odbywam z klientami zainteresowanymi założeniem fundacji rodzinnej pewien zestaw pytań, takich jak te poniżej, pojawia się w miarę regularnie:
Co jest lepsze: fundacja rodzinna w Polsce czy w Ks. Lichtenstein?
Jakie są koszty założenia i utrzymania fundacji rodzinnej?
Czy wniesienie majątku do fundacji rodzinnej ochroni fundatora przed możliwymi roszczeniami cywilnymi?
A czy założenie fundacji rodzinnej może zapewnić także ochronę przed postępowaniem karnym lub roszczeniami podatkowymi?
Czy można ukryć kto jest beneficjentem rzeczywistym fundacji rodzinnej?
Ten tekst, jest próbą zebrania najczęstszych ale i najważniejszych pytań, które klienci stawiają podczas konsultacji poprzedzających decyzję o założeniu fundacji rodzinnej. Są one bardzo podobne, dlatego uznałem, że warto jest zebrać razem, w jednym miejscu. Często zresztą efektem konsultacji wstępnych z potencjalnym fundatorem i odpowiedzi na ww. pytania, jest decyzja o tym, aby fundacji rodzinnej jednak nie zakładać, gdyż np. jest za późno na ochronę majątku lub oczekiwania fundatora nie przystają do istoty i sensu funkcjonowania fundacji rodzinnej.
Przedstawione poniżej pytania i odpowiedzi dotyczą zarówno fundacji rodzinnej z siedzibą w Polsce jak i fundacji rodzinnej zakładanej za granicą jak np. w Księstwie Lichtenstein (w mojej subiektywnej opinii, jurysdykcja nr 1 dla fundacji rodzinnych, na świecie). Pomimo pewnych różnic prawnych, koncepcja fundacji rodzinnej jest w zasadzie wszędzie taka sama. W rezultacie, podobne są zagadnienia prawne wymagające wyjaśnienia, zanim potencjalny fundator podejmie ostateczną decyzje o tym, czy i gdzie fundację rodzinną założyć
PYTANIE 1:Czy fundacja rodzinna to narzędzie do ochrony majątku czy raczej do zaplanowania sukcesji przedsiębiorstwa/majątku rodzinnego.
W większości materiałów o fundacjach rodzinnych powtarza się często jedno zdanie, tj. że „fundacja rodzinna to narzędzie do zapewnienia uporządkowanej sukcesji przedsiębiorstwa rodzinnego należącego do fundatora”. To w zasadzie prawda, ale patrząc na sprawę z punktu widzenia praktyki adwokackiej, przyznaje, że jeszcze się nie spotkałem z sytuacją, gdy potencjalny fundator rozważał założenie fundacji rodzinnej, będąc zatroskany o to, jak przyszłe pokolenia będą obchodzić się z owocem jego pracy, gdy on już opuści ten doczesny świat. W praktyce, dominującą motywacją fundatorów jest zabezpieczenie majątku fundatora tu i teraz. Przed bądź dopiero potencjalnymi zagrożeniami prawnymi, bądź już materializującymi się na horyzoncie (np. rozwód czy spodziewany spór prawny).
Z postrzeganiem fundacji rodzinnej, jako przede wszystkim narzędzie do planowania sukcesji majątku rodzinnego związane jest jeszcze jedno mylące uogólnienie. Chodzi i to, że często spotykam się z oczekiwaniem klientów – bazującym na ww. uogólnieniu – że już samo założenie fundacji rodzinnej zapewni, że nie będzie sporów między członkami rodzinny co do majątku rodzinnego. To niestety tak prosto nie dzieła.
Fundacja rodzinna daje oczywiście wiele możliwości, aby takie ryzyko zminimalizować, poprzez zastosowanie odpowiednich rozwiązań prawnych. Na przykład przez rozproszenie kompetencji w fundacji rodzinnej pomiędzy członów rodziny oraz zewnętrznych doradców (swojego rodzaju check-and-balance czyli rozproszenie władzy w duchu Monteskiusza). Co powinno nastąpić jednak w odpowiednim czasie, gdy fundator jeszcze żyje, kontroluje swój majątek oraz posiada możliwości decyzyjne ukształtowanie fundacji w dowolny sposób.
W praktyce jest z tym spory problem, ponieważ, z moich obserwacji wynika, że założyciele fundacji niechętnie pozbywają się kontroli nad swoim majątkiem za swojego życia i oczekują, że w fundacji zachowają pełnie praw do zarządzania fundacją oraz przekazanym do niej majątkiem. De facto, pozostawiając problem jak będzie wyglądać funkcjonowanie fundacji, relacje między członkami rodziny i zarządzenie majątkiem wniesionym do fundacji, na czas, gdy fundatora nie będzie już na świecie. To przepis na rodzinny i prawny konflikt na lata.
Moim zdaniem takie decyzje powinny być podjęte przez fundatora, sprawdzone w praktyce i to dużo wcześniej, zanim nadejdzie moment przekazania przez fundatora sterów w fundacji.
PYTANIE 2: Czy po założeniu fundacji dalej będę kontrolował mój majątek?
Odpowiedź na to pytanie jest niejednoznaczna, gdyż w pewnym zakresie taka kontrola jest możliwa, ale ma swoje ograniczenia.
Fundator zakładając fundację rodzinną ma pełna możliwość stworzenia statutu fundacji oraz innych dokumentów regulujących funkcjonowanie fundacji według swoich oczekiwań. W praktyce zatem, fundator nie będzie już co prawda, po ustanowieniu fundacji rodzinnej i przeniesieniu do niej własności swojego majątku, właścicielem fundacji i jej majątku, ale w wyniku odpowiednich zapisów w dokumentach założycielskich fundacji mogą mu przysługiwać uprawnienia, które w praktyce pozwalają na pełną kontrolę tego majątku, za swojego życia.
Jednakże, patrząc na sprawę z drugiej strony, z momentem założenia fundacji i wniesienia do niej majątku, staje się on własnością fundacji i podlega zasadom wynikającym z dokumentów założycielskich fundacji oraz przepisom ustawowym. Co rzecz jasna wyznacza pewne ramy (ograniczenia) dla zarzadzania i dysponowania tym majątkiem. Ma to szczególne znaczenie w przypadku fundacji rodzinnej w Ks. Lichtenstein. Tam, zgodnie z lokalnymi przepisami, zarządzającymi fundacją rodzinną mogą być tylko licencjonowani administratorzy. W swoich działaniach zobowiązani są oni podlegać wyłącznie przepisom ustawy, postanowieniom dokumentów założycielskich fundacji oraz etyce zawodowej. Co innymi słowy oznacza, że nie są posłusznymi wykonawcami woli np. fundatora czy członków rady fundacji, ale niezależnymi, działającymi w ramach przepisów prawa oraz standardów zawodowych administratorami. To z kolei ma ten efekt, że fundator, jeśli wciąż przysługują mu w założonej fundacji jakieś kompetencje, jest ograniczony przepisami ustawowymi i zasadami ustalonymi w dokumentach fundacji. I moim zdaniem, w interesie samego fundatora, jest aby takie ograniczenia jego uprawnień istniały.
Jest to związane z niebezpieczeństwem dla fundatora, gdy zakładając fundacje rodzinną zbytnio skoncentruje się na zachowaniu pełnej kontroli nad swoim majątkiem wniesionym do fundacji oraz nad fundacją. Celem tego wehikułu prawnego, przypomnę jeszcze raz, jest przede wszystkim ochrona majątku przed potencjalnymi zagrożeniami prawnymi, takimi jak np. roszczenia wierzycieli przeciwko fundatorowi. Ta ochrona opiera się na tym, że możemy twierdzić (jako fundator), że nie posiadamy już majątku, gdyż znajduje się on, we władaniu fundacji rodzinnej. Problem polega na tym, że w wielu systemach prawnych istnieją przepisy mające na celu ochronę wierzyciela, które pozwalają mu skierować roszczenia nie tylko do majątku będącego aktualnie własnością fundatora, ale także do majątku faktycznie znajdującego się pod jego kontrolą (np. wniesionego do fundacji rodzinnej). Z tego powodu, zakładanie fundacji rodzinnej w takiej strukturze prawnej, w której pełne uprawnienia posiada fundator może nie być bezpiecznym rozwiązaniem. Więcej o tym w odpowiedzi na pytanie nr 5.
PYTANIE 3:Kiedy założyć fundację rodzinną, aby wniesienie do niej majątku ochroniło fundatora przed roszczeniami wierzycieli
Podstawową, wręcz fundamentalną zasadą przy podejmowaniu decyzji o założeniu fundacji rodzinnej jest, aby zrobić to w odpowiednim czasie. To znaczy, zanim zmaterializują się ryzyka, których się obawiamy i które skłaniają nas do założenia fundacji. Innymi słowy, fundacja rodzinna będzie efektywną ochroną przeciwko roszczeniom kierowanym przeciwko fundatorowi, gdy jej założenie i wniesienie do fundacji majątku fundatora nastąpi PRZED powstaniem tych roszczeń. Wynika to zarówno z przepisów regulujących funkcjonowanie fundacji rodzinnych, ale także z przepisów szczególnych dot. ochrony wierzycieli (np. tzw. skarga pauliańska czyli art. 527 Kodeksu Cywilnego), czy z przepisów chroniących wierzycieli znajdujących się w Kodeksie Karnym (art. 300 k.k.).
Każda z ww. regulacji zakłada, że dokonanie przez dłużnika transferu swojego majątku w sytuacji, gdy roszczenie wierzyciela JUŻ istnieje lub dłużnik powinien się zasadnie spodziewać, że takie roszczenia za chwilę powstanie, może spowodować podważenie takiego transferu lub nawet odpowiedzialność karną dłużnika.
Skarga pauliańska przewiduje, że w terminie do 5 lat od daty dokonania transakcji (w tym wypadku transferu majątku do fundacji), wierzyciel fundatora może domagać się uznania tej transakcji za bezskuteczną, ze względu na pokrzywdzenie jego roszczenia.
W polskiej ustawie o fundacjach rodzinnych, uregulowane jest, że fundacja rodzinna odpowiada solidarnie z fundatorem za jego zobowiązania powstałe przed jej ustanowieniem. Nie ma tutaj jakiegoś ograniczenia czasowego.
W przypadku fundacji rodzinnych w Ks. Lichtenstein, tamtejsze przepisy przewidują dwa istotne terminy w zakresie roszczenia niezaspokojonego wierzyciela przeciwko majątkowi wniesionemu przez fundatora do fundacji:
Roszczenie może co do zasady nastąpić, jeśli transfer majątku do fundacji nastąpił w okresie jednego roku przed wydaniem tytułu egzekucyjnego.
W przypadku gdy wierzyciel dowiedzie, że fundator (czyli jego dłużnik) celowo, z zamiarem poszkodowania wyprowadził majątek do fundacji, ww. termin nie ma zastosowania.
W każdym wypadku, obowiązuje okres przedawnienia dla takich roszczeń wynoszący 5 lat licząc od daty transferu majątku do fundacji.
Warto jednak zauważyć, że w orzecznictwie i praktyce sądów Ks. Lichtenstein oraz Austrii (gdzie de facto skopiowano rozwiązania prawne z Ks. Lichtenstein), pojawił się pogląd, że ww. 5 letni termin przedawnienia, zaczyna biec dopiero, gdy fundator faktycznie przekaże pełną kontrolę nad swoim majątkiem. Zatem w sytuacji, gdy mamy fundację, gdzie fundator, za swojego życia, zachowuje dla siebie najważniejsze uprawnienia i kompetencje, to ochrona przed roszczeniami wierzycieli wynikająca z ww. 5-letniego terminu, może zostać wyłączona. Z praktyki, mogę powiedzieć, że sytuacja, gdzie fundator zatrzymuje dla siebie jak najwięcej uprawnień jest niestety najczęstsza…
PYTANIE 4: Czy wierzyciel może skierować skargę pauliańską lub inne roszczenie do majątku fundacji?
Owszem, wierzyciele prywatni fundatora, ale także np. organy podatkowe mogą skierować w określonych sytuacjach roszczenie o zaspokojenie swoich roszczeń z majątku fundacji. Podstawowa reguła jest taka, że wierzyciele mogą próbować skierować takie roszczenie w związku z zobowiązaniem fundatora, nieuregulowanym, istniejącym przed założeniem fundacji przez niego i transferem tam majątku. Aby ustalić, czy faktycznie istnieje takie ryzyko, należy spojrzeć na dany stan faktyczny i sytuację fundatora i odpowiedzieć na m.in. następujące pytania: kto jest fundatorem, kiedy powstało (lub powstanie) dane zobowiązanie, data założenia fundacji i transferu do niej majątku od fundatora, gdzie ma siedzibę fundacja rodzinna. Więcej na ten temat w odpowiedzi na Pytanie nr 3 oraz w odpowiedzi na Pytanie nr 8.
PYTANIE 5: Czy to jest bezpieczne? Jaką mam pewność ze zarząd fundacji w Ks. Lichtenstein nie „wyprowadzi aktywów fundacji”?
To jest bezpieczne, ale nie ma jakiegoś 100% zabezpieczenia, że zarząd fundacji nie dokona bezprawnych działań. Podobnie jest zresztą w przypadku założenia spółki handlowej w Polsce czy za granicą. Nie ma takich narzędzi prawnych, które zabezpieczyłyby „na 100%”, że zarząd nie podejmie bezprawnych czy irracjonalnych działań. Są jednak narzędzia, które mogą takie ryzyko zminimalizować oraz istnieją liczne przepisy karne i cywilne. Mogą one znaleźć zastosowanie w takiej sytuacji i pozwalają skierować działania prawne (w hipotetycznej raczej sytuacji) przeciwko administratorowi fundacji rodzinnej w Ks. Lichtenstein, działającemu na szkodę fundacji.
Ww. pytanie ma przede wszystkim sens w przypadku fundacji rodzinnej za granicą np. w KS. Liechtenstein, gdzie jest obowiązkowe, aby członkiem zarządu (administratorem) fundacji był wynajęty, niezależny licencjonowany administrator. Jest to zawód zaufania publicznego w Ks. Liechtenstein np. jak notariusz czy adwokat. Prawdopodobieństwo, że taka osoba zaryzykuje swoją karierę, aby podjąć próbę „przejęcia majątku fundacji” czy też działania sprzecznego z przepisami, na szkodę fundatora i fundacji, jest bliskie zeru.
PYTANIE 6: czy założenie fundacji rodzinnej ochroni majątek fundatora przed postępowaniem karnym toczącym się przeciwko fundatorowi
Co do zasady, nie. Założenie fundacji rodzinnej nie uchroni majtku fundatora, jeśli ten majtek pochodził z przestępstwa lub był wykorzystywany do jego popełnienia. Prokuratura ma narzędzia prawne, wynikające z przepisów kodeksu postępowania karnego oraz umów międzynarodowych do skierowania takich instrumentów prawnych jak zabezpieczenie majątkowe czy orzeczenie o przepadku mienia czy grzywny, przeciwko konkretnym składnikom majątkowym, mającym związek z przestępstwem. Niezalenie w czyim władaniu on się znajdują.
W przypadku, gdy mamy do czynienia z rodzimym fundatorem, który zakłada fundacje rodzinną w Polsce, z aktywami ulokowanymi w kraju, to sytuacja jest dosyć prosta i nie powinno organom wymiaru sprawiedliwości sprawić większych kłopotów skierowanie swoich działań przeciwko takiej fundacji. W przypadku jednak fundacji rodzinnej za granicą sytuacja prawna już może nie być tak czytelna i prosta dla prokuratury. I to mimo istnienia mechanizmów współpracy międzynarodowej.
W praktyce, gdy mamy do czynienia z osobą, przeciwko której w Polsce, toczy się postępowanie karne, która jest fundatorem fundacji rodzinnej, która posiada aktywa za granicą (np. pieniądze czy nieruchomości), to działania procesowe polskich organów wymiaru sprawiedliwości, wynikające z przepisów o współpracy międzynarodowej w sprawach karnych, nakierowane na ww. zagraniczne aktywa, są dla tych organów dużo trudniejsze oraz wiążą się często z koniecznością zastosowania lokalnych przepisów procedury karnej. Dodatkowo takie działania podlegają wtedy także kontroli przez lokalne sądy. Przy zastosowaniu lokalnych standardów praworządności i praw człowieka w zakresie spraw karnych.
I tutaj leży wartość dodana fundacji rodzinnej np. w Ks Lichtenstein. W Polsce, w sprawach dot. przestępczości gospodarczej, nie należy do rzadkości sytuacja, gdzie po 5 czy nawet 8 latach trwania postępowania, gdzie ludzie mają postawione zarzuty i zastosowane środki zapobiegawczych, wciąż brak aktu oskarżenia. Przy wciąż utrzymywanych zabezpieczeniach majątkowych. Taka sytuacja jest z punktu widzenia przepisów procedury karnej i standardów państwa prawa KS. Liechtenstein nie do pomyślenia. W rezultacie, można liczyć na to, że sądy tego kraju będą stopniowo znosić zabezpieczenia majątkowe, wychodząc z założenia, że tak długie oczekiwanie na akt oskarżenia narusza prawa człowieka i podstawowe zasady procedury karnej. Innymi słowy, w Ks. Lichtenstein możemy będąc podejrzanym czy oskarżonym w sprawie karnej w Polsce, liczyć na zdecydowanie większą ochronę naszych praw.
PYTANIE 7: czy mogę założyć fundacje rodzinną w sytuacji, gdy zostałem skazany w procesie karnym za przestępstwo gospodarcze?
Nie ma przepisu, który zakazywałby takiej sytuacji, ale w praktyce może to być jednak istotna przeszkoda. Wszystko zależy od tego, czego dotyczyło skazanie oraz od sytuacji fundatora. O ile w Polsce fundację rodzinną możemy założyć de facto sami (podobnie np. w Holandii) i objąć tam funkcję członka zarządu, to w KS. Lichtenstein dla założenia fundacji wymagane jest zaangażowanie licencjonowanego doradcy, który może pełnić funkcję administratora fundacji. Taka osoba, podobnie jak adwokat w Polsce pomagający klientom, w założeniu fundacji za granicą, jest instytucją zobowiązaną w rozumieniu przepisów AML i zobligowana jest do sprawdzenia źródła pochodzenia środków fundatora.
W praktyce, jeśli w wyniku takiego sprawdzenia okaże się, że klient był zaangażowany w przestępczość z użyciem przemocy, przestępczość zorganizowaną, czy np. oszustwa, to z dużym prawdopodobieństwem (niezależnie czy ma udokumentowane legalne źródła przychodu czy nie), żaden rozsądny doradca nie zaangażuje się w świadczenie usług dla takiego klienta. Jeśli jednak mamy np. sytuację, gdy dana osoba ma np. wyrok na koncie za jakieś przestępstwo gospodarcze czy skarbowe, ale poza ty ma udokumentowane, legalne źródła przychodów, to nie powinno to być przeszkodą dla założenia dla takiej osoby fundacji. Wszystko zależy jednak od danego stanu faktycznego. Można jednak powiedzieć, że kluczem jest transparentne i szczere przedstawienie swojej sytuacji prawnej doradcy, z którym planujemy zakładać fundację rodzinną.
Absolutnie kluczowe jest, przy założeniu fundacji rodzinnej (zarówno w Polsce jak i za granicą) wykazanie, że aktywa, które skierujemy do fundacji rodzinnej pochodzą z legalnych, udokumentowanych źródeł. Mówiąc na przykładach, bo tak będzie chyba najczytelniej:
Jeśli fundator planuje założyć fundację rodzinną i wnieść do niej majątek w wysokości np. 5 MLN EUR, ale nie ma jakiegokolwiek potwierdzenia, że zarobił/otrzymał te środki legalnie, a ma za to zarzuty za np. pranie pieniędzy, to w mojej ocenie ma małe szanse na założenie fundacji rodzinnej.
Jeśli natomiast mamy fundatora, skazanego prawomocnym wyrokiem za np. manipulacje giełdową, z zasądzonym przepadkiem mienia i grzywną w kwocie 1 mln PLN, ale równocześnie z jego deklaracji podatkowych oraz CV wynika, że od ok 20 lat pełnił on funkcję kierownicze w branży finansowej i zarobił wtedy ok 5 MLN EUR, to nie widzę przeciwskazań, aby dla takiego fundatora założyć fundacje i wnieść do niej legalny i udokumentowany majątek.
Wszystko zależy więc od stanu faktycznego oraz od spokojnej oceny całości sytuacji prawnej i majątkowej fundatora przez doradcę prawnego, który pomaga mu w założeniu fundacji.
PYTANIE 8: Czy organy podatkowe mogą zająć majątek fundacji rodzinnej za granicą?
Tak, organy administracji skarbowej w Polsce mogą próbować zając majątek fundacji rodzinnej założonej za granicą jak również majątek fundacji rodzinnej z siedzibą w Polsce, który znajduje się za granicą. Rzecz jasna, w każdym takim przypadku, źródłem takich działań organów skarbowych będzie działalność fundacji rodzinnej lub fundatora, której efektem jest tego czy innego rodzaju zobowiązanie podatkowe.
Organy podatkowe mają tutaj parę możliwości działania. Przede wszystkim, mogą skorzystać z jednolitego tytułu wykonawczego funkcjonującego na podstawie Dyrektywy Rady UE 2010/24/UE z dnia 16 marca 2010 r. w sprawie wzajemnej pomocy przy odzyskiwaniu wierzytelności dotyczących podatków, ceł i innych obciążeń. Z pomocą tego instrumentu, organy mogą skierować swoje działania do rachunków bankowych oraz aktywów znajdujących się na terenie kraju jak i znajdujących się za granicą.
Warto jednak dodać, że działania egzekucyjne czy windykacyjne, przeciwko zagranicznej fundacji rodzinnej, skierowane przeciwko aktywom znajdującym się za granicą, mogą być w praktyce, dla polskich organów podatkowych utrudnione i uciążliwe. Chodzi o to, że kierując swoje działania wobec podmiotu zagranicznego oraz aktywów znajdujących się za granicą w ramach współpracy organów administracji w ramach UE/EAA, należy przestrzegać określone procedury. To oznacza dodatkową prace, a ponadto, takie działania administracji skarbowej z Polski, podlegać będą kontroli i weryfikacji przez lokalne organy administracji i sądy w ramach składanych do nich środków odwoławczych.
I tutaj ponownie pojawia się wartość dodana założenia fundacji rodzinnej, z siedzibą w Ks. Lichtenstein oraz posiadającej przynajmniej część aktywów poza Polską a na terenie innych krajów UE (zob. odpowiedź na Pytanie nr 6) . Po prostu w wielu krajach UE, takie działania polskich organów administracji podatkowej jak np. instrumentalne składania aktów oskarżenia o przestępstwa karno-skarbowe, w celu przerwania biegu przedawnienia, są po prostu nie akceptowane jako sprzeczne z zasadami praworządności, proporcjonalności oraz zasadą zaufania obywatel do Państwa. W rezultacie, takie działania organów podatkowych, skierowane przeciwko aktywom znajdującym się za granicą, we władaniu fundacji rodzinnej za granicą, muszą liczyć się (oczywiście wszystko zależy od danego stanu faktycznego) z odmowa ich wykonania przez lokalne organy administracji podatkowej czy sądy.
PYTANIE 9: Czy można założyć fundacje rodzinną tak, aby ukryć kto jest beneficjentem rzeczywistym fundacji?
To bardzo częste pytanie i odpowiedz na nie, nie jest oczywista. Zacząć należy od tego, że nie ma możliwości anonimowego założenia fundacji czy też założenia jej „na kogoś” czy też ukrycia, kto jest fundatorem czy beneficjentem rzeczywistym. W dobie potężnie rozbudowanych przepisów AML, które wymagają identyfikacji kto jest beneficjentem rzeczywistym każdego podmiotu: spółki czy fundacji, jest to po prostu niemożliwe.
Jednakże, przepisy AML przewidują także nietypowe sytuacje, gdy nie jest oczywiste, kto jest beneficjentem rzeczywistym. Tak jest, gdy np. w spółce kapitałowej, gdzie nie ma żadnego udziałowca posiadającego więcej niż 25% udziałów/akcji, czyli gdy struktura właścicielska jest rozproszona lub gdy mamy do czynienia z nietypowymi podmiotami jak stowarzyszenia czy fundacje. Wtedy, zgodnie z przepisami AML, bierze się pod uwagę to, kto faktycznie posiada uprawnienia w danym podmiocie.
Wracając na grunt fundacji rodzinnych, które są właśnie takimi nietypowymi podmiotami prawnymi w rozumieniu przepisów AML, sprawdza się w ich przypadku, kto na podstawie dokumentów statutowych fundacji posiada faktyczne kompetencje podejmowania decyzji w najważniejszych dla fundacji sprawach jak np. likwidacja fundacji, zmiana zarządu, zmiany w organach nadzorczych fundacji, zmiana statutu etc. I teraz, jeśli ww. kompetencje są rozproszone pomiędzy różne organy i osoby (a tak, w mojej ocenie w fundacji rodzinnej właśnie być powinno), to zgodnie z przepisami AML, jako beneficjenta rzeczywistego wskazujemy osoby sprawujące władzę wykonawczą w fundacji rodzinnej czyli członka zarządu lub administratora fundacji. Jest to tak zwany „quasi – beneficjent rzeczywisty”. W przypadku fundacji w KS. Lichtenstein będą to wtedy lokalni, licencjonowani administratorzy.
Innymi słowy, jeśli zakładając fundację rodzinną zaakceptujemy rozproszenie uprawnień decyzyjnych i nadzorczych lub po prostu oddanie ich w ręce np. innych członków rodzinny czy niezależnych doradców (związanych jednak postanowieniami statutu oraz przepisami ustawowymi), to zgodnie z prawem i przepisami AML, możemy w pełni uprawniony sposób twierdzić, że nie jesteśmy beneficjentem rzeczywistymi takiej fundacji. I jest to podejście zaakceptowane przez instytucje finansowe jak banki, instytucje płatnicze czy domy maklerskie, co mogę potwierdzić z praktyki.
PYTANIE 10: Czy założenie fundacji rodzinnej opłaca się podatkowo?
Jest fundamentalną zasadą, że celem założenia fundacji rodzinnej nie jest i nie powinno być osiągnięcie korzyści podatkowej. To ma być narzędzie do ochrony majątku, neutralne podatkowo, służące do zwiększenia poziomu bezpieczeństwa i stabilności majątku fundatora i jego rodziny. Co więcej, częstym błędem osób rozważających założenie fundacji jest uparte łącznie tych dwóch celów. To sprawia, że fundacja nie spełnia swojego podstawowego celu, czyli najwyższego poziomu ochrony majtku fundatora. Jest tak dlatego, że obydwa ww. cele: bezpieczeństwo oraz optymalizacja podatkowa są najczęściej ze sobą po prostu sprzeczne. Wymagają spełnienia odmiennych, bardzo często sprzecznych przesłanek i warunków.
Jest jeden wyjątek, gdy założenie fundacji rodzinnej może faktycznie przynieś korzyści podatkowe. Może być tak wtedy, gdy fundator (lub/oraz jego rodzina) równolegle z założeniem fundacji rodzinnej za granicą, zdecydują się na zmianę rezydencji podatkowej na kraj, który oferuje korzystne opodatkowanie przychodów osobistych (np. Monako czy Cypr). Jest to w polskich realiach dość rzadka sprawa, tak więc założyciele fundacji rodzinnych czy to w Polsce czy za granicą powinni zatem po prostu koncentrować się na jednym, podstawowym celu: aby założona fundacji rodzinna zapewniła maksymalne bezpieczeństwo dla ich majątku.
Kończąc, odpowiem krótko na pytanie o to co jest lepsze: fundacja rodzinna w Polsce czy fundacja rodzinna w Ks. Liechtenstein. W mojej subiektywnej ocenie, zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest fundacja rodzinna w Ks. Liechtenstein. Pisałem o tym w innym artykule tutaj: https://www.osinski-legal.pl/tylko-dla-odwaznych-czyli-pare-slow-o-ustawie-o-fundacji-rodzinnej-w-polsce/. Jednakże fundacja w Liechtensteinie ma swoją jedną cechę, która może być trudna do zaakceptowania przez klienta: cenę. Fundacja rodzinna w Polsce, jest bezsprzecznie tańsza jeśli chodzi o koszty założenia i obsługi. To trochę tak, jak wybór pomiędzy luksusowym SUVem, a kompaktowym, miejskim samochodem. Obydwa pojazdy dowiozą nas z punktu A do B, ale w innych warunkach oraz w innym standardzie. Tak samo mniej więcej będzie z wyborem pomiędzy obydwiema fundacjami. Każdy fundator powinien trzeźwo ocenić wartość swojego majątku, swoje cele, ile jest w stanie za realizację tych celów zapłacić i na tej podstawie zdecydować, które z ww. rozwiązań prawnych wybiera.
Paweł Osiński
Adwokat
Ekspert z zakresu prawa gospodarczego, asset protection oraz prawa karnego gospodarczego.
Sytuacja prawna w obszarze aktywów cyfrowych w Polsce jest obecnie niezwykle dynamiczna. Wynika to chociażby z trwającego (rozłożonego w czasie) wejścia w życie przepisów Rozporządzenia UE 2023/1114 z dnia 23 maja 2023 roku w sprawie rynku kryptoaktywów (tzw. Rozporządzenie MICA od markets in crypto-assets), Rozporządzenia UE 2023/1113 z dnia 23 maja 2023 roku w sprawie informacji towarzyszących transferom środków pieniężnych i niektórych krypto aktywów (tzw. Rozporządzenie TFR, wprowadzające tzw. Travel Rule) oraz prac nad ostatecznym kształtem ustawy o rynku krypto aktywów. Czyli aktu prawnego, który ma uregulować szczegółowo liczne kwestie prawne związane z wejściem w życie przepisów Rozporządzenia MICA. Elementem, który dodatkowo skomplikował sytuację jest wydany niedawno Komunikat nr 87 GIIF, z którego wynika, że GIIF (organ zajmujący się nadzorowaniem prawidłowego stosowania przepisów ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy) oczekuje, że tzw. Travel Rule (czyli obowiązek gromadzenia określonych danych dla każdego transferu krypto aktywów) będzie obowiązywać instytucje zobowiązane z siedzibą na terenie Polski od 30 grudnia 2023 roku.
W artykule Adama Pantaka w Dzienniku Gazeta Prawna, z 2 grudnia 2024 rok, obok innych ekspertów prawnych z zakresu aktywów cyfrowych wypowiadałem się na temat wątpliwości w związku z ww. zmianami prawnymi oraz oceniłem nowe obowiązki prawne dla branży krypto, patrząc na nie z punktu widzenia zjawiska przestępczości w w internecie z wykorzystaniem aktywów cyfrowych (krypto walut).
Holandia, to absolutny numer jeden z pośród trzech krajów w Unii Europejskiej/EEA tj. Szwajcarii, Holandii i Cypru – gdzie w mojej subiektywnej opinii, procedura założenia spółki należy do najszybszych i najsprawniejszych. Argumentów za taką opinią jest wiele i postaram się je przedstawić poniżej, ale jeden, niezwykle istotny jest taki, że w Holandii, istnieje praktyczna możliwość – a nie tylko teoretyczna – założenia spółki B.V. (odpowiednik naszej spółki z o.o.) całkowicie online bez konieczności wizyty u lokalnego notariusza. I nie wiąże się to z jakimiś dodatkowymi czasochłonnymi formalnościami jak np.uzyskanie pełnomocnictwa notarialnego z klauzulą apostille.
W połączeniu z tym, że Holandia posiada niezwykle atrakcyjny i przyjazny system podatkowy, strategiczne położenie oraz niemal wszyscy w Holandii posługują się sprawnie językiem angielskim, uważam, że jest to jedno z ciekawszych miejsc w Europie na siedzibę spółki czy fundacji charytatywnej lub rodzinnej, które planują realizować cele w wymiarze międzynarodowym.
W związku z tym, że najczęściej przedsiębiorcy wybierają formę spółki ż organiczną
odpowiedzialnością (w Holandii jest to „besloten vannootschap” w skrócie „BV” ) zatem w dalszej części będę się odnosił do procedury rejestracji tej właśnie formy prawnej, nazywając ją spółką „BV” lub spółką z o.o. w Holandii.
Amsterdam, Holandia.
Spółka B.V. w Holandii – podstawowe informacje
Kto może być udziałowcem spółki BV
Spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością w Holandii ,może założyć zarówno osoba fizyczna jak i osoba prawna. Nie ma ograniczeń w tym, kto może być udziałowcem czy dyrektorem spółki. Mogą to być osoby z UE jak i obcokrajowcy.
Kto może być dyrektorem spółki BV
Nie ma wymogu prawnego aby dyrektorem spółki była osoba posiadająca rezydencje Holandii (jak np. w Szwajcarii), zatem dyrektorem może być także obcokrajowiec. Jednakże, ta kwestia będzie miała swoje konsekwencje w takich sprawach jak rejestracja VAT, korzystania w pełni z holenderskiego systemu podatkowego oraz założeniu rachunku bankowego. Chodzi o to, że jeśli spółką nie będzie miała dyrektora, który jest lokalnym holenderskim rezydentem, organ podatkowy może mieć wątpliwości przy nadaniu spółce holenderskiego numeru VAT. Ponadto, w praktyce, żaden lokalny bank nie otworzy dla takiej spółki rachunku bankowego. Nie jest to problem, którego nie da się rozwiązać, ale warto aby założyciele spółki mieli tego świadomość przed ustaleniem struktury spółki, jej organów oraz tego kto będzie w nich zasiadał.
W Holandii, jest możliwość skorzystania z usługi lokalnego dyrektora (nominee director), ale wiąże się to z koniecznością przejścia uciążliwej procedury weryfikacji AML oraz z istotnym wzrostem kosztów utrzymania spółki. Chodzi o to, że usługa „dyrektora nominowanego/powierniczego” jest usługą podlegającą obowiązkom wynikającym z przepisów AML (tj. anti-money loundering czyli przepisy o zwalczaniu prania pieniędzy). To z kolei oznacza dla dyrektora świadczącego takie usługi znaczny poziom ryzyka prawnego, liczne dodatkowe obowiązki i dlatego przekłada się to dla klienta na dodatkowe koszty oraz liczne uciążliwe obowiązki prawne.
Minimalny kapitał założycielski spółki BV
Niewątpliwą zaletą spółki BV w Holandii jest brak obowiązku wpłaty kapitału przed jej rejestracją. Kapitał może zostać ustalony na dowolnej wysokości powyżej kwoty 1 EUR i podlega wpłacie przed udziałowców na żądanie zarządu. W praktyce rekomenduję zwykle ustalenie kapitału początkowego spółki BV na poziomie 20 000 EUR lub więcej, w zależności od przedmiotu działalności spółki i jej potrzeb finansowych w pierwszym okresie działalności.
Procedura rejestracji spółki BV w Holandii
Do założenia spółki BV w Holandii koniczne są następujące działania:
Wybór notariusza przed, którym zostanie założona spółka.
Przejście przed notariuszem weryfikacji AML.
Ustalenie podstawowych danych spółki tj.: nazwa, wysokość kapitału, siedziba, kto będzie udziałowcem oraz jakie będą organy spółki i kto będzie pełnił w nich funkcje.
Przygotowanie dokumentów założycielskich czyli przede wszystkim umowy spółki.
W praktyce, w 99% zleceń, w których pomagam klientom założyć spółkę BV w Holandii, jest to spółka z jedynym udziałowcem i jednym dyrektorem. Najczęściej także wykorzystujemy wtedy standardową umowę spółki BV. Nie ma wtedy konieczności angażowania lokalnego prawnika, eksperta od prawa spółek, do przygotowania umowy spółki dostosowanej do indywidualnych potrzeb udziałowców.
Założenie spółki BV online – bez osobistej obecności u notariusza
Wspominania wcześniej możliwość założenia spółki BV online polega na tym, że najpierw założyciel/założyciele spółki przechodzą z pracownikiem wybranej kancelarii notarialnej w Holandii procedurę weryfikacji tożsamości online (identity verification online). Odbywa się to poprzez specjalną aplikację. Podczas połączenia, weryfikowana jest osoba, jej dane, wizerunek i dokument tożsamości. Następnie, po udanej weryfikacji, pracownik kancelarii notarialnej przygotowuje pełnomocnictwo od założyciela spółki dla notariusza i jego współpracowników, do udziału w akcie założycielskim spółki oraz do wszelkich czynności niezbędnych do rejestracji spółki.
Taka procedura, w połączeniu z faktem, że w Holandii, to Notariusz przygotowuje i wysyła do Rejestru Spółek (w Holandii ten rejestr nazywa się Kamer van Koophandel, w skrócie „KVK”) wniosek o wpis spółki do rejestru, jest następną niezaprzeczalną zaletą holenderskiego systemu zakładania spółek handlowych. Gdy notariusz dokona uzgodnionego aktu założycielskiego a następnie przygotuje i wyśle taki wniosek, to rejestracja spółko odbywa się zwykle tego samego dnia.
Taka procedura, jest niezwykle korzystna z punktu widzenia założyciela oraz jego doradcy prawnego. Oszczędza im etapu żmudnego przygotowywania wniosku do KVK. W praktyce zakładania spółek w Holandii, gdy dokonamy wyboru kancelarii notarialnej, która będzie z nami zakładała spółkę i przejdziemy z nimi procedurę weryfikacji KYC, identyfikację online oraz w końcu uzgodnimy dane spółki i dokumenty założycielskie to wtedy, po prostu pozostaje nam oczekiwać na termin aktu założycielskiego oraz informacje o rejestracji spółki. Nic złego po drodze nie ma już się prawa wydążyć.
Last but not least, warto wspomnieć o następnej zalecie holenderskiego prawa spółek tj. o sposobie likwidacji spółki BV. Ci, którzy znają praktykę likwidacji spółki z o.o. w Polsce z koniecznością uchwały notarialnej, opublikowania ogłoszenia w MSIG oraz koniecznością przygotowania bilansu nawet gdy spółka nie posiada aktywów, docenią fakt, że w Holandii likwidacja spółki BV odbywa się bez takich formalności. Co więcej, w przypadku spółki BV, która nie posiada już w swoim bilansie jakichkolwiek aktywów – a to jest raczej standardem w przypadku decyzji o dobrowolnej likwidacji spółki – można zastosować w Holandii tzw. turbo-liquidation. Wtedy wystarczy jedynie uchwała wspólników i wniosek o KVK.
Holandia – podstawowe dane podatkowe
Mówiąc o podatkach w Holandii należy w pierwszej kolejności wspomnieć o przyjaznym i profesjonalnym nastawieniu administracji podatkowej j oraz o stabilnym systemie podatkowym. A to już bardzo wiele znaczy w mojej opinii, gdy szukamy argumentów za wyborem siedziby dla spółki w jednym z krajów Unii Europejskiej.
Podatek dochodowy od osób fizycznych czyli PIT, rozliczany jest w Holandii według podziału na tzw. boxy. Każdy „box” odnosi się do innego rodzaju przychodów i posiada właśnie stawki podatkowe. Upraszczając, stawki podatkowe stosowanie przy obliczaniu podatku PIT w Holandii wynoszą od 9.32% do 49.5%.
Podatek CIT czyli od podatek osób prawnych obliczany jest z zastosowaniem standardowej stawki 25,8%. Funkcjonuje także stawka obniżona tj. 19%, mająca zastosowanie do spółek o nieznacznym przychodzie tj. do 200 000 EUR rocznie.
Podatek VAT: podstawkowa stawka podatku VAT w Holandii wynosi 21%, Stawka obniżona to 9%.
Warto tutaj także wspomnieć o tym, że Holandia cieszy się uzasadnioną renomą jurysdykcji gdzie warto – z powodu korzyści podatkowych – założyć spółkę holdingową, która działać będzie w obrocie międzynarodowym. Holandia oferuje dla takich spółek holdingowych o międzynarodowym zasięgu swojej działalności, następujące rozwiązania podatkowe:
Participation exemtpion – zwolnienie z opodatkowania przychodów ze sprzedaży papierów wartościowych oraz przychodów z dywidend.
Innovation box regime – zestaw korzyści podatkowych skierowanych do podmiotów, które prowadzą prace badawcze, których rezultatem jest wytworzenie rozwiązań będących przedmiotem własności intelektualnej podlegającej ochronie prawne (np. patenty).
Exempt Investment fund regime oraz Fiscal investment fund regime – zestaw rozwiązań podatkowych skierowanych do funduszy inwestycyjnych, regulowanych podmiotów działających na podstawie przepisów o rynku kapitałowym.
Te wszystkie argumenty, sprawiają, że Holandia jest niezwykle często wybierana przez miedzynarodowe koncerny, które potrzebują wehikułów prawnych majacych realizować cele np. sprzedażowe na terenie Unii Europejskiej lub w skali globalnej. I tak, swoje spółki posiadają w Holandii takie miedzynarodowe giganty jak Netflix, Nike czy Ikea.
Paweł Osiński
Adwokat, ekspert z zakresu prawa spółek, doradzający polskim klientom wchodzącym na rynki zagraniczne. Specjalizuje się zwłaszcza w takich rynkach jak Holandia, Niemcy, Szwajcaria.
Polscy przedsiębiorcy coraz częściej wchodzą na rynek niemiecki poprzez założenie tam spółki lub zakup istniejącego przedsiębiorstwa. Najczęstszą formą prawną wybieraną przez nich, jest odpowiednik polskiej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością czyli Gesellschaft mit beschränkter Haftung (w skrócie „GmbH”) i dlatego w tym artykule będziemy zajmować się właśnie tą formą prawną.
Gdy już założyliśmy w Niemczech spółkę GmbH to naturalnym jest, że prędzej czy później, może pojawić się potrzeba przeniesienia własności udziałów w takim podmiocie (np. sprzedaż przedsiebiorstwa czy zaproszenie dodatkowego wspólnika). Gdy planujemy zakup istniejącego przedsiębiorstwa w Niemczech, to podobnie, najczęściej odbędzie się to przez zakup udziałów w GmbH, gdyż jest to najczęściej spotykana forma prowadzenia działalności gospodarczej.
Wtedy okazuje się, patrząc na sprawę oczami polskiego przedsiębiorcy, że taka czynność prawna w Niemczech nie jest tak prosta i bezproblemowa jak w Polce, gdzie przeniesienie własności udziałów w spółce z o.o. zgodnie z art. 180 Kodeksu Spółek Handlowych wymaga dla swojej ważności jednie potwierdzania przez notariusza podpisów osób, które uczestniczą w transakcji (tzw. forma pisemna z podpisamie notarialnie poświadczonymi). W Niemczech tymczasem, zgodnie z art. 15 ust. 3 GmbHG (Gesetz uber Gesellschaft mt beschränkter Haftung) dla ważności czynności prawnej obejmującej przeniesienie własności udziałów w spółce GmbH wymagane jest, sporządzenie takiej umowy w formie aktu notarialnego (notarielle Beurkundung).
Forma akty notarialnego, jak zaraz zobaczymy, oznacza dla notariusza i stron transakcji, zupełnie inne wymagania w zakresie identyfikacji i weryfikacji stron (obowiązki związane ze zwalczaniem prania pieniędzy, tj. przepisy AML) oraz w zakresie zapewnienia, że treść aktu notarialnego będzie zgodna z prawem. Podczas gdy poświadczenie podpisów stron umowy przez notariusza (w Polsce) to de facto ustalenie wg. dokumentu tożsamości, że osoba składająca podpis przed notariuszem, faktycznie stawiła się przed notariuszem oraz potwierdzenie daty i miejsca czynności, bez konieczności weryfikacji przez notariusza treści umowy przeniesienia własności udziałów.
Zanim ruszymy dalej, to zaznaczam, że w treści artykułu pomijam celowo takie elementy procesu nabycia przedsiębiorstwa (najczęściej ale nie zawsze, zakupu udziałów w spółce) jak badanie stanu spółki czy doradztwo podatkowe. Są to oczywiste i niezwykle ważne elementy procesu nabycia przedsiębiorstwa, ale z doświadczenia mogę powiedzieć, że większość transakcji kupna/sprzedaży udziałów w GmbH w Niemczech, z którymi miałem do czynienia, dotyczy spółek funkcjonujących w ramach jednej grupy kapitałowej lub w ramach pewnych powiązań np. rodzinnych. W takich warunkach strony maja do siebie zaufanie i takie działania sprawdzające wtedy nie są oczekiwane. Co ma swoje uzasadnienie. Jednakże, w przypadku dokonywania takich transakcji z podmiotem trzecim, to bez dwóch zdań, badanie stanu spółki/przedsiębiorstwa oraz doradztwo podatkowe jest bezwzględnie konieczne.
Panorama Berlina
Wybór prawa właściwego dla transakcji
Być może, będzie to zaskakujące dla polskiego udziałowca spółki GmbH z siedzibą w Niemczech, ale może on umowę przeniesienia własności udziałów w takiej spółce (najczęściej będzie to umowa kupna-sprzedaży) zawrzeć także w Polsce, przed polskim notariuszem. Wynika to z podstawowych zasad prawa prywatnego międzynarodowego czyli przepisów, które regulują czynności prawne w obrocie międzynarodowym. W polskich przepisach, kwestię tę reguluje art. 25 Ustawy Prawo Prywatne Międzynarodowe (PPM), który stanowi, że „forma czynności prawnej podlega prawu właściwemu dla tej czynności. Wystarczy jednak zachowanie formy przewidzianej przez prawo państwa, w którym czynność zostaje dokonana”. Innymi słowy, przy dokonaniu danej czynności prawnej (np. zawarcie umowy) ustalamy jej wymogi formalne (tj. jaka forma prawna jest wymagana dla jej ważności) według przepisów tego kraju, w którym ta czynność prawna będzie dokonana (np. w Niemczech, w Polsce czy w Holandii). Odpowiednie przepisy funkcjonują także w innych krajach oraz oczywiście w Niemczech. Kwestia formy prawnej czynności dokonywanej za granicą jest tam uregulowana w zasadzie tak samo jak w Polsce, w art. 11 ust 1 Ustawy EGBGB, która zawiera przepisy z obszaru prawa prywatnego międzynarodowego obowiązujące na terenie Niemiec.
Podsumowując, zarówno przepisy ustawy o spółce GmbH, dotyczące kwestii formy czynności prawnej przenoszącej własność udziałów w spółce GmbH, oraz niemieckie przepisy prawa prywatnego międzynarodowego, prowadza do wniosku, że umowa przeniesienia własności udziałów w GmbH, co do zasady powinna być sporządzona w formie aktu notarialnego, przez notariusza czynnego w Niemczech, ale może zostać sporządzona także przez zagranicznego notariusza,pod warunkiem jednak, że „potwierdzenie czynności (przeniesienia własności udziałów w GmbH) przez zagranicznego notariusza odpowiada niemieckiej formie tej czynności”. Zatem, np. notariusz w Polsce czy w Szwajcarii mógłby sporządzić taką umowę w formie aktu notarialnego i ww. warunek, jak się wydaje, jest zachowany.
Jednakże, sprawa w praktyce nie jest tak prosta jak się na pierwszy rzut oka wydaje.
Przeniesienie własności udziałów w GmbH przed zagranicznym notariuszem
Motywacja do dokonania czynności notarialnej w innym kraju jest dość oczywista: chodzi o pieniądze. W Niemczech stawki za czynności notarialne są bardzo sztywno uregulowane ustawę tj. Gerichts – und Notarkostengesetz. Ale już w Polsce czy w Szwajcarii notariusze mają dużo większą swobodę ustalania swojego wynagrodzenia za czynności notarialne. Dlatego też pojawiło się w Niemczech zjawisko, polegające na tym, że niemieccy klienci często udawali się za granicę w celu dokonania tam czynności notarialnych. W szczególności, do pobliskiej niemieckojęzycznej Bazylei położonej w Szwajcarii, na granicy z Niemcami, aby tam dokonać czynności notarialnej o większej wartości. Uzyskując oszczędność na kosztach notarialnych.
Jednakże, z czasem oraz w związku z nowelizacją przepisów dot. GmbH w Niemczech, pojawił się problem z transakcjami przeniesienia własności udziałów w GmbH dokonywanymi za granicą (tzw. Auslandsbeurkundung der Abtretung von GmbH-Geschäftsanteilen). Istotą problemu było to, że zgodnie z nowo wprowadzonymi niemieckimi przepisami regulującymi przeniesienie własności udziałów w GmbH, w przypadku, gdy przy przeniesieniu własność udziałów w GmbH działa notariusz (a tak jest, przy sprzedaży udziałów) to tylko on może złożyć do Sądu Rejestrowego listę wspólników (Gesellschafterliste) obejmującą zmiany w stanie udziałowców spółki po dokonanej transakcji. I ta kwestia a konkretnie pytanie: czy taką listę wspólników może złożyć zagraniczny notariusz, była w praktyce, przedmiotem licznych wątpliwości prawnych, które doprowadziły do wydania orzeczenia przez niemiecki Sąd Najwyższy (Bundesgerichtshof, „BGH”), który w orzeczeniu z 17 grudnia 2013 ( BGH, Beschluss vom 17.12.2013 – II ZB 6/13) rozstrzygnął, wydawałoby się definitywnie, że zagraniczny notariusz może dokonać sporządzenia czynności przeniesienia własności udziałów w półce GmbH oraz złożyć do Rejestru Spółek w Niemczech aktualna listę wspólników, pod zasadniczym warunkiem, że poświadczenie transakcji przez zagranicznego notariusza jest równoważone poświadczeniu przez niemieckiego notariusza.
W praktyce, musimy pamiętać jednak, że finalnie, dana czynność będzie oceniana przez sędziego (referendarza) niemieckiego Sądu Rejestrowego, który może mieć wątpliwości np. co do tego czy nasz zagraniczny akt notarialny jest „równoważny” niemieckiemu aktowi notarialnemu. Co może skutkować długotrwałą korespondencją aby wyjaśnić istniejące wątpliwości i status prawny takiego zagranicznego poświadczenia notarialnego. Co, biorąc pod uwagę różnice pomiędzy systemami prawnymi może nie być proste. Co więcej, zagraniczny notariusz musiałby sam złożyć listę wspólników do Rejestru Spółek (Handelsregister). W Niemczech, odbywa się to wyłącznie w formie elektronicznej, przez Elektroniczną Skrzynkę Podawczą w Sprawach Sądowych i Administracyjnych (Elektronisches Gerichts -und Vervaltungspostfach), którą można znaleźć tutaj www.egvp.de. Aby z niej skorzystać, należy założyć tam profil użytkownika. Znowu, w praktyce, obawiam się, że może to być trudne zadanie dla zagranicznego notariusza. Wykonalne, ale które może wiązać się z dodatkowymi kosztami oraz dodatkowym czasem na jego wykonanie.
Oczywiście takie rozwiązanie, czyli zagraniczne poświadczenie przeniesienia własności udziałów, raczej nie wchodzi w grę, gdy dokonujemy np. zakupu przedsiębiorstwa w Niemczech na rynkowych zasadach od lokalnego niemieckiego właściciela. Wtedy oczywistym jest, że oczekiwaniem sprzedającego będzie aby dokonać transakcji, standardowo, przed lokalnym niemieckim notariuszem.
Podsumowując, biorąc pod uwagę ww. argumenty za i przeciw, dwa razy zastanowiłbym się nad wyborem tego rozwiązania. Bowiem w praktyce, może się okazać, że spodziewane oszczędności sprowadzą na nas nieprzewidziane komplikacje oraz dodatkowe koszty.
Wybór kancelarii notarialnej i weryfikacja klienta (przepisy AML)
Pierwszym zadaniem przed rozpoczęciem właściwej transakcji, powinien być wybór kancelarii notarialnej, z którą będziemy w Niemczech pracować. Jest tak dlatego, że po pierwsze, sprzedaż udziałów w Niemczech wymaga sporządzenia umowy w formie aktu notarialnego, co oznacza zaangażowanie notariusza w stworzenie treści umowy ale także weryfikację stron umowy na podstawie przepisów AML.
Po drugie, nawet ważniejsze, na rynku niemieckim, inaczej niż na rynku polskim, umówienie z notariuszem terminu na akt notarialny nie jest łatwym zadaniem. W pierwszej kolejności notariusz przeprowadzi szczegółową weryfikację AML stron transakcji – co w przypadku transakcji z udziałem osób czy podmiotów z zagranicy może być dość żmudnym i czasochłonnym procesem. Dopiero wtedy otrzymamy propozycje terminu. Co więcej, musimy pamiętać, że w Niemczech, notariusze są niezwykle obłożeni zleceniami i wyznaczony termin na transakcję oznacza np. za 3-4 tygodnie od daty ukończenia procedury weryfikacji AML. Ewentualna zmiana tergo terminu oznacza, że następy wolny termin może być wyznaczony dopiero za następne 3-4 tygodnie.
Zaskoczeniem dla polskiego klienta niemieckiej kancelarii notarialnej może być także fakt, że na podstawie niemęckich przepisów o czynnościach notarialnych, w momencie gdy jest już wyznaczony termin na czynność notarialną np. założenie spółki czy właśnie sprzedaż udziałów i jest przygotowany projekt aktu notarialnego, to odwołanie takiego terminu przez klienta (stronę czynności) uprawnia notariusza do zafakturowania częściowego wynagrodzenia, za już wykonane prace. Zatem działania takie jak nagłe odwoływanie terminu u jednego notariusza, aby spróbować znaleźć, „lepszy” wcześniejszy termin u innego z dużym prawdopodobieństwem, przyniosą tylko dodatkowe koszty, nerwy oraz żadną oszczędność czasu.
Z ww. powodów, warto jest wybrać jedną kancelarię notarialną aby z nią rozpocząć i dokończyć transakcję.
Ustalenie kto będzie stawał do aktu notarialnego i sprawdzenie czy nie ma co do tych osób ograniczeń prawnych
Następnym elementem, który wydaje się dość trywialny, a w praktyce może sprawić wiele problemów i przedłużyć prace nad transakcją to ustalenie:
kto będzie stroną umowy,
kto będzie te strony reprezentował oraz
czy w kwestii reprezentacji podczas transakcji nie występują ograniczenia wynikające z jednego lub drugiego sytemu prawnego.
O ile sytuacja jest dość prosta gdy do czynności stają dwie osoby fizyczne (chociaż wtedy może nas zaskoczyć np. kwestia czy dana osoba jest w związku małżeńskim i jeśli tak to, w jakim ustroju majątkowym się znajduje), to sprawy znacznie się komplikują gdy do transakcji stają spółki handlowe z Polski czy z innych krajów. Czyli osoby prawne reprezentowane przez zarząd. Sytuacja jeszcze bardziej robi się wymagająca, gdy pomiędzy stronami transakcji występują powiązania kapitałowe (np. sprzedaje udziały w GmbH osoba fizyczna, która równocześnie jest jednym ze wspólników i członkiem zarządu spółki, która kupuje udziały w GmbH). A jak wspomniałem z mojego doświadczenia większość transakcji dokonywana jest właśnie na polu takich relacji: czyli gdy po dwóch stronach występują podmioty powiązane relacjami np. rodzinnymi czy kapitałowymi.
Wtedy, pierwszym problemem, na który możemy natrafić, to wątpliwości niemieckiego notariusza w zakresie tego:
kto reprezentuje zagraniczną spółkę (stronę transakcji),
jakie są w tym zakresie przepisy KSH oraz
czy istnieją dodatkowe wymogi prawne dla dokonania takiej czynności prawnej (np. zgoda wspólników wyrażona w uchwale ZW).
Idąc dalej, notariusz w Niemczech, pierwsze co sprawdzi, to czy nie mamy do czynienia z sytuacją opisaną w art. 210 Kodeksu Spółek handlowych tj. zawarcia umowy pomiędzy spółką a członkiem zarządu, co wymaga, aby spółkę reprezentowała rada nadzorcza lub pełnomocnik powołany uchwałą ZW. W niemieckich przepisach taka sytuacja jest przewidziana w art. 181 BGB (odpowiednik Kodeksu Cywilnego w Niemczech), który przewiduje, że Pełnomocnik nie może dokonywać czynności prawnej działając w imieniu mocodawcy oraz imieniu własnym oraz w imieniu osoby trzeciej, chyba, że uzyskał na to wyraźną zgodę, („Ein Vertreter kann, soweit nicht ein anderes ihm gestattet ist, im Namen des Vertretenen mit sich im eigenen Namen oder als Vertreter eines Dritten ein Rechtsgeschäft nicht vornehmen”).
W praktyce takich transakcji (gdy stroną jest spółka z Polski) i zakazu określonego w art. 181 BGB, notariusz będzie oczekiwać dostarczenia uchwały wspólników w formie aktu notarialnego ustanawiającej pełnomocnika do takiej transakcji. Taki dokument powinien być przetłumaczony przez tłumacza przysięgłego oraz zaopatrzony w klauzulę apostille. Ale to nie wszystko. W zależności od notariusza, możemy spodziewać się oczekiwania dodatkowych wyjaśnień prawnych czy nawet dokumentów. Dlatego, tak ważne jest, aby jeszcze przed dokonaniem transakcji dokładnie omówić z notariuszem stan prawny, jego oczekiwania oraz to czy nie ma zastrzeżeń do przedłożonych dokumentów. Gdyż to notariusz po dokonanej transakcji kupna-sprzedaży udziałów w GmbH składa zaktualizowaną listę wspólników do Rejestru handlowego.
Żelaznym punktem przygotowań prawnych do transakcji kupna/sprzedaży udziałów w GmbH będzie sprawdzenie czy w umowie spółki GmbH nie ma przepisów o np. wymogu zgody spółki na sprzedaż udziałów, prawie pierwokupu czy prawie pierwszeństwa. Podobne czynności sprawdzające należy wykonać gdy jedną ze stron jest spółka handlowa. Może się okazać, że w umowie spółki tego podmiotu przeniesienie własności udziałów czy sprzedaż/kupno przedsiębiorstwa wymaga zgody zgromadzenia wspólników w formie uchwały.
Udział tłumacza w akcie notarialnym
Należy pamiętać o tym, że przeniesienie własności udziałów w spółce GmbH z siedzibą Niemczech, sporządzane jest przez niemieckiego notariusza w formie aktu notarialnego a zatem, w języku niemieckim. To oznacza, że notariusz może przestąpić do tej czynności tylko wtedy gdy upewni się, że strony transakcji władają tym językiem w stopniu odpowiednim lub mają do dyspozycji osobę, która tym językiem włada i będzie, na zlecenie strony, tłumaczyć treść czynności notarialnej. Innymi słowy potrzebujemy do takiej czynności tłumacza.
Co istotne, możemy skorzystać z pomocy profesjonalnego tłumacza, ale także z pomocy osoby, która włada językiem niemieckim, i co do której mamy zaufanie. Wybór należy do nas, natomiast ważne jest, aby przed datą aktu notarialnego podać notariuszowi dane tej osoby łącznie z adresem, gdyż jest ona wpisana do aktu notarialnego jako jego uczestnik. Brak obecności tej osoby w dacie aktu notarialnego, skutkować będzie niemożliwością dokonania czynności prawnej.
Podsumowanie
Transakcja przeniesienia własności udziałów w spółce w GmbH w Niemczech, może okazać się nie lada wyzwaniem z wielu wyżej wymienionych powodów. Nawet wtedy gdy planujemy „prostą” transakcję pomiędzy powiązanymi podmiotami. Z mojego doświadczenia warto do takiej transakcji podejść posiadając u swojego boku doradcę/doradców, którzy wiedzą jak funkcjonują obydwa systemy prawne oraz rozumieją odmienną praktykę prawną, która na końcu może przełożyć się na to jak przebiegnie nasza transakcja i ile nas to będzie kosztować czasu i pieniędzy.
Paweł Osiński
Adwokat, specjalizujący się w obsłudze polskich przedsiębiorców na rynkach niemieckojęzycznych.
Ten artykuł, to rezultat doświadczeń zebranych w ostatnim czasie, w związku z licznymi zgłoszeniami od osób poszkodowanych w oszustwach internetowych z wykorzystaniem kryptowalut. Przede wszystkim, to efekt mojego udziału w paru sprawach jako obrońca, gdzie reprezentuje osoby legalnie zajmujące się handlem kryptowalutami na jednej z najpopularniejszych i największych giełd kryptowalut świata, które prokuratura całkowicie bezzasadnie oskarżyła o pranie brudnych pieniędzy oraz oszustwa internetowe z wykorzystaniem kryptowalut.
Mam głębokie przekonanie, że należy głośno i wyraźnie powiedzieć o tym, jaka jest cena błędnych działań organów wymiaru sprawiedliwości: takich jak Policja i Prokuratura, które zamiast zajmować się faktycznym problemem, jakim jest cyberprzestępczość z wykorzystaniem kryptowalut, to kierują swoje działania wobec niewinnych ludzi. Zadając im bezsensowne cierpienia i pozwalając faktycznym przestępcom dalej oszukiwać i wyłudzać bezkarnie pieniądze ofiar.
Moje doświadczenia z udziału w tych sprawach, doprowadziły mnie do dwóch wniosków, z którymi powinienem podzielić się z osobami zajmującymi się handlem/wymianą kryptowalut. Wnioski te, mogą mieć istotne znaczenie dla podejmowanych przez nich działań na rynku kryptowalut:
Trzymajcie się z daleka od transakcji peer-to-peer (P2P) na jakiejkolwiek giełdzie kryptowalut, ponieważ możecie wylądować w areszcie lub więzieniu! I nie jest to publicystyczna przesada, ale relacja tego co doświadczyli moi klienci i czego ja byłem i jestem świadkiem. Tego typu transakcje, przynajmniej w obecnych realiach funkcjonowania firm świadczących usługi wymiany czy pośrednictwa w obrocie kryptowalutami oraz w obecnych realiach tzw. otoczenia prawnego w Polsce, mogą być dla was realnym niebezpieczeństwem!
Organy wymiaru sprawiedliwości tj. Policja, Prokuratura, Sądy, włączając w to nawet tak wyspecjalizowane jednostki jak Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości, są najczęściej bezradne wobec tego typu przestępstw. W rezultacie, w wielu przypadkach poruszają się na ślepo i kierują swoje działania nie wobec faktycznych sprawców (ci są świetnie zamaskowani w sieci, co nie znaczy, że nie popełniają błędów, i że nie da się ich zidentyfikować) – ale przeciwko uczciwym, niewinnym osobom zajmującym się wymianą kryptowalut pod swoim imieniem i nazwiskiem.
W skrócie, w paru zdaniach, problem polega na tym, że skala przestępstw kryptowalutowych jest ogromna i w efekcie znacząca jest także ilość zawiadomień o popełnieniu tych przestępstwa. Z różnych powodów, organy ścigania są w tym obszarze najczęściej bezradne. Gdy już podejmują działania, to najczęściej kierują je wobec leganie działających traderów kryptowalut. Na koniec, trzeba do tego dodać podejście giełd kryptowalutowych czy operatorów np. bitomatów (automaty, odpowiedniki bankomatów, służące do wymiany kryptowalut), które w mojej opinii, bardzo często jest zachętą dla cyberprzestępców, a narażaniem uczciwych osób handlujących kryptowalutami. Obowiązki jakie ciążą na tych podmiotach, wynikające z przepisów o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy, takie jak weryfikacja tożsamości klienta czy monitoring transakcji są bardzo często realizowane w sposób POZOROWANY. Przy zadziwiającej bierności organów nadzoru posiadających uprawnienia do kontrolowania takich podmiotów i egzekwowania ich realizacji.
O tym, że moja ocena sytuacji na rynku usług wymiany i pośrednictwa w obrocie kryptowalutami nie jest przesadzona, i nie jest tylko moje odosobnione przekonanie, potwierdza ugoda, jaką Departament Skarbu USA zawarł z Giełdą Binance (jedna z największych i najbardziej rozpoznawalnych giełdą kryptowalut na świecie) w listopadzie 2023 roku. Na podstawie tej ugody, Binance przyznał się do świadomego i długotrwałego łamania przepisów o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy oraz zgodził się zapłacić astronomiczne odszkodowanie w wysokości ok. 4 mld USD.
Zacznijmy jednak od początku…
Jak przebiega typowe oszustwo internetowe z wykorzystaniem kryptowalut
Nie mam oczywiście wiedzy, jak przebiegają wszystkie tego typu przestępstwa, natomiast na podstawie moich doświadczeń mogę określić pewien typowy przebieg oszustw internetowych z wykorzystaniem kryptowalut:
Przestępcy nawiązują kontakt z osobami zainteresowanymi inwestycjami czy dodatkową pracą przez reklamy wyświetlane na stronach np. portali informacyjnych, na portalach takich jak Facebook, przez aplikacje Tinder (ostatnio bardzo częste), czy przez komunikatory masowe jak Telegram czy Whatsapp.
Przestępcy (w 99% zawodowcy działający jako zorganizowane grupy przestępcze) ZAWSZE wykorzystują takie narzędzia jak VPN, bramki sms, komunikatory jak Telegram czy Whatsapp oraz kryptowaluty, aby chronić swoją tożsamość. Dlaczego? Bo są zawodowcami, jest to ich sposób na życie i dlatego stosują najlepsze technologiczne rozwiązania, aby chronić się przed identyfikacją.
Faktyczni sprawcy, po nawiązaniu kontaktu, zbudowaniu relacji i uśpieniu nieufności ofiary (czasem nawet płacą jej na początku małe kwoty), wyłudzają od niej pieniądze i następnie, zawsze zmierzają do wyprowadzenia tych środków z tradycyjnego obiegu pieniężnego do obiegu kryptowalutowego (aby zatrzeć ślady). Najczęściej przez namówienie takiej osoby transferu na wskazny przez nich portfel, do założenia konta na giełdzie kryptowalut i przelania tam środków, czy przez transfer w bitomacie.
Sprawcy NIGDY nie przelewają środków pieniężnych czy kryptowalut bezpośrednio na swoje konta czy portfele (ja się z taką sprawą nie spotkałem), ale dokonują przelewów przez konta/portfele pośrednie. Jednym ze sposobów, jest wykorzystanie nieświadomych niczego użytkowników legalnego obrotu jak np. na Giełdzie Binance, w ramach transakcji P2P. Chodzi rzecz jasna o to, aby nie było oczywistego i bezpośredniego tropu prowadzącego wprost do sprawców.
Jest niezwykle częstym elementem tych działań, że ofiary nie radzą sobie technicznie z założeniem konta dla kryptowalut (tzw. „portfela”) i dokonaniem transakcji na giełdach kryptowalutowych i wtedy sprawcy, za zgodą zmanipulowanej i ufnej ofiary, instalują na jej sprzęcie komputerowym czy telefonie, program do zdalnego dostępu jak np. AnyDesk, zakładając na dane osoby poszkodowanej konto użytkownika na giełdzie kryptowalut czy nawet w banku.
Następnie, sprawcy dokonują na tych kontach i portfelach operacji z nieświadomymi tego osobami trzecimi (użytkownikami transakcji P2P na giełdach kryptowalut. Nieświadomymi tego, że dokonują transakcji z kontem przejętym przez przestępców, przy zgodzie ofiar, które przez bankowość mobilna autoryzują transakcje – wierząc, że to konieczne do realizacji „inwestycji” czy „wypłaty z inwestycji”.
W rezultacie, faktyczni przestępcy otrzymują od nieświadomych niczego użytkowników giełdy kryptowalut, CZYSTE kryptowaluty, a zostawiają im BRUDNE, pochodzące z przestępstwa waluty fiducjarne (łatwe do wyśledzenia).
Przestępcy przelewają następnie kryptowaluty na dalsze portfele kryptowalutowe, a prokuratura i policja, niestety najczęściej nie idą śladem kryptowalut, umarzając czy zawieszając postępowania przygotowawcze lub co gorsza, kierują swoje działania wobec niewinnych użytkowników giełdy kryptowalut, idąc jedynie śladem „brudnych” pieniędzy fiducjarnych pochodzących z przestępstwa. Uznając, że to oni są faktycznymi sprawcami oszustwa.
W tym wszystkim, uderzająca jest pasywność podmiotów, które świadczą usługi w zakresie pośrednictwa i wymiany kryptowalut – czyli giełd kryptowalut czy operatorów bitomatów. O ile spotkałem się wielokrotnie z blokadami i zawiadomieniami dot. podejrzenia prania brudnych pieniędzy złożonymi przez banki, to jeszcze nigdy nie spotkałem się z takimi działaniami ze strony giełdy kryptowalut. Co nie znaczy, że takich działań nie ma. Tylko jakoś ja z nimi się nigdy nie spotkałem. A widziałem już na tym rynku sporo.
Co mówią przepisy, czyli parę ważnych terminów z kodeksu karnego
Zanim przejdziemy do kwestii, jak reagują na takie oszustwa organy ścigania, a jak powinny, oraz jakie konsekwencje mają ich działania, to istotne jest przyswojenie paru terminów z kodeksu karnego czy kodeksu postępowania karnego. Mają one w tego rodzaju przestępstwach najczęstsze zastosowanie i są istotne dla zrozumienia istoty problemu.
Pranie brudnych pieniędzy to przestępstwo polegające na działaniach nakierowanych na wprowadzenie do legalnego obrotu pieniędzy pochodzących z przestępstwa. Te czynności, w zasadzie, w ujęciu technicznym, to nic innego jak typowe operacje pieniężne, które każdy z nas wykonuje niemal codzienne jak np. wypłata w bankomacie, przelew na z konta firmowego na konto rodzinne, wymiana waluty aby zapłacić gotówką ekipie remontowej czy schować gotówkę w szafie „na wszelki wypadek”. Operacje te, mogą stać się „praniem brudnych pieniędzy” wtedy, gdy dokonywane są ze świadomością, że obracamy środkami pochodzącymi z przestępstwa. Odbywa się to wtedy zwykle na zlecenie mocodawcy/klienta (np. sprawcy tzw. przestępstwa bazowego jak np. handel narkotykami czy właśnie wyłudzenie w Internecie). W praktyce, w 99% przypadków prania brudnych pieniędzy pochodzących z przestępstw internetowych, jest to po prostu usługa realizowana na rzecz klienta, który chce zalegalizować dochody pochodzące z przestępstwa, w zamian za określone wynagrodzenie albo usługa realizowana w ramach danej grupy przestępczej (czyli ktoś zajmuje się wyłudzenie ma ktoś inny zajmuje się „wypraniem” łupu aby pieniądze mogły bezpiecznie trafić do kieszeni sprawców). Najważniejsze jednak jest to, że przestępstwo prania brudnych pieniędzy można popełnić jedynie UMYSLNIE, co oznacza, że trzeba mieć świadomość, że działamy w celu wprowadzenia do obrotu pieniędzy pochodzących z przestępstwa.
Warto zwrócić uwagę na art. 299 § 2 k.k., który jest kwalifikowanym typem tego przestępstwa, który może być popełniony jedynie przez osoby pracujące w banku, instytucji finansowej czy właśnie giełdzie kryptowalut, w sytuacji gdy osoba ta przyjmuje środki majątkowe „wbrew przepisom ustawy” lub co do których istnieje uzasadnione podejrzenie, że są przedmiotem prania brudnych pieniędzy. Jest to przepis, na podstawie którego, możliwa jest odpowiedzialność karna osób pracujących w instytucjach zobowiązanych, które nie dopełniają obowiązków wynikających z ustawy AML.
To czyn zabroniony polegający na wprowadzaniu drugiej osoby w błąd, w celu uzyskania korzyści majątkowej lub aby osoba poszkodowana niekorzystnie rozporządziła swoim majątkiem. Oszustwo komputerowe odróżnia od „klasycznego” oszustwa to, że odbywa się poprzez ingerencję w dane informatyczne czy też w procesy przetwarzania tych danych. W praktyce, polega to najczęściej na nieautoryzowanej ingerencji w bankowość internetową, systemy operacyjne komputera czy telefonu.
Zorganizowana grupa przestępcza – 258 k.k.
To nic innego jak grupa osób (min. trzy), które działają razem, w ramach określonej struktury, opierającej się na pewnym minimalnym podziale ról i zadań, we wspólnym celu popełniania przestępstw. To bardzo groźny przepis (patrząc z punktu widzenia praw człowieka), gdyż w praktyce procedury karnej, postawienie przez Prokuratora zarzutu działania w ramach zorganizowanej grupy przestępczej (dalej „ZGP”), wiąże się z niemal pewnym wnioskiem o zastosowanie aresztu tymczasowego oraz wysoce prawdopodobnym przychyleniu się przez sąd do tego wniosku. I to niestety niezależnie od tego czy postawione zarzuty są uzasadnione czy nie. To jeden z przejawów tzw. problemu z bezprawnymi aresztami tymczasowymi w Polsce.
Areszt tymczasowy – od art. 249 do art. 277 kodeksu postępowania karnego (k.p.k.)
Jeden ze środków zapobiegawczych przewidzianych w procedurze karnej tzn. środków mających zabezpieczyć prawidłowy przebieg postepowania karnego, aby podejrzani np. nie ukrywali dowodów, nie uzgadniali wyjaśnień, czy aby nie uciekli, przewidując skazanie i karę za popełnione czyny. Areszt tymczasowy to najbardziej dolegliwy, ze środków zapobiegawczych, ponieważ oznacza pozbawienie wolności człowieka jeszcze przed faktem potwierdzenia jego winy. Tak dolegliwy środek (wyjątek od jednego z najważniejszych praw podstawowych człowieka – czyli prawa do wolności, którą ograniczyć można tylko w sytuacji gdy jest to niezbędne i uzasadnione) powinien być, chyba każdy się zgodzi, stosowany jako ostateczność. Gdy dowody są niezbite, a pozbawienie wolności, jest absolutne niezbędne, gdyż istnieje realna, a nie teoretyczna (bo taka to istnieje w zasadzie zawsze) możliwość, że podejrzany będzie utrudniać postępowanie. W praktyce niestety, w realiach polskiego wymiaru sprawiedliwości, areszt tymczasowy jest powszechnie przez prokuraturę i sądy nadużywany. Szczególnie jaskrawe są owe nadużycia w przypadku przestępstw finansowych czy gospodarczych (takich jak wyłudzenia internetowe). Więcej o tym wstydliwym problemie polskiego wymiaru sprawiedliwości można przeczyta np. tutaj:
Stanowisko RPO Adama Bodnara ws. nadużywania aresztów tymczasowych:
Ta absurdalna praktyka stosowania aresztu tymczasowego w sprawach przestępstw finansowych jak przestępstwa internetowe z wykorzystaniem kryptowalut, przejawia się m.in. w tym, że stosuje się aresztowanie tymczasowe (czyli w istocie pozbawienia wolności człowieka, co nieraz oznacza ścisłą izolację liczoną w miesiącach i latach, bez JAKIEGOKOLWIEK KONTAKTU Z RODZINĄ) na tej podstawie, że „podejrzany może usuwać czy zmieniać materiał dowodowy” przestępstwa, w przypadku gdy całe zdarzenie odbywa się na kontach instytucji zobowiązanych (banki i giełdy kryptowalut) oraz na portfelach czyli w sieci blockchain. Podejrzani w takich sprawach mają dokładnie 0% szans na usunięcie jakichkolwiek danych zapisanych w instytucji zobowiązanej. Podobnie jest z siecią blockchain. Pojedynczy użytkownik nie żadnej ma możliwości aby dokonać tam jakichkolwiek zmian. Jest to jeden z najbardziej efektywnych i pewny sposób przechowywania danych cyfrowych. Jedyną możliwością ingerencji w dany blockchain jest konsensus użytkowników lub tzw. atak 51%, tyle że to są, w praktyce możliwości teoretyczne w odniesieniu do każdego użytkownika giełdy kryptowalut. Innymi słowy, rozważanie nawet hipotetycznej możliwości, że potencjalny sprawca przestępstwa internetowego dysponuje możliwościami takiej „ingerencji” w blockchain czy bazy danych banku, to po prostu science-fiction, oderwane od rzeczywistości.
Niestety, w praktyce orzekania o aresztach tymczasowych w tego typu sprawach, prokuratorzy (wnioskują o areszt) i sędziowie (decydują o areszcie), pomijają ww. argumentację opartą na wiedzy technicznej oraz prawnej, i stosują z upodobaniem ten środek zapobiegawczy. Ze szkodą dla osób zatrzymanych i ich rodzin, bez jakiejkolwiek korzyści dla przebiegu postępowania, a ze stratą dla pieniędzy podatników. Gdyż potem Skarb Państwa (z naszych, podatników pieniędzy) wypłaca odszkodowania za bezprawne areszty tymczasowe. Za samą dekadę 2010-2020, według orientacyjnych wyliczeń było to 150 000 000 PLN odszkodowań.
Codziennością wymiaru sprawiedliwości jest bezsensowe i brutalne stosowanie aresztów tymczasowych, tam gdzie wystarczyłyby inne środki zapobiegawcze. Przede wszystkim zabezpieczenia majątkowe oraz poręczenia majątkowe. Przecież przestępcy zajmujący się wyłudzaniem pieniędzy, działają w celach zarobkowych. To jest ich sposób na zarabianie na życie. Wiec powinno się – środkami zabezpieczającymi – uderzyć w nich właśnie w to czułe miejsce: pieniądze. Zdecydowanie zajmując cały ich majątek, uzależnić pozostanie na wolności od wysokich i adekwatnych poręczeń. Sprawić aby na koniec dnia ten proceder był dla nich nieopłacalny, wręcz przyniósł im straty. Wtedy, przebywając na wolności – jeśli są to faktycznie osoby odpowiedzialne za te czyny – musieliby się liczyć z tym, że jakiekolwiek próby utrudniania postępowania, sprawią, że stracę ww. zabezpieczone aktywa czyli swój zysk z tej działalności oraz dodatkowo, swoją wolność. Co byłoby dla nich całkowicie niekorzystne – finansowo i osobiście. A przecież, to są osoby, które podejmują się właśnie tych czynów dla korzyści finansowej. Dla nich to jest biznes i w ramach tego przedsięwzięcia dokonują oceny, kalkulacji co im się bardziej opłaca, a co mniej. Przy prawidłowo i zdecydowanie ustalonych zabezpieczeniach majątkowych utrudnianie śledztwa, byłoby po prostu nieopłacalne. Jeśli zaś są to osoby niewinne, to nie będziemy – dzięki stosowaniu środków zapobiegawczych majątkowych – skazywać ich na bezsensowne cierpienia i będą oni mogli na wolności, kontynuować swoją obronę, żyć, pracować, spodziewając się uniewinnienia i odzyskania zabezpieczonych środków.
Przestępstwa związane z niedopełnieniem obowiązków ustawowych – art. 156 § 1 Ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i zwalczaniu terroryzmu (dalej: „Ustawa AML” od anti-money loundering)
Jest to przepis adresowany do instytucji zobowiązanych takich jak banki czy giełdy kryptowalut a konkretnie do osób działające w imieniu ww. podmiotów. I tak, na mocy tego przepisu, gdy ww. instytucja zobowiązana, np. giełda kryptowalut nie przekaże do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej, zawiadomienia o okolicznościach wskazujących, że dana transakcja może rodzić podejrzenia prania brudnych pieniędzy lub mieć chociaż związek z praniem brudnych pieniędzy, to podlega odpowiedzialności karnej i karze pozbawienia wolności do lat 5. Jest to karnoprawna konsekwencja tego, że na Instytucje Zobowiązane nałożony został obowiązek AKTYWNEGO przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy poprzez takie czynności jak weryfikacja tożsamości klienta, monitoring dokonywanych transakcji czy badanie pochodzenia środków. Jednym z kluczowych instrumentów mających realnie przeciwdziałać praniu brudnych pieniędzy jest właśnie OBOWIĄZEK złożenia ww. zawiadomienia o tym, że dana transakcja rodzi mniejsze lub większe podejrzenia czy wątpliwości punktu widzenia zwalczania prania pieniędzy.
W praktyce, ww. przepis karny jest praktycznie niestosowany. Ustawa AML została wprowadzona w Polsce w 2018 roku i do dzisiaj w systemie informacji prawnej, ja znalazłem jeden (1) wyrok sądu orzekający na podstawie art. 156 Ustawy AML. Co ciekawe, ten czyn zabroniony może zostać popełniony zarówno umyślnie jak i nieumyślnie. W tym drugim wypadku, może zostać wymierzona tylko kara grzywny.
Jakie jest podejście organów wymiaru sprawiedliwości
Aby zrozumieć podejście prokuratury w tych sprawach (a to prokuratura w praktyce k.p.k. decyduje o tym co się dzieje w danym śledztwie, policja pełni role wykonawczą), należy zdać sobie sprawę z tego, że jest to w zasadzie praca, taka jak w korporacji zajmującej się sprzedażą np. telefonów czy szkoleń. To znaczy, że liczy się „sprzedaż” i wyniki. Z tą różnicą, że menadżer w korporacji, nie ma władzy aby pozbawić nas wolności, a prokurator i owszem ma taką możliwość.
Prokurator, rzecz jasna nic nie sprzedaje, ale tak jak manager w korporacji, ma swojego szefa, normy do wrobienia (statystyka, statystyka, statystyka!), perspektywy podwyżki, premii – oczywiście gdy się wykaże. Prokurator chce także – jak każdy człowiek – robić karierę, a tę robi się poprzez odnoszenie sukcesów. Najlepiej takich namacalnych, tu i teraz, które świetnie wyglądają w raporcie do przełożonego i w komunikacie prasowym. Inaczej mówiąc prokurator też musi, na koniec dnia, „dowieźć” określone wyniki swojej pracy.
Dlaczego zatem prokuratorzy tak niechętnie idą w sprawach przestępstw internetowych, za kryptowalutami, śladami pozostawionymi w blockchainie przez faktycznych przestępców? Dlaczego nie kierują swoich podejrzeń wobec giełd kryptowalutowych, aby sprawdzić czy przypadkiem – jak Binance, co potwierdziła Ugoda z USA – celowo nie odwracali oczu od tego, co działo się na kontach i użytkowników i nie pozorowali jedynie procedur AML? Dlaczego natomiast, tak chętnie kierują swoje działania wobec legalnych traderów, osób fizycznych, które pod swoim imieniem i nazwiskiem, transparentnie, w dobrej wierze, jako zweryfikowani użytkownicy wymieniają kryptowaluty na takich giełdach jak Binance? Chodzi o wyniki i „sprzedaż”.
Aresztując i stawiając zarzuty uczciwemu użytkownikowi giełdy – ot, przypadkową, zwykła osoba działająca pod swoim imieniem i nazwiskiem – prokurator może ogłosić sukces „rozbicia międzynarodowej grupy przestępczej”, udowodnić przełożonym jak sprawnie i zdecydowanie działa, a w mediach błyszczeć jako ekspert od cyberprzestępczości. Szybki i oczywisty sukces bo i przeciwnik raczej mało wymagający. Po 48 godzinach postepowania i 5 minutowym posiedzeniu aresztowym, już zapewne w areszcie śledczym. Nie rozumiejąc co się dzieje, z jednym telefonem do obrońcy na tydzień i bez prawa rozmowy i widzenia z kimkolwiek z rodziny. Zwykły Kowalski, który raczej nie ma zasobów finansowych i armii prawników do dyspozycji na walkę prawną o swoją wolność i niewinność. Z takim przeciwnikiem łatwo wygrać.
Inaczej rzeczy się mają gdy, prokurator skieruje swoje działania wobec faktycznych sprawców, którzy jak to zawodowcy, są solidnie zabezpieczeni (co nie znaczy, że szczelnie na 100%) i pójdzie za tropem kryptowalut czyli ich faktycznego łupu. Tutaj szanse na szybki i medialny sukces są możliwe ale dużo mniejsze, a za to pewne jest dużo i trudnej pracy: pisanie o pomoc międzynarodową, w obcych językach, stosowanie skomplikowanych procedur AML, analiza blockchain. Spektakularne zatrzymanie i wniosek o areszt możliwe dopiero po długim i żmudnym śledztwie aby zidentyfikować i zlokalizować faktycznych sprawców. Bardzo dużo, trudnej papierkowej roboty, a sukces niepewny
Tak samo wygląda sprawa w przypadku skierowania ewentualnych działań prokuratury przeciwko profesjonalnemu podmiotowy świadczącemu usługi w zakresie kryptowalut np. jednej z globalnie działających giełd kryptowalut. Taki podmiot ma zapewne nieograniczone zasoby finansowe na walkę prawną, dużo czasu i jest obstawiony najlepszymi kancelariami prawnymi. Aby wykazać ew. naruszenie przepisów w zwalczania prania brudnych pieniędzy to najpierw, te przepisy należy znać i rozumieć. Z mojego doświadczenia, z tym jest powszechny problem. To oznacza dla prokuratora: bardzo dożo pracy, wymagającego przeciwnika i niepewne szanse na sukces tu i teraz.
W rezultacie prokuratura i policja wybierają oczywiście najprostszą i oczywistą z przedstawionych ww. alternatyw i kierują swoje działania przeciwko użytkownikom giełd kryptowalut. Co ciekawe, te śledztwa przebiegają zwykle tak, jakby świat kryptowalut nie istniał. Tzn. gromadzone są dane o operacjach na rachunkach bankowych, a całkowicie ignorowane są transakcje na portfelach kryptowalutowych. Tak jakby nie istniały. A przecież, dla pełnego obrazu – i potwierdzenia czy mamy do czynienia z jednostronnymi transferami pod pozorem wymiany, czy też z standardowymi, rynkowymi operacjami wymiany krypto – FIAT, należałby zebrać obydwa rodzaje tych danych, zestawić je i przeanalizować. Tak się nie dzieje.
Efekt jest taki, że w Polsce przestępcy internetowi mają niezwykłą swobodę działania, w dużej mierze dlatego, że organy administracji publicznej, które powinny zająć się tym problemem – tak efektywnie jak Departament Skarbu USA – wolą ścigać użytkowników giełd kryptowalut, działających transparentnie, pod swoim nazwiskiem, w przeświadczeniu, że skoro założyli konto na instytucji zobowiązanej, nadzorowanej przez państwo, nic nie ukrywają, to ich działania są legalne i mogą się czuć bezpiecznie. Jak widać, jest to bezpodstawne zaufanie.
Jakie są obowiązki giełdy kryptowalut w Polsce – teoria i realia
Każdy przedsiębiorca, który planuje w Polsce prowadzenie działalności w zakresie wymiany czy pośrednictwa w obrocie kryptowalutami, podlega przepisom ustawy AML, które stanowią, że świadczenie takich usług, wymaga wcześniejszego uzyskania wpisu do Rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych (dalej „Rejestr”). Jest to działalność regulowana.
Z chwilą wpisu do Rejestru taki podmiot staje się instytucją zobowiązaną, co oznacza, że ciążą na nim określone obowiązki w zakresie przeciwdziałania i prewencji prania brudnych pieniędzy. Te obowiązki sprowadzają się, w sporym uproszczeniu, do trzech rodzajów działań:
gromadzenie danych;
monitoring i analiza zgromadzonych danych oraz transakcji;
zgłaszanie podejrzanych czy nietypowych transakcji do właściwych organów nadzoru.
Przepisy ustawy AML, przewidują w art. 35 w zasadzie dwie sytuacje, gdy należy zastosować środki bezpieczeństwa finansowego w odniesieniu do transakcji kryptowalutowych:
nawiązywanie stosunków gospodarczych (tj. gdy z okoliczności wynika, że Instytucja Zobowiązana będzie świadczyć danemu klientowi usługi w sposób bardziej trwały. np. założenie konta użytkownika jest sygnałem, że klient może korzystać z usług w sposób trwały lub dokonanie kilku transakcji przez użytkownika).
Dokonanie np. przez giełdę kryptowalut transakcji okazjonalnej z wykorzystaniem waluty wirtualnej o równowartości 1000 EUR lub większej.
Oznacza to, że jedynie jednorazowa, okazjonalna transakcja danego klienta o wartości poniżej 1000 EUR, nie wymaga zastosowania środków bezpieczeństwa finansowego. Dokonanie transakcji powyżej tej kwoty lub nawet paru transakcji o mniejszej wartości łącznej ale wskazującej wykonanie w ramach „stałego stosunku gospodarczego”, oznacza, że instytucja zobowiązana musi zastosować środki bezpieczeństwa, czyli przynajmniej identyfikacje i weryfikacje klienta a moim zdaniem, także zgromadzenie danych źródle pochodzenia środków oraz monitoring dokonywanych transakcji.
Jak to wygląda w praktyce? Wystarczy w wyszukiwarce internetowej, wpisać „wymiana kryptowalut” i wejść na strony podmiotów działających w Polsce, które pojawią się w wynikach. Z informacji tam zawartych (wartościowym źródłem wiedzy jest zawsze FAQ) wynika, że wymiana kryptowalut to w zasadzie prosta usługa na telefon (np. „mobilne kantory walut”!) a procedura AML, to tylko zeskanowanie dowodu i to jedynie przy transakcji powyżej 1000 EUR. Jest tak oczywiście dlatego, tak jak w przypadku Binance, że liczy się obrót, bo od obrotu nalicza się prowizję. Zadawaniem zbyt wielu pytań, „dręczenie” klientów formularzami AML i pytaniami o źródła pochodzenia środków, w oczywisty sposób sprawiłyby, że wielu z nich odstąpiłoby od transakcji. A wtedy nie będzie prowizji od dokonanej wymiany.
Przykładem tego, w jakim oderwaniu od przepisów działa ten rynek oraz o braku jakiegokolwiek nadzoru ze strony organów państwa, niech będzie zachowanie jednego providera usług w zakresie kryptowalut, z który spotkałem się w sprawie wyłudzenia środków przez Internet. Ofiara przestępstwa, zmanipulowana i zastraszona przez, przestępców, udała się do wskazanego przez sprawców punktu wymiany kryptowalut, aby dokonać wymiany i wpłaty krypto na określony portfel. Podmiot świadczący tę usługę, oświadczył, ze dokona operacji, ale osoba zlecająca (ofiara przestępców) musi podpisać oświadczenie, przygotowane na kartce papieru, o tym, że dokonuje ona tego transferu na własne ryzyko, ponieważ portfel, na który dokonuje transferu należy do oszustów, i że na pewno straci swoje kryptowaluty.
Takie zachowanie pokazuje skalę absurdu, swobody z jaką działają sprawcy tych czynów oraz podmioty świadczące usługi w zakresie kryptowalut w Polsce. Przede wszystkim, pokazuje to skalę bezradności organów państwa. Państwa, które przecież za to pobiera od obywateli podatki aby ich aktywnie chronić przed faktycznymi przestępcami, a nie wsadzać do więzień legalnie i uczciwie działających użytkowników giełd kryptowalut, w tym, kobietę w ciąży! Bo to zdaje się są jedyne „osiągnięcia” Prokuratury i Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości w walce z przestępczością z wykorzystaniem kryptowalut.
Wyżej opisane zachowanie podmiotu, który zajmuje się wymianą kryptowalut, jest jaskrawym i oczywistym naruszeniem art. 299 par 2 k.k. w związku z art. 156 Ustawy AML, gdyż obowiązkiem każdej instytucji zobowiązanej jest, gdy tylko nabędzie wiedze o tym, że dana transakcja może rodzić podejrzenia, czy może być związana z praniem brudnych pieniędzy, a tym bardziej GDY MA PEWNOŚĆ, że jest to przestępstwo, nie wykonywać transakcji, zablokować środki oraz poinformować NIEZWŁOCZNIE odpowiednie organy nadzoru. Działanie tego podmiotu to nic innego, jak popełnienie przestępstwa.
Czego dotyczyła ugoda Giełdy Binance z Departamentem Skarbu USA
Ugoda została zawarta listopadzie 2023 roku z Departamentem Skarbu USA (Urząd Kontroli Aktywów Zagranicznych) i była efektem wieloletniego śledztwa. Na jej mocy, Binance Holdings Ltd z siedzibą na Wyspach Kajmana, zgodził się na ugodę opiewającą na łączną kwotę grzywien i kar w wysokości 4.4 mld USD. Binance przyznał się do masowego, celowego akceptowania transakcji pochodzących z krajów objętych sankcjami czy też transakcji środkami pochodzącymi z przestępczości. Wśród naruszeń licznie wymienionych na stronach Ugody (określonych przez Departament Skarbu jako „egregious” czyli szokujące) wymienić można pozorowanie procedury KYC czy zachęcenia klientów do stosowania VPN aby nie można było ustalić precyzyjnie ich adresu.
W skrócie, ww. ugoda potwierdziła, że przestępcy masowo wykorzystywali Binance do prania brudnych pieniędzy, przy pełnej akceptacji i zgodzie osób zarządzających Binance, włączając w to założyciela i CEO Binance Changpeng Zhao, który na mocy Ugody został zmuszony do odejścia ze stanowiska i zapłaty 50 mln USD kary.
Jak pokazała ugoda, obrót aktywami był absolutnym priorytetem osób zarządzających Binance (bo to z prowizji od obrotu żyje każda giełda kryptowalut). Był dla nich ważniejszy od przestrzegania prawa i tego, że swoje usługi stawiali do dyspozycji zorganizowanym grupom przestępczym czy krajom objętych sankcjami międzynarodowymi. Takie zachowanie, jest też narażeniem uczciwych użytkowników giełdy na to, że dokonują transakcji z przestępcami, którzy jak widać, dzięki takie polityce Binance, czuli się tam niezwykle swobodnie.
Warto zapoznać się z obszernym komunikatem na stronie Departamentu Skarbu:
Ww. ugoda i fakt, że największa giełda kryptowalut świata przyznała, że świadomie przez okres co najmniej paru lat uczestniczyła w procederze prania pieniędzy, nie jest szczerze mówiąc, zaskoczeniem gdy spojrzymy na przebieg przestępstw z wykorzystaniem kryptowalut w Polsce. Zwłaszcza tych, które rozgrywały się na m.in. na Binance. Zwraca uwagę, że w większości relacji ofiar tych przestępstw (tych które ja widziałem), nie ma śladu informacji o tym aby Giełda Binance podjęła aktywne środki zapobiegawcze, do których jako instytucja zobowiązana, na mocy ustawy AML jest przecież zobowiązana. Przestępcy przejmowali konta użytkowników na Binance, i przysłali swobodnie krypowaluty przez nikogo nie niepokojeni. Przynajmniej w sprawach, które ja wdziałem, NIGDY nie napotkałem jakiejkolwiek aktywności ze strony Binance, prowadzącej do np. blokady konta użytkownika i do zawiadomienia organów. Nie spotkałem się chociażby z pytaniem o źródło pochodzenia środków.
W świetle treści ww. Ugody, być może racjonalny i logiczny jest wniosek, że giełdy kryptowalut działające pod marką Binance w innych krajach, także działają wg. modelu akceptowanego wcześniej przez kierownictwo BIANCE? W celu, rzecz jasna, maksymalizacji prowizji od obrotu, za szelką cenę. Bo rzetelna weryfikacja AML spowodowałaby, że spora ilość transakcji nie została by wykonana i w rezultacie, giełda nie zarobiłaby prowizji. Nie do mnie należy odpowiedź na ww. pytania, ale do organów państwa powołanych w Polsce do nadzoru nad prewencją i zwalczaniem prania brudnych pieniędzy.
Natomiast, wracając na grunt spraw, w których użytkownicy Binance mają zarzuty za rzekome pranie brudnych pieniędzy, konieczne jest zadanie pytania, istotnego dla rozstrzygnięcia wielu spraw z zakresu cyberprzestępcy z wykorzystaniem kryptowalut i które rozgrywają się na giełdzie Binance: jak to możliwe, że przestępcy zakładają fikcyjne konta, przejmują profile użytkowników (ofiar przestępstw), dokonują licznych transakcji, czasem przez dłuższy okres czasu, przy braku jakiejkolwiek reakcji ze strony giełdy kryptowalut – instytucji zobowiązanej ?!
W kontekście tej sprawy, jest to o tyle istotne, ponieważ wszystkie osoby, które Prokuratura kwalifikuje jako członków ZGP, były legalnymi, zweryfikowanymi użytkownikami i dokonywały transakcji WYMIANY z innymi zweryfikowanymi użytkownikami. Tyle, że jak się po czasie okazywało, były to konta użytkowników przejęte przez przestępców. Są to pytania, które Prokuratura pozostawiła całkowicie bez odpowiedzi, kierują swoje działania przeciwko niewinnym osobom, a nie faktycznych przestępcom działającym na Giełdzie Binance.
Dlaczego zatem należy trzymać się z daleka od handlu peer-to-peer na giełdach kryptowalut
Biorąc pod uwagę to co powyżej napisałem, osoby które dokonują transakcji wymiany kryptowalut na inne kryptowaluty lub waluty fiducjarne, w ramach transakcji bezpośrednich czyli P2P, na giełdach kryptowalut takich jak m.in. Binance, narażają się w obecnym stanie prawnym i realiach tego rynku w Polsce oraz praktyce organów wymiaru sprawiedliwości, na bardzo duże ryzyko. Prędzej czy później trafią na konto przejęte przez przestępców czy na środki pochodzące z przestępstwa i wtedy mogą zacząć się ich problemy. Dla Policji, Prokuratury czy sądów będą z automatu niejako podejrzanymi. Racjonalna argumentacja, że działali pod swoim imieniem, w zaufaniu do instytucji zobowiązanej, jak widać, nie robi na przedstawicielach wymiaru sprawiedliwości wrażenia. A podmioty, które oferują usługi w zakresie wymiany walut wirtualnych, które są Instytucjami zobowiązanymi i w teorii powinny niezwykle rygorystycznie stosować środki bezpieczeństwa finansowego, ujmując to łagodnie, nie wykazują większego zaangażowania w realizację tych obowiązków. Ani też nie czują presji ze strony organów państwa egzekwujących od nich te obowiązki. W efekcie, osoby uczciwe, które chcą legalnie, uczciwie wymieniać kryptowaluty, działając w zaufaniu do takich prawa, organów państwa i REGULOWANYCH instytucji zobowiązanych, zakładają u nich konta, trafiają następnie na zweryfikowane konta użytkowników, które jak się później okazuje są przejęte przez przestępców, aby wymienić ukradzione czy wyłudzone pieniądze.
A zatem, na ten moment, dla osób, które chcą zajmować się inwestycjami czy wymianą kryptowalut, wniosek jest jeden: trzymać się jak najdalej od transakcji P2P na giełdzie Binance, a najlepiej trzymać się z daleka od transakcji P2P na jakiejkolwiek giełdzie kryptowalut, gdyż może to ściągnąć na was odpowiedzialność karną.
Moim zdaniem pewna poprawę sytuacji może przynieść wejście w życie z końcem 2024 roku Rozporządzenia MICA, a szczególnie wprowadzenie standardu Travel Rule w odniesieniu do transakcji w kryptowalutach. Czas pokaże. Teraz, przede wszystkim konieczne jest zwiększenie poziomu wiedzy w Policji, Prokuraturze oraz sądach dot. kryptowalut, sieci blockchain i narzędzi kryminalistycznych do analizowania ruchu w tej sieci, oraz tego jak obrót kryptowalutami jest w Polsce uregulowany. Kluczowe jest także, aby organy zajmujące się nadzorem nad przestrzeganiem przepisów dot. zwalczania prania brudnych pieniędzy zaczęły bezwzględnie egzekwować od wszystkich instytucji zobowiązanych oferujących usługi pośrednictwa czy wymiany kryptowalut na tym rynku stosowanie tych przepisów. Ale na ten moment: trzymajcie się z daleka od transakcji peer-to-peer na giełdach kryptowalut.
Paweł Osiński
Adwokat specjalizujący się w przestępczości gospodarczej, praniu brudnych pieniędzy oraz cyberprzestępczości z wykorzystaniem kryptowalut
Tym co skłoniło mnie do napisania tego artykułu, są liczne telefony i maile, które otrzymuję od ofiar wyłudzeń i oszustw z wykorzystaniem bankowości internetowej oraz kryptowalut. Bardzo często pojawia się wtedy pytanie o to, czy jest możliwość otrzymania zwrotu wyłudzonych pieniędzy od banku, w związku z tym, że przelew nastąpił na rachunek przestępców, lub dlatego, że przestępcy uzyskali dostęp do rachunku osoby pokrzywdzonej w wyniku podstępu lub groźby? Aby odpowiedzieć na postawione powyżej pytanie, najpierw zobaczmy jak przebiegają takie przestępstwa. To będzie ważne dla dalszych rozważań.
Jak przebiegają przestępstwa wyłudzenia pieniędzy pod pretekstem inwestycji w kryptowaluty
O tym jak wyglądają tego typu przestępstwa pisałem już wcześniej w moich wpisach, m.in. tutaj:
W tym wpisie przedstawię w punktach, w pewnym uproszczeniu, najistotniejsze elementy tego typu przestępstw, z którymi najczęściej, biorąc pod uwagę relacje pokrzywdzonych i materiały postępowań przygotowawczych, miałem do czynienia. Jedna uwaga wstępna. Otóż, trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że za niemal 100% tych przestępstw odpowiadają zorganizowane grupy przestępcze. Specjaliści, którzy żyją z tego i robią to na chłodno, zawodowo.
Jak przebiega zatem, najczęściej, przestępstwo wyłudzenia pod pretekstem inwestycji w kryptowaluty:
Sprawcy nawiązują kontakt z potencjalną ofiarą przez reklamy (banery) na stronach www, przez wiadomości masowe w komunikatorach jak WhatsApp czy Telegram, ale także przez fikcyjne ogłoszenia o pracę na Facebook’u czy jak ostatnio na portalach randkowych jak Tinder (!).
Po nawiązaniu kontaktu, sprawcy spokojnie budują zaufanie (czasem wchodząc nawet w virtualną, ale bliską relację emocjonalną), zachęcając do małych inwestycji np. 200 zł i czasem nawet wypłacając mały zysk np. 500 – 1000 zł, usypiając nieufność ofiary.
Następnie, przestępcy, gdy czują, że nadchodzi właściwy moment, informują o tym, że zainwestowane niewielkie środki przynoszą ogromne zysku np. 100-200 tys. złotych. Często uwiarygadniają ten fakt, przesyłając link do fałszywego konta ofiary na jednej z giełd kryptowalut. Na takim fake-koncie widać wykres czy saldo konta z owymi nagromadzonymi zyskami.
Ofiara jest oszołomiona wizją zysku.
Wtedy przestępcy stosują metodę schock calls, polegającą na skierowaniu wobec ofiary informacji mającej wytracić ją z równowagi, przestraszyć, wzbudzić obawę poważnych konsekwencji. Informują na przykład o tym, że np. „prokuratura uważa, że Pana/Pani środki pochodzą z przestępstwa”, i konieczna jest natychmiastowa wpłata np. 30 000 zł jako „kaucja zabezpieczająca” na czas postepowania wyjaśniającego. Dodatkowo ofiara jest informowana, że brak wpłaty może oznaczać więzienie. Inną historią wymyślaną przez przestępców jest taka, że „organy skarbowe w USA gdzie rzekomo jest giełda (gdzie realizowane są te „inwestycje”) mają podejrzenie, że oszukuje pan/pani na podatkach i należy szybko wpłacić zabezpieczenie „na czas audytu AML”, aby nie stracić pieniędzy i nie mieć sprawy w prokuraturze.
Zwykle taki mechanizm jest powtarzany 2-3 razy, zanim ofiara zorientuje się, że padła ofiarą oszustów, że nie będzie żadnej wypłaty zysków i należy zawiadomić organy ścigania.
Bardzo często, ofiary nie posiadają takich pieniędzy i decydują się, przerażone wizją odpowiedzialności karnej i więzienia na pożyczkę w banku lub u rodziny.
I tutaj dochodzimy do kluczowego momentu: zdarza się, w wielu relacjach poszkodowanych, że znajdując się pod wpływem gróźb, podstępu i perswazji przestępców, udzielają im dostępu do swojego komputera czy smartfona przez oprogramowanie do zdalnego dostępu (najpopularniejsze programy to AnyDesk czy TeamViewer). Przestępcy następnie wykorzystują to do złożenia w banku wniosku o pożyczkę, co oszołomione ofiary akceptują smsami w bankowości mobilnej.
Nie muszę dodawać, że szanse na odzyskanie ukradzionych środków, w wyniku działań organów ścigania są niewielkie. Takich przestępstw nie dokonuje paru znudzonych studentów, z laptopem na kolanach w akademiku u kolegi, w przerwie między zajęciami. To domena profesjonalnych grup przestępczych, chroniących swoją tożsamość za pomocą wyrafinowanych rozwiązań technologicznych. Nie twierdzę, że szanse są zerowe, ale realistycznie mówiąc, są to niezwykle trudne sprawy. Dlatego też, często jedyną opcją do rozważenia jest roszczenie do banku oparte na art. 46 Ustawy o usługach płatniczych.
adwokat Paweł Osiński – expert ds. przestępstw kryptowalutowych i prania brudnych pieniędzy
Obowiązek banku zwrotu kwoty nieautoryzowanej transakcji na podstawie art. 46 ustawy o usługach płatniczych
Przedmiotem ustawy o usługach płatniczych (zwana dalej także „Ustawą”) jest m.in. uregulowanie praw i obowiązków podmiotów dostarczających usług płatniczych czyli m.in. banków. Ustawa ta opisuje także sytuacje, gdy doszło do tzw. nieautoryzowanej transakcje płatniczej. Jedno słowo wyjaśnienia. Ustawa dotyczy tzw. instytucji płatniczych czyli podmiotów świadczących usługi transferu pieniedzy z pomocą rachunku bankowego. Najczęsciej będą to banki ale mogą to być takę instytucje płatnicze jak np. znane szeroko Revolut czy WISE. W tym artykule, dla czytelnosci tekstu zamiennie będę używał słów „bank”, „dostawca usług płatniczych” czy „instytucja płatnicza”. To nie praca doktorska, ale wpis na blogu adwokackim.
I tak, na podstawie art. 46 ustawy o usługach płatniczych, dostawca usługi płatniczejobowiązany jest dokonać zwrotu swojemu klientowi (osoba posiadająca w banku rachunek, z którego została dokonana nieautoryzowana transakcja), kwotę transakcji w sytuacji gdy posiadacz rachunku zaprzecza autoryzacji tej transakcji.
Zanim przejdziemy do wyjaśnienia, kiedy możemy mówić o sytuacji „zaprzeczenia autoryzacji”, warto zacząć od tego, że Ustawa o usługach płatniczych wprowadza istotne uprzywilejowanie konsumenta (czyli najczęściej klienta banku) wobec instytucji płatniczej. Polega to na tym, że co do zasady, w sytuacji gdy klient banku (posiadacz rachunku) zaprzecza autoryzacji transakcji, to bank obowiązany jest zwrócić kwotę takiej transakcji. Bank jest zwolniony z tego obowiązku (tj. natychmiastowego zwrotu kwoty nieautoryzowanej transakcji) jedynie w dwóch sytuacjach:
klient banku zgłosił nieautoryzowaną transakcję po upływie 13 miesięcy od jej dokonania (przedawnienie związane z upływem czasu);
dostawca usług płatniczych (bank) zawiadomił na piśmie policję lub prokuraturę, że ma uzasadnione i udokumentowane podejrzenie, że jego klient poprzez nieprawdziwe zgłoszenie i żądanie zwrotu kwoty transakcji próbuje dokonać oszustwa – w tej sytuacji obowiązek zwrotu zostaje zawieszony do czasu ustalenia przez odpowiednie organy, jak było naprawdę.
W każdym innym przypadku, gdy klient banku, poszkodowany przez działania przestępców, których efektem jest bezprawne pozyskanie z jego rachunku bankowego środków pieniężnych, zaprzecza autoryzacji takiej transakcji i domaga się zwrotu tych środków od banku, bank zobowiązany jest do niezwłocznego zwrotu tych pieniędzy. Tyle w teorii, na podstawie przepisów ustawy. A jak to wygląda w praktyce? O tym za chwilę, ale najpierw wyjaśnimy co to jest nieautoryzowana transakcja.
Czym jest nieautoryzowana transakcja
Starając się ująć sprawę zwięźle, ale i zrozumiale, autoryzacja transakcji, to bezpośrednie, osobiste udzielenie zgody na daną transakcję przez posiadacza rachunku (najczęściej klient banku czy instytucji płatniczej). Mówiąc językiem prawnym jest to tzw. oświadczenie woli. Technicznym wyrazem takiej autoryzacji (oświadczenia woli) jest tzw. czynność uwierzytelnienia czyli np. podanie numeru PIN czy potwierdzenie transakcji przez SMS.
Najczęściej w naszych codziennych transakcjach, mamy do czynienia równocześnie z autoryzacją i uwierzytelnieniem transakcji, którą dokonujemy. Inaczej mówiąc, potwierdzenie techniczne transakcji jest wyrazem naszej woli jej dokonania. Jednak, w określonych sytuacjach, szczególnie gdy mamy do czynienia z przestępstwami w intrenecie z wykorzystaniem rachunków bankowych (jak np. phising) odpowiedź na pytanie czy mamy do czynienia z autoryzacją transakcji nie jest już taka klarowna.
Są sytuacje, gdzie stan faktyczny jest niezwykle jasny, czarno-biały: przestępcy bez wiedzy i jakiegokolwiek współdziałania osoby poszkodowanej uzyskują dostęp do rachunku osoby poszkodowanej. Oczywiście, tutaj nie mamy do czynienia z transakcją autoryzowaną.
Najczęstsze są sytuacje, gdy mamy do czynienia z pewną nieuwagą i nieostrożnością posiadacza rachunku bankowego (np. klikniecie na fałszywy link przesłany przez sms, wzywający do dopłaty 1,5 zł w związku z ostatnią przesyłką kurierską czy zapłaty za zaległy rachunek za prąd itp.). W takiej sytuacji, możemy ocenić, że posiadacz rachunku bankowego, owszem, naruszył przyjęte reguły ostrożności, ale w żadnym wypadku nie możemy powiedzieć, że autoryzował on/ona, jako wyraz swojej woli, transakcje na rachunku bankowym, w wyniku których, przestępcy dokonali kradzieży.
Jednakże, mamy także do czynienia z sytuacjami jeszcze bardziej nietypowymi i zagmatwanymi, gdy ofiara takiego przestępstwa np. pod wpływem gróźb i presji przestępców, udziela np. zdalnego dostępu do swojego komputera i systemu bankowego, a przestępcy lub czasem sama ofiara sama, pod wpływem presji sprawców, uzyskuje pożyczkę w banku i przerażona możliwą odpowiedzialnością karną przekazuje pieniądze przestępcom.
Czy w tej sytuacji możemy mówić, że osoba poszkodowana świadomie dokonała autoryzacji transakcji, które były przedmiotem przestępstwa przeciwko tej osobie? Ostateczna odpowiedź w takich sytuacjach zawsze oczywiście należeć będzie do sądu, jednakże uważam, że w wielu z wyżej przedstawionych stanów faktycznych, jest bardzo wiele argumentów za tym, aby twierdzić, że osoba poszkodowana przez przestępców, klient/klientka banku, czy instytucji świadczącej usługi płatnicze, nie autoryzowała feralnej transakcji bankowej. Inaczej mówiąc, nie wyraziła świadomego i swobodnego oświadczenia woli, mimo tego, że dokonała uwierzytelnienia (potwierdzenia) transakcji płatniczej, która skutkowała przestępstwem na jej szkodę. Aczkolwiek, jeszcze raz podkreślę, wszystko zależy od danej sytuacji i okoliczności sprawy.
Co powinien zrobić bank w przypadku zgłoszenia transakcji nieautoryzowanej? Teoria i praktyka
Na postawie przytoczonych przepisów bank ma obowiązek niezwłocznie zwrócić kwotę, co do której jego klient zaprzecza autoryzacji. Zwalniają go od tego jedynie dwa wcześniej opisane wyjątki tj.:
Klient banku zgłosił nieautoryzowaną transakcję po upływie 13 miesięcy od jej dokonania (przedawnienie związane z upływem czasu);
dostawca usług płatniczych (bank) zawiadomił na piśmie policję lub prokuraturę, że ma uzasadnione i udokumentowane podejrzenie, że jego klient poprzez nieprawdziwe zgłoszenie i żądanie zwrotu kwoty transakcji próbuje dokonać oszustwa – w tej sytuacji obowiązek zwrotu zostaje zawieszony do czasu ustalenia przez odpowiednie organy, jak było naprawdę.
Potwierdzenie ww. poglądu można znaleźć m.in. w wystąpieniu Prezesa UOIK, w którym porusza on ten problem.
Jak można się domyślać, banki niechętnie realizują ten obowiązek, zasłaniając się winą klienta banku i bardzo często konieczne jest wystąpienie na drogę sądową. Zresztą UOKIK, prowadził i być może dalej prowadzi postepowanie wyjaśniające w sprawie jak banki w Polsce realizują obowiązki Ustawy w związku z nieautoryzowanymi transakcjami. Postepowanie to doprowadziło już do postawienia zarzutów 5 bankom.
Banki odmawiają wykonania ww. obowiązku powołując się na to, że do nieautoryzowanej transakcji doszło w wyniku umyślnego działania posiadacza rachunku lub w wyniku jego/jej rażącego niedbalstwa. Jednakże, takie działanie jest niezgodne z przepisami Ustawy. Prawidłowe zastosowanie przepisów Ustawy wymaga, aby bank niezwłocznie po oświadczeniu osoby poszkodowanej o tym, że w wyniku nieautoryzowanej transakcji utraciła ona środki z rachunku (I nie zachodzą dwa ww. wyjątki) zwróił jej utracone środki. Następnie, jeśli bank uważa, że do sytuacji doszło z winy tej osoby, powinien zgłosić do niej takie roszenie. W przypadku gdyby pomiędzy stronami zaistniał spór co do zwrotu tej kwoty, to powinien on być rozstrzygnięty przez sąd.
Inaczej mówiąc, bank powinien po zgłoszeniu przez osobę poszkodowaną automatycznie dokonać jej zwrotu utraconych pieniędzy (poza dwoma, wąsko ujętymi wyjątkami) i jeśli uważa, że zwrot jest jednak nienależny to powinien skierować odpowiednie żądanie. W razie potrzeby kierując sprawę do sądu.
Orzeczenia sądów w sprawach zwrotu kwoty nieautoryzowanej transakcji
Przepisy Ustawy dot. obowiązku zwrotu kwoty nieautoryzowanej transakcji, który ciąży na dostawcy usług płatniczych zostały wprowadzone do porządku prawnego stosukowo niedawno. Pojawiły się one bowiem dopiero w 2018 roku w wyniku implementacji postanowień Dyrektywy PSD2 (Payment Services Directive). Od tego czasu pojawiły się już pierwsze prawomocne orzeczenia sądów krajowych, w sprawach wszczętych przez klientów banków poszkodowanych w związku z oszustwami dokonanymi z wykorzystaniem ich rachunków bankowych.
I tak, wymienić można jako ciekawsze orzeczenia: wyrok Sądu Okręgowego w Sieradzu z dnia 28 grudnia 2022 roku, Sygn. akt. I Ca 522/22, wyrok Sądu Okręgowego w Olsztynie z dnia 28 stycznia 2022 roku, sygn. akt. V Ga 328/21 czy wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z dnia 27 października 2020 roku, sygn. akt. I C 1001/18.
Wszystkie ww. orzeczenia potwierdzały obowiązek zwrotu przez bank kwoty utraconej w wyniku nieautoryzowanej transakcji, na podstawie art. 46 Ustawy. Przy czym wszystkie wyroki dotyczyły stanów faktycznych gdzie mieliśmy do czynienia z sytuacją pewnego błędu po stronie klienta banku, który to błąd (w połączeniu z innymi okolicznościami) doprowadził następnie do utraty środków pieniężnych z rachunku bankowego. Warto zwrócić uwagę na argumentację sądów w www. sprawach, która może być pomocna przy ocenie, jak inne sądy mogą odnieść się do podobnych spraw tego typu.
Sądy w swoich wyrokach m.in. zwracały uwagę, na to, że w sytuacji, gdy autoryzacja transakcji została uzyskana poprzez doprowadzenie użytkownika bankowości elektronicznej (powoda w takich sprawch) podstępem do autoryzacji transakcji, której de facto nie chciał wykonać (np. poprzez podmianę danych faktycznych odbiorcy) to taka transakcja jest traktowana jako nieautoryzowana. Co może oznaczać, że sytuacja podstępu, ale także groźby może być przesłanka wyłączającą autoryzacje transakcji w rozumieniu Ustawy.
Taka argumentację wspierają przepisy Kodeksu Cywilnego dot. podstępu i groźby, które pozwalają na uchylenie się od skutków czynności prawnej dokonanej w wyniku podstępu czy groźby (art. 82 – 87 Kodeksu Cywilnego). Co istotne, przepisy Dyrektywy PSD2 implementowane do Ustawy o usługach płatniczych oraz przepisy samej Ustawy, w żadnej mierze nie wyłączają stosowania przepisów Kodeksu Cywilnego do spraw dot. nieautoryzowanych transakcji. Na argumentację ze wskazaniem na przepisy KC dot. podstępu powołał się m.in. Sąd Okręgowy w Olsztynie w wyroku z 28 stycznia 2022 roku.
Ponadto, sądy zwracały uwagę na fakt, że zgodnie z art. 50 ust. 2 Ustawy prawo bankowe, na bankach ciąży powinność dołożenia szczególnej staranności w zakresie prowadzenia rachunków bankowych oraz zapewnienia maksimum bezpieczeństwa dla wkładów pieniężnych i przeciwdziałania wypłaty tych środków na rzecz osób nieuprawnionych. Tymczasem, w wielu tego typu sytuacjach mamy do czynienia z działaniami banków, polegającymi na braku odpowiedniej reakcji na działania dokonywane na kontach bankowych takie jak np. przelewy w krótkim czasie znacznych kwot na konto giełdy kryptowalutowej czy przelew na konto osoby za granicą, całości kwoty uzyskanej tego samego dnia pożyczki…
Jaskrawym przykładem takiej praktyki banków jest – opisywany przez UOKUK w swoim stanowisku – przypadek 72-letniej emerytki. W tym zdarzeniu, oszust uzyskał dostęp do danych uwierzytelniających i wyprowadził z konta emerytki 170 tys. zł oszczędności oraz zaciągnął kredyt na 80 tys. zł. Zdaniem UOKiK: „bank bezrefleksyjnie zmienił walutę i przelał pieniądze za granicę, doliczając do każdego przelewu opłatę za szybkość realizacji transakcji oraz udzielił wysokiej pożyczki osobie, która ma niską emeryturę, a w całej dotychczasowej historii konta preferowała bezpieczne inwestycje. Instytucja finansowa nie zareagowała nawet w chwili, gdy oszust podszywając się pod emerytkę zmienił jej stan cywilny z mężatki na wdowę, żeby nie była potrzebna zgoda męża do zaciągnięcia kredytu”. Bank, rzecz jasna, nie zwrócił środków poszkodowanej na jej żądanie na podstawie art. 46 Ustawy. Stojąc na stanowisku, że winę za zaistniałą sytuację ponosi emerytka.
Podsumowując, można stwierdzić, po zapoznaniu się z orzeczeniami sądowymi w tego typu sprawach, że sądy wykazują tendencję do stawania po stronie konsumentów, klientów instytucji płatniczych. Zwalniając ich, przynajmniej w sprawach, które zostały skierowane do sądu, z odpowiedzialności za nieautoryzowane transakcje i nakazując zwrot utraconych środków pieniężnych instytucjom płatniczym (bankom).
Wnioski dla osób poszkodowanych
Z moich doświadczeń wynika, że zastosowanie art. 46 Ustawy może być najbardziej sensownym środkiem odzyskania utraconych pieniędzy przez ofiary przestępstw z wykorzystaniem rachunków bankowych. Biorąc jednak pod uwagę stanowisko banków w tym zakresie należy spodziewać się znaczącego oporu prawnego z ich strony i konieczności skierowania sprawy do sądu. Podkreślić jeszcze raz należy, że wszystko zależy jednak od danej sprawy i stanu faktycznego – nieraz dość skomplikowanego – oraz na koniec, od oceny sądu w tym zakresie.
Pamiętać także trzeba, że nawet wygrana posiadacza rachunku płatniczego w sprawie o zwrot kwoty nieautoryzowanej transakcji, nie wyklucza roszczenia instytucji płatniczej o zwrot takiej kwoty na podstawie art. 46 ust 3 Ustawy.
W praktyce jednak, w przypadku wygrania pierwszej sprawy (czyli klienta instytucji płatniczej przeciwko tej instytucji) bank może odstąpić od występowania z takim roszczeniem zwrotnym do swojego klienta, zdając sobie sprawę z tego, że szanse na jego pozytywne rozstrzygniecie są wątpliwe, a to z tego powodu, że te same okoliczności zostały już raz przez inny sąd ocenione na korzyść klienta banku. Znowu, wszystko jednak zależy od okoliczności danej sprawy oraz od oceny sądu czy też mówiąc konkretnego sędziego.
Niewątpliwe jednak, ww. podstawa prawna daje jakieś szanse na odzyskanie utraconych środków i uporządkowanie swojej sytuacji finansowej i życiowej. Często bowiem jest tak, że ofiarami takich przestępstw są osoby o niskich przychodach i bez majątku, które w skutek nieostrożności i nieuwagi ale także pod presją i groźbami niezwykle bezwzględnie działających przestępców, biorą pożyczki w banku. Takie osoby oceniając swoją sytuację oraz możliwe roszczenia wobec banku (oraz ew. roszczenia zwrotne banku), powinny także rozważyć wniosek o upadłość konsumencką, która właśnie jest m.in po to aby osobom, którym zdarzył się w życiu błąd rujnujący ich sytuację finansową, umożliwić uporządkowanie swojej sytuacji prawnej i nowy start. Jest to z korzyścią nie tylko dla takie osoby ale także dla jej wierzycieli oraz społeczeństwa.
Paweł Osiński
Adwokat specjalizujący się w sprawach dot. przestępczości internetowej, oszustw kryptowalutowych oraz prania brudnych pieniędzy.
Wyrażam najszczersze ubolewanie za wykorzystanie, na forum publicznym w stosunku do argumentacji pełnomocnika Zakładu, sformułowania „obóz pracy”. Słowa te mogły naruszyć dobre imię i wizerunek Zakładu, co nigdy nie było moją intencją.
Zakład Ubezpieczeń Społecznych wyraził zastrzeżenie co do użytego przeze mnie na sali sądowej oraz we wpisie na mojej stronie internetowej z dnia 24 sierpnia 2022 roku, sformułowania, gdzie w ramach polemiki oraz zajęcia stanowiska w sprawie o istotnym znaczeniu publicznym, użyłem słów „obóz pracy”. W związku z powyższym, chciałbym wyrazić ubolewanie za wykorzystanie, tego sformułowania.
Opisana w tym wpisie sprawa została prawomocnie zakończona wyrokiem sądu z sierpnia tego roku. Dotyczyła ona sytuacji jaka miała miejsce w jednym z państwowych urzędów, mającego siedzibę w Warszawie.
Postepowanie w tej sprawie, zainicjowane prywatnym aktem oskarżenia, argumenty obydwu stron oraz wyroki sądów w obydwu instancjach, są moim zdaniem doskonałą okazją, aby w zrozumiałych słowach przybliżyć czym jest przestępstwo zniesławienia opisane w art. 212 kodeksu karnego, czym jest prywatny akt oskarżenia oraz kiedy warto rozważyć jego złożenie gdy mówimy o zniesławieniu w miejscu pracy.
Sprawa ta jest także dobrą sposobnością, aby zwięźle wskazać dlaczego, zamiast roszczenia o zadośćuczynienie z powodu mobbingu, warto rozważyć prywatny akt oskarżenia zarzucający zniesławienie.
Stan faktyczny
W jednym z urzędów administracji państwowej zlokalizowanym w Warszawie, podczas wewnętrznego spotkania, osoba pełniąca funkcje kierownicze w tej instytucji (nazwijmy ją dalej „przełożonym”), wypowiedziała słowa o tym, że wobec jednej z urzędniczek pracujących w ww. instytucji (nazwijmy ją dalej „pokrzywdzoną” lub „oskarżycielką”), toczy się postępowanie karne. Osoba, której dotyczyły te słowa, nie uczestniczyła w ww. spotkaniu, ale wypowiedź ta dotarła do niej i wywołała głębokie poczucie krzywdy, poniżenia w oczach kolegów i koleżanek w miejscu pracy oraz poczucie niesprawiedliwości. Przede wszystkim dlatego, że autorem tej wypowiedzi była osoba będąca wobec niej przełożonym, która kierowała pracami tej instytucji, która miała pełną wiedzę o tym, co w ww. urzędzie się dzieje i przede wszystkim dlatego, że żadnego postępowania karnego wobec pokrzywdzonej nie było i nie ma.
W rezultacie, złożony został do sądu prywatny akt oskarżenia, w którym pokrzywdzona, działająca w charakterze oskarżycielki prywatnej domagała się ukarania przełożonego za dokonane zniesławienie, zasądzenia nawiązki, podania wyroku skazującego do publicznej wiadomości oraz przeproszenia pokrzywdzonej.
W tym miejscu zatrzymajmy się na chwilę i wyjaśnijmy czym jest przestępstwo zniesławienia oraz czym jest i kiedy składa się prywatny akt oskarżenia.
adwokat Paweł Osiński – zniesławienie z art. 212 k.k., prywatny akt oskarżenia, warunkowe umorzenie postępowania karnego
Przestępstwo zniesławienia
Przestępstwo zniesławienia, zgodnie z opisem tego czynu zabronionego zawartym w art. 212 § 1 k.k. polega na zachowaniu gdy ktoś pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub działalności.
Innymi słowy, przestępstwo pomówienia to sytuacja, gdy ktoś rozgłasza o innej osobie (także osobie prawnej jak np. o spółce czy fundacji) takie informacje, które mogą poniżyć ją w oczach opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania społecznego potrzebnego w życiu zawodowym czy po prostu w działalności prowadzonej przez osobę poszkodowaną.
Przedmiotem ochrony wynikającej z normy zawartej w art. 212 k.k. jest godność człowieka, jego dobre imię i związane z tym pozytywne wyobrażenie o nim. Co, jak chyba każdy się zgodzi, jest dobrem i wartością, która jest niezwykle istotna dla każdego człowieka (zarówno w aspekcie życia prywatnego jak i zawodowego) i które każdy człowiek ma prawo chronić.
W odniesieniu do przestępstwa zniesławienia, warto zapamiętać parę istotnych cech charakterystycznych dla tego czynu zabronionego, które mają znaczenie dla oceny czy dana osoba swoim zachowaniem popełniła ten występek. Cech (w języku prawnym – znamion czynu zabronionego), które były już przedmiotem rozważań w licznych orzeczeniach sądów, w tym Sądu Najwyższego:
Przestępstwo określone w art. 212 k.k. ma charakter powszechny, co oznacza, że każdy może być jego sprawca. Także osoba pełniąca funkcję publiczną.
Termin „pomawiać”, który pojawia się w treści art. 212 k.k. należy rozumieć jako „bezpodstawniezarzucić coś komuś, oskarżyć kogoś o coś” (definicja za Słownikiem Języka Polskiego). W typowej sytuacji będzie to oczywiście zarzucanie komuś czego nieprawdziwego, niezgodnego z faktami, ale możliwa jest także odpowiedzialność za zniesławienie, gdy informacja podana przez sprawcę tego przestępstwa jest zgodna z faktami.
Kluczowe dla rozważania odpowiedzialności za zniesławienie, jest wyjście od tego, że przepis ten chroni tak fundamentalną wartość człowieka, jak jego dobre imię i poczucie godności. Nawet wykonywanie zajęcia społecznie nie akceptowanego (jak np. prostytucja) nie pozbawia człowieka prawa do szacunku i ochrony jego dobrego imienia. Zatem w pierwszej kolejności należy rozważyć czy wypowiedź będąca przedmiotem oceny z perspektywy art. 212 k.k. ma w sobie treść, która może naruszyć dobre imię określanej osoby, jej godność i zaufanie do niej.
O tym, czy dana wypowiedź ma charakter zniesławiający, decyduje nie subiektywny odbiór osoby pokrzywdzonej ale ocena zobiektywizowana, dokonana przez sąd. Ocena oparta na pewnej sumie ocen społecznych i zasadach racjonalnego myślenia, które powinny być znane sądowi. Innymi słowy, sąd powinien postawić się w miejscu przeciętnego obywatela kraju, człowieka, odbiorcy badanej wypowiedzi, reprezentującego przeciętny system wartości społecznych funkcjonujących w Polsce (także w danym miejscu pracy, w danym środowisku) i odpowiedzieć sobie na pytanie czy w tych okolicznościach, badana wypowiedź może naruszyć dobre imię i godność osoby pokrzywdzonej.
Pomówienie może być wyrażone w jakikolwiek sposób, zdolny do uzewnętrznienia myśli sprawcy i przekazania ich innym osobom. Może nastąpić zatem nie tylko ustnie, ale także pismem, drukiem, wizerunkiem lub karykaturą, może uzewnętrznić się gestem (np. znaczące oklaskiwanie mówcy w chwili, gdy ten podnosi hańbiący zarzut przeciw innej osobie), mimiką (np. ironiczny grymas, gdy ktoś mówi o nieskazitelnej uczciwości innej osoby)”. Nie chodzi zatem jedynie o zarzut wyrażony w formie ustnej, lecz także przy wykorzystaniu rozmaitych środków przekazu informacji, np. wizerunku, utworu artystycznego. Wypowiedź o charakterze zniesławiającym może przybrać także postać anegdoty. Dodam jednak, że w praktyce wygranie sprawy o zniesławienie gestem czy mimika może być nie lada prawnym wyzwaniem.
Artykuł 212 k.k. nie wprowadza wymogu, aby pomówienie miało charakter publiczny. O popełnieniu pomówienia decyduje wynikająca z niego możliwość poniżenia pokrzywdzonego w opinii publicznej lub narażenia go na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności. Chodzi o zatem o samą sytuację wystąpienia zagrożenia dla dobrego imienia osoby poniżonej a nie o to, że taka szkoda faktycznie nastąpiła.
Logiczną konsekwencją ww. zasady jest to, że dla bytu przestępstwa zniesławienia nie ma znaczenia, czy odbiorca informacji zawierających treści pomawiające przekaże je następnie innym osobom. Podniesienie zarzutu zniesławiającego w kręgu osób, co do których sprawca jest pewien, że nie przekażą go dalej, nie wyłącza odpowiedzialności karnej za zniesławienie.
Przekazywanie wypowiedzi innych osób na zasadzie cytatu cudzej wypowiedzi (np. „Mówi się, że…”; „X stwierdził, że…”), nie wyłącza odpowiedzialności karnej za zniesławienie. Odpowiedzialność karna za pomówienie wchodzi w rachubę w sytuacji, gdy pod pozorem cytowania cudzej wypowiedzi wyrażany jest własny pogląd. Nie mamy natomiast do czynienia z karalnym pomówieniem, gdy osoba cytująca wypowiedź zniesławiającą „wyraźnie i rzeczywiście dystansuje się od niej lub wręcz przytacza ją po to, by następnie zwalczyć zawarty w niej pogląd”.
Warto także zwrócić uwagę, że na gruncie 212 k.k. zarzut pomówienia musi dotyczyć określonych faktów, nie zaś ograniczać się wyłącznie do opinii.
Sformułowanie zarzutu w postaci opinii nie realizuje znamion karalnego zniesławienia, może zaś ewentualnie stanowić podstawę odpowiedzialności karnej za zniewagę z art. 216 k.k. Podmiot, który uzna, że wypowiedź ocenna narusza jego dobra osobiste, ma także możliwość skorzystania z ochrony realizowanej na gruncie prawa cywilnego. Trzeba mieć jednak świadomość, że w wymiarze praktycznym nie jest zazwyczaj łatwo oddzielić wypowiedzi ocenne od wypowiedzi o faktach. Te pierwsze bowiem z reguły formułowane są na tle określonego stanu faktycznego.
Zniesławienie należy do przestępstw umyślnych, co oznacza, że można popełnić zarówno w zamiarze bezpośrednim (dolus directus), jak i wynikowym (dolus eventualis). Innymi słowy, sprawca tego czynu zabronionego musi mieć zatem świadomość tego, że jego wypowiedź zawiera zarzut zniesławiający pod adresem innej osoby i chcieć podmiot pomawiany poniżyć lub spowodować utratę przez niego zaufania bądź też na to się godzić.
Odpowiedzialność urzędników administracji publicznej za zniesławienie popełnione w związku z pełnioną funkcją
Ciekawym zagadnieniem jest kwestia odpowiedzialności funkcjonariusza publicznego czy też urzędnika za wypowiedzi związane z jego zakresem obowiązków. Przykładem mogą być opinie służbowe przełożonego o podwładnym czy np. opinie pracownika opieki społecznej o tym czy dana rodzina posiada kwalifikacja aby zajmować się dziećmi i posiadać prawa opiekuńcze.
Przyjmuje się w orzecznictwie, że formułowanie krytycznych ocen dotyczących postępowania lub właściwości innego podmiotu, realizowanych w ramach prawnego obowiązku bądź też prawnego uprawnienia do wyrażania takiej oceny, nie stanowi zniesławienia w rozumienia art. 212 k.k.. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że chodzi jedynie o oceny, a nie stwierdzenia faktów. Jeśli zatem w opinii znajdą się te ostatnie elementy i okażą się niezgodne z rzeczywistością, wówczas nie jest wykluczona odpowiedzialność karna z art. 212 k.k. Podobnie w sytuacji, gdy oceny wydawane przez urzędnika wyrażane są w sposób nie adekwatny do prawnej podstawy, z której wynika obowiązek wydania takiej oceny lub w sposób wykraczający poza ramy rzeczowego, urzędowego języka.
W sprawie opisanej w tym wpisie mamy co prawda do czynienia z pomówieniem popełnionym przez przełożonego wobec osoby podległej mu służbowo, ale po pierwsze, postepowanie sądowe potwierdziło, że jego wypowiedź była niezgodna z faktami, a poza tym, nie nastąpiła ona w wyniku realizacji obowiązku służbowego do przekazywania tego rodzaju wypowiedzi czy opinii. Zatem o wyłączeniu odpowiedzialności nie mogło być mowy.
Jakie kary grożą za zniesławienie
Przestępstwo zniesławienia opisane w art. 212 k.k. wiąże się z zagrożeniem karą grzywny lub ograniczenia wolności. Popełnienie zniesławienia w formie kwalifikowanej, za pomocą środków masowego komunikowania na podstawie art. 212 § 2 k.k. wiąże się dodatkowo z zagrożeniem karą pozbawienia wolności do roku. W razie wydania wyroku skazującego, sąd ma możliwość także orzeczenia nawiązki oraz zadośćuczynienia krzywdzie osoby poszkodowanej.
Co istotne jednak, sąd wydający wyrok w takiej sprawie ma możliwość, w sytuacji gdy sprawca nadużył przy popełnieniu przestępstwa stanowiska lub wykonywanego zawodu albo okazał, że dalsze zajmowanie stanowiska lub wykonywanie zawodu zagraża istotnym dobrom chronionym prawem, na podstawie art. 41 § 1 k.k. orzec zakaz zajmowania określonego stanowiska na okres od roku do 15 lat. Tak dotkliwy środek karny za zniesławienie związane z pełnioną funkcją, niewątpliwie mógłby mieć zastosowanie do zniesławienia o znacznym stopniu szkodliwości społecznej. Jednakże, już sam fakt, że istnieje możliwość takiej sankcji powinien dać sporo do myślenia osobom pełniącym funkcje kierownicze w instytucjach administracji publicznej i samorządowej, a posiadającym lekki stosunek do faktów i do pojęcia szacunku do podwładnych.
Przedawnienia przestępstwa zniesławienia
Przedawnienie karalności przestępstwa zniesławienia następuje z upływem 1 roku od czasu, gdy pokrzywdzony dowiedział się o osobie sprawcy przestępstwa, nie później jednak niż z upływem 3 lat od czasu jego popełnienia (art. 101 § 2 k.k.). W sytuacji jednak, gdy w tym okresie zostało wszczęte postępowanie karne, przedawnienie karalności przestępstwa zniesławienia następuje z upływem 5 lat od zakończenia tego okresu.
Rodzaje przestępstw wg. tryby ścigania: z urzędu, na wniosek i z prywatnego aktu oskarżenia
Dla pełnego zrozumienia czym jest prywatny akt oskarżenia i dlaczego niektóre przestępstwa wymagają dla ich ścigania inicjatywy pokrzywdzonego w takiej formie, trzeba tutaj w skrócie wyjaśnić zasady ścigania przestępstw w polskich systemie prawa karnego. Dominującą zasadą jest, że przestępstwa opisane w kodeksie karnym (czy też znajdujące się w innych aktach prawnych) podlegają ściganiu przez powołane do tego organy państwa, gdy tylko uzyskają one o fakcie jego popełnienia informację (np. telefon od świadka czy artykuł w prasie). Działają one w takich sytuacjach „z urzędu” samodzielnie prowadząc postepowanie, decydując o jego kontynuacji czy umorzeniu oraz o tym, komu i jakie zarzuty postawić. Te przestępstwa nazywamy, przestępstwami „ściganymi z urzędu”.
Pewną ich odmianą, są przestępstwa „ścigane na wniosek”. W ich przypadku, organy ścigania, aby rozpocząć działania wymagają wniosku osoby pokrzywdzonej. Tak jest w przypadku np. stalkingu (art. 190a k.k.), naruszenia intymności seksualnej (art. 191a k.k) czy gróźb karalnych (art. 190 k.k.). Wnioskiem, może być złożone do protokołu na policji zdanie: „wnoszę o ściganie przestępstwa na moją szkodę popełnionego przez …”. Po założeniu takiego wniosku, organy ścigania działaję dalej już z własniej inicjatywy, tak jak w przypadku przestępstw ściganych z urzędu.
Ostatnią kategorią są interesujące nas przestępstwa, wymagające prywatnego aktu oskarżenia, tzw. przestępstwa „prywatnoskargowe”. W tych sprawach, zainicjowanie postępowania karnego wymaga złożenia do sądu przez osobę pokrzywdzoną prywatnego aktu oskarżenia, czyli dokumentu, który podobnie jak akt oskarżenia przygotowany przez prokuraturę, zawierać będzie wskazanie kto popełnił dany czyn zabroniony, opis zdarzenia, wskazanie dowodów, oraz oczywiście określenia jakiej kary domaga się pokrzywdzona osoba.
To rozróżnienie na poszczególne kategorie przestępstw, które dla ich ścigania wymagają określonych, odmiennych działań pokrzywdzonego, uzasadnione jest tym, że te ścigane z urzędu są, w ocenie ustawodawcy, najbardziej szkodliwe społecznie, i dlatego wymagają reakcji z urzędu. Pozostałe kategorie, nie są, zdaniem ustawodawcy, aż tak szkodliwe społecznie (lub są popełnione pomiędzy osobami bliskimi, powiązanymi więzami emocjonalnymi) i dlatego, organy wymiaru sprawiedliwości czekają na inicjatywę osoby pokrzywdzonej. Wniosek o ściganie lub prywatny akt oskarżenia jest właśnie przejawem takiej inicjatywy.
Prywatny akt oskarżenia
Prywatny akt oskarżenia zgodnie z art. 487 k.p.k. nie jest skomplikowanym dokumentem, gdyż wystarczy, że zawierał będzie:
oznaczenie osoby oskarżonego,
opis zarzucanego mu czynu,
wskazania dowodów, na których opiera się oskarżenie.
W praktyce jednak, wskazane jest, gdy już składamy taki dokument – a już na pewno gdy robimy to z pomocą profesjonalnego pełnomocnika – jego staranne przygotowanie. Tak, aby sąd od razu po jego przeczytaniu miał jasność: kto, przeciwko komu, w związku z jakimi zdarzeniami i na podstawie jakich dowodów, inicjuje postępowanie karne oraz czego się domaga.
Taki profesjonalnie przygotowany akt oskarżenia powinien być nie tylko dla strony oskarżającej ale także i dla sądu czytelnym drogowskazem czego strona skarżąca się domaga i w którym kierunku należy postępowanie dowodowe prowadzić. Z kolei dla strony oskarżanej, profesjonalnie przygotowany akt oskarżenia powinien być sygnałem, że po drugiej stronie jest ktoś zdeterminowany, kto poważnie traktuje wytoczone zarzuty. Co z kolei, może skłonić stronę oskarżoną do rozważenia, czy nie warto może zakończyć tej sprawy ugodą…
W postepowaniu zainicjowanym prywatnym aktem oskarżenia, policja – na polecenie sądu – może zostać zobowiązana do dokonania określonych czynności dowodowych. W praktyce jednak, rola takich czynności zlecanych Policji w tego typu sprawach nie jest istotna. Postepowanie w sprawach z oskarżenia prywatnego uregulowane jest w kodeksie postępowania karnego w art. 485 – 499. Przepisy te zawierają, oprócz odesłania do postępowania zwyczajnego w k.p.k., także tak osobliwe przepisy, jak możliwość wniesienia tzw. wzajemnego aktu oskarżenia czy możliwość przyłączenia się prokuratora do postępowania.
Wyrok sądu I instancji
W pierwszej instancji, Sąd Rejonowy w Warszawie, uniewinnił oskarżonego. Przyznać należy, że nie tyle sam wyrok był najbardziej zaskakujący ale jego motywy i sposób podejścia sądu do materiału dowodowego.
Szczególnie mocno nieprzekonująco zabrzmiała argumentacja sądu, która zmierzał do wykazania, że nawet jeśliby przyjąć, że oskarżony wypowiedział słowa o postępowaniu karnym, to nie została spełniona przesłanka tego czynu zabronionego tj. że jego wypowiedź naruszyła zaufanie niezbędne w miejscu pracy pokrzywdzonej. Ponieważ, jak argumentował sąd, oskarżony, który jest przełożonym pokrzywdzonej, nie mógł narazić oskarżonej na utratę zaufania potrzebnego do zajmowanie jej stanowiska, ponieważ… to on sformułował wypowiedź, która w jej ocenie wywołała jej zniesławienie.
Innymi słowy sąd stanął chyba na stanowisku, że zaufanie i szacunek w miejscu pracy są potrzebne tylko w relacji podwładny – przełożony, ale już nie w relacji poziomej, w stosunku do pozostałych osób w danym miejscu pracy, koleżanek i kolegów, niezależnie w jakiej relacji służbowej do tych osób jesteśmy. Sąd najwyraźnoiej przyjął, ja przynajmniej innej interpretacji nie widzę, że pracodawca może zniesławić podwładnego i w rezultacie naruszyć do niego zaufanie, ale gdy sam twierdzi, że nie zniesławił i że on w związku z tą wypowiedzią zaufania nie stracił, to nie można mu czynić z tego zarzutu, gdyż w końcu, tylko przełożony ma mieć do pokrzywdzonej zaufanie.
To oczywiście niezwykle zaskakująca wizja relacji jakie powinny funkcjonować w miejscu pracy oraz tego jaką wartością są szacunek i zaufanie do drugiego człowieka w relacjach zawodowych. Szczególnie, że mówimy o sprawie, która rozgrywała się w instytucji państwowej.
Wyrok sądu odwoławczego
Po złożonej apelacji, i uzupełniających przesłuchaniach dodatkowych świadków, sąd odwoławczy wydał wyrok, uznający oskarżonego winnym popełnienia zniesławienia, warunkowo umarzający postepowanie karne na okres 1 roku i prawomocne kończący sprawę. Sąd, w zasadzie całkowicie, potwierdził zarzut postawiony w akcie oskarżenia oraz przedstawioną w uzasadnieniu argumentację oraz trafnie identyfikując błędy sądu I instacji zmienił jego wyrok z uniewinnienia na warunkowe umorzenie postepowania
Czy taki wyrok nie narusza zasady ne peius czyli zasady, która zakazuje skazania oskarżonego w drugie instancji gdy został on uniewinniony w I instancji? No i czym jest warunkowe umorzenie postepowania karnego?
Zgodnie z treścią art. 454 §1 k.p.k. sąd odwoławczy – w postepowaniu apelacyjnym – nie może wydać wyroku skazującego wobec oskarżonego, który w pierwszej instancji został uniewinniony lub wobec którego w pierwszej instancji umorzono postpowania karne. Ww. dyspozycja będąca wyrazem zasady ne peius (łac. nie gorzej) zakazuje sądowi apelacyjnemu pogorszenie sytuacji oskarżonego (czyli jego skazania), który został uniewinniony (lub umorzono postepowanie) w I instancji. Uzasadnieniem tej zasady jest uniknięcie sytuacji gdy oskarżony jest skazany po raz pierwszy w II instancji. Takie skazanie może wciąż w danym postępowaniu karnym nastąpić, ale dopiero gdy w wyniku skutecznej apelacji sąd apelacyjny skieruje sprawę ponownie do rozpatrzenia do sądu I instancji.
Co jednak kluczowe, z treści art. 454 § 1 k.p.k. nie wynika zakaz wydania wyroku warunkowo umarzającego postepowanie karnego wobec oskarżonego ponieważ, takie orzeczenie nie jest wyrokiem skazującym. Co więcej, w obecnym brzmieniu przepisów k.p.k. a w szczególności, art. 437 § 2 k.p.k., sąd rozpatrujący apelację nie musi sięgać po tzw. wyrok kasatoryjny, gdy widzi potrzebę zmiany wyroku (czyli uwzględnienie apelacji i odsłanie sprawy do ponownego rozpatrzenia) ale może sam rozstrzygnąć sprawę, gdy widzi przesłanki do umorzenia postępowania lub warunkowego umorzenia postepowania karnego. Tak jak w przedmiotowej sprawie.
Warunkowe umorzenie postępowania
Czym zatem jest zatem warunkowe umorzenie postepowania? Jest to środek probacyjny polegający na zaniechaniu karania i poddaniu sprawcy popełnienia przestępstwa próbie.
Warunkowe umorzenie postepowania karnego uregulowane jest w kodeksie karnym w art. 66-84. Co do zasady, sąd może warunkowo umorzyć postępowanie karne, jeżeli spełnione są następujące przesłanki:
wina i społeczna szkodliwość czynu nie są znaczne,
okoliczności jego popełnienia nie budzą wątpliwości,
postawa sprawcy niekaranego za przestępstwo umyślne, jego właściwości i warunki osobiste oraz dotychczasowy sposób życia uzasadniają przypuszczenie, że pomimo umorzenia postępowania będzie przestrzegał porządku prawnego, w szczególności nie popełni przestępstwa.
warunkowego umorzenia nie stosuje się do sprawcy przestępstwa zagrożonego karą przekraczającą 5 lat pozbawienia wolności (przesłanka negatywna).
Patrząc od strony praktycznej, gdy mamy do czynienia z wyrokiem umarzającym warunkowo postepowanie karne warto pamiętać o następujących konsekwencjach takiego wyroku:
nie jest to wyrok skazujący zatem wobec osoby, co do której taki wyrok zapadł nie można twierdzić, ze została skazana czy też karana,
Podstawą zastosowania warunkowego umorzenia postępowania musi być ustalenie wszystkich przesłanek odpowiedzialności karnej. Zatem taki wyrok oznacza przypisanie oskarżonemu popełnienia przestępstwa.
Przełożony z wyrokiem warunkowego umorzenia postępowania karnego – konsekwencje prawne
Sytuacja gdy przełożony pracownika, w instytucji państwowej, jest uznany za winnego popełnienia przestępstwa jest niewątpliwie sytuacją wyjątkową. A już w szczególności niecodzienna jest sytuacja wydania wyroku warunkowo umarzającego postępowanie, który co prawda, nie jest „skazaniem”, ale jest potwierdzeniem winy i faktu popełnienia czynu zabronionego. Jakie więc mogą być konsekwencje takiej sytuacji?
Bardzo często, przepisy ustawowe regulujące funkcjonowanie danej instytucji czy zawodu wskazują nam co dzieje się w tego typu sytuacji. Znajdują się w nich zwykle przepisy wyraźnie wskazujące, że dla pełnienia określonej funkcji potrzebne jest np. zaświadczenie o niekaralności lub posiadania nieskazitelnego charakteru.
Jednakże, nawet brak wyraźnych przepisów ustawowych, nie oznacza, że przełożony z wyrokiem może dalej spokojnie pełnić swoje zadania. Tym bardziej, że mówimy tutaj o popełnieniu czynu zabronionego w miejscu pracy. W obecności osób tam zatrudnionych i przeciwko osobie będącej tam pracującej.
Przełożony – czyli osoba sprawujące funkcje kierownicze – jest także zatrudniony w danej instytucji państwowej i w związku z tym, ponosi również odpowiedzialność porządkową i dyscyplinarną za naruszenie obowiązków pracowniczych w miejscu pracy. Obowiązek szanowania swoich podwładnych czy koleżanek i kolegów w miejscu pracy, którego odzwierciedleniem jest norma prawna zakazująca zniesławiania wyrażona w art. 212 k.k. jest oczywisty i wynika również z Kodeksu Pracy. Bardzo często podstawy dla takiej odpowiedzialności można znaleźć także w Kodeksie Etyki, przyjętym w danej instytucji A obecnie jest już standardem, że każda instytycja państwowa posiada swój własny Kodeks Ektyki.
Odpowiedzialność dyscyplinarna wchodzi w grę tylko, gdy przepisy ustawowe przewidują ją dla danego zawodu czy danej instytucji. Jednak, nawet jeśli brak jest podstaw do odpowiedzialności, to w Kodeksie Pracy są przepisy, które wyraźnie nakazują pracodawcy rozważyć sytuację gdy pracownik narusza przepisy prawa. Takim przepisem jest np. art. 52 § 1 ust 2. Kodeksu Pracy, który stanowi, że pracodawca może rozwiązać umowę o pracę bez wypowiedzenia, z winy pracownika, w razie popełnienia przez pracownika w czasie trwania umowy, przestępstwa (stwierdzonego prawomocnym wyrokiem), które uniemożliwia dalsze zatrudnienia go na zajmowanym stanowisku.
Ocena, czy przesłanki art. 52 k.p. zostały spełnione należy za każdym razem do pracodawcy, po rozważaniu wszystkich okoliczności danej sprawy. Jednakże taki pracodawca powinien mieć świadomość, że brak jakiegokolwiek działania, tzw. zamiecenie sprawy pod dywan czy po prostu błędna ocena, może w pewnych okolicznościach, spowodować odpowiedzialność odszkodowawczą czy nawet karno-prawną pracodawcy.
Dlaczego proces karny o zniesławienie zamiast pozwu o mobbing?
Dlatego, że roszczenia o odszkodowanie czy zadośćuczynienie z powodu mobbingu są w praktyce, w Polsce, niezwykle rzadkie (w stosunku do realnej skali zjawiska). Jjeszcze rzadziej kończą się satysfakcjonującą wygraną. Wynika to przede wszystkim z kodeksowej konstrukcji tych roszczeń i przesłanek jakie należy wykazać, aby taką sprawę przede sądem wygrać. W szczególności, przesłanka uporczywości i długotrwałości jest niezwykle trudną przeszkodą do wykazania w realiach procesu.
Dlatego, bardzo często zamiast występować z roszczeniem o mobbing, warto rozważyć pozew cywilny o naruszenie dóbr osobistych w miejscu pracy lub właśnie prywatny akt oskarżenia. Jest tak dlatego, że definicja mobbingu w Kodeksie Pracy zawiera w sobie działania pracodawcy „powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika”. Co jak już wiemy, może stanowić przedmiot przestępstwa zniesławienia (oczywiście wszystko zależy od danego stanu prawnego). Różnica w stosunku do mobbingu jest taka, że występując z oskarżeniem o zniesławienie z art. 212 k.k., wystarczy, że wskażemy jedną wypowiedź sprawcy, która narusza naszą godność w miejscu pracy, aby uzyskać wyrok potwierdzający popełnienie tego przestępstwa. Co może dać do myślenia sprawcy ww. czynu, ze względu na dalsze konsekwencje jakie mogą go spotkać. Nam zaś może przynieść poczucie sprawiedliwości i przywrócić, jakże ważne, poczucie własnej wartości i szacunku w oczach swoich, ale także w oczach kolegów i koleżanek w miejscu pracy.
Po paru długich latach prac, które rozpoczęły się jeszcze w 2016 roku, Sejm przyjął 26 stycznia 2023 roku, ustawę o Fundacji Rodzinnej. Kształt ustawy jest wynikiem intensywnych konsultacji i analiz porównawczych, w trakcie których przedsiębiorcy i prawnicy mogli się zapoznać z treścią nowych przepisów. Ustawa została podpisana przez Prezydenta, ogłoszona 21 lutego br. i zgodnie z jej przepisami wprowadzającymi, wchodzi ona w życie, w ciągu 3 miesięcy od daty jej ogłoszenia.
Prace nad stworzeniem ram prawnych dla fundacji rodzinnej w Polsce, były odpowiedzią ustawodawcy na problem sukcesji przedsiębiorstw w Polsce, które w większości są przedsiębiorstwami rodzinnymi. Aby zrozumieć, przed jakimi pytaniami i dylematami stoją obecnie założyciele tych przedsiębiorstw, w związku z ich rozwojem oraz upływającym czasem, zróbmy na chwile krok wstecz do historii.
Przyjmijmy tutaj, że typowa historia rozwoju takiego przedsiębiorstwa rodzinnego – w pewnym oczywiście uproszczeniu – wyglądała tak:
Przedsiębiorstwo założone na przełomie lat 80 i 90-tych (1989 rok, upadek systemu komunistycznego, tzw. „Ustawa Wilczka” oraz reformy Leszka Balcerowicza ) przez ówczesnych trzydziesto- lub czterdziesto-latków.
Przedsiębiorstwo rozbudowane i kontynuowane do teraz, często już w skali przekraczającej ramy „rodzinnej firmy”.
W przedsiębiorstwo angażują się następne pokolenia: dzieci założycieli, a nawet ich wnuki (trzy pokolenia).
Założyciele przedsiębiorstwa obecnie maja ok. 60-70 lat i rozważają uporządkowane wycofanie się z aktywnego zarządzania przedsiębiorstwem.
W takim właśnie kontekście historycznym oraz społecznym, pojawia się pytanie: co dalej z przedsiębiorstwem? Odpowiedź bynajmniej nie jest prosta, gdyż w grę wchodzą tutaj oczywiste różnice doświadczeń życiowych, celów, podejścia do biznesu, ale i do życia, pomiędzy ww. trzema pokoleniami, zaangażowanymi w przedsiębiorstwo. Inne jest przecież podejście osoby, która kształtowała się w schyłkowym systemie komunistycznym (stan wojenny) od osoby wychowanej i ukształtowanej całkowicie w systemie wolnorynkowym, demokratycznym.
Fundacja rodzinna – jako koncepcja specyficznej osoby prawnej – jest odpowiedzią na wyzwania związane z ww. różnicami pokoleniowymi, jakie możemy napotkać w procesie sukcesji przedsiębiorstwa. Jest to rozwiązanie prawne, którego celem jest umożliwienie osobom zaanagażowanym w dane przedsiębiorstwo rodzinne, które mierzą się z wyżej opisanymi problemami, zapewnienie ciągłości przedsiębiorstwa. Pytanie tylko, czy nowo wprowadzona w Polsce instytucja fundacji rodzinnej może być właściwym remedium na przedstawione wyzwania?
adwokat Paweł Osiński – komentarz do Ustawy o Fundacji Rodzinnej w Polsce
Fundacja rodzinna na świecie
Polski ustawodawca tworząc fundację rodzinną, wprowadził do krajowego systemu prawnego nowy rodzaj osoby prawnej, w sposób oczywisty nawiązujący do rozwiązań funkcjonujących już w innych krajach, takich jak: Księstwo Liechtenstein, Holandia, Szwajcaria, czy w bardziej egzotycznych jak: Panama lub Curacao. Odnosząc się do tych rozwiązań, stanowiących punkt wyjścia dla polskiego ustawodawcy, niewątpliwie na pierwszym miejscu należy przedstawić fundację prywatną w Księstwie Liechtenstein, jak pierwsze tego typu rozwiązanie na świecie i punkt odniesienia dla innych jurysdykcji.
Wartościowym źródłem wiedzy może być tutaj tzw. Zielona Księga stworzona przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii w toku prac nad ustawą, gdzie ujęte są podstawowe cechy tego typu rozwiązań w innych krajach. Link do publikacji https://www.gov.pl/web/rozwoj-technologia/zielona-ksiega-o-fundacji-rodzinnej
Aby postarać się zwięźle przedstawić odpowiedź na pytanie czym jest fundacja prywatna, zacytuję tutaj treść definicji z art. 552 Ustawy Ks. Liechtenstein „Personen und Gesellschaftsrecht”, odpowiednika naszego Kodeksu Cywilnego. Link do treści ustawy w języku niemieckim znajduje się tutaj: https://www.llv.li/files/rdr/pdf-llv-rdr-Gesamtdokument.pdf. To w Ks. Liechtenstein powstała w 1921 roku nowoczesna koncepcja fundacji rodzinnej i przyjęte zostały ustawowe rozwiązania prawne w tym zakresie. Uznawane powszechnie za najlepsze na świecie, stanowiące wzorzec i punkt wyjścia dla podobnych regulacji w innych krajach. Stąd, warto sięgnąć do tego, jak w Księstwie Liechtenstein została zdefiniowana fundacja prywatna.
Art. 552: „Fundacją jest prawnie oraz gospodarczo wydzielony majątek, który decyzją założyciela fundacji tworzy odrębną osobę prawną. Fundator obowiązany jest określić majątek fundacji, cele fundacji oraz jej beneficjentów”
Innymi słowy, założenie fundacji prywatnej, polega na wydzieleniu przez fundatora określonego majątku i wniesienie go do fundacji – odrębnej osoby prawnej – którą zakłada. Co ważne, rolą fundatora – jego przywilejem (ale i obowiązkiem) jest określenie celów fundacji, nadanie jej organów i pierwszych regulacji, wskazanie jej beneficjentów. Generalnie rzecz ujmując, to fundator określa najważniejsze kwestie fundacji, które będą obowiązywać nawet po jego śmierci. Więcej, o tym jak funkcjonują fundacje prywatne i po co się je zakłada, można znaleźć w moim artykule: https://www.osinski-legal.pl/zalozenie-fundacji-rodzinnej-w-ksiestwie-liechtenstein-w-pytaniach-i-odpowiedziach/
Fundacja rodzinna – po co się to zakłada?
W praktyce kancelarii prawnej, do której przychodzi klient i pyta o to rozwiązanie, zastosowanie fundacji prywatnej wiąże się z następującymi celami/potrzebami klientów:
Ochrona majątku przed roszczeniami prywatnoprawnymi (biznes z zasady wiąże się z ryzykiem, a gdy prowadzimy biznes w dużej skali, to ryzyko odpowiednio rośnie; warto odpowiednio wcześniej zwiększyć swoje bezpieczeństwo).
Ochrona majątku w przypadku sporów rodzinnych (np. rozwód, konflikty, chęć wykluczenia z dziedziczenia).
Ochrona majątku przed arbitralnym działaniem instytucji publicznych (np. bezprawne działania organów skarbowych czy prokuratury).
Ochrona majątku przed niestabilnością prawną i polityczną, w szerszym kontekście (np. wojna w Ukrainie i obawy jakie ona wywołuje).
Budowa długoterminowego planu dla majątku rodzinnego (zaplanowanie sukcesji oraz zaangażowanie członków rodziny w zarządzanie tym majątkiem).
Międzynarodowe planowanie podatkowe.
Ww. cele występują w różnych konfiguracjach i z różnym rozłożeniem priorytetów, aczkolwiek najczęściej, główną motywacją jest uporządkowanie kwestii przyszłości przedsiębiorstwa rodzinnego. Natomiast, jedna rzecz jest dla wszystkich ww. celów wspólna, aczkolwiek nie zawsze uświadamiana przez klientów. Fundacja rodzinna to produkt premium. Niełatwy i wymagający, ale jeśli implementowany prawidłowo, to ma duże szanse wprowadzić do przedsiębiorstwa rodzinnego, stabilność i bezpieczeństwo. Czyli dwie wartości, kluczowe do długoterminowego, zrównoważonego rozwoju przedsiębiorstwa.
Fundacja rodzinna w Polsce – skok do basenu, w którym nie ma wody
Dlaczego uważam, że fundacja rodzinna w Polsce jest ryzykownym rozwiązaniem? W jednym zdaniu: ponieważ celem fundacji jest zapewnienie szeroko rozumianej stabilizacji prawnej i podatkowej majątku w niej zgromadzonego. Tę można osiągnąć tylko przez to, że fundacja będzie miała swoją siedzibę w kraju, który taką stabilność oferuje. Bez spełnienia tego wyjściowego warunku, rozmowa o celach jakie ma spełnić fundacja rodzinna to fikcja. To jak szukać bezpiecznych inwestycji i zainwestować pieniądze na Forexie.
Obecny system prawny i polityczny oraz praktyka stosowania prawa w Polsce, jest wszystkim tylko nie stabilnym, przewidywalnym i bezpiecznym systemem prawnym i podatkowym. Jeśli to się zmieni, to chętnie wrócę do rozmowy o założeniu fundacji rodzinnej w Polsce. Obecnie jednak, Polska jest miejscem, które jeśli chodzi o tworzenie prawa oraz praktykę i kulturę jego stosowania, w żaden sposób nie zapewnia stabilności i bezpieczeństwa prawnego.
Dlatego moim klientom rekomenduje wyłącznie zakładanie fundacji prywatnej w krajach o tak uznanej stabilności prawnej i poszanowaniu prawa jak Księstwo Liechtenstein czy Holandia.
Może być jednak tak, że ktoś planuje założyć fundacje rodzinną i ma jednak zaufanie do stabilności i poszanowania prawa Polsce. Jego podstawowym celem jest wtedy zapewnienie uporządkowanej sukcesji, wzmocnienie przedsiębiorstwa i zaangażowanie rodziny w jego sprawy. Zapewnienie aby w przyszłym funkcjonowaniu przedsiębiorstwa było jak najmniej mniej konfliktów. Potencjalny fundator, mając w głowie takie cele – i pełen zaufania do systemu prawnego w naszym kraju – musi jednak zdawać sobie sprawę z jednej rzeczy.
To nie jest tak, że fundacja rodzinna poprzez jakieś wyrafinowane zapisy w statucie fundacji czy regulaminach, sprawi, że takich sporów nie będzie. Oczywiście, że takie spory i różnice zdań będą. Sens i znaczenie fundacji polega na tym – przynajmniej bazując na moich doświadczeniach z fundacjami rodzinnymi założonymi w Ks. Liechtenstein, że ukształtowana, wieloletnia praktyka i doświadczenie prawników oraz sądów i organów administracji, zbudowane na wielopokoleniowej tradycji, kulturze i dorobku prawnym – powodują, że przestrzeń dla takich sporów na polu fundacji rodzinnej jest znacznie zawężona. A ponadto, mamy wtedy pewność, że taki spór zostanie rozpatrzony przez profesjonalny, niezależny organ do tego powołany, bazujący na wieloletnim orzecznictwie w tym zakresie, zgodnie ze standardami praworządności i w poszanowaniu praw jednostek. Na to w Ks. Liechtenstein czy w Holandii możemy liczyć.
Tymczasem, przechodząc na nasz rodzimy grunt prawny tj. polskiej fundacji rodzinnej, to oczywistym jest, że takie spory także mogą występować. I kto je będzie wtedy rozpatrywał? Np. roszczenia o zachowek, powództwo o uchylenie uchwały Zgromadzenia Beneficjentów, roszczenia o zapłatę skierowane do majątku fundacji czy sprawy karne dotyczące np. podejrzenia działania na szkodę wierzyciela, w związku z transferem majątku do fundacji? Będę one rozpatrywane przez sądy, których działalność jest paraliżowana przez nieustanne „reformy” oraz spory polityczne i kompetencyjne, gdzie oczekuje się na rozprawę po dwa lata, gdzie nie mamy pewności czy naszą sprawę rozpatruje legalnie wybrany sędzia! Sądy, które nadużywają aresztów tymczasowych i zabezpieczeń majątkowych w sposób niespotykany. O wadach prokuratury już nie wspominając…
Potencjalny fundator fundacji rodzinnej w Polsce musi zatem odpowiedzieć sobie na pytanie czy chce, aby tak istotne, a zarazem trudne sprawy, dotyczące dorobku jego życia, połączone z jakże delikatnymi i skomplikowanymi nieraz relacjami rodzinnym, były rozpatrywane przez organy tak niestabilne, przeciążone zadaniami i znajdujące się w stanie ogromnego rozchwiania i kryzysu, w jakim znajduje się obecnie wymiar sprawiedliwości w Polsce?
Trzy rozwiązania w ustawie o fundacjach rodzinnych, które budzą moje wątpliwości
Pomijając jednak, nawet wyżej wymienione zasadnicze zastrzeżenia, które moim zdaniem dyskwalifikują obecnie polską fundację rodzinną, chciałbym wskazać parę szczegółowych rozwiązań przewidzianych w ustawie o fundacji rodzinnej, które budzą moje znaczące wątpliwości:
Odpowiedzialność fundacji za zobowiązania fundatora
W art. 8 Ustawy, wprowadzona jest zasada, że fundacja rodzinna oraz fundator odpowiadają solidarnie za zobowiązania fundatora powstałe przed powstaniem fundacji. Istotne jest, że nie ma tutaj ograniczenia czasowego dla takiego roszczenia. W przypadku fundacji rodzinnych w Księstwie Liechtenstein, takie roszczenie ograniczone jest podstawowym terminem jednego roku, liczonym od daty wniesienia majątku do fundacji, co do którego istnieje roszczenie. W przypadku, gdy wierzyciel wykaże, że fundator dokonując transferu majątku do fundacji działał w złe wierze lub z zamiarem pokrzywdzenia wierzyciela termin ten może podlegać wydłużeniu do 5 lat. Jak widać, taka konstrukcja ww. przepisów polskiej ustawy, w porównaniu z rozwiązaniami z inny krajów, jest niekorzystna z punktów widzenia stabilności fundacji i jej majątku.
Ponadto, art. 8 Ustawy, wprowadza nieograniczoną odpowiedzialność fundacji, za zobowiązania alimentacyjne fundatora, także powstałe już po założeniu przez niego fundacji. W związku z tym postanowieniem, trzeba mieć na uwadze dwie rzeczy. Po pierwsze, roszczenia alimentacyjne przysługują nie tylko, w tak jednoznacznie moralnych sytuacjach jak roszczenia dziecka do rodzica, ale także w przypadku między małżonkami a nawet, byłymi małżonkami. Są to sytuacje gdzie pomiędzy stronami może istnieć ostry konflikt nie tylko osobisty ale i finansowy. Po drugie, w praktyce, spotykam się z tym, że klienci zainteresowani założeniem fudnacji rodzinnej, chcą zabezpieczyć się na ryzyko takich właśnie roszczeń alimentacyjnych związanych z ustaniem małżeństwa. Przyjęcie zasady, że fundacja rodzinna odpowiada za nie w sposób nieograniczony, moim zdaniem jest dużym niebezpieczeństwem dla stabilnosci danej fundacji.
Audyt fundacji rodzinnej
Ustawa wprowadza w art. 77 obowiązek przeprowadzania specyficznego „audytu zarządzania aktywami fundacji, spełniania i zaciągania zobowiązań oraz zobowiązań publicznoprawnych, pod katem: prawidłowości, rzetelności oraz zgodności z prawem, celem oraz dokumentami fundacji rodzinnej”. Audyt powinien być przeprowadzony przez zespół składający się z biegłego rewidenta, doradcy podatkowego, adwokata lub radcy prawnego i odbyć się, przynajmniej raz na cztery lata (w pewnych sytuacjach nawet raz do roku).
Ten audyt, to w istocie rzeczy, obowiązek – na koszt fundacji – dokonania swoistej autokontroli z wykorzystaniem zewnętrznych ekspertów. Przy czym, ta kontrola ma dotyczyć najistotniejszych spraw fundacji (związanych z największym ryzykiem) takich jak: zarządzenie aktywami fundacji czy wypełnianie zobowiązań publicznoprawnych. Co więcej, audyt ma być przeprowadzany z punktu widzenia tak nieostrego i ryzykownego kryterium jak „rzetelności i zgodność z prawem”.
Moim z zdaniem, ten przedziwny obowiązek opłacenia u prywatnych ekspertów tej specyficznej samokontroli, będzie niezwykle uciążliwy dla fundacji. Zwracają uwagę postanowienia ustawy, że taki audyt może wykonać tylko ekspert niezależny od fundacji. W praktyce, jak myślę, nie będzie łatwo takich ekspertów znaleźć, a tym bardziej niezależnych. Fundacja rodzinna jest dość rzadkim rozwiązaniem i ci, którzy zajmują się tym obszarem w swojej praktyce (a więc „eksperci”) zapewne obsługują konkretne fundacje i nie będą mogli ich audytować. Poza tym, nawet jesli takiego „niezależnego eksperta” znajdziemy, to pytanie czy osoby zarządzające daną fundacją będą się czuć komfortowo aby dopuścić taką osobę do swoich wrażliwych, prywatnych spraw majątkowych…
Po drugie, eksperci, którzy zdecydują się przyjąć takie zlecenie – i ryzyko z nim związane – na pewno będą oczekiwać słonego wynagrodzenia. Ja, na pewno dwa razy się zastanowię zanim przyjmę takie zlecenie. Przecież, podpisując się pod takim raportem, będę zaświadczał, że działalność fundacji jest „rzetelna i zgodna z prawem”. Już widzę te sytuacje, gdzie np. organy skarbowe widzą to jednak inaczej niż ja i inni eksperci, a poirytowani zarządzający fundacją, przychodzą do nas, pytając o rozbieżności w danej sprawie, poniesione szkody i kto za to odpowiada. Dziękuję bardzo za udział w takim audycie.
Zgromadzenie Beneficjentów w fundacji rodzinnej
Kolejnym zapisem budzącym moje zdziwienie, jest stworzenie w polskiej fundacji rodzinnej Zgromadzenia Beneficjentów czyli de facto odpowiednika zgromadzenia akcjonariuszy/udziałowców w spółce kapitałowej.
Przyznaje, że nie spotkałem się jeszcze w mojej dotychczasowej praktyce z fundacją rodzinna, która miałaby taki organ i myślę, że nie bez powodu. Przecież ideą stojącą za fundacja rodzinną jest nadanie przez fundatora pewnych zasad, które mają obowiązywać także po jego śmierci, a nie skopiowanie rozwiązań oferowanych przez rodzinną spółkę holdingową. Na zgromadzeniu wspólników takiej spółki, członkowie rodziny czyli potencjalni beneficjenci fundacji mogą jako udziałowcy, spierać się, blokować i korzystać z wszelkich instrumentów prawnych jakie im przysługują im jako wspólnicy spółki kapitałowej. Celem fundacji jest stworzenie pewnych przemyślanych i stabilnych ram prawnych, których beneficjenci nie będą mogli dowolnie zmienić i które będą odporne na typowe spory korporacyjne.
Ustanowienie Zgromadzenia Beneficjentów, jako obligatoryjnego organu w polskiej fundacji rodzinnej, z uprawnieniami odpowiadającym kompetencjom zgromadzenia wspólników, w moje ocenie, jest ryzykiem, że te wszelkie spory i różnice zdań w rodzinie, które obecnie rozgrywały się na polu zgromadzenia wspólników (czyli na gruncie KSH, KC i KPC), zostaną przeniesione na to gremium i mogą powodować, że fundacja rodzinna będzie przez te spory paraliżowana. To skopiowanie rozwiązań z Kodeksu Spółek Handlowych, a chyba nie o to chodzi.
Fundacja rodzinna a podatki
Fundacja rodzinna została przez ustawodawcę bardzo korzystnie potraktowana z punktu widzenia podatków. Działalność fundacji – o ile mieści się w katalogu ustawowym, jest zwolniona z opodatkowania podatkiem dochodowym. Katalog ten, można w skrócie opisać w ten sposób, że przewiduje on, że działalność fundacji, inna niż operacyjna działalność gospodarcza, jest zwolniona z opodatkowania. Chodzi oczywiście o pasywne zarządzenia aktywami – majątkiem, akcjami i udziałami, spółkami zależnym etc. Ponadto, świadczenia wypłacane przez fundację na rzecz beneficjentów fundacji, będących w stosunku do fundatora w tzw. zerowej grupie podatkowej, mogą być zwolnione z opodatkowania podatkiem od spadków i darowizn.
Jestem przekonany, że już trwają w biurach rozmaitych firm doradczych, pracowite przygotowania do wykorzystania fundacji do operacji, których głównym celem jest optymalizacja podatkowa (już teraz można w Internecie znaleźć reklamy zachęcające do założenia fundacji rodzinnej z powodu korzysci podatkowych…). W rezultacie, gdy tylko ustawodawca zaalarmowany zostanie przez Krajową Administrację Skarbową, jaka jest praktyka wykorzystywania fundacji, mamy praktycznie zagwarantowane zmiany w przepisach dot. opodatkowania fundacji. Czyli zapomnijmy o stabilnych zasadach opodatkowania fundacji i majątku, który tam wniesiemy. Przykład Polskiego Ładu – „historycznej” i znaczącej zmiany w przepisach podatkowych może być tutaj przykładem chaosu jakiego możemy się spodziewać. Wprowadzony pośpiesznie z wielkimi fanfarami, a następnie, równie naprędce (ale już bez fanfar) naprawiany i częściowo wycofany.
Poza tym, takie korzystne ukształtowanie zasad wypłaty świadczeń dla beneficjentów fundacji rodzinnej, jest sprzeczne z faktyczną koncepcją wniesienia majątku do fundacji. W praktyce, jej celem nie jest bowiem stworzenie jakiegoś wehikułu prawnego, który będzie członkom rodziny robił prezenty w postaci wypłaty świadczeń raz do roku. To ma być rozwiązanie prawne, które zwiąże ich z majątkiem zbudowanym przez fundatora i skłoni do zaangażowania w zarządzenie tym majątkiem – wniesionym do fundacji – na zasadach ustalonych przez fundatora w dokumentach statutowych fundacji. Zgodnie z jego wizją rozwoju przedsiębiorstwa. Korzyści dla beneficjentów fundacji nie powinny leżeć w wypłacanych świadczeniach, ale w tym, że zaangażują się oni/one w działalność fundacji, także tam gdzie odbywa się realna działalność operacyjna – czyli na poziomie spółek zależnych, które prowadzą tę działalność i generuja przychody. To jest źródło przychodów fundacji, tam wymagane jest zaangażowanie beneficjentów i tam powinno być źródło korzyści beneficjentów fundacji.
Mam wrażenie, żę takie korzystne podatkowo potraktowanie fundacji rodzinnej, to zachęta (lub może raczej przynęta) na przedsiębiorców aby zakładali takie fundacje w kraju. Tak, aby organy administracji publicznej miały ich pod bokiem i nie musiały w razie potrzeby, kłopotać się takimi przeszkodami prawnymi jak np. pomoc międzynarodowa, przewlekłość postępowania czy standardy państwa prawa.
Wnioski
Fundacja rodzinna, to coś więcej, niż po prostu kolejny prawny instrument, który dodajemy do istniejącej struktury majątku rodzinnego. Jak na przykład, nowa spółka w grupie holdingowej. To świadome, długoterminowe budowanie efektywnego przedsiębiorstwa, opartego na kształtowaniu odpowiednich postaw i relacji pomiędzy członkami rodziny zaangażowanymi w to przedsiębiorstwo.
Jest to rozwiązanie premium, które oferuje określone korzyści, ale z drugiej strony, trzeba to powiedzieć, wiąże się z kosztami i wysiłkiem organizacyjnym właściwymi dla takich wyspecjalizowanych, ponadstandardowych rozwiązań. Jest do zadanie długoterminowe, wymagające czasu oraz stabilnych podstaw prawnych i podatkowych, aby wszystkie osoby zaangażowane w to rozwiązanie mogły się w nim odnaleźć. Niestety, polski system prawny, podatkowy oraz przede wszystkim, praktyka tworzenia i stosowania prawa, nie oferuje nic z ww. warunków koniecznych do prawidłowego stworzenia fundacji rodzinnej. W rezultacie, przynajmniej obecnie, przedsiębiorcy poszukujący rozwiązania, które pozwoli im stworzyć mocne fundamenty dla stabilnego i bezpiecznego rozwoju, powinni omijać ustawę o fundacji rodzinnej.
Paweł Osiński
Adwokat specjalizujący się w obszarze asset protection oraz planowaniu sukcesji przedsiębiorstw. Zakłada i obsługuje fundacje prywatne m.in. w Ks. Lichtenstein, Hollandi i Szwajcarii.
Po paru długich latach prac, które rozpoczęły się jeszcze w 2016 roku, Sejm przyjął 26 stycznia 2023 roku, ustawę o Fundacji Rodzinnej. Kształt ustawy jest wynikiem intensywnych konsultacji i analiz porównawczych, w trakcie których przedsiębiorcy i prawnicy mogli się zapoznać z treścią nowych przepisów. Ustawa została podpisana przez Prezydenta, ogłoszona 21 lutego br. i zgodnie z jej przepisami wprowadzającymi, wchodzi ona w życie, w ciągu 3 miesięcy od daty jej ogłoszenia.
Prace nad stworzeniem ram prawnych dla fundacji rodzinnej w Polsce, były odpowiedzią ustawodawcy na problem sukcesji przedsiębiorstw w Polsce, które w większości są przedsiębiorstwami rodzinnymi. Aby zrozumieć, przed jakimi pytaniami i dylematami stoją obecnie założyciele tych przedsiębiorstw, w związku z ich rozwojem oraz upływającym czasem, zróbmy na chwile krok wstecz do historii.
Przyjmijmy tutaj, że typowa historia rozwoju takiego przedsiębiorstwa rodzinnego – w pewnym oczywiście uproszczeniu – wyglądała tak:
Przedsiębiorstwo założone na przełomie lat 80 i 90-tych (1989 rok, upadek systemu komunistycznego, tzw. „Ustawa Wilczka” oraz reformy Leszka Balcerowicza ) przez ówczesnych trzydziesto- lub czterdziesto-latków.
Przedsiębiorstwo rozbudowane i kontynuowane do teraz, często już w skali przekraczającej ramy „rodzinnej firmy”.
W przedsiębiorstwo angażują się następne pokolenia: dzieci założycieli, a nawet ich wnuki (trzy pokolenia).
Założyciele przedsiębiorstwa obecnie maja ok. 60-70 lat i rozważają uporządkowane wycofanie się z aktywnego zarządzania przedsiębiorstwem.
W takim właśnie kontekście historycznym oraz społecznym, pojawia się pytanie: co dalej z przedsiębiorstwem? Odpowiedź bynajmniej nie jest prosta, gdyż w grę wchodzą tutaj oczywiste różnice doświadczeń życiowych, celów, podejścia do biznesu, ale i do życia, pomiędzy ww. trzema pokoleniami, zaangażowanymi w przedsiębiorstwo. Inne jest przecież podejście osoby, która kształtowała się w schyłkowym systemie komunistycznym (stan wojenny) od osoby wychowanej i ukształtowanej całkowicie w systemie wolnorynkowym, demokratycznym.
Fundacja rodzinna – jako koncepcja specyficznej osoby prawnej – jest odpowiedzią na wyzwania związane z ww. różnicami pokoleniowymi, jakie możemy napotkać w procesie sukcesji przedsiębiorstwa. Jest to rozwiązanie prawne, którego celem jest umożliwienie osobom zaanagażowanym w dane przedsiębiorstwo rodzinne, które mierzą się z wyżej opisanymi problemami, zapewnienie ciągłości przedsiębiorstwa. Pytanie tylko, czy nowo wprowadzona w Polsce instytucja fundacji rodzinnej może być właściwym remedium na przedstawione wyzwania?
adwokat Paweł Osiński – komentarz do Ustawy o Fundacji Rodzinnej w Polsce
Fundacja rodzinna na świecie
Polski ustawodawca tworząc fundację rodzinną, wprowadził do krajowego systemu prawnego nowy rodzaj osoby prawnej, w sposób oczywisty nawiązujący do rozwiązań funkcjonujących już w innych krajach, takich jak: Księstwo Liechtenstein, Holandia, Szwajcaria, czy w bardziej egzotycznych jak: Panama lub Curacao. Odnosząc się do tych rozwiązań, stanowiących punkt wyjścia dla polskiego ustawodawcy, niewątpliwie na pierwszym miejscu należy przedstawić fundację prywatną w Księstwie Liechtenstein, jak pierwsze tego typu rozwiązanie na świecie i punkt odniesienia dla innych jurysdykcji.
Wartościowym źródłem wiedzy może być tutaj tzw. Zielona Księga stworzona przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii w toku prac nad ustawą, gdzie ujęte są podstawowe cechy tego typu rozwiązań w innych krajach. Link do publikacji https://www.gov.pl/web/rozwoj-technologia/zielona-ksiega-o-fundacji-rodzinnej
Aby postarać się zwięźle przedstawić odpowiedź na pytanie czym jest fundacja prywatna, zacytuję tutaj treść definicji z art. 552 Ustawy Ks. Liechtenstein „Personen und Gesellschaftsrecht”, odpowiednika naszego Kodeksu Cywilnego. Link do treści ustawy w języku niemieckim znajduje się tutaj: https://www.llv.li/files/rdr/pdf-llv-rdr-Gesamtdokument.pdf. To w Ks. Liechtenstein powstała w 1921 roku nowoczesna koncepcja fundacji rodzinnej i przyjęte zostały ustawowe rozwiązania prawne w tym zakresie. Uznawane powszechnie za najlepsze na świecie, stanowiące wzorzec i punkt wyjścia dla podobnych regulacji w innych krajach. Stąd, warto sięgnąć do tego, jak w Księstwie Liechtenstein została zdefiniowana fundacja prywatna.
Art. 552: „Fundacją jest prawnie oraz gospodarczo wydzielony majątek, który decyzją założyciela fundacji tworzy odrębną osobę prawną. Fundator obowiązany jest określić majątek fundacji, cele fundacji oraz jej beneficjentów”
Innymi słowy, założenie fundacji prywatnej, polega na wydzieleniu przez fundatora określonego majątku i wniesienie go do fundacji – odrębnej osoby prawnej – którą zakłada. Co ważne, rolą fundatora – jego przywilejem (ale i obowiązkiem) jest określenie celów fundacji, nadanie jej organów i pierwszych regulacji, wskazanie jej beneficjentów. Generalnie rzecz ujmując, to fundator określa najważniejsze kwestie fundacji, które będą obowiązywać nawet po jego śmierci. Więcej, o tym jak funkcjonują fundacje prywatne i po co się je zakłada, można znaleźć w moim artykule: https://www.osinski-legal.pl/zalozenie-fundacji-rodzinnej-w-ksiestwie-liechtenstein-w-pytaniach-i-odpowiedziach/
Fundacja rodzinna – po co się to zakłada?
W praktyce kancelarii prawnej, do której przychodzi klient i pyta o to rozwiązanie, zastosowanie fundacji prywatnej wiąże się z następującymi celami/potrzebami klientów:
Ochrona majątku przed roszczeniami prywatnoprawnymi (biznes z zasady wiąże się z ryzykiem, a gdy prowadzimy biznes w dużej skali, to ryzyko odpowiednio rośnie; warto odpowiednio wcześniej zwiększyć swoje bezpieczeństwo).
Ochrona majątku w przypadku sporów rodzinnych (np. rozwód, konflikty, chęć wykluczenia z dziedziczenia).
Ochrona majątku przed arbitralnym działaniem instytucji publicznych (np. bezprawne działania organów skarbowych czy prokuratury).
Ochrona majątku przed niestabilnością prawną i polityczną, w szerszym kontekście (np. wojna w Ukrainie i obawy jakie ona wywołuje).
Budowa długoterminowego planu dla majątku rodzinnego (zaplanowanie sukcesji oraz zaangażowanie członków rodziny w zarządzanie tym majątkiem).
Międzynarodowe planowanie podatkowe.
Ww. cele występują w różnych konfiguracjach i z różnym rozłożeniem priorytetów, aczkolwiek najczęściej, główną motywacją jest uporządkowanie kwestii przyszłości przedsiębiorstwa rodzinnego. Natomiast, jedna rzecz jest dla wszystkich ww. celów wspólna, aczkolwiek nie zawsze uświadamiana przez klientów. Fundacja rodzinna to produkt premium. Niełatwy i wymagający, ale jeśli implementowany prawidłowo, to ma duże szanse wprowadzić do przedsiębiorstwa rodzinnego, stabilność i bezpieczeństwo. Czyli dwie wartości, kluczowe do długoterminowego, zrównoważonego rozwoju przedsiębiorstwa.
Fundacja rodzinna w Polsce – skok do basenu, w którym nie ma wody
Dlaczego uważam, że fundacja rodzinna w Polsce jest ryzykownym rozwiązaniem? W jednym zdaniu: ponieważ celem fundacji jest zapewnienie szeroko rozumianej stabilizacji prawnej i podatkowej majątku w niej zgromadzonego. Tę można osiągnąć tylko przez to, że fundacja będzie miała swoją siedzibę w kraju, który taką stabilność oferuje. Bez spełnienia tego wyjściowego warunku, rozmowa o celach jakie ma spełnić fundacja rodzinna to fikcja. To jak szukać bezpiecznych inwestycji i zainwestować pieniądze na Forexie.
Obecny system prawny i polityczny oraz praktyka stosowania prawa w Polsce, jest wszystkim tylko nie stabilnym, przewidywalnym i bezpiecznym systemem prawnym i podatkowym. Jeśli to się zmieni, to chętnie wrócę do rozmowy o założeniu fundacji rodzinnej w Polsce. Obecnie jednak, Polska jest miejscem, które jeśli chodzi o tworzenie prawa oraz praktykę i kulturę jego stosowania, w żaden sposób nie zapewnia stabilności i bezpieczeństwa prawnego.
Dlatego moim klientom rekomenduje wyłącznie zakładanie fundacji prywatnej w krajach o tak uznanej stabilności prawnej i poszanowaniu prawa jak Księstwo Liechtenstein czy Holandia.
Może być jednak tak, że ktoś planuje założyć fundacje rodzinną i ma jednak zaufanie do stabilności i poszanowania prawa Polsce. Jego podstawowym celem jest wtedy zapewnienie uporządkowanej sukcesji, wzmocnienie przedsiębiorstwa i zaangażowanie rodziny w jego sprawy. Zapewnienie aby w przyszłym funkcjonowaniu przedsiębiorstwa było jak najmniej mniej konfliktów. Potencjalny fundator, mając w głowie takie cele – i pełen zaufania do systemu prawnego w naszym kraju – musi jednak zdawać sobie sprawę z jednej rzeczy.
To nie jest tak, że fundacja rodzinna poprzez jakieś wyrafinowane zapisy w statucie fundacji czy regulaminach, sprawi, że takich sporów nie będzie. Oczywiście, że takie spory i różnice zdań będą. Sens i znaczenie fundacji polega na tym – przynajmniej bazując na moich doświadczeniach z fundacjami rodzinnymi założonymi w Ks. Liechtenstein, że ukształtowana, wieloletnia praktyka i doświadczenie prawników oraz sądów i organów administracji, zbudowane na wielopokoleniowej tradycji, kulturze i dorobku prawnym – powodują, że przestrzeń dla takich sporów na polu fundacji rodzinnej jest znacznie zawężona. A ponadto, mamy wtedy pewność, że taki spór zostanie rozpatrzony przez profesjonalny, niezależny organ do tego powołany, bazujący na wieloletnim orzecznictwie w tym zakresie, zgodnie ze standardami praworządności i w poszanowaniu praw jednostek. Na to w Ks. Liechtenstein czy w Holandii możemy liczyć.
Tymczasem, przechodząc na nasz rodzimy grunt prawny tj. polskiej fundacji rodzinnej, to oczywistym jest, że takie spory także mogą występować. I kto je będzie wtedy rozpatrywał? Np. roszczenia o zachowek, powództwo o uchylenie uchwały Zgromadzenia Beneficjentów, roszczenia o zapłatę skierowane do majątku fundacji czy sprawy karne dotyczące np. podejrzenia działania na szkodę wierzyciela, w związku z transferem majątku do fundacji? Będę one rozpatrywane przez sądy, których działalność jest paraliżowana przez nieustanne „reformy” oraz spory polityczne i kompetencyjne, gdzie oczekuje się na rozprawę po dwa lata, gdzie nie mamy pewności czy naszą sprawę rozpatruje legalnie wybrany sędzia! Sądy, które nadużywają aresztów tymczasowych i zabezpieczeń majątkowych w sposób niespotykany. O wadach prokuratury już nie wspominając…
Potencjalny fundator fundacji rodzinnej w Polsce musi zatem odpowiedzieć sobie na pytanie czy chce, aby tak istotne, a zarazem trudne sprawy, dotyczące dorobku jego życia, połączone z jakże delikatnymi i skomplikowanymi nieraz relacjami rodzinnym, były rozpatrywane przez organy tak niestabilne, przeciążone zadaniami i znajdujące się w stanie ogromnego rozchwiania i kryzysu, w jakim znajduje się obecnie wymiar sprawiedliwości w Polsce?
Trzy rozwiązania w ustawie o fundacjach rodzinnych, które budzą moje wątpliwości
Pomijając jednak, nawet wyżej wymienione zasadnicze zastrzeżenia, które moim zdaniem dyskwalifikują obecnie polską fundację rodzinną, chciałbym wskazać parę szczegółowych rozwiązań przewidzianych w ustawie o fundacji rodzinnej, które budzą moje znaczące wątpliwości:
Odpowiedzialność fundacji za zobowiązania fundatora
W art. 8 Ustawy, wprowadzona jest zasada, że fundacja rodzinna oraz fundator odpowiadają solidarnie za zobowiązania fundatora powstałe przed powstaniem fundacji. Istotne jest, że nie ma tutaj ograniczenia czasowego dla takiego roszczenia. W przypadku fundacji rodzinnych w Księstwie Liechtenstein, takie roszczenie ograniczone jest podstawowym terminem jednego roku, liczonym od daty wniesienia majątku do fundacji, co do którego istnieje roszczenie. W przypadku, gdy wierzyciel wykaże, że fundator dokonując transferu majątku do fundacji działał w złe wierze lub z zamiarem pokrzywdzenia wierzyciela termin ten może podlegać wydłużeniu do 5 lat. Jak widać, taka konstrukcja ww. przepisów polskiej ustawy, w porównaniu z rozwiązaniami z inny krajów, jest niekorzystna z punktów widzenia stabilności fundacji i jej majątku.
Ponadto, art. 8 Ustawy, wprowadza nieograniczoną odpowiedzialność fundacji, za zobowiązania alimentacyjne fundatora, także powstałe już po założeniu przez niego fundacji. W związku z tym postanowieniem, trzeba mieć na uwadze dwie rzeczy. Po pierwsze, roszczenia alimentacyjne przysługują nie tylko, w tak jednoznacznie moralnych sytuacjach jak roszczenia dziecka do rodzica, ale także w przypadku między małżonkami a nawet, byłymi małżonkami. Są to sytuacje gdzie pomiędzy stronami może istnieć ostry konflikt nie tylko osobisty ale i finansowy. Po drugie, w praktyce, spotykam się z tym, że klienci zainteresowani założeniem fudnacji rodzinnej, chcą zabezpieczyć się na ryzyko takich właśnie roszczeń alimentacyjnych związanych z ustaniem małżeństwa. Przyjęcie zasady, że fundacja rodzinna odpowiada za nie w sposób nieograniczony, moim zdaniem jest dużym niebezpieczeństwem dla stabilnosci danej fundacji.
Audyt fundacji rodzinnej
Ustawa wprowadza w art. 77 obowiązek przeprowadzania specyficznego „audytu zarządzania aktywami fundacji, spełniania i zaciągania zobowiązań oraz zobowiązań publicznoprawnych, pod katem: prawidłowości, rzetelności oraz zgodności z prawem, celem oraz dokumentami fundacji rodzinnej”. Audyt powinien być przeprowadzony przez zespół składający się z biegłego rewidenta, doradcy podatkowego, adwokata lub radcy prawnego i odbyć się, przynajmniej raz na cztery lata (w pewnych sytuacjach nawet raz do roku).
Ten audyt, to w istocie rzeczy, obowiązek – na koszt fundacji – dokonania swoistej autokontroli z wykorzystaniem zewnętrznych ekspertów. Przy czym, ta kontrola ma dotyczyć najistotniejszych spraw fundacji (związanych z największym ryzykiem) takich jak: zarządzenie aktywami fundacji czy wypełnianie zobowiązań publicznoprawnych. Co więcej, audyt ma być przeprowadzany z punktu widzenia tak nieostrego i ryzykownego kryterium jak „rzetelności i zgodność z prawem”.
Moim z zdaniem, ten przedziwny obowiązek opłacenia u prywatnych ekspertów tej specyficznej samokontroli, będzie niezwykle uciążliwy dla fundacji. Zwracają uwagę postanowienia ustawy, że taki audyt może wykonać tylko ekspert niezależny od fundacji. W praktyce, jak myślę, nie będzie łatwo takich ekspertów znaleźć, a tym bardziej niezależnych. Fundacja rodzinna jest dość rzadkim rozwiązaniem i ci, którzy zajmują się tym obszarem w swojej praktyce (a więc „eksperci”) zapewne obsługują konkretne fundacje i nie będą mogli ich audytować. Poza tym, nawet jesli takiego „niezależnego eksperta” znajdziemy, to pytanie czy osoby zarządzające daną fundacją będą się czuć komfortowo aby dopuścić taką osobę do swoich wrażliwych, prywatnych spraw majątkowych…
Po drugie, eksperci, którzy zdecydują się przyjąć takie zlecenie – i ryzyko z nim związane – na pewno będą oczekiwać słonego wynagrodzenia. Ja, na pewno dwa razy się zastanowię zanim przyjmę takie zlecenie. Przecież, podpisując się pod takim raportem, będę zaświadczał, że działalność fundacji jest „rzetelna i zgodna z prawem”. Już widzę te sytuacje, gdzie np. organy skarbowe widzą to jednak inaczej niż ja i inni eksperci, a poirytowani zarządzający fundacją, przychodzą do nas, pytając o rozbieżności w danej sprawie, poniesione szkody i kto za to odpowiada. Dziękuję bardzo za udział w takim audycie.
Zgromadzenie Beneficjentów w fundacji rodzinnej
Kolejnym zapisem budzącym moje zdziwienie, jest stworzenie w polskiej fundacji rodzinnej Zgromadzenia Beneficjentów czyli de facto odpowiednika zgromadzenia akcjonariuszy/udziałowców w spółce kapitałowej.
Przyznaje, że nie spotkałem się jeszcze w mojej dotychczasowej praktyce z fundacją rodzinna, która miałaby taki organ i myślę, że nie bez powodu. Przecież ideą stojącą za fundacja rodzinną jest nadanie przez fundatora pewnych zasad, które mają obowiązywać także po jego śmierci, a nie skopiowanie rozwiązań oferowanych przez rodzinną spółkę holdingową. Na zgromadzeniu wspólników takiej spółki, członkowie rodziny czyli potencjalni beneficjenci fundacji mogą jako udziałowcy, spierać się, blokować i korzystać z wszelkich instrumentów prawnych jakie im przysługują im jako wspólnicy spółki kapitałowej. Celem fundacji jest stworzenie pewnych przemyślanych i stabilnych ram prawnych, których beneficjenci nie będą mogli dowolnie zmienić i które będą odporne na typowe spory korporacyjne.
Ustanowienie Zgromadzenia Beneficjentów, jako obligatoryjnego organu w polskiej fundacji rodzinnej, z uprawnieniami odpowiadającym kompetencjom zgromadzenia wspólników, w moje ocenie, jest ryzykiem, że te wszelkie spory i różnice zdań w rodzinie, które obecnie rozgrywały się na polu zgromadzenia wspólników (czyli na gruncie KSH, KC i KPC), zostaną przeniesione na to gremium i mogą powodować, że fundacja rodzinna będzie przez te spory paraliżowana. To skopiowanie rozwiązań z Kodeksu Spółek Handlowych, a chyba nie o to chodzi.
Fundacja rodzinna a podatki
Fundacja rodzinna została przez ustawodawcę bardzo korzystnie potraktowana z punktu widzenia podatków. Działalność fundacji – o ile mieści się w katalogu ustawowym, jest zwolniona z opodatkowania podatkiem dochodowym. Katalog ten, można w skrócie opisać w ten sposób, że przewiduje on, że działalność fundacji, inna niż operacyjna działalność gospodarcza, jest zwolniona z opodatkowania. Chodzi oczywiście o pasywne zarządzenia aktywami – majątkiem, akcjami i udziałami, spółkami zależnym etc. Ponadto, świadczenia wypłacane przez fundację na rzecz beneficjentów fundacji, będących w stosunku do fundatora w tzw. zerowej grupie podatkowej, mogą być zwolnione z opodatkowania podatkiem od spadków i darowizn.
Jestem przekonany, że już trwają w biurach rozmaitych firm doradczych, pracowite przygotowania do wykorzystania fundacji do operacji, których głównym celem jest optymalizacja podatkowa (już teraz można w Internecie znaleźć reklamy zachęcające do założenia fundacji rodzinnej z powodu korzysci podatkowych…). W rezultacie, gdy tylko ustawodawca zaalarmowany zostanie przez Krajową Administrację Skarbową, jaka jest praktyka wykorzystywania fundacji, mamy praktycznie zagwarantowane zmiany w przepisach dot. opodatkowania fundacji. Czyli zapomnijmy o stabilnych zasadach opodatkowania fundacji i majątku, który tam wniesiemy. Przykład Polskiego Ładu – „historycznej” i znaczącej zmiany w przepisach podatkowych może być tutaj przykładem chaosu jakiego możemy się spodziewać. Wprowadzony pośpiesznie z wielkimi fanfarami, a następnie, równie naprędce (ale już bez fanfar) naprawiany i częściowo wycofany.
Poza tym, takie korzystne ukształtowanie zasad wypłaty świadczeń dla beneficjentów fundacji rodzinnej, jest sprzeczne z faktyczną koncepcją wniesienia majątku do fundacji. W praktyce, jej celem nie jest bowiem stworzenie jakiegoś wehikułu prawnego, który będzie członkom rodziny robił prezenty w postaci wypłaty świadczeń raz do roku. To ma być rozwiązanie prawne, które zwiąże ich z majątkiem zbudowanym przez fundatora i skłoni do zaangażowania w zarządzenie tym majątkiem – wniesionym do fundacji – na zasadach ustalonych przez fundatora w dokumentach statutowych fundacji. Zgodnie z jego wizją rozwoju przedsiębiorstwa. Korzyści dla beneficjentów fundacji nie powinny leżeć w wypłacanych świadczeniach, ale w tym, że zaangażują się oni/one w działalność fundacji, także tam gdzie odbywa się realna działalność operacyjna – czyli na poziomie spółek zależnych, które prowadzą tę działalność i generuja przychody. To jest źródło przychodów fundacji, tam wymagane jest zaangażowanie beneficjentów i tam powinno być źródło korzyści beneficjentów fundacji.
Mam wrażenie, żę takie korzystne podatkowo potraktowanie fundacji rodzinnej, to zachęta (lub może raczej przynęta) na przedsiębiorców aby zakładali takie fundacje w kraju. Tak, aby organy administracji publicznej miały ich pod bokiem i nie musiały w razie potrzeby, kłopotać się takimi przeszkodami prawnymi jak np. pomoc międzynarodowa, przewlekłość postępowania czy standardy państwa prawa.
Wnioski
Fundacja rodzinna, to coś więcej, niż po prostu kolejny prawny instrument, który dodajemy do istniejącej struktury majątku rodzinnego. Jak na przykład, nowa spółka w grupie holdingowej. To świadome, długoterminowe budowanie efektywnego przedsiębiorstwa, opartego na kształtowaniu odpowiednich postaw i relacji pomiędzy członkami rodziny zaangażowanymi w to przedsiębiorstwo.
Jest to rozwiązanie premium, które oferuje określone korzyści, ale z drugiej strony, trzeba to powiedzieć, wiąże się z kosztami i wysiłkiem organizacyjnym właściwymi dla takich wyspecjalizowanych, ponadstandardowych rozwiązań. Jest do zadanie długoterminowe, wymagające czasu oraz stabilnych podstaw prawnych i podatkowych, aby wszystkie osoby zaangażowane w to rozwiązanie mogły się w nim odnaleźć. Niestety, polski system prawny, podatkowy oraz przede wszystkim, praktyka tworzenia i stosowania prawa, nie oferuje nic z ww. warunków koniecznych do prawidłowego stworzenia fundacji rodzinnej. W rezultacie, przynajmniej obecnie, przedsiębiorcy poszukujący rozwiązania, które pozwoli im stworzyć mocne fundamenty dla stabilnego i bezpiecznego rozwoju, powinni bardzo ostrożnie podchodzić do ustawy o fundacji rodzinnej.
Paweł Osiński
Adwokat specjalizujący się w obszarze asset protection oraz planowaniu sukcesji przedsiębiorstw. Zakłada i obsługuje fundacje rodzinne m.in. w Polsce, Ks. Lichtenstein, Hollandi i Szwajcarii.
O tej sprawie pisałem już wcześniej, gdyż ma ona wyjątkowe znaczenie. Nie tylko dlatego, że dotyczy zasad odpowiedzialności urzędnika, tj. funkcjonariusza publicznego za swoje błędy, na podstawie art. 231 Kodeksu Karnego. Przede wszystkim dlatego, że ta sprawa dotyczy odpowiedzi na pytanie o standardy funkcjonowania instytucji publicznych w Polsce oraz o standardy zarządzania tymi instytucjami, przez osoby znajdujące się tam na kierowniczych stanowiskach.
Uniewinnienie z zarzutu naruszenia art. 231 Kodeksu Karnego
Wczoraj tj. 22 lutego 2023 roku, Sąd Apelacyjny w Warszawie, uznał obydwie apelacje złożone przez prokuraturę oraz oskarżyciela posiłkowego (ZUS) za bezzasadne i podtrzymał wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 2021 roku. To oznacza, że moja klientka jest prawomocnie uniewinniona od zarzutu z art. 231 § 2 Kodeksu karnego tj. nieumyślnego „przestępstwa urzędniczego”. Zarzuty te sprowadzały się do tego, że brak przestrzegania przez nią procedur sprawił, że inna osoba zatrudniona w tym samym oddziale ZUS (przyznała się do winy) mogła ukraść z kont ZUS ponad 1 000 000 PLN.
Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie uniewinniający moją klientkę, ustalenia jakie poczynił ten sąd oraz wczorajszy wyrok Sądu Apelacyjnego, który prawidłowość tych ustaleń potwierdził, to w mojej opinii, materiał na poważną dyskusję o tym, jakie są standardy obchodzenia się z dobrem prawnym (chronionym przez art. 231 Kodeksu Karnego) jakim jest prawidłowe funkcjonowanie instytucji publicznych w Polsce i kto powinien za naruszenie tych standardów odpowiadać. Instytucji, które przecież zarządzają naszymi – obywateli – pieniędzmi, a osoby zarządzające tymi instytucjami powinny, w związku z tym, przestrzegać najwyższych standardów w swoich działaniach.
Jednakże, w mojej opinii, to co w efekcie postępowania prowadzonego w tej sprawie, zostało ujawnione w I Oddziale ZUS w Warszawie, dotyka fundamentalnego pytania o to, jak chcemy aby w Polsce, człowiek z władzą, na kierowniczym stanowisku, z możliwościami działania, budżetem na prawników, traktował długiego człowieka – zwykłego człowieka, swojego podwładnego. Człowieka, który nie ma tych przywilejów i możliwości oraz budżetu na wynajęcie kancelarii prawnej, która przygotuje pisma procesowe na 200 stron. Zwykłego człowieka, który musiał 4 lata oczekiwać na sprawiedliwość, gdy niesłusznie stawiane oskarżenia zostały ostatecznie oddalone.
Adwokat Paweł Osiński – foto. Magda Pawluczuk
Niech, ostatnim mam nadzieję, komentarzem do tej sprawy, będzie fragment końcowy z mojego stanowiska obrońcy, przygotowanego na rozprawę przed Sądem Apelacyjnym.
„Spójrzmy teraz Wysoki Sądzie na to, co działo się w I Oddziale ZUS Warszawa i odpowiedzmy sobie na pytane: czy chcemy aby w Polsce instytucje publiczne z ich przywilejami, władzą i pieniędzmi tak traktowały zwykłego człowieka – który nie ma takiej pozycji i możliwości finansowych – jak została potraktowana oskarżona i jej koleżanki z zakładu pracy? Które zgodnie zeznawały o niebywałej presji czasu, o tym, że nie dało się tego w normalnym trybie przerobić oraz o tym, że „często płakały w pracy”, co uznawały za normalne, a wiele z nich leczyło się na depresje z powodu traumy jaka je spotkała w miejscu pracy.
Nie mam żadnych wątpliwości, że jeśli dzisiaj odwrócimy oczy od tego co naprawdę ważne w tej sprawie, co jest słuszne, przyzwoite i sprawiedliwe, to któregoś dnia, inni ludzie, w innej instytucji państwowej, tak samo jak osoby zarządzajęce I Oddziałem ZUS w Warszawie, zaopatrzeni w regulaminy, przywileje i fundusze na prawników, bez skrupułów zniszczą nas lub naszych bliskich lub innych nie znanych nam ludzi, gdy z wyboru lub przez przypadek, staniemy na ich drodze, tak jak przypadkiem stanęła oskarżona.
I teraz, mając w pamięci te słow,a chciałbym powiedzieć ważną rzecz: dwa są możliwe wyroki, które mogą zostać ogłoszone dzisiaj na tej sali.
Wyrok uchylający orzeczenie sądu I instancji i przekazujący sprawę do ponownego rozpoznania oraz wyrok utrzymujący ten wyrok w mocy, który w efekcie prawomocnie uniewinni oskarżoną od stawianych jej niesłusznie oskarżeń.
Ten pierwszy wyrok, będzie moim zdaniem, takim właśnie odwróceniem oczu od tego co działo się w I Oddziale ZUS w Warszawie. Będzie swego rodzaju podżyrowaniem tych standardów obchodzenia z się z instytucją publiczną, jaką jest ZUS, i ludźmi którzy tam pracują, które doprowadziły do wydarzeń, których rezultatem jest to postepowanie karne w którym uczestniczymy. Standardów, w których normą jest unikanie własnej odpowiedzialności poprzez odpowiednio napisane protokoły kontroli wewnętrznej i wskazywanie jako winnych swoich podwładnych.
Uchylenie wyroku pierwszej instancji i skierowanie sprawy do ponownego rozpatrzenia dla oskarżonej i jej koleżanek z pracy oraz innych osób zatrudnionych w urzędach w całej Polsce, będzie sygnałem, że nic się nie zmieni. Będzie oznaczać, że te niesłychane praktyki, które zostały ujawnione w I Oddziale ZUS w Warszawie są akceptowane przez Sądy w Polsce. Natomiast dla ich przełożonych, taki wyrok będzie sygnałem, że opłaca się stosować stare, sprawdzone metody rozmywania własnej odpowiedzialności. Przełożeni będą udawać, że nic nie widzieli, rzucą kogoś z zespołu na pożarcie, zwołana zostanie w zaufanym składzie komisja, która przygotuje odpowiedni protokół kontroli wskazujący winnych (rzecz jasna z pominięciem dyrekcji). A gdyby nawet sprawa trafiła do sądu, to będzie to trwać latami. Gdyby nawet zapadł niekorzystny wyrok, to będzie to już po tylu latach, że nikt nie będzie pamiętał o co chodziło. W szczególności będzie to obojętne prawdziwym poszkodowanym w tych sprawach tak jak oskarżonej, która zapewne jest wyczerpana kontynuowaniem walki z przeciwnikiem – Zakładem Ubezpieczeń Społecznych, który jak możemy się domyślać ma nieograniczone środki finansowe i zapał do walki o skierowanie odpowiedzialności byle dalej od siebie.
Ten drugi wyrok, który może zapaść na dzisiejszej rozprawie, to utrzymanie w mocy zaskarżonego orzeczenia w odniesieniu do oskarżonej i o taki wyrok zwracam się dzisiaj do Sądu. Gdyż jest to w mojej ocenie jedyna możliwość aby Sąd Rzeczypospolitej Polskiej stanął po stronie osób faktycznie poszkodowanych w tej sprawie oraz po stronie dobra prawnego jakie ma chronić art. 231 KK.
Niech to będzie wyrok, który będzie głośnym wyrazem dezaprobaty Sądu RP i mocy jaką on sobą reprezentuje dla tych, którzy swoim niekompetentnym i lekkomyślnym zarządzaniem instytucją publiczną jaką jest ZUS, doprowadzili do takich strat w I Oddziale ZUS, a z drugiej strony, ogromnym sygnałem wsparcie ze strony Sądu, dla wielu osób w podobnej sytuacji, w urzędach, fabrykach, biurach i zakładach pracy w całej Polsce, które mierzą się z własnym strachem i potrzebują wsparcia. Potrzebują takiego właśnie wyroku sądu, który nie tylko będzie czytelnym sygnałem jak powinny wyglądać standardy prawidłowego i rzetelnego wykonywania zadań przez instytucje publiczne ale także sygnałem, że warto walczyć o swoje słuszne prawa i w tej walce można oczekiwać na odważny i sprawiedliwy wyrok Sądu RP.
Wnoszę o utrzymanie w mocy zaskarżonego wyroku w odniesieniu do oskarżonej.”
Kto pracuje w ZUS
W naszym kraju funkcjonuje stereotyp „wrednej urzędniczki”, często kierowany wobec osób pracujących w ZUS czy Urzędach Skarbowych. Stereotyp ten, oprócz tego, że jest nieprawdziwy i krzywdzący (jak każdy stereotyp) to dodatkowo, zawiera w sobie ładunek seksistowski, gdyż kierowany jest głównie w stronę kobiet.
Chce tutaj napisać, że dzięki pracy nad tą sprawą (oraz wieloma innymi sprawami, które prowadzę w odniesieniu do ZUS) miałem okazje poznać liczne urzędniczki ZUS oraz to jak pracują, jaką mają pracę, warunki tej pracy, problemy. I chcę tutaj powiedzieć, że spotkałem niezwykłe kompetentne, profesjonalne, silne i odważne kobiety (bo faktem jest, że większość osób pracujących w ZUS to kobiety). Co więcej, patrząc na to, jaką pracę wykonują, trudną i odpowiedzialną, na podstawie obłędnej liczby absurdalnych regulaminów i „wytycznych” oraz przy wątpliwym „wsparciu” dyrekcji (zachęcam do wglądu do akt sprawy aby samemu ocenić jakość pracy dyrekcji) to uważam, że jest to praca ewidentnie niedoceniana społecznie oraz zbyt nisko opłacana.
Jako przykład, jak absurdalne były zarzuty postawione mojej klientce oraz jak wygląda praca w ZUS podam jeden przykład. W skrócie, zarzut sprowadzał się do tego, że moja klientka powinna, po przygotowaniu noty zwrotu w aplikacji informatycznej ZUS, zweryfikować autentyczność dokumentów przez sięgnięcie po oryginały papierowe „z teczki”. Innymi słowy, zostały wydane miliony złotych z publicznych pieniędzy, na rozliczne aplikacje informatyczne, które mają usprawnić pracę w ZUS, a na koniec dnia dana urzędniczka, i tak musi szukać papierowych dokumentów, aby je „zweryfikować”, dokumentów, które przecież ma w tej aplikacji w formie elektronicznej (!).
Niech szczęśliwe zakończenie tej sprawy będzie końcem ww. paskudnego stereotypu, o tym kto pracuje w ZUS oraz o zawodzie urzędnika/urzędniczki oraz początkiem zmian, które sprawią, że to będzie przyjazne, bezpieczne, profesjonalne i dobrze opłacane miejsce pracy.
Czwartek, 24 listopada br. krótko przed 15.00, na korytarz nowoczesnego budynku Sądu Apelacyjnego w Warszawie powoli wchodzi, w konwoju czterech uzbrojonych funkcjonariuszy SW, mój klient. 26-letni student finansów i rachunkowości jednej z prywatnych uczelni w Warszawie, pochodzenia nigeryjskiego. Idzie wolno, ponieważ cieżko stawia się kroki w kajdankach zespolonych: na rękach i nogach, połączone łańcuchem.
Zapewne zastanawiacie się, jakie trzeba mieć zarzuty lub wyroki na koncie aby w ten sposób być konwojowanym do sądu? Terroryzm, morderstwo lub handel ciężkimi narkotykami?
Nic z tych rzeczy. Mój klient jest niekarany i nikt nigdy nie postawił mu żadnych zarzutów. To jednak w Polsce AD 2022 oraz na terenie Unii Europejskiej, nie jest przeszkodą, aby zostać wtrącony do aresztu tymczasowego na 100 dni, a w drodze na sale sądową być skutym podwójnym łańcuchem. Wbrew prawom człowieka, wbrew zdrowemu rozsądkowi.
Jak to możliwe? Posłuchajcie zatem historii o Europejskim Nakazie Aresztowania oraz obojętności na salach sądowych.
Oszustwo internetowe w Niemczech
Ponad rok temu, pewna obywatelka Niemiec wystawiła na niemieckim portalu internetowym typu marketplace, pewien nieduży mebel na sprzedaż, za ok. 500 EUR. Zgłosiła się przez email zainteresowana osoba, podpisując się imieniem i nazwiskiem mojego klienta, która zaznaczyła, że jest głuchoniema i może tylko pisać. Long story short: transakcja nie doszła oczywiście do skutku, ale sprytni oszuści tak zakręcili sprzedającą, że to ona wysłała im, w ratach, ok. 8000 EUR (!) na wskazane przez nich rachunki.
W toku postępowania przygotowawczego w Niemczech ustalono po adresach IP, że kontakt odbywał się z Nigerii oraz, że rachunek bankowy zlokalizowany w banku w Polsce mojego klienta, jest powiązany ze sprawą.
Niemiecka policja uzyskała dostęp do tego rachunku oraz dane o moim kliencie: jego adres w Polsce, dokument tożsamości, pełną listę transakcji na tym koncie wskazującą, że przebywa on w naszym kraju. Zamiast jednak skorzystać z takich instrumentów prawnych jak np. Europejski Nakaz Dochodzeniowy czy Europejski Nakaz Dozoru, niemieccy śledczy od razu sięgnęli po ciężką artylerię i wystawili za moim klientem, legalnie przebywającym na stałe w Polsce, studentowi prywatnej uczelni, Europejski Nakaz Aresztowania (ENA).
Europejski Nakaz Aresztowania – jak to powinno działać w teorii
Co to jest Europejski Nakaz Aresztowania („ENA”)? W zamyśle twórców tego instrumentu prawnego, miał to być środek zabezpieczający skierowany przeciwko najpoważniejszej przestępczości. Na podstawie przyjętych przepisów, jeden kraj członkowski UE – wydający ENA – nakazuje wszystkim innym krajom UE, poszukiwać, zatrzymać i przekazać osobę w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa lub w związku z potrzebą wykonania kary lub środka zabezpieczającego.
Kraj, który zlokalizuje u siebie taką osobę i dokona jej zatrzymania na postawie ENA może odmówić jego wykonania, tylko w sytuacji, gdy zaistnieją ściśle określone przesłanki (tzw. obligatoryjne i fakultatywne przesłanki odmowy wykonania ENA).
Zakłada się zatem automatyczne wykonanie ENA, opierając się na tzw. zasadzie wzajemnego uznawania orzeczeń. Odmowa wykonania ENA powinna być wyjątkiem. W ten sposób ten środek zabezpieczający, pozwala znacznie uprościć poszukiwanie, zatrzymywanie i ekstradycję osób podejrzanych o najpoważniejsze przestępstwa na terytorium krajów Unii Europejskiej. Co w sytuacji, gdy na obszarze UE panuje swoboda poruszania się, ma swoje uzasadnienie i przemawia za tym, że tego rodzaju instrument prawny jest potrzebny.
Europejski Nakaz Aresztowania – Decyzja Ramowa, Podręcznik i test proporcjonalności
Europejski Nakaz Aresztowania uregulowany jest w Decyzji Ramowej Rady UE z 13 czerwca 2002 roku. Link do treści aktu prawnego można znaleźć tutaj
Co ważne, Komisja Europejska w trosce o właściwe stosowanie Europejskiego Nakazu Aresztowania, wydała tzw. Podręcznik: Jak wydawać i wykonywać Europejski Nakaz Aresztowania, 2017/C 335/01, zwany dalej „Podręcznikiem”. Link do tego dokumentu można znaleźć tutaj
Podręcznik, to typowe europejskie soft law, mające wpływać na praktykę stosowania prawa mimo, że nie posiada on mocy wiążącej. W podręczniku znajdziemy wiele praktycznych informacji oraz zaleceń skierowanych do organów zaangażowanych w proces wydawania i wykonywania ENA. Przede wszystkim znajdziemy tam zalecenia dla organów wydających ENA, że nakaz należy wydawać jako ostateczność, gdy po rozważeniu takich okoliczności sprawy jak m.in:
waga czynu (np. wyrządzoną szkodę czy spowodowane zagrożenie);
prawdopodobną karę, jaka zostanie nałożona na osobą, której dotyczy ENA, w przypadku uznania jej za winną popełnienia zarzucanego czynu (np. karą będzie pozbawienie wolności);
interes ofiar przestępstwa;
dojdą one do wniosku, że wydanie ENA jest uzasadnione i konieczne. Co więcej, Podręcznik zaleca aby organy wydające ENA rozważyły czy zamiast nakazu aresztowania można wydać inne środki tzw. współpracy sądowej takie jak np. Europejski Nakaz Dochodzeniowy czy Europejski Nakaz Nadzoru. Ww. zalecenia są w istocie testem proporcjonalnosci, mającym odpowiedzieć na bardzo istotne pytanie tj. czy w danej sprawie, tak dolegliwy środek zapobiegawczy, jest uzasadniony – proporcjonalny do celu jaki ma osiągnąć. Biorąc pod uwagę, że po drugiej stronie, jest wolność człowieka, który może na podstawie ENA zostać jej pozbawiony.
Podręcznik bardzo przyjemnie się czyta, jednak problem z tym dokumentem polega na tym, że są to tylko „zalecenia” oraz „oczekiwania” bez mocy wiążącej. I jak się zaraz przekonamy, w obliczu praktyki stosowania ENA przez prokuraturę i sądy w Polsce, ale także i w Niemczech, to po prostu fikcja nie mająca z nic wspólnego z rzeczywistością.
Europejski Nakaz Aresztowania – jak to wygląda w praktyce
Ten niewątpliwie potrzebny instrument prawny jest niestety często nadużywany przez organy ścigania i sądy w sprawach, gdzie tak dolegliwy środek zapobiegawczy nie jest po prostu potrzebny. Dla potwierdzenia, że jest to problem systemowy i powszechny na obszarze UE, polecam lekturę Raportu Krajowego Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka z maja 2018 roku, „Praktyka stosowania ENA w Polsce jako państwie wydającym”. Możemy tam znaleźć także wiele cennych informacji o praktyce stosowania ENA na obszarze UE. W raporcie tym są opisane przykłady wydania ENA w Polsce w sprawach o kradzież 850 zł czy 10 długopisów o wartości 700 zł ale przede wszystkim wątpliwości co do procedury wydawania i wykonywania ENA, zgłaszane przez praktyków prawa, prawników oraz sądy w Polsce jaki i w krajach członkowskich UE. Raport można pobrać tutaj: HFPC – Raport Krajowy – Praktyka Stosowania Europejskiego Nakazu Aresztowania w Polsce – maj 2018
Podstawowy problem z ENA polega na tym, że jest to niezwykle dolegliwy środek zapobiegawczy. Na jego podstawie, inicjuje się poszukiwanie, zatrzymanie i przekazanie osoby za granicę. Przy czym ww. działania oparte są na bardzo uproszczonej procedurze, gdyż bazującej na wspomnianej wyżej zasadzie wzajemnego zaufania pomiędzy organami poszczególnych państw – członków Unii Europejskiej.
Poza tym, dotykamy przy tej okazji innego problemu. Jak to ujął Rzecznik Praw Obywatelskich w wystąpieniu z dnia 14 września 2020 roku tj. „systemowego problemu ze stosowaniem tymczasowego aresztowania w Polsce”. W praktyce, ten problem – chociaż uważam ze trafniejszym terminem byłaby patologia stosowania prawa – przejawia się w tym, że areszt tymczasowy jest domyślnym, ulubionym (to właściwe określenie) środkiem zabezpieczającym prokuratury, a ponad 90% wniosków prokuratury o zastosowanie aresztu tymczasowego jest akceptowane przez sądy. Co oznacza, że w Polce kontrola sądowa stosowania przez prokuraturę aresztu tymczasowego jest, znowu cytując RPO „iluzoryczna”. Czyli mówiąc wprost: w praktyce nie funkcjonuje. Nie ma jej. A przecież areszt tymczasowy – jako wyjątek od zasady, że nie można pozbawić człowieka wolności bez wyroku sądu – powinien być stosowany jako ostateczność, na podstawie rozważenia czy są spełniane przesłanki z KPK (które przecież wynikają z postanowień Konstytucji RP) oraz zgodnie z przewidzianą w art. 257 § 1 KPK dyrektywą minimalizacji środków zapobiegawczych.
Podobny problem – niejako automatycznego akceptowania przez sądy wniosków prokuratury o zastosowanie aresztu tymczasowego – występuje zresztą także w Niemczech.
W praktyce procedury karnej, stosowanie aresztu tymczasowego wygląda w ten sposób, że prokurator jako „uzasadnienie” dla zastosowania aresztu tymczasowego, podaje takie argumenty jak: „podejrzany ma telefon i konto w mediach społecznościowych” (co ma potwierdzać groźbę matactwa), „fakt zatrzymania może zmusić ściganego do ucieczki i do utrudniania postepowania” lub „zatrzymany został ujęty na lotnisku co urealnia obawę że będzie uciekał” (jako uzasadnienie groźby ucieczki), a sądy, w znakomitej większości takie „uzasadnienia” akceptują.
Terminu uzasadnienie używam w cudzysłowie, bo to nie są żadne uzasadnienia w sensie przedstawienia wyczerpującej argumentacji potwierdzającej przyjęte stanowisko. Są to wciąż te same rutynowe, okrągłe, często po prostu nic nieznaczące zwroty, którymi de facto można „uzasadnić” konieczność aresztu tymczasowego wobec każdej osoby. Bo przecież prawie każdy ma telefon komórkowy (a wiec będzie mataczył) i prawie każdy podróżuje i bywa na lotnisku czy na dworcu kolejowym (a więc będzie uciekał).
Link do wystąpienia RPO w tej sprawie można znaleźć tutaj
W rezultacie nałożenia na siebie systemowych problemów z nadużywaniem aresztu tymczasowego w Polsce, nadużywania ENA w sprawach błachych, gdzie nie jest to konieczne oraz uproszczonej procedury wykonania ENA, otrzymujemy niezwykle niebezpieczną sytuację dla praw każdego z nas, która w realiach sprawy mojego klienta wyglądała tak:
organ wydający ENA w Niemczech, znał adres zatrzymanego, wiedział, że przebywa w Polsce a mimo to zastosował ENA wskazując, że jego miejsce pobytu jest „nieustalone”;
mój klient został zatrzymany na lotnisku, 5 września 2022 roku, gdy planował odwiedziny w innym europejskim kraju, mając bilet powrotny w ręku oraz nie mając świadomości, że w jego sprawie toczy się jakiekolwiek postepowanie;
po zatrzymaniu i zapoznaniu się z treścią ENA, zaproponowaliśmy kaucje przekraczającą wysokość strat ofiary w tej sprawie, deklarując pełną współpracę w sprawie oraz oferując oddanie paszportu połączone z dozorem policji;
sądy zarówno, w Niemczech jak i w Polsce oddalały po kolei nasze wnioski o uchylenie aresztu tymczasowego, uchylenie ENA (w Niemczech) oraz zastosowanie wolnościowych środków zapobiegawczy, połączonych z poręczeniem majątkowym.
Podsumowując, w sprawie, gdzie wartość przestępstwa wynosi 8000 EUR, przy zaproponowanym poręczeniu majątkowym, w sytuacji, gdy zatrzymany nie miał świadomości, że w stosunku do niego toczy się postepowanie karne, jest nie karany, nie ma jakichkolwiek przesłanek, że planowałbym ucieczkę lub mataczenie, człowiek jest pozbawiony wolności na 100 dni (!). W praktyce, gdy kończę pisać ten artykuł mój klient wciąż przebywa w areszcie tymczasowym w Niemczech…
Przypomnieć należy, że zgodnie z art. 115 § 5 Kodeksu Karnego, mieniem znacznej wartości jest mienie którego wartość przekracza 200 000 zł. Zatem, mówimy o sprawie, której wartość a contrario jest nieznaczna. Przy czym, aby było jasne, tu nie chodzi o to, że w sprawie o przestępstwa „o nieznacznej wartości” nie można zastosować aresztu tymczasowego. Oczywiście, że można! Ale w takich sprawach, należy w szczególny sposób rozważyć czy zastosowanie tak dolegliwych środków, nakierowanych na pozbawienie jednej z najcenniejszych wartości człowieka – jego wolności – jest uzasadnione i jest jedynym rozwiązaniem, niezbędnym dla prawidłowego toku postepowania karnego!
Podkreślić trzeba, że polska prokuratura, która zatrzymuje postanowieniem osobę poszukiwaną na podstawie ENA, na terenie Polski (wszystkich krajów UE) oraz sąd który decyzje prokuratury kontroluje, nie mają obowiązku zastosowania aresztu tymczasowego w takich sprawach. Prokuratura, a następnie sąd zatwierdzający wniosek prokuratury, musi autonomicznie ocenić – czy w danej sprawie, w stosunku do osoby zatrzymanej na podstawie ENA na terenie Polski, istnieją przesłanki do zastosowania aresztu tymczasowego określone w Kodeksie Postępowania Karnego, a jeśli nie są, to należy zastosować wolnościowe środki zapobiegawcze – tak precyzyjnie opisane w Podręczniku – aby osoba poszukiwana na podstawie ENA, oczekiwała, na decyzję o wykonanie ENA na wolności. Warto to zilustrować cytatem z Podręcznika:
Punkt 4.6 Podręcznika, Rozdział 4 Wykonywanie ENA, strona 27: ” Po zatrzymaniu osoby, której dotyczy wniosek, na podstawie ENA, wykonujący nakaz organ sądowy musi zdecydować, czy osoba ta powinna pozostać w areszcie, czy należy ją zwolnić do czasu podjęcia decyzji o wykonaniu ENA. Osadzenie w areszcie nie jest zatem konieczne, a osoba ta może być tymczasowo zwolniona w dowolnym terminie zgodnie z prawem krajowym wykonującego nakaz państwa członkowskiego.”
Cytatem, który oczywiscie niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, gdyż w praktyce, w przypadku otrzymania wniosku o wykonanie ENA, prokuratura oraz sądy w Polsce, z automatu niejako przyjmować będą areszt tymczasowy jako domyślny, preferowany środek zapobiegawczy. O wielkim szczęściu mogłaby mówić osobą zatrzymana w Polsce w celu wykonania wobec niej ENA, która oczekiwłaby na wolnosci na decyzję sądu…
Polska przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka z powodu naruszenia praw człowieka przy stosowaniu aresztu tymczasowego
Prawda jest taka, że Polska jest regularnie niemal stroną postepowań w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu dotyczących praktyki stosowania aresztu tymczasowego przez sądy i prokuraturę w naszym kraju. Efektem tych postępowań są liczne (to już jest, można powiedzieć, stała linia orzecznicza) wyroki skazujące Polskę za naruszenia praw człowieka oraz zasądzające na rzecz poszkodowanych – nazwijmy to wprost ofiar patologicznych praktyk polskiego wymiaru sprawiedliwości – od skarbu państwa zadośćuczynienia. Te zadośćuczynienia niestety oscylują zwykle w przedziale ok 5000 – 15 000 EUR. Jest to, w mojej opinii, zbyt mało aby pokryć wyrządzoną krzywdę. Przede wszystkim jednak zbyt mało, aby poruszyło to opinie publiczną argumentem, w stylu „przez błędy polityków oraz praktyków prawa tracimy pieniądze podatników”. Zresztą o czym mówimy. Przeciez wciaż płacimy – my, podatnicy – kary rzędu milionów EUR za niewykonywanie orzeczeń TSUE.
Aby wyrobić sobie zdanie o liczbie spraw, stawianych Polsce zarzutów oraz konkluzji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz) polecam zapoznać się z Raportem Naczelnej Rady Adwokackiej z dnia 25 sierpnia 2021 roku, dot. wykonania Wyroku ETPCz w Strasburgu w sprawie grupy spraw Burża przeciwko Polsce.
Ujmując to w sposób syntetyczny, ETPCz, skazując Polskę za kolejne naruszenia dot. praktyki stosowania przepisów o areszcie tymczasowym wskazuje wciąż na te samy naruszenia:
stosowanie aresztu tymczasowego w sprawach błahych, gdzie nie było ku temu uzasadnienia lub gdzie można było zastosować mniej dolegliwy środek zapobiegawczy;
Iluzoryczna (w praktyce fikcyjna, nieistniejąca) kontrola sądów nad wnioskami prokuratury o zastosowanie aresztu tymczasowego;
przewlekłość stosowania aresztu tymczasowego przejawiająca się w przedłużaniu aresztu tymczasowego czasem po parę lat (4-5 lat!) bez wykazania i uzasadnienia jakie konkretnie przesłanki wskazują na konieczność zastosowanie tak drastycznego środka zapobiegawczego;
rutynowe i obojętne podejście prokuratury oraz sądów do w kwestii stosowania i przedłużania aresztu tymczasowego. Przejawiające się w tym, że postanowienia w tym przedmiocie są lakoniczne, nie zawierają szczegółowej argumentacji i uzasadnienia na podstawie jakich przesłanek prokurator (oraz sąd ) uznali, że w danej sprawie areszt tymczasowy jest uzasadniony. Często są to jakieś ogólniki, luźne dywagacje i spekulacje, co do których ciężko się obrońcy nawet odnieść.
Wyżej wymienione uchybienia, prowadzą niechybnie do jedynego słusznego ale smutnego wniosku, że w Polsce praktyka stosowania środków zapobiegawczych funkcjonuje w sposób absolutnie nieakceptowalny w nowoczesnym demokratycznym państwie, opartym na rządach prawa oraz na poszanowaniu praw człowieka. A takim państwem jak się wydaje, mienimy się lub przynajmniej takim chcemy siebie postrzegać.
Europejski Nakaz Aresztowania – jak się przed nim bronić
Wbrew pozorom znakomita większość ENA wydanych przez Polskę w nie zostaje wykonana. Według danych z 2018 roku ,z ww. Raportu Krajowego Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, średnio jedynie 20% ENA wydanych przez polski wymiar sprawiedliwości zostaje wykonane. W mojej opinii to wskazuje na ewidentny problem z zasadnością wydawania ENA w Polsce (co mnie nie dziwi, znając praktykę polskiego wymiaru sprawiedliwości w sprawach dot. aresztów tymczasowych) oraz, że zasada wzajemnego zaufania, na której opiera się ten instrument prawny, jak widać w praktyce słabo funkcjonuje. Zatem, na pewno jest szansa na uzyskanie odmowy wykonania ENA.
Rozważając obronę przed wydanym ENA, trzeba w pierwszej kolejności podjąć decyzje czy chcemy kwestionować ENA czy też wyrażamy zgodę na ekstradycję. Wniesienie środka odwoławczego może znacznie przedłużyć procedurę. W praktyce oznacza to, że najczęściej, osoba zatrzymana będzie niestety oczekiwać na decyzję w przedmiocie wykonania ENA w areszcie. Zgoda zatrzymanego na wykonanie ENA oznacza natomiast, że stosunkowo szybko osoba ta znajdzie się w kraju wydającym ENA. Może być tak, że klient w danej sprawie będzie chciał jak najszybciej zmierzyć się z zarzutami i w ten czy inny sposób jak najszybciej zakończyć sprawę, ale może być tak, że będzie za wszelką cenę chciał to udaremnić. Na przykład z tego powodu, że zostanie przeniesiony do obcego kraju, gdzie nie zna języka, nie ma nikogo bliskiego i gdzie koszty obrony prawnej mogą być znacznie większe niż w Polsce. To wszystko są ważne argumenty wymagające rozważenia.
Następnie, należy nawiązać kontakt z lokalnym prawnikiem z kraju wydania ENA w celu uzyskania dostępu do akt sprawy. To istotne, gdyż ENA jest tego rodzaju instrumentem, który wydawany jest w uproszczonej procedurze, na podstawie formularza. W dokumencie tym bardzo często znajduje się jedynie parę zdań dot. opisu sprawy i zarzutów wobec zatrzymanego. Na tej podstawie ciężko ocenić sprawę i ustalić sposób obrony. Dlatego tak ważne jest uzyskanie dostępu do akt sprawy.
Przechodząc już do samej linii obrony, to zgodnie z Decyzją Ramową, co do zasady, ENA podlega wykonaniu, a przesłanki odmowy są ściśle określone. Są one podzielone na przesłanki fakultatywne i obligatoryjne. Oczywistym jest, ze największe szanse na obronę rokuje wykazanie, że istnieje przesłanka obligatoryjna dla odmowy ENA. Przesłanki obligatoryjnej odmowy wykonania są zgodnie z art. 607 p Kodeksu Postępowania Karnego są następujace:
przestępstwo, którego dotyczy nakaz europejski, w wypadku jurysdykcji polskich sądów karnych, podlega darowaniu na mocy amnestii;
w stosunku do osoby ściganej zapadło w innym państwie prawomocne orzeczenie co do tych samych czynów oraz, w wypadku skazania za te same czyny, osoba ścigana odbywa karę lub ją odbyła albo kara nie może być wykonana według prawa państwa, w którym zapadł wyrok skazujący;
w stosunku do osoby ściganej zapadło prawomocne orzeczenie o przekazaniu do innego państwa członkowskiego Unii Europejskiej;
osoba, której dotyczy nakaz europejski, z powodu wieku nie ponosi według prawa polskiego odpowiedzialności karnej za czyny będące podstawą wydania nakazu europejskiego;
naruszałoby to wolności i prawa człowieka i obywatela;
nakaz wydany został w związku z przestępstwem popełnionym bez użycia przemocy z przyczyn politycznych.
Zadaniem obrońcy w takiej sprawie jest oczywiście sprawdzenie w pierwszej kolejności czy ww. przesłanki – fakultatywne i obligatoryjne nie występują w sprawie. Zwróciłbym tutaj szczególną uwagę na przesłankę „naruszeni praw człowieka i obywatela, w połączeniu z tym co zostało powiedziane na przykładzie sprawy Ladent vs Polska. Chodzi o to, że pozbawienie wolności człowieka bez uzasadnionej potrzeby jest naruszeniem praw człowieka i obywatela. To jest bezsporne i wynika wprost z przepisów Konstytucji czy Karty Praw Człowieka i Obywatel. Wydanie ENA w praktyce, prawie zawsze wiąże się z pozbawieniem wolności. Zatem gdy mamy argumenty w sprawie aby przekonać sąd, że waga sprawy, postawa podejrzanego (naszego klienta), proponowane alternatywne zabezpieczenia (poręczenie majątkowe) nie uzasadniają w żadnym stopniu zastosowania pozbawienia wolności, możemy argumentować właśnie w tym kierunku. Tzn., że stosowanie ENA – tak dolegliwego środka karnego, pozbawiającego wolności – jest naruszeniem praw człowieka i obywatela i jako takie wypełnia przesłankę obligatoryjną odmowy wykonania ENA.
Aby było jasne, taka linia obrony powinna także podkreślać, że zatrzymanemu nie chodzi o unikniecie zmierzenia się ze sprawą, która jak widać toczy się w jego sprawie, ale aby zmierzyć się z nią przebywając na wolności, z zastosowaniem np. dozoru policji, pozbawienia prawa podróży i z wpłaconym poręczeniem majątkowym.
Taka linia obrony będzie de facto swojego rodzaju kwestionowaniem proporcjonalności wydanego ENA, ale w połączeniu z zarzutem zaistnienia przesłanki obligatoryjnej odmowy wykonania ENA, tj. naruszenia praw człowieka i obywatela. Samo kwestionowanie proporcjonalności, może być mało efektywne, gdyż istnieje istotna rozbieżność w praktyce sądów czy taki test proporcjonalności, sąd rozstrzygający czy wykonać dany ENA może wykonać. Moim zdaniem, może i powinien, gdyż mieści się to w ramach sprawdzenia czy ww. przesłanka obligatoryjna jest spełniona. Poza tym, faktem jest, że w sądach państw członkowskich UE zapadały już wyroki gdzie z powołaniem się właśnie na zasadę proporcjonalności (najczęściej w połączeniu z naruszeniem praw człowieka a wiec de facto właśnie ze wskazaniem na przesłankę obligatoryjnej odmowy), sądy odmawiały wykonania ENA (przykłady można znaleźć ww. Raporcie Krajowym HFPC).
ENA – co dalej z tymi przepisami
Nie ulega dla mnie wątpliwości, że Europejski Nakaz Aresztowania jest potrzebnym instrumentem prawnym dla zwalczania przestępczości na obszarze UE. Jednakże, nie ulega dla mnie również wątpliwości, że przepisy te wymagają – ze względu na przedstawione powyżej wady – istotnej nowelizacji. I to nie przez wydawanie, nic w praktyce nie znaczących podręczników czy górnolotnych rezolucji PE. Chodzi o takie uregulowanie przepisów regulujących ENA, aby efektywność tego środka zapobiegawczego została z jednej stron,y zachowana (chociaż patrząc na statystyki to chyba z tą efektywnością najlepiej nie jest), a z drugiej strony, aby nie był on nadużywany w sprawach drobnych, o nieznacznej wartości, gdzie bez potrzeby naruszane są prawa człowieka i obywatela, poprzez na nieuzasadnione i zbędne pozbawienie wolności i ekstradycję.
Styczeń 2023
Paweł Osiński
Adwokat, obrońca w sprawach karnych, prowadzący praktykę w sprawach przestępczości gospodarczej, przestępczości dot. kryptowalut oraz prania brudnych pieniędzy.
W marcu tego roku pisałem o bulwersującej sprawie związanej z przykładem nieprawidłowego zastosowania kary porządkowej w I Oddziale ZUS Warszawa. Bulwersującej, gdyż w mojej ocenie takie działanie to rażące naruszenie praw pracowniczych w instytucji publicznej, która chyba powinna być absolutnym przykładem prawidłowego stosowania przepisów Kodeksu Pracy. Tymczasem mamy tam do czynienia z wykorzystaniem instrumentów prawnych po to aby pracownika ukarać, nie za naruszenie przepisów porządkowych, ale za jakąkolwiek formę sprzeciwu czy też posiadanie odmiennego zdania wobec dyrekcji oddziału. Więcej o tej sprawie, jeszcze na etapie I instancji, pisałem tutaj: Dyscyplina w zakładzie pracy, czyli o sprzecznym z prawem pracy stosowaniu przez pracodawcę kar porządkowych
Oddalenie apelacji ZUS
Teraz, mogę poinformować o pomyślnym finale tej sprawy. W dniu dzisiejszym do kancelarii wpłynął wyrok Sądu Okręgowego z dnia 27 lipca 2022 roku, oddalający apelację I Oddziału ZUS Warszawa. To oznaczą, że wyrok sądu I instancji staje się prawomocny, a działania Dyrektora I Oddziału ZUS w Warszawie, który podpisał się pod decyzją o nałożeniu ww. kary porządkowej uznane zostały za błędne i dokonane bez podstawy prawnej. Poniżej można zapoznać się z sentencją wyroku:
W sentencji można znaleźć sygnaturę sprawy na podstawie której, osoby zainteresowane tematyką naruszenia praw pracowniczych ( w szczególności w I Oddziale ZUS Warszawa ), mogą zwrócić się do Sądu o wgląd do akt już zakończonej prawomocnie sprawy.
Jak dyrekcja I Oddziału ZUS rozumie „wzajemne zaufanie”
O kwestiach prawnych w tej sprawie pisałem już wcześniej i pomyślałem, że teraz zacytuje już tylko wprost dwa fragmenty z odpowiedzi na apelację ZUS, które najlepiej – w mojej opinii – obrazują jak niebezpieczne jest podejście przyjęte przez dyrekcję I Oddziału ZUS w Warszawie dla urzędniczek i urzędników ZUS.
Fragment nr 1:
„W swojej apelacji, pozwany wydaje się wprost nie polemizować z przedstawionym przez Sąd Rejonowy rozumieniem istoty kar porządkowych, ale już po dokładniejszej lekturze treści apelacji wynika, iż stoi on na stanowisku, że w zasadzie pracodawca może nałożyć karę porządkową za każde działanie pracownika, które pracodawca subiektywnie uzna za niewłaściwe i niespełniające jego oczekiwań wobec pracownika. Logika strony pozwanej sprowadza się do takiego rozumowania:
Kary porządkowe można nakładać za naruszenia porządku i organizacji pracy.
Każde działanie pracownika, które nie spełnia oczekiwań pracodawcy to naruszenie organizacji i porządku pracy, gdyż, gdy pracownik nie realizuje oczekiwań pracodawcy to powoduje dezorganizację i zakłócenie porządku w pracy.
Zatem, można nakładać kary porządkowe na pracownika za de facto każde działanie pracownika, które w swobodnej ocenie pracodawcy jest naruszeniem jego obowiązków.
Doskonale obrazuje to wadliwe rozumowanie – całkowicie oderwane od zasad, na których opartych jest Kodeks Pracy i odpowiedzialność porządkowa – cytat z apelacji pozwanego, str. 11:
„Do podstawowych obowiązków pracownika należy sumienne i staranne wykonywanie powierzonych zadań oraz przestrzeganie zasad zawartych w umowie o prace czy regulaminach wewnątrzzakładowych. W przypadku lekceważenia poleceń lub przekroczenia tych obowiązków – nawet gdy nie można mówić o winie – na pracownika mogą zostać nałożone kary.”
Innymi słowy: obóz pracy gdzie pracodawca może nakładać na pracownika kary, za jakiekolwiek naruszenia zasad panujących w miejscu pracy – oceniane według swobodnego uznania przez pracodawcę, nawet bez winy pracownika (!).”
Fragment nr 2:
„Na zakończenie, warto jeszcze odnieść się do fragmentu apelacji, w której pozwany podkreśla, że „więź pracownicza jest relacją osobistą, miedzy pracodawcą i pracownikiem, o szczególnym charakterze, a jej fundamentem jest wzajemne zaufanie”. Z tego bezdyskusyjnie trafnego sformułowania, pozwany zaskakująco wnioskuje, że jakikolwiek działanie nie po myśli pracodawcy może uzasadnić nałożenie na pracownika sankcji w postaci kary porządkowej.
Ta zasada wzajemnego zaufania, jak widać obowiązuje tylko w jednym kierunku, gdyż pozwana była „poproszona” o oddanie swojego telefonu komórkowego przed spotkaniem, na którym wręczono jej kare nagany, co jest działaniem nakierowanym na zastraszenie oraz pokazującym stan „wzajemnego zaufania’ w miejscu pracy powódki. Co więcej, pozwany przypisuje powódce „interes” w ukrywaniu rzeczywistego stanu zadań w swojej komórce w związku z rekrutacją do Centrali ZUS. To oczywiście przeczy zdrowemu rozsądkowi, gdyż zwykle, gdy ktoś planuje awans to stara się na obecnym stanowisku wykazać, jak najlepiej realizując swoje obowiązki. Takie stwierdzenie jest jedynie desperacką insynuacją pozwanego, któremu brakuje merytorycznych argumentów. Za to doskonale obrazuje jak pracodawca powódki rozumie zasadę „wzajemnego zaufania”.
Wnioski ze sprawy
To tylko małe zwycięstwo w walce o to, aby ZUS był przyjaznym i profesjonalnym miejscem pracy, ale moim zdaniem niezwykle ważne dla wielu pracowników tej instytucji. To dla nich sygnał, że warto walczyć o swoje prawa. Tym bardziej, że to oni są fundamentem tej instytucji a nie łamiący prawa pracownicze dyrektorzy. Jeśli urzędnicy i urzędniczki ZUS sobie to uświadomią oraz i działajac razem, wystąpią o swoje prawa, to jestem przekonany, że są w stanie taka prawną batalię wygrać i zmienić wiele w swoim miejscu pracy.
Paweł Osiński
Adwokat zajmujący się tematyką naruszania praw pracowniczych oraz przestępstw gospodarczych i urzędniczych
Z dniem 1 sierpnia 2022 roku, obowiązują w Niemczech przepisy, które umożliwiają założenie spółki GmbH (spółka z o.o.) oraz UG (uproszczona forma sp. z o.o.) całkowicie online, bez konieczności wizyty u notariusza. Nowe przepisy (Gesetz zur Umsetzung der Digitalizierungsrichtlinie) czyli ustawa o wdrożeniu Dyrektywy o Cyfryzacji przewidują nie tylko możliwość w pełni zdalnego założenia spółki GmbH/UG, ale także dokonania pewnych zgłoszeń do rejestru handlowego funkcjonującego w Niemczech.
W związku z wprowadzonymi zmianami, został przygotowany system informatyczny, za pomocą którego strony będą dokonywać czynności notarialnych niezbędnych do założenia spółki GmbH. System informatyczny znajduje się na stronie https://online-verfahren.notar.de/ov/
Dostępne są dwie wersje językowe: niemiecka i angielska. Na ww. stronie znajdują się dodatkowe liczne informacje dotyczące funkcjonowania nowych przepisów oraz samego systemu.
W skrócie, strony czynności powinny zarejestrować do systemu, gdzie określą jakiej czynności planują dokonać, w jakim terminie i u którego notariusza. Identyfikacja stron czynności będzie odbywać się dwuetapowo: w pierwszym kroku na podstawie e-ID (e-dowód czyli dowód elektroniczny z warstwą elektroniczną) a w drugim kroku, przez notariusza, przez porównanie zdjęcia strony (powiązanego z e-ID) z jego wizerunkiem online w systemie. Podpisy pod aktem notarialnym także będą zbierane w formie elektronicznej, a z samego aktu nie będzie sporządzany papierowy dokument a jedynie potwierdzenie w formie elektronicznej.
Co ciekawe, przewidziana jest forma mieszana aktu założycielskiego gdzie część osób uczestniczy zdalnie a część osobiście przed notariuszem. Na stronie systemu jest także dostępna specjalna aplikacja mobilna: Notar-app.
Amtsgericht – Sąd Rejonowy w NIemczech
Dla przypomnienia, tradycyjny sposób założenia spółki GmbH wymaga oczywiście obecności przed notariuszem, sporządzenia aktu założycielskiego, potwierdzenia umowy spółki oraz powołania pierwszych organów spółki. Dodatkowo, konieczne jest złożenie przed notariuszem – przez wybrane organy spółki – określonych oświadczeń. Po opłaceniu kapitału spółki w wymaganej wysokości (w przypadku GmbH) notariusz wysyła zgłoszenie do rejestru handlowego.
Warto wspomnieć, że czynności notarialne online są już dostępne w m.in. Holandii. Tam działa to trochę inaczej – bez wcześniejszej rejestracji – ale sprawnie, co mogę powiedzieć po pierwszych inkorporacjach spółek i fundacji w Holandii już w nowym systemie.
Wprowadzony od 1 sierpnia 2022 roku w Niemczech system czynności notarialnych online nie przewiduje obecnie możliwości dokonywania zmian w umowie spółki, ale jest już zaplanowane, że taka funkcjonalność będzie aktywna od 1 sierpnia 2023 roku.
Wdrożenie tego rozwiązania jest realizacją obowiązków wynikających z Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1151 zmieniającej Dyrektywę (UE) 2017/1132 w odniesieniu do stosowania narzędzi i procesów cyfrowych w prawie spółek. Termin implementacji postanowie ww. Dyrektywy upływa 1 sierpnia 2023 roku.
Paweł Osiński
Adwokat specjalizujący się we wsparciu polskich przedsiębiorców na rynkach niemieckojęzycznych (Niemcy, Szwajcaria, Ks. Liechtenstein).
Tekst ten wynika z doświadczeń zebranych przy okazji zakładania fundacji rodzinnych dla moich klientów. W przeważającej mierze mówimy tutaj o fundacjach z siedzibą w Ks. Liechtenstein.
W ramach procedury zakładania tych specyficznych podmiotów prawnych pojawia się wiele pytań, wątpliwości oraz oczekiwań ze strony ich założycieli. Większość z tych pytań dotyczy kwestii prawnych czy podatkowych dość typowych i powtarzalnych. Dlatego uznałem, że warto podsumować je w takim praktycznym artykule, który mam nadzieję, będzie pomocny dla osób rozważających założenie fundacji rodzinnej. Będą one mogły jeszcze przed podjęciem decyzji, skonfrontować się z kwestiami, które trzeba rozstrzygnąć podczas procedury założenia fundacji.
Jedna uwaga na wstępie: informacje tutaj zawarte w znakomitej większości mają także zastosowanie do procedury założenia fundacji rodzinnej w innych krajach gdzie taki podmiot prawny jest przewidziany jak np. Holandia, Szwajcaria czy Malta. Odniesienie do fundacji rodzinnej w Księstwie Liechtenstein wynika z tego, że to jedna z najlepszych na świecie jurysdykcji na założenie takiej fundacji oraz z tego, że moja praktyka w przeważającej mierze dotyczy właśnie zakładania fundacji rodzinnych w tym kraju.
Po co zakłada się fundację rodzinną?
Fundacje rodzinną zakłada się w celu zwiększenia bezpieczeństwa i stabilności swojego majątku w odniesieniu do zagrożeń, które mogą tym wartosciom zagrozić. Takimi ryzykami mogą być:
Spory w ramach rodziny – czyli spory i konflikty pomiędzy przyszłymi spadkobiercami tego majtku, czy po prostu różnice zdań tak istotne, że uniemożliwiają podjęcie zgodnej decyzji co do np. sposobu zarządzania przedsiębiorstwem rodzinnym.
Ogólne ryzyko gospodarcze – z działalnością gospodarczą zawsze związane jest ryzyko finansowe, także dla majątku osobistego (np. odpowiedzialność członka zarządu spółki kapitałowej za zobowiązania podatkowe spółki). Truizmem jest – ale prawdziwym i często chyba zapominanym, że z działalnością gospodarczą w dużych rozmiarach czy też w sektorach obarczonych ponadprzeciętnym ryzykiem to ryzyko odpowiednio także się zwiększa. Fundacja rodzinna jest po to aby takie ryzyko zminimalizować lub wykluczyć.
Ryzyko niestabilności politycznej – polegające na tym, że kraj w którym żyjemy, prowadzimy biznes, posiadamy majątek nagle, z powodów politycznych, porzuci zasady praworządności i nasz majtek będzie np. skonfiskowany lub bezterminowo podlegał zabezpieczeniu majątkowemu przez bezprawnie działającą prokuraturę czy organy podatkowe.
Ryzyko geopolityczne – czyli ryzyko zdarzeń w skali międzynarodowej (jak np. wojna w Ukrainie), które mogą istotnie wpłynąć na sytuacje kraju sąsiedniego, (jak Polska) w którym zlokalizowany jest majątek fundatora. Wtedy celem fundacji jest przetransferowanie przynajmniej części majątku (płynnego jak np. gotówka) do kraju oddalonego od źródła geopolitycznych zagrożeń oraz o większej stabilności prawnej i politycznej (np. Liechtenstein czy Szwajcaria).
W praktyce, decyzja o założeniu fundacji rodzinnej to zwykle suma wszystkich ww. motywacji. Widać jednak pewną prawidłowość, że częściej decydują się na założenie takiego podmiotu osoby, które już doświadczyły w swoim życiu którychś z ww. zagrożeń i wiedzą jaką wartością są bezpieczeństwo, stabilność biznesu oraz majątku osobistego.
Zamek Vaduz, Księstwo Liechtenstein.
Czym jest fundacja rodzinna?
Fundacja rodzinna to podmiot prawny, którego istota polega na tym, że fundator przekazuje (za swojego życia lub pośmiertnie w drodze testamentu) do niego swój majątek w sposób definitywny, bez żadnego wynagrodzenia czy ekwiwalentu w postaci udziałów w fundacji (takich w fundacji rodzinnej po prostu nie ma) czy też praw do tego majątku. W ten sposób, po założeniu fundacji i transferze majątku, właścicielem tego majątku staje się fundacja posiadająca osobowość prawną.
Co istotne, rola fundatora w ramach procedury założenia fundacji, nie sprowadza się tylko do przekazanie majątku założycielskiego do fundacji, ale zwykle polega na tym, że nadaje on statut fundacji, ustala cele fundacji, ilość i rodzaj organów fundacji, sposób zarządzania majątkiem fundacji oraz ustala kręg beneficjentów. Wszystko to według swoich oczekiwań ograniczanych jedynie przepisami prawa.
Najczęściej działa to w ten sposób, że fundator nadaje statut i regulaminy fundacji, powołuje pierwsze organy, ustala cele i zasady zarządzania jej majątkiem, ustala krąg beneficjentów lub zasady ich określania. Zwykle fundator zachowuje kontrolę nad fundacją aż do swojej śmierci. Po odejściu fundatora zasady przez niego ustanowione nadal obowiązują i są wiążące dla podmiotów uczestniczących w fundacji (zarządców, audytorów czy beneficjentów, protektorów, firm zarządzających aktywami czy banków etc.).
Innymi słowy koncepcja fundacji polega na tym, że jest ty wyzbycie się swojego majątku przez przekazanie do odrębnego podmiotu prawnego przy zachowaniu określonej kontroli i wpływu nad ten majątek. Jest to jednak już wpływ nie właścicielski (czyli „tak jak właściciel”) ale wynikający z ustalonych przez fundatora, w dokumentach statutowych celów fundacji i zasad jej funkcjonowania. Przy czym cele fundacji oraz wszystko to co fundator ustalił w dokumentach statutowych fundacji podlega szczególnej ochronie prawnej w Księstwie Liechtenstein.
Jakie organy posiada fundacja rodzinna?
Przepisy regulujące powstanie fundacji rodzinnej przyznają dużą swobodę w zakresie zbudowania jej struktury wewnętrznej. Może to być struktura monistyczna z jednym organem – zarządzającym /stanowiącym (rada dyrektorów) lub struktura z dwoma i więcej organami takimi jak: zarząd, rada rodziny (odp. rady nadzorczej), rada audytorów, protektor etc. W praktyce wszystko tutaj zależy od woli fundatora.
Fundatorowi mogą, ale nie muszą, zostać przyznane określone istotne kompetencje tak długo jak żyje, np. uprawnienie do zmiany statutu, powołania/odwołania zarządu czy odwołanie/likwidacja fundacji.
Co istotne, jest praktyką we wszystkich krajach gdzie fundacje istnieją, że ich funkcjonowanie podlega w tej czy innej formie nadzorowi organów państwowych (np. sądu czy specjalnego organu nadzoru nad tym segmentem rynku). To zwiększa bezpieczeństwo takiego rozwiązania i wprowadza dodatkowe zabezpieczenie przed np., nielojalnymi czy nieuczciwymi działaniami administratora fundacji. W większości krajów, które znam dyrektorem fundacji może być tylko podmiot posiadający odpowiednią licencję. Zwykle są to adwokaci, doradcy podatkowi czy audytorzy czyli osoby wykonujące zawód zaufania publicznego.
Kim są beneficjenci fundacji rodzinnej i jak się ich określa?
Beneficjenci fundacji rodzinnej to zasadniczo osoby uprawnione do otrzymywania korzyści z fundacji. W większości znanych mi jurysdykcji, gdzie fundacje rodzinne funkcjonują, fundatorowi przysługuje znaczna swoboda w określaniu kręgu tych osób. Aby lepiej zrozumieć w jaki sposób można zdefiniować beneficjentów w dokumentach założycielskich fundacji rodzinnej, warto wyróżnić stosowane najczęściej klasy beneficjów oraz sposoby ich określania:
określeni imiennie – czyli beneficjenci wskazani z imienia i nazwiska.
rodzajowi, określeni wg. pewnej cechy np. zstępni fundatora lub krewni fundatora w I i II linii.
Beneficjenci warunkowi – którzy nabędą prawo do otrzymywania określonych korzyści dopiero gdy spełnią określny warunek np. ukończą studia magisterskie.
Beneficjenci dyskrecjonalni czyli tacy, którzy staną się beneficjentami uprawnionymi do określonych świadczeń z fundacji, dopiero na podstawie decyzji organu fundacji, uprawnionego do na podstawie dokumentów fundacji do podejmowania takich decyzji.
Ww. zasady ustalania kręgu beneficjentów mogą się ze sobą łączyć i podlegać dalszym modyfikacjom. Np. jako beneficjent zostanie wskazany z imienia i nazwiska przyjaciel fundatora (beneficjent imienny) wraz z informacją, że beneficjentami mogą być jego dzieci (beneficjenci rodzajowi) ale już dalsi zstępni nie.
Istotnym uzupełnieniem zasad określających kto będzie beneficjentem fundacji powinno być sprecyzowanie jakich świadczeń mogą beneficjenci od fundacji oczekiwać. To zwykle powinno być zadanie fundatora, który przy założeniu fundacji może i powinien precyzyjnie wskazać jakie są cele fundacji w odniesieniu do jej majątku (zasady zarządu tym majątkiem) oraz jakie świadczenia, kiedy i na jakich warunkach mogą otrzymać beneficjenci. Te zasady, czy to w formie regulaminu, by-laws czy letter of wishes, stanowią wiążące instrukcje dla organów fundacji także po śmierci fundatora i pełnią istotną rolę w zapewnieniu stabilnego funkcjonowania majątku przekazanego go fundacji.
Dodam jednak, że w praktyce, takie bezpośrednie wypłaty czy świadczenia do beneficjentów stanowią rzadkość. Istotą fundacji nie jest wypłacanie beneficjentom świadczeń pieniężnych ale to, że stabilizuje ona majątek rodzinny, przez to, że włącza członków rodziny w zarządzanie i decydowanie o tym majątku. Dzieje się to jednak na zasadach ustalonych przez fundatora w dokumentach statutowych.
Na czym polega efekt ochrony majątku który ma zapewnić fundacja rodzinna?
Pierwszym efektem ochronnym fundacji jest to, że jest to osoba prawna odrębna od osoby fundatora i roszczenia cywilne skierowane do fundatora nie mogą być co do zasady kierowane do fundacji. Poszczególne kraje, gdzie funkcjonują takie formy prawne przewidują zwykle pewien okres przejściowy, gdzie wierzyciele fundatora mogą zgłaszać roszczenia do fundacji dot. majątku fundatora. W Ks. Liechtenstein te okres wynosi od 1 roku do 5 lat (w przypadku wykazania działania w złej wierze przez fundatora). Ciężar dowodowy spoczywa na wierzycielu.
Drugim efektem jest to, że przekazanie przez fundatora swojego majątku do fundacji, przy odpowiednim zaprojektowaniu tego transferu, może sprawdzić, że nie pozostawi on po sobie masy spadkowej. To wykluczy ew. spory spadkowe oraz zapewni, że ten majątek w zwartej formie będzie pełnił swoją funkcję, niezależnie od ew. różnic zdań między potencjalnymi spadkobiercami.
Finalnie, warto dodać, że elementem który decyduje o dodatkowym bezpieczeństwie prawnym oferowanym przez fundację rodzinną jest to, że jest ona ulokowana w kraju takim jak Ks. Liechtenstein, o wysokim poziomie praworządności i kultury prawnej. Ma to niezwykle ważne znaczenie w sytuacji gdzie w kraju pochodzenia fundatora, panuje prawna niestabilność i brak poszanowania zasad prawa. Co przejawia się w agresywnym i dowolnym działaniu np. organów podatkowych czy prokuratury. Od strony praktycznej polega to na tym, że wszelkie sprawy – czy to podatkowe czy karne – gdzie fundacja będzie stroną, i gdzie np. przeciwko majątkowi fundacji zostaną skierowane wnioski np. o zabezpieczenie majątkowe, powinny toczyć się z udziałem właściwych organów administracji oraz sądów w Ks. Liechtenstein.
Jak przekazać majtek do fundacji?
Zasadniczo, liczba podstawowych możliwości takiego transferu jest ograniczona i sprowadza się do darowizny lub sprzedaży. Obydwa sposoby mają swoje prawne i podatkowe uwarunkowania i wymagają indywidulnego podejścia, ale w pewnym uproszczeniu mają one następujące zastosowanie:
Darowizna – polega na początkowym transferze majątku do fundacji przez fundatora lub darowizny na późniejszym etapie. Ma swoje negatywne konsekwencje z punktu widzenia działania na szkodę wierzycieli oraz konsekwencje w prawie spadkowym. Zwykle dotyczy majątku prywatnego, nie przeznaczonego do prowadzenia działalności gospodarczej (gotówka, nieruchomości prywatne, ruchomości).
Sprzedaż – stosowana jest raczej co do majątku przeznaczonego do działalności gospodarczej. Stosowana w sytuacji gdy istnieje ryzyko działania na szkodę wierzycieli z tym, że pojawiają się takie problemy jak konieczność ustalenia ceny rynkowej, zapłata z przedmiot sprzedaży etc.
Aport połączony z darowizną – stosowany w przypadku gdy majątkiem przekazywanym do fundacji jest przedsiębiorstwo. Wtedy, aport takiego przedsiębiorstwa do spółki kapitałowej może być zgodnie z przepisami podatkowymi neutralny podatkowo. W zamian za aport przyszły fundator otrzymuje udziały w spółce. Następnie przekazuje ww. udziały do fundacji jako darowizna.
Nie można zapominać o ryzyku potraktowania działań fundatora jako działania na szkodę wierzycieli. To może mieć swoje konsekwencje przewidziane w art. 300 Kodeksu Karnego oraz konsekwencje przewidziane w przepisach Kodeksu Cywilnego dotyczących ochrony wierzycieli ( m.in. tzw. skarga pauliańska). Dlatego, tak ważne jest podjęcie decyzji o założeniu fundacji rodzinnej w momencie gdy ryzyko prawne czy podatkowe jeszcze się nie materializuje. Złożenie fundacji i transfer majątku do niej jest oczywiście możliwy w sytuacji gdy już znajdujemy się w sporze prawnym czy podatkowym, ale należy wtedy uważniej przeanalizować stan faktyczny i ww. przepisy prawne aby mieć świadomość ryzyka jakie ponosimy i dostosować planowane działania.
Czy wykorzystanie fundacja rodzinnej może wiązać się z ryzkiem podatkowym?
Celem fundacji rodzinnej nie jest, co do zasady, optymalizacja podatkowa, ale zwiększenie bezpieczeństwa oraz stabilności określonego majątku. To ma swoje konsekwencje a nawet, może sytuację podatkową wręcz skomplikować, jako że majątek, który dotychczas był własnością jednego członka rodziny (fundatora) staje się majątkiem osoby prawnej – fundacji rodzinnej.
Patrząc jednak z szerszej perspektywy, to prawidłowo zaplanowana fundacja rodzinna, może długoterminowo przynieść korzyści podatkowe. Wymaga to jednak indywidualnego podejścia oraz wcześniejszej oceny planowanych operacji, majątku rodzinnego oraz nawet sytuacji osobistej fundatora i jego rodziny. Zasadniczo, widzę dwa główne ryzyka podatkowe w odniesieniu do założenia i funkcjonowania fundacji rodzinnych:
Exit Tax;
Przepisy o kontrolowanych spółkach zależnych (tzw. „przepisy CFC” – gdzie CFC pochodzi od controlled foreign company).
Przy czym, w praktyce, zwykle Exit Tax nie stanowi istotnego zagrożenia dla założenia i funkcjonowania fundacji. Realnym zagadnieniem jest niewątpliwie CFC i tutaj mogę z doświadczenia wymienić dwa podejścia do tego problemu:
Jeśli oczekiwaniem klienta – fundatora – jest aby fundacja nie podlegała przepisom CFC czyli aby była także narzędziem zwiększającym efektywność podatkową jego działań to w zasadzie, jedynym rozwiązaniem jest stworzenie fundacji tzw. konsultacyjnej. Polega to na tym, że rola fundatora sprowadza się jedynie do założenia fundacji i nadanie jej pierwszych dokumentów statutowych. Następnie, nie ma on jakichkolwiek uprawnień poza konsultacyjnymi. Oznacza to, że pełnie władzy w fundacji (oczywiście w zgodzie z obowiązującymi przepisami prawa w KS. Liechtenstein oraz z dokumentami statutowymi fundacji) mają lokalni licencjonowani administratorzy, którzy jedynie zwracają się do fundatora o niewiążącą opinię co do planowanych działań. Odpowiednio działa to z członkami rodziny fundatora. Ich pozycja jest wyłącznie konsultacyjna. Z oczywistych, bardziej psychologicznym niż prawnych, w moim przekonaniu względów, na takie rozwiązanie decyduje małe grono klientów.
Drugie podejście, to po prostu akceptacja tego, że fundacja będzie traktowana jako CFC. W końcu, jak ww. zostało powiedziane, celem fundacji rodzinnej nie jest optymalizacja podatkowa, a zwiększenie bezpieczeństwa. Zatem, aby cieszyć się pewną i stabilną sytuacją (także podatkową) warto po prostu zgłosić fundację jako CFC i opłacić raz w roku należny podatek – o ile pojawią przychody podlegające temu podatkowi. Przy czym, konstrukcja podatku CFC powoduje, że nie mamy tutaj jakiegoś „dodatkowego” karnego opodatkowania, ale jest to podatek mający zapobiegać agresywnej, nieuzasadnionej optymalizacji podatkowej. Tytułem przykładu, jeśli prowadzimy działalność poprzez spółkę operacyjną w Polsce i ta spółka wypłaca dywidendę do fundacji rodzinnej (pobierając wcześniej podatek u źródła od dywidend), to na gruncie przepisów CFC, nie zapłacimy jeszcze raz dodatkowego podatku, ale ten podatek u źródła zapłacony w Polsce będzie zaliczony na poczet podatku od CFC.
To drugie podejście jest najczęściej przyjmowane przez klientów. I słusznie w mojej ocenie.
Zaznaczę może jeszcze tylko, że pewnym rozwiązaniem na pozbycie się kłopotu z zakwalifikowaniem jako CFC na gruncie polskich przepisów podatkowych jest założenie fundacji rodzinnej w sytuacji gdy fundator i członkowie jego rodziny w związku ze swoimi wyborami życiowymi, przebywają większość część czasu poza Polską (możliwa utrata rezydencji podatkowej) a większość ich majątku także znajduje się poza Polską.
Warto jeszcze podkreślić tutaj, iż to, że nasza fundacja będzie zakwalifikowana jako CFC, wciąż pozwala na korzystanie z rozwiązań istniejących na gruncie polskich przepisów podatkowych, pozwalających na osiągnięcie legalnych korzyści podatkowych (np. ASI czy zwolnienie dla spółek holdingowych), które będą zwiększać efektywność podatkową fundacji.
Fundacje rodzinne w większości jurysdykcji podlegają opodatkowaniu w sposób ograniczony. Tak jest właśnie w Ks. Liechtenstein, gdzie fundacje prywatne płacą zryczałtowany podatek 1800 CHF rocznie (pod warunkiem, że nie prowadzą działalności gospodarczej). W innych systemach prawnych przy założeniu, że fundacja nie prowadzi działalności gospodarczej, a jedynie pełni funkcję podmiotu holdingowego, to także korzystają one ze zwolnień podatkowych typu „participation exemption” charakterystycznych dla spółek holdingowych.
Kto będzie zarządzał majątkiem fundacji rodzinnej?
W związku z tym, że celem fundacji jest ochrona i zapewnienie stabilności majątku fundatora, to kluczowym zagadnieniem przy tworzeniu fundacji rodzinnej jest to, w jaki sposób zarządzać tym majątkiem. Najczęściej, chodzi o to aby wypośrodkować pomiędzy obawami fundatora i jego rodziny powierzenia zarządzania majątkiem osobom trzecim czyli administratorom fundacji, a potrzebą zapewnienia sprawnego i efektywnego zarządzania tym majątkiem w sytuacji gdy fundatora już nie będzie, a jego spadkobiercy mogą mieć całkowicie odmienne wizję zarządzania tym majątkiem (np. sporym przedsiębiorstwem produkcyjnym).
W mojej opinii, najbardziej efektywnym sposobem ukształtowania zasad zarządzania fundacją i jej majątkiem jest rozproszenie kompetencji (odpowiednik zasady „check and balance” funkcjonującej w polityce). Opiera się to, na następujących założeniach:
Precyzyjnym ujęciu zasad funkcjonowania organów fundacji oraz zasad zarządzania majątkiem fundacji w dokumentach stworzonych jeszcze za życia fundatora (np. by-laws, regulations, letter of wishes);
Rozdzieleniu istotnych kompetencji w fundacji pomiędzy poszczególne organy takie jak: zarząd fundacji, rada fundacji (rada rodziny), rada konsultacyjna, protektor/protektorzy, audytorzy etc.
Rozdzielenie poszczególnych kompetencji pomiędzy członków rodziny oraz zewnętrzne osoby zajmujące się zawodowo zarządzeniem fundacjami rodzinnymi. Podobnym rozwiązaniem jest „zmuszenie” niejako ww. osób do współpracy przy istotnych decyzjach dotyczących zarządu majątkiem fundacji jak np.wymóg aby na określoną transakcję, została udzielona zgoda rady rodziny oraz pozytywna ocena zewnętrznego audytora.
Przekazanie zarządzania częścią majątku zewnętrznemu, licencjonowanemu „asset menagerowi”, zatrudnionemu w tym celu przez fundację. Taki regulowany podmiot, będzie obowiązany z mocy prawa, do rzetelnego i niezależnego zarządzania majątkiem fundacji zgodnie z ustaloną strategią fundacji odnośnie zarządzania jej majątkiem.
Taka zrównoważona i rozproszona struktura zarzadzania fundacją powinna być efektywna oraz pozwalać na stabilne i bezkonfliktowe funkcjonowanie fundacji i przede wszystkim majątku znajdującego się pod jej pieczą. Przynajmniej, z doświadczeni mogę powiedzieć, że nie znam lepszego sposobu.
Podsumowanie
Powyżej przedstawione informacje nie wyczerpują oczywiście pytań, które mogą pojawić się przy założeniu fundacji rodzinnej. Pytań dotyczących jej celów, sposobu utworzenia, funkcjonowania, konsekwencji podatkowych czy zasad zarządzania majątkiem fundacji. Fundacja, to z jednej strony wyrafinowany i nieoczywisty instrument prawny, a z drugiej strony, narzędzie niezwykle elastyczne, oferujące wiele możliwości w zakresie zwiększenia bezpieczeństwa prawnego i poczucia stabilności majątku rodzinnego. Jak każde wyrafinowane i specjalistyczne narzędzie wymaga jednak przed swoim zastosowaniem chwili namysłu i pewnych przygotowań do czego, autor ww. artykułu zdecydowanie zachęca.
Paweł Osiński
Adwokat, specjalizujący się w obsłudze polskich klientów na rynkach niemieckojęzycznych, m.in. w Ks. Liechtenstein w Niemczech i Szwajcarii oraz w sprawach dotyczących ochrony majątku i sukcesji przedsiębiorstwa rodzinnego.
Szwajcaria, nie jest numerem jeden w Europie, jeśli chodzi o miejsce gdzie start-upy mogą liczyć na największe finansowanie (jest to Londyn) aczkolwiek, znajduje się wysoko na liście europejskich hubów oferujących finansowanie dla innowacyjnych projektów. W połączeniu z innymi zaletami tego kraju, okazuje się jednak być jednym z lepszych miejsc w Europie na założenie spółki mającej ambitne innowacyjne pomysły i potrzeby kapitałowe. Tym bardziej jest to właściwy wybór w tak niespokojnym i niestabilnym czasie.
Powodów, aby założyć spółkę w Szwajcarii, może być zapewne więcej, ale tutaj chciałbym przedstawić trzy najistotniejsze, na które zwracam uwagę klientom, którzy pytają o europejską jurysdykcję dopasowaną do ich planów. Oczywiście, dużo zależy od indywidualnych oczekiwań klienta, ale pewne rzeczy pozostają niezmienne. W każdym projekcie biznesowym, jednym z kluczowych czynników jest stabilne, bezpieczne i przewidywalne otoczenie prawne. W szczególności teraz, gdy w obecnej sytuacji międzynarodowej rośnie zapotrzebowanie na rozwiązania zwiększające bezpieczeństwo oraz na posiadanie „planu B”. Dla siebie, przedsiębiorstwa, ale także dla rodziny i rodzinnego majątku.
Szwajcaria bezdyskusyjnie to bezpieczeństwo i stabilny system prawny może zaoferować. Dodatkowo, można tam cieszyć się – w niektórych kantonach – umiarkowanym i przyjaznym opodatkowaniem. Uważam jednak, że to nie jest główny argument przemawiający za tym krajem. Od dawna zresztą namawiam klientów szukających rozwiązań międzynarodowych dla swojego biznesu, inwestycji czy majątku rodzinnego aby przestali patrzeć tylko na stawkę podatkową czy koszty prowadzenia spółki, ale skupili się na szerszej ocenie wartości danej jurysdykcji.
Prawdą jest także, że wybór danego kraju zależy od wielu zmiennych czynników oraz założeń inwestora/przedsiębiorcy planującego zagraniczną ekspansję. Natomiast niewątpliwie, w Szwajcarii jest to, co moim zdaniem jest uniwersalną podstawą dla każdego projektu biznesowego: stabilny, przyjazny i przewidywalny system prawny oraz podatkowy. Jak bardzo ta niestabilność może być dewastująca dla przedsiębiorstw widać na naszym rodzimym terenie, na przykładzie „Polskiego Ładu”. Radykalne zmiany w systemie podatkowym, wprowadzane w ekspresowym tempie a następnie odwoływane i łatane. A obawiam się, że to jeszcze nie koniec…
Zurich, Switzerland
Przyjazny i stabilny system podatkowy oparty na poszanowaniu prawa
Szwajcarski system prawny, jego stabilności i jakość, a przede wszystkim wysoka kultura prawna to coś, co może wydawać się subiektywne i ciężko uchwytne, ale w praktyce ma to ogromne znaczenie i można podać parę konkretnych przykładów na czym to polega.
Szwajcarski system podatkowy mimo, że składają się na niego trzy rodzajów przepisów: lokalne, kantonalne i federalne, to oferuje nieporównywalną stabilność i przejrzystość. Zmiany, które także tam rzecz jasna zachodzą, są odpowiednio wcześnie zapowiedziane i konsultowane. Istotne zmiany poddawane są nawet pod referendum jak ostatnio, gdy 13 lutego br. Szwajcarzy w krajowym referendum opowiedzieli się przeciwko zniesieniu 1% podatku od podwyższenia kapitału (powyżej kwoty 1 MLN CHF). Taka spokojna i angażująca obywateli procedura zmiany prawa powoduje, że zmiany te nie są zaskoczeniem dla podatników ani także urzędników czy doradców podatkowych.
Jakość tego sytemu prawnego przejawia się także w tym, że Szwajcaria jest swego rodzaju pionierem i przykładem w tworzeniu otoczenia regulacyjnego (czytaj: sensownych i zrozumiałych przepisów) dopasowanego do nowych zjawisk w gospodarce. Przykładem niech będzie tutaj rynek kryptowalut (aktywów cyfrowych). Rozwój tego segmentu gospodarki jest tak świeżą sprawą i rozwija się tak gwałtownie, że problemem dla poszczególnych krajów jest wypracowanie precyzyjnego prawnego i podatkowego podejścia do danego zjawiska. Doskonale widać to na przykładzie Polski, która dopiero po paru latach poradziła sobie z wypracowaniem stanowiska jak opodatkować kryptowaluty, ale wciąż nie potrafi wprowadzić przepisów regulujących obrót i inwestycje na rynku aktywów cyfrowych. Mimo tego, że jakże piękne były zapowiedzi Ministerstwa Rozwoju i Cyfryzacji, które chyba jeszcze w 2016 roku stworzyło nawet Grupę Roboczą „blockchain i krytpowaluty”.
W efekcie jest tak, że przedsiębiorcy, inwestorzy, developerzy z branży krypto mają wybór – albo szukać rozwiań prawnych dla ich projektów za granicą – albo działać w Polsce ale w szarej strefie, co oczywiście wiąże się ze zwiększonym ryzykiem i niestabilnością projektu. Dodatkowym efektem takiej sytuacji jest także to, że polski system bankowy traktuje wszelką aktywność dot. aktywów cyfrowych niezwykle nieufnie lub wrogo.
Szwajcaria tymczasem, już w roku 2019 potrafiła stworzyć czytelne rozwiązania prawne, które pozwalają podmiotom prywatnym, zainteresowanym oparciem swoich działań, na transparentnych, stabilnych zasadach, na uzyskanie zezwolenia dla swoich planów od lokalnego regulatora ds. nadzoru nad rynkami finansowymi (w Szwajcarii jest to FINMA – Swiss Financial Market Supervisory Authority. Efektem tego było pozyskanie do współpracy szwajcarskich banków, które – dzięki uporządkowaniu rynku – mogły otworzyć się na branżę krypto i rozpocząć obsługę podmiotów, które posiadają zgodę lokalnego regulatora.
W rezultacie, szwajcarski Kanton ZUG zyskał miano Crypto Valley, ze względu na przyjazne podejście organów administracji do branży krypto. To w tym kantonie mają swoje siedziby takie projekty jak Ethereum, Solana czy Bitcoin Suisse. W sierpniu 2021 Szwajcaria przyjęła ustawę Distributed Ledger Technology (DLT Act), który tylko zwiększył przewagę Szwajcarii na globalnym rynku jeśli chodzi o nowoczesne i stabilne otoczenie regulacyjne. To w Szwajcarii miało siedzibą Libra Assocation, załozone z inicjtywy Facebook’a w celu stworzenia globalnego stable coina Libra (nazwa zmieniona później na Diem). I to do FINMA został złozony wniosek o uzyskanie zgody na ten projekt (potem jednak wycofany).
Nie oszukujmy się, to „przyjazne podejście” to nie wynik te go, że „ludzie są mili” czt też, że bezkrytycznie – w imię zarobku – akceptują zagranicznych inwestorów, ale rezultat pragmatycznego podejścia do życia i biznesu. Zamiast boksować się z rzeczywistością, zakazywać jej lub próbować przeczekać problem, zdecydowanie korzystniejszym rozwiązaniem jest nazwanie i uregulowanie nowego zjawiska na rynku. To jednak wymaga umiejętności słuchania, stworzenia przestrzeni na autentyczny dialog uczestników rynku (interesariuszy) z organami administracji. Jak widać w Szwajcarii tę umiejętność posiadają. Dzięki takiemu podejściu, nastawionemu na wypracowanie sensownych rozwiązań prawnych, wszyscy uczestnicy rynku wiedzą po jakim polu prawnym się poruszają, jakie są ryzyka, jakie są ich obowiązki i prawa. Korzyści dla wszystkich są oczywiste.
To jest ta przewaga regulacyjna Szwajcarii: umiejętność stworzenia – z korzyścią dla wszystkich uczestników danego rynku – czytelnego, nowoczesnego i stabilnego otoczenie regulacyjnego. W rezultacie do Szwajcarii napływa zagraniczny kapitał, zakładane są tam spółki pod projekty z branży krypto/blockchain, doradcy mają pracę, a kantony, przychody z podatków.
Pozyskanie kapitału w Szwajcarii dla projektów z branży Biotech/Med
Zgodnie z ostatnim raportem renomowanej firmy audytorskiej EY, w Szwajcarii, w 2021 roku, w ramach 623 rund finansowania, start-upy ulokowane w tym kraju pozyskały łącznie 2,73 MLD EUR. To stanowi wzrost o prawie miliard EUR w stosunku do poprzedniego roku. Szwajcaria co prawda plasuje się – w rankingu miejsc gdzie są największe szanse na pozyskanie kapitału dla start-up’ów – z takimi krajami jak Wielka Brytania, Niemcy czy Francja. Jednak, gdy spojrzy się na te liczby w relacji do wielkości kraju, to okazuje się że Szwajcaria jest miejscem, gdzie możliwości pozyskania kapitału na innowacyjne projekty są ponadprzeciętne.
Co charakterystyczne, Szwajcarscy inwestorzy i działające tam podmioty typu venture capital upodobały sobie sektory Biotechnologi oraz Medycyny. Wynika to z tego, że Szwajcaria ma od lat mocną pozycje na rynku firm oferujących specjalistyczne produkty i usługi medyczne. W tym kraju swoje siedziby mają takie światowe giganty z tego sektora jak: Novartis, Roche czy Bayer.
Fakt, że Szwajcaria jest siedzibą dla wielu firm opartych na specjalistycznych i najnowocześniejszych pracach badawczych sprawia, że łatwiej jest tam znaleźć wsparcie i kapitał, twórcom pomysłów z obszaru np. nowoczesnych technologii wykorzystujących osiągnięcia medycyny, automatyki i wirtualnej rzeczywistości. Po prostu łatwiej jest tam znaleźć partnerów do rozmowy, którzy rozumieją czego dotyczy projekt i potrafią go merytorycznie ocenić. Ponadto, fakt, że w Szwajcarii posiada swoje siedziby wiele światowych marek z rynku farmacji czy medycyny i nowych technologii oznacza, że autorzy innowacyjnego projektu, otrzymują wsparcie w postaci know-how jak komercjalizuje się takie projekty na światowym rynku i jak zarządzać takim projektem czy jak zabezpieczyć od strony prawnej taki wynalazek (prawa autorskie). Wsparcie, które jest moim zdaniem równie istotne jak kapitał.
Spółka w Szwajcarii
Kolejnym elementem, który z pewnością wspiera decyzje o ulokowaniu tam siedziby spółki jest przyjazne i elastycznie prawo korporacyjne. Założenie, obsługa czy ewentualna likwidacja spółki w Szwajcarii jest nieskomplikowana, a nastawienie organów administracji rzeczowe i przyjazne.
Niektóre z kantorów jak ZUG i Neu Chatell specjalizują się wręcz w obsłudze zagranicznych przedsiębiorców. Oferują one atrakcyjne opodatkowanie podatkiem CIT, na poziomie ok 12 % (Kantony ZUG i Neu Schatel). Dla przykładu w Genewie opodatkowanie CIT wynosi ok. 14%, a w prestiżowym Zurichu ok 21%.
Założenie spółki kapitałowej GmbH (odpowiednik spółki z o.o.) oraz AG (odpowiednik spółki akcyjnej) przebiega dość podobnie jak w Polsce. Minimalny kapitał dla GmbH to 20 000 CHF, które powinno zostać wpłacone przed rejestracją, natomiast minimalny kapitał dla AG to 100 000 CHF z czego 50% powinno zostać wpłacone przed rejestracją. W poszczególnych etapach wygląda to tak:
Przygotowanie projektu umowy spółki oraz listy wspólników/akcjonariuszy.
Zawiązanie spółki przed notariuszem.
Założenie w banku w Szwajcarii tzw. capital account – rachunku bankowego jedynie przeznaczonego na wpłacenie kapitału spółki.
Po opłaceniu kapitału i przesłaniu potwierdzenia do notariusza przesyła on wniosek o rejestrację do Rejestru Spółek.
Rejestr Spółek wysyła do założycieli spółki informacje o kosztach wpisu.
Po opłaceniu ww. kosztów spółka jest zarejestrowana.
Istotną okolicznością w przypadku założenia spółki w Szwajcarii jest to, że spółka taka powinna mieć lokalnego dyrektora czyli osobę fizyczna, która ma w Szwajcarii rezydencję/miejsce zamieszkania. Takie usługi są świadczone przez lokalnych, licencjonowanych doradców.
Sądowa ochrona prywatności w Szwajcarii
Pełna anonimowość już co prawda nie istnieje we współczesnym świecie, ale są kraje, które wciąż przywiązują wagę do prawnej ochrony prywatności obywateli w jak najszerszym możliwym zakresie. Szwajcaria ma tutaj długą tradycję, która przejawia się w m.in. w stanowisku sądów szwajcarskich dot. dozwolonego zakresu ingerencji przez Państwo w prywatność obywateli, uzasadnianej „względami bezpieczeństwa”.
W październiku 2021 roku Federalny Sąd Administracyjny w Szwajcarii (odpowiednik naszego NSA) podtrzymał apelację popularnego dostawcy usług szyfrowanej poczty elektronicznej ProtonMail (Proton Technologies AG) od wyroku Swiss Post and Telecommunications Surveillance Service (PTSS – Szwajcarski organ nadzoru nad rynkiem usług telekomunikacyjnych). PTSS usiłował nałożyć na Protonmail (oraz innych zlokalizowanych w Szwajcarii dostawców usług poczty elektronicznej) obowiązek monitorowania i przechowywania szerokiego zakresu danych użytkowników poczty elektronicznej.
Wyrok Sądu Federalnego w tej sprawie potwierdził stanowisko wyrażone w apelacji Protonmail, że providerzy usług poczty elektronicznej nie mogą być traktowani jako firmy telekomunikacyjne, w związku z czym, nie podlegają obowiązkom przechowywania określonych danych nałożonym na takie firmy. Ten wyrok potwierdza takie samo stanowisko Sądu Najwyższego Szwajcarii z kwietnia 2021, w sprawie wniesionej przez Threema (inny dostarczyciel usług poczty elektronicznej ze Szwajcarii).
Obydwa wyroki są ważnym zwycięstwem w walce o ochronę naszej prywatności. Tyle, że w Szwajcarii. U nas mamy aferę Pegasusa, lekceważące czy żartobliwe komentarze władz do tej sprawy oraz iluzoryczny system nadzoru sądów nad inwigilacją obywateli. Sprawa mogłaby się wydawać drugorzędna, ale moim zdaniem tak nie jest. Ochrona prywatności, to także bezpieczeństwo informacji a w przypadku innowacyjnych projektów opartych na specjalistycznej wiedzy, know how, wynikach badań czy unikalnych rozwiązaniach.Bezpieczeństwo informacji ma swoją cenę.
Podsumowanie
Obecna sytuacja zarówno geopolityczna jak i ekonomiczna, znacząco zwiększaja zapotrzebowanie polskich klientów na rozwiązania prawne, które zwiększają ich bezpieczeństwo oraz stabilność. Zarówno w odniesieniu do majątku osobistego (rodzinnego) jak i aktywów biznesowych. Szwajcaria zasłużenie od dawna cieszy się renomą kraju, który takie bezpieczeństwo może zapewnić. Jednakże kraj ten może zaoferować także dużo więcej, w szczególności tym, którzy szukają wsparcia oraz kapitału typu venture dla rozwoju swoich projektów badawczych w obszarze nowoczesnych technologii.
Paweł Osiński
Adwokat specjalizujący się w obsłudze polskich klientów na rynkach niemieckojęzycznych (Niemcy, Szwajcria, Liechtenstein).
Opisana poniżej sprawa miała miejsce w jednym z warszawskich oddziałów ZUS, czyli istotnej dla funkcjonowania systemu zabezpieczenia społecznego w Polsce instytucji, co do której, raczej oczekiwalibyśmy, że wzorcowo powinna przestrzegać praw zatrudnionych tam pracowników.
W praktyce, okazało się jednak, że wygląda to inaczej, a przynajmniej tak wynika z wyroku Sądu Rejonowego dla Warszawy – Śródmieścia, VIII Wydział Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, który zapadł przy skromnym udziale naszej Kancelarii w dniu 25 stycznia 2021 roku (dla zainteresowanych: sygnatura akt VIII P 276/21). W wyroku tym, sąd uchylił karę nagany wymierzoną jednej z pracownic tego oddziału ZUS, dając równocześnie cenne wskazówki czemu służy, a czemu nie, na gruncie Kodeksu Pracy, kara porządkowa. Sąd odniósł się także do kwestii nadmiernego obłożenia pracowników obowiązkami, i tego kto za taką sytuację powinien odpowiadać.
Za co można otrzymać karę nagany pracując w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych
Sprawa działa się w tym samym oddziale ZUS Warszawa (chyba już można nazwać go niesławnym), o którym pisałem we wcześniejszym wpisie z 29 marca 2021 roku, o tym, jak przez błędy w zarządzaniu ww. oddziałem i chaos tam panujący, ponad 1 000 000 PLN został skradziony z kont płatników ZUS obsługiwanych przez ww. oddział. Wewnętrzna kontrola wskazała wówczas ponad 20 osób odpowiedzialnych za tę sytuację, pomijając jednak wyrozumiałym milczeniem osoby kierujące ww. oddziałem oraz ujawniła systemowe przeciążenie obowiązkami. Więcej o tej bulwersującej sprawie, dotyczącej w końcu publicznych pieniędzy, w której miałem przyjemność występować jako obrońca można znaleźć tutaj: https://www.osinski-legal.pl/uniewinnienie-z-zarzutu-popelnienia-tzw-przestepstwa-urzedniczego-z-art-231-kodeksu-karnego-czyli-o-tym-co-wydarzylo-sie-w-pewnym-warszawskim-oddziale-zus.
W tym oto oddziale ZUS, dyrektor kierujący tą jednostką nałożył na pracownicę oddziału – zajmującą specjalistyczne stanowisko ds. ochrony danych osobowych, karę nagany uzasadniając to zawinionym naruszeniem obowiązków pracowniczych polegającym rzekomo na:
udzieleniu dyrektorowi nieprawdziwych informacji o stanie realizacji zadań pracowniczych;
braku bieżącego i niezwłocznego podejmowania działań, które należą od obowiązków na jej stanowisku;
przewlekłości postepowania w realizowaniu obowiązków pracowniczych.
Innymi słowy, dyrektor oddziału uznał, że ww. pracownica, ze swej winy, pracuje zbyt wolno, opieszale, nie realizując terminowo swoich zadań tak efektywnie, jak on by tego oczekiwał. A dodatkowo jeszcze przekazuje osobie zarządzającej nieprawdziwe informacje.
Sąd Rejonowy w Warszawie – wyrok ws. uchylenia kary nagany nałożonej w Oddziale ZUS/Warszawa
Uchylenie kary nagany przez Sąd
Rozpatrując ww. spór, Sąd Rejonowy, po przesłuchaniu świadków oraz po zapoznaniu się z dokumentami, uchylił nałożoną przez dyrektora oddziału ZUS w Warszawie karę nagany, opierając swoje rozstrzygniecie na następujących podstawach:
Przede wszystkim, sąd stwierdził, że odpowiedzialność porządkowa pracownika wynikająca z art. 108 § 1 Kodeksu Pracy (czyli odpowiedzialność, na podstawie której pracodawca może na niego nałożyć karę porządkową np. karę nagany), dotyczy jak sama nazwa wskazuje „uchybień porządkowych” (takich jak nieprzestrzeganie przez pracownika ustalonej organizacji i porządku w procesie pracy, przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy, przepisów przeciwpożarowych, a także przyjętego sposobu potwierdzania przybycia i obecności w pracy oraz usprawiedliwiania nieobecności w pracy). Odpowiedzialność ta, ma zatem inny cel niż mobilizacja do bardziej dokładnej lub wydajniejszej pracy. Tymczasem, bardzo częstym błędem pracodawców jest stosowanie kar porządkowych w razie innych niż porządkowe uchybienia przy wykonywaniu pracy np. w razie zbyt niskiej wydajności lub w razie niewywiązywania się przez pracownika z zadań wyznaczonych przez przełożonego. I tak też błędnie wymierzoną karę nagany zastosował dyrektor oddziału ZUS. Poniżej fragment uzasadnienia wyroku dot. tej kwestii:
„Biorąc pod uwagę charakter rozpoznawanej sprawy w zakresie stawianych powódce [ przez pracodawcę ] zarzutów, podkreślić należy, że odpowiedzialność porządkowa ma inny cel niż mobilizacja do bardziej dokładnej lub wydajniejszej pracy”. „ (…) pracodawca nie może przerzucać na pracownika odpowiedzialności za organizację pracy oraz braki kadrowe w sytuacji spiętrzenia pracy. Jak wynika z materiału dowodowego zgromadzonego w sprawie, powódka nie była w stanie wykonać swoich obowiązków w przewidywanych terminach, gdyż ilość tych obowiązków uległa znacznemu zwiększeniu w krótkim okresie czasu. Przypisanie powódce odpowiedzialności za powstałe zaległości pozostawałaby w oderwaniu od realiów niniejszej sprawy (…).”
Idąc dalej, Sąd ustalił, że uchybienia zarzucane przed dyrektora oddziału ZUS, nie były zawinione ponieważ pracownica dotknięta karą nagany była zarzucona pracą w takiej ilości, że nie dało jej się wykonać w normatywnym czasie pracy 8 h. Sąd podkreślił w uzasadnieniu, że to rolą pracodawcy jest taka organizacja pracy, żeby pracownik mógł zrealizować nałożone zadania w tych normatywnych 8h i aby nie musiał brać nadgodzin. Nadgodziny powinny być wyjątkiem. Praktyka akceptowania przez pracodawcę zbyt dużego obciążenia pracą pracownika i oczekiwanie, że z zasady będzie on korzystał z nadgodzin, aby te nadmierne zadania wykonać, jest sprzeczna z zasadami prawa pracy. Tym bardziej więc, nie do zaakceptowania jest, w mojej opinii, praktyka szykanowania („dyscyplinowania”) pracownika karami porządkowymi za de facto zaniedbania czy błędy kierownictwa zakładu pracy, które w nieprawidłowy sposób zarządza obciążeniem pracy poszczególnych pracowników.
Warto tutaj jeszcze dodać, tytułem komentarza, coś co nie padło co prawda w uzasadnieniu wyroku, ale jest moim zdaniem istotne w tego typu sprawach. Otóż, w orzecznictwie sądów pracy pojawiały się już wyroki, stwierdzające, że systemowe, trwałe i akceptowane przez kierownictwo danego zakładu pracy (czyli innymi słowy akceptowane przez pracodawcę) nadmierne obciążenie pracą pracowników może, w danych okolicznościach, stanowić przesłankę mobbingu.
Postępowanie przed sądem ujawniło także, oprócz systemowego i najwidoczniej akceptowanego przez kierownictwo oddziału nadmiernego obciążenia pracą, jeszcze jedną praktykę, moim zdaniem, całkowicie niezgodną z zasadami dot. traktowania pracowników przez pracodawcę. Pracownica zakładu, na którą została nałożona kara porządkowa, przed wejściem na spotkanie z dyrektorem oddziału i innymi członkami kierownictwa, na którym miała zostać wysłuchana przed wręczeniem decyzji o nałożeniu kary, została poinformowana o tym, że nie może wnieść na to spotkanie swojego telefonu komórkowego. Przy czym, wszystkie inne osoby na tym spotkaniu takie telefony posiadały. Z wyjaśnień, które zostały złożone w sprawie wynikało, że jest to stała praktyka w tym oddziale, wprowadzona rzecz jasna przez kierownictwo tłumaczące się w toku sprawy, że to nie było polecenie a jedynie „prośba” o pozostawienie telefonu poza pomieszczeniem.
Moim zdaniem, to bulwersująca i całkowicie niezgodna z zasadami leżącymi u podstaw kodeksu pracy praktyka, mająca charakter mobbingowy i zastraszający. W tym miejscu zatem, dla wszystkich pracowników, wobec których pracodawcy stosują takie metody w sytuacji bezpośrednich kontaktów, chciałbym wyjaśnić, że są oni uprawnieni do nagrywania rozmów jakie pracodawca z danym pracownikiem odbywa, nawet bez zgody pracodawcy. Ograniczenie jest tylko takie, że nagranych materiałów nie mogą wykorzystać sprzecznie z prawem (np. ujawnienie tajemnicy przedsiębiorstwa, sprzedaż do konkurencji, szantaż czy „wrzucenie do internetu”), ale mają pełne prawo do wykorzystania tych materiałów w np. toku postępowania toczonego przed sądem cywilnym czy karnym, mającym na celu obronę praw tego pracownika czy też ochronę interesu publicznego naruszonego w zakładzie pracy.
Kara porządkowa: kiedy można ją nałożyć a kiedy i jak się odwołać od kary
Kary porządkowe przewidziane są w Kodeksie Pracy, w Rozdziale VI „Odpowiedzialność porządkowa pracowników”, w artykułach 108 – 113. Ich celem jest dyscyplinowanie pracowników w zakresie przestrzegania organizacji i porządku w trakcie pracy, przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy, przepisów przeciwpożarowych, a także przyjętego sposobu potwierdzania przybycia i obecności w pracy oraz usprawiedliwiania nieobecności w pracy. Za nieprzestrzeganie ww. zasad pracodawca możne nałożyć na pracownika następujące kary porządkowe:
kara upomnienia;
kara nagany;
kara pieniężną (ta ostatnia może mieć zastosowanie np. w sytuacji spożywania w pracy alkoholu).
Podstawową przesłanką nałożenia kary porządkowej jest wina pracownika, czyli wykazanie, że z jego strony nastąpiło zaniedbanie wyżej wymienionych obowiązków porządkowych w miejscu pacy. Nałożenie kary porządkowej musi być poprzedzone wysłuchaniem pracownika, a w przypadku gdy jest on członkiem związku zawodowego i złoży sprzeciw od nałożonej kary, to pracodawca ma obowiązek skonsultować rozpatrzenie sprzeciwu z właściwą organizacja związkową. Istotnym ograniczeniem jest także to, że kara porządkowa nie może być zastosowana po upływie 2 tygodni od powzięcia przez pracodawcę wiadomości o naruszeniu przepisów porządkowych w miejscu pracy i po upływie 3 miesięcy od daty gdy to naruszenie miało miejsce.
Z mojego doświadczenia wynika, że dość często zdarza się tak, że udzielenie kary porządkowej, nie ma nic wspólnego z naruszeniem przez pracownika zasad porządkowych w miejscu pracy czy nawet jakością jego pracy, ale ma charakter mobbingowy. Jest to jeden z elementów szykan stosowanych wobec pracownika (często znacznie szerszych). Celem takiej kary jest wówczas wywarcie presji psychicznej na pracownika oraz utrudnienie mu rozwoju zawodowego w postaci np. możliwości awansu wewnętrznego, który w sytuacji otrzymania takiej kary porządkowej jest zablokowany. I to jest podstawowy argument dlaczego warto złożyć sprzeciw, w sytuacji gdy kara porządkowa jest nam wymierzona, a uważamy że jest niesłuszna. W ten sposób pracodawca otrzyma mocny sygnał sprzeciwu wobec nadużywanie kar porządkowych w danym zakładzie pracy. Ponadto, składając sprzeciw otwieramy sobie drogę do skierowania sprawy do sądu o uchylenie kary, gdy pracodawca odrzuci ten sprzeciw.
To, na co od strony formalnej warto zwrócić uwagę przy otrzymaniu kary porządkowej to obowiązek nałożony na pracodawcę w art. 109 § 2 Kodeksu Pracy uprzedniego wysłuchania pracownika. Polega to na tym, że pracodawca ma obowiązek umożliwić pracownikowi wytłumaczenie powodów swojego zachowania oraz szczegółowych okoliczności, w jakich zdarzenie nastąpiło.
Natomiast zgodnie z art. 110 Kodeksu Pracy, pracodawca ma obowiązek pisemnego zawiadomienia pracownika o zastosowanej karze. Zawiadomienie powinno zawierać następujące elementy:
wskazanie rodzaju popełnionego naruszenia obowiązków pracowniczych,
datę popełnienia przez pracownika naruszenia oraz
pouczenie o prawie zgłoszenia sprzeciwu i terminie do jego wniesienia.
Ponadto, kluczową częścią takiego zawiadomienia powinno być określenie, na czym polega naruszenie obowiązków popełnione przez pracownika. Sprzeciw możemy złożyć w terminie do 7 dni od daty otrzymania zawiadomienia o nałożeniu kary porządkowej. Po odrzuceniu sprzeciwu pracownik ma 14 dni na złożenie wniosku do sądu o uchylenie kary porządkowej. Jeszcze raz warto przypomnieć, że prawo skierowania sprawy do sądu mamy tylko wtedy, gdy złożymy sprzeciw do pracodawcy.
Podsumowanie
Pracownik, w sytuacji gdy otrzyma karę porządkową, powinien zapoznać się z dokumentem zawierającym treść kary i jeśli tylko w jakimś zakresie ma poczucie, że jest ona niesłuszna powinien złożyć sprzeciw w terminie 7 dni.
Zdecydowanie warto zapamiętać, że kara porządkowa nie może służyć jako narzędzie egzekwowania od pracownika większej wydajności pracy. A to, jak praktyka pokazuje, jest częstą praktyką pracodawców. Warto zatem, w sytuacji, gdy uważamy, że obłożenie zadaniami w naszym zakładzie pracy jest w sposób stały zbyt duże, przygotować się na możliwy spór z pracodawcą tej kwestii i gromadzić dokumenty, korespondencję czy nagrania rozmów, potwierdzające zgłaszanie do pracodawcy zbyt dużego obciążenia pracą, a ze strony pracodawcy strony oczekiwania i instrukcję dot. realizacji tych nadmiernych zadań.
Rozważyłbym także zapisanie się do związku zawodowego działającego w danym zakładzie pracy, gdyż z tym wiążą się określone mechanizmy prawne (ochronne), które są przeszkodą dla pracodawcy w nazbyt swobodnym traktowaniu praw pracowniczych. Z tym, że wybrałbym taki związek zawodowy, który faktycznie, aktywnie broni pracowników w zakładzie pracy i który potrafi głośno i wyraźnie wyrazić krytyczną ocenę działania kierownictwa zakładu. Wtedy, taki związek zawodowy jest realnym wsparciem dla pracownika, którego prawa są przez pracodawcę naruszane.
Wyrok nie jest prawomocny ale do dnia dzisiejszego apelacja nie została złożona.
Paweł Osiński
Adwokat
Prawnik zajmujący się tematyką naruszeń praw pracowniczych w miejscu pracy oraz przestępczością urzędniczą.
W ostatnim czasie, otrzymuję coraz więcej zgłoszeń od osób poszkodowanych przez zorganizowane grupy przestępcze, wyłudzające pieniądze pod pozorem inwestycji w kryptowaluty. Czasem jest to nawet kilka telefonów czy maili dziennie (!), co oznacza, że skala tego zjawiska jest ogromna.
Jest to o tyle frustrujące, że już wcześniej pisałem o tym procederze, rekomendując pewne proste działania – takie „dobre praktyki” dla osób planujących zainwestować swoje środki (i czas) w aktywa cyfrowe. Z artykułem, może zapoznać się tutaj https://www.osinski-legal.pl/7-podstawowych-zasad-jak-nie-stac-sie-ofiara-inwestycji-w-kryptowaluty-lub-tokeny/. Niestety, większość osób, które odzywa się do mnie, to już osoby poszkodowane przez przestępców. Zapytań o wsparcie prawne – weryfikację danego podmiotu i jego oferty zanim zostaną mu powierzone fundusze – miałem może dwa lub trzy. I w tych nielicznych przypadkach moja rekomendacja była negatywna – tzn. aby z danym podmiotem pod żadnym pozorem nie współpracować.
Obecnie, w relacjach poszkodowanych przejawiają się pewne wspólne, nowe elementy. Stąd uznałem, że to dobra okazja do odświeżenia sprawy, przekazania najnowszej wiedzy w tym obszarze oraz praktycznych rad jak zapobiegać ale także jak działać, gdy już utracilismy zainwestowane środki.
„Inwestycje w kryptowaluty” czyli kiedy powinna zapalić się czerwona lampka
Schemat działania zwykle przebiega podobnie i opiera się na wykorzystaniu specjalnie przygotowanej strony internetowej oraz na bezpośrednim kontakcie z potencjalną ofiarą przez komunikatory internetowe (Whatsup, Signal, Telegram etc.). Stałym elementem jest także przedstawianie się jako podmiot oferujący inwestycje w aktywa cyfrowe (kryptowaluty, tokeny etc.) o wysokiej stopie zwrotu.
Działania takich podmiotów charakteryzują następujące cechy szczególne, które powinny zwrócić naszą uwagę, zapalić „czerwoną lampkę” i skłonić do ostrożności i sceptycyzmu w zakresie tego co słyszymy w słuchawce telefonu od elokwentnego „doradcy”:
Kontakt odbywa się ZAWSZE przez ww. komunikatory zapewniające wysoką poufność. Już to powinno wzbudzić nasze podejrzenia ponieważ renomowane podmioty z branży usług finansowych, nawet jeśli mają siedzibę za zagranicą oraz zezwolenie na swoje działania od zagranicznego regulatora, to posiadają w Polsce czy to przedstawicielstwo czy agenta, z którym można i należy się spotkać. Na pewno natomiast, nie załatwiają spraw przez Telegram!. Inaczej mówiąc, jeśli nie ma możliwości spotkania z konkretnym człowiekiem w biurze to od razu powinniśmy podziękować za taką ofertę.
Standardem w takich sprawach jest, że sprawcy przygotowują odpowiednia stronę internetową oraz dokumenty mające ich uwiarygodnić i stworzyć wrażenie, że są oni instytucją finansową. Często można nawet zalogować się do panelu klienta aby śledzić stan swojego – fikcyjnego rzecz jasna – konta. W większości przypadków jednak jakość takiej strony oraz dokumentów jest niska i nie ma tam żadnych danych identyfikujących ten podmiot, osób zarządzających czy organu, który wydal zgodę na świadczenie przez niego usług finansowych. Warto więc przeszukać taką stronę czy dokumenty, w poszukiwaniu odpowiedzi na najprostsze ale ważne pytania: Z kim rozmawiam? Jaką formę prawną ma ten podmiot? Gdzie ma siedzibę i gdzie jest wpisany do rejestru? Kim są ludzie, którzy stoją za daną spółką? Z mojego doświadczenia, najczęściej nie ma takich informacji, gdyż przestępcy oczywiście nie chcą ich pokazywać, a po drugie, nie chce im się inwestować zbyt wiele pracy w tworzenie fikcyjnej, ale profesjonalnie wyglądającej witryny www.
Sprawcy działają pomału, spokojnie budując relację i zdobywając zaufanie swoich ofiar. Zaczynają od wyłudzania małych kwot aby z czasem, przejść do coraz większych. Zwykle działa to tak, że na początek przestępcy zadawalają się małą sumą np. 300 EUR i po np. 2-3 tygodniach informują, że przyniosła ona znakomite wyniki i obecnie saldo na koncie użytkownika wynosi np. 5000 EUR. Oczywiście, są to zyski całkowicie fikcyjne, które mają wyciszyć ew. wątpliwości i nieufność ofiary a następnie, zachęcić do następnych inwestycji. I tak niestety często się dzieje, gdyż z mojego doświadczenia i zdawanych mi relacji, poszkodowani zwykle w takim momencie, zachęceni pierwszym sukcesem, decydują się na zaangażowanie „w inwestycje” większego kapitału.
Po paru takich zasileniach konta w celu zwiększenia zaangażowania w inwestycje, zwykle przychodzi moment, gdy poszkodowani nie chcą już dalej zwiększać wielkości inwestycji lub po prostu chcą wypłacić zyski. Wtedy przestępcy, widząc, że ich relacja z ofiarą zmierza do finału, przejmują inicjatywę i stosują metodę „schock calls”, wymyślając pewne nagłe sytuacje, które rzekomo grożą utratą wszystkich środków, konsekwencjami podatkowymi czy nawet konwencjami karnymi. Dzwonią wtedy do inwestora z informacją o nagłej sytuacji, opisując zagrożenie dla jego inwestycji a nawet, dla niego osobiście. To sprawia, że taka osoba jest zagubiona, przestraszona, zaskoczona a dodatkowo, znajduje się pod presją czasu, gdyż przestępcy informują, że zagrożenie jest nagłe i potencjalne rozwiązanie (przelew określonych środków) musi nastąpić bez chwili zwłoki. Znowu, na podstawie rozmów z poszkodowanymi, najczęściej, raz czy dwa ulegają oni tej presji nagłego „zagrożenia” i przelewają kwoty, których przestępcy się domagają. I dopiero wtedy, gdy sytuacja się powtarza, a w dalszym ciągu nie mogą zobaczyć swoich środków, dociera do niech myśl, że coś jest tutaj nie tak i chyba padli ofiarą oszustwa. Te nagłe sytuacje wymyślane przez przestępców, które mają stworzyć pozór zagrożenia dla inwestora wyglądają zwykle tak:
Informacja o tym, że bank prowadzący rachunek, na którym przechowywane są środki inwestora, dopatrzył się podejrzenia przestępstwa prania brudnych pieniędzy, w wyniku czego, konieczne jest wpłacenie np. „depozytu zabezpieczającego” lub depozytu na czas przeprowadzenia „specjalnego audytu AML” tych podejrzanych transakcji. W tym przypadku, przestępcy często wzbudzają u ofiary obawę, że jeśli sprawa nie zostanie szybko wyjaśniona (czytaj: dodatkowe środki nie zostaną wpłacone) to bank przekaże sprawę do właściwych organów, które rozpoczną postępowanie przeciwko tej osobie.
Przestępcy polecają ofierze – w celu otrzymania zwrotu środków – dokonać parę skomplikowanych operacji (czasem przez panel klienta) z naciskiem aby „dokładnie wpisywać dane do przelewuł”. Następnie dzwonią do takiej osoby informując, że z jego/jej winy doszło do błędu, bank zablokował rachunek, a środki mogą ulec przepadkowi. Jedynym rozwiązaniem okazuje się znowu, niezwłoczne wpłacenie określonej kwoty jako depozytu zabezpieczającego na czas wyjaśnienia sprawy i przeprowadzenia specjalnej procedury weryfikacyjnej.
Wykorzystywane jest także zagrożenie potencjalnymi konsekwencjami podatkowymi. Tzn. przestępcy dzwonią i informują o tym, że bank uznał, że posiadacz rachunku mógł dopuścić się przestępstw podatkowych i w związku z tym skieruje sprawę do polskich organów skarbowych oraz prokuratury. Jednym rozwiązaniem mogącym temu zapobiec jest, aby klient wpłacił niezwłocznie „czasowy depozyt”, odpowiadający potencjalnym zyskom klienta będących przedmiotem domniemanego przestępstwa podatkowego, który przekona bank o tym, że klient nie ma złych zamiarów.
Oczywiście, wszystkie te powody są całkowicie absurdalne, fikcyjne i nie maja jakichkolwiek podstaw w przepisach prawa i praktyce stosowania prawa. Ale osoby nie będące prawnikami, nie muszą tego wiedzieć, a poza tym, istotą „schock calls” jest wykorzystanie pewnych mechanizmów psychologicznych. Wywołanie stanu obawy i niepokoju, w których człowiek traci jasność myślenia i podąża za sugestiami osoby, która przedstawia mu sposoby wyjścia z tej niespodziewanej, stresującej sytuacji. Tego rodzaju metody wykorzystywane są także w wyłudzeniach kierowanych przeciwko starszym osobom, gdy sprawcy dzwonią, przedstawiając się jako np. adwokat osoby bliskiej, która właśnie zabiła kogoś prowadząc pojazd, przebywa w areszcie i jednym rozwiązaniem jest pilne wpłacenie kaucji…
oszustwa z wykorzystaniem kryptowalut
Blokada rachunku przez bank (instytucję zobowiązaną) na podstawie przepisów o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy
W tym miejscu myślę, że warto jeszcze raz przypomnieć, jak wygląda procedura blokady rachunku lub wstrzymania transakcji dokonywana przez instytucję zobowiązaną (najczęściej bank ale także giełdy kryptowalut) na podstawie ustawy o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (w skrócie „Ustawa AML”). Tak aby klienci takich instytucji wiedzieli jakie działania bank może podjąć, a jakich nie.
Blokada rachunku lub wstrzymanie transakcji na rachunku odbywa się na podstawie art. 86 Ustawy AML i najczęściej inicjowana jest przed bank, który jako instytucja zobowiązana na podstawie tej ustawy, zobligowany jest do monitorowania transakcji na rachunkach prowadzonych dla swoich klientów.
Gdy w wyniku takiego monitoringu (dokonywanego zwykle przez specjalne oprogramowanie), którego wyniki ocenia potem analityk d/s AML, bank nabierze podejrzenia, że dana transakcja może mieć związek z praniem brudnych pieniędzy lub finansowanie terroryzmu, to w pierwszej kolejności, bank może zwrócić się do posiadacza rachunku o wyjaśnienia.
Gdy wątpliwości nie zostaną wyjaśnione lub bank uzna, że podejrzenie jest na tyle uzasadnione, że wyjaśnienia klienta nic nie wniosą, to wtedy bank przesyła do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej (zwany dalej „GIIF” lub „Generalnym Inspektorem”) zawiadomienie o zaistniałym przypadku. Generalny Inspektor dokonuje niezwłocznego potwierdzenia przyjęcia zawiadomienia. Bank natomiast dokonuje blokady rachunku przez wstrzymanie transakcji. Co istotne, taka tymczasowa blokada nie może trwać dłużej niż 24 godziny od daty ww. potwierdzenia przez GIIF przyjęcia zawiadomienia.
Po przyjęciu zgłoszenia, Generalny Inspektor, jeśli uznaje je za uzasadnione, niezwłocznie przekazuje instytucji obowiązanej żądanie wstrzymania transakcji lub blokady rachunku na okres nie dłuższy niż 96 godzin. Równocześnie, zawiadamia właściwego prokuratora o podejrzeniu prania brudnych pieniędzy lub finansowani terroryzmu.
Prokuratura po otrzymaniu zgłoszenia od GIIF powinna niezwłocznie podjąć decyzję o wydaniu postanowienia o zablokowaniu rachunku lub wstrzymaniu transakcji, na czas nie dłuży niż 6 miesięcy. Tak aby zmieścić się w terminie 96 godzin liczonych od daty przyjęcia zawiadomienia. W przypadku gdy prokuratura uzna że brak jest przesłanek do wydania takiego postanowienia, to blokada rachunku upada.
Jak widać, cała procedura trwa niezwykle szybko – max do 96 godzin i jak widać, to do prokuratury należy decyzja, czy zastosowanie blokady rachunku lub wstrzymanie transakcji jest uzasadnione czy też nie. Jeśli w tym terminie bank nie otrzyma takiego postanowienia, to jest jego obowiązkiem zwolnić blokadę na rachunku.
Jak widać, nie ma tutaj jakiejkolwiek mowy o jakichś depozytach czy opłatach w celu dokonania weryfikacji AML. Co więcej, nie jest rolą banku rozstrzygać, czy mamy do czynienia z przestępstwem skarbowym lub może praniem brudnych pieniędzy. Bank, jeśli ma w tej kwestii wątpliwości i nie są one wyjaśnione przez klienta, to ma obowiązek zastosowania ww. procedur i wykonania decyzji prokuratury zawartej w postanowieniu o blokadzie rachunku lub odmawiającej takiej blokady.
Wreszcie, warto tutaj dodać dla pełnego obrazu, że bank, jeśli ma wątpliwości co do transakcji dokonywanej przez posiadacza rachunku, zawsze może wypowiedzieć umowę i oddać środki klientowi. Nawet mimo, że prokurator nie znalazł przesłanek dla blokady, jeśli uznaje, że jego działania charakteryzują się, wyższym poziomem ryzyka niż akceptowany przez daną instytucję.
Ostrożnie z ofertami firm zajmującymi się „odzyskiwaniem utraconych kryptowalut”!
Pewnym nowym elementem, z którym spotkałem się ostatnio w zgłoszeniach od osób poszkodowanych, jest to, że szukając pomocy trafiają one w Internecie na oferty firm zajmujących się „odzyskiwaniem utraconych kryptowalut”. Zdarzało się nawet, że sami przestępcy, którzy wyłudzili od ofiar pieniądze, kierowali swoje ofiary do takich podmiotów – twierdząc, że to bank lub dana giełda wymiany kryptowalut (na której zainwestowali fundusze inwestora) jest winna ich problemów i że potrzebują wsparcia prawnego. Oczywiście, kończyło się to wyłudzeniem następnych pieniędzy…
Trzeba tutaj powiedzieć otwarcie jedną rzecz: nie ma jakiegoś magicznego sposobu, technicznej „tajemnej wiedzy” aby odzyskać krypto aktywa czy pieniądze wyłudzone przez sprawców takich przestępstw. Szanse odzyskanie takich środków nie są duże, ale istnieją. Jednak, aby jakiekolwiek szanse mieć, to nie ma co wierzyć w oferty cudownego „odzyskania kryptowalut” tylko zacząć od rzeczy najprostszych tj.:
złożenia zawiadomienia o przestępstwie;
zabezpieczenia dowodów;
złożenia wniosków o konkretne czynności dowodowe i środki zabezpieczające (jest to prawo poszkodowanego);
weryfikacja czy organy ścigania podjęły te działania.
Z mojego doświadczenia wynika, że nie ma przestępstw doskonałych oraz nieomylnych sprawców. Zawsze postawiają oni po sobie jakieś ślady, a poza tym jak każdy, popełniają błędy. Nawet jeśli używają rozmaitych i wyrafinowanych sposób technicznych aby ukryć swoją tożsamość, to zawsze jednak jakieś ślady pozostają, z których najcenniejszymi są konta bankowe wykorzystywane do przelewów. Celem przygotowania i złożenia takiego zawiadomienia jest zgromadzenia ww. śladów czyli materiału dowodowego i przekazanie go organom ścigania. Oczywiście, prawdą jest, że są to bardzo trudne sprawy dla prokuratury i policji z powodu niezwykle utrudnionej identyfikacji sprawców i niechętnie się nim zajmują, ale z doświadczenia mogę powiedzieć, że te same organy mają moim zdaniem środki prawne i techniczne, które raz uruchomione mogą przynieść efekty. Jednak, aby te środki uruchomić konieczna jest presja na Policje i Prokuraturę aby podjęła konkretne działania. Prawidłowe i rzeczowe zawiadomienie o przestępstwie wraz z materiałem dowodowym i wnioskami dowodowymi złożone przez poszkodowanego jest właśnie taką presją. A gdy jeszcze takie zawiadomienia będą licznie spływać od poszkodowanych, będę się oni organizować i dopytywać prokuratora nadzorującego, o to, co się dzieje w ich spawie – co jest świętym prawem poszkodowanego wynikającym z przepisów Kodeksu Postepowania Karnego – to może okazać się, że prokuratura będzie gotowa i we właściwym miejscu gdy przestępcy popełnią błąd, a on prędzej czy później musi się zdarzyć.
Zawiadomienie o przestępstwie – co i jak napisać?
Zawiadomienie o przestępstwie jest w zasadzie prostym dokumentem, nie wymagającym znaczących formalności. Powinno ono spełniać jedynie wymogi dla pisma procesowego, które wynikają z art. 119 Kodeksu postępowania karnego czyli:
oznaczenie organu, do którego jest skierowane (oznaczenie jednostki Policji lub Prokuratury wraz z adresem),
oznaczenie oraz adres wnoszącego pismo,
opisanie sprawy, której dotyczy zawiadomienie (w miarę potrzeby z uzasadnieniem),
datę i podpis składającego pismo.
Co do zasady, zawiadomienie o przestępstwie możemy złożyć w każdej jednostce Policji lub Prokuratury w kraju. Można to zrobić osobiście, mailem lub poczta. Tyle teoria. Ja jednak rekomenduję nie składać takiego zawiadomienia na lokalnym komisariacie właściwym dla naszego miejsca zamieszkania, ale aby przesłać go do Prokuratury Krajowej, Departament ds. Korupcji i Przestępczości Zorganizowanej, Zespół ds. Terroryzmu i Cyberprzestępczości. Już tam już zdecydują, która jednostka prokuratury jest właściwa i prześlą do niej zawiadomienie o przestępstwie, a stronę poinformują o tej decyzji.
Istotne jest, przygotowując zawiadomienie, aby rzeczowo opisać najważniejsze fakty i dołączyć do zawiadomienia materiał dowodowy, który te fakty potwierdza (np. korespondencję email, nagrania rozmów tel. czy potwierdzenia przelewów).
Gdy zawiadomienie o przestępstwie sporządza sam poszkodowany, bez udziału profesjonalnego pełnomocnika (np. adwokata) to nie musi go uzasadniać, a tym bardziej wskazywać jakiego rodzaju przepisy kodeksu karnego wyczerpały działania sprawców. Dla zainteresowanych, podaję jednak poniżej parę podstawowych przepisów karnych, z którymi najczęściej mamy do czynienia, w tego typu przestępstwach:
art. 286 § 1 ustawy Kodeks Karny
Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
art. 171 ust. 1 i 3 ustawy – Prawo bankowe
Kto bez zezwolenia prowadzi działalność polegającą na gromadzeniu środków pieniężnych innych osób fizycznych, osób prawnych lub jednostek organizacyjnych niemających osobowości prawnej w celu udzielania kredytów, pożyczek pieniężnych lub obciążania ryzykiem tych środków w inny sposób, podlega grzywnie do 20 000 000 złotych i karze pozbawienia wolności do lat 5.
Tej samej karze podlega także ten, kto dopuszcza się czynu określonego w ust. 1 lub 2 działając w imieniu lub w interesie osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej.
art. 287 i art. 290–296 Ustawy o Funduszach Inwestycyjnych
Kto bez wymaganego zezwolenia lub wbrew warunkom określonym w ustawie wykonuje działalność polegającą na lokowaniu w papiery wartościowe, instrumenty rynku pieniężnego lub inne prawa majątkowe, aktywów osób fizycznych, osób prawnych lub jednostek organizacyjnych nieposiadających osobowości prawnej, zebranych w drodze propozycji zawarcia umowy, której przedmiotem jest udział w tym przedsięwzięciu, podlega grzywnie do 10 000 000 zł i karze pozbawienia wolności do lat 5.
Tej samej karze podlega także ten, kto dopuszcza się czynu określonego w ust. 1, działając w imieniu lub w interesie osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej nieposiadającej osobowości prawnej.
art. 295.
Kto bez wymaganego zezwolenia albo wpisu do rejestru wykonuje działalność, o której mowa w art. 32 ust. 2, art. 45 ust. 1, 1a, 2 lub 2a, art. 70e ust. 1 lub art. 209, podlega grzywnie do 5 000 000 zł albo karze pozbawienia wolności do lat 5, albo obu tym karom łącznie
art. 178 Ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o Obrocie Instrumentami Finansowymi
Kto bez wymaganego zezwolenia lub upoważnienia zawartego w odrębnych przepisach albo nie będąc do tego uprawnionym w inny sposób określony w ustawie, prowadzi działalność w zakresie obrotu instrumentami finansowymi, podlega grzywnie do 5.000.000 zł.
art. 150 ustawy z dnia 19 sierpnia 2011 r. o usługach płatniczych
Kto, nie będąc uprawnionym, prowadzi działalność w zakresie świadczenia usług płatniczych lub w zakresie wydawania pieniądza elektronicznego, podlega grzywnie do 5.000.000 zł albo karze pozbawienia wolności do lat 2, albo obu tym karom łącznie.
Najczęstszą kwalifikacją prawną w tego typu sprawach jest oszustwo czyli art. 286 Kodeksu Karnego, które sprowadza się do tego, że sprawcy, wyłudzają do ofiar pieniądze pod pozorem „inwestycji w kryptowaluty” podczas, gdy żadnych inwestycji w rzeczywiści nie ma. Sprawcy chcą jedynie wyłudzić od ofiar jak najwięcej pieniędzy. W zależności od modus operandi przestępców, ich działania mogą wypełniać także znamiona innych wymienionych powyżej czynów zabronionych. Ustalenie dokładnej kwalifikacji prawnej, jest jednak zadaniem dla prokuratury a nie dla poszkodowanego, składającego zawiadomienie o przestępstwie.
Wnioski końcowe
Rynek aktywów cyfrowych to niezwykłe miejsce, gdzie można spotkać wyjątkowe pomysły, projekty i niebanalnych ludzi, z pasją do nowych technologii. Jednak ten świat kryptowalut, tokenów, DAO, zdecentralizowanych giełd czy NFT, przyciąga także osoby, które nie mają dobrych zamiarów. Chcą wykorzystać łatwowierność innych oraz niebywały hype, który kryptowaluty obecnie przeżywają. Tym bardziej, gdy mierzymy się z problemem wysokiej inflacji, która zjada nasze oszczędności, kryptowaluty wydają się wielu osobom szansą na ochronę swoich oszczędności. Tym, którzy rozważają zaangażowanie się w handel aktywami cyfrowymi polecam zachowanie chłodnego myślenia, daleko posuniętą ostrożność, szczególnie co do ofert rozmaitych doradców, infuencerów czy „traderów” .
Paweł Osiński – Adwokat specjalizujący się w obszarze aktywów cyfrowych, przestępczości gospodarczej i praktyki stosowania przepisów dot. prania brudnych pieniędzy.
Pytanie wiązało się ze sprawą jaką kancelaria wytoczyła byłemu już oczywiście klientowi – osobie fizycznej – którą przez ok dziesięć lat obsługiwałem w zakresie założenia i obsługi pewnej spółki z siedzibą za granicą. W poniedziałek 20 grudnia 2021 roku, w Sądzie Okręgowym w Warszawie zapadł prawomocny wyrok w tej sprawie, oddalający apelację pozwanego i w pełni podtrzymujący nasze stanowisko wyrażone w pozwie. Zatem mogę potwierdzić już postawione we wrześniu 2019 roku założenie: tak, beneficjent rzeczywisty spółki odpowiada za należności dotyczące obsługi prawnej tej spółki. Obsługi prawnej, którą oczywiście on zlecał, autoryzował i nadzorował.
Wyrok Sądu Okręgowego
Sąd Okręgowy w Warszawie całkowicie oddalił prezentowaną przez pozwanego linię obrony, która opierała się głownie na kwestionowaniu legitymacji czynnej Powoda oraz legitymacji biernej Pozwanego. Czyli innymi słowy, polegała ona na tym, że pozwany twierdził, że nie łączy nas jakakolwiek współpraca (relacja doradca – klient) a pozywać powinienem – jeśli już – to może Spółkę, ale na pewno nie jego. Sąd Okręgowy słusznie uznał jednak, że pomiędzy stronami istniała długoterminowa współpraca, do której należy stosować przepisy o zleceniu tj. art. 750 Kodeksu Cywilnego i zasądził roszczenie w całości wraz z kosztami za obydwie instancje.
Sąd Okręgowy w Warszawie
Ustalenie relacji doradca – klient: co jest istotne
Istotną kwestią w tej sprawie, mającą znaczenie nie tylko dla osób, które mogą znajdować się w podobnych sporach ale przede wszystkim dla osób świadczących usługi doradcze (adwokaci, doradcy podatkowi etc.) jest to, że Sąd Okręgowy potwierdził naszą argumentację dotyczącą faktu, że w przypadku zmiany przez doradcę formy prowadzenia działalności (np. w przypadku rozejścia się wspólników i założenia nowej spółki – kancelarii), gdy praktyką jest, że klient podażą niejako za swoim doradcą, z którym ma relacje opartą na zaufaniu, to pozwany nie może kwestionować potem takiej stałej współpracy, tylko na podstawie tego, że zaszła taka formalna zmiana po stronie jego doradcy.
Chodzi, o taką sytuację gdy klient milcząco akceptuje, że jego doradca pracuje teraz pod „nową marką”, płacąc jego faktury wystawione już z nowego podmiotu, korespondując z nim z nowego adresu mailowego, a następnie, gdy w pewnym momencie, planuje rozstać się z doradcą, przestaje po prostu płacić jego faktury argumentując, że przecież my „nie współpracujemy”.
Trzeba przyznać tutaj uczciwie, że najlepszym zabezpieczeniem jest, gdy każde zlecenie potwierdzone jest z klientem pisemnie. Czego, zresztą zasady wykonywania zawodu adwokata przyjęte przez Naczelną Radę Adwokacką od nas wymagają. I słusznie, czego jako adwokat z wieloletnim doświadczeniem bardzo pilnuje. Ale w praktyce, może się czasem zdarzyć np. w związku z takimi zmianami formy działalności czy z dużą dynamiką spraw prowadzonych dla stałego klienta, że takiego dokumentu zabraknie. I wtedy może się okazać, że nagle klient nas nie zna i nie przypomina sobie, że współpracujemy razem od paru lat… Tak bywa.
Dokumenty w jęz. angielskim przed sądem – tłumaczyć czy nie?
W sprawie występował jeszcze jeden ciekawy element, na który warto zwrócić uwagę, gdyż może ułatwić prowadzenie spraw tam gdzie występują spółki z siedzibą za granicą, a zatem pojawiają się dokumenty zagraniczne w innym języku. Sąd Okręgowy potwierdził, że warte rozważenia i zastosowanie w sprawie jest, stanowisko twierdzące, że Sąd nie ma na podstawie art. 256 K.p.c. ( „Sąd może zażądać aby dokument w języku obcym był przełożony przez tłumacza przysięgłego”) obowiązku tłumaczenia za każdym razem dokumentu w języku obcym. Przed taką decyzją, Sąd powinien ustalić czy sąd, strony oraz ich pełnomocnicy znają język, w którym dokument został sporządzony (tu chodziło o jez. angielski). I jeśli tak jest, to może dopuścić ww. dokumenty bez tłumaczenia. W tej spawie tak właśnie było, gdyż już z korespondencji wynikało, że pozwany jak i powód korespondowali z dyrektorem zagranicznej spółki w jęz. angielskim.
Pogląd ten jest prezentowany w komentarzu pod red. Małgorzaty Manowskiej, Kodeks postępowania cywilnego. Komentarz. Tom I. art. 1-505 (38), wyd. III. Podobne stanowisko wyrażone jest w postanowieniu Sądu Najwyższego z dnia 25 kwietnia 2014 r., sygn. akt II CSK 428/13. Takie podejście należy uznać zdecydowanie za pozytywne, przyspieszające postępowanie i odchodzące od sformalizowanych procedur na rzecz dążenia do efektywnego i szybkiego wyjaśnienia sprawy. W praktyce współczesnego obrotu gospodarczego jest bowiem tak, że w wielu przypadkach, rejestry spółek nawet z krajów nie anglojęzycznych, pozwalają na pobieranie urzędowych dokumentów w języku angielskim (np. Cypr, Niemcy czy Estonia). Znajomość jez. anielskiego jest także dość powszechna u profesjonalnych prawników, stron, ale także u sędziów. Zatem nie ma powodu aby – w każdym wypadku – tracić czas i koszty na tłumaczenie dokumentów – tym bardziej tak prostych w treści, jak dokumenty rejestrowe, gdy z okoliczności w sprawie wynika, że strony korespondowały po angielsku.
Ile trwało postępowanie
Jeszcze na marginesie przedmiotu sprawy warto parę słów poświecić temu ile taka sprawa trwała, aby na jej przekładzie określić kondycje wymiaru sprawiedliwość w Polsce. Pozew został złożony 1 sierpnia 2018 roku. Wyrok pierwszej instancji został wydany 11 września 2019 roku. Sąd Okręgowy rozpoznał apelację na rozprawie 20 grudnia 2021 roku. I to tylko dlatego, że rozpoznał sprawę poza kolejnością (za co bardzo dziękuję!) o czym poinformował w piśmie, dodając, że obecnie w SO w Warszawie rozpoznawane są sprawy, które wpłynęły w 2019 roku (tutaj apelacja wpłynęła w lutym 2020 roku). Wszystkich rozpraw odbyło się może razem pięć. Czyli łącznie w tej raczej nieskomplikowanej sprawie (nie trzeba przesłuchiwać np. 30 świadków, zlecać pomocy prawnej czy opinii biegłego) na prawomocny wyrok trzeba było czekać 3 i pół roku. To jest moim zdaniem miara kondycji, w jakiej znajduje się obecnie w Polsce wymiar sprawiedliwości. I nie jest to bynajmniej wina sędziów ale tych którzy nieustanie ten wymiar „reformują”.
Moim klientom zawsze powtarzam, że to czego najbardziej powinni się obawiać ze strony systemu podatkowego to nie ta czy inna stawka podatku, ale niestabilności i bylejakości w zakresie stanowienia i stosowania przepisów prawa podatkowego. Bo do danej stawki podatkowej można się jakoś w końcu dostosować (np. podnosząc ceny), ale do nieprzewidywalności systemu – a mówiąc konkretnie, ludzi którzy ten system tworzą i obsługują, nie da się dostosować. Ja przynajmniej nie znam takiego sposobu. No, może po za radykalnym i nie łatwym przeniesieniem przedsiębiorstwa za granicę.
Ale do rzeczy. Już od 1.1.2015 roku są z nami regulacje dot. kontrolowanych spółek zależnych (dalej zwane „CFC”) regulacje, które w określonych warunkach nakazują włączać do podstawy opodatkowania u polskich rezydentów podatkowych dochód spółek oraz innych podmiotów zagranicznych (m.in. fundacji). Niezależnie od tego, iż podmioty te są podatnikami, podlegającymi opodatkowaniu w kraju swojej siedziby. Regulacje te mają na celu utrudnienie zakładania zagranicznych spółek (fundacji itp.) w krajach o znacząco niższej niż polska stawkach podatkowych, co mogłoby prowadzić do nieuzasadnionych oszczędności w zakresie podatku dochodowego.
Przepisy te były już od tego czasu kilkakrotnie nowelizowane wprowadzając jako oficjalny termin „zagraniczną jednostkę kontrolowaną”. Także teraz, czyli z dniem 1 stycznia2022 roku, w którym wejdzie w życie grupa regulacji znanych pod nazwę „Polski Ład”, ustawodawca nas nie zawiódł i serwuje nam kolejną nowelizację w tym obszarze.
statek na mieliźnie/polski system podatkowy
Nowy ład – nowe przepisy o CFC
Wprowadzi ona nową definicję „zagranicznej jednostki kontrolowanej”, odnoszącą się m.in. do zagranicznych spółek (art. 30f ust. 1 pkt.2 Ustawy PDOF, art. 24 ust. 1 pkt. 2 Ustawy PDOP). Zmiana ta będzie polegać na tym, że fraza:
„(…) nieposiadające siedziby, zarządu ani rejestracji na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, w których podatnik, o którym mowa w art. 3 ust. 1, samodzielnie lub wspólnie z podmiotami powiązanymi, posiada, bezpośrednio lub pośrednio, udział w kapitale, prawo głosu w organach kontrolnych, stanowiących lub zarządzających lub prawo do uczestnictwa w zysku, w tym ich ekspektatywę, lub w których w przyszłości będzie uprawniony do nabycia takich praw, w tym jako założyciel (fundator) lub beneficjent fundacji, trustu lub innego podmiotu albo stosunku prawnego o charakterze powierniczym, lub nad którymi podatnik sprawuje kontrolę faktyczną”
zostanie zastąpiona przez:
„(…) nieposiadające siedziby, zarządu ani rejestracji na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, w których podatnik, o którym mowa w art. 3 ust. 1, samodzielnie lub wspólnie z podmiotami powiązanymi lub innymi podatnikami mającymi miejsce zamieszkania albo siedzibę lub zarząd na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, posiada, bezpośrednio lub pośrednio, udział w kapitale, prawo głosu w organach kontrolnych, stanowiących lub zarządzających lub prawo do uczestnictwa w zysku, w tym ich ekspektatywę, lub w których w przyszłości będzie uprawniony do nabycia takich praw, w tym jako założyciel (fundator) lub beneficjent fundacji, trustu lub innego podmiotu albo stosunku prawnego o charakterze powierniczym, lub nad którymi podatnik sprawuje kontrolę faktyczną;”
Zmiana ta spowoduje, że przekroczenie progu 50% (odnoszonego do udziałów w kapitale, prawa głosu w organach kontrolnych, stanowiących lub zarządzających oraz do prawa do zysku) spowoduje uznanie podmiotu za „zagraniczną jednostkę kontrolowaną” nie tylko wtedy, gdy udziały w spółce (ponad 50%) są w rękach podatnika oraz powiązanego z nim podmiotu (posiadających, przykładowo, 35% oraz 20% udziałów w spółce zagranicznej), lecz także wtedy gdy zamiast takiego podmiotu powiązanego występowałby podmiot nie spełniający kryterium powiązań. Przepis ten zatem objąłby swoim zakresem, m.in., takiesytuacje, w których dwie osoby „powiązane” ze sobą jedynie poprzez kontakty towarzyskie decydują się na objęcie udziałów w spółce zagranicznej, w taki sposób, że suma tych udziałów przekracza 50%.
Jest to zmiana, której celem było zapewne „uszczelnienie” (które to już z kolei…) regulacji dotyczących zagranicznej jednostki kontrolowanej. W praktyce jednak to sztukowanie może doprowadzić do nieoczekiwanych rezultatów. Otóż, nabycie lub objęcie nawet niewielkiej liczby udziałów w zagranicznej spółce może prowadzić do konieczności wykazania odpowiedniej części jej dochodów jako dochody otrzymane od zagranicznej jednostki kontrolowanej. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że przepis ten będzie prowadzić do licznych sporów z organami podatkowymi. Patrząc na tę nowelizację z trochę szerszej perspektywy, to w zasadzie wygląda na to, że preferowanym przez ustawodawcę rozwiązaniem byłoby chyba, aby za każdym razem, gdy polski rezydent zakłada spółkę za granicą to zgłaszał ją w kraju jako CFC.
Nowelizacja z 2019 roku
Jednak poza zmianami, które wchodzą w życie 1 stycznia 2022 r., warto zwrócić uwagę na ciekawą nowelizację, odnoszącą się do tego samego przepisu, która weszła w życie jeszcze w roku 2019. Wtedy bowiem kryteria, nakazujące uznanie określonego podmiotu za jednostkę kontrolowaną zostały uzupełnione o kryterium rejestracji:
„(…) nieposiadające siedziby, zarządu ani rejestracji na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”.
W obowiązującej do 31 grudnia 2018 roku wersji ustawy kryterium to odwoływało się jedynie do „siedziby” oraz do „zarządu”.
Zmiana ta spowodowała, odczytując ww. przepis literalnie, że posiadanie w Polsce rejestracji – nawet jeżeli zarząd spółki znajduje się poza granicami kraju wyłącza stosowanie przepisów o zagranicznej jednostce kontrolowanej. Jest to o tyle zaskakujące, że samo posiadanie przez spółkę rejestracji w Polsce – jeżeli jej zarząd znajduje się za granicą – co do zasady nie oznacza, że taka spółka staje się rezydentem podatkowym w Polsce. Innymi słowy, możliwa jest taka sytuacja, w której spółka zarejestrowana w Polsce, nie będzie podlegała PDOP w Polsce jako tutejszy rezydent podatkowy (np. ponieważ zarząd przebywa na stałe za granicą i tam jest wykonywane są czynności zarządu), a zarazem, nie będzie podlegała regulacjom o zagranicznych jednostkach kontrolowanych.
Warto tutaj przypomnieć, że nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu podlega się, jako tzw. rezydent podatkowy, wtedy gdy posiada się „siedzibę lub zarząd na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej” (art. 3 ust. 1 Ustawy PDOP). W tym przedmiocie także od 1 stycznia 2022 roku możemy liczyć na zmiany, gdyż będzie obowiązywał przepis art. 3 ust. 1a Ustawy PDOP, określający (w sposób daleki od precyzji), jak należy rozumieć słowo „zarząd”: „Podatnik ma zarząd na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej między innymi, gdy na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej są prowadzone w sposób zorganizowany i ciągły bieżące sprawy tego podatnika (…)”
Spółka w Polsce, zarząd za granicą
W praktyce, w przypadku, w którym spółka prowadzi swoją działalności w innym niż Polska kraju – z którym Polska zawarła umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania (UPO) – przy ustalaniu kraju rezydencji podatkowej często wykorzystuje się tzw. tie-breaking rules, tj. zestaw reguł zapisanych z reguły w art. 4 UPO, odnoszących się do miejsca faktycznego zarządu.
Przykładowo: „Jeżeli stosownie do postanowień Ustępu 1, osoba nie będąca osobą fizyczną ma siedzibę w obu Umawiających się Państwach, to uważa się ją za mającą siedzibę w tym Państwie, w którym znajduje się miejsce jej faktycznego zarządu” (UPO Polska – Cypr). Pojęcie „faktycznego zarządu” często jest tłumaczone w sposób zbieżny z treścią ww. art. 3 ust 1a Ustawy PDOP. Przykładowo w wyroku NSA z 18.11.2016 r. (II FSK 2475/14) czytamy: „ (….) rozumiane jest jako miejsce faktycznego zarządu to, w którym odbywa się bieżące prowadzenie spraw (…)”.
W konsekwencji należy uznać, że spółka posiadająca w Polsce jedynie tzw. adres rejestrowy, tj. będąca zarządzana z innego kraju (miejsce faktycznego zarządu w powyższym rozumieniu może znajdować się, przykładowo, na Cyprze, Węgrzech czy w Szwajcarii) nie podlega w Polsce ani nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu, ani regulacjom o zagranicznych jednostkach kontrolowanych.
Takie są efekty tworzenia przepisów na kolanie a potem, ich uszczelniania. To zresztą adekwatne słowo do polskiego systemu podatkowego, który widzę jako dziurawy, przerdzewiały, niesterowny tankowiec, po licznych przeróbkach i generalnych remontach. Taki ORP „Orzeł” podatków – nasz jedyny, wiecznie remontowany okręt podwodny – na którym podobno marynarze boją się pływać. Zostawiając sarkazm na boku, myślę, że prawdopodobnym scenariuszem jest to, że te przepisy o CFC w praktyce będą bardzo trudne do stosowania dla organów podatkowych. A podatnicy, którzy mają racjonalne plany na biznes międzynarodowy, przy zachowaniu standardowej ostrożności w sprawach podatkowej, będą mogli bez obawy zakładać spółkę za granicą i decydować o rozwoju na nowych rynkach.
Przedsiębiorstwa wybierają się na rynek giełdowy zwykle zawsze z tego samego powodu: dla pieniędzy. Patrząc na sprawę trochę dokładniej, najczęściej chodzi o możliwość pozyskania kapitału na dalszy rozwój biznesu (np. poprzez emisję akcji czy obligacji) ale czasem wprowadzenie akcji do obrotu giełdowego ma na celu, aby udziałowcy spółki mogli z niej „wyjść”. To znaczy wyjść z biznesu, który założyli i prowadzili przez szereg lat z konkretną sumą pieniędzy, przekazując go nowym właścicielom – akcjonariuszom spółki, której akcje są notowane na giełdzie.
Bycie spółką notowaną na rynku giełdowym to także większa wiarygodność. Często jest tak, że przedsiębiorca otrzymuje od funduszu inwestycyjnego ofertę brzmiącą w ten sposób, że zainwestujemy w twoją firmę, ale akcje twojego przedsiębiorstwa musza być dopuszczone do obrotu na rynku publicznym – czyli na którymś z rynków Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (dalej „GPW”).
Trzy drogi na Giełdę Papierów Wartościowych
Możemy wyróżnić w zasadzie trzy sposoby uzyskania statusu spółki notowanej na giełdzie:
Podstawowy, czyli po prostu złożenie odpowiedniego wniosku do Giełdy Papierów Wartościowych, czemu towarzyszy wypełnienie licznych wymogów formalnych oraz niełatwa i długa procedura.
Połączenie, gdy spółka, która planuje wejść na giełdę, zamiast przechodzić całą ww. żmudną procedurę, łączy się z podmiotem, którego akcje są juz w obrocie na rynku giełdowym, w ten sposób, że przejmuje tę spółkę, wnosząc do niego swoje przedsiębiorstwo.
Przejęcie kontroli nad spółkągiełdową poprzez zakup pakietu akcji tej spółki i następnie wniesienie do niej swojego przedsiębiorstwa lub po prostu rozpoczęcie nowego rodzaju działalności w tej spółce. O tym sposobie będziemy tutaj mówić.
Alternatywny rynek obrotu NewConnect na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie
Tytułem wstępu, większość informacji podanych w tym artykule odnosi się zarówno do głównego rynku GPW jak i do rynku alternatywnego NewConnect, ale w związku z tym, że większość mojego doświadczenia zawodowego wiąże się jednak ściśle z rynkiem NewConnect to do niego w przeważającej mierze będę się odnosił.
Rynek NewConnect, mówiąc precyzyjnie, nie jest „rynkiem regulowanym” ale tzw. rynkiem zorganizowanym, mającym status alternatywnego systemu obrotu. Często nazywany jest „małą giełdą” jako, że dedykowany jest dla podmiotów, które zaczynają przygodę z rynkiem kapitałowym. To jest moim zdaniem, nie wchodząc w niuanse prawne miedzy rynkiem „regulowanym” a „zorganizowanym” dobre określenie dla NewConnect. To przedsionek „dużej” giełdy czyli rynku regulowanego GPW. Ryzyko jest tutaj większe niż na głównym parkiecie – jako, że mamy do czynienia z debiutantami, ale mimo wszystko, obowiązują tutaj liczne regulacje właściwe dla głównego parkietu GPW.
NewConnect – burzliwe początki…
Z rynkiem NewConnect jestem związany de facto od samego początku jego istnienia tj. od 2007 roku. Uczestniczyłem w licznych debiutach, połączeniach spółek notowanych na tym rynku czy właśnie przejęciach spółek, z czym wiązało się wprowadzenie nowego przedsiębiorstwa lub zmiana profilu spółki.
Na samym początku swojej historii NewConnect to było bardzo barwne miejsce. Wtedy, jak mówili złośliwi maklerzy można było tam wprowadzić nawet budkę z kebabem. To dość sarkastyczna ocena, ale po tym co wtedy widziałem, to jednak trochę uzasadniona, bo widziałem na tym rynku już naprawdę wiele. Spółki, które w ciągu paru godzin zyskiwały wycenę większą od Orlenu, zbiorowe wyrzucenie z rynku ok 40 spółek spółek-zombie za brak wypełniania obowiązków raportowych czy niesławny debiut – a potem upadek – spółki oferującej „drzwi do wieczności”. Warto także przypomnieć, że przez parę lat rynek NewConnect nadzorował jako dyrektor ds. rozwoju, nie kto inny jak Emil Stępień, obecnie aktywny producent filmów rozrywkowych, często goszczący na łamach prasy.
Ale to już historia i obecnie, rynek NewConnect to zdecydowanie bardziej wymagające miejsce i trzeba przyznać, że GPW pilnuje, a przynajmniej bardzo się stara, aby podmioty tam notowane wypełniały obowiązki właściwe dla rynku zorganizowanego. Aczkolwiek, patrząc na np. aktualne plany głośnej Ekipy, której spółka Ekipa Holding planuje debiut na rynku NewConnect (zresztą w drodze przejęcie odwrotnego) na zawrotnej wycenie 250 000 000 PLN, to podkreślić należy, że wciąż jest to miejsce dla tych którzy akceptują „zwiększony apetyt na ryzyko”.
Obiektywnie i już bez ironii, należy jednak przyznać, że Rynek NewConnect jest to miejsce na rynku kapitałowym postrzegane jako racjonalny etap w rozwoju przedsiębiorstwa. Fakt, że akcje spółki są notowane na rynku zorganizowanym przez GPW niewątpliwie zwiększa wiarygodność takiego podmiotu, pozwala na uzyskanie wiarygodnej wyceny, otwiera szerzej dostęp do kapitału oraz możliwość sprzedaży akcji przez założycieli przedsiębiorstwa, którzy teraz stają się właścicielami akcji notowanych na rynku giełdowym.
Rynek NewConntect – obowiązki dla emitentów
Tym, którzy zastanawiają się nad tym czy i jak zadebiutować na tym parkiecie, chciałbym po krótce nakreślić obowiązki związane z posiadaniem spółki, której akcje są dopuszczone do obrotu na alternatywnym rynku giełdowym GPW NewConnect. A tych jest wiele.
Punktem wyjścia do ich przedstawienia powinno być to, że jest to całkowita zmiana jakościowa w stosunku do prowadzenia „prywatnego” biznesu, czyli np. sp. z o.o. gdzie jesteśmy jedynym wspólnikiem czy np. z „kolegą”. W takiej prywatnej spółce, w zasadzie – oczywiście w granicach prawa – możemy robić co chcemy. Czyli zdecydować, z dnia na dzień, o podwyższeniu kapitału i zaproszeniu nowych wspólników do spółki, o zmianie przedmiotu działalności czy o nowej, ryzykownej inwestycji za granicą a następnie, o jej zamknięciu i spisaniu na straty.
W spółce publicznej, czyli takiej, której akcje zostały dopuszczone od obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych (NewConnect jest jednym z rynków obrotu organizowanym przez GPW) taka swoboda jest już niemożliwa. Gdy akcje naszej spółki zostają dopuszczone do obrotu na rynku giełdowym, oznacza to, że kupują je inwestorzy, którzy stają się akcjonariuszami naszej spółki i w zasadzie współwłaścicielami naszego wspólnego przedsiębiorstwa. To podlega określonym, rozbudowanym przepisom i specyficznej ochronie prawnej, która istotnie ogranicza (czy też mówiąc inaczej reguluje) działania takiej spółki, jej akcjonariuszy oraz zarządu.
Wymieniłbym następujące, najważniejsze obowiązki, które wiążą się z funkcjonowaniem jako emitent akcji na rynku NewConnect:
obowiązek informacyjny, który oznacza, że spółka notowana na giełdzie ma obowiązek niezwłocznego podania do publicznej wiadomości za pomocą specjalnych kanałów (systemy EBI i ESPI) wszelkich tzw. informacji poufnych. Czyli informacji mających istotne znaczenie dla funkcjonowania spółki, które mogą mieć wpływ na kurs akcji spółki i które nie są publicznie dostępne czyli inaczej mówiąc, o których wiedzę mają tylko osoby zarządzające spółką. Chodzi o to, aby zapewnić wszystkim uczestnikom rynku – akcjonariuszom spółki czy osobom być może zainteresowanym inwestycją w akcje spółki – równy dostęp do informacji o najistotniejszych sprawach dla spółki. Oczywiste jest, że osoby zarządzające spółką mają najszybszy i najpełniejszy dostęp do tych informacji i dlatego kluczowe jest aby wszyscy uczestnicy rynku kapitałowego mieli zapewniony pełny i równy dostęp do tych informacji. Jednym z najistotniejszym aktów prawnych w tym zakresie jest tzw. Rozporządzenie MAR Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) z dnia 16 kwietnia 2014 w sprawie nadużyć na rynku. Większość przestępstw związanych z rynkiem giełdowym dotyczy właśnie manipulacji kursem akcji spółki przez np. podawanie nieprawdziwych informacji aby korzystnie wpłynąć na kurs, zatajanie informacji poufnych w celu dokonania korzystnych transakcji zanim dowie się o tym rynek, czy też naruszenie tzw. okresów zamkniętych (chodzi o zakaz dokonywania przez kadrę zarządzającą spółki transakcji w określonych przedziałach czasu jak np. przed publikacją danych finansowych).
Obowiązek cyklicznego przekazywanieinformacji o danych finansowych, który przejawia się w tym, że spółka musi zapewnić uczestnikom rynku – przede wszystkim akcjonariuszom – szeroki dostęp do informacji o sytuacji finansowej spółki poprzez publikowanie w określonych terminach, oraz wg. określonych standardów, dokumentów finansowych spółki (m.in. bilans, rachunek zysków i strat, komentarz zarządu, opinię audytora). Zwykle ten obowiązek przejawia się w raportach kwartalnych, półrocznych oraz rocznych.
obowiązek dbania o interes akcjonariuszy, który zasadniczo wynika z kodeksu spółek handlowych, ale w przypadku spółek dopuszczonych do obrotu giełdowego nabiera jeszcze mocniejszej treści. Kluczowe jest, aby uświadomić sobie, że z faktu, że akcje naszego przedsiębiorstwa zostały dopuszczone do obrotu na rynku czy to regulowanym czy na NewConnect, wynika to, że nie dość, że mamy nagle rzeszę dodatkowych „wspólników” w spółce to jeszcze nad sobą organ regulacyjny, który patrzy nam na ręce. Akcjonariusze naszej spółki, mogą mieć odmienne wizje rozwoju spółki, oczekiwania co do jej działania, polityki informacyjnej czy sposobu podziału zysku. Każdemu z nich, nawet posiadającemu jedną akcję przysługują określone prawa. Prawa te, w szczególności w przypadku spółek giełdowych, stworzone zostały po to aby zapewnić równe traktowanie akcjonariuszy a zwłaszcza, aby chronić tzw. mniejszościowych akcjonariuszy przed dyktatem większości – czyli akcjonariuszy posiadający większościowe pakiety akcji. W rezultacie, szczęśliwy właściciel spółki, której akcje zostały dopuszczone do obrotu i który właśnie z powodzeniem, uplasował emisję akcji na parę/paręnaście milionów złotych, objętych przed drobnych inwestorów, musi mieć świadomość, że ci nowi akcjonariusze to dla niego dodatkowe obowiązki w zakresie zarządzania, raportowania oraz polityki informacyjnej.
Kiedy warto rozważyć drogę na skróty na NewConnect
Standardowa droga którą przebywa spółka – lub w zasadzie jej udziałowcy – którzy planują debiut na NewConnect wygląda tak:
Etap planowania czyli odpowiedzi na pytania po co się na NewConnect wybieram.
Etap porządków prawnych i księgowych. Czyli dopasowania prywatnego przedsiębiorstwa do standardów rynku regulowanego.
Przekształcenie przedsiębiorstwa w spółkę akcyjną, której akcje mogą być notowane na rynku giełdowym. Najczęściej odbywa się to przez przekształcenie sp. z o.o. w spółkę akcyjną, ale często przybiera to także inna postać jak właśnie zakup akcji spółki notowanej już na rynku NewConnect i wniesienie do niej aportem przedsiębiorstwa czy połączenie.
Przygotowania Dokumentu Informacyjnego czyli kluczowego, bardzo rozbudowanego dokumentu, który emitent powinien przywejściu na rynek NewConnect przedłożyć GPW do zatwierdzenia, a który zawiera w sobie najważniejsze informacje o spółce.
Etap formalności związanych z przygotowaniem debiutu na rynku NewConnect, po tym gdy GPW zatwierdzi już Dokument Informacyjny, czyli zezwoli spółce na wejście na rynek.
Debiut i rozpoczęcie notowań na NewConnect.
Całość może trwać ok 6 miesięcy lub często w praktyce trwa znacznie dłużej. Szczególnie czasochłonna może być procedura przygotowania Dokumentu Informacyjnego i następnie jego oceny i zatwierdzenia przez GPW. Dlatego, czasem warto rozważyć zastosowanie drogi na skróty czyli znalezienie spółki, której akcje są już dopuszczone do obrotu na rynku NewConnect i której właściciel chciałby zakończyć swoja przygodę z rynkiem giełdowym.
5 elementów, które należy uwzględnić przy wejściu na NewConnect kuchennymi drzwiami
Gdy już zdecydujemy się na drogę na skróty poprzez zakup spółki, której akcje są już notowane na rynku NewConnect to prace z tym związane podzieliłbym na pięć (5) etapów:
Poszukiwanie spółki (1) Najpierw trzeba oczywiście znaleźć spółkę, a raczej właściciela akcji tej spółki, która jest na sprzedaż. Nastawiłbym się tutaj na raczej na cierpliwe poszukiwania. Może być także znajdziemy taki podmiot w ciągu 1-2 miesięcy ale równie dobrze może się zdarzyć, że będziemy szukać znacznie dłużej. Na pewno nie nastawiałbym się, na to że pierwsza spółka, która wpadnie nam w ręce to będzie ta docelowa. Z praktyki mogę powiedzieć, że dość łatwo da się znaleźć – po rozpuszczeniu na rynku wiadomości, że jest chętny – praktycznie od ręki parę spółek, które są „na sprzedaż”. Dla doświadczonego na rynku kapitałowym doradcy wystarczy jednak już pobieżne zapoznanie się ze spółką, strukturą akcjonariatu, danymi finansowymi i raportami bieżącymi oraz – last but not least – oferowaną ceną aby ocenić czy warto taka ofertę rozważyć i przejść do dokładnego zbadania spółki czy dać sobie spokój i szukać innej oferty. Ja zwykle zaczynam od sprawdzenia w raportach giełdowych jak wyglądają (i czy w ogóle są) raporty finansowe oraz od spojrzenia na to z kim rozmawiam tzn. kto posiada pakiet kontrolny akcji spółki. Wbrew pozorom, rynek kapitałowy jest dość mały i często trafia się na znajome nazwiska…
Ustalenie akcjonariatu (2) Równolegle z pierwszym etapem ustaliłbym kto ma akcje tego podmiotu, ile procent i czy są one dopuszczone do obrotu (może być tak, że część akcji jest dopuszczona a część, nawet znaczna, jeszcze nie). To także będzie miało wpływ na cenę lub na decyzje czy warto ten podmiot zakupić. Pamiętajmy, że prawie nigdy nie kupimy 100% akcji dopuszczonych do obrotu, gdyż zwykle są one znacznie rozproszone i po prostu nie wiadomo do kogo należą. Nie potrzebujemy jednak wszystkich czy większości akcji. W praktyce, często wystarczy, że już ok 30-50 % akcji pozwala aby w pełni kontrolować dany podmiot. Ale wszystko zależy od spółki, jej statutu i akcjonariatu.
Zbadanie stanu prawnego (3) Gdy pierwsze dwa etapy przynoszą pozytywne rezultaty to można przejść do dokładnego zbadania dokumentów księgowych, raportu audytora, raportów giełdowych. Warto tutaj zainwestować w doradcę prawnego który będzie nas wspierał w tym zadaniu.
Ustalenie ceny (4) czyli musimy odpowiedzieć sobie na pytanie ile to kosztuje. Tutaj panuje ogromna rozpiętość. Słyszałem o transakcjach gdzie cena na pakiet kontrolny akcji wynosiła 300 000 zł. Słyszałem. Ale obawiam się, że to była transakcja na zasadzie „zabierz to ode mnie i o nic nie pytaj”. Z mojego doświadczenia taka ww. cena to będzie albo faktycznie „okazja” raz na 3 lata albo gdy akceptujemy to, że spółka jest w fatalnym stanie i mogą tam być różne niespodzianki (np. podatkowe). Inaczej mówiąc kupujemy przysłowiowego „kota w worku”, co może być bardzo ryzykowne. Moim zdaniem realna cena, za spółkę, która jest uporządkowana, ma akcje dopuszczone do obrotu, prawidłowo raportuje na rynek i posiada rzetelną księgowość, może wynosić w zależności od sytuacji od 500.000 zł do nawet 1.000 000 PLN. Wtedy przy takiej cenie możemy oczekiwać spółki w bardzo dobrym stanie, z uporządkowaną księgowością, bez naruszeń obowiązków informacyjnych oraz pełnej współpracy ze strony akcjonariusza sprzedającego pakiet kontrolny.
Przygotowanie transakcji (5) Gdy także i ten etap wypadnie pozytywnie i rozmowy co do ceny zakończą się sukcesem to warto przystąpić do przygotowania samej transakcji. Przy czym, nie będzie to tylko sama umowa, ale także odp. raporty giełdowe oraz ew. uchwały podwyższające kapitał (emisja nowych akcji) z uzasadnieniem oraz np. wyceną rzeczoznawcy dot. przedsiębiorstwa wnoszonego do zakupionej spółki. Tak jak wspomniałem wcześniej, w związku z tym, że nie mówimy tutaj o sprzedaży udziałów w sp. z o.o. miedzy wspólnikami – kolegami, ale o przejęciu kontroli nad podmiotem działającym na rynku NewConnect zorganizowanym i nadzorowanym przez GPW. Taka transakcja ma swoje wymogi formalne, powinna mieć swoje uzasadnienie oraz być w odpowiedni sposób komunikowana dla uczestników rynku. Inaczej mówiąc, to nie może być tak, że w piątek podpiszemy dokumenty a w poniedziałek GPW i rynek dowie się, że jest nowy akcjonariusz, strategia działania i przedsiębiorstwo. Doświadczony Autoryzowany Doradca na rynku NewConnect będzie wiedział o co chodzi i jak taka transakcja powinna być przeprowadzona i zakomunikowana na rynku.
Podsumowanie
Wejście na giełdę od kuchni, przez zakup spółki akcyjnej już notowanej na rynku NewConnect, ma swoje plusy. Zwykle pozwala znacznie szybciej pojawić się na rynku kapitałowym. Często, pozwala także na osiągnięcie korzystniejszej wyceny dla przedsiębiorstwa, które chcemy wprowadzić na rynek giełdowy. W każdym razie jest to uznana i często stosowane na rynku NewConnect metoda zadebiutowania na tym parkiecie.
Klimat mamy taki, że naszym częstym marzeniem jest – podobnie jak innych mieszkańców chłodnej i deszczowej północy tj. Niemiec, Holandii, Zjednoczonego Królestwa czy Szwecji – zasłużona emerytura tam gdzie jest ciepło i słonce świeci cały (prawie) rok.
Zwłaszcza ostatnimi czasami odbieram liczne zapytania o przeniesienie przedsiębiorstwa za granicę czy zmianę rezydencji podatkowej. Ani jedno, ani drugie nie jest prostym zadaniem w obecnym środowisku prawnym, które przez swój stopień komplikacji wymaga od przedsiębiorców znacznej uważności i ostrożności w swoich działaniach.
Chodzi o to, praktycznie sprawę ujmując, aby podejmując takie działania jak przeniesienie siedziby przedsiębiorstwa czy zmianę rezydencji podatkowej, zrobić to w sposób racjonalny i bezpieczny podatkowo. To znaczy, w oparciu o czytelne przesłanki biznesowe oraz w zgodzie z przepisami podatkowymi, tak aby nie narazić się na takie podatkowe niebezpieczeństwa jak: klauzula obejścia prawa podatkowego (tzw. GAAR), przepisy o kontrolowanych spółkach zależnych (tzw. CFC), Exit Tax czy obowiązek raportowania schematów podatkowych (MDR).
Rezydencja podatkowa na Cyprze
W tym wpisie zajmę się zmianą rezydencji podatkowej, na przykładzie nabycia rezydencji podatkowej na Cyprze. Jak wygląda procedura, jakie są warunki prawne – od strony Polskiej jak i Cypryjskiej – oraz jakie są zagrożenia. Cypr wybrałem z tego powodu, ponieważ jest to ostatnio bardzo popularny kraj jeśli chodzi o wybór rezydencji podatkowej wśród polskich przedsiębiorców, programistów czy inwestorów oraz dlatego, że ma atrakcyjne, przyjazne obcokrajowcom przepisy dot. nabycia przez nich rezydencji podatkowej (tzw. 60 – days regime). Jednak w znacznej mierze kwestie, które tutaj będę poruszał są uniwersalne i mogą być traktowane jako wprowadzenie do zagadnienia nabycia rezydencji podatkowej w innych krajach.
Poza tym, istotna część artykułu będzie dotyczyć, nie tyle zasad nabycia zagranicznej rezydencji podatkowej ale warunków skutecznego utracenia rezydencji podatkowej przez podatnika w swoim dotychczasowym kraju rezydencji. Gdyż, wbrew pozorom, to właśnie utrata aktualnej rezydencji podatkowej jest prawdziwym wyzwaniem w tej operacji czyli, faktyczne przecięcie „podatkowej” pępowiny jaka łączy podatnika planującego zmienić swoją rezydencję, z krajem jego aktualnego zamieszkania.
Larnaca District, Cyprus.
Zmiana rezydencji podatkowej w 2021 roku: mityczna ucieczka przed fiskalizmem czy dopasowanie do rzeczywistości globalnej gospodarki?
O ile jeszcze 10-20 lat temu zmiana rezydencji podatkowej kojarzyła się z emigracją zarobkową oraz z dość radykalną i skomplikowaną operacją to obecnie, takie rozwiązanie jest coraz częściej stosowane. Powody w mojej opinii są następujące:
Po pierwsze, dlatego, że Polska jest od 2004 roku członkiem Unii Europejskiej i obywatele Polski korzystają już, bez żadnych już ograniczeń z czterech podstawowych wolności wspólnotowych tj. swobody przemieszczania się, osiedlania się, przepływu kapitału oraz swobody prowadzenia działalności gospodarczej. To w sposób radykalny zwiększyło naszą mobilność.
Pod drugie, lata po wejściu Polski do UE to generalnie czas rozwoju globalnej, cyfrowej gospodarki. Szczególnie ostatnie lata przyspieszyły digitalizację procesów gospodarczych czego dowodem jest chociażby rozwój e-commerce oraz praca zdalna. Przedsiębiorcy z Polski, wysokiej klasy specjaliści czy inwestorzy, aktywnie w tych procesach uczestniczą, pracując dla klientów z całego świata, przeprowadzając się czy inwestując w nieruchomości za granicą.
Po trzecie wreszcie, Pandemia COVID-19 sprawiła, że praca zdalna uzyskała status pełnoprawnej pracy. Okazało się, że zdalnie, bez konieczności „odbijania karty” w recepcji, w biurze, także da się funkcjonować i skutecznie realizować zadania w przedsiębiorstwie. I to z sukcesem.
To wszystko prowadzi do wniosku że, mobilność na rynku pracy osiągnęła niespotykane wcześniej rozmiary. Zapewne wielu z nas doświadcza tego w naszym codziennym życiu, pracując zdalnie z rozmaitych zakątków Polski czy nawet świata. Po prostu spędzamy coraz więcej czasu w podróży, za granicą, uczestnicząc na pełnych prawach w globalnym, cyfrowym rynku. W rezultacie, odpowiedź na pytanie gdzie jest moja rezydencja podatkowa lub gdzie chciałbym, aby była, jest często nieoczywista a czasem zależy po prostu od naszego wyboru.
Centrum interesów życiowych – jak definiują to polskie przepisy
Na początek, zanim będziemy mówić o samej zmianie rezydencji podatkowej, ustalmy co to jest rezydencja podatkowa. W skrócie, jest to miejsce – najczęściej miejsce stałego zamieszkania – w którym będziemy podlegać opodatkowaniu. Aby znaleźć dokładną odpowiedź na to pytania, opartą na przepisach prawa podatkowego – jako obywatele Rzeczypospolitej Polskiej – powinnismy zapoznać się z treścią art. 3 ust 1a Ustawy PDOF, który reguluje kwestię tzw. nieograniczonego obowiązku podatkowego na ternie Polski, będącego pochodną właśnie rezydencji podatkowej na ternie Polski:
Za osobę mającą miejsce zamieszkania na terenie Rzeczypospolitej Polskiej uważa się osobę fizyczną, która:
Posiada na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej centrum interesów osobistych lub gospodarczych (ośrodek interesów życiowych) lub
Przebywa na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej dłużej niż 183 dni w roku podatkowym.
Skoro odnosimy się tutaj do przykładu rezydencji podatkowej na Cyprze, to należy spojrzeć zatem także na odpowiednie przepisy Umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania pomiędzy Polską a Cyprem, która w art. 4 ust 2. („Miejsce zamieszkania”) wprowadza w przypadku osób fizycznych posiadających miejsce zamieszkania w obydwu krajach pewne zasady (kryteria oceny), z których najważniejsze są: stałe miejsce zamieszkania oraz silniejsze powiązania osobiste i gospodarcze (centrum interesów życiowych).
W praktyce szczególnie duże znaczenie odgrywa termin „centrum/ośrodek interesów życiowych”. Aby zrozumieć ten termin oraz to jak może być stosowany w praktyce prawa podatkowego warto spojrzeć na np., indywidualną interpretację podatkową Dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie z 8 kwietnia 2011 roku (IPPB4/415-43/11-2/SP), która wyjaśnia to tak:
„Przez „centrum interesów życiowych” należy rozumieć wszelkie powiązania rodzinne, tzw. ognisko domowe, aktywność społeczna, polityczna, kulturalna, obywatelska, przynależność do klubów/organizacji, uprawiane hobby itp. Z kolei „centrum interesów gospodarczych” to przede wszystkim miejsce prowadzenia działalności zarobkowej, źródła dochodów, posiadane inwestycje, majątek ruchomy i nieruchomy, polisy ubezpieczeniowe, zaciągnięte kredyty, konta bankowe etc.”
Do kwestii centrum interesów życiowych odniósł się także Naczelny Sąd Administracyjny – analizując przypadek nabycia rezydencji podatkowej we Włoszech – w wyroku z 28 września 2018 roku, (II FSK 2653/16), zwracając uwagę, że ustalenie kraju rezydencji wynika zazwyczaj z porównania związków, które dana osoba wytwarza z poszczególnymi krajami:
„Dla oceny istnienia centrum interesów osobistych i gospodarczych, znaczenie mają również takie okoliczności jak funkcjonowanie skarżącego w określonym układnie rodzinnym czy społecznym we Włoszech. Wnioskodawca nie neguje posiadania jakichkolwiek powiązań z Polską, jest bowiem polskim obywatelem. Jednakże, w analizowanym okresie jego powiazania gospodarcze z Polską mają charakter marginalny w stosunku do powiazań gospodarczych i osobistych z terytorium Włoch.”
Kluczowe zatem przy analizę kwestii rezydencji podatkowej jest zrozumienie, że z punktu widzenia polskiego podatnika, dla ustalenie rezydencji podatkowej pierwszorzędne znaczenie ma nie ilość dni spędzonych w Polsce, ale odpowiedz na pytanie gdzie jest centrum moich interesów życiowych. I to właśnie to kryterium jest istotne przy zmianie rezydencji podatkowej gdyż, aby faktycznie, w zgodnie z przepisami, stać się rezydentem kraju innego niż Polska to musi on nie tyle nabyć rezydencję podatkową z granicą w innym kraju (to zwykle nie jest problemem) ale skutecznie utracić rezydencję podatkową w miejscu gdzie dotychczas ją posiadał (czyli w naszym przypadku w Polsce).
Piszę o tym dlatego, ze wiele krajów – tak jak Cypr właśnie – posiada dość przyjazne przepisy w zakresie nabycia rezydencji podatkowej, które mają zachęcić zagranicznych inwestorów, przedsiębiorców czy wysokiej klasy specjalistów, do nawiązania więzów gospodarczych z ich krajem.
Wyzwaniem jednak, przy decyzji o zmianie rezydencji podatkowej zwykle nie jest nabycie nowej rezydencji ale skuteczne, zgodne z prawem utracenie obecnej rezydencji podatkowej. Podkreślam tak ten problem ponieważ często spotykam się z sytuacją gdy krajowi przedsiębiorcy posiadają formalnie rezydencję podatkową za granicą, ale gdy bliżej przyjrzeć się ich sytuacji (tzn. gdzie jest ich centrum interesów życiowych) to okazuje, że ta rezydencja podatkowa jest bardzo wątpliwa z punktu widzenia polskich przepisów podatkowych. Co jest oczywistym ryzykiem narażenia się na negatywne konsekwencje ze strony organów podatkowych.
Przykłady
Aby łatwiej zrozumieć o co chodzi, poniżej zamieszam dwa przykłady, które mam nadzieję, pozwolą uchwycić na czym polega istota kryterium centrum interesów życiowych i kiedy zespół okoliczności faktycznych dotyczących aktywności zawodowej i prywatnej danej osoby pozwala na rozważanie zmiany rezydencji podatkowej:
Przykład (A): 30-letni programista, singiel, bez dzieci, świetnie zarabiający, pracujące na zasadzie zleceń dla klientów z zagranicy, od lat zamieszkały za granicą, w Polsce tylko od czasu do czasu z odwiedzinami, ma w zasadzie pełne możliwości wyboru innej rezydencji podatkowej, o ile będzie przebywał ponad 183 dni poza Polską oraz wykaże, że jego stałe miejsce zamieszkania jest w innym kraju (np. wynajem lub zakup apartamentu za granicą).
Przykład (B): 45-letni właściciel dobrze prosperującego przedsiębiorstwa zajmującego się handlem sprzętem medycznym wyłącznie na rynek krajowy, żonaty, 2 dzieci w wieku szkolnym, ma małe szanse na zmianę rezydencji podatkowej. Przede wszystkim dlatego, że centrum jego spraw zarówno życiowych (rodzina, dzieci) oraz zawodowych (przedsiębiorstwo) znajduje się na terenie Polski i zmiana w tym zakresie jest raczej mało prawdopodobna czy racjonalna.
Cypryjska rezydencja podatkowa (60-days rule)
Co do zasady, przepisy Republiki Cypru przewidują, że osoba która przebywa na terenie Cypru ponad 183 dni staje się lokalnym rezydentem podatkowym. Jednakże od stycznia 2017 roku weszły w życie specjalne przepisy (tzw. „60 days rule” / ”zasada 60 dni”), która przewidują, po spełnieniu określonych przesłanek, że rezydentem podatkowym Republiki Cypru może zostać także osoba która, w trakcie roku podatkowego przebywa na wyspie przynajmniej 60 dni.
60-dniowy termin ma zastosowanie do osób fizycznych, które spełniają następujące warunki:
nie przebywają w jakimkolwiek innym kraju niż Cypr, więcej niż 183 dni w roku podatkowym;
nie są rezydentami podatkowymi w jakimkolwiek innym kraju;
spędzają na Cyprze przynajmniej 60 dni w roku podatkowym;
posiadają jedno z następujących powiązań z Cyprem:
umowę o pracę;
są udziałowcami spółki na Cyprze (business ownership);
są dyrektorem spółki z siedzibą na Cyprze.
Ww. warunki muszą zostać spełnione w danym roku podatkowym, dla którego oceniana będzie rezydencja podatkowa.
Dodatkowym warunkiem jest, aby osoba ubiegająca się przyznanie rezydencji podatkowej, posiadała na Cyprze nieruchomość mieszkaniową czy to jako własność czy w formie wynajmu.
Formalności prawne są stosunkowo nieskomplikowane i składają się na nie:
rejestracja w Social Insurance;
złożenie wniosku o tzw. Yellow Slip oraz Alien Registration Code (ARC);
otrzymanie Tax Identifiction Code (TIC);
założenie rachunku bankowego;
uzyskanie certyfikatu rezydencji podatkowej.
Zalety podatkowe Cypru są dobrze znane polskim inwestorom z czasów gdy spółki te było powszechnie wykorzystywane w transakcjach na rynku kapitałowym. Warto tutaj zatem wspomnieć tylko parę słów o zachętach podatkowy nakierowanych na osoby z zagranicy, które przyjmą cypryjską rezydencję podatkową:
obcokrajowiec, który nabędzie cypryjską rezydencję podatkową, a który ma status tzw. non-domiciled (co oznacza, że nie ma pochodzenia cypryjskiego) jest zwolniony z podatków na Cyprze w zakresie dywidendy czy niektórych pasywnych przychodów.
50% wynagrodzenia pochodzącego z zatrudnienia na Cyprze jest zwolnione z opodatkowania podatkiem dochodowych PIT przez najbliższe 10 lat, pod warunkiem, że roczny przychód przekracza 100 000 EUR rocznie.
Exit tax
Zanim jednak będziemy cieszyć się licznymi słonecznymi dniami i przyjaznymi podatkami na Cyprze warto jednak zwrócić uwagę na przeszkody które, nasze rodzime organy podatkowe ustawiły nam po drodze. Tych zagrożeń – o których, wspomniałem na początku jest parę, ale tutaj wspomniałbym o wprowadzonym niedawno tzw. „Exit Tax”.
Exit tax czyli tzw. podatek od wyjścia (podatek od dochodów z niezrealizowanych zysków), którego podstawowa stawka wynosi 19 %, dotyczy oprócz osób prawnych także osób fizycznych które, przenoszą majątek za granice. W szczególności, chodzi o taki stan faktyczny gdy „dochodzi do sytuacji przeniesienia składnika majtku poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w wyniku którego, Rzeczypospolita Polska w całości albo w części traci prawo do opodatkowania dochodów ze zbycia tego składnika majątku, przy czym przenoszony składnik pozostaje własnością tego samego podmiotu (…).”
Dodatkowo opodatkowanie Exit Tax jest uwarunkowane od przekroczenia progu 4 000 000 PLN, w przypadku osób fizycznych.
Co istotne, Exit Tax może zostać nałożony także w sytuacji zmiany rezydencji podatkowej, gdyż zgodnie z treścią przepisu: „opodatkowaniem podatkiem od niezrealizowanych zysków podlega zmiana rezydencji podatkowej przez podatnika podlegającego w Rzeczypospolitej Polskiej nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu, w wyniku której Rzeczypospolita Polska w całości albo w części traci prawo do opodatkowania dochodów ze zbycia składnika majątku tego podatnika, w związku z przeniesieniem jego miejsca zamieszkania do innego państwa.”
Zatem, planując czy to przeniesienie przedsiębiorstwa za granicę czy to zmianę rezydencji podatkowej, zdecydowanie należy ocenić sytuację z punktu widzenia Exit Tax. Jednak, są także dobre wiadomości. Otóż, polskie regulacje wprowadzające Exit Tax, wykraczają poza zakres Dyrektywy ATAD, która jest podstawą do implementacji tego rodzaju mechanizmu podatkowego do porządków krajowych poszczególnych członków Unii Europejskiej. Zwrócił już na to uwagę WSA w Bydgoszczy w wyroku z 7 października 2020 roku, kwestionując to czy Exit Tax może dotyczyć osób fizycznych.
Sąd uznał, że wprawdzie Dyrektywa ATAD wyznacza jedynie ogólny, minimalny poziom ochrony przed agresywnym planowaniem podatkowym, jednakże nie oznacza to przyzwolenia na wprowadzenie (do porządku krajowego) przepisów nieznajdujących oparcia w regulacjach Dyrektywy. Podobnie wypowiadał się już TSUE m.in. wyroku z 26 lutego 2019 roku, gdzie podważył sposób wprowadzenia Exit Tax w Niemczech jako sprzeczny ze swobodami, na których opiera się Unia Europejska. Zresztą TSUE wypowiadał się już wielokrotnie o Exit Tax (a precyzyjnie mówiąc o mechanizmie podatkowym tego rodzaju), zanim jeszcze Dyrektyw ATAD została wprowadzona w życie, podkreślając, że tego rodzaju przepisy (wprowadzane w poszczególnych krajach) są sprzeczne z Traktatami.
Tak czy inaczej, jest to kwestia, którą przed podjęciem decyzji o zmianie rezydencji podatkowej należy koniecznie rozważyć, być może także złożyć wniosek o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej.
Podsumowanie
Globalizacja oraz cyfryzacja to niewątpliwe cechy wyróżniające współczesny obrót gospodarczy. Mają one swoje przełożenie na niezwykłą mobilność uczestników tego obrotu oraz na naturalny rezultat tej mobilności czyli na częstą zmianę rezydencji podatkowej. Stojąc przed takim wyborem warto jest wcześniej rozważyć wszystkie za i przeciw oraz przepisy podatkowe w tym zakresie, nie tylko kraju docelowego, ale kraju, w którym obecnie mamy rezydencje podatkową. Pozwoli to uniknąć poważnych problemów prawnych jakie mogą pojawić się w przypadku błędnie ustalonej rezydencji podatkowej.
Paweł Osiński
Adwokat specjalizujący się we wsparciu polskich przedsiębiorców na zagranicznych rynkach m.in. Cypr, Niemcy, Szwajcaria, Ks. Liechtenstein, Holandia.
Celem tego wpisu nie jest opisywanie procedury i wymagań prawnych dotyczących założenia spółki GmbH w Niemczech ale tego, jakie wyzwania prawne czekają na polskiego przedsiębiorcę na rynku niemieckim gdy już taką spółkę założy. Jest to podsumowanie moich doświadczeń z obsługi rodzimych przedsiębiorców w Niemczech i refleksji, że zbyt często uważają, że wszystko czego potrzebują aby działać na tym rynku to spółka GmbH z numerem VAT i wirtualnym biurem.
O tym, że Niemcy to niezwykle atrakcyjny rynek dla polskich firm nie trzeba nikogo przekonywać ale warto zwrócić uwagę na fakt, o którym polscy przedsiębiorcy czasem zapominają, że rynek niemiecki rządzi się innymi zwyczajami i prawami, które koniecznie trzeba znać i stosować aby uniknąć kosztownych kłopotów prawnych. Inaczej mówiąc ten artykuł jest o tym co powinno być najważniejsze – z punktu widzenia zgodności z prawem – dla przedsiębiorcy wkraczającego na rynek niemiecki aby mógł spokojnie realizować swoje plany biznesowe.
Założenie GmbH
Najczęstszą formą prawną, po którą sięgają przedsiębiorcy chcący wejść niemiecki rynek jest Gesellschaft mit beschränkter Haftung (w skrócie „GmbH”) czyli odpowiednik polskiej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Trzeba powiedzieć, że zwykle założenie takiej spółki nie sprawia większych trudności i jest dość podobne do procedury założenia spółki z o.o. w Polsce. Występują tu takie same elementy z jakimi spotyka się założyciel spółki z o.o. czyli np.: umowa spółki sporządzana w akcie notarialnym, kapitał spółki, zarząd, wniosek o rejestrację etc. Istnieje oczywiście także parę odmienności.
Przed wszystkim, w Niemczech wyróżniamy standardową spółkę GmbH oraz jej uproszczoną wersje tj. Unternehmersgesellschaft (w skrócie „UG/GmbH”). Zwaną także „1-EUR GmbH” lub „Mini-GmbH” z racji braku konieczności opłacenia kapitału przy założeniu spółki.
Najważniejsze cechy GmbH
Minimalny kapitał spółki to 25000 EUR;
Udziałowcy odpowiadają tylko do wysokości swoich udziałów;
Subsydiarna odpowiedzialność członka zarządu za zobowiązania spółki.
Uniwersalna i rozpoznawalna na rynku forma prawna;
Najważniejsze cechy UG/GmbH:
Minimalny kapitał spółki to 1 EUR (konieczność odkładania rezerw w celu osiągniecia kapitału w wys. 25 000 EUR);
Brak możliwości wniesienia kapitału rzeczowego;
Przeznaczona raczej do działalności o niskich potrzebach kapitałowych;
Odpowiedzialność wspólników i członków zarządu jak w GmbH.
Procedura rejestracji GmbH
Sama procedura nie nastręcza większych problemów. Powiedziałbym, że jest nawet prostsza niż w Polsce. Z umową spółki zgłaszamy się do notariusza w Niemczech. Jeśli nie mamy takiej umowy to notariusz zawsze może zaoferować nam tzw. Mustervertrag czyli standardowy wzorzec umowy spółki. Z mojego doświadczenia wynika, że w 95% przypadków taki Mustervertrag jest wystarczający. Gdy jednak oczekiwania wspólników są bardziej skomplikowane jak np.
wkład rzeczowy,
rozbudowane prawa pierwszeństwa przy sprzedaży udziałów,
zmodyfikowanie zasad podejmowania uchwał przez wspólników,
większa ilość udziałowców,
wtedy ten wzorzec nie będzie odpowiedni i należy skorzystać z usług prawnika specjalizującego się w niemieckim prawie spółek. Odmiennie niż w Polsce należy poświęcić trochę uwagi na kwestię nazwy spółki aby nie była identyczna czy podobna do nazwy już istniejącej.
W Niemczech to notariusz wysyła do rejestru spółek (Handelsregister) wniosek o rejestrację spółki po tym, gdy prześlemy mu potwierdzenie opłacenia kapitału. Warto sprawdzić prawidłowość danych adresowych polskich udziałowców czy członków zarządu wpisanych w dokumentach towarzyszących aktowi notarialnemu, które potem notariusz będzie przesyłał do rejestru spółek. Polskie nazwy i adresy mogą sprawić niemieckiemu notariuszowi kłopot co czasem kończy się wezwaniem do uzupełnienia braków i stratą czasu.
W sumie, założenie spółki GmbH nie jest jednak skomplikowanym procesem. Prawdziwe wyzwania pojawiają się dopiero potem, gdy spółka będzie chciała rozpocząć swoją działalność.. Tutaj wymienię cztery takie sprawy, które polskim przedsiębiorcom na rynku niemieckim sprawiaj najwięcej kłopotów i wątpliwości:
Kto do zarządu w GmbH w Niemczech?
Podobnie jak w większości znanych mi jurysdykcji, tak i w Niemczech, osoba prawna aby miała siedzibę w tym kraju powinna być zarządzana z terenu NIemiec. Innymi słowy, czynności zarządu naszej spółki GmbH powinny się odbywać na terenie Niemiec czyli przez członków zarządu, którzy tam mają stałe miejsce zamieszkania lub czasowo przebywają. Nie ma zatem obowiązku aby członkiem zarządu był obywatel Niemiec czy tamtejszy stały rezydent jednak zarząd musi odbywać się na terenie Niemiec. Ma to jednak swoje istotne znaczenie dla kwestii rezydencji podatkowej czy rejestracji do VAT w Niemczech.
Niestety, często wygląda to tak, że załozyciel spółki GmbH, sam obejmuje funkcje członka zarządu, zakładając, że będzie wypełniał te funkcję „zdalnie”. Nie jest to bynajmniej zabronione, ale stawia pod znakiem zapytanie rezydencję podatkową spółki, uniemożliwia lub znacząco utrudnia rejestrację spółki do podatku VAT w Niemczech (o czym więcej będzie jeszcze poniżej). Może skomplikować procedurę otwarcia rachunku bankowego. Inaczej mówiąc jedynym właściwym rozwiązaniem jest albo członek zarządu będący rezydentem w Niemczech lub członek zarządu z Polski, który jednak faktycznie regularnie przebywa na terenie Niemiec w celu pełnienia funkcji członka zarządu GmbH i jest w stanie to wykazać w razie potrzeby.
Rachunek bankowy dla GmbH
Podobnie jak w Polsce, rachunek bankowy można już założyć na etapie spółki w organizacji (tzw. GmbH in Gründung) gdy mamy już w ręku akt zawiązania spółki przed notariuszem, ale spółka nie została jeszcze zarejestrowana. Rachunek na etapie założenia spółki jest potrzebny aby wpłacić kapitał założycielski GmbH wynoszący min. 25 000 EUR. I już tutaj możemy spodziewać się pierwszych niespodzianek gdy bank zacznie wypytywać nas o prognozy finansowe, kooperantów, biuro, cele gospodarcze na rynku niemieckim etc. Jest tak zwłaszcza wtedy gdy wniosek składa spółka, której członkiem zarządu jest właśnie obcokrajowiec. Dlatego, tak ważne jest jeszcze przed samym założeniem spółki rozważenie i przygotowanie informacji oraz dokumentów potwierdzających czym spółka będzie się zajmować na terenie Niemiec, jaki jest jej cel, jakie ma prognozy finansowe, czy ma już obecnie jakichś partnerów biznesowych etc. Należy po prostu mieć na uwadze, że w obecnym środowisku prawnym gdzie przepisy AML są coraz bardziej rozbudowane, otwarcie i prowadzenie rachunku bankowego za granicą zawsze jest czynnością, która może być czasochłonna i nieprzewidywalna.
Rejestracja jako podatnik VAT w Niemczech
Punktem wyjścia dla rozmowy o rejestracji do VAT w Niemczech (Mehrwertsteueranmeldung) jest to, że jest to podatek terytorialny tzn. jest nakładany przez dany kraj na określone czynności, które odbywają się na jego terenie wg. właściwych dla tego kraju stawek i zasad np. dostawa towaru, świadczenie usług. Zatem, w skrócie, aby otrzymać rejestrację VAT na terenie Niemiec dla spółki GmbH założonej w tym kraju, należy wykazać że nasza GmbH posiada siedzibę, miejsce wykonywania działalności gospodarczej oraz zarząd na terenie Niemiec. W praktyce oznacza to, że należy wykazać, że spółka zamierza wykonywać swoje operacje biznesowe na terenie Niemiec – co w dobie globalizacji i możliwości zdalnej realizacji usług (e-commerce) nie jest takie oczywiste, oraz, że zarząd jest wykonywany z terenu Niemiec. Szczególnie ten drugi warunek sprawia w praktyce często kłopoty. W rezultacie, zdarza się często, że Finanzamt czyli niemiecki odpowiednik urzędu skarbowego nabiera wątpliwości czy dana GmbH, a ściśle rzecz biorąc jej działalność jest wykonywana i zarządzana z terenu Niemiec. Wtedy organ ten uzależnia rejestracje do VAT na terenie Niemiec od odpowiedzi na serię pytań, które maja wyjaśnić i potwierdzić związek GmbH i jej działalności z terytorium niemieckim. Najczęściej te pytania dotyczą takich kwestii jak:
operacje biznesowe spółki,
gdzie jest zatrudniony personel,
gdzie jest faktyczna siedziba spółki (czy jest umowa wynajmu powierzchni biurowej);
gdzie jest miejsce zamieszkania członka zarządu i gdzie zarząd faktycznie wykonuje swoje obowiązki.
Przy czym, odpowiedzi na ww. pytania należy udokumentować. Samo zapewnienie, że polski członek zarządu co tydzień przylatuje do np. Monachium aby wykonywać swoje obowiązki, bez przedstawienia jakichkolwiek dokumentów potwierdzających te fakty, nie wystarczy.
Klienci, świadomi mniej lub bardziej ww. trudności pytają często o gotową spółkę GmbH, tj. taką, która posiada już taką rejestrację VAT. Rozwiązuje to tylko częściowo te problemy. I tak należy przejść procedurę weryfikacji AML aby korzystać z rachunku bankowego i w dalszym ciągu istnieją opisane ryzyka podatkowe dot. rezydencji podatkowej. Ponadto, rejestracja VAT nie jest nadana raz na zawsze. Wreszcie, zakup takiej spółki gotowej jest znacznie droższy niż założenie nowej, no i istnieje także ryzyko ewentualnej odpowiedzialności za ewentualne zobowiązania spółki, które miały miejsce przed jej zakupem. Ja osobiście nie polecam i nie stosuje takiego rozwiązania.
„Abmahnung” czyli o tym co nas może w Niemczech zaskoczyć
Polski przedsiębiorca gdy już przebrnie przez rejestracje spółki i procedurę otrzymania numeru VAT u sąsiada z zachodu, powinien mieć świadomość, że prawdziwe wyzwania prawne dopiero przed nim. Niemcy to niewątpliwie atrakcyjny i bogaty rynek ale także bardzo wymagający. Jest to system prawny bardzo mocno uregulowany (Niemcy tradycyjnie często skarżą się na rozbudowaną biurokrację) oraz w wielu miejscach działa odmiennie od tego do czego przedsiębiorcy są przyzwyczajeni na rodzimym rynku. Przykładem tego, że kwestie prawne działają tam inaczej i mogą niemile zaskoczyć jest zastosowanie w Niemczech tzw. Abmahnung (po polsku „upomnienie”). Jest to odpowiednik naszego wezwania – kierowanego przez kancelarię prawną w imieniu swojego klienta – do określonego zachowania.
Działa to w ten sposób, że w Niemczech funkcjonują kancelarie prawne, które działając na podstawie upoważnienia od swoich klientów, specjalizują się w weryfikacji tego jak działa konkurencja i czy nie narusza praw ich klientów. Gdy taka kancelaria znajdzie takie naruszenie to wysyła do podmiotu odpowiedzialnego za to naruszenie właśnie Abmahnung czyli swego rodzaju wezwanie do zaprzestania działań składających się na to naruszenie oraz wezwanie do opłacenia rachunku za koszty obsługi prawnej jakie poniósł ich klient (poszkodowany przez to, że jego konkurent stosował niezgodne z prawem praktyki rynkowe) oraz odszkodowanie dla klienta. Wzywany ma oczywiście wybór: odmówić i oczekiwać na rozstrzygnięcie sprawy w sądzie. Tylko, że jeśli przegra sprawę na etapie sądowym to poniesie wszelkie dodatkowe koszty z tym związane, czyli musi liczyć się z zasądzeniem znacznego odszkodowania oraz realnych kosztów obsługi prawnej poniesionych przez druga stronę. A koszty te mogą być naprawdę wysokie…Dlatego też takie sprawy często kończą się na etapie ugody poza sądowej.
Abmahnungen są najczęściej wysyłane w związku z naruszeniami praw autorskich, dóbr osobistych czy znaków towarowych, ale generalnie są stosowane szeroko w Niemczech w tzw. prawie internetu czyli w naruszeniach związanych z działaniami przedsiębiorcy w obszarze e-commerce czy po prostu w przestrzeni publicznej. Przykłady: brak właściwych informacji na stronie w przedsiębiorcy działającego w Niemczech, sprzeczny z przepisami regulamin świadczenia usług (tzw. AGB – Allgemeine Geschäftsbedingungen). Ostatnio, widać także tendencję zmierzająca do tego, że „upomnienia” wysyłane są w związku z naruszeniami RODO. Tutaj spodziewane jest niebawem orzeczenie Sądu Najwyższego (Bundesgerichtshof), które potwierdzi prawidłowość tej praktyki i uporządkuje jej zasady.
Podsumowując, rozpoczynając działania na rynku niemieckim, warto nie zaczynać od oszczędności na kwestiach prawnych aby nie zostać potem nieprzyjemnie zaskoczonym. Co w efekcie może być bardzo czasochłonne i kosztowne. To niezwykle atrakcyjny rynek, który jednak w wielu sprawach wymaga od zagranicznego przedsiębiorcy uważności i dostosowania swoich działań do praktyk prawnych na nim funkcjonujących.
Paweł Osiński
Adwokat,
Ekspert w zakresie międzynarodowego prawa spółek i fundacji prywatnych.
Of-counsel w Kancelarii Prawno-Podatkowej TRUST Steuerberatungsgesellschaft w Berlinie
Tytuł artykułu jest w sposób zamierzony nieco prowokacyjny, ale pytanie jest jak najbardziej zasadne, gdyż pochodzi z praktyki. Coraz częściej spotykam się z zapytaniami o to jak zapewnić uporządkowaną sukcesję majątku rodzinnego, w jaki sposób zabezpieczyć bezkonfliktowe funkcjonowanie przedsiębiorstwa rodzinnego, czy też jak ochronić taki majątek od ryzyka niestabilnego otoczenia prawnego i politycznego.
Kwestia sukcesji przedsiębiorstwa rodzinnego zyskała na aktualności także dlatego, że i w Polsce niebawem doczekamy się przepisów o fundacji rodzinnej. Już od dłużnego czasu trwały prace nad takim rozwiązaniem i w 23 marca 2021 roku opublikowany został przez Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii projekt ustawy o fundacjach rodzinnych. Link do strony Rządowego Centrum Legislacji gdzie można pobrać projekt ustawy oraz śledzić proces legislacyjny można znaleźć tutaj: https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12344906
Już na tym etapie, możemy wyrobić sobie pierwsze wnioski i zastanowić się na jakich zasadach będzie działać fundacja rodzinna w Polsce i porównać je z rozwiązaniami prawnymi dot. fundacji rodzinnych obowiązującymi w innych krajach.
W tym artykule omawiając koncepcję fundacji rodzinnej będę odnosił się do fundacji rodzinnej w Księstwie Liechtensteinie z dwóch powodów:
Po pierwsze, jest ona uznawana na świecie – wśród doradców prawnych zajmujących się ochroną majątku, planowaniem sukcesji przedsiębiorstw rodzinnych czy obsługą międzynarodowych holdingów, jako jedno z najlepszych tego typu rozwiązań. Jeśli nie najlepsze.
Po drugie, od lat zakładam tego typu fundacje w Ks. Liechtenstein i z praktyki mogę powiedzieć, że bardzo chwalę sobie to rozwiązanie z uwagi na jakość przepisów dot. założenia i funkcjonowania fundacji rodzinnej (elastycznosć rozwiązań, czytelnosć), stabilność prawną jurysdykcji oraz jakość współpracy z lokalnymi doradcami.
Czym jest fundacja rodzinna?
Fundacja rodzinna jest podmiotem prawnym posiadającym osobowość prawną, założonym przez jedną lub więcej osób (fundator) w celu jakim zwykle jest zabezpieczenie i uporządkowanie sytuacji materialnej rodziny fundatora lub jego samego, czyli jego majątku i związanych z tym kwestii sukcesji i zarządzania tym majątkiem po jego śmierci. W przeciwieństwie do spółki handlowej, celem fundacji nie powinno być (lub nie może – w zależności od systemu prawnego) prowadzenie działalności gospodarczej.
Ponadto, w fundacji prywatnej nie występuje osoba o uprawnieniach „członka” fundacji czy jej „udziałowca” co sprawia, że po założeniu fundacji, co do zasady nie istnieje związek prawny pomiędzy fundatorem a majątkiem fundacji. Jego rola kończy się z chwilą powołania fundacji do życia. W przeciwieństwie natomiast do typowej fundacji (np. fundacja w rozumieniu polskiego prawa), której cel powinien być nakierowany na dobro powszechne, celem fundacji rodzinnej może być tylko zabezpieczenie bytu i przyszłości rodziny, czy najbliższych osób fundatora. A więc cel stricte prywatny.
Ujmując sprawę z perspektywy majątku fundatora, założenie fundacji polega na tym, że jej założyciel wyzbywa się własności majątku, który aktem założycielskim zostaje wniesiony do fundacji. Zatem po akcie założycielskim i przeniesieniu własności do fundacji, to fundacja a konkretnie jej organ zarządzający podejmuje decyzje co do tego majątku. Fundatorowi, co najwyżej, może przypaść rola członka organu nadzorującego w fundacji (odpowiednik rady nadzorczej w spółce akcyjnej) lub parę dodatkowych uprawnień osobistych ujętych w statucie fundacji. Jednak definitywnie przestaje być on właścicielem tego majątku.
Fundacje rodzinne oraz pokrewne im trusty występują w wielu systemach prawnych takich jak: Lichtenstein, Austria, Holandia, Cypr, Malta, Panama czy Curacao. Wykazują one liczne cechy wspólne aczkolwiek w każdym z tych systemów występują pewne różnice dot. założenia fundacji i jej funkcjonowania.
Fundacja rodzinna w Księstwie Liechtenstein
Początki fundacji rodzinne w Ks. Liechtenstein sięgają 1926 roku, gdy przyjęto Ustawę Personen- und Gesellschftsrecht (przepisy dot. Fundacji zaczynają się od art. 552 Ustawy). Przepisy te zostały poddane znacznej nowelizacji w 2009 roku, dopasowującej przepisy do współczesnych warunków gospodarczych (tzw. Totalrevision).O tym, że uregulowanie fundacji rodzinnej w Ks. Liechtenstein jest swojego rodzaju wzorcem jakości dla takiego typu rozwiązań (trusty, fundacje prywatne/rodzinne etc.) może świadczyć fakt, że przepisy przyjęte w Ks. Liechtenstein zostały „wyeksportowane” do takich krajów jak Panama czy Austria, które wzorowały się na nich, wprowadzając taką instytucje do swojego porządku prawnego.
Podstawową zaletą regulacji dot. fundacji rodzinnej w Ks. Liechtenstein jest precyzyjność i czytelność przepisów oraz elastyczne podejście do funkcjonowania fundacji, pozostawiające fundatorowi znaczną swobodę w zakresie kształtowania organów i celów fundacji.
Następnym atutem posiadania fundacji rodzinnej w Ks. Liechtenstein jest to, że kraj ten cieszy się renomą niezwykle stabilnego prawnie kraju, co moim zdaniem jest kluczowe przy decyzji o założeniu takiego wehikułu prawnego. W końcu, celem takiego rozwiązania jest zapewnienie spokoju i stabilności przyjętych rozwiązań prawnych tak, aby majątek rodzinny mógł sprawnie „pracować” i był odgrodzony niejako od sporów rodzinnych, rożnego rodzaju zawirowań oraz niestabilności prawnej i politycznej. Doświadczenie uczy, że brak stabilności politycznej przejawia się w licznych i zaskakujących zmianach w systemie prawnym i podatkowym, dokonywanych często z rewolucyjnym zapałem, w pośpiechu, bez zważania na takie detale jak praworządność czy prawa obywatela. A jak mówi znane powiedzenie duże pieniądze lubią spokój i ciszę.
Vaduz Castle, the official residence of the Prince of Liechtenstein, with Alps mountains in background
W jakim celu zakłada się fundacje rodzinną?
Bazując na moich doświadczenia, wyróżniłbym trzy podstawowe powody dla których zakładane są fundacje rodzinne:
Zaplanowanie sukcesji majątku rodzinnego (unikniecie konfliktów w rodzinie):
Ta motywacja jest szczególnie istotna, gdy majątek rodzinny jest znaczący, a zwłaszcza gdy jest tam przedsiębiorstwo. Często, nie chodzi tutaj nawet o to, że pomiędzy członkami rodziny występują konflikty czy spory. Po prostu w miarę upływu czasu w przedsiębiorstwie pojawiają się i dochodzą do głosu nowe pokolenia udziałowców z kręgu rodzinnego. Mają one – co zrozumiałe – inne życiowe doświadczenia, inne perspektywy oraz odmienne cele niż założyciel przedsiębiorstwa, który najprawdopodobniej zakładał je u schyłku rządów generała Jaruzelskiego, sprzedając towary z łóżka polowego na bazarze, wożąc je Polonezem FSO. Te różnice pokoleniowe sprawiają, że może być ciężko znaleźć wspólny język i porozumienie.
Wtedy faktycznie, w odpowiednim czasie założona fundacja rodzinna ma ten efekt, że jeśli istnieją między wspólnikami – członkami rodziny, znaczące różnice czy nawet konflikty to nie będą one miały wpływu na funkcjonowanie przedsiębiorstwa. Jego właścicielem będzie bowiem fundacja rodzinna, a rola spadkobierców będzie precyzyjnie określona w statucie fundacji i zapewne sprowadzać się będzie do udziału w „radzie fundacji”. Jednakże najważniejsze decyzje dot. fundacji i jej majątku będą zawsze podejmowane przez administratorów fundacji – licencjonowanych powierników – w zgodzie ze statutem, życzeniami fundatora oraz lokalnymi przepisami Ks. Liechtenstein dot. fundacji rodzinnych. Będzie to taki check and balance majątku rodzinnego, podlagający na tym, że decyzyjność dot. fundacji jest na tyle rozproszona oraz przekazana (częściowo) w ręce zawodowych powierników, że potencjalne konflikty i spory nie mają szansy nabrać mocy i zagrozić funkcjonowaniu przedsiębiorstwa rodzinnego.
Ochrona majątku przez roszczeniami prywatnymi
Tutaj wymienić należy ogólne ryzyko związane zawsze z prowadzeniem działalności gospodarczej. Tym bardziej, gdy prowadzi się znaczące interesy to takie ryzyko wzrasta. Warto zatem w pewnym momencie swojego rozwoju biznesowego, przekraczając pewną skalę, rozważyć takie rozwiązanie.
W przypadku fundacji rodzinnych ta ochrona polega na tym, że wierzyciele fundatora nie mogą skierować się z egzekucją do majątku wniesionego przez niego na rzecz fundacji. Oczywiście, nie jest to ochrona bezwarunkowa. W przypadku fundacji rodzinnej w Ks. Liechtenstein wygląda to w ten sposób – opisując w sprawę w pewnym uproszczeniu, że istnieje pewien określony przedział czasu tj. jeden rok od daty transferu majątku do fundacji, w którym wierzyciele fundatora mogą skierować roszczenie do fundacji. Mogą oni także skierować te roszczenia po upływie tego terminu, przez okres 5 lat, gdy wykażą, że transfer majątku przed fundatora był dokonany celowo, z zamiarem pokrzywdzenia wierzycieli fundatora.
To dlatego tak istotne jest aby zakładać fundacje rodzinną we właściwym momencie, tj. nie wtedy gdy jakieś konkretne ryzyka już materializują się na horyzoncie, ale wtedy gdy wszystko jest w porządku, a chcemy po prostu zabezpieczyć się na wypadek niepowodzenia w biznesie.
Ochrona majątku przed niestabilnością prawną i polityczną
Niezwykle istotną sprawą dla zapewniania stabilności funkcjonowania przedsiębiorstwa czy bezpieczeństwa majątku rodzinnego jest stabilność prawna i polityczna. Niekompetencja organów władzy publicznej (organy skarbowe czy prokuratura) oraz brak poszanowania zasad państwa prawa mogą być równie niszczące dla dorobku rodzinnego jak pandemia, powódź czy wojna. W szczególności, że bardzo często zachowują one pozór legalności i dlatego taka ciężko się przed nimi bronić.
W związku z tym, tak kluczową sprawą jest aby przynajmniej część majątku rodzinnego oraz tytuł własności przedsiębiorstwa znajdował się w rejonie świata gdzie terminy „państwo prawa” i „praworządność” cos znaczą. Od strony praktycznej wygląda to tak, że o ile w Polsce, na polu prawa krajowego, organy administracji państwowej mogą liczyć na ogromną swobodę działania i brak efektywnego nadzoru nad legalnością ich działań, to działając za granicą, kierując np. wniosek o zabezpieczenie majątku przeciwko fundacji rodzinnej w Ks. Liechtenstein, muszą one liczyć się z tym, że ich wnioski będą sprawdzone przez niezależny sąd, niezależną prokuraturę (np. w ramach pomocy prawnej), przy aktywnym udziale miejscowego adwokata. Nie trzeba chyba mówić jak istotna jest ta „jakość systemu prawnego” dla spokojnego i stabilnego funkcjonowania przedsiębiorstwa rodzinnego.
Fundacja rodzinna a ochrona prywatności
Jako dodatkowy powód, uzupełniający do trzech głównych, dodałbym ochronę prywatności. Moi klienci często poszukują rozwiązań, które pozwalałyby im w możliwe najmocniejszy sposób -ale w ramach granic wyznaczonych przez prawo – ochronić swoją prywatność przed zainteresowaniem osób trzecich: konkurencji, wspólników, rodziny czy po prostu ciekawskich. Motywacje bywają różne. Jest to w obecnym środowisku prawnym niezwykle trudne zadanie ze względu na obecną tendencje do pełnej transparencji w biznesie oraz do gromadzenia i przetwarzani przez organy państwowe ogromne ilości danych osób fizycznych i przedsiębiorców w celach zwalczania prania brudnych pieniędzy, finansowania terroryzmu, ale także przestępstw finansowych.
Jednakże, odpowiednie ukształtowanie fundacji rodzinnej w Ks. Liechtenstein pozwoli na daleko idącą ochronę poufności osób zaangażowanych w jej działania. Wynika to z tego, że Dyrektywy UE dotyczące przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy i zwalczaniu finansowania terroryzmu, wprowadzające m.in. obowiązek utworzenia rejestrów beneficjentów rzeczywistych pozostawiły pewną swobodę w ich funkcjonowaniu poszczególnym krajom. Liechtenstein (który zresztą nie jest w UE, ale dostosował się do standardów OECD, które były podstawą dla przyjęcia uninych Dyrektyw AML) wprowadził rejestr beneficjentów rzeczywistych w ten sposób, że dane te są oczywiście gromadzone zgodnie z wytycznym OECD, ale dostęp do nich dla osób prywatnych jest zależny od wykazania tzw. beneficial interest. Tzn. osoba, która chciałaby się dowiedzieć kto jest beneficjentem rzeczywistym fundacji rodzinnej w Księstwie musi wykazać w swoim wniosku swój wąsko rozuminy interes prawny dot. fundacji, co w praktyce może znacznie zawężać zakres osób, które o takie dane mogą prosić. Oczywiście organy administracji publicznej mają dostęp do tych danych zgodnie z upoważnieniem ustawowym.
Przykłady Fundacji Rodzinnych
Przykładem fundacji rodzinnej jest twórca InPostu Rafał Brzoska. Przy okazji debiutu tej spółki na giełdzie do publicznej wiadomości została podana informacja, że Rafał Brzoska kontroluje swój pakiet akcji poprzez spółkę z siedzibą na Malcie, której właścicielem jest Fundacja Rodzinna Life & Science z siedzibą w Księstwie Liechtenstein.
Jako inne przykłady można podać Fundację Michaela Hilti, która kontroluje międzynarodowy koncern Hilti, czy znaną wszystkim markę meblową IKEA kontrolowaną przez fundacje rodzinną z siedzibą w Księstwie Liechtenstein.
Fundacja rodzinna: – kwestie praktyczne: Prawo spadkowe, CFC, AML a prawo spadkowe
Decydując się na założenie fundacji rodzinnej należy wcześniej dokładnie rozważyć parę kwestii prawnych i podatkowych. Wszystko oczywiście zależy od danego stanu faktycznego: kto będzie fundatorem, gdzie posiada rezydencję podatkową jaki majątek będzie wniesiony do fundacji, jaka jest sytuacja rodzinna fundatora etc. To oczywiście wiele szczegółowychzagadnień na indywidualną konsultację, ale jako najważniejsze wymieniłbym trzy następujące kwestie z obszaru przepisów prawnych i podatkowych
Prawo do zachowku
Zachowek jest uprawnieniem, najbliższych krewnych spadkodawcy do żądania zapłaty określonej kwoty pieniędzy od osób, które nabyły spadek w drodze testamentu w sytuacji, gdy osoby uprawnione do zachowku otrzymałby spadek jako spadkobiercy ustawowi, ale w drodze testamentu nie zostały do spadku powołane.
Jednym z celów fundacji rodzinnej, jest zminimalizowanie ryzyka sporów spadkowych oraz nieporozumień czy konfliktów w ramach rodziny co do zarządzania majątkiem rodzinnym (będącym przedmiotem spadku), poprzez przeniesienie tego majątku do fundacji. Oczywiście taka operacja może spowodować, ze osoby uprawnione do majątku spadkodawcy ustawowo, nie otrzymają go ponieważ w chwili śmierci spadkodawcy będzie on własnością fundacji rodzinnej. Wtedy może pojawić się roszczenie o zachowek wysunięte przeciwko fundacji rodzinnej.
W praktyce, ryzyko takiej sytuacji nie jest znaczne (co nie znaczy, że można je zbagatelizować) z paru powodów:
Przede wszystkim, spadkobierca uprawniony do zachowku musiałby zaangażować się w spór prawny kierując roszczenie przeciwko fundacji rodzinnej z siedzibą za granica, opierając się na tamtejszych przepisach angażując do tego sporu lokalnych prawników. Już sama wizja kosztów prawnych i długotrwałego sporu prawnego niewątpliwie będzie działać zniechęcająco.
Po drugie, przy ustalaniu zachowku, oblicza się tzw. substrat zachowku, czyli wartość czynną spadku, od której będziemy obliczać ile konkretnie uprawnionemu się należy. Przy obliczaniu substratu zachowku nie wliczamy w to darowizn dokonanych po upływie 10 lat od otwarcia spadku (śmierci spadkodawcy). Zatem, jeśli spadkodawca, założył fundacje z odpowiednim, wyprzedzeniem przed opuszczeniem życia doczesnego to może się okazać, ze przy obliczeniu roszczenia o zachowek, zgodnie z przepisami Kodeksu Cywilnego nic się już uprawnionym nie należy.
Wreszcie, można w dość prosty sposób wyłączyć stosowanie krajowych przepisów o zachowku. Wynika to z faktu, że zgodnie z międzynarodowymi przepisami dotyczącymi kwestii spadkowych (m.in. Rozporządzenie PE i Rady (EU) 650/2012 w sprawie jurysdykcji, prawa właściwego, uznawania i wykonywania orzeczeń, przyjmowania i wykonywania dokumentów urzędowych dotyczących dziedziczenia ), prawem właściwym dla rozstrzygania praw spadkowych jest prawo ostatniego miejsca zamieszkania spadkodawcy. Zresztą, ww. Rozporządzenie UE pozwala spadkodawcy na wskazanie w testamencie prawa właściwego dla rozstrzygania sporów spadkowych. Zatem jeśli fundator, właściciel przedsiębiorstwa, planuje założenie fundacji rodzinnej poprzez wniesienie do niej tego przedsiębiorstwa, może on zdecydować się z odpowiednim wyprzedzeniem na zmianę rezydencji, na kraj gdzie nie ma takich przepisów (a jak wiadomo jak się ma pieniądze to taka zmiana rezydencji nie stanowi problemu). W rezultacie przepisy o zachowku z Kodeksu Cywilnego nie będą miały zastosowania.
Należy dodać także, że przepisy Ks. Liechtenstein przewidują dla takich roszczeń – oprócz jeszcze paru innych wymagań prawnych – ograniczenie czasowe tj. uprawniony do zachowku ma 2 lata na złożenie takiego roszczenia przeciwko fundacji rodzinnej od momentu transferu majątku do fundacji. Roszczenia przeciwko fundacjom rodzinnym były zresztą przedmiotem licznych kontrowersji, w których głos zabierał Sąd Najwyższy Księstwa. Ostatnio ta kwestia doczekała się nowelizacji, która wprowadziła dodatkowe ograniczenia dla takich roszczeń.
Status podatkowy fundacji zwłaszcza CFC
Przede wszystkim trzeba podkreślić, że celem fundacji rodzinnej nie jest obniżenie czy uniknięcie opodatkowania. Powiedziałbym, że wręcz przeciwnie. Tworzy to dodatkowe podatkowe komplikacje. Tytułem przykładu: w Polsce darowizny między bliskimi krewnymi zwolnione są z opodatkowania (tzw. zerowa grupa podatkowa). Po wniesieniu majątku rodzinnego do fundacji taka darowizn dokonana przez fundację do bliskiego krewnego fundatora będzie już opodatkowana podatkiem od spadków i darowizn.
Aczkolwiek, warto dodać, że założenie fundacji rodzinnej w bezpiecznym i stabilnym prawnie oraz korzystnym pod względem podatkowym kraju wpływa na poprawę sytuacji podatkowej, ale nie przez to, że będziemy płacić niższe podatki, w niższej stawce, ale przez to, że nasz majątek będzie znajdował się w kraju szanującym zasady państwa prawa, o stabilnym systemie podatkowym, który nie zaskakuje swoich obywateli nieustannymi zmianami. Jest to moim zdaniem więcej warte niż niższe stawki podatku dochodowego.
W każdym razie, planując założenie fundacji rodzinnej, pośród różnych kwestii podatkowych należy koniecznie ocenić jak z punktu widzenia przepisów o kontrolowanych spółkach zależnych (controlled foreign companies, w skrócie „CFC”) będzie traktowana nasza fundacja. Co do zasady przepisy te nakierowane są przede wszystkim na spółki prawa handlowego czyli podmioty, które prowadzą działalność gospodarczą. Było to zresztą już od wprowadzenia tych przepisów w Polsce, czyli od 1 stycznia 2015 roku, przedmiotem wątpliwości. Mianowicie chodziło o fakt, czy obejmują swoim zakresem także fundacje rodzinne. Jednak, od 1 stycznia 2019 roku polskie przepisy dot. CFC przewidują już wprost, że obejmują one fundacje rodzinne i trusty swoim reżimem, kończąc wątpliwości w tym zakresie. Nie wchodząc, w głębsze rozważania na temat tych przepisów, warto jednak zwrócić uwagę na to, że odpowiednie ukształtowanie struktury fundacji, jej organów oraz kręgu beneficjentów, pozwala, w oparciu o treść ww. przepisów, sprawić, że fundacja rodzinna w Ks. Liechtenstein nie będzie traktowana jako kontrolowana spółka zależna.
Ponadto, warto wskazać, że w praktyce, często założenie takiej fundacji to rozwiązanie dla osób o wysokim statusie materialnym, które decydują się na tek krok będąc na takim etapie swojej drogi biznesowej, gdzie rozważają równolegle zmianę rezydencji osobistej na kraj o większej liczbie słonecznych dni. Wtedy, połączenie tych dwóch rozwiązań prawnych: zmiana rezydencji osobistej oraz założenie fundacji rodzinnej powodują, że bezprzedmiotowe staje się analizowanie krajowych przepisów podatkowych.
Fundacja rodzinna w Polsce – czy warto?
Wracając do tytułowego pytania moim zdaniem odpowiedź brzmi: zdecydowanie nie, przynajmniej na razie. Powody są następujące. Przede wszystkim nie oceniam samych przepisów projektu ustawy. Jest tam parę ciekawych rozwiązań, ale także parę budzących wątpliwości. Na pewno na uznanie zasługuje tryb prac nad ustawą z szerokim udziałem ekspertów.
Jednakże to nie jest podstawowy mankament koncepcji fundacji rodzinnej w Polsce. Moim zdaniem kluczowe jest to, że decydując się na założenie fundacji rodzinnej i odpowiednie przegrupowanie własnego biznesu przez wniesienie go do fundacji, oczekujemy że jest to rozwiązanie, które przyniesie długoterminową stabilność funkcjonowania przedsiębiorstwa rodzinnego. Innymi słowy: rozbudowany majątek rodzinny jak np. rodzinne przedsiębiorstwo wnosimy do fundacji rodzinnej po to, aby było bardziej odporne na różnice zdań czy nawet konflikty i spory w rodzinie, ale także niestabilność prawną i polityczną, a zwłaszcza na brak poszanowania prawa przez organy administracji. To ostatnie przejawia się w nadużywaniu swojej uprzywilejowanej pozycji wobec jednostki, jej praw i jej majątku.
W rezultacie, moim zdaniem, dokonywanie takiej operacji w Polsce anno domini 2021, operacji która kosztuje wiele wysiłku i pieniędzy, w kraju gdzie powiedzmy sobie to szczerze, szacunek do państwa prawa, praw obywateli jest wątpliwy, jest sprzeczne z koncepcją i celami fundacji rodzinnej. Poddanie istotnego majątku rodzinnego polskim przepisom ustawy – jakkolwiek byłyby one nowoczesne i konsultowane z ekspertami – oznacza, że w razie sporów rodzinnych, sporów podatkowych czy ew. zarzutów karnych – fundacja i jej działania będzie oceniana przez organy administracji publicznej – te same, które w sposób rażący, wielokrotnie dały wyraz braku szacunku dla praworządności i poszanowania praw obywatelskich.
Od razu zaznaczę, że aktualny obraz nie jest taki prosty, tzn. to nie będzie tak, ze gdy zmieni się władza polityczna (a zawsze w końcu się zmienia), to Polska następnego dnia wróci na drogę państwa prawa i wszystkie organy i sądy będą pracować już dobrze. To tak nie działa. Aktualne problemy z praworządnością w Polsce nie wynikają tylko ze skłonności obecnej władzy do naginania przepisów do swoich celów, ale mają głębsze źródła leżące we wzajemnym braku zaufania społecznego, w braku zaufania do państwa, ale także braku zaufania do koncepcji państwa prawa i praw obywatelskich oraz pojmowania przepisów instrumentalnie przez pryzmat interesów swoich i własnej grupy odniesienia. Te zjawiska nie znikną jak ręką odjął po zmianie władzy, gdyż to nie problem dobrych czy złych przepisów lub dobrych lub złych rządów, ale podejścia nas wszystkich: urzędników, polityków, sędziów, biznesmenów do funkcji prawa w naszym życiu. To problem (wyzwanie) stworzenia kultury poszanowania prawa. Ale tego nie da się wprowadzić z okreśoną datą, najlepszą nawet ustawą.
W takich warunkach założenie fundacji rodzinnej na podstawie przepisów krajowych jest czystym hazardem, a nie zapewnieniem spokojnego i stabilnego funkcjonowania przedsiębiorstwa rodzinnego.
We współczesnym biznesie co chwila spotykamy się z takimi terminami jak: etyka biznesu, naruszenia, compliance, społeczna odpowiedzialność biznesu czy ochrona sygnalistów.
Wszystkie te określenia łączy jedna cecha wspólna: ich celem jest, aby działalność gospodarcza, czyli jeden z najistotniejszych obszarów funkcjonowania społeczeństwa, odbywała się w sposób zrównoważony, stabilny – z przestrzeganiem ustalonych przez społeczeństwo zasad.
Innymi słowy aby swobodna gra rynkowa, która jest podstawą naszego systemu społecznego, odbywała się na ustalonych wcześniej regułach. Aby była to swobodna rywalizacja, ale nie dowolna. Gdyż w przeciwnym wypadku, w sytuacji takiej nieskrępowanej niczym rywalizacji rynkowej, cenę za sukces ekonomiczny jednych – osiągnięty jak uczy doświadczenie często w skutek naruszeń norm czy to etycznych czy prawnych – a porażkę innych, ponosiły na końcu państwa, poszczególne grupy społeczne i obywatele. Co w długim terminie generuje nierówności, napięcia oraz konflikty (czasem niewidoczne na pierwszy rzut oka), które jednak prędzej czy później ujawniają się i niosą ze sobą ogromne koszty, społeczne i finansowe.
W rezultacie, bez cienia przesady można powiedzieć, że obecnie, etyka biznesu, długofalowy, zrównoważony i odpowiedzialny rozwój są podstawą strategii każdej większej firmy o aspiracjach globalnych. Można to zaobserwować w licznych kodeksach etyki biznesu, radach i komisjach etyki, czy wewnętrznych procedurach compliance. Jestem jednak przekonany, że w związku z tą „modą” na etykę biznesu, w głowach wielu zarządzających firmami czy urzędami pojawiają się pytania:
Co tak na prawdę te terminy oznaczają?
Jakie mają znaczenie dla mojej firmy/instytucji?
Jak je w praktyce zastosować?
I wreszcie, czy są one w zasadzie uciążliwym balastem i wymysłem czy szansą na rozwój i wzmocnienie?
Odpowiedzi na te wszystkie pytania i wątpliwości starałem się ująć w szkoleniu z zakresu etyki biznesu, prewencji naruszeń i przestępczości gospodarczej w przedsiębiorstwie oraz wdrożenia przepisów o ochronie sygnalistów.
Szkolenie – praktyczne podejście
Praktyczność szkolenia oznacza, że jego celem jest aby po jego zakończeniu uczestnicy nie tylko mieli szerszą wiedzę i podstawy teoretyczne ale przede wszystkim, aby uzyskali umiejętność zdefiniowania gdzie i kiedy w ich codziennej praktyce etyka biznesu czy prewencja naruszeń lub ochrona sygnalistów mają zastosowanie lub powinny mieć zastosowanie.
Dlatego w trakcie szkolenia, będą omawiane przykłady naruszeń, przestępczości gospodarczej i finansowej, z którymi zetknąłem się w swojej praktyce adwokackiej oraz w które był zaangażowany nieraz aż do etapu rozprawy przed sądem zakończonej wyrokiem.
Dzięki temu, szkolenie zyskuje na wartości, gdyż nie opiera się tylko na teoretycznych informacjach, ale pokazuje jak w realiach funkcjonowania przedsiębiorstwa czy urzędu zdarzają się naruszenia, konflikty interesów, przestępstwa gospodarcze, jakie są ich przyczyny, jakie konsekwencje oraz jak można im zapobiec.
Wdrożenie mechanizmów ochrony sygnalistów zgodnie z Dyrektywą 2019/1937
Na tę Dyrektywę należy spojrzeć jako na logiczną konsekwencję przyjęcia koncepcji oparcia rozwoju biznesu na zasadach etyki, odpowiedzialności społecznej oraz zrównoważonego rozwoju. Mechanizmy ochrony sygnalistów to nic innego jak działania mające zapewnić, że reguły gry rynkowej będą faktycznie stosowane z korzyścią dla wszystkich. Przy czym deklaracje o etyce biznesu, społecznej odpowiedzialności czy o zrównoważonym rozwoju bez realnego przestrzegania tych reguł, to tylko piękne pustosłowie ale także konkretne szkody. Taka konkluzja doprowadziła organy UE do zajęcia się kwestią realnej ochrony sygnalistów w uznaniu ich roli dla sygnalizowania naruszeń prawa UE, czyli inaczej mówiąc dla zapewnienia, że prawo UE będzie faktycznie stosowane.
Dlatego istotnym elementem szkolenia jest omówienie obowiązków wynikających z Dyrektywy Parlamentu EU i Rady UE 2019/1937 z 23 października 2019 roku, dotyczących wprowadzenia realnej ochrony sygnalistów. Z naciskiem na to, jak w praktyce może i powinno wyglądać wdrożenie tych obowiązków w przedsiębiorstwie czy instytucjach z sektora publicznego, jakie mogą pojawić się w związku z tym wątpliwości, problemy i zagrożenia.
Wsparcie po szkoleniu
Zdaje sobie sprawę, że jednym szkoleniem nie wyjaśnię wszystkich wątpliwości i pytań oraz nie sprawię, że te słuszne zasady i dyrektywy będą w praktyce stosowane. Dlatego, po szkoleniem uczestnikom oferowane jest wsparcie prawne w postaci:
odpowiedzi na pytania i wątpliwości związane z ww. tematyka, przygotowanie dokumentów takich jak kodeksy etyki, procedury postępowania ze zgłoszeniami sygnalistów, polityka compliance;
pomoc w wyjaśnianiu sytuacji naruszeń (np. udział w komisjach powoływanych w dla celów oceny zdarzenia), ocena prawna zgłoszeń sygnalistów;
bieżące szkolenia;
reprezentacja przed organami i sądami.
Podsumowanie
Etyka biznesu, odpowiedzialny rozwój i wdrożenie realnych mechanizmów ochrony sygnalistów to wyzwanie ale i szansa na zbudowanie przestrzeni, w której realizujemy naszą aktywność zawodową opierając się na wzajemnym zaufaniu i poszanowaniu. W takich warunkach buduje się autentyczne poczucie wspólnoty celów, które jest moim zdaniem jedynym właściwym fundamentem długoterminowego sukcesu w biznesie. Jest bowiem oczywiste, że ludzie mający satysfakcję z zadań, która wykonują i z poczucia przynależności do zespołu, który tworzą, będą w swojej pracy ponad przeciętnie zmotywowaniu. A to przekłada się na przewagę konkurencyjną nad tymi, którzy zarządzają swoimi zespołami tylko strachem czy pieniędzmi.
Rola obrońcy w postępowaniu karnym charakteryzuje się tym, że nie ma w zasadzie dla niego znaczenia czy oskarżony „to zrobił”. To co ma dla niego istotne znaczenie to czuwanie przez cały czas trwania postępowania karnego, nad tym aby prawa osoby oskarżonej o dokonanie konkretnego czynu zabronionego były przestrzegane. Innymi słowy: jeśli sprawca czynu ma ponieść odpowiedzialność za to co zrobił, to po sprawiedliwym procesie, w którym jego prawa jako jednostki będą przestrzegane, gdzie wszelkie istotne fakty i okoliczności zostaną ujawnione i ocenione. Dopilnowanie tego jest zadaniem obrońcy.
Jednak są takie sprawy, gdzie jako obrońca mam przekonanie, że stoję po stronie osoby, która mimo tego, że znajduje się na ławie oskarżonych, to jest w danej sprawie ofiarą, osobą pokrzywdzoną i że nie popełniła tego co jest jej zarzucane w akcie oskarżenia. Często dzieje się tak dlatego, że dla prokuratury tak jest wygodniej i szybciej, a dla oskarżyciela posiłkowego (który często występuje w przypadku tzw. przestępstw urzędniczych), ponieważ dzięki temu może wskazać kto jest winny zaniedbań i odsunąć ryzyko odpowiedzialności – dyscyplinarnej czy karnej – od tych, którzy faktycznie za te zaniedbania w danej organizacji powinni odpowiadać.
Wtedy w takich sytuacjach, przyznaje, że satysfakcja z wykonywania zawodu adwokata – obrońcy w sprawach karnych jest wyjątkowa. I tak też było w czwartek 25 marca 2021 roku, w chwili gdy Sąd Okręgowy w Warszawie, ogłosił wyrok uniewinniający moją klientkę – urzędniczkę Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oskarżoną o popełnienie tzw. przestępstwa urzędniczego z art. 231 § 3 Kodeksu Karnego.
Co się wydarzyło w jednym z warszawskich oddziałów ZUS
W jednym ze stołecznych oddziałów ZUS odkryto, że z kont płatników składek zniknęło ok. 1 100 000 zł. W wyniku czynności sprawdzających okazało się, że jedna z urzędniczek pracujących w dziale rozliczeń, przez okres niemal 4 lat przywłaszczyła ww. kwotę przez to, że fałszowała wnioski płatników o zwrot nadpłaconych składek (tzw. noty zwrotu). Poprzez te działania pieniądze z kont płatników były transferowane na należące do niej rachunki bankowe. Do ww. procederu sprawczyni przyznała się jeszcze na etapie postepowania przygotowawczego.
Moja klientka była kierowniczką referatu w ww. dziale rozliczeń oraz osobą upoważnioną do dokonania aprobat takich wniosków o zwrot w ramach wewnętrznej procedury ZUS. Prokurator postawił jej zarzut tzw. przestępstwa urzędniczego z art. 231 § 3 Kodeksu Karnego w warunkach nieumyślności, zagrożonego karą pozbawienia wolności do lat dwóch, twierdząc, że nierzetelnie sprawdzała ww. wnioski o zwrot co przejawiało się m.in. w braku pracy na oryginałach wniosków czy braku weryfikacji autentyczności dokumentów.
W toku postępowania przygotowawczego, a zwłaszcza w toku rozprawy głównej, czyli etapu postępowania karnego przed sądem, ujawnione zostały liczne zaskakujące okoliczności o tym jak w praktyce wyglądała praca w tym oddziale ZUS:
Okazało się, że sprawczyni tego przywłaszczenia środków była karana parę lat wcześniej za takie samo przestępstwo tj. przywłaszczenia kwoty 1 080 000 zł z rachunków klientów jednego z banków. Na mocy prawomocnego skazującego wyroku za ten czyn, z 2014 roku, został na nią nałożony środek karny w postaci zakazu zajmowania stanowisk z odpowiedzialnością materialną przez 5 lat.
W toku rozprawy przed sądem ujawniono, że osoby pracujące w dziale kadrowym w Oddziale ZUS wiedziały o tym, że przeciwko sprawczyni został wydany wyrok karny gdyż do Oddziału przychodziły pisma od komornika zajmujące część wynagrodzenia sprawczyni na podstawie obowiązku naprawienia szkody z podaniem podstawy prawnej czyli wyroku sądu karnego. W Oddziale nie podjęto żadnych działań aby zweryfikować tę sytuację i wyjaśnić jaka to sprawa karna jest podstawą od zapłaty ponad 1 000 000 zł przez ich pracownika.
Według zgodnych zeznań świadków, kierownictwo Oddziału wywierało na pracowników stałą presję aby rozliczenia kont płatników – zwłaszcza takich gdzie była konieczność zwrotów – wykonywać w terminie tj. aby nie doprowadzi do sytuacji gdzie trzeba wypłacić płatnikowi odsetki za opóźnienie.
Protokół kontroli doraźnej przeprowadzonej w Oddziale wykazał, że procedury były powszechnie nie przestrzegane, potwierdził presję czasu wywieraną na pracowników oraz wskazał 24 osoby (!) odpowiedzialne za naruszenia procedur: od biura podawczego, po działy rozliczeń czy dział finansowy. Na łaskawą wyrozumiałość ze strony kontrolerów zasłużyły jedynie osoby na stanowiskach kierowniczych Oddziału – których odpowiedzialność za to co działo się w tej placówce została w protokole pominięta milczeniem.
Jak się okazało, sprawczyni tego przywłaszczenia środków była urzędnikiem wielokrotnie nagradzanym i stawianym przez dyrekcję Oddziału za wzór. Niestety, w trakcie rozprawy przesłuchiwani dyrektorzy Oddziału nie byli wstanie przypomnieć sobie na jakiej postawie uznawali pracę tej osoby jako wzór dla innych kolegów i koleżanek z pracy.
Ponadto, w trakcie rozprawy głównej, ujawnione zostały następujące fakty, które pokazały jak wyglądały realia pracy w Oddziale ZUS oraz jakość zarządzania i nadzoru ze strony kadry zarządzającej:
Według zgodnych zeznań świadków – urzędników pracujących w ww. oddziale (m,in. nad feralnymi notami zwrotu), miesięcznie na jedną osobę przypadało nawet do 300 różnego rodzaju not (operacji rozliczeniowych do wykonania) z czego na jedną notę zwrotu min. trzeba przeznaczyć ok 1-2 godz. a maksymalnie nawet dwa dni pracy. Dla przypomnienia, w miesiącu godzin pracy jest ok 160.
Według zgodnych zeznań świadków ze wszystkich ww. procedur nie były przeprowadzane jakiekolwiek szkolenia.
ZUS działający w charakterze oskarżyciela publicznego nie był stanie wskazać w swoich procedurach, konkretnego, jednoznacznego przepisu prawnego, który nakazywałby pracę na oryginałach lub weryfikację autentycznosci dokumentów co było podstawą zarzutów wobec oskarżonej.
Okazało się, że od 2018 roku jeden z dyrektorów Oddziału – zresztą, w opinii obrony bez podstawy prawnej – wprowadził zmiany w ww. procedurze zwrotów nadpłaconych składek, które zresztą nie spowodowały aby sprawczyni zaniechała swojego procederu, a dyrektor, który był autorem tej zmiany i osobiście sprawdzał takie noty zwrotu przepuścił wniosek o zwrot składek na podstawie sfałszowanych dokumentów. Oczywiście, bez jakichkolwiek negatywnych konsekwencji dla niego.
Co stwierdził Sąd Okręgowy w wyroku
Sąd Okręgowy w Warszawie
W ustnym uzasadnieniu wyroku uniewinniającego moją klientkę, Sąd podkreślił nonszalancję prokuratury w zakresie gromadzenia dowodów oraz błędy w zakresie formułowania aktu oskarżenia. A nonszalancja jest chyba eufemistycznym określeniem niestaranności?
Sąd stwierdził, że oskarżona nie mogła przewidzieć, i nie można było od niej tego oczekiwać, że taka sytuacja może się wydarzyć. Sytuacja nadzwyczajna, gdy w jej zespole, zostaje zatrudniona – decyzją jej przełożonych – osoba skazana prawomocnie za przestępstwo przywłaszczenia mienia, która miała prawomocny zakaz pełnienia stanowiska z odpowiedzialnością materialną, i która ponownie popełnienia takie samo przestępstwo wykorzystując niesłychany bałagan i niekompetentne zarządzanie i nadzór ze strony osób kierowniczych w Oddziale.
Te okoliczności są kluczowe, gdyż przestępstwo określone w art. 231 § 3 Kodeku Karnego jest przestępstwem nieumyślnym, skutkowym. To oznacza, że aby przypisać oskarżonej odpowiedzialność z tego przepisu należy wykazać tzw. obiektywne przypisanie skutku między działaniem oskarżonej a tym konkretnym skutkiem, który wystąpił w tej sprawie. Więcej o obiektywnym przypisaniu skutku i zasadach odpowiedzialności z art. 231 Kodeksu Karnego można znaleźć tutaj.
Sąd zwrócił uwagę, że Oskarżyciel powinien samodzielnie pochylić się nad tym co działo się w Oddziale ZUS a nie opierać się na wynikach wewnętrznej kontroli ZUS, która skupiła się jedynie na wskazaniu odpowiedzialności szeregowych pracowników, a całkowitym milczeniem pominęła odpowiedzialność dyrekcji Oddziału.
Wreszcie, Sąd uznał zeznania dyrektorów Oddziału za całkowicie niewiarygodne, nakierowane na odsunięcie odpowiedzialności za ewidentny chaos i błędy w zarządzaniu w Oddziale od siebie. Ze swojej strony mogę dodać, że zeznania dyrektorów w swoim oderwaniu zeznań większości świadków i od rzeczywistości pracy w Oddziale były momentami wręcz kabaretowe. Walory humorystyczne tych zeznań psuła jednak świadomość, że mówimy o osobach zarządzających instytucją publiczną i że ich błędy i niekompetencja idą na koszt podatników.
Wyrok jest nieprawomocny i spodziewam się apelacji, ale biorąc pod uwagę przebieg rozprawy prawdopodobieństwo zmiany wyroku jest niewielkie.
Wnioski dla urzędników i funkcjonariuszy publicznych
Sprawa która toczyła się przed Sądem Okręgowym w Warszawie powinna dać do myślenia urzędnikom i funkcjonariuszom publicznym, ale także osobom pracującym w sektorze prywatnym na stanowiskach z dużym zakresem odpowiedzialności (członkowie zarządu, dyrektorzy finansowi czy ds. promocji dysponujący często znacznym budżetem etc.). Często przecież jest tak, że praca w danej instytucji publicznej czy przedsiębiorstwie prywatnym ma swoją specyfikę, swoje zwyczaje, utarte ścieżki załatwiania spraw oraz opiera się na sieci relacji międzyludzkich, nieraz bardzo skomplikowanych. Często jest tak, że ta specyfika mniej lub bardziej odbiega od tego jak powinno się to odbywać według przepisów prawa. Czyli teoria (przepisy) sobie a praktyka dnia codziennego sobie.
Warto zatem wyciągnąć z tej historii taki wniosek, że gdy bezrefleksyjnie ufamy tej rutynie; „bo wszyscy tak robią”, „bo taka była praktyka od lat” czy dlatego, że oczekiwał od nas tego przełożony (często w sposób pośredni ale czytelny) to może się okazać, że gdy zdarzy się właśnie coś tak nieprzewidzianego jak w przypadku mojej klientki to ci, którzy wcześniej dopingowali do wytężonej pracy, dawali nagrody za wydajność, pierwsi rzuca swoich podwładnych na pożarcie, wypierając się odpowiedzialności za decyzje i wskazując ich jako winnych naruszenia przepisów. Oczywiście po to, aby za wszelką cenę ratować własne kariery.
To zabrzmi banalnie, ale miło jest gdy wszystko idzie dobrze. Gdy nagle z kasy ginie 1 000 000 PLN zaczyna się robić niemiło, kończą się uśmiechy i rozdawanie dyplomów. Wtedy zwykle zaczyna się wskazywanie winnych i odsuwanie odpowiedzialności od siebie i zwykle jest tak, że to osoby wyżej znajdujące się w hierarchii – kadra zarządzająca – posiada większe możliwości i umiejętności aby zręcznie zamieść sprawę pod dywan i wskazać winnego. Dlatego tak ważna jest refleksja czy w ramach naszej codziennej rutyny pracy, wyścigu z terminami i oczekiwaniami przełożonych, jako urzędnik, funkcjonariusz publiczny czy dyrektorka lub księgowa w prywatnym przedsiębiorstwie nie przekraczam czerwonej linii przepisów prawa, co może być potem wykorzystane przeciwko mnie.
Paweł Osiński
Adwokat prowadzący praktykę z prawa karnego gospodarczego oraz przestępczości finansowej. Doradza w sprawach związanych z prewencją naruszeń w przedsiębiorstwach, etyką biznesu oraz przepisami o ochronie sygnalistów. Współautor strony www.naruszenia.pl.
Nie ma tygodnia, abym nie otrzymał zapytań o pomoc prawną od osób poszkodowanych przez giełdy kryptowalut, czy przez organizatorów „programów inwestycyjnych” w kryptowaluty lub tokeny. Czasem są to niesłychane historie oraz bardzo duże kwoty strat liczone w milionach złotych. Nie mam wątpliwości, że za wieloma z tych historii stoją zorganizowane grupy przestępcze zajmujące się tym zawodowo. Nie mam także wątpliwości, że w wielu przypadkach do takich sytuacji by nie doszło, gdyby zostały zastosowane przez osoby poszkodowane pewne podstawowe zasady bezpieczeństwa w zakresie inwestowania własnych aktywów.
(Bitcoin / US Dollar), the most popular bitcoin pair in the world / Licencja od Depositos Photo.
Zanim zainwestujesz 50 000 zł, wydaj 500 zł na sprawdzenie.
Cechą charakterystyczną tego typu zdarzeń jest to, że osoby, które organizują tego typu przedsięwzięcia – „bezpieczne” giełdy kryptowalut czy „systemy inwestycyjne”, stosują wyrafinowane metody, aby przekonać swoje ofiary do swojej oferty. Wynajmują „influencerów”, intensywnie inwestują w marketing w sieci, zatrudniają specjalistów od sprzedaży oraz lokują swoje przedsięwzięcia w odległych jurysdykcjach, co znacznie utrudnia późniejsze dochodzenie sprawiedliwości.
Z drugiej strony prawda jest taka, że w wielu przypadkach osoby poszkodowane ignorują sygnały ostrzegawcze i nie dokonują nawet najprostszej analizy bezpieczeństwa prawnego planowanej „inwestycji”. A przecież nie sposób się nie zgodzić z zasadą, że gdy planujemy zainwestować w jakiekolwiek aktywa, np. 50 000 PLN, to racjonalne i wskazane jest, aby ZANIM to zrobimy skonsultować się z prawnikiem. Koszt porady prawnej w tym zakresie może oscylować w okolicach 500 zł (1% kwoty inwestycji), ale pozwoli zrozumieć ryzyka prawne związane z planowanymi działaniami.
Ta zasada powinna obowiązywać tym bardziej w przypadku inwestycji w tak ryzykowne „aktywa”, jak kryptowaluty. Niestety takich prewencyjnych zapytań od klientów praktycznie nie stwierdziłem (poza jednym). Kwotę 500 zł podałem tutaj jako przykład, ale w zasadzie tyle wystarczy, aby prawnik zorientowany w branży walut cyfrowych/tokenów, nawet na podstawie pobieżnego zapoznania się ze stroną www danej giełdy, czy spółki oferującej inwestycje w kryptowaluty/tokeny oraz jej dokumentów mógł ocenić, kto to jest, na jakiej podstawie działa i jakie jest ryzyko transakcji.
Inwestycje w kryptowaluty lub tokeny – co sprawdzać?
Ten tekst jest właśnie o tym, co sprawdzić i na jakie prawne informacje, nieraz bardzo łatwo dostępne, zwrócić uwagę, jeśli nie chcemy już angażować specjalisty w celu odpłatnej konsultacji. Dotyczy to zarówno tych, którzy zamierzają wymieniać kryptowaluty za pośrednictwem jednej z licznych giełd wirtualnych, indywidualnie spekulując na różnicach kursowych, jak i tych zdecydowanych zaangażować się w „programy inwestycyjne” w walutach cyfrowych czy tokenach. Analizy ekonomiczne zostawiam samym zainteresowanym – to nie moja profesja. Tutaj koncentrować się będziemy na kwestiach prawnych. Jednak osobiście od wszelkiego rodzaju programów inwestycyjnych, klubów, grup inwestycyjnych etc. trzymałbym się ZAWSZE z daleka.
Zatem, każda osoba zainteresowana inwestycjami w kryptowaluty, czy tokeny poprzez kupno/sprzedaż na danej giełdzie kryptowaluty lub chcąca skorzystać z „wyjątkowej oferty inwestycyjnej”, którą w ten czy inny sposób ktoś mu rekomenduje, powinna poświęcić 30 minut swojego czasu i wziąć pod uwagę następujące okoliczności:
Na Wyspy Marschalla czy Vanuatu tylko na wakacje (1)
Najpierw należy odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie jest siedziba podmiotu, który oferuje wymianę waluty cyfrowej czy też inwestycje w te aktywa. Wszelkie egzotyczne lokalizacje jak Vanuatu, Wyspy Marshalla czy Belize powinny być znaczącym sygnałem ostrzegawczym. W przypadku sporu z takim podmiotem szanse na odzyskanie czegokolwiek są niemal zerowe.
Aczkolwiek, z ostrożnym sceptycyzmem podchodziłbym także do wszelkich podmiotów spoza Unii Europejskiej, nawet jeśli są to kraje o stabilnym systemie prawnym, jak Japonia, Singapur czy Australia. Chodzi o to, że w przypadku konieczności podjęcia kroków prawnych będziemy poruszać się po obcych, dalekich systemach prawnych, co koszmarnie przedłuża i komplikuje procedury prawne, a także radykalnie zwiększa koszty obsługi takich działań oraz minimalizuje możliwość odzyskania czegokolwiek. Trzymałbym się zatem krajów Unii Europejskiej aczkolwiek, to także nie jest gwarancją bezpieczeństwa (więcej o tym poniżej).
Czy jest licencja, kto ją wydał i co z niej wynika (2)
Należy sprawdzić, czy dany podmiot posiada licencje od właściwego organu finansowego. Przede wszystkim należy spytać konsultanta, który z nami się kontaktuje oraz sprawdzić stronę www danego podmiotu. Przyjmijmy, że brak odpowiedzi na takie pytanie lub brak takich dokumentów to sygnał, że poruszamy się po ryzykownych wodach.
Od razu zaznaczę, że nie jest tak, że dla prowadzenia takiej działalności jak wymiana kryptowalut czy tokenów zawsze potrzebna jest licencja od właściwego nadzoru finansowego. To zależy od danej jurysdykcji i profilu działalności danego podmiotu. Na terenie Europy, a tym bardziej świata, bywa z tym bardzo różnie. Aczkolwiek tendencja jest taka, że coraz więcej krajów reguluje tę branżę i wprowadza wymóg licencji dla działalności dot. walut cyfrowych.
Oczywiste jest, że posiadanie takiej licencji należy traktować jako czynnik zwiększający bezpieczeństwo użytkowników. W szczególności, gdy pochodzi ona z krajów o wysokiej jakości systemie prawnym takich jak – Szwajcaria, Niemcy, Luxemburg, USA czy UK. Jednakże, od razu dodam, że nawet w przypadku posiadania takiej licencji, warto się zastanowić jaka jest faktyczna wartość tego dokumentu.
Szczególnie w przypadku podmiotów spoza Unii Europejskiej, bywa tak, że to kwestia wypełnienia formularzy i uiszczenia opłaty. Ale nawet w ramach UE są kraje jak np. Estonia, gdzie licencję w zasadzie otrzyma każdy kto o nią wystąpi i to już nawet w ciągu 1-2 miesięcy. Trzeba tylko założyć spółkę w Estonii, skompletować dokumenty i wpłacić opłatę administracyjną. Ile warta jest taka licencja proszę sobie odpowiedzieć samemu… W rezultacie, prowadzi to do kuriozalnej sytuacji, że banki w Estonii nie honorują takiej licencji i nie otworzą dla spółki z siedzibą w tym kraju, a będącej jej szczęśliwym posiadaczem, rachunku bankowego, o ile ta spółka nie wykaże, że faktycznie – a nie tylko na papierze – jest „poważnym przedsięwzięciem”. To znaczy, że posiada w Estonii personel, biuro, kadrę zarządzającą, systemy IT oraz procedury AML niezbędne do prowadzenia z terenu Estonii działalności będącej przedmiotem licencji. Należy zatem z ostrożnym krytycyzmem podejść indywidualnie do każdej licencji.
Gdzie jest rachunek bankowy (3)
To jedna z ważniejszych kwestii, tj. gdzie dany podmiot – giełda kryptowalut czy „platforma inwestycyjna” posiada rachunek bankowy. Jeśli znajduje się poza UE, to powinno to być to mocnym sygnałem ostrzegawczym.
Banki w Europie są bardzo ostrożne w odniesieniu do spółek zajmujących się profesjonalną wymianą czy inwestycjami w kryptowaluty. Gdy otworzą dla takiego podmiotu rachunek bankowy oznacza to, co do zasady, że zweryfikowały taki podmiot i uznają współprace z nim za bezpieczną dla interesów Banku i jego klientów oraz zgodną z prawem. Gdy takiego rachunku w banku z UE nie ma, a w szczególności, gdy dana firma posiada rachunek w banku z jakiegoś egzotycznego kraju lub jedynie prowadzony jest przez instytucję płatniczą, to może oznaczać, że zapewne żaden poważny europejski bank nie zdecydował się na współpracę z takim podmiotem. Zapewne dlatego, że uznał działania tego podmiotu za nietransparentne, ryzykowne lub wręcz niezgodne z przepisami. Lub wszystko na raz (!). W efekcie taki podmiot korzysta wtedy z takich alternatywnych rozwiązań. Dla nas jest to sygnał, że to nie jest miejsce gdzie można bezpiecznie wpłacić pieniądze.
„Boże strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam” – Armand Jean Richelieu (4)
Następnym sygnałem ostrzegawczym powinno być to, że jesteśmy namawiani do danej transakcji przez znajomego, przyjaciela, influencera z social-mediów lub przez elokwentnego operatora call center, który w jakiś sposób zdobył nasz numer telefonu. Należy pamiętać, że podmioty zarabiające na tego typu przestępczym procederze dotyczącym kryptowalut, tokenów czy „grup inwestycyjnych” płacą słone prowizje osobom, które naganiają im klientów, a także wynajmują dedykowane osoby – z umiejętnością prowadzenia rozmów sprzedażowych – do obsługi takich zleceń. Często są to w zasadzie wyspecjalizowane zespoły działające jako call center.
Często powtarza się także schemat, że osoby poszkodowane opowiadają, że zostały namówione przez kogoś, kogo darzyły jakimś zaufaniem i ze ta osoba nawet pomagała im założyć konto czy dokonywać pierwszych kroków. Oczywistym jest, że te osoby nie robią tego bezinteresownie, bo praktyką na tym rynku – a szczególnie w „systemach inwestycyjnych” w walutach cyfrowych, zbudowanych jak piramidy finansowe, jest to, że za „przyprowadzenie klienta” otrzymuje się wysokie prowizje.
Uzupełnieniem ostrożności w tym zakresie, powinno być to, że zawsze żądamy identyfikacji naszego rozmówcy oraz prosimy o potwierdzenie wszystkiego na piśmie, chociażby drogą mailowa. Zwykle to odstrasza podmioty, które mają nieuczciwe intencje. Mówiąc inaczej: nigdy nie przelewamy chociażby 1 EUR bez otrzymania wcześniej dokumentów.
Sprawdź kto jest właścicielem (5)
Ustalenie jaki podmiot jest odpowiedzialny za transakcję, których zamierzamy dokonać. To powinno wynikać z informacji na stronie www oraz dokumentów które otrzymamy: nazwa podmiotu, siedziba, kraj rejestracji, osoby zarządzające, forma prawna, numer w rejestrze spółek etc. Jeśli nie jesteśmy w stanie tego znaleźć, to powinno wzbudzić to nasze istotne podejrzenia.
Podobnie będzie, gdy struktura własnościowa jest nieprzejrzysta, np. z wykorzystaniem paru spółek, z których część (lub wszystkie) posiada siedzibę w rajach podatkowych lub odległych jurysdykcjach. Taka zagmatwana i niezrozumiała struktura właścicielska zawsze ma jakiś cel i przeważnie celem tym jest ukrycie czegoś lub ochrona organizatorów danego biznesu przed potencjalną odpowiedzialnością.
Nie przechowuj aktywów (a przynajmniej nie w dużych rozmiarach) na giełdach kryptowalut (6)
W żadnym wypadku nie powinnyśmy przechowywać środków pieniężnych ale także walut cyfrowych na rachunkach podmiotu prowadzącego daną giełdę wymiany chyba, że posiada on licencję od właściwego organu nadzoru (renomowanego organu nadzoru!) na prowadzenie depozytów w pieniądzach fiducjarnych oraz walutach cyfrowych.
Jest to ważne, gdyż prawda o licznych giełdach wymiany walut cyfrowych czy tokenów jest taka, że większość jej klientów to nie przedsiębiorcy czy konsumenci (np. właściciel sklepu z butami, który przyjmuje od klientów cenę za parę tenisówek w bitcoinach), ale osoby, które zajmują się spekulacją na kursach tych cyfrowych aktywów (swojego rodzaju indywidualni inwestorzy). W praktyce zysk na takich transakcjach to nieznaczne nieraz różnice kursowe na różnych giełdach rozsianych po całym świecie lub po prostu różnice kursowe wynikające z ogromnej zmienności walut cyfrowych. Takim inwestorom zwykle nie opłacałoby się wycofywać swoich środków na swój prywatny rachunek poza daną giełdą, gdyż to generuje opłaty za transfer, a poza tym jest czasochłonne. Często też zysk na danej transakcji zależy od szybkości reakcji więc przechowywanie środków na spekulacje poza giełdą sprawia, że traci się cenny czas. W rezultacie, większość inwestorów trzyma swoje środki w walutach cyfrowych na rachunkach danej giełdy. To stąd m.in. wynikają kolosalne straty użytkowników giełd walut cyfrowych w częstych i głośnych przypadkach upadku takich giełd. Te straty wynikają po prostu z tego, że były tam zdeponowane ogromne środki w walutach cyfrowych należące do inwestorów spekulujących na różnicach kursowych.
Brak weryfikacji AML. (7)
Istotnym sygnałem wskazującym, że nie mamy do czynienia z podmiotem, który ma uczciwe zamiary jest brak lub pobieżna weryfikacja KYC („know-your-client”) użytkownika czy klienta. Obecne przepisy o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy oraz zwalczaniu finansowania terroryzmu (AML/TF) obejmują swoim zakresem także transakcje dokonywane na giełdach kryptowalut. Profesjonalne, renomowane podmioty na tym rynku, rygorystycznie przestrzegają przepisów AML/TF, gdyż dzięki temu mogą posiadać licencję od regulatora oraz nawiązać współprace z sektorem bankowym. Zatem jako klient/użytkownik takiej giełdy online powinniśmy oczekiwać, że przed pierwszą transakcją zostaniemy poproszeni o podanie takich danych, jak: kopia dowodu osobistego, dokument potwierdzający adres zamieszkania lub np. list referencyjny z banku.
Podsumowanie
Oczywiście na każdą ofertę wymiany kryptowalut, tokenów czy inwestycji w te aktywa należy spojrzeć indywidualnie, ale myślę, że te kilka zasad powinno być punktem wyjścia w ocenie danego produktu czy usługi na tym niezwykle zmiennym i dynamicznie rozwijającym się rynku walut cyfrowych.
Osobiście preferowałbym – w kategorii kryptowalut czy tokenów inwestycyjnych – podmioty z krajów niemieckojęzycznych, np. Niemcy czy Szwajcaria lub Liechtenstein, ponieważ w tych krajach istnieją już przepisy dopasowane do rozwoju walut cyfrowych czy tokenów. Zatem dany organ nadzoru finansowego wie, jak podchodzić do tego rodzajów projektów, ma jasne wytyczne oraz – co ważne – ma przyjazne, rzeczowe i pomocne podejście do podmiotów zainteresowanych uzyskaniem licencji w tych krajach. W rezultacie podmiot, który uzyska licencje niejako automatycznie ma dostęp do usług bankowych w tych krajach. To przekłada się w oczywisty sposób na atrakcyjność oferty takiego podmiotu, ale także na bezpieczeństwo. Win-win.
Gdy jednak dojdzie do sytuacji, w której jesteśmy poszkodowani przez działania podmiotu działającego w branży walut cyfrowych, to należy jak najszybciej złożyć zawiadomienie o podejrzeniu przestępstwa. Szybkość działania ma tu duże znaczenie, gdyż daje przynajmniej szanse na odzyskanie części środków oraz zablokowanie dalszych działań osób trudniących się takim procederem. Zdecydowanie rekomenduje także działanie przez profesjonalnego pełnomocnika prawnego, który będzie reprezentował poszkodowanego przed organami ścigania. Jego rolą jest składanie właściwych wniosków dowodowych, współpraca z prokuraturą oraz skłanianie jej do aktywnych i szybkich działań we właściwym kierunku.
Niestety z mojego doświadczenia wynika, że w sprawach z obszaru przestępczości gospodarczej i finansowej w walutach cyfrowych, wymagającej specjalistycznej wiedzy oraz umiejętności poruszania się w międzynarodowych kwestiach prawnych, działania organów ścigania bywają często nieefektywne i dlatego rola profesjonalnego pełnomocnika – adwokata specjalizującego się w tego typu przestępczości gospodarczej – jest kluczowa.
Paweł Osiński
Adwokat – specjalizujący się w przestępczości gospodarczej w obszarze nowych technologii.
Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 z 23 października 2019 r. w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii Europejskiej (dalej „Dyrektywa”) to niezwykle ciekawy akt prawny, który w mojej opinii będzie miał doniosłe znaczenie dla funkcjonowania zarówno sektora publicznego jak i prywatnego.
Celem Dyrektywy, ujętym w jednym zdaniu, jest stworzenie efektywnych mechanizmów umożliwiających bezpieczne zgłaszanie naruszeń w funkcjonowaniu instytucji publicznych i prywatnych – istotnych z punktu widzenia interesu publicznego. przy zachowaniu bezwzględnej ochrony osób zgłaszających naruszenia oraz efektywnych mechanizmów reakcji na zgłoszone naruszenia.
Cechą charakterystyczną Dyrektywy jest, to że wymaga ona od podmiotów jej podlegających nie tylko wprowadzenia odpowiednich procedur prawnych, ale przede wszystkim zastosowania odpowiednich, nowoczesnych rozwiązań informatycznych, które pozwolą na zapewnienie sygnalistom aminowości. Nade wszystko jednak, wymaga ona istotnej zmiany w podejściu do kwestii naruszeń, reagowania na nie oraz traktowania osób które takie naruszenia zgłaszają.
Termin implementacji
Polska, podobnie jak inne kraje Unii Europejskiej ma czas do 17 grudnia 2021 roku na implementacje postanowień Dyrektywy do porządku krajowego poprzez wprowadzenie odpowiednich przepisów ustawowych oraz wykonawczych. Trzeba zaznaczyć, że o ile Dyrektywa wyznacza pewien minimalny poziom ochrony sygnalistów to ustawodawca ma swobodę we wprowadzeniu dalej idących postanowień przewidujących szerszy zakres obowiązywania i mocniejszą ochronę. Biorąc jednak pod uwagę wcześniejsze implementacje Dyrektyw UE przez Polskę, to jest całkiem prawdopodobne, że będziemy mieli do czynienia z taką dalej idącą implementacją.
Kogo dotyczy Dyrektywa
Przepisom o ochronie tzw. sygnalistów podlegać będą podmioty prawne z sektora publicznego (wyjątek: gminy zamieszkane przez mniej niż 10 tys. Mieszkańców), a także podmioty z sektora prywatnego (wyjątek: przedsiębiorstwa zatrudniające mniej niż 50 pracowników).
Terminy wdrożenia mechanizmów Dyrektywy są zróżnicowane w zależności od wielkości przedsiębiorstwa. Przedsiębiorstwa poniżej 250 zatrudnionych mają dwa lata więcej, czyli do 17 grudnia 2023 roku. Przy czym chodzi tutaj o sektor prywatny. Dla sektora publicznego obowiązuje jeden wspólny termin: do 17 grudnia 2021.
Podmioty prawne działające w sektorze finansowym zostały natomiast poddane dyrektywie niezależnie od tego czy należą do sektora publicznego, czy prywatnego oraz niezależnie od liczby zatrudnionych pracowników.
Wszystkie wskazane podmioty prawne będą miały obowiązek ustanowienia procedur, rozwiązań prawnych i organizacyjnych oraz wdrożenia narzędzi spełniających wymagania Dyrektywy.
Pracodawcy prywatni zatrudniający mniej niż 50 pracowników oraz gminy zamieszkane przez mniej niż 10 tys. mieszkańców mogą również zostać objęte nowymi regulacjami przez ustawodawcę krajowego, który ma w tym zakresie pełną swobodę.
Dyrektywa o sygnalistach
Kto to jest sygnalista
Dyrektywa wskazuje definicję tzw. sygnalisty, która może zostać rozszerzona przez ustawodawcę krajowego przy implementacji Dyrektywy do krajowego porządku prawnego. Zgodnie z Dyrektywą sygnalistąjest osoba dokonująca zgłoszenia, pracująca w sektorze prywatnym lub publicznym, która uzyskała informacje na temat naruszeń w kontekście związanym z pracą.
Definicja ta jest bardzo szeroka i obejmuje osoby w stosunku pracy, osoby prowadzące działalność gospodarczą, akcjonariuszy, członków zarządów, rad nadzorczych, podwykonawców, dostawców czy nawet wolontariuszy i stażystów. Sygnalistą może być także osoba która już zakończyła pracę dla danego podmiotu lub dopiero ma taki stosunek pracy nawiązać (czyli jest na etapie rekrutacji).
Co istotne, środki przewidziane w Dyrektywie w celu ochrony sygnalistów stosuje się także do innych osób pomagających w dokonaniu zgłoszenia, osób powiązanych z sygnalistą (rodzina, krewni, przyjaciele, współpracownicy etc.), które mogą doświadczyć działań represyjnych w związku z dokonanym zgłoszeniem a nawet podmiotów prawnych, które są własnością sygnalisty czy dla których pracuje.
„Naruszenie” w rozumieniu Dyrektywy
Aby zdefiniować jakie naruszenia, czy też jakie zgłoszenia naruszeń podlegają postanowieniom Dyrektywy warto znać jej zakres przedmiotowy. Przy czym jest on zakresem minimalnym i może zostać rozszerzony przez ustawodawcę krajowego. Obejmuje on naruszenia przepisów wynikających z aktów prawnych UE z takich obszarów jak m.in.
zamówienia publiczne,
usługi, produkty i rynki finansowe oraz zapobieganie praniu brudnych pieniędzy i finansowanie terroryzmu;
bezpieczeństwo produktów oraz ich zgodność z wymogami;
bezpieczeństwo transportu;
ochrona środowiska;
zdrowie publiczne;
bezpieczeństwo żywności;
ochrona konsumentów oraz ochrona prywatności i danych osobowych.
Ochronie podlegają również naruszenia interesów finansowych UE oraz naruszenia dot. rynku wewnętrznego.
Patrząc na ten szeroki katalog oraz biorąc pod uwagę to, że krajowy ustawodawca może go rozszerzyć przyjąłbym założenie, że będzie się pojawiała tendencja – czy to w drodze legislacji czy to w drodze orzecznictwa – do obejmowania kategorią „naruszenia” jak najwięcej obszarów z sektora publicznego oraz prywatnego.
Kanały zgłaszania nieprawidłowości
Istota mechanizmów, których wprowadzenia wymagają postanowienia Dyrektywy jest stworzenie bezpiecznych i efektywnych kanałów komunikowania przez sygnalistów naruszeń oraz procedur reagowania na zgłoszone naruszenia.
Jako istotne mechanizmy Dyrektywy można wymienić tutaj;
Utworzenia wewnętrznych kanałów komunikacji naruszeń
Wewnętrzne kanały, czyli takie, które znajdują się wewnątrz podmiotu prywatnego w sektorze prywatnym lub publicznym, to infrastruktura umożliwiająca ustne lub pisemne przekazanie informacji na temat naruszeń w obrębie tegoż podmiotu.
Utworzenia zewnętrznych kanałów komunikacji naruszeń
Zgłoszenie zewnętrzne, dokonywane za pomocą kanałów zewnętrznych, to z kolei ustne lub pisemne przekazanie informacji na temat naruszeń właściwym organom. Chodzi o organy sądowe, regulacyjne lub nadzorcze mające kompetencje w odnośnych szczególnych dziedzinach lub organy o bardziej ogólnych kompetencjach jak np. organy ścigania czy rzeczników praw obywatelskich.
Zapewnienie bezpieczeństwa i animowości utworzonych kanałów komunikacji zgłoszeń;
Zapewnienie odpowiednich procedur reagowania na zgłoszone naruszenia;
Kanały zgłaszania naruszeń powinny być dostępne dla osób zainteresowanych zgłoszeniem oraz umożliwiać zgłoszenie anonimowe. Przy czym Dyrektywa traktuje kanały wewnętrzne jako priorytetowe, aczkolwiek jest możliwe, aby sygnalista skorzystał najpierw z kanału zewnętrznego, gdy uzna, że skorzystanie z kanału wewnętrznego będzie nieskuteczne lub może spotkać z działaniami odwetowymi.
Dyrektywa przewiduje obowiązek reakcji na zgłoszenia sygnalistów i podjęcia działań następczych w ciągu 3 miesięcy (ewentualnie 6 miesięcy w należycie uzasadnionych przypadkach dla kanałów zewnętrznych).
Działania następcze z kolei to te podjęte przez odbiorcę zgłoszenia lub właściwy organ w celu oceny prawdziwości zarzutów oraz, w stosownych przypadkach, w celu zaradzenia naruszeniu będącemu przedmiotem zgłoszenia, w tym poprzez takie działania, jak dochodzenie wewnętrzne, postępowanie wyjaśniające, wniesienie oskarżenia, czy tez działania podejmowane w celu odzyskania środków lub zamknięcia procedury.
Sygnalista uprawniony jest do otrzymania informacji zwrotnych dotyczących planowanych lub podjętych działań następczych związanych z obsługą jego zgłoszenia. Takimi działaniami mogą być np. przekazanie sprawy do innego organu, czy też zakończenie procedury np. z braku wystarczających dowodów. Informację zwrotną sygnalista powinien otrzymać od wyznaczonej uprzednio, bezstronnej osoby w rozsądnym, nieprzekraczającym trzech miesięcy od potwierdzenia otrzymania zgłoszenia terminie.
Mechanizmy ochrony sygnalistów
Oczywistym jest, że działania sygnalistów spotykają się z niechęcia czy wręcz represjami ze strony tych, którzy odpowiadają za ujawnione naruszenia. Zatem efektywny system sygnalizowania naruszeń powinien w sposób realny chronić sygnalistów tak aby nie bali się oni dokonywać zgłoszeń o zaobserwowanych nieprawidłowościach. Dyrektywa nakazuje zatem wprowadzenie specjalnych środków ochrony, zabezpieczających sygnalistów przed negatywnymi konsekwencjami zgłoszenia takimi jak degradacja w pracy, wstrzymanie awansu, zawieszenie, czy też zwolnienie.
Dyrektywa przewiduje również wprowadzenie środków wsparcia dla sygnalistów (m.in. pomoc prawną i psychologiczną czy też ułatwienia w kontaktach z odpowiednimi organami), środki ochrony osób, których dotyczy zgłoszenie oraz narzuca na państwa członkowskie obowiązek ustanowienia sankcji wobec osób, które m.in. utrudniają dokonywanie zgłoszeń, podejmują działania odwetowe lub naruszają obowiązek zachowania poufności tożsamości osób dokonujących zgłoszenia.
Brzmi to wszystko bardzo zdecydowanie, ale obawiam się, że najnowocześniejsze przepisy i najdalej idąca ochrona prawna i wsparcie, pozostaną tylko martwymi, szczytnymi deklaracjami, jeśli nie będzie kultury prawnej akceptującej i wspierającej działania sygnalistów. Czyli innymi słowy, braku akceptacji dla naruszenia norm prawnych i społecznych. A to będzie o wiele trudniejsze zadanie zarówno dla sektora publicznego jak i prywatnego niż samo formalne wdrożenie postanowień Dyrektywy.
Poufność i anonimowość
Dyrektywa kładzie nacisk na zapewnienie sygnaliście anonimowości. Bez wyraźnej zgody jego tożsamość nie może być ujawniona nikomu, kto nie jest upoważnionym członkiem personelu właściwym do przyjmowania zgłoszeń i podejmowania działań następczych.
Jedynym odstępstwem od tej zasady jest sytuacja, gdy ujawnienie jest koniecznym i proporcjonalnym obowiązkiem wynikającym z prawa UE lub prawa krajowego i dotyczy prowadzonych przez organy krajowe postępowań wyjaśniających lub sądowych.
Wyzwanie związane z Dyrektywą
Moim zdaniem, biorąc pod uwagę treść Dyrektywy i wypływające z niej obowiązki, widzę tutaj trzy podstawowe wyzwania/szanse dla podmiotów nią objętych:
Przede wszystkim jest to szansa na wzmocnienie swojego przedsiębiorstwa, niezależnie czy to będzie zakład produkcyjny, firma konsultingowa, czy urząd, przez zbudowanie wiarygodnych i efektywnych sposobów wymiany informacji o zdarzeniach niepożądanych. Nie sposób się nie zgodzić ze zdaniem, że prawidłowy obieg i zarządzanie informacją to podstawa sukcesu w nowoczesnej gospodarce. Podmioty podlegające Dyrektywie powinny zrozumieć, że zbudowanie zdrowego środowiska pracy, gdzie pracownicy czują się bezpiecznie i maja zaufanie do ludzi, z którymi pracują oraz do procedur, które regulują ich miejsce pracy, spowoduje, że chętniej podzielą się informacją o nieprawidłowościach, które zaobserwują, a które dla przedsiębiorcy czy instytucji publicznej – niezauważone i milcząco tolerowane – mogą oznaczać ogromne straty finansowe lub wizerunkowe oraz surowe konsekwencje prawne. Natomiast takie zgłoszenie we właściwym czasie oraz właściwa reakcja na nie, może tylko wzmocnić przedsiębiorstwo czy instytucje oraz zbudować wzajemne zaufanie ludzi którzy tam pracują.
Wyzwanie technologiczne polega na tym, że należy wdrożyć takie rozwiązanie informatyczne, które pozwala nie tylko na anonimowe zgłaszanie naruszeń, ale także na ich procesowanie (przechowywania, analiza, reakcja, itp.) przy zachowaniu poufności i bezpieczeństwa danych. Na rynku już teraz można znaleźć takie rozwiązania, ale cała trudność, moim zdaniem, nie polega na zakupieniu oprogramowania, wmontowania do systemu danego podmiotu i poinformowaniu pracowników, gdzie mogą wysyłać maila. To powinno być czytelne, bezpieczne, intuicyjne w obsłudze i przyjazne dla użytkownika rozwiązanie informatyczne, które będzie zachęcać do skorzystania z niego. A dla obsługujących zgłoszenia będzie sprawnym narzędziem w procesowaniu takich zgłoszeń. Inaczej będzie to tylko nic nieznacząca fasada – kanał komunikacji, pro-forma, z którego nikt nie będzie korzystał.
I tu przechodzimy do ostatniej, ale chyba najważniej kwestii czyli wyzwania kulturowego. Nie będzie trudnym zadaniem dopasować się formalnie do postanowień Dyrektywy. Wyzwaniem jednak będzie stworzenie takich rozwiązań informatycznych, prawnych oraz kulturowych które ujęte zostaną w „dobre praktyki” reagowania na zgłoszenia, aby sygnalista miał przekonanie, że w sposób bezpieczny może zgłosić naruszenie, a osoby obsługujące ten system wiedziały, co dalej co z tym zgłoszeniem zrobić. Wdrożenie, które odbędzie się na zasadzie zakupu oprogramowania i delegowania to obsługi pobieżnie przeszkolony personel tak aby odbierał, drukował i składał do segregatora te zgłoszenia i nic nie wnoszące odpowiedzi do sygnalisty o tym, że „sprawa jest w toku” będzie straconą szansą dla danego przedsiębiorstwa czy instytucji publicznej. Co więcej takie podejście może się okazać w dłuższym terminie niezwykle kosztowne…
Kompleksowe rozwiązanie prawno-informatyczne:
Aby sprostać ww. wyzwaniom związanym z wdrożeniem Dyrektywy o sygnalistach proponujemy naszym klientom kompleksowe rozwiązanie bazujące na doświadczeniach adwokata – praktyka z zakresu przestępczości gospodarczej i obsługi podmiotów gospodarczych oraz firmy programistycznej – doświadczonej w dostarczaniu nowoczesnych, bezpiecznych i przyjaznych dla użytkownika aplikacji internetowych i intranetowych.
Nasze kompleksowe rozwiązanie polega na przeprowadzeniu klienta przez cały proces od wdrożenia rozwiązań i przeszkolenia zespołu aż do bieżącej obsługi i wsparcia w zakresie prawidłowego stosowania wdrożonych mechanizmów Dyrektywy. W skrócie wygląda to tak:
Wdrożenie rozwiązania informatycznego;
Szkolenie z funkcjonowania systemu (informatyk) oraz z aspektów prawnych (prawnik);
Bieżące wsparcie IT oraz prawne;
Wsparcie prawne dot. oceny zgłoszonych naruszeń oraz reakcji na zgłoszenie;
Rejestr zgłoszeń;
Szkolenia prowadzone przez adwokata z obszaru: etyki biznesu oraz zapobiegania sytuacjom niepożądanym w przedsiębiorstwie, potwierdzone stosownym certyfikatem.
Z mojego doświadczenia wynika, że wprowadzenie postanowień Dyrektywy do polskiego porządku prawnego, a przede wszystkim do praktyki działania przedsiębiorstw i instytucji publicznych będzie trudnym zadaniem. Stworzyć nową ustawę czy nowe oprogramowanie jest – stosunkowo łatwo. Zmienić praktykę działania, zaimplementować procedury, wpłynąć na świadomość prawną oraz wrażliwość na kwestię etyczne oraz ich konsekwencje w codziennym życiu – to będzie długa i wymagająca praca, która moim zdaniem powinna rozpocząć się już teraz, gdy do wdrożenia przepisów Dyrektywy zostało jeszcze trochę czasu.
Paweł Osiński
Adwokat prowadzący praktykę w obszarze prawa karnego gospodarczego, AML oraz prawa gospodarczego.
W dniu dzisiejszym, działając w charakterze obrońcy, miałem przyjemność wysłuchać wyroku Sądu Rejonowego w Łomży, uniewinniającego mojego klienta od zarzutu popełnienia przestępstwa z art. 56 Kodeksu Karnego Skarbowego (oszustwo podatkowe).
Sprawa jest o tyle ciekawa, że okolicznością, która skłoniła Naczelnika Podlaskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Białymstoku do wystąpienia z aktem oskarżenia był fakt wypłacenia oskarżonemu w 2012 roku przez kierowaną przez niego spółkę cypryjską wynagrodzenia za pełnienie funkcji dyrektora w wysokości ponad 5 000 000 PLN. Przy czym, kwestionowane było przez organ skarbowy – działający jako oskarżyciel publiczny – wypłacenie ww. wynagrodzenia w połączeniu z paroma powiązanymi ze sobą transakcjami.
Art. 56 KKS (tzw. oszustwo podatkowe) – najważniejsze cechy
Nie wchodząc szerzej w teoretyczne dywagacje na temat tego przepisu, każdy podatnik powinien wiedzieć, że jest to podstawowa norma prawna, po którą sięgają organy skarbowe w celu dochodzenia – w drodze postepowania karnego – sankcji na podatnikach, którzy zdaniem organów skarbowych umyślnie wprowadzają organy skarbowe w błąd poprzez podanie nieprawdy lub zatajenie prawdy w deklaracji podatkowej. Kluczowa część tego przepisu zasadniczo brzmi tak (art. 56 § 1 KKS):
Podatnik, który składając organowi podatkowemu, innemu uprawnionemu organowi lub płatnikowi deklarację lub oświadczenie, podaje nieprawdę lub zataja prawdę albo nie dopełnia obowiązku zawiadomienia o zmianie objętych nimi danych, przez co naraża podatek na uszczuplenie,podlega karze grzywny do 720 stawek dziennych albo karze pozbawienia wolności, albo obu tym karom łącznie.
Co ważne, art. 56 KKS jest normą blankietową, tzn. jego treść zawiera odesłanie do szczegółowych regulacji z zakresu prawa podatkowego. Na przykład: w przypadku podatnika oskarżonego na podstawie tego przepisu, w związku z transakcją dot. akcji, będą miały zastosowanie właściwe przepisy o podatku od zysków kapitałowych, natomiast w przypadku podatnika oskarżonego w związku z transakcją dot. nieruchomości zastosowanie będą miały przepisy właściwe dla obrotu i opodatkowania nieruchomości.
Kluczowe, w mojej ocenie, w praktyce stosowania tego przepisu są trzy kwestie:
Jest to przestępstwo umyślne, co oznacza, że na podstawie art. 56 KKS skazać można tylko osobę, która z zamiarem bezpośrednim lub ewentualnym (przewiduje i godzi się na skutek) podaje nieprawdę lub zataja prawdę w deklaracji podatkowej lub oświadczeniu, w rezultacie czego nieprawidłowo ustalając wysokość należnego podatku.
W orzecznictwie sądów konsekwentnie reprezentowany jest pogląd, że nieumyślność czyli nienależyta staranność podatnika w sprawach podatkowych, prowadząca do tego, że błędnie wypełnia on deklarację podatkową, ale fakty tam podane mają odzwierciedlenie w rzeczywistości i istnieją potwierdzające to dowody, wyklucza możliwość skazania na podstawie art. 56 KKS.
Ogromne znaczenie ma przesłanka (znamię czynu zabronionego) „podaję nieprawdę lub zataja prawdę”, którą należy interpretować w ramach wykładni językowej. Zatem przyjąć należy, że podatnik podaje nieprawdę, gdy ujęte przez niego w deklaracji podatkowej okoliczności nie mają potwierdzenia w rzeczywistości pusta faktura lub podanie jako koszt podatkowy zdarzenia, które nigdy nie miało miejsca.
Sąd Rejonowy
Wnioski z wyroku sądu ws. odpowiedzialności z art. 56 KKS
Z dzisiejszego wyroku oraz ustnych motywów podanych po ogłoszeniu orzeczenia – moim zdaniem wynika parę ciekawych dla podatników wniosków. Nie tylko dla tych, którzy w swoim czasie pobierali wynagrodzenie jako dyrektorzy jednej z licznych spółek z siedzibą na Cyprze z polskim kapitałem:
W postepowaniu o przestępstwa skarbowe funkcjonuje zasada autonomii sądu karnego co oznacza, że sąd ten jest uprawniony do tego aby samodzielnie zbadać kwestie istnienia zobowiązania podatkowego. Innymi słowy, sąd uprawniony jest do samodzielnego zbadania przepisów prawa podatkowego zastosowanych w postepowaniu administracyjnym zakończonym decyzją podatkową. W praktyce, jest bardzo ważne gdyż organy podatkowe lubią po prostu skopiować argumentację (ich własną) z postępowania podatkowego. Takim praktykom obrońca powinien zdecydowanie się sprzeciwić oraz zwrócić na to uwagę sądu.
W postepowaniu o przestępstwa skarbowe ciężar dowodu wykazania, że działania oskarżonego wypełniają przesłanki (znamiona czynu zabronionego) pozwalające na jego skazanie na podstawie danego przepisu KKS spoczywa na organie podatkowym. W tym konkretnym przypadku, to na oskarżycielu spoczywał obowiązek wykazania, że podatnik podał umyślnie w deklaracji podatkowej nieprawdę czyli że podane tam okoliczności nie miały pokrycia w rzeczywistości. W związku z tym, że nie zostało to bezspornie wykazane to jedynym słusznym wyrokiem mógł być tylko wyrok uniewinniający.
Sprawy dotyczące odpowiedzialności z art. 56 KKS mogą być niezwykle uciążliwe dla osób prowadzących działalności gospodarczą, inwestorów czy osób zarządzających spółkami prawa handlowego. Skazanie w takim postepowaniu może mieć znaczące, negatywne konsekwencje dla dalszych możliwości prowadzenia działalności. Moim zdaniem, aby przynajmniej ograniczyć ryzyko występowania takich spraw, warto zawsze przed dokonaniem operacji gospodarczych mogących mieć znaczne konsekwencje podatkowe, postarać się o poradę lub opinię prawną. Podjęcia takiego działania jest wyrazem starannego zarządu (starannego działania) i w efekcie sygnałem dla organów podatkowych, że będzie dla nich niezwykle trudne wykazanie potencjalnemu oskarżonemu przed sądem umyślności w jego działaniach.
Paweł Osiński
Adwokat specjalizujący się w prawie gospodarczym i prawie karnym gospodarczym.
Często o wadze danej sprawy decyduje nie wartość pieniężna sporu ale inne okoliczności. Tak jest i w tej sprawie. W dniu dzisiejszym tj. 4 stycznia 2021 roku, został Kancelarii doręczony nakaz zapłaty w postepowaniu upominawczym wydany przez Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia. Nakaz został wydany przeciwko Uniwersytetowi Warszawskiemu. Jego przedmiotem jest zarządzenie przez Sąd zwrotu części czesnego za studia zaoczne na Wydziale Prawa i Administracji UW. Podstawą pozwu była okoliczność, że w semestrze letnim roku akademickiego 2019/2020, z powodu ograniczeń spowodowanych pandemią COVID-19 spora cześć zajęć semestru nie odbywała się lub odbyła się w trybie zdalnym z istotnym pogorszeniem ich wartości dydaktycznej. Kancelaria reprezentowała powoda – studenta Wydziału Prawa, obdywającego naukę w trybie zaocznym.
Oczywiście, spodziewamy się, że pozwany czyli Uniwersytet Warszawski, złoży w ustawowym terminie sprzeciw od tego nakazu i sprawa trawi zapewne do rozpoznania w zwyczajnym trybie. Jednakże już sam fakt, że sąd wydał nakaz zapłaty w trybie upominawczym jest potwierdzeniem, że przedstawiona argumentacja prawna oraz materiał dowodowy są spójne i przekonujące. Przy tej okazji podziękowania dla zespołu w składzie mec. Przemek Perka oraz mec. Izabela Kryspin za przygotowanie pozwu.
Warto tutaj przypomnieć, że sąd wydaje nakaz zapłaty w postepowaniu upominawczym w sprawach, w których powód dochodzi roszczenia pieniężnego, chyba, że roszczenie jest oczywiście bezzasadne lub twierdzenia co do faktów budzą wątpliwości. Innymi słowy, sąd wydaje nakaz zapłaty wtedy gdy przytoczone fakty oraz argumenty prawne nie budzą wątpliwości. To oczywiście nie przesądza o ostatecznym rozstrzygnięci sprawy ale nastawia nas optymistycznie co do dalszego rozwoju sytuacji.
Z niecierpliwością czekam teraz na upływ terminu na złożenie sprzeciwu od nakazu zapłaty (dwa tygodnie). Myślę także, że ten nakaz zapłaty może zachęcić innych studentów, słuchaczy różnego rodzaju kursów czy też rodziców dzieci korzystających z prywatnej edukacji do skorzystania z uprawnień wynikających z Kodeksu Cywilnego i wystąpienia o odpowiednie obniżenia opłat za usługi edukacyjne, które nie były im de facto świadczone. Mają ku temu mocne podstawy prawne.
Tym bardziej, że chyba każdy podpiszę się pod zdaniem, że konsekwencje finansowe pandemii COVID-19 powinny być odpowiednio i zgodnie z zasadami współżycia gospodarczego rozłożone na obydwie strony danego stosunku umownego, a nie tylko na jedną stronę – słabszą, którą zwykle jest konsument.
Decyzja Prezesa UOKiK ws. 723 MLN kary – znaczenie prawne
Decyzja Prezesa UOKIK Tomasza Chróstnego, z 14 grudnia 2020 o nałożeniu ponad 723 milionów złotych kary na właściciela sieci sklepów Biedronka to niewątpliwie istotne wydarzenie. Ma ona znaczenie nie tylko dla kontrahentów Biedronki, którzy zostali poszkodowani w wyniku niezgodnych z prawem praktyk handlowych stosowanych – zgodnie z ustaleniami UOKIK – przez sieć Biedronka. Stawiam sporę pieniądze, że takie same lub podobne praktyki są lub były stosowane przez wiele innych sieci handlowych działających na polskim rynku. To oznacza, że zapewne trwa właśnie w ich działach prawnych nerwowy audyt stosowanych w umowach z kontrahentami klauzul a sami kontrahenci tych sieci – poszkodowanie przez te praktyki – właśnie zobaczyli realną możliwość zrekompensowania swoich strat.
Jakie praktyki stosowała Biedronka
W skrócie, cała rzecz polega na tym, że Biedronka żądała od swoich kontrahentów – przede wszystkich dostawców produktów żywnościowych (owoce, warzywa) niezgodnych z prawem rabatów. Co do zasady, rabaty są oczywiście legalne i sieci handlowe często jest stosują. Przepisy stawiają jednak pewne granice w ich zastosowaniu. I tak, jako rabaty niezgodne z prawem i uczciwymi praktykami rynkowymi traktowane są takie, których kontrahent udziela nie w umowie zawartej przed rozpoczęciem współpracy (ustalając wtedy zasady tych rabatów) ale, których sieć handlowa żąda w trakcie współpracy gdy ma już wgląd w obroty i dane finansowe za dany okres współpracy.
Takie arbitralne rabaty, sprawiały ze kontrahent nigdy nie wiedział ile de facto zarobi na danych dostawach gdyż sieć handlowa może w każdym momencie zażądać dodatkowego rabatu. W przypadku odmowy groziły kary finansowe lub zerwanie współpracy. Tak przynajmniej ustalił w toku prowadzącego postepowania UOKIK.
Praktyczne konsekwencje dla kontrahentów Biedronki
Decyzja Prezesa UOKIK ma istotne praktyczne konsekwencje. Przede wszystkim Biedronka powinna w trybie natychmiastowych zaprzestać stosowania niedozwolonych praktyk będących przedmiotem Decyzji. Po drugie, taka decyzja w zasadzie otwiera drogę dostawcom, poszkodowanym takim praktykami, do dochodzenia swoich roszczeń przeciwko Biedronce na drodze postępowania cywilnego. Prezes UOKIK już zapowiedział, że w ramach takich spraw będzie wspierał strony dochodzące swoich roszczeń swoim indywidualnym poglądem.
Pozew przeciwko Biedronce – jak zacząć?
Pozew przeciwko takiemu potężnemu przeciwnikowi jak Jeronimo Martins Polska S.A. (właściciel marki sieci sklepów „Biedronka”) to niewątpliwie niełatwa sprawa, ale poszkodowani przez Biedronkę powinni zdać sobie sprawę, że raczej nie ma innego sposobu na odzyskanie swoich pieniędzy jak zdecydowane wzięcie spraw w swoje ręce. Koniecznie rekomendowałbym zaangażowanie prawnika doświadczonego w sprawach z zakresu postepowania cywilnego. Zapewniam, że po drugiej stronie także będzie zespół prawników pracujących dla Jeronimo Martins (swoją drogą ciekawe czy oni także pracują na takich rabatach…)
Dobrą wiadomością jest, że biorąc pod uwagę okoliczności tej sprawy, to jest tutaj możliwe porozumienie o tzw. success fee. Chodzi o to, że zasadnicze wynagrodzenie prawnika będzie należne wtedy gdy sprawa zostanie prawomocnie wygrana a środki odzyskane od pozwanego. W praktyce, myślę, że będzie to połączenie pewnej stałej niedużej kwoty wejściowej oraz wynagrodzenia za wygraną, wyrażonego w kwocie procentowej całości roszczenia.
Przed wizytą u prawnika polecam przygotować następujące dokumenty:
umowę regulującą współpracę Jeronimo Martins Polska S.A.,
zestawienie sprzedażowe z okresu współpracy,
korespondencję, w tym mailową, dotyczącą stosowanych rabatów na dostarczane produkty
wystawione faktury sprzedażowe.
Wszelkie te dokumenty pozwolą na ustalenie czy stosowane postanowienia w konkretnej umowie będzie także można zaliczyć do niedozwolonych oraz pomogą ustalić wysokość potencjalnego roszczenia względem Jeronimo Martins. Dochodzone odszkodowanie będzie w takim wypadku kwotą jaką kontrahent uzyskałby, gdyby Biedronka nie zastosowała w sposób całkowicie dowolny i jednostronny rabatów na sprzedawane produkty, które później były uwzględniane w rozliczeniach z kontrahentami, bez ich uprzedniej zgody.
Znaczenie Decyzji dla innych sieci handlowych
Jestem więcej niż przekonany, że Decyzja Prezesa UOKIK zepsuła poniedziałek w zarządach wielu sieci handlowych w Polsce. Prezes UOKIK w ww. komunikacie o Decyzji przeciwko Jeronimo Martins, zapowiedział, że trwa również postepowanie przeciwko rabatom retrospektywnym (rabaty wsteczne) stosowanym przez inne sieci handlowe. Tak więc, bardzo prawdopodobne, że i tutaj otworzy się niebawem możliwość dla kontrahentów sieci handlowych do skutecznego zrekompensowania swoich strat na drodze sądowej.
Pozew przeciwko takiemu potężnemu przeciwnikowi jak Jeronimo Martins Polska S.A. (właściciel marki sieci sklepów „Biedronka”) to niewątpliwie niełatwa sprawa, ale poszkodowani przez Biedronkę powinni zdać sobie sprawę, że raczej nie ma innego sposobu na odzyskanie swoich pieniędzy jak zdecydowane wzięcie spraw w swoje ręce. Koniecznie rekomendowałbym zaangażowanie prawnika doświadczonego w sprawach z zakresu postepowania cywilnego. Zapewniam, że po drugiej stronie także będzie zespół prawników pracujących dla Jeronimo Martins (swoją drogą ciekawe czy oni także pracują na takich rabatach…)
Dobrą wiadomością jest, że biorąc pod uwagę okoliczności tej sprawy, to jest tutaj możliwe porozumienie o tzw. success fee. Chodzi o to, że zasadnicze wynagrodzenie prawnika będzie należne wtedy gdy sprawa zostanie prawomocnie wygrana a środki odzyskane od pozwanego. W praktyce, myślę, że będzie to połączenie pewnej stałej niedużej kwoty wejściowej oraz wynagrodzenia za wygraną, wyrażonego w kwocie procentowej całości roszczenia.
Przed wizytą u prawnika polecam przygotować następujące dokumenty:
umowę regulującą współpracę Jeronimo Martins Polska S.A.,
zestawienie sprzedażowe z okresu współpracy,
korespondencję, w tym mailową, dotyczącą stosowanych rabatów na dostarczane produkty
wystawione faktury sprzedażowe.
Wszelkie te dokumenty pozwolą na ustalenie czy stosowane postanowienia w konkretnej umowie będzie także można zaliczyć do niedozwolonych oraz pomogą ustalić wysokość potencjalnego roszczenia względem Jeronimo Martins. Dochodzone odszkodowanie będzie w takim wypadku kwotą jaką kontrahent uzyskałby, gdyby Biedronka nie zastosowała w sposób całkowicie dowolny i jednostronny rabatów na sprzedawane produkty, które później były uwzględniane w rozliczeniach z kontrahentami, bez ich uprzedniej zgody.
Podsumowanie
Z mojej strony, zapraszam przedsiębiorców poszkodowanych przez tego typu nieuczciwe praktyki stosowane przez sieci handlowe do kontaktu. Chętnie, bezpłatnie, zapoznamy się, ocenimy i wycenimy Waszą sprawę. Zespół Kancelarii ma wieloletnie doświadczenie w dochodzeniu należności w drodze postepowania cywilnego dla naszych klientów.
Z przyjemnością pomożemy Państwu w walce o należne Wam pieniądze.
Trybunał Konstytucyjny (czy to co z niego zostało) uznał w dniu dzisiejszym tj. 22 października 2020 roku (zapamiętajmy tę datę!) przepisy regulujące warunki dopuszczalności przerywania ciąży za niezgodne z Konstytucją. Oznacza to w praktyce, że aborcja, w sytuacji gdy istnieje duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, będzie w Polsce nielegalna.
Zostawiając na boku to, jaką polityczną i prawną burzę to wywoła, warto zwrócić uwagę na konsekwencje prawno-karne tego orzeczenia. Kodeks Karny nie penalizuje samej kobiety za dokonanie aborcji, a jedynie osoby, które takiego zabiegu – niezgodnie z przepisami – dokonują lub w tym pomagają lub do tego nakłaniają (art. 152 – 154 Kodeksu Karnego). Jest to oczywisty zabieg aby, jak najbardziej utrudnić kobietom takie działania.
I teraz, w kontekście dzisiejszego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego – warto przypomnieć, że art. 152 § 2 Kodeksu Karnego, penalizuje osoby, które pomagają kobiecie w przerywaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy. Otóż należy się teraz spodziewać, że przepis ten będzie przez organy ścigania restrykcyjnie stosowany, aby zwalczać zjawisko „wyjazdów aborcyjnych”, czyli wyjazdów kobiet mających na celu poddanie się zabiegowi przerwania ciąży do krajów gdzie jest ona możliwa bez takich ograniczeń w jak Polsce.
Art. 152 § 2 k.k. jest przestępstwem formalnym – tzn. jego zastosowanie jest niezależne od tego, czy do przerwania ciąży faktycznie doszło, oraz powszechnym – tzn. może popełnić je każdy. Mówimy tu o osobach, które kobiecie realizującej taki zamiar, pomogą przez zapewnienie środków transportu, podwiezienie, udzielenie informacji, pomoc w wyszukaniu informacji czy pokrycie kosztów zabiegu.
Lektura analizy ww. przepisów sporządzona przez prawników z katolickiego i konserwatywnego Instytutu Ordo Iuris dobitnie wskazuje na to, czego możemy się spodziewać ttps://www.ordoiuris.pl/ochrona-zycia/analiza-dotyczaca-przestepstwa-pomocy-w-aborcji. Według prasowych informacji, ta analiza oraz wypływające z niej wnioski, stały się podstawą do powstania instrukcji z wytycznymi, jak należy stosować art. 152 § 2 Kodeksu Karnego rozesłanymi do Prokuratur Regionalnych przez Prokuraturę Krajową.
Jak będzie w praktyce? Niebawem się przekonamy. W każdym razie zakładam, że adwokaci mogą przygotować się na większą ilość spraw karnych dotyczących udzielonej pomocy w dokonaniu zabiegu przerwania ciąży. Pojawią się zapewne także pytania prawne o to, w jaki sposób i w jakim kraju kobiety mogą przeprowadzić zabieg przerwania ciąży, nie naruszając przy tym przepisów oraz nie narażając najbliższych na groźbę odpowiedzialności karnej.
W ten wtorek zakończyliśmy z sukcesem, w składzie: adwokat Paweł Osiński oraz adwokat Przemysław Perka, wieloletnią batalię prawną dot. solidarnej odpowiedzialności członka zarządu spółki kapitałowej za zobowiązania podatkowe spółki w wysokości ponad 8 000 000 PLN.
Strona sporu – były członek zarządu spółki z o.o., nie miała nawet szansy bronić się przed decyzją wymiarową przeciwko spółce, gdyż nie była już wtedy członkiem zarządu. Po prostu, parę lat po tym gdy zakończyła już swoją współpracę ze spółką, okazało się, że organy skarbowe toczą wobec niej postępowanie na podstawie przepisów Ordynacji Podatkowej o solidarnej odpowiedzialności członka zarządu za nieuregulowane zobowiązania podatkowe spółki (w tej sprawie chodziło nienależny zwrot podatku VAT).
Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił decyzję orzekającą solidarną odpowiedzialność byłego członka zarządu. A teraz, po prawie dwuletnim oczekiwaniu na termin rozprawy, Naczelny Sąd Administracyjny potwierdził bezzasadność skargi kasacyjnej Dyrektora Izby Administracji Skarbowej, oddalając ja w całości. Wyrok jest zatem prawomocny.
Nie sposób opisać najpierw niedowierzenia, a potem radości i ulgi naszej klientki, dla której kończy się traumatyczny okres życia z widmem niemożliwego i niewykonalnego zobowiązania: konieczności spłacania do końca życia kwoty, od której odsetki przyrastały co roku o ponad 300 000 PLN.
Nasza satysfakcja wynikała nie tylko wygranej (co jest oczywiste), ale przede wszystkim z tego, że jako adwokaci – czyli przedstawiciele zawodu, którego esencją jest pomoc prawna, mieliśmy możliwość wsparcia swoją wiedzą strony, która w naszym przeświadczeniu była poszkodowana w zaistniałym stanie faktycznym i to w znacznej mierze przez działania administracji państwowej.
W tej sprawie potwierdziło się raz jeszcze nasze smutne doświadczenie uzyskane w licznych sprawach dot. odpowiedzialności podatkowej czy przestępstw finansowych/gospodarczych. Otóż organy skarbowe oraz prokuratura mając do dyspozycji liczne instrumenty prawne, które dawały szanse na faktyczne odzyskanie strat skarbu państwa od samej spółki czy innych faktycznie odpowiedzialnych podmiotów, wolały wybrać drogę na skróty, kierując swoje działania wobec byłego członka zarządu. Mimo tego, że zdawały sobie sprawę, że nie ma jakichkolwiek możliwości, aby ta osoba spłaciła zasądzone zobowiązanie podatkowe.
W mojej skromnej opinii dzieje się tak dlatego, że te ww. instrumenty prawne są skomplikowane i czasochłonne (np. międzynarodowa współpraca organów skarbowych, pomoc prawna w sprawach karnych czy współpraca międzynarodowa w obszarze AML) i w rezultacie są niechętnie stosowane.
Orany skarbowe zadawalają się wtedy właśnie takimi rozwiązaniami jak przypisanie solidarnej odpowiedzialności członkowi zarządu mimo, że wiedzą, że nie ma najmniejszych szans na odzyskanie od tej osoby nawet części zasądzonej kwoty. Ale liczy się tutaj statystyka. Zasądzone wielomilionowe kwoty świetnie prezentują się w tabelach „załatwionych spraw” i na konferencjach prasowych. Tyle, że nie ma to nic wspólnego ze sprawiedliwością oraz dbałością o publiczne środki.
Dlatego, właśnie w takich sprawach, gdzie mam poczucie, że jako profesjonalista walczę nie tylko w interesie mojego klienta, ale także o prawidłowe stosowanie norm prawnych, czyli – nie bójmy się tego słowa o wymierzenie sprawiedliwości, przejawia się sens zawodu adwokata oraz satysfakcja z udzielonej pomocy prawnej.
Wszystkim poruszonym weekendowymi zatrzymaniami w Warszawie ws. Margot polecam raport Rzecznika Prawa Obywatelskich w sprawie stosowania środków zapobiegawczych w Polsce.
Są tam między innymi odniesienia do raportów Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka oraz Fundacji Court Watch Polska oraz wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPC). Trybunał ten wielokrotnie potwierdzał w swoich wyrokach nadmierne, bezzasadne stosowanie aresztu tymczasowego w Polsce zasądzając odszkodowanie, które na końcu, wypłacane było z pieniędzy podatników, czyli od nas wszystkich. Podobnie przygnębiające są wnioski z ww. dwóch raportów, które w skrócie sprowadzają się do tego, że nadużycie stosowania tymczasowego aresztowania w Polsce to zjawisko systemowe, a sam areszt tymczasowy jest w praktyce traktowany jako preferowany, domyślny środek zapobiegawczy. To z kolei jest pogwałceniem zasad, na których oparta jest procedura karna, a w szczególności zasady domniemania niewinności. Nie wspominając już o naruszeniu zapisów Konstytucji, która w art. 41 gwarantuje każdemu ochronę wolności osobistej jako jednego z najważniejszych praw człowieka.
Praktykę stosowania aresztu tymczasowego w sprawach dotyczących przestępczości gospodarczej w Polsce i absurdy z tym związane opiszę w osobnym wpisie.
Paweł Osiński
Adwokat prawadzący praktykę w sprawach z prawa gospodarczego oraz prawa karnego – gospodarczego.
Normy prawne ujęte art. 231 kodeksu karnego („k.k.”), to podstawowe przepisy, po które sięga prokuratura w przypadku podejrzenia, że urzędnik czy funkcjonariusz publiczny przekroczył swoje uprawniania lub nie dopełnił ciążących na nim obowiązków. Czyn zabroniony ujęty w tym artykule kodeksu karnego zwykło się nazywać właśnie „przestępstwem urzędniczym”.
Aby zrozumieć istotę tego przepisu należy odpowiedzieć sobie na pytanie jakie dobro prawne chroni art. 231 kodeksu karnego. Otóż, norma zawarta w tym artykule ma na celu ochronę prawidłowego funkcjonowania instytucji państwowych oraz samorządu terytorialnego przed wadliwymi prawnie działaniami ich urzędników i funkcjonariuszy. Najczęściej, naruszenie art. 231 kodeksu karnego będzie przejawiać się w przestępstwach zaniedbania, czy umyślnego wyrządzenia szkody materialnej (wtedy możliwy zbieg z przestępstwami korupcyjnymi) ale, może chodzić także o działania funkcjonariuszy nakierowane na naruszenie konstytucyjnego porządku państwa.
Treść art. 231 kodeksu karnego
Art. 231. [Nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza]
1. Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
3. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 działa nieumyślnie i wyrządza istotną szkodę, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
4. Przepisu § 2 nie stosuje się, jeżeli czyn wyczerpuje znamiona czynu zabronionego określonego w art. 228.
Tytułem wyjaśnienia warto wskazać w odniesieniu do ww. przepisów, że:
231 § 1 to pod podstawowa forma tego czynu zabronionego zwierająca opis jego znamion czyli innymi słowy definicję tego przestępstwa. Przestępstwo opisane w tym paragrafie można popełnić tylko umyślnie;
231 § 2 to forma kwalifikowana przestępstwa urzędniczego gdy sprawca działa w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej. Wtedy możliwe jest wymierzenie surowszej kary, nawet do 10 lat pozbawiania wolności;
231 § 3 to forma nieumyślna przestępstwa urzędniczego czynu, której przesłanką dodatkowo jest wyrządzenie istotnej szkody. Forma kwalifikowana przewidziana w tym par. zagrożona jest łagodniejsza karą.
231 § 4 to tzw. klauzula subsydiarności. Polega ona na tym, że formy kwalifikowanej tego czynu zabronionego, opisanej w par. 2 (czyli z zaostrzoną wysokością kary), nie stosuje się w przypadku gdy sprawca wypełnił równocześnie przesłanki karalności (znamiona) czynu opisanego w art. 228 kk (chodzi o przestępstwo łapownictwa – przyjmowania korzyści w związku z pełnioną funkcją). Przyjmuje się wtedy, że kara wynikającą z popełnienia art. 228 kk zawiera sobie już karę możliwą do wymierzenia na podstawie art. 231 § 4.
Czyn zabroniony opisany w art. 231 kk jest ścigany z urzędu. Jego przedawnienie następuje po upływie pięciu lat od jego popełnienia. W przypadku gdy w tym okresie prokuratura wniesie akt oskarżenia, termin przedawnienia zostaje przedłużony o 5 lat.
Cechy przestępstwa z art. 231 k.k. (znamiona czynu zabronionego)
Każde przestępstwo czyli czyn zabroniony ma swoje określone, opisane w ustawie cechy charakterystyczne – czyli znamiona czynu zabronionego. Aby skazać za popełnienie danego przestępstwa należy wykazać, że wszystkie cechy przestępstwa zostały wypełnione a w zebranym w postepowaniu przygotowawczym materiale dowodowym powinny być na to przekonujące dowody.
Takimi znamionami czynu zabronionego opisanego w art. 231 k.k., czyli przestępstwa urzędniczego są:
Naruszenie czy spowodowanie zagrożenia dla interesu publicznego lub prywatnego rozumianego nie tylko jako finansowe interesy organów państwowych, samorządu terytorialnego czy osób prywatnych, ale także prawidłowe funkcjonowanie tych instytucji. Przedmiot ochrony jest zatem określony dość szeroko.
Czyn ten może zostać popełniony wyłącznie przez funkcjonariusza publicznego. To pojęcie jest sprecyzowane w Kodeksie Karnym w art. 115 par 13. Tytułem przykładu, przepis ten wymienia m.in. notariusza, sędziego, komornika czy syndyka, osoby służące w policji czy służbie więziennej oraz pracowników administracji państwowe czy samorządu terytorialnego.
Przestępstwo urzędnicze może być realizowane (tzw. czynność wykonawcza) przez działanie na szkodę interesu publicznego lub prywatnego przez przekroczenie obowiązków lub ich niedopełnienie. Chodzi zatem także o sytuacje gdy urzędnik nie podejmuje określonych działań mimo, że przepisy tego od niego wymagają. Istotną kwestią w przypadku tego typu czynów zabronionych jest zawsze pytanie o źródła praw i obowiązków dla danego funkcjonariusza publicznego. Gdyż to one definiują przestrzeń prawną w jakiej urzędnik powinien się poruszać i one będą punktem wyjścia do analizy czy funkcjonariusz publiczny te prawa i obowiązki naruszył. Należy tu mieć na uwadze, że jako źródła tych praw i obowiązku uwzględniane powinny być nie tylko przepisy ustawowe ale także, wewnętrze regulaminy, indywidualne instrukcje a także określone praktyki i zwyczaje w danej instytucji.
W przypadku art. 231 § 1 k.k. czyn ten może zostać popełniony wyłącznie umyślnie natomiast czyn z art. 231 § 3 k.k. może zostać popełniony wyłącznie w formie nieumyślnej.
Dwa najważniejsze typy przestępstwa urzędniczego
Nie wchodząc w głębsze analizy prawne, warto jednak wiedzieć jakie są podstawowe różnice pomiędzy przestępstwem urzędniczym opisanym w art. 231 § 1 k.k. (forma umyślna), a art. 231 § 3 k.k. (forma nieumyślna). Są to różnice są znaczne i mające swoje odzwierciedlenie w strategii obrońcy na sali sądowej.
Czyn zabroniony opisany w art. 231 par 1 k.k. może zostać popełniony wyłącznie w formie umyślnej. Jest to tzw. przestępstwo formalne. Charakteryzuje się ono następującymi przesłankami:
Wina umyślną sprawcy co oznacza, że świadomie naruszył przepisy i wynikające z nich obowiązki lub mając świadomość tego, że może je złamać godził się na to (tzw. zamiar ewentualny);
Nie jest konieczne wyrządzenie konkretnej szkody ale tylko stworzenie sytuacji gdy istniało prawdopodobieństwo wyrządzenia takiej szkody. Innymi słowy gdy interes publiczny lub prywatny był narażony na niebezpieczeństwo i niebezpieczeństwo wystąpienia tej szkody było bardzo prawdopodobne.
Między naruszeniem obowiązków funkcjonariusza a sytuacją niebezpieczeństwa narażenia interesu publicznego czy prywatnego istnieje adekwatny związek przyczynowy.
Natomiast, czyn określony w art. 231 § 2 to przestępstwo nieumyślne, skutkowe. Charakteryzuje się ono następującymi przesłankami:
Jako, że jest to przestępstwo skutkowe, oznacza to, że musi wystąpić skutek w postaci wyrządzenie istotnej szkody wyrządzonej działaniami funkcjonariusza publicznego;
Przestępstwo może zostać popełnione tylko nieumyślnie zatem, należy wykazać po stronie funkcjonariusza publicznego nienależytą staranność w pełnieniu swoich obowiązków co zwykle będzie się przejawić w naruszeniu określonych przepisów regulujących zakres jego działań.
Pomiędzy wyrządzeniem znacznej szkody a działaniami oskarżonego urzędnika musi zaistnieć relacja tzw. „obiektywnego przypisania skutku”. Oznacza to że pomiędzy działaniem sprawcy a skutkiem nie jest wystarczający „zwykły” związek przyczynowy (o takie powiazania nie jest zwykle trudno) ale należy wykazać związek normatywny (o co już o wiele trudniej). Ten „kwalifikowany” związek przyczynowy (fachowo nazywany obiektywnym przypisaniem skutku) będzie miał miejsce wtedy, gdy skutek który przypisywany jest oskarżonemu o popełnienie tego czynu jest skutkiem normalnym, niezaskakującym i prawdopodobnym w danej sferze życia. Skutek ten musi być adekwatnym i prawdopodobnym następstwem działań jakich w tych okolicznościach mógł się spodziewać standardowy, rzetelny funkcjonariusz publiczny. To odwołanie się do wzorca rzetelnego, przeciętnego urzędnika i do odpowiedzi na pytanie jakich normalnych, przeciętnych skutków w danej sytuacji moglibyśmy oczekiwać ma tutaj kluczowe znaczenie.
Problemy praktyczne z zastosowaniem art. 231 k.k.
Patrząc na te przepisy z punktu widzenia obrońcy w sprawach karnych, broniącego oskarżonych o przestępstwo urzędnicze, warto wskazać na następujące okoliczności, które mają znaczenie ostatecznego wyniku sprawy:
Rozdział pomiędzy odpowiedzialnością karną a dyscyplinarna. Chodzi o to, że nie każde przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków realizuje znamiona przestępstwa urzędniczego z art. 231 k.k.. Chodzi o takie działania, które bądź wywołują określoną szkodę w interesie publicznym czy prywatnym ( art. 231 § 3 k.k.) lub prawdopodobne niebezpieczeństwo naruszenia tych interesów (art. 231 § 1 k.k.). Granica leży w natężeniu karygodności czynu co zwykle zależy od skali i wagi naruszeń.. Te zachowania gdzie stopień karygodności jest mniejszy podlegają sankcji w drodze narzędzi dyscyplinarnych. I warto na to wskazywać w trakcie rozprawy przed sądem.
W praktyce, szczególnie w przypadku nieumyślnej formy przestępstwa urzędniczego – mamy do czynienia ze sprawcą czy też sprawcami wykonującymi swoje obowiązki w rozbudowanych instytucjach. Z rozbudowaną hierarchią i podziałem zadań. Wtedy gdy pojawiają się jakieś „sytuacje krytyczne” (szkody, kradzież etc.) nie jest prostą ustalić kto za co odpowiadał. Rozbudowana ilość rozmaitych regulaminów i instrukcji bynajmniej nie ułatwia sprawy, gdyż praktyka w takich instancjach zwykle znacząco odbiega od teorii ich funkcjonowania.
Te niepisane reguły funkcjonowania odbiegające od regulaminów i instrukcji, to także istotny element, który może służyć obronie podejrzanego o ten czyn. Często bowiem odstępstwa od pisemnych reguł wynikają z oczekiwań przełożonych lub tak dużej presji z ich strony.
Dlaczego warto skorzystać z pomocy adwokata w sprawach dot. przestępstw urzędniczych
Odpowiedz na to pytanie bynajmniej nie sprowadza się do tego, że adwokat lepiej zna przepisy niż jego klient oraz ma doświadczenie w występowaniu przed sądem. To oczywiście prawda, ale ważniejsza jest inna kwestia. Oskarżony ma emocjonalny stosunek do całej sytuacji, która sprawiła, że musi przed sądem bronić swojej niewinności. Co w pełni zrozumiałe. Dla niego to często życiowy wstrząs, załamanie kariery. Zagrożenie dla życia zawodowego i stabilności finansowej rodziny. Często towarzyszy temu silne rozchwianie emocjonalne lub nawet choroby psychiczne jak depresja. Dla adwokata, jakby to nie zabrzmiało, to następna z wielu spraw. To jego codzienna praca. I tu właśnie jest, moim zdaniem, odpowiedź na pytanie dlaczego należy koniecznie skorzystać z pomocy adwokata. Gdyż ma on inną, pozbawioną emocji perspektywę na sprawę. Co ważne, jest to także perspektywa trzeciej osoby. Oskarżony często jest tak zanurzony w realiach funkcjonowania instytucji, w której przez długie lata pełnił swoje obowiązki, że ciężko mu w sposób spokojny, zobiektywizowany spojrzeć realistycznie na to co się tam działo tak aby wyjaśnić osobie trzeciej, nie mającej takiej wiedzy – czyli sądowi – jakie były jego obowiązki, jaka była praktyka, a jaka teoria i jaka była rola oskarżonego. Tym bardziej w sytuacji gdy ma poczucie krzywdy w związku z wysuniętymi oskarżeniami oraz doświadcza zrozumiałego obciążenia emocjonalnego związanego z koniecznością udziału w postepowaniu karnym. Te aspekty psychologiczne są nie mniej ważne od kwestii prawnych i wpływają na końcu na ostateczny rezultat obrony przed sądem.
Paweł Osiński
Adwokat,
prowadzący praktykę w obszarze prawa gospodarczego i karnego-gospodarczego.
Wspólny rynek pracy w ramach Unii Europejskiej oraz fakt, że Polskę i Niemcy łączą niezwykle mocne więzi gospodarcze, sprawia, że nie jest rzadką sytuacja gdy osoba zamieszkała na terenie Polski jest zatrudniona na podstawie umowy o pracę zawartą w Niemczech wg. tamtejszych przepisów. Dotyczy to w szczególności sytuacji osób wysoko wykwalifikowanych (menadżerowie, programiści, specjaliści ds. finansów) wykonujących pracę w trybie zdalnym lub odpowiedzialnych w ramach globalnie działających firm za np. określonych rejon świata, co wymaga dużej mobilności.
Mimo tego, że obydwa systemy prawne mają wiele podobieństw, to w kwestii prawa pracy i zasad, które wpływają na stosunek pracy oraz jego ochronę, funkcjonują na dość odmiennych zasadach.
W każdym razie, celem tego artykułu nie jest przedstawianie wzajemnych różnic w przepisach ale pokazanie od strony praktycznej najistotniejszych kwestii które trzeba wziąć pod uwagę gdy mamy do czynienia z wypowiedzeniem umowy o pracę tj.:
jak wglądają przepisy w Niemczech dot. wypowiedzenia umowy o prace;
jakie konkretne kroki można lub nalezy podjąć w celu obrony swoich praw w sytuacji wypowiedzenia,
jakie roszczenia przysługują pracownikowi oraz
jakie elementy warto wziąć pod uwagę rozważając spór sądowy.
Prawo Pracy w Niemczech – źródła przepisów
W Niemczech regulacje dotyczące stosunku o pracę nie doczekały się kodyfikacji w jednym akcie prawnym (tak jak np. w Polsce). Przepisy te znajdują się w paru aktach prawnych, najważniejsze z nich – z punktu widzenia obrony interesów pracownika w związku z wypowiedzeniem umowy o pracę – będą:
Bürgerliches Gesetzbuch („BGB”) – odpowiednik polskiego Kodeksu Cywilnego. Umowa o pracę jest tam uregulowana w § 611a Arbeitsvertrag;
Kündigungsschutzgesetz– Ustawa o ochronie przez wypowiedzeniem (umowy o pracę);
Betriebsverfassungsgesetz – Ustawa o zasadach funkcjonowania Rad Zakładowych.
Warto jeszcze zwrócić uwagę, że w przypadku gdy umowa podlega tzn. Tarifvertrag ( odpowiednik naszego układu zbiorowego pracy) należy także wziąć pod uwagę regulacje wynikające z treści takiego dokumentu. W Niemczech powszechność umów taryfowych oraz ich znaczenie na rynku pracy jest dużo większe niż w Polsce.
Wypowiedzenie – zwyczajne i nadzwyczajne
Co do zasady przyjmijmy, że w niemieckim prawie pracy mamy do czynienia z dwoma rodzajami wypowiedzenia tj. wypowiedzenie zwyczajne (ordentliche Kündigung) oraz wypowiedzenie nadzwyczajnym (ausserordentliche Kündigung). Ich odpowiednikiem w Polsce są, w pewnym uproszczeniu, odpowiednio: rozwiązanie umowy za wypowiedzeniem i rozwiązanie umowy bez wypowiedzenia.
Wypowiedzenie zwyczajne jest po prostu jednostronnym oświadczeniem woli pracodawcy o zakończeniu stosunku pracy. Nie musi ono być sporządzone w jakiejś określonej formie czy zawierać pewnych stałych, istotnych elementów jak np. pouczenie czy powody wypowiedzenia. W takim przypadku umowa powinna jeszcze obowiązywać przez okres w uzgodniony w samej umowie lub wynikający z przepisów ustaw (np. Kündigungsschutzgesetz) czy umów taryfowych.
Wypowiedzenie nadzwyczajne to oświadczenie mające na celu zakończenie stosunku pracy w wyniku zaistnienia pewnych określonych okoliczności, w trybie natychmiastowym. Zwykle odbywa się zatem bez zachowania terminu wypowiedzenia umowy (dlatego jest to także fristlose Kündigung – wypowiedzenie bez zachowania terminu). Ale może się zdarzyć, że wypowiedzenie będzie nadzwyczajne ale z zachowaniem terminu wypowiedzenia. To jednak rzadkie przypadki.
Nadzwyczajne wypowiedzenie umowy o pracę może nastąpić tylko na podstawie istotnego powodu (tak § 626 Abs.1 BGB) oraz po rozważeniu interesów obydwu stron, gdy stan faktyczny pozwala na przyjęcie, że od strony wypowiadającej nie można oczekiwać, że zaakceptuje dalszą kontynuację stosunku pracy. Pod tą zawiłą dość formułą, kryje się, nazywając rzecz po imieniu, ciężkie naruszenie obowiązków wynikających z umowy. W przypadku wypowiedzenia umowy przez pracodawcę (bo z taką sytuacją będziemy mieć najczęściej do czynienia) zwykle będzie chodzić o następujące sytuacje:
odmowa pracy, długotrwałe spóźnianie się;
utrata kwalifikacji do wykonywania danej pracy (np. utrata prawo jazdy);
kradzież czy zachowanie niezgodne z zasadami współżycia (np. wyzwiska czy obrażanie);
utrata zaufania (np. naruszenie zakazu konkurencji).
W przypadku wypowiedzenia nadzwyczajnego może ono zostać złożone tylko w terminie 2 tygodni od daty, w której pracodawca dowidział się o możliwej przyczynie uzasadniającej złożenie wypowiedzenia w trybie nadzwyczajnym.
Upomnienie (Abmahnung)
Istotną czynnością poprzedzająca wypowiedzenie nadzwyczajne jest upomnienie pracownika dot. dostrzeżonych przez pracodawcę nieprawidłowości w wykonywaniu przez niego obowiązków wynikających ze stosunku pracy. Takie upomnienie jest ostrzeżeniem wzywającym pracownika do właściwego zachowania. Brak takiego upomnienia jest przesłanką do podważenia ważności wypowiedzenia. Jedynie w wyjątkowych tylko sytuacjach, rażącego naruszenia obowiązków przez pracownika, szczególnie w obszarze zaufania czy dobrych obyczajów można wypowiedzieć umowę bez wcześniejszego upomnienia.
Odwołanie do sądu – Kündingngsschutzklage.
W przypadku otrzymania wypowiedzenia umowy o pracę pracownikowi przysługuje w terminie 3 tygodni od daty otrzymania wypowiedzenia, prawo do złożenie do właściwego Sądu Pracy skargi tzw. Kündigungsschutzklage. Oczywiście, skargę składamy wtedy wtedy gdy nie zgadzamy się z wypowiedzeniem lub jego terminem.
Skarga nie wymaga jakiejś specjalnej formy czy treści. Nie ma także przymusu adwokackiego w sprawach z prawa pracy w Niemczech ale, z powodów, o których więcej poniżej, zdecydowanie rekomendujemy skorzystanie z pomocy profesjonalnego adwokata.
Od złożonej skargi należy wnieść opłatę, która zależy od wartości sporu. Wartością sporu w przypadku kwestionowania zwolnienia jest wynagrodzenia pracownika za jeden kwartał (czyli 3 x miesięczne wynagrodzenie brutto).
Istotną okolicznością, ułatwiającą trochę decyzje o złożeniu skargi jest to, że sądach pracy w Niemczech każda strona ponosi własne koszty. Tzn. gdy przegramy nie będziemy musieli zapłacić zasądzonych przez sąd od przegranej strony wynagrodzenia za skorzystanie z reprezentacji przez sądem przez prawnika. Inaczej mówiąc ryzyko finansowe wdania się w spór sądowy (który jak wiadomo zawsze można przegrać) jest mniejsze.
Kiedy warto składać skargę
Zanim podejmiemy jednak decyzję o złożeniu skargi do sądu i zainicjowaniu sporu prawnego, trzeba odpowiedzieć sobie strategiczną kwestię o co i jakim kosztem walczymy. Z mojego doświadczenia warto sobie na spokojnie odpowiedzieć na następujące pytania:
Co kwestionujemy w wypowiedzeniu? Tj. jakiego rodzaju wadę prawną zamierzamy podnieść przed sądem.
Czego oczekujemy od pracodawcy? Np. przywrócenia do pracy, wypłacenia odprawy czy np. zmiany kwalifikacji wypowiedzenia z nadzwyczajnego na zwyczajne (chodzi oczywiście o okres wypowiedzenia).
Jakie będą koszty sądowe oraz wynagrodzenie adwokata w stosunku do tego jaką kwotę możemy uzyskać w przypadku wygranej w sądzie.
Gdy już odpowiedzmy na te pytanie, to będziemy mogli wtedy ustalić jaka jest wartość pieniężna naszego roszczenia ujętego w skardze, jakie są koszty sądowe oraz wynagrodzenie prawnika związane z prowadzeniem sprawy. Dopiero wtedy, na podstawie takiej analizy kosztów i ryzyka przegranej oraz tego co powie nam adwokat specjalizujący się w Prawie Pracy możemy decydować się na walkę sądową.
Odprawa dla pracownika (Abfindung) w związku ze zwolnieniem
Warto poruszyć tutaj kwestie tzw. odprawy dla pracownika, która funkcjonuje w praktyce niemieckiego Prawa Pracy, mimo, że nie jest dość wyraźnie uregulowana przez przepisy. Jest częstą praktyką, że pracodawcy godzą się na wypłatę takiej odprawy aby właśnie zamknąć istniejący spór ze zwolnionym pracownikiem aby uniknąć kosztownego i długotrwałego sporu prawnego. Przyjmuje się, na podstawie praktyki, że odprawa wynosi zwykle pół miesięcznego wynagrodzenia brutto za każdy rok przepracowany u danego pracodawcy. W pewnym zakresie odprawa jest uregulowana w przepisach takich jak Kündigungsschutzgesetz. Może także wynikać z samej umowy o pracę oraz umowy taryfowej.
Dlaczego warto zwrócić się do adwokata
Można oczywiście samemu wnieść taką skargę do sądu i w przypadku niskiej wartości sporu faktycznie takie rozwiązanie będzie chyba jedynym możliwym. Można także skorzystać z bezpłatnie pomocy prawnej lub instytucji zajmujących się wsparciem pracowników.
Jednakże, w przypadku większych kwot warto zdecydowanie skorzystać z pomocy adwokata w Niemczech. Przemawiają za tym następujące argumenty, potwierdzone przez moje doświadczenie w podobnych sprawach:
Mimo, że prawo pracy w Niemczech jest bardzo restrykcyjne i oferuje znaczną ochronę przed nieuzasadnionym zwolnieniem to ocena zasadności wypowiedzenia jest często skomplikowaną sprawa. Szczególnie gdy mówimy o wypowiedzeniu nadzwyczajnym np. na podstawie naruszenia zaufania pracodawcy.
Pracownik często jest poruszony faktem zwolnienia i ma do tego emocjonalny stosunek. Co zrozumiałe. Adwokat, wynajęty specjalista, zaoferuje chłodne spojrzenie na sytuację i realistyczną ocenę możliwości prawnych. Czasem, najlepszą radą jest nie podejmować żadnych działań i nie generować kosztów gdy szanse na pozytywny rezultat przed sądem są niewielkie.
W Niemczech stawki adwokackie reguluje Ustawa o Wynagrodzeniu Adwokatów (Rechstanwaltvergütungsgesetz; RVA) i wieli adwokatów trzyma się tych zasad co powoduje, że mamy czytelność zasad ustalania wynagrodzenia.
Praktyką jest, że takie spory często kończą się na etapie negocjacji. Wtedy udział adwokata, który wiedzą i doświadczeniem może pokierować takie negocjacje we właściwym kierunku, jest kluczowy.
Nasza kancelaria, w ramach zespołu obsługi rynków niemieckojęzycznych German Desk, współpracuje z niemieckimi adwokatami specjalizującymi się w prawie pracy. Dzięki ścisłej współpracy prawników z dwóch stron granicy, jesteśmy w stanie zapewnić profesjonalne wsparcie prawne, transparentne reguły wynagrodzenia oraz sprawny przepływ komunikacji miedzy zaangażowanymi stronami.
Zapraszamy do kontaktu z zespołem German Desk.
Paweł Osiński
Adwokat, specjalizujący się w prawie gospodarczym.
Szef zespołu German Desk obsługującego polskich klientów na rynkach niemieckojęzycznych.
Zestawienie prezentowane poniżej jest stricte subiektywne, wynika częściowo z moich osobistych doświadczeń z obsługą przedsiębiorstwa działających w branży kryptowalut czy produktów cyfrowych takich jako tokeny ale także z ogólnych doświadczeń prawnych obsługi prawnej spółek, z różnych branż, w poniższych krajach oraz z moich osobistych preferencji co do pewnych rozwiązań prawnych.
Na podstawie tych założeń, gdyby ktoś spytał jakie wziąć pod uwagę przesłanki przy wyborze kraju, w którym będzie założony kantor kryptowalut podałbym następujące trzy:
Czy da się w tym kraju otworzyć rachunek bankowy dla kantoru?
Na ile stabilny prawnie jest dany kraj?
Jak wygląda klimat podatkowy?
Te trzy przesłanki, w zasadzie, na koniec dnia sprowadzają się do jednej kwestii tj. na ile stabilnie i w przewidywalny sposób można prowadzić projekt biznesowy zajmujący się wymianą kryptowalut. Kwestia licencji jest drugorzędna i w zasadzie techniczna. Jakąś licencję trzeba posiadać. W zależności od danej jurysdykcji będzie to zezwolenie dla instytucji płatniczej. Zezwolenie kantor wymiany walut czy zezwolenie na działalność bankową. Podstawowe pytanie jest zatem nie, czy posiadać licencję ale w jakim kraju o nią wystąpić i ile ona faktycznie jest warta?
Sytuacja na rynku wygląda w ten sposób, że jest ogromna liczba krajów, także egzotycznych lokalizacji offshore, gdzie można prowadzić taką działalność na podstawie takiej czy innej licencji. Tyle, że w większości przypadków te licencje są niewiele warte ponieważ albo są przyznawane automatycznie albo dany kraj jest na tyle niestabilny politycznie i prawnie, że za rok może się okazać, iż przepisy zostały zmienione i trzeba likwidować lub przenosić interes. Tę „wartość” licencji doskonale widać w kontaktach z bankami czy instancjami płatniczymi, gdyż – co oczywiste – podmiot zajmujący się wymianą walut cyfrowych na waluty FIAT musi mieć konto bankowe. Banki odmawiają współpracy z podmiotami, które zadowolone z siebie przedstawiają im licencję, gdyż wiedzą, że ta licencja niczego nie zapewnia i nic nie gwarantuje.
Ja osobiście, polecam zatem klientom nie spoglądać na low-cost jurisdtiction bo to oznacza ciągłą niepewność oraz prawdopodobną stratę czasu i nerwów (choć czasem – rzadko – są wyjątki kiedy to może mieć sens). Co więcej, namawiam zawsze aby decyzja o wyborze danego kraju była decyzją biznesową a nie tylko decyzja prawną. Tzn. aby w danym kraju znajdowała się nie tylko pusta spółka (bez personelu, biura etc.) z licencją, a faktycznie działała tam w pełni operacyjna spółka, z wystarczają substancją biznesową w postaci biura, personelu, kapitału, a zwłaszcza kadry zarządzającej podejmujące kluczowe decyzje. Wtedy, szanse na zbudowanie sensownych i trwałych relacji z bankami i instytucjami płatniczymi są o niebo większe. Otwieranie rachunków bankowych, załatwianie kwestii z regulatorem czy z organami podatkowymi – wszystko idzie łatwiej. Oczywiście zdaje sobie z kwestii kosztów takiej działalności z pełną „substancją biznesowa”. Ale to moim zdaniem jedyna sensowna droga.
Widać to na przykładzie Szwajcarii – która otwiera zestawienie. Jeszcze parę ładnych lat temu nie było możliwości otworzenia rachunku bankowego dla spółki zajmującej się inwestycjami czy handlem walutami cyfrowymi. Obecnie, to jedna z najlepszych jurysdykcji na świecie do lokowania przedsięwzięć, szczególnie tych innowacyjnych oraz globalnym zasięgu z branży walut cyfrowych czy tokenów inwestycyjnych. Podstawy tego sukcesu są jednak w sumie dość banalne: wieloletnia i zakotwiczona w kulturze, tradycja pragmatycznego i rzeczowego podejścia do problemów prawnych. Szwajcarski organ nadzoru finansowego FINMA prowadzi otwartą, czytelną i partnerską komunikację z inwestorami i podmiotami zainteresowanymi działaniami na tym rynku. Banki wypracowały procedury i zasady współpracy z uczestnikami rynku tak, aby wszystkie strony miały zapewnioną możliwość działania przy wypełnieniu obowiązków wynikających z zasad AML/Compliance.
Takie podejście, ta jakość i komfort współpracy, ma swoją cenę i dlatego wielu inwestorów wybiera mniej kosztowne kraje. Jakakolwiek decyzja niesie ze sobą, oprócz konsekwencji finansowych, określone ryzyka i niedogodności. Wszystko zależy od indywidualnej strategii i zasobności portfela.
Szwajcaria
Jedna z najlepszych jurysdykcji dla branży krypto w Europie, jeśli nie na świecie. Rzeczowe, czytelne i stabilne podejście miejscowego organu nadzoru finansowego (Swiss Financial Market Superiory Authority) dot. nowoczesnych rozwiązań z branży crypto, tokenów inwestycyjnych czy blockchain.
Jako dowód można wskazać fakt, że Szwajcaria oraz USA zdominowały w ostatnich latach rynek krypto oraz ICO/ITO. To w Szwajcarii ulokowany jest projekt waluty cyfrowej Facebooka – Libra (stable coin).
Licencje, wydawane są przez FINMA w zależności od zakresu działalności planowanej przez wnioskodawcę. Sprawdzeniu podlega biznes plan, ogólne bezpieczeństwo projektu, kwestie AML, sprawdzenie wiarygodności udziałowców oraz kadry zarządzającej.
Zaletą Szwajcarii jest wysoka kultura pracy i komunikacji organów administracji oraz doradców. FINMA regularnie publikuje stanowiska i wytyczne na bieżące kwestie i pytania dot. branży krypto. Tak, że wszyscy uczestnicy rynku, inwestorzy, doradcy czy banki wiedzą na jakim gruncie się znajdują i jak powinni się zachować.
Dodatkowym atutem Szwajcarii jest doświadczona i profesjonalna bankowość i sektor usług finansowych, które nie obawiają się współpracy z branża krypto. Jednym z najbardziej polecanych miejsc na założenie spółki z ww. branży jest Kanton Zug, nie tylko ze względu a na relatywnie niskie podatki ale także ze względu na łatwe założenie i obsługę spółek.
Malta
Rząd Malty podjął działania w kierunku zbudowania pozycji Malty jako kraju otwartego na innowacje technologiczne i branżę cyfrową. W tym celu m.in. w lutym 2018 roku na Malcie rozpoczęła działalność Digital Innovation Authority. Celem jest zapewnienie stabilnego i czytelnego środowiska prawnego na Malcie dla przedsiębiorców z obszaru technologii Blockchain, walut cyfrowych, ICO/ITO.
Następnie, pod koniec 2018 roku w życie weszły nowe przepisy regulujące branże krypto i digital oraz między innymi, podmioty planujące działania w obszarze obrotu i wymiany walut cyfrowych (Law on Virtual Financial Assets).
Organem odpowiedzialnym za wydawanie licencji na prowadzenie działalności w zakresie wymiany kryptowalut jak również za nadzór nad rynkiem jest Maltański Nadzór Finansowy (Malta Financial Supervision Authority). Wydawane licencje dzielą się na 4 klasy, w zależności od zakresu, odpowiedzialności oraz wymagań.
Licencja nadawana jest po przejściu procedury weryfikacyjnej. Oprócz takich elementów jak biznes plan, opis działalności, Compliance Policy czy weryfikacji AML udziałowców oraz kadry zarządzającej niezbędne jest także posiadanie faktycznej obecności spółki na Malcie (business substance).
Singapur
Singapur to jedno z najważniejszych centrów usług bankowych i finansowych na świecie. Ten kraj jest szczególnie preferowany w przypadku projektów nakierowanych na rejon Azji. Jednak także dostarcza on wsparcia w zakresie usług bankowych i płatniczych dla wielu projektów dot. walut wirtualnych działających w Europie.
Prowadzenie wymiany kryptowalut online wymaga licencji od lokalnego nadzoru finansowego (Monetary Authority of Singapore) i podlega przepisom Niedawno przyjętych przepisów Payment Services Act (styczeń 2020). Procedura weryfikacyjna dotyczy AML, bezpieczeństwa ogólnego, bezpieczeństwa finansowego oraz wiarygodności udziałowców i kadry zarządzającej.
Na podstawie nowych przepisów (PSA), szeroko konsultowanych z przedstawicielami branży krypto oraz usług płatniczych, przewidziane są trzy rodzaje licencji. Uwzględnione zostatały oraz uregulowane świadczenie „digital payment token services”, które obejmują swoim zakresem także wymianę walut cyfrowych.
Singapur, który już wcześniej oferował usługi płatnicze dla firm działających z rejonu Europy w branży kryptowalut, po przejęciu nowych przepisów, niewątpliwie będzie stanowił konkurencję dla europejskich centrów finansowych takich jak Szwajcaria czy Luxemburg.
Estonia
Estonia parę lat temu postawiła na rozwój nowych technologii (e-państwo, e- rezydencja) oraz zbudowanie reputacji kraju otwartego na najnowsze technologie i stosującego innowacje technologiczne w praktyce.. W efekcie, Estonia wprowadziła przepisy prawne umożliwiające otrzymanie licencji na działalność związaną z walutami cyfrowymi (np. obrót, prowadzenia portfeli, wymiana, arbitraż etc.
Wnioski o uzyskanie licencji składa się do Financial Intelligence Unit (FIU). Powinny zawierać opis planowanych usług, politykę AML oraz informację o udziałowcach spółki. Procedura jest dość prosta i w zasadzie w ciągu 60 dni można otrzymać licencje. Koszty założenia spółki i uzyskania licencji to ok 15 000 EUR.
Problem polega na tym, że banki w Estonii nie są chętne do otwierania rachunków bankowych dla klientów uzyskujących tak „taśmowo” te licencje. Decyzje podejmują na podstawie indywidualnej analizy danego przypadku. W szczególności biorą po uwagę czy kadra zarządzająca jest lokalna czy z zagranicy, kto jest udziałowcem oraz czy spółka posiadająca licencje posiada w Estonii business substance (tj. personel, biuro etc.).
W rezultacie w Estonii można dość szybko otrzymać licencje ale wcale nie gwarantuje to sukcesu w założeniu rachunku bankowego. Dlatego providerzy usług doradczych w Estonii rekomendują złożenie rachunku dla podmiotów posiadających licencję nie w bankach ale w Instytucjach płatniczych przyjaznym branży krypto lub w bankach za granicą.
Luxemburg
Luxemburg jest uznawany za jedną z najlepszych na świecie jurysdykcji dla założenia tam spółki w celu prowadzenia działalności w obszarze walut cyfrowych. Jest to droga i wymagająca jurysdykcja ale w zamian otrzymuje się wysoką jakość usług, czytelne przepisy prawa, stabilny system prawny oraz rzeczowe i pomocne podejście regulatora.
Działalność polegająca na organizacji wymiany kryptowalut online (kantor wymiany online) podlega nadzorowi lokalnej Komisji Nadzoru finansowego (CSSF) i wymaga licencji. Jedyną dostępną licencją jest electronic money payment instytuction licence (odpowiednik w Polsce: licencja dla instytucji płatniczych pieniądza elektronicznego).
W ramach licencji podmiot może nie tylko świadczyć wymianę walut cyfrowych ale także świadczyć usługi płatnicze, udzielać pożyczek, świadczyć usługi dodatkowe związane z emisją i wymianą walut cyfrowych.
Wniosek powinien zawierać m.in. biznes plan, opis usług, które będą świadczone, opis walut cyfrowych będących przedmiotem wymiany, polityka i procedury AML/Compliance, informację o udziałowcach i kadrze zarządzającej.
Filipiny
Filipny przyjęły przepisy regulujące działalność dotyczącą wymiany kryptowalut w 2017 roku i od tego czasu wydały ok 50 licencji. Istnieją dwie możliwości uzyskania licencji:
Przez Bank Centralny Filipin oraz
Przez Specjalną Strefę Ekonomiczną Cagayan (nadzorowana przez państwo).
Licencja wydana przez Bank Centralny umożliwia m.in. działalność na terenie Filipin.
Licencję wydane przez Specjalną Strefę Ekonomiczną Cagayan pozwalają tylko na działalność offshore. W tej strefie rząd buduje Crypto Valley of Asia więc może to sugerować jakieś bardziej długofalowe podejście do kwestii walut cyfrowych.
W ramach postępowania sprawdzającego należy przedstawić informacje o świadczonych usługach, biznes plan, zasady i procedury AML, przejść weryfikację techniczną systemu IT, przejść weryfikację AML udziałowców, kadry zarządzającej spółką wnioskodawcą.
Filipny warte są rozważenia w przypadku działań o zasięgu globalnym lub skoncentrowanych na rynkach azjatyckich. Stabilność polityczna i w efekcie podejście władz do branży kryptowalut jest pewnym znakiem zapytania.
Paweł Osiński
Adwokat. Ekspert z międzynarodowego prawa spółek oraz prawa karnego-gospodarczego i AML/Compliance.
Specjalizuje się także w tamatyce walut cyfrowych i tokenów inwestycyjnych.
W momencie pierwszych informacji w mediach o pojawieniu się nowego rodzaju koronawirusa, chyba niewiele osób zdawało sobie wtedy sprawę, do jakiego stopnia ta cząstka zdolna jest skutecznie zainfekować nie tylko organizm ludzki, ale i światową gospodarkę. Spowolniona została wymiana handlowa, zamarł transport międzynarodowy, przerwano globalne łańcuchy dostaw, wzrosły znacznie koszty transportu surowców, a giełdy światowe wskazują spadki notowań największych indeksów.
Jednak prędzej czy później epidemia koronawirusa przeminie i zacznie się liczenie strat w gospodarce. A także – zastanawianie się, kto za te straty zapłaci.
Kto pokryje straty: realistyczne spojrzenie.
Raczej mało realistycznie jest spodziewać się, że wszystkie czy nawet większość strat zostanie pokryte przez Skarb Państwa czy fundusze pochodzące z Unii Europejskiej. W efekcie, w przeważającej większości przypadków, strony dotknięte tą niespodziewaną pandemią będą musiały same znaleźć rozwiązanie swoich problemów.
W związku z tym, że sytuacja, w obliczu której stanęły strony, jest tak nietypowa i złożona, można się spodziewać, że w wielu przypadkach próby znalezienia takiego optymalnego rozwiązania będą wymagały pomocy eksperta prawnego i często skierowania sprawy do sądu. Warto zatem przyjrzeć się kwestiom prawnym i zadać sobie następujące pytania:
Jak z punktu widzenia prawa należy traktować takie zdarzenie jak pandemia koronawirusa?
Czy takie sytuacje są uregulowane w krajowych przepisach?
Jak przedsiębiorca, który nie jest w stanie wykonać umowy w związku z epidemią, może się obronić?
Co to jest nadzwyczajny charakter zdarzenia, a co to jest siła wyższa? Czy można się na to powołać?
Czy i kiedy należy złożyć wniosek o upadłość przedsiębiorstwa lub upadłość konsumencką?
Przede wszystkim trzeba działać
Pandemia koronawirusa jest sytuacją nadzwyczajną, na którą nikt nie był przygotowany. W reakcjach oraz próbach zaradzenia jej skutkom ekonomicznym widać – co zrozumiałe – dużo niepewności oraz improwizacji. To oznacza, że o krok do przodu będą ci, którzy przejmą inicjatywę w działaniach o ustabilizowanie lub zabezpieczenie swojej sytuacji prawnej. Przed podjęciem jednak takich działań warto zorientować się w instrumentach prawnych, z których warto lub należy skorzystać.
Siła wyższa
Czym właściwie jest siła wyższa? Pojęcie to nie zostało zdefiniowane wprost w polskim prawie, w tym również w Kodeksie cywilnym. W orzecznictwie przyjmuje się, że siłę wyższą stanowi:
zdarzenie pochodzące z zewnątrz,
którego nie można przewidzieć ani też
któremu nie można zapobiec zwykłymi środkami, dostępnymi według aktualnego poziomu wiedzy i techniki.
Istnieje ukształtowana praktyka orzekania przez sądy w sprawach, gdzie takie zdarzenie o charakterze siły wyższej ma wpływ na wykonanie zawartej między stronami umowy. Z tych orzeczeń wynika, że:
zdarzenie jest zewnętrzne wówczas, gdy następuje poza strukturą przedsiębiorstwa;
niemożliwość przewidzenia oznacza, że nie sposób było, stosując aktualną wiedzę oraz racjonalnego działania, przewidzieć , że dane zdarzenie nastąpi,
niemożliwość zapobiegnięcia skutkom zdarzenia jest tłumaczona jako jego przemożność, a więc niezdolność do odparcia nadchodzącego niebezpieczeństwa.
Za przejawy siły wyższej uznaje się katastrofalne zjawiska wywołane działaniem sił natury, np. powodzie, huragany, trzęsienia ziemi, pożary lasów. Jako siłę wyższą traktuje się także akty władzy publicznej oraz zjawiska społeczne lub polityczne o skali katastrofalnej.
W praktyce prawnej, częste jest zamieszczanie w umowach klauzuli siły wyższej. Definiują one takie zdarzenia, które ze względu na swój nadzwyczajny charakter wyłączają odpowiedzialność stron. Jednakże, nawet gdy takich zapisów nie ma, to w krajowych przepisach funkcjonuje parę rozwiązań prawnych opartych na koncepcji „siły wyższej” czy „zdarzeń nadzwyczajnych”, które w efekcie ograniczają lub wyłączają odpowiedzialność dłużnika.
Nadzwyczajna zmiana stosunków
Przykładem takim jest artykuł 3571 k.c., zawierający tzw. klauzulę rebus sic stantibus. Przewiduje ona możliwość zmiany sposobu wykonania łączącej strony umowy, wysokości wynikającego z niej świadczenia, a nawet rozwiązanie umowy, zgodnie z zasadami współżycia społecznego. Kiedy można się na nią powołać?
Jeżeli mamy od czynienia z nadzwyczajną zmianą stosunków, której strony nie przewidywały w chwili zawierania umowy,
jeśli wykażemy, że dalsze trwanie zobowiązania umownego w niezmienionej postaci i wykonywanie obowiązków wynikających z umowy prowadzi do nadmiernego utrudnienia spełnienia świadczenia lub grozi rażącą stratą dla którejkolwiek ze stron, oraz
jeśli istnieje związek przyczynowy pomiędzy wskazanymi przesłankami (czyli że nadzwyczajna zmiana stosunków spowodowała, że dalsze trwanie zobowiązania w przyjętej postaci prowadzi do nadmiernego utrudnienia jego spełnienia lub grozi rażącą stratą).
Nadzwyczajna zmiana stosunków może polegać na odejściu od warunków, które istniały w chwili zawarcia umowy oraz powstaniu nowych okoliczności lub nastąpieniu zmiany okoliczności, których strony nie mogły przewidzieć. Inaczej mówiąc, zmiana stosunków to taki stan rzeczy, który zdarza się bardzo rzadko, jest niecodzienny, niespotykany lub niezwykły. Sąd Najwyższy w swym wyroku z 18 maja 2006 r. (sygn. IV CSK 8/05) stwierdził, że klauzula rebus sic stantibus ma charakter wyjątkowy i wymaga porównania warunków, w jakich zawierano umowę, z warunkami, w jakich przyszło ją wykonywać.
Warto jednak zwrócić uwagę na wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 19 stycznia 2010 r. (sygn. VI ACa 718/09), w którym sąd ten orzekł, że nadzwyczajne zjawiska, np. susza czy powódź, nie stają się siłą wyższą tylko dlatego, że podwyższają koszty wykonania zobowiązania. Aby takie koszty uznać za wynik siły wyższej, a w konsekwencji, by zwalniało to z długu, musiałyby zagrażać firmie, być wręcz dla niej nie do udźwignięcia. Chodzi bowiem o to, żeby zmiana okoliczności spowodowała taki stan, w którym konieczność wykonania zobowiązania w dotychczasowej formie powodowałaby nadmierne utrudnienie spełnienia świadczenia lub stwarzała groźbę rażącej straty dla jednej ze stron.
Myślę, że z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że wpływ koronawirusa będzie w przypadku wielu przedsiębiorstw znaczący. Także, do tego stopnia że zagrażający wykonaniu bieżących zobowiązań i istnieniu samego przedsiębiorstwa.
Niemożliwość świadczenia
Kolejny przepisem mogącym stanowić pewną furtkę dla stron umowy jest art. 475 § 1 k.c., stanowiący o tzw. następczej niemożliwości świadczenia. Zgodnie z tym przepisem, jeżeli świadczenie stało się niemożliwe skutkiem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi, zobowiązanie wygasa. Spełnienie świadczenia musi być jednak obiektywnie niemożliwe, co oznacza, że jest ono niemożliwe do spełnienia dla każdego, a nie tylko konkretnego dłużnika. Niemożliwość świadczenia musi mieć charakter trwały.
Przepis art. 475 § 1 k.c. zwalnia od odpowiedzialności dłużnika jeżeli jest ona skutkiem okoliczności, za które nie ponosi on odpowiedzialności. W takim wypadku zobowiązanie wygasa od chwili wystąpienia braku możliwości spełnienia świadczenia. Gdy wystąpi tylko częściowa niemożliwość spełnienia świadczenia podzielnego, wówczas dłużnik staje się wolny od tej jego części, która stała się niemożliwa, chyba że pozostała część świadczenia nie miałaby dla wierzyciela znaczenia z uwagi na właściwości zobowiązania albo zamierzony cel czynności prawnej.
Zobowiązania z umów wzajemnych
Kodeks cywilny przewiduje także rozwiązanie w przypadku zobowiązań wynikających z umów wzajemnych (czyli tych najczęściej zawieranych). Zgodnie z art. 495 § 1 k.c. jeżeli jedno ze świadczeń wzajemnych stało się niemożliwe wskutek okoliczności, za które żadna ze stron odpowiedzialności nie ponosi, wówczas strona, która miała to świadczenie spełnić, nie może żądać świadczenia wzajemnego.
Podobnie sytuacja wygląda w przypadku, gdy świadczenie jednej ze stron stało się niemożliwe tylko częściowo – wówczas strona ta traci prawo do odpowiedniej części świadczenia wzajemnego (art. 495 § 2 k.c.). Jednak drugiej stronie przysługuje prawo odstąpienia od umowy, jeśli wykonanie częściowe nie miałoby dla niej znaczenia ze względu na właściwości zobowiązania albo ze względu na zamierzony przez tę stronę cel umowy. Odstąpienie na tej podstawie obejmuje całą umowę.
Naprawienie szkody? Nie w przypadku siły wyższej
Co do zasady, dłużnik zobowiązany jest do naprawienia szkody, która wynikła z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania (art. 471 k.c.). Wyjątek stanowi sytuacja, kiedy niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi. Do takich okoliczności należy zaliczyć siłę wyższą jako jeden ze stanów faktycznych, na który może powołać się zobowiązany do naprawienia szkody w celu zwolnienia się od odpowiedzialności. Zgodnie bowiem z wyrokiem Sądu Najwyższego z 11 stycznia 2001 r. (sygn. IV CKN 150/00), siła wyższa wyłącza w zasadzie wszelką odpowiedzialność.
Wniosek o upadłość lub restrukturyzację
Czasem jest jednak tak, że manewry prawne nic już nie pomocą i sytuacja finansowa jest na tyle zła, że nie ma już szans na dalsze funkcjonowanie przedsiębiorstwa. Wtedy, tym bardziej należy działać szybko i zdecydowanie i nie wahać się ze zgłoszeniem wniosku o upadłości czy restrukturyzacją przedsiębiorstwa lub odpowiednio upadłość konsumencką osoby fizycznej.
Czas gra w tym wypadku ogromną rolę. W sytuacji gdy przedsiębiorstwo jest w tak złej kondycji finansowej, że nie jest w stanie na bieżąco regulować swoich należności, złożenie w odpowiednim terminie wniosku o upadłość zabezpiecza osoby zarządzające przed osobistą odpowiedzialnością majątkowa oraz odpowiedzialnością karną.
Nie należy bać się wniosku o upadłość czy restrukturyzację. To wcale nie musi oznaczać rozpoczęcie procedury fizycznej likwidacji przedsiębiorstwa i jego majątku. Prawo upadłościowe i restrukturyzacyjne przewiduje wiele możliwości porozumienia się z wierzycielami w toku postępowania upadłościowego czy restrukturyzacyjnego. Wbrew pozorom, otwarcie takiego postępowania może być całkiem dobrym punktem do dalszych rozmów.
Upadłość konsumencka
Upadłość konsumencka skierowana jest do osób prywatnych, które nie prowadzą działalności gospodarczej, a które stały się niewypłacalne. Aczkolwiek w obecnym stanie prawnym upadłość osoby fizycznej prowadzącej działalność gospodarczą przebiega bardzo podobnie.
Celem upadłości jest zaspokojenie wierzycieli na równi z umorzeniem zobowiązań upadłego. W przypadku upadłości konsumenckiej umorzenie zobowiązań upadłego jest traktowane jednak priorytetowo aby umożliwić mu powrót do normalnego funkcjonowania.
W obecnym stanie prawnym znacznie uproszczona została droga do ogłoszenia upadłości przez sąd, które następować będzie w zasadzie po formalnym sprawdzeniu wniosku oraz ocenie czy wnioskodawca jest niewypłacalny.
Po otwarciu upadłości, sąd przy udziale syndyka dokona sprawdzenia stanu majątku upadłego oraz okoliczności, które doprowadziły go do tego stanu jak również transakcji, których dokonywał na swoim majątku przed datą złożenia wniosku. Na tej podstawie sąd może umorzyć postępowanie bez umorzenia zobowiązań, uzgodnić plan spłaty (nawet do 7 lat) z częściowym lub nawet całkowitym umorzeniem zobowiązań.
Upadłość przedsiębiorstwa
Upadłość przedsiębiorcy ogłaszana jest przez sąd w przypadku stwierdzenia niewypłacalności. Istotne jest uchwycenie przez przedsiębiorcę momentu niewypłacalności. W obecnych przepisach jest on ujęty dość precyzyjnie jako sytuacja gdy:
Dłużnik utracił zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych lub
Opóźnienie dłużnika w wykonaniu zobowiązań pieniężnych przekracza trzy miesiące lub
zobowiązania pieniężne dłużnika przekraczają wartość jego majątku, a stan ten utrzymuje się przez okres przekraczający dwadzieścia cztery miesiące.
W przypadku upadłości przedsiębiorcy należy pamiętać, że z uwagi na przepisy ustawy Prawo upadłościowe, przedsiębiorcy zobowiązani są do złożenia wniosku o upadłość w terminie 30 dni od dnia powstania niewypłacalności. I jest termin, który każdy przedsiębiorca powinien mieć w pamięci.
Postępowanie upadłościowe w przypadku przedsiębiorcy ma na celu zaspokojenie roszczeń wierzycieli w jak najwyższym stopniu, przy jednoczesnym – o ile racjonalne względy na to pozwolą – zachowaniu przedsiębiorstwa.
Z punktu widzenia przedsiębiorcy, który decyduje się na złożenie wniosku o otwarcie upadłości czy restrukturyzacji istotne jest, że uzyskuje on tak potrzeby czas i zabezpieczenie przed działaniami egzekucyjnymi wierzycieli. Natomiast w ramach samego postępowania istnieje wiele możliwości oraz instrumentów prawnych aby porozumieć się z wierzycielami i kontynuować działalność lub w sposób bezpieczny – dla majątku osobistego – i zorganizowany zakończyć byt przedsiębiorstwa.
Podsumowanie
Obecna sytuacja to podróż w nieznane, nie tylko dla przedsiębiorców, ale i dla prawników. To czego można się z dużym prawdopodobieństwem spodziewać, to znaczących strat w gospodarce i zamieszania w przepisach (co już widzimy). To czas niełatwych decyzji przedsiębiorców usiłujących utrzymać się na powierzchni. Warto w tych trudnych okolicznościach pamiętać, że szybkość i inicjatywa w wykorzystaniu dostępnych instrumentów prawnych dla zabezpieczenia przedsiębiorstwa może być kluczowa.
To będzie krótki, ale rzeczowy wpis. Pod rozwagę każdego obywatela wzywanego do udziału w wyborach 10 maja 2020 roku.Treść art. 165 KK zamieszczam w całości, poniżej. Najważniejsze fragmenty podkreślone:
Art. 165. [Sprowadzenie stanów powszechnie niebezpiecznych dla życia lub zdrowia]
1.Kto sprowadza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wielkich rozmiarach:
1) powodując zagrożenie epidemiologiczne lub szerzenie się choroby zakaźnej albo zarazy zwierzęcej lub roślinnej, 2) wyrabiając lub wprowadzając do obrotu szkodliwe dla zdrowia substancje, środki spożywcze lub inne artykuły powszechnego użytku lub też środki farmaceutyczne nie odpowiadające obowiązującym warunkom jakości, 3) powodując uszkodzenie lub unieruchomienie urządzenia użyteczności publicznej, w szczególności urządzenia dostarczającego wodę, światło, ciepło, gaz, energię albo urządzenia zabezpieczającego przed nastąpieniem niebezpieczeństwa powszechnego lub służącego do jego uchylenia, 4) zakłócając, uniemożliwiając lub w inny sposób wpływając na automatyczne przetwarzanie, gromadzenie lub przekazywanie danych informatycznych, 5) działając w inny sposób w okolicznościach szczególnie niebezpiecznych, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
2. Jeżeli sprawca działa nieumyślnie,podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.
4. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 2 jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
Jak interpretować art. 165 KK
Kluczowe pytanie dotyczące tego przepisu Kodeksu Karnego, to czy na jego podstawie można przypisać odpowiedzialność karną osobom, które, działając w ramach swoich konstytucyjnych obowiązków:
dopuszczą do przeprowadzenia wyborów prezydenckich, w sytuacji gdy w kraju jest ogłoszony stan epidemii oraz
mają możliwość (lub nawet obowiązek) zastosowania mechanizmów, które odłożyłyby w czasie te wybory ze względu na stan epidemii.
Odpowiedzi na te pytania, być może, zostaną kiedyś udzielone przez właściwy Sąd lub Trybunał. Moim zdaniem jest sporo argumentów przemawiających jednak za taką odpowiedzialnością w obecnej sytuacji.
Brak tutaj miejsca i casu aby szerzej się o tym rozpisać, natomiast warto aby każdy spoglądający na ten przepis, wziął pod uwagę następujące, przyjęte przez doktrynę i orzecznictwo, zasady interpretacji art. 165 K.K.:
Przestępstwo wynikające z art. 165 K.K. jest przestępstwem powszechnym czyli jego sprawcą może być każda osoba.
Przestępstwo to jest przestępstwem materialnym, co oznacza, że dokonanie tego czynu zabronionego wymaga zaistnienia określonego w przepisie „skutku” czyli realnego niebezpieczeństwa/zagrożęnia o charakterze powszechnym (czyli np. zagrożenie zdrowia/życia wielu osób).
Jest bardzo istotne, że „nie jest tu wymagane, aby niebezpieczeństwo to miało charakter bezpośredni, a więc bliski i wysoce prawdopodobny” (tak Violleta Konarska-Wrzosek w Komentarzu do KK w Systemie Lex Wolters-Kluvers). Zatem nie jest konieczną przesłanką zastosowania tego przepisu, aby mieć do czynienia z nieuchronnym zagrożeniem. Wystarczy, że mamy do czynienia z sytuacją realnego i konkretnego niebezpieczeństwa (zagrożenia) o charakterze powszechnym (tak w wyroku SA w Katowicach z 27.05.2011 r., II AKa 160/11).
Przykład: wywołanie w tłumie popłochu okrzykiem. Samo w sobie jest to sprowadzenie stanu niebezpieczeństwa, nawet jeśli w efekcie nie będzie poszkodowanych. Jeśli zaś ktoś straci życie lub zdrowie to wtedy zapewne byłaby to inna, surowsza kwalifikacja prawna. odnosząc to do omawianej sytuacji nie chodzi o to, że gdy wybory się odbędą to na pewno umrze wiele osób. Nikt tak nie twierdzi i takie ustalenie nie jest wymagane dla zastosowania ww. przepisu. Wystarczy ustalenie, że w związku z zorganizowaniem wyborów zaistnieje powszechne realne zagrożenie.
Wnioski
Nie ulega chyba wątpliwości, widząc co się dzieje, zapoznając się z komunikatami WHO oraz zaleceniami władz państwowych, że mamy do czynienia z realnym, konkretnym, powszechnym oraz bezpośrednim niebezpieczeństwem, dla zdrowia i życia wielu osób.
W sytuacji Stanu Epidemii, gdy wiadomo, że mamy do czynienia z jednostką chorobową, na którą nie ma lekarstwa i która oznacza zagrożenie życia ogromnej ilości osób, osoby odpowiedzialne na podstawie konstytucji i ustaw za bezpieczeństw epidemiologiczne kraju, mogą a nawet powinny wykorzystać prawne mechanizmy (np. stan klęski żywiołowej) i nie dopuścić do odbycia wyborów. Tym bardziej, że te same osoby wprowadziły Stan Epidemii oraz ograniczenia poruszania się obywateli, w celu ochrony życia i zdrowia obywateli przed tym właśnie zagrożeniem. Zatem nie dokonując przełożenia wyborów, czyli wydarzenia w skali ogólnokrajowej wymagajacej bezpośredniego kontaktu, naraziłyby znaczą ilość osób na powszechne zagrożenie epidemiologiczne i utratę życia lub zdrowia.
Na zakończenie zanotujmy w pamięci: uprawnienie do wprowadzenia Stanu Klęski Żywiołowej (i w efekcie przesunięcie terminu wyborów) przysługuje Radzie Ministrów.
Liczną grupą osób dotkniętych przez obecną epidemię koronawirusa to strony umowy o świadczenie prywatnych usług edukacyjnych takich jak: przedszkole, szkoła, studia wyższe czy podyplomowe. W szczególnej i trudnej sytuacji są niewątpliwie rodzice, którzy podpisali długoterminowe umowy o świadczenie na rzecz swoich dzieci usług dot. uczęszczania do przedszkola i szkoły. Na podstawie tych umów zobowiązani do zapłaty czesnego ale przedszkola i szkoły są zamknięte. W rezultacie rodzice muszą łączyć pracę (najczęściej zdalną z domu) z opieką na dziećmi.
W związku z tym pojawiają się z pewnością następujące pytania, dotyczące tego jak wygląda sytuacja stron takiej nie wykonywanej umowy o świadczenia edukacyjne, z punktu widzenia prawa:
czy powinienem płacić czesne za szkołę czy przedszkole gdy usługi nie są świadczone?
czy mogę lub powinienem wypowiedzieć taką umowę?
Oczywistym jest, że dojdzie a przynajmniej powinno dojść do rozmów podmiotów świadczących usługi edukacyjne z zainteresowanymi. Co zresztą jako adwokat zawsze polecam: porozumienie z wielu powodów jest korzystniejsze dla wszystkich stron od zwykle długotrwałego i kosztownego konfliktu. Warto jednak przed takimi rozmowami wiedzieć jak przedstawia się nasza pozycja prawna. Rozmowy są wtedy konkretniejsze i strony szybciej mają szansę dotrzeć do punktu gdzie znajdzie się rozwiązania zadawalające dla wszystkich
Umowa o świadczenie usług edukacyjnych
Wyżej wymienione umowy, których przedmiotem jest świadczenie usług edukacyjnych tj. przyjęcie dziecka do przedszkola szkoły czy przyjęcia na studia wyższe są umowami wzajemnymi.
Definicja umowy wzajemnej jest następująca z godnie z art. 487 Kodeksu Cywilnego: „Umowa jest wzajemna, gdy obie strony zobowiązują się w taki sposób, że świadczenie jednej z nich ma być odpowiednikiem świadczenia drugiej.” W praktyce zdecydowana większość zawieranych przez nas w codziennym życiu jest umowami wzajemnymi gdzie np. w zamian za świadczeni piekarza , obowiązani jesteśmy świadczyć cenę za chleb.
Niemożliwość świadczenia wynikającego z umowy wzajemnej
W przypadku, gdy jak w sytuacji epidemii spowodowanej koronawirusem, jedna ze stron nie ma możliwości świadczyć tego, do czego jest zobowiązana, czyli mówiąc konkretnie przedszkole czy szkoła jest zamknięte, to mamy do czynienia z sytuacją tak zwanej niemożliwości świadczenia. Dla jasności mówimy o niemożliwości świadczenia, za którą nie odpowiada żadna ze stron. W tym konkretnym przypadku tak właśnie jest, gdyż niemożliwość (zamknięcie placówki edukacyjnej) wynika z mocy prawa na podstawie zarządzenia właściwych organów administracyjnych, w związku ze stanem epidemii.
Sytuację taką reguluje Kodeks Cywilny w art. 495 który, stanowi:
„§ 1. Jeżeli jedno ze świadczeń wzajemnych stało się niemożliwe wskutek okoliczności, za które żadna ze stron odpowiedzialności nie ponosi, strona, która miała to świadczenie spełnić, nie może żądać świadczenia wzajemnego, a w wypadku, gdy je już otrzymała, obowiązana jest do zwrotu według przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu.
§ 2. Jeżeli świadczenie jednej ze stron stało się niemożliwe tylko częściowo, strona ta traci prawo do odpowiedniej części świadczenia wzajemnego. Jednakże druga strona może od umowy odstąpić, jeżeli wykonanie częściowe nie miałoby dla niej znaczenia ze względu na właściwości zobowiązania albo ze względu na zamierzony przez tę stronę cel umowy, wiadomy stronie, której świadczenie stało się częściowo niemożliwe.”
Ten dość zrozumiały przepis należy interpretować w ten sposób, w naszym przykładzie, że jeśli przedszkole czy szkoła nie są w stanie spełnić swojego świadczenia, z przyczyn niezależnych od siebie, to nie mogą od rodzica (czyli strony zobowiązanej do zapłaty wynagrodzenia) żądać świadczenia wzajemnego czyli zapłaty wynagrodzenia za niezrealizowane usługi. Dosyć logiczne.
W przypadku niemożliwości częściowej z kolei, strona której świadczenie stało się tylko częściowo niemożliwe jest zwolniona z niego, ale z drugiej strony może żądać tylko odpowiedniej części świadczenia wzajemnego. Ale to tylko pod warunkiem, że wykonanie częściowe świadczenia miałoby dla drugiej strony sens.
Negocjacje mają sens
Tyle, jeśli chodzi o to co wynika z Kodeksu Cywilnego. Należy oczywiście także spojrzeć na zapisy umowy podpisanej z danym pomiotem świadczącym usługi edukacyjne. Ale nie spodziewałbym się, oceniając na podstawie doświadczenia, zapisów w tego typu umowach przewidujących taką nietypową sytuację.
Wniosek zatem jest taki, że w przypadku niemożliwości świadczenia usług edukacyjnych z powodu ograniczeń wynikających ze stanu epidemii, osoby mające być odbiorcami tych usług mogą wstrzymać się, zgodnie z prawem, z zapłatą wynagrodzenia za usług, które nie zostały im dostarczone. Czyli z punktu widzenia przepisów prawa pozycja tych osób jest całkiem dobra aby wstrzymać się z zapłatą wynikającego z umowy czesnego.
Najważniejsze jednak nie jest zapisane w kodeksach. Należy zatem spojrzeć na sytuację szerzej niż tylko na czy i na jakiej podstawię mogę odmówić zapłaty wynagrodzenia za niewykonane usługi. Zagrożenie epidemią kiedyś się skończy (kwestia tygodni lub miesięcy) i wszyscy będziemy chcieli wrócić do normalnych zasad funkcjonowania. Do tego co było „przed”.
Właśnie dlatego warto postawić na rozwiązanie w drodze negocjacji ww. sytuacji z wstrzymanymi usługami edukacyjnymi. A w ramach tych negocjacji proponuję przyjąć następujące założenia, które umożliwia powrót wszystkich do normalnych warunków a zapobiegną skonfliktowaniu:
Mimo, że mamy mocną pozycję prawną proponuję wyjść z założenia, że chcemy się porozumieć a nie narzucić rozwiązanie. W końcu po zakończeniu epidemii chcemy za pewne powrócić do przerwanych usług edukacyjnych w dobrej atmosferze. To powinno być widoczne w sposobie prezentowania argumentów oraz ich uzasadnieniu.
Propozycje kompromisowe: taką będzie np. znaczące obniżenie czesnego tak aby przedsiębiorca miał szansę pokryć podstawowe koszty i utrzymać firmę. W ten sposób koszty tej nadzwyczajnej sytuacji były by rozłożone na obydwie strony.
Negocjując, w duchu porozumienia, ale stanowczo, warto także wskazać, że dla przedsiębiorców przewidziany jest rządowy pakiet wsparcia, rekompensujący właśnie nieuchronną utratę przychodów z tytułu wstrzymania świadczenia usług.
Obecna sytuacja jest niewątpliwie bardzo trudna zarówno da przedsiębiorców oraz zwykłych osób fizycznych. Stawia niezwykłe wyzwania przed podmiotami świadczącymi usług edukacyjne oraz odbiorcami tych usług. Negocjując zatem, nie tracąc z pola widzenia swoich argumentów prawnych i interesów ekonomicznych, warto pomyśleć o rozwiązaniu, które będzie zadawalające dla obydwu stron i zarazem dobrym punktem wyjścia do wznowienia współpracy po zakończeniu tego trudnego okresu.
Parę miesięcy temu, informacje o upadłości Zakładów Mięsnych Kania, poszkodowanych wierzycielach oraz dość nietypowych działaniach prawnych wokół tego przedsiębiorstwa rozgrzewały pierwsze strony gazet do czerwoności. Według medialnych doniesień, zobowiązania zakładu wynoszą prawie 900 milionów złotych z czego na poszkodowanych obligatariuszy przypada ok 150 milionów złotych.
Co istotne w tej historii, sam Henryk Kania także uważa się za poszkodowanego. Ale jak widać jest człowiekiem przezornym, gdyż znowu według medialnych informacji, spora część majątku, który znajdował się w jego własności, znajduje się obecnie we władaniu zagranicznych podmiotów: spółek z siedzibą na Cyprze, na Malcie oraz fundacji prywatnej (rodzinnej) z siedzibą na Malcie.
Zatem, można założyć, że wielu wierzycieli osobistych Henryka Kani (udzielał on poręczeń osobistych przy emisji obligacji) zadaje sobie właśnie następujące pytania:
czy ma sens pozywać fundację prywatną za granicą?
jak to zrobić i ile mnie to będzie kosztować?
Nie wchodząc w prawne szczegóły, gdyż to nie miejsce na to, odpowiem tak: to może mieć sens i jest wykonalne. W szczególności gdy wiemy, że te podmioty są we władaniu istotnych aktywów w Polsce (to ma istotne znaczenie). Tak, to będzie kosztować, to będzie trwało i nie ma gwarancji sukcesu ale nie ma innej drogi aby mieć szansę na przynajmniej częściowe odzyskanie zainwestowanych pieniędzy.
Oczywiście, ostateczna decyzja powinna zapaść po wstępnej analizie dokumentów konkretnej sprawy. Jednakże, moje doświadczenie z obsługi takich spółek z siedzibą m.in. na Cyprze czy na Malcie oraz fundacji prywatnych (rodzinnych) z siedzibą w Lichtensteinie oraz na Malcie mówi mi, że te wehikuły prawne mają swoje słabe strony – jak każda rzecz na tym świecie – a tą słabą stroną jest człowiek, który za każdym takim podmiotem się kryje. Podjęcie działań prawnych przeciwko tym zagranicznym podmiotom i ich aktywom będzie powiedzeniem sprawdzam czy procedura ich założenia i wniesienia do nich majątku nie ma jakichś wad prawnych. A jeśli takie są, to wtedy pojawi się szansa na odzyskanie majątku.
Fundacja prywatna (rodzinna)
Dla jasności przekazu, ujmę w punktach te cechy fundacji, które moim zdaniem mogą w danej sytuacji być argumentem za tym aby zainicjować działania prawne a przynajmniej, aby dokonać sprawdzenia dokumentów i stanu prawnego aktywów wniesionych do fundacji z punktu widzenia możliwości podjęcia działań prawnych.
Koszty utrzymania fundacji
Przede wszystkim, koszty utrzymania spółki czy fundacji za granicą. Utrzymanie spółki na Cyprze/na Malcie to ok 5000 EUR netto rocznie, minimum. Utrzymanie fundacji prywatnej to ok 10 000 EUR netto rocznie, minimum! Każda dodatkowa czynność prawna w takim podmiocie oznacza dodatkowy koszt dla osoby która powołała ją do życia wg. stawki godzinowej 200-300 EUR netto/godzina. Ten czynnik będzie miał niebagatelne znaczenie dla wszystkich aspektów założenia i funkcjonowania fundacji. W pierwszej kolejności, zobaczymy to zaraz poniżej przy rozważaniu kwestii odpowiedzialności zarządzających fundacją.
Odpowiedzialność administratora fundacji
Uwaga wstępna: w każdej znanej mi jurysdykcji osobami zarządzającymi mogą być tylko rezydencji danego kraju posiadający odpowiednie zezwolenie. Zwykle są to zawodowo administratorzy fundacji/trustów.
W przypadku skierowania pozwu przeciwko fundacji jej administrator – a to on ponosi odpowiedzialność w świetle lokalnych przepisów za to co dzieje się w fundacji – bez wątpienia zainicjuje wszelkie możliwe obronne działania prawne, obciążając nimi swojego klienta… Proszę mi uwierzyć, że wysokość faktur, która za takie działania prawne zostaną przesłane do dłużnika, który kryje się za danym podmiotem, może być naprawdę mrożąca krew w żyłach. W efekcie, może on dojść do wniosku, że może jednak lepiej będzie dojść do porozumienia z tymi, którzy pukają do jego prawnej cytadeli, gdyż w innym wypadku wynagrodzenia prawników skonsumują lub radykalnie zmniejszą zgromadzony tam majątek.
Z tego powodu warto rozpocząć działania prawne aby dłużnik zaczął, mówiąc w przenośni, „krwawić”. Z mojego doświadczenia wynika, że mało który, nawet bardzo zamożny klient nie zastanowi się po tym, gdy otrzyma kolejną fakturę na parędziesiąt tysięcy EURO za „legal services”, czy może jednak nie warto porozmawiać o ugodzie ze swoimi dłużnikami…
Grzech pierworodny przy zakładaniu fundacji
Wysokie koszty założenia i utrzymania fundacji powodują jeszcze jedną rzecz. Mianowicie, że zwykle, gdy klienci się na decydują za założenie takiego podmiotu to już jest trochę za późno. Chodzi o to, że właściwym momentem jest ten, gdy na horyzoncie nie ma jeszcze żadnych zagrożeń prawnych: długów, roszczeń, sporów sądowych etc. Tylko, że wtedy mało kto myśli o bezpieczeństwie prawnym i o założeniu drogiego i kosztownego utrzymaniu wehikułu prawnego. Wraca się zwykle do tego pomysłu gdy już ziemia zaczyna palić się pod nogami… Tylko, że wtedy z powodów różnych prawnych rozwiązań (krajowych i zagranicznych) dotyczących ochrony wierzycieli może być już za późno.
Czuły punkt każdej spółki/fundacji: jej dyrektor.
Powtórzyć trzeba, że za wszelkie zobowiązania takiego podmiotu odpowiedzialność ponosi osoba nim zarządzająca. Jest to zwykle podobna odpowiedzialność jak członka zarządu w spółce z o.o. z pewnymi odmiennościami prawnymi w zależności od kraju.
Zwykle, świadczenie usług zarządzania takimi osobami prawnymi na zlecenie klientów jest regulowane odrębnymi przepisami i obwarowane licencją/zezwoleniem (tak jak właśnie na Cyprze, na Malcie i w Lichtensteinie) z czym wiąże się także szereg obowiązków regulowanych specjalnymi przepisami. To na zarządzających spoczywa odpowiedzialność za wypełnianie przepisów AML tj. dotyczących zwalczania prania brudnych pieniędzy co w ww. krajach jest przestrzegane bardzo surowo gdyż znajdują się pod presją innych krajów oraz walczą z reputacją „cichych przystani dla brudnych pieniędzy”. Wreszcie, trzeba mieć na uwadze, że jest to zawsze renomowany, dobrze płatny zawód gdzie reputacja jest niezwykle ważna.
All in all, sytuacja, gdy spółka zostaje pozwana w procesie cywilnym jest dla zarządcy niewątpliwie bardzo niekomfortowa. Natomiast sytuacja, gdy spółka staje się przedmiotem zainteresowania organów prowadzących postępowanie karne, a już w szczególności, przedmiotem zainteresowania organów zajmujących się przestępczością finansową i naruszenia przepisów o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy, jest żywotnym zagrożeniem dla funkcjonowania administratora w obiegu zawodowym.
W rezultacie, jego lojalność wobec klienta, będzie znacząco osłabiona lub zniknie zupełnie jeśli tylko dojdzie do wniosku, że sprawa może zagrozić jego licencji, reputacji i w efekcie możliwości dalszego prowadzenia działalności zawodowej jaki administrator fundacji rodzinnych. Dlatego warto rozważyć, czy oprócz wystąpienia z pozwem na drodze cywilnej, dany stan prawny nie spełnia przesłanek naruszenia przepisów karnych dot. obrotu gospodarczego (np. przestępstwa na szkodę wierzycieli uregulowane w Kodeksie Karnym w art. 300 – 302). Takie działania bez wątpienia wprowadzą znaczną nerwowość w relacji pomiędzy dłużnikiem a spółką.
Ograniczenia prawne
W skrócie, założenie fundacji prywatnych polega na tym, że założyciel wyzbywa się majątku na jej rzecz, nie dostając jakiegoś ekwiwalentu (np. udziałów jak w przypadku założenia spółki z o.o.). Działa to podobnie jak z krajową fundacją działającą na zasadzie ustawy o fundacjach.
W standardowej sytuacji, kluczowe funkcje w fundacji zachowuje dla siebie fundator, ale nie jest to regułą. W efekcie, mimo, że majątek znajduje się już we władaniu fundacji – odrębnej osoby prawnej – to w związku z tym, że fundator pełni tam najważniejsze funkcje, to fe facto, pośrednio w dalszym ciągu – z pewnymi ograniczeniami ale jednak, kontroluje ten majątek.
Oczywiście, legislatorzy w krajach gdzie jest możliwe zakładanie fundacji prywatnych/rodzinnych zdają sobie sprawę, że taki wehikuł prawny może często być wykorzystywany przez osoby, które w związku z nielegalną działalnością będą szukać ochrony zgromadzonego w sposób sprzeczny z prawem majątku. Dlatego, zawsze w lokalnych przepisach dot. fundacji, przewidziane są pewne reguły kolizyjne, które przewidują ograniczenie ochronnej roli fundacji w sytuacji, gdy fundator powołał ją do życia z niezgodnymi z prawem intencjami. Nie ma tutaj miejsca na analizowanie poszczególnych przepisów warto jednak mieć to na uwadze, rozważając kwestie podjęcia działań prawnych przeciwko fundacji.
Jako przykład ułatwiające zrozumienia jak to działa, można podać, przepisy regulujące Cypryjski Trust. Jest tam wprost przewidziane, że aktywa zgromadzone w Truscie nie mogą być przedmiotem roszczeń osobistych wierzycieli założyciela, chyba, że zostanie udowodnione, że Trust został założony z zamiarem oszukania wierzycieli (to defraud creditors), przy czym takie roszczenie może zostać zgłoszone w cypryjskich sądach jedynie w okresie 2 lat od daty transferu aktywów do Trustu.
Podsumowanie
Carl von Clausewitz mawiał, że wojna to przedłużenie dyplomacji. Przekładając to na język walki sądowej: jeśli wierzyciel chce zobaczyć dłużnika przy stole negocjacyjnym to czasem nie ma innej drogi jak skłonić go do tego zdecydowanymi działaniami prawnymi, które spowoduję znaczne koszty (straty) po stronie dłużnika. Być może to jest jedyna droga, która pozostaje obligatariuszom Zakładów Mięsnych Kania.
Paweł Osiński
Adwokat
Ekspert z zakresu międzynarodowego prawa spółek
Henryk Kania versus wierzyciele czyli: czy i jak pozwać fundację prywatną za granicą?
Upadek Zakładów Mięsnych Kania
Parę miesięcy temu informację o upadłości Zakładów Mięsnych Kania, poszkodowanych wierzycielach oraz dość nietypowych działaniach prawnych wokół tego przedsiębiorstwa rozgrzewały pierwsze strony gazet do czerwoności. Według medialnych doniesień, zobowiązania zakładu wynoszą prawie 900 milionów złotych z czego na poszkodowanych obligatariuszy przypada ok 150 milionów złotych.
Co istotne w tej historii, sam Henryk Kania także uważa się za poszkodowanego. Ale jak widać jest człowiekiem przezornym, gdyż znowu według medialnych informacji, spora część majątku, który znajdował się w jego własności, znajduje się obecnie we władaniu zagranicznych podmiotów: spółek z siedzibą na Cyprze, na Malcie oraz fundacji prywatnej (rodzinnej) z siedzibą na Malcie.
Zatem, można założyć, że wielu wierzycieli osobistych Henryka Kani (udzielał on poręczeń osobistych przy emisji obligacji) zadaje sobie właśnie następujące pytania:
czy ma sens pozywać fundację prywatną za granicą?
jak to zrobić i ile mnie to będzie kosztować?
Nie wchodząc w prawne szczegóły, gdyż to nie miejsce na to, odpowiem tak: to może mieć sens i jest wykonalne. W szczególności gdy wiemy, że te podmioty są we władaniu istotnych aktywów w Polsce (to ma istotne znaczenie). Tak, to będzie kosztować, to będzie trwało i nie ma gwarancji sukcesu ale nie ma innej drogi aby mieć szansę na przynajmniej częściowe odzyskanie zainwestowanych pieniędzy.
Oczywiście, ostateczna decyzja powinna zapaść po wstępnej analizie dokumentów konkretnej sprawy. Jednakże, moje doświadczenie z obsługi takich spółek z siedzibą m.in. na Cyprze czy na Malcie oraz fundacji prywatnych (rodzinnych) z siedzibą w Lichtensteinie oraz na Malcie mówi mi, że te wehikuły prawne mają swoje słabe strony – jak każda rzecz na tym świecie – a tą słabą stroną jest człowiek, który za każdym takim podmiotem się kryje. Podjęcie działań prawnych przeciwko tym zagranicznym podmiotom i ich aktywom będzie powiedzeniem sprawdzam czy procedura ich założenia i wniesienia do nich majątku nie ma jakichś wad prawnych. A jeśli takie są, to wtedy pojawi się szansa na odzyskanie majątku.
Fundacja prywatna (rodzinna)
Dla jasności przekazu, ujmę w punktach te cechy fundacji, które moim zdaniem mogą w danej sytuacji być argumentem za tym aby zainicjować działania prawne a przynajmniej, aby dokonać sprawdzenia dokumentów i stanu prawnego aktywów wniesionych do fundacji z punktu widzenia możliwości podjęcia działań prawnych.
Koszty utrzymania fundacji
Przede wszystkim, koszty utrzymania spółki czy fundacji za granicą. Utrzymanie spółki na Cyprze/na Malcie to ok 5000 EUR netto rocznie, minimum. Utrzymanie fundacji prywatnej to ok 10 000 EUR netto rocznie, minimum! Każda dodatkowa czynność prawna w takim podmiocie oznacza dodatkowy koszt dla osoby która powołała ją do życia wg. stawki godzinowej 200-300 EUR netto/godzina. Ten czynnik będzie miał niebagatelne znaczenie dla wszystkich aspektów założenia i funkcjonowania fundacji. W pierwszej kolejności, zobaczymy to zaraz poniżej przy rozważaniu kwestii odpowiedzialności zarządzających fundacją.
Odpowiedzialność administratora fundacji
Uwaga wstępna: w każdej znanej mi jurysdykcji osobami zarządzającymi mogą być tylko rezydencji danego kraju posiadający odpowiednie zezwolenie. Zwykle są to zawodowo administratorzy fundacji/trustów.
W przypadku skierowania pozwu przeciwko fundacji jej administrator – a to on ponosi odpowiedzialność w świetle lokalnych przepisów za to co dzieje się w fundacji – bez wątpienia zainicjuje wszelkie możliwe obronne działania prawne, obciążając nimi swojego klienta… Proszę mi uwierzyć, że wysokość faktur, która za takie działania prawne zostaną przesłane do dłużnika, który kryje się za danym podmiotem, może być naprawdę mrożąca krew w żyłach. W efekcie, może on dojść do wniosku, że może jednak lepiej będzie dojść do porozumienia z tymi, którzy pukają do jego prawnej cytadeli, gdyż w innym wypadku wynagrodzenia prawników skonsumują lub radykalnie zmniejszą zgromadzony tam majątek.
Z tego powodu warto rozpocząć działania prawne aby dłużnik zaczął, mówiąc w przenośni, „krwawić”. Z mojego doświadczenia wynika, że mało który, nawet bardzo zamożny klient nie zastanowi się po tym, gdy otrzyma kolejną fakturę na parędziesiąt tysięcy EURO za „legal services”, czy może jednak nie warto porozmawiać o ugodzie ze swoimi dłużnikami…
Grzech pierworodny przy zakładaniu fundacji
Wysokie koszty założenia i utrzymania fundacji powodują jeszcze jedną rzecz. Mianowicie, że zwykle, gdy klienci się na decydują za założenie takiego podmiotu to już jest trochę za późno. Chodzi o to, że właściwym momentem jest ten, gdy na horyzoncie nie ma jeszcze żadnych zagrożeń prawnych: długów, roszczeń, sporów sądowych etc. Tylko, że wtedy mało kto myśli o bezpieczeństwie prawnym i o założeniu drogiego i kosztownego utrzymaniu wehikułu prawnego. Wraca się zwykle do tego pomysłu gdy już ziemia zaczyna palić się pod nogami… Tylko, że wtedy z powodów różnych prawnych rozwiązań (krajowych i zagranicznych) dotyczących ochrony wierzycieli może być już za późno.
Czuły punkt każdej spółki/fundacji: jej dyrektor.
Powtórzyć trzeba, że za wszelkie zobowiązania takiego podmiotu odpowiedzialność ponosi osoba nim zarządzająca. Jest to zwykle podobna odpowiedzialność jak członka zarządu w spółce z o.o. z pewnymi odmiennościami prawnymi w zależności od kraju.
Zwykle, świadczenie usług zarządzania takimi osobami prawnymi na zlecenie klientów jest regulowane odrębnymi przepisami i obwarowane licencją/zezwoleniem (tak jak właśnie na Cyprze, na Malcie i w Lichtensteinie) z czym wiąże się także szereg obowiązków regulowanych specjalnymi przepisami. To na zarządzających spoczywa odpowiedzialność za wypełnianie przepisów AML tj. dotyczących zwalczania prania brudnych pieniędzy co w ww. krajach jest przestrzegane bardzo surowo gdyż znajdują się pod presją innych krajów oraz walczą z reputacją „cichych przystani dla brudnych pieniędzy”. Wreszcie, trzeba mieć na uwadze, że jest to zawsze renomowany, dobrze płatny zawód gdzie reputacja jest niezwykle ważna.
All in all, sytuacja, gdy spółka zostaje pozwana w procesie cywilnym jest dla zarządcy niewątpliwie bardzo niekomfortowa. Natomiast sytuacja, gdy spółka staje się przedmiotem zainteresowania organów prowadzących postępowanie karne, a już w szczególności, przedmiotem zainteresowania organów zajmujących się przestępczością finansową i naruszenia przepisów o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy, jest żywotnym zagrożeniem dla funkcjonowania administratora w obiegu zawodowym.
W rezultacie, jego lojalność wobec klienta, będzie znacząco osłabiona lub zniknie zupełnie jeśli tylko dojdzie do wniosku, że sprawa może zagrozić jego licencji, reputacji i w efekcie możliwości dalszego prowadzenia działalności zawodowej jaki administrator fundacji rodzinnych. Dlatego warto rozważyć, czy oprócz wystąpienia z pozwem na drodze cywilnej, dany stan prawny nie spełnia przesłanek naruszenia przepisów karnych dot. obrotu gospodarczego (np. przestępstwa na szkodę wierzycieli uregulowane w Kodeksie Karnym w art. 300 – 302). Takie działania bez wątpienia wprowadzą znaczną nerwowość w relacji pomiędzy dłużnikiem a spółką.
Ograniczenia prawne
W skrócie, założenie fundacji prywatnych polega na tym, że założyciel wyzbywa się majątku na jej rzecz, nie dostając jakiegoś ekwiwalentu (np. udziałów jak w przypadku założenia spółki z o.o.). Działa to podobnie jak z krajową fundacją działającą na zasadzie ustawy o fundacjach.
W standardowej sytuacji, kluczowe funkcje w fundacji zachowuje dla siebie fundator, ale nie jest to regułą. W efekcie, mimo, że majątek znajduje się już we władaniu fundacji – odrębnej osoby prawnej – to w związku z tym, że fundator pełni tam najważniejsze funkcje, to fe facto, pośrednio w dalszym ciągu – z pewnymi ograniczeniami ale jednak, kontroluje ten majątek.
Oczywiście, legislatorzy w krajach gdzie jest możliwe zakładanie fundacji prywatnych/rodzinnych zdają sobie sprawę, że taki wehikuł prawny może często być wykorzystywany przez osoby, które w związku z nielegalną działalnością będą szukać ochrony zgromadzonego w sposób sprzeczny z prawem majątku. Dlatego, zawsze w lokalnych przepisach dot. fundacji, przewidziane są pewne reguły kolizyjne, które przewidują ograniczenie ochronnej roli fundacji w sytuacji, gdy fundator powołał ją do życia z niezgodnymi z prawem intencjami. Nie ma tutaj miejsca na analizowanie poszczególnych przepisów warto jednak mieć to na uwadze, rozważając kwestie podjęcia działań prawnych przeciwko fundacji.
Jako przykład ułatwiające zrozumienia jak to działa, można podać, przepisy regulujące Cypryjski Trust. Jest tam wprost przewidziane, że aktywa zgromadzone w Truscie nie mogą być przedmiotem roszczeń osobistych wierzycieli założyciela, chyba, że zostanie udowodnione, że Trust został założony z zamiarem oszukania wierzycieli (to defraud creditors), przy czym takie roszczenie może zostać zgłoszone w cypryjskich sądach jedynie w okresie 2 lat od daty transferu aktywów do Trustu.
Podsumowanie
Carl von Clausewitz mawiał, że wojna to przedłużenie dyplomacji. Przekładając to na język walki sądowej: jeśli wierzyciel chce zobaczyć dłużnika przy stole negocjacyjnym to czasem nie ma innej drogi jak skłonić go do tego zdecydowanymi działaniami prawnymi, które spowoduję znaczne koszty (straty) po stronie dłużnika. Być może to jest jedyna droga, która pozostaje obligatariuszom Zakładów Mięsnych Kania.
Zmiany w Ordynacji Podatkowej wprowadzające obowiązek raportowania schematów podatkowych weszły w życie już od początku 2019 roku, ale chyba jeszcze nie utrwaliły się w świadomości przedsiębiorców czy doradców. A powinny.
Raportowanie schematów podatkowych w 5 zdaniach
Celem przepisów jest walka ze zjawiskiem agresywnej optymalizacji podatkowej.
Implementacja przepisów jest efektem przyjęcia w maju 2018 roku Dyrektywy Rady UE. Polska jako pierwszy kraj UE dokonał implementacji i zrobił to w bardzo rygorystyczny sposób.
Sankcje do 21 000 000 PLN za naruszenie obowiązków raportowych wynikających z ustawy.
Schematem podatkowym są czynności/uzgodnienia/przygotowania nakierowane na określone korzyści podatkowe. Podstawowy podział schematów to: transgraniczne i inne niż transgraniczne.
Zaraportowanie schematu podatkowego nie oznacza, że mamy do czynienia z działaniami niezgodnymi z prawem podatkowym.
Geneza przepisów
Geneza tych przepisów ma swoje miejsce w zaleceniach OECD zmierzających do walki ze zjawiskiem agresywnej optymalizacji podatkowej. Na poziomie europejskim implementacją tych zaleceń była Dyrektywa Rady (EU) 2018/822 25 maja 2018 roku. Dyrektywa ta weszła w życie 25 czerwca 2018 i przewiduje obowiązek jej implementacji przez państwa członkowskie UE w terminie do 31 grudnia 2019.
Implementacja w Polsce
Polska jako pierwszy kraj UE implementował postanowienia Dyrektywy do swojego porządku prawnego i to od razu w wyrazistym stylu. Krajowe przepisy wprowadzające obowiązek raportowania schematów podatkowych (nowo dodany w Ordynacji Podatkowej Rozdział 11a – „Informacje o schematach podatkowych”) są jednymi z najbardziej restrykcyjnych w Unii Europejskiej i przewidują np.
obowiązek raportowania uzgodnień zarówno krajowych jak i transgranicznych (w Dyrektywie: tylko schematy transgraniczne),
dotyczą wszystkich rodzajów podatków (w Dyrektywie: raportowanie nie dotyczy podatków pośrednich),
sankcje do 21 000 000 PLN za naruszenie obowiązków raportowych (w innych krajach UE: do 800 000 EUR).
Treść przepisów stanowiących Implementację tych przepisów budziła tyle wątpliwości, że Ministerstwo Finansów wydało 31 stycznia 2019 oficjalne objaśnienia podatkowe do nich, mające moc ochronną podobną do interpretacji podatkowych. Ponadto, wprowadzono częściową „abolicję” dot. ew. błędów i opóźnień w stosowaniu nowych przepisów obejmującą okres do 30 kwietnia 2019 roku.
Kogo obowiązuje obowiązek raportowania
Aby odpowiedzieć na pytanie kogo obowiązuje raportowanie schematów podatkowych najpierw trzeba poznać podstawowe definicje podmiotów – adresatów tych przepisów, zastosowane w Ordynacji Podatkowej. I tak są to:
Promotor osoba fizyczna lub prawna, która opracowuje, udostępnia, wdraża lub zarządza wdrażaniem uzgodnienia (np. doradca podatkowy czy adwokat ale również spółka usługowa w grupie kapitałowej czy dyrektor finansowy)
Korzystający os. fizyczna/prawna, której udostępniane jest lub, u której wdrażane jest uzgodnienie
Wspomagający os. fizyczna/prawna, która podjęła się udzielać pomocy/wsparcia lub porad dot. opracowania, wprowadzana do obrotu lub organizowania , udostępniania do wdrożenia lub nadzorowania uzgodnienia (np. biegły rewident, notariusz, księgowy, bank)
Uczestnik podmiot biorący udział w uzgodnieniu. Ustawa używa czasem tego terminu w szerokim znaczeniu dla opisania wszystkich lub wybranych podmiotów biorących w uzgodnieniu. Jako taki nie ma obowiązków raportowych chyba że jest jednym z ww. trzech podmiotów np. promotorem.
Co do zasady obowiązkowi raportowania podlegają Promotor, Korzystający oraz Wspomagający. Nie sposób tutaj szerzej rozwinąć zagadnienia kto, w jakiej konkretnej sytuacji będzie pełnił jaką rolę. To zawsze powinno być oceniane indywidualnie. Warto jednak zapoznać się z paroma istotnymi wskazówkami w tym względzie, które pozwolą na poruszanie się wśród tych definicji:
Status podmiotowy jest bez znaczenia dla kwalifikacji jako promotor np. posiadanie uprawnienia do zawodu czy tytuł adwokata. Ważny jest opis przedmiotowy czynności czyli „opracowywanie, oferowanie, wdrażanie uzgodnienia ” etc.
Definicję promotora może spełniać zarówno spółka usługowa jak i osoba fizyczna odpowiedzialna za dany projekt/usługę będącą uzgodnieniem (wspólnik, dyrektor finansowy etc.).
Promotor nie jest osobą jedynie odpowiedzialną za wycinek czy fragment prac (oczywiście należy rozsądnie oceniać co jest takim fragmentem).
Nie jest promotorem doradca podatkowy/adwokat reprezentujący klienta w postępowaniu podatkowym czy sądowym w odniesieniu do zastanej sytuacji.
Prawnik czy doradca podatkowy lub dyrektor finansowy In-house nie będzie traktowany jako promotor.
Aby być korzystającym nie trzeba wcale faktycznie osiągnąć korzyści podatkowej w związku z realizacją uzgodnienia.
W przypadku transparentnych podatkowo podmiotów, korzystającymi mogą być również wspólnicy jeśli uzgodnienie wpływa na ich sytuację podatkową.
Od wspomagającego wymaga się należytej staranności w kwestii oceny czy uzgodnienie przy którym pracuje/pomaga jest raportowanym schematem. Nie wymaga się natomiast aktywnego zbierania informacji w tym zakresie.
Co to jest schemat podatkowy
Po ustaleniu kto jest adresatem ustawy należy zając się teraz próbą wyjaśnienia co jest sednem tych przepisów czyli jaka jest definicja schematu podatkowego podlegającego obowiązkowi raportowania. Aby zrozumieć czym jest schemat podatkowy musimy zacząć od innego kluczowego pojęcia mianowicie uzgodnienia.
Uzgodnienie to czynność lub zespół powiązanych czynności, w tym czynność planowania lub czynności planowanych w których co najmniej jedna strona jest podatnikiem lub które mają lub mogą mieść wpływ na powstanie lub niepowstanie obowiązku podatkowego.
Warto pamiętać interpretując pojęcie uzgodnienia, że może nim być zarówno czynność prawna jak i czynność faktyczna (np. decyzja co do wyboru formy opodatkowania). Co więcej, uzgodnieniem mającym wpływ na powstanie lub niepowstanie obowiązku podatkowego jest także takie uzgodnienie, które wywoła następujące efekty:
nie powstanie obowiązek podatkowy
zapłacono niższy podatek
wykazano stratę
nadpłata podatku
podatek został odroczony (zapłacony później).
Zatem, w pewnym uproszeniu, schematem podatkowym jest sytuacja, gdy zaistnieje pomiędzy podmiotami określonymi powyżej, uzgodnienie którego celem lub efektem mają być określone korzystne dla uczestników konsekwencje podatkowe.
Schemat transgraniczny i Inny niż transgraniczny (kryterium kwalifikowanego korzystającego)
Rozróżniamy zasadniczo dwa rodzaje schematów podatkowych tj. schematy transgraniczne oraz inne niż transgraniczne i podział ten (a w zasadzie kryteria tego podziału) są istotne i warto je kojarzyć. Schematy dzielą się jeszcze na standaryzowane i niestandaryzowane ale w mojej opinii ten podział nie jest istotny dla przedsiębiorców czy inwestorów wiec zostawmy go poza zakresem artykułu.
Warunkiem wstępnym zaistnienia schematu transgranicznego jest wystąpienie kryterium transgranicznego a jest nim:
nie wszyscy uczestnicy uzgodnienia mają miejsce zamieszkania /siedzibę zarząd na terytorium tego samego państwa lub
co najmniej jeden uczestnik uzgodnienia ma siedzibę lub zarząd lub prowadzi działalność na terenie więcej niż jednego państwa, a uzgodnienie stanowi istotną część tej działalności lub
uzgodnienie może mieć wpływ na tzw. automatyczną wymianę informacji.
Warunkiem wstępnym dla zaistnienia schematu innego niż transgranicznego jest wystąpienie kryterium kwalifikowanego korzystającego, które jest spełnione gdy:
przychody lub koszty korzystającego albo wartość aktywów tego podmiotu przekroczy w roku poprzedzającym lub w bieżącym roku obrotowym równowartość 10 000 000 EUR,
udostępnione lub wdrażane rozwiązanie dotyczy praw lub rzeczy o wartości przekraczającej 2 500 000 EUR,
korzystający jest podmiotem związanym z podmiotem spełniającym jedno z powyższych przesłanek.
Kiedy schemat podatkowy podlega raportowaniu
Po zdefiniowaniu zatem kto jest adresatem ustawy oraz kiedy możemy mówić o wystąpieniu schematu podatkowego i jakiego rodzaju („transgraniczny” lub „inny niż transgraniczny”) przejdźmy do tego kiedy taki schemat będzie podlegał obowiązkowi raportowanie. Już z powyższych wyjaśnień wynika, że oczywiście nie każde uzgodnienie będące schematem podatkowym podlega raportowaniu. Muszą być jeszcze spełnione dodatkowe kryteria zwane przez ustawodawcę cechami rozpoznawczymi, które to cechy są rozlegle określone w Ordynacji Podatkowej.
Rozróżniamy trzy rodzaje cech rozpoznawczych. Ich podział zostanie tutaj przedstawiony bardzo skrótowo, ze względu na rozległość zagadnienia, tak aby tylko umożliwić orientacje w tej kwestii. Od strony praktycznej, zainteresowanym przedsiębiorcom czy doradcom, doradzałbym w sytuacji gdy doją już do etapu, że uznają, że mają do czynienia ze schematem podatkowym mogącym podlegać raportowaniu i ostatnią kwestią do oceny jest występowanie lub nie cechy rozpoznawczej skorzystanie z pomocy specjalisty.
Ogólna cecha rozpoznawcza (która występuje zawsze z kryterium głównej korzyści):
Ta cecha zaistnieje gdy w związku z uzgodnieniem wystąpi jeden z następujących elementów określonych w Ordynacji podatkowy w art. 86a § 1 ust 6) a)-k). Tutaj tytułem przykładu wymienimy tylko kilka przykładów ogólnej cechy rozpoznawczej:
wynagrodzenie promotora zależy od wysokości korzyści podatkowej,
zachowanie poufności co do tego w jaki sposób uzgodnienie pozwala na uzyskanie korzyści,
uzgodnienie opiera się na ujednoliconej dokumentacji,
wykorzystanie spółki przynoszącej straty.
Kryterium głównej korzyści
Uznaje się je za spełnione gdy korzyść podatkowa (czyli np. nie powstanie zobowiązania podatkowego czy zawyżenie straty podatkowej) jest główną lub jedną z głównych korzyści wynikających z uzgodnienia i gdy podmiot działający rozsądnie mógłby wybrać inny sposób postępowania, z którym nie wiązałaby się korzyść podatkowa wynikająca z uzgodnienia. Inaczej mówiąc, konieczne jest zatem łączne wystąpienie trzech elementów: korzyść podatkowa + korzyść podatkowa jako główna lub jedna z głównych korzyści + istnienie alternatywnych dróg postępowania.
Szczególna cecha rozpoznawcza
Mamy z nią do czynienia gdy w ramach uzgodnienia występuje jedna z cech wymienionych w art. 86 § 1 ust 13) a)-i) Ordynacji Podatkowej). Tutaj znowu tylko parę bardziej oczywistych przykładów:
transgraniczna płatność pomiędzy podmiotami powiązanymi zaliczona do KUP,
transgraniczna płatność gdy odbiorca posiada miejsce zamieszkania/siedzibę /zarząd w raju podatkowym,
ten sam dochód korzysta z metod unikania opodatkowania w więcej niż jednym państwie,
nieprzejrzysta struktura własności prawnej lub trudny do określenia beneficjent rzeczywisty,
przeniesienie praw trudnych do wyceny wartości niematerialnych.
Inna szczególna cecha rozpoznawcza (dotyczy tylko schematów innych niż transgraniczne)
W przepisach ujęta w art. 86a § 1 ust. 1 Ordynacji Podatkowej. Opiera się w przeważającej mierze zastosowaniu pewnych kwot pieniężnych podanych w PLN, po przekroczeniu których mamy do czynienia z ww. cechą. Tytułem przykładu, szczególna cecha rozpoznawcza wystąpi gdy:
płatnik podatku dochodowego byłby zobowiązany do pobrania podatku przekraczającego w trakcie roku kalendarzowego kwotę 5 000 000 zł, jeżeli w odniesieniu do wypłat należności wynikających lub oczekiwanych w związku z wykonaniem uzgodnienia nie miałyby zastosowania właściwe umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania lub zwolnienia podatkowe,
dochody (przychody) podatnika (nierezydenta w rozumieniu polskich ustaw podatkowych), wynikające lub oczekiwane w związku z wykonaniem uzgodnienia, przekraczają łącznie w trakcie roku kalendarzowego kwotę 25 000 000 zł.
Jak praktycznie ustalić czy możemy mieć do czynienia z obowiązkiem raportowania schematu podatkowego
W praktyce proponowałbym zainteresowanym podatnikom następująca procedurę, która w trzech krokach pozwoli im ustalić czy istnieje prawdopodobieństwo wystąpienia w ich sytuacji obowiązku raportowania schematu podatkowego:
Krok 1: Gdy stwierdzamy, że oferujemy, wdrażamy lub korzystamy z rozwiązań, które mogą spowodować korzyść podatkową lub planujemy takie działanie to przechodzimy do następnego kroku poniżej.
Krok 2: Ustalamy następnie jaka jest nasza rola w ww. działaniach tzn. jesteśmy promotorem/ korzystających czy może wspomagającym i przechodzimy do etapu,
Krok 3: ustalamy o jaki schemat może chodzić tj. transgraniczny czy inny niż transgraniczny tzn. czy spełnione są przesłanki jednego z tych schematów.
Jeśli w odpowiedzi na ww. trzy pytania udzielimy trzech odpowiedzi twierdzących to oznacza, że występuje znaczące prawdopodobieństwo, że możemy mieć do czynienia ze schematem podatkowym wymagającym raportowania to koniecznie należy skontaktować się z doradca podatkowym czy adwokatem specjalizującym się w kwestiach podatkowych aby ustalić czy spełniona jest ostania przesłanka czyli cecha rozpoznawcza i czy biorąc pod uwagę całość powinniśmy zaraportować schemat.
Wyłączenia z raportowania wg. wyjaśnień MF
Zgodnie z oficjalnymi wyjaśnieniami MF dot. treści nowych przepisów, następujące czynności nie będą traktowane jako wdrażanie schematów podatkowych i jako takie będą pozostawać poza obowiązkiem raportowania:
sporządzanie dokumentacji cen transferowych,
przygotowanie opinii prawnych/podatkowych co od zastanych stanów prawnych,
prowadzenie szkoleń,
bieżące doradztwo prawne i podatkowe,
reprezentacja przed organami administracji,
sporządzanie opinii dot. interpretacji przepisów podatkowych.
Pełna lista tych czynności podlegających zwolnieniu znajduje się w Objaśnieniach Podatkowych z 31 stycznia 2019 roku do zmian w Ordynacji Podatkowej wprowadzających obowiązek raportowania schematów podatkowych.
Jak, kto i kiedy raportuje
Zgłoszenia schematu podatkowego dokonuje się w drodze elektronicznej poprzez odpowiednią bramkę na stronie Ministerstwa Finansów, przez wypełnienie i zgłoszenie odpowiedniego formularza.
W zgłoszeniu powinny znaleźć się m.in.
dane przekazującego zgłoszenie oraz korzystającego, któremu udostępniono schemat,
Podstawa prawna oraz uzasadnienie przesłanek wskazujących na to, że mamy schemat podatkowy ze wskazaniem cechy rozpoznawczej
Opis schematu i jego celów oraz wartość korzyści które ma przynieść
termin przekazania wdrożenia.
Co do zasady przepisy przewidują, że schemat powinien zostać zaraportowany w terminie do 30 dni:
od dnia następnego po udostępnieniu schematu podatkowego lub
od następnego dnia po przygotowaniu do wdrożenia schematu podatkowego lub
od dnia dokonania pierwszej czynności związanej z wdrażaniem schematu podatkowego.
W zależności które z ww. zdarzeń nastąpi wcześniej.
W typowej sytuacji i zapewne najczęściej występującej w praktyce obrotu gospodarczego obowiązek raportowania będzie ciążył na w pierwszej kolejności na promotorze. Jednakże ustawa przewiduje także sytuacje gdy taki obowiązek obciążać będzie korzystającego lub wspomagającego.
Korzystający: Będzie obowiązany raportować schemat gdy np. nie będzie promotora lub promotor będzie zwolniony z obowiązku raportowania w związku z obowiązującą go tajemnicą zawodową.
Wspomagający: Jego pozycja jest szczególna. Jest obowiązany do zaraportowania w ww. ogólnym terminie ale liczonym od dnia udzielenia wsparcia, pomocy lub porad dot. wdrożenia schematu podatkowego. Może wstrzymać wykonanie danej czynności (swojego wsparcia dla wdrożenia schematu np. notariusz lub bank) w razie wątpliwości. W sytuacji takich wątpliwości powinien ustalić czy dany schemat został już zaraportowany i ewentualnie wystąpić do promotora/korzystającego o wyjaśnienia czy dane uzgodnienie jest/nie jest schematem podatkowym.
Raportowanie a tajemnica zawodowa
Osobnym zagadnieniem mogącym w praktyce raportowania schematów podatkowych jest kwestia tajemnicy zawodowej. Przepisy Ordynacji Podatkowej przewidując, że w typowej sytuacji pierwotnym obowiązkiem raportowania schematu obciążeni będą profesjonalni uczestnicy rynku tacy jak: doradcy podatkowi, adwokaci czy radcowie prawni, wprowadziły reguły postępowania odnoszące się do tajemnicy zawodowej nałożonej na te zawody.
I tak, w pewnym skrócie, reguły te przewidują, że jeśli promotor na którym ciąży obowiązek zaraportowania danego schematu podatkowego zasłoni się tajemnicą zawodową, zakazującą mu ujawniania informacji o treści jego kontaktów z klientem a korzystający nie zwolni promotora z tajemnicy zawodowej to wtedy obowiązek raportowania o wdrożeniu przechodzi na korzystającego. Praktycznie wygląda to w ten sposób, że promotor zobligowany do zachowania tajemnicy zawodowej powinien poinformować korzystającego w standardowym terminie 30 dni o tym, że ciąży na nim obowiązek raportowania schematu podatkowego, przekazując mu równocześnie informację nie zbędne do zaraportowania tego schematu. Co więcej, promotor powinien poinformować o takiej sytuacji szefa KAS.
Problem z opisaną procedurę polega na tym, że przepisy regulujące funkcjonowanie tajemnicy zawodowej np. w przypadku zawodu adwokata nie przewidują możliwości zwolnienia adwokata z obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej. W przypadku zawodu adwokata czy radcy prawnego kwestionowana jest przez samorządy zawodowe tych zawodów, w ogóle możliwość naruszenia w jakikolwiek sposób tajemnicy adwokackiej. Ta kwestia będzie niewątpliwie punktem spornym i przysparzać dodatkowych kłopotów promotorom wykonującym zawód charakteryzujący się obowiązkiem zachowania tajemnicy zawodowej.
Podsumowanie
Raportowanie schematów podatkowych jest nową instytucją w krajowym systemie prawnym i dodatkowo przepisy te są niezwykle skomplikowane, budzące liczne wątpliwości. Ich wdrożenie do krajowego porządku prawnego odbyło się w bardzo rygorystyczny sposób sprawiając, że przepisy te są dla uczestników rynku: przedsiębiorców czy doradców, zagrożeniem mogącym mieć bolesne konsekwencje. Tym bardziej, że dotyczą one kwestii prawa podatkowego, które już samo w sobie jest w Polsce niezwykle zagmatwane oraz podlega częstym zmianom więc łatwo jest tutaj o fałszywy krok.
Aby jednak zakończyć jakimś optymistycznym akcentem pamiętajmy, że sam fakt zaraportowania schematu podatkowego nie oznacza, że robimy coś niezgodnego z prawem. Zastosowanie schematu podatkowego nie oznacza, że naruszamy zasady prawa podatkowego narażając się np. na zastosowanie klauzuli obejścia prawa podatkowego. To nie jest tak, że jak raportujemy schemat podatkowy to jest to niedozwolone działanie i obejście prawa podatkowego. Jeśli schemat podatkowy dotyczy działań mających swoje uzasadnienie ekonomiczne, to nie musimy obawiać się klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania czy innych negatywnych konsekwencji ze strony Krajowej Administracji Skarbowej. Tak przynajmniej zapewnia Ministerstwo Finansów. Wierzmy, że tak będzie, ale nie zapomnijmy się zabezpieczać.
Od 13 października br. obowiązują przepisy Ustawy z 1 marca 2018 roku o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy oraz finansowania terroryzmu (zwana dalej „Ustawą”), regulujące powstanie i funkcjonowanie Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych (nazwijmy go dalej „Rejestrem” lub „CERBER”).
Zadaniem Rejestru jest gromadzenie danych o beneficjentach rzeczywistych czyli o osobach sprawujących faktyczna kontrolę nad spółka. Z kolei gromadzenie tych danych ma – wg. intencji ustawodawców – przeciwdziałać zjawiskom prania pieniędzy i finansowania terroryzmu. Moim zdaniem, będzie to tylko dodatkowym kłopotem dla przedsiębiorców, zarządzających oraz inwestorów, a tym którzy parają się ww. przestępczymi działaniami żadne rejestry nie przeszkodzą. No ale dura lex sed lex więc jakkolwiekbyśmy oceniali te przepisy należy się do nich zastosować.
Kogo dotyczy Rejestr
Obowiązane do zgłaszanie i aktualizacji danych w Rejestrze są spółki:
jawna,
komandytowa,
komandytowo-akcyjna,
z ograniczoną odpowiedzialnością;
akcyjna, z wyjątkiem spółek publicznych (tj. notowanych na giełdzie).
Zatem to wspólnicy czy też zarządzający ww. podmiotów powinni zatroszczyć się o właściwe wypełnienie obowiązków ustawowych w zakresie przekazania prawidłowych danych do Rejestru.
Kto jest beneficjentem rzeczywistym
Skoro CERBER ma na celu rejestrowanie beneficjentów rzeczywistych to trzeba ustalić jaka jest legalna definicja tego terminu. Ustawa wypowiada się w tej kwestii poprzez rozbudowaną definicję (art. 2 ust 2 pkt. 1 Ustawy), którą dla potrzeb tego artykułu skrócimy do następującego zdania: beneficjentem rzeczywistym jest osoba fizyczna lub osoby fizyczne sprawujące bezpośrednio lub pośrednio kontrolę nad klientem, poprzez posiadane uprawnienia, które wynikają z okoliczności prawnych lub faktycznych, umożliwiające wywieranie decydującego wpływu na czynności lub działania podejmowane przez klienta. Dla jasności, klient to w uproszczeniu spółka.
Kto składa wniosek pod groźbą odp. karnej.
Od strony praktycznej, zgłoszenia do Rejestru dokonuje osoba uprawniona do reprezentacji podmiotu którego dane, a raczej dane kto jest jego beneficjentem rzeczywistym powinny znaleźć się w Rejestrze. Będzie to zatem zwykle wspólnik w spółce osobowej lub zarząd w spółce kapitałowej. To istotne, gdyż to te osoby odpowiadają za prawidłowość danych zawartych w zgłoszeniu pod rygorem odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia, co zgodnie z aktualnym brzemieniem art. 233 Kodeksu Karnego podlega karze pozbawienia wolności do lat ośmiu.
Co więcej na podst. art. 68 Ustawy osoba, która zgłasza i aktualizuje dane, ponosi odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną zgłoszeniem do Rejestru nieprawdziwych danych, a także za niezgłoszenie w ustawowym terminie danych i zmian danych objętych wpisem do rejestru. Wyjątkiem jest sytuacja, kiedy szkoda nastąpiła wskutek siły wyższej albo wyłącznie z winy poszkodowanego lub osoby trzeciej, za którą osoba zgłaszająca i aktualizująca informacje o beneficjentach rzeczywistych nie ponosi odpowiedzialności.
Zgłoszenie do Rejestru powinno nastąpić w terminie 7 dni od daty wpisu spółki, podlegającej obowiązkom Ustawy, do Krajowego Rejestru Sądowego lub w terminie 7 dni od daty zmiany danych wpisanych w Rejestrze (np. zmiana udziałowca/akcjonariusza i w efekcie zmiana beneficjenta rzeczywistego).
Kara do 1 000 000 PLN pieniężna dla spółki
Natomiast, w przypadku gdy spółka na którą został nałożony wg. przepisów Ustawy obowiązek zgłoszenia do Rejestru danych beneficjenta rzeczywistego nie dopełni tego obowiązku we właściwym terminie Ustawa przewiduje nałożenie kary pieniężnej w wysokości do 1 000 000 zł.
Okres przejściowy do 13 kwietnie 2020 roku
Spółki, które zostały wpisane do KRS przed dniem wejścia w życie przepisów dotyczących Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych (13 października 2019 r.), mają obowiązek zgłosić informacje o beneficjentach rzeczywistych do 13 kwietnia 2020 r.
Praktyczne problemy
Wygląda to wszystko dość zawile a odpowiedzialność za ewentualne błędy w wypełnianiu tych obowiązków jest bardzo surowa. Wszystko będzie jeszcze w miarę proste w przypadku spółki notowanej na giełdzie czy np. małej spółki o prostej strukturze np. z dwoma udziałowcami: Panami Kowalskim i Nowakiem. Tyle, że rzeczywistość gospodarcza często nie będzie taka prosta, szczególnie w dobie globalizacji, mobilności i otwartych rynków, gdzie nie jest niczym rzadkim, że krajowe podmioty mają zagranicznych udziałowców w różnych formach prawnych i z różnych jurysdykcji.
W praktyce, może się okazać, że dla osób które obowiązane są do przekazania zgłoszenia do Rejestru będzie sporym problemem ustalenie kto jest tym beneficjentem a następnie potwierdzenie tego przez zgromadzenie odpowiedniej dokumentacji. Często struktura organizacyjna danej grupy kapitałowej może być na tyle skomplikowana i płynna, że ustalenie kto jest na końcu struktury prawnej osobą fizyczną „kontrolującą” czy wywierającą „decydujących wpływ” nie będzie proste.
Podobne problemy będą występować w przypadku podmiotów regulowanych czy nietypowych jak np. Fundusze Inwestycyjne, Banki, Firmy Inwestycyjne. Szczególnego rodzaju trudności wystąpią w przypadku takich podmiotów jak fundacje, stowarzyszenia czy fundacje rodzinne, które jak wszyscy wiemy mogą także posiadać znaczący majątek i pośrednio (np. przez spółki zależne które obowiązane są podać kto jest ich beneficjentem) angażować się w działalność gospodarczą (np. realizować inwestycje deweloperską). Dla fundacji i trustów Ustawa przewiduje zresztą osobny przepis ale jest to temat na osobny artykuł, który zresztą już napisałem, a który teraz będzie czas zaktualizować.
Inna prawdopodobną konsekwencją funkcjonowania Rejestru będzie zapewne to, że instytucje finansowe (banki, domy maklerskie etc.) będą z Rejestru korzystać i sprawdzać czy zgłoszenie do Rejestru jest zgodne z tym co np. dany klient banku przekazuje mu w ramach weryfikacji KYC o beneficjencie rzeczywistym.
Wnioski
Nie mam wątpliwości, że stosowanie CERBERa będzie dodatkowym obciążeniem oraz źródłem wielu wątpliwości i kłopotów dla przedsiębiorców.
Czas pokaże jak będzie wyglądać stosowanie ww. przepisów w praktyce. Warto jednak zanotować w pamięci to, że sankcje za niewłaściwe wypełnianie obowiązków wynikających z Rejestru (odpowiedzialność karna, kara pieniężna do 1 MLN PLN oraz odp. odszkodowawcza) mogą być bardzo dotkliwe. Warto więc zastanowić się oraz skonsultować z prawnikiem specjalizującym się w obszarze compliance nad przygotowanym zgłoszeniem oraz nad dokumentacją zebraną na potwierdzenie treści zgłoszenia.
Paweł Osiński
Adwokat
Ekspert z zakresu krajowego i międzynarodowego prawa spółek oraz compliance
W tym tygodniu ‘RZ” relacjonowała o obawach w branży firm świadczących nowoczesne usługi wsparcia dla biznesu, w związku z przyjęciem przez Radę Ministrów projektu Budżetu na 2020 zakładającego osławione zniesienie limitu 30-krotnosci składek ZUS. Zmiana ta niewątpliwie uderzy w zarobki najlepiej zarabiających czyli np. właśnie specjalistów z zakresu finansów czy IT, licznie pracujących w centrach usług zlokalizowanych w naszym kraju, a świadczących wsparcie dla globalnych koncernów. Zmiany te dotkną w jeszcze większym stopniu, wyższą kadrę zarządzającą i z pewnością zostaną zauważone przez duże międzynarodowe firmy.
Competing for the Rich
O ile nie spodziewałbym się gwałtownych ruchów z tym związanych to już spokojnych ale dobrze przemyślanych decyzji, ze stronnych przedsiębiorstw posiadających międzynarodową skalę działalności jak najbardziej. Trzeba zdać sobie przede wszystkim sprawę, że w Europie istnieje silna konkurencja w zakresie zachęt podatkowych nakierowana na przyciąganie do siebie wykwalifikowanych, dobrze opłacanych specjalistów. W kwietniu 2019 roku zostało wydane przez Grupę Parlamentarną Zielonych przy Parlamencie Europejskim obszerne podsumowanie porównujące w jaki sposób poszczególne kraje EU rywalizują zachętami podatkowymi o najlepiej zarabiających pod wymownym tytułem „Competing for the Rich” (The Greens/EFA in the European Parliment, 2.04.2019, Competing for the Rich, Tax Exemptions and Special schemes for the rich, Christoph Trautvetter &Eric Winkler).
30% tax ruling w Holandii
Jako przykład takich działań warto spojrzeć na Holandię i wspomniany 30% tax ruling. To rozwiązanie polega na tym, że osoby fizyczne, które nie przebywały wcześniej w Holandii na stałe i nie były tam zatrudnione, po przybyciu do tego kraju i podjęciu pracy, mogą otrzymać obniżkę ich podstawy opodatkowania (a także podstawy naliczania składek społecznych) w wys. 30%. Co do zasady, warunki są następujące:
Aplikant musi posiadać umowę o pracę (może być również delegowany z zagranicy do Holandii).
Roczne wynagrodzenie brutto musi przekraczać, w 2019 roku, kwotę 37 743,00 EUR. dla osób poniżej 30 roku życia i z dyplomem magisterskim zagranicznej uczelni, ten poziom wynosi 28 690,00 EUR.
Poprzednie miejsce zamieszkania musi być dalej niż 150 km od granicy Holandii.
Zastosowanie 30% tax ruling wcześniej trwało do max 8 lat obecnie zostało skrócone do max 5 lat. Co interesujące, mechanizm ten ma także zastosowanie do opłat za edukację obowiązkową (prywatna szkoła podstawowa, liceum) dzieci aplikanta. Tzn. że czesne za taką szkołę jest w 30% pokrywane z budżetu Królestwa Niderlandów.
Zalety założenia spółki w Holandii
Zestawiając ww. zachętę podatkową do podjęcia pracy w Holandii z uzasadnioną renomą Holandii jako miejsca przyjaznego dla założenia/przeniesienia przedsiębiorstwa opierającą się na mi.in.
przyjaznym i profesjonalnym podejściu organów administracji,
przyjaznym systemie podatkowym,
20/25% CIT obecnie, a 15/20.5% CIT od 2021 roku, specjalny reżim dla spółek holdingowych,
sprawna procedura założenia spółki/przedsiębiorstwa,
wysoki standard życia i usług publicznych.
może się okazać, że ostatnie zmiany w naszym krajowym systemie prawnym i podatkowym czy sytuacja w wymiarze sprawiedliwości może skłonić liczne firmy przynajmniej do rozważenia przeprowadzki. Niekoniecznie zresztą do Holandii, gdyż podobne rozwiązania stosuje wiele krajów m.in. UK czy Cypr, Belgia czy Irlandia).
Trzeba zdać sobie sprawę, że skoro w dobie globalizmu przeniesienie/zamkniecie produkcji w jednym miejscu, a otwarcie w innym) zakładu produkcyjnego/montażowni, nie stanowi dla miedzynarodowego koncernu większego problemu, to tym bardziej nie będzie nim transfer specjalistycznych usług wsparcia biznesu. Poza tym, jeśli chodzi o wyższą kadrę menadżerska, to współczesna praktyka takich zawodów często jest taka, że istotną część swojego czasu spędzają na wyjazdach służbowych, pracują zdalnie. Praktykowane są okresowe delegowanie (secondments) do zagranicznych oddziałów lub centrali koncernu. W dobie Europy bez granic i globalnego rynku nic nie jest w stanie zatrzymać tej mobilności.
Co jest ważne w relokacji przedsiębiorstwa
Tak czy inaczej, przed decyzją o ew. relokacji biznesu lub jego części za granicą warto dobrze zapoznać się lokalnymi przepisami oraz otoczeniem prawnym i wziąć pod uwagę nie tylko nominalna wysokość podatku dochodowego czy składek społecznych/zdrowotnych ale także, ogólną przyjazność i przewidywalność systemu prawnego gdyż to te elementy w perspektywie długoterminowej zapewniają stabilność, bezpieczeństwo prawne i zaufanie do systemu prawnego w którym się funkcjonuje a są to wartości bezcenne dla realizacji projektów gospodarczych.
Paweł Osiński
Adwokat
Ekspert z zakresu krajowego i międzynarodowego prawa spółek
Dzisiaj wpłynęło do mojej kancelarii uzasadnienie wyroku (jeszcze nie prawomocnego) z 11 września 2019 roku, Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy, w którym Sąd potwierdził, że za zlecenia dot. obsługi spółki z siedzibą w Republice Cypru, składane przez jej beneficjenta rzeczywistego polskiemu prawnikowi (współpracującego z cypryjskim prawnikiem) dotyczące ww. spółki, odpowiada tenże zlecający/beneficjent rzeczywisty. Sąd na tej podstawie zasądził w pełni roszczenie wraz z odsetkami i kosztami zastępstwa procesowego.
Wynik tej sprawy wcale nie był dla kancelarii oczywisty (zresztą jak wiadomo nie ma oczywistych spraw) a na pewno przykuje uwagę wielu prawników pozostawionych z nieopłaconymi fakturami za zlecenia dot. spółek na Cyprze (czy w innych krajach) szeroko swojego czasu wykorzystywanych w Polsce, szczególnie w działalności inwestycyjnej. Realia praktyki gospodarczej nad Wisłą są bowiem niestety takie, że gdy skończył się okres gdy spółki te miały szerokie zastosowanie, inwestorzy czy przedsiębiorcy stracili jakoś zainteresowanie i ochotę do ich dalszego obsługiwania i likwidacji danego podmiotu zgodnie z lokalnymi przepisami. Ten brak zainteresowania udzielił się niestety także licznym fakturom wystawionym przez prawników za bieżącą obsługę takich spółek co zapewne wiele kancelarii zna doskonale z własnego doświadczenia.
W ww. sprawie podstawowy dylemat, trafnie rozstrzygnięty przez sąd, dotyczył tego kto odpowiada za roszczenia wynikające z usług prawnych i korporacyjnych, których przedmiotem była Spółka z siedzibą na Cyprze: sama spółka, czy osoba, która zleciła jej założenie i która składała ww. zlecenia (beneficjent rzeczywisty). W ww. sprawie sąd rozstrzygnął te wątpliwości i uznał, że strony tj. polskiego prawnika i pozwanego czyli beneficjenta rzeczywistego spółki łączył stosunek prawny zakwalifikowany jako umowa o świadczenie usług, do której odpowiednio znajdują zastosowanie przepisy o zleceniu (art. 750 K.C.).
Myślę, że to może być ciekawa wiadomość dla wielu prawników pozostawionych z nieopłaconymi fakturami dot. obsługi spółek z siedzibą za granicą, ale także dla beneficjentów rzeczywistych takich spółek, którym w ferworze robienia kolejnych interesów „umknęło” rozliczenie tych zleceń i prawidłowe zamknięcie czyli likwidację spółki. Warto definitywnie i porządnie zamknąć za sobą dawny rozdział aby móc z wolną głową skoncentrować się na nowych projektach. Brzmi to jak dewiza Marie Condo ale ma sens i bardzo pomaga także w sprawach prawnych.
Paweł Osiński
Adwokat
Expert z prawa spółek i międzynarodowego prawa spółek
Mglista na razie zapowiedź Premiera Mateusza Morawieckiego „zmierzania w kierunku liczenia składek ZUS od dochodu przedsiębiorcy” sprawiła, że znowu pojawiły się solenne zapewnienia o tym, że przedsiębiorcy już wyjeżdżają „na Słowację” oraz przestrogi o masowej ucieczce biznesu za granicę. Nie zliczę, który to już raz widzę takie gospodarcze pospolite ruszenie. Zapewne odbiorę znowu wiele telefonów i maili zaczynających się tak, że podobno w kraju „X” jest niski ZUS i jak założyć tam spółkę. W gazetach natomiast, pewne jest, że przeczytamy serię artykułów o krajach gdzie polscy przedsiębiorcy „masowo” znajdują bezpieczną przystań dla skołatanych tematem podatków i składek ZUS nerwów. Jak jest na prawdę?
Zacznijmy więc od mitów. Otóż nie ma, nie było i nie będzie wielkiego eksodusu przedsiębiorców. Nawet nie dlatego, że nie maja takiej pokusy, ale dlatego, że taka ucieczka biznesu (nazwijmy to bardziej profesjonalnie relokacją siedziby przedsiębiorstwa) to bardzo skomplikowany proces, w którym trzeba uwzględnić kwestie podatkowe, prawne, biznesowe oraz osobiste. Zrealizowanie takiego transferu działalności gosp. na skróty i pod wpływem impulsu, bez racjonalnej analizy może okazać się kosztowne i zamiast oszczędności spowodować same straty.
Jeśli zaś mowa o faktach to przede wszystkim trzeba zaakceptować, że w dobie MDR, CRS, CFC, klauzuli obejścia prawa podatkowego czy jawnych rejestrów UBO i generalnie mówiąc powszechnego wykorzystywania narzędzi teleinformatycznych przez organy administracji skarbowej, taka zmiana siedziby przedsiębiorstwa „dla pozoru” (a z doświadczenia wiem, że o takiej myśli większość przedsiębiorców) nie ma najmniejszego sensu. W dość prosty sposób można obecnie ustalić gdzie jest faktycznie wykonywana działalność gospodarcza i właśnie to faktyczne miejsce przesądza o tym który system podatkowy oraz zabezpieczenia społecznego będzie właściwy.
Czy zatem można w ogóle taką operację rozważać? Oczywiście, ale tylko wtedy gdy ze zmianą siedziby i formy prawnej przedsiębiorstwa będzie się wiązać transfer do nowej siedziby konkretnych procesów biznesowych. Inaczej mówiąc, tam gdzie zamierzamy założyć nową spółkę/zarejestrować działalność, musimy mieć substancję biznesową: biuro, pracowników/współpracowników, klientów etc. Musi być uzasadnienie gospodarcze dla tej zmiany, muszą odbywać się tam realne procesu biznesowe, musi być tam zapewniona faktyczna obecność osób realizujących dla przedsiębiorstwa funkcje zarządcze. To oczywiście oznacza tak na prawdę poważną decyzję biznesową, wejście na nowy teren gospodarczy, prawny i podatkowy.
Właśnie dlatego nie będzie żadnej ucieczki przed podatkami czy składkami przedsiębiorców. Przeniesienie działalności za granicę to trudny i kosztowny ruch i trzeba mieć ku temu dobry powód, przedsiębiorstwo które działa w międzynarodowym środowisku oraz zaplecze finansowe. Oczywiście nie łudzę się i jestem pewien, że znajdzie się wielu, którzy „uciekną z firmą” za granicę na zasadzie adresu rejestrowego. Jest o zresztą zjawisko z jakim spotykam się w swojej praktyce od lat. Chęć skorzystania z korzyści wynikających z systemu prawnego z innego kraju ale tak nazwijmy to „na gapę”: bez faktycznej obecności gospodarczej w tym kraju. 10 lat temu to było jeszcze możliwe teraz już nie. Warto zresztą spojrzeć na przedsiębiorstwa z Europy Zachodniej i ich metody działania. Tam wiele firm w poszukiwaniu oszczędności i efektywności także zakłada oddziały/przenosi siedzibę za granice (Azja, Europa Środkowa) ale zawsze wiąże się z tym realny transfer procesów biznesowych do danego kraju.
Patrząc na sprawę szerzej, z nieuchronną moim zdaniem podwyżką podatków i ZUS dla przedsiębiorców (kwestia tylko o ile i w jakim czasie) wiążą się dwie kwestie. Pierwsza, że co do zasady, w miarę wzrostu gospodarczego czyli także zwiększania zamożności i akumulacji majątku w kraju, proces dostosowania składek czy podatków jest nieuchronny. Znowu, spójrzmy na obciążenia w Europie Zachodniej (a to ich w końcu gonimy a nie np. Chiny) gdzie podatki oraz obciążenia społeczne są na znacznie wyższym poziomie niż w Polsce. Druga kwestia to pytanie czy ci, których dotkną najbardziej ww. zmiany mają poczucie, że w zamian za podatki/składki, które ponoszą, dostają od państwa usługi publiczne na adekwatnym poziomie tj. sprawną służbę zdrowia, nowoczesną edukacje publiczną dla swoich dzieci, przewidywalne i stabilne prawo, efektywny sektor państwowy bez nepotyzmu i korupcji, sprawne i niezależne sądownictwo, czy sprawną ale i przestrzegająca prawa prokuraturę. Te pytania zostawiam bez otwarte, tzn. niech każdy odpowie sobie na nie sam ale bez wątpienia, te odpowiedzi wpłyną na to jak na ww. zmiany zareagują ich adresaci.
Wszystkim tym, którzy jednak rozważają ekspansję czy relokację swojego biznesu za granicę (z uzasadnionych, dobrze przemyślanych gospodarczo powodów) przypomnę, że nie jest zabronione w polskim systemie podatkowym kształtowanie swojej sytuacji podatkowej tak aby była ona dla przedsiębiorcy jak najbardziej korzystna. Jednak, warunkiem jest aby nie działo się to w oderwaniu od celów biznesowych. Zatem jeśli planować ekspansję/relokację firmy za granicę to z głową w oparciu o twarde fakty.
Impulsem do tego wpisu jest to, że wciąż spora jest grupa klientów z Polski wykorzystujących spółki cypryjskie w swojej działalności oraz wciąż w mojej praktyce pojawiają się nowe zapytanie za założenie takiej spółki. I słusznie bo Cypr to świetne miejsce do życia i prowadzenia biznesu. Ale widzę sporo niezdecydowania oraz czasem niezrozumienia jeśli chodzi o to w jakim celu warto taką spółkę założyć oraz w jaki sposób jej potem bezpiecznie i rozsądnie używać. W zasadzie to ww. pytanie oraz poniżej przedstawione argumenty mogą spokojnie odnosić się do każdej spółki za granicą w jakiejkolwiek jurysdykcji. Zagadnienie jest uniwersalne ale zostanie omówione na przykładzie spółki na Cyprze.
Moje przemyślenia i argumenty są adresowane do wszystkich tych, którzy są udziałowcami czy też beneficjentami spółki Cypryjskiej lub też rozważają taką decyzję. Moja pierwsza rada jest taka aby wypisali na kartce 3 powody dla których, taką spółkę posiadają lub planują założyć. Po przeczytaniu tego wpisu niech spojrzą na tę kartkę jeszcze raz i ocenią czy te powody są wciąż aktualne w świetle tego co napisałem.
Jak to było kiedyś…
Od 12 lat zajmuje się zakładaniem i obsługą spółek za granicą, w przeważającej mierze tych z siedzibą na Cyprze. Przez ten czas mogłem obserwować zmieniające się otoczenie prawne oraz zmianę oczekiwań oraz celów klientów w odniesieniu do struktury prawnej swojego biznesu.
Wtedy, tzn. ok 10 lat temu i dawniej to był czas nieskrępowanego działania, optymalizacji podatkowej, swobody prawnej, gdzie spółkę na Cyprze otwierało się w tydzień a rachunek bankowy w kraju otwierałem w oddziale na rogu, posiadając jedynie skany wyciągu z rejestru tej spółki (!). Minęło parę lat i założenie spółki gdziekolwiek a przede wszystkim rachunku to żmudne gromadzenie dokumentów do KYC – file aby zgromadzić jak najwięcej danych o spółki i osobach, które ją zakładają. Nie będę tutaj wymieniał szeregu zmian prawnych, które wpłynęły na taki stan rzeczy. Chodzi o efekt tych zmian. A jest on taki, że skończył się definitywnie czas ‘lekkiego” podejmowania decyzji o założeniu spółki w tej czy innej jurysdykcji i wykorzystaniu jej do takiej czy innej działalności. Te 10 lat temu otoczenie prawne było bardzo „wyrozumiałe” dla takich decyzji. Obecnie już nie jest.
Jak jest teraz…
Oceniam zresztą sam kierunek zmian jak najbardziej pozytywnie, mając jedynie zastrzeżenia co do np. zakresu zbieranych danych czyli relacji celu do podjętych środków. Jakbyśmy jednak tych zmian nie oceniali one są, funkcjonują i mogę mieć bardzo poważne konsekwencje dla przedsiębiorców/inwestorów którzy wciąż myślą, że ze swoją spółką cypryjską mogą tak niefrasobliwie działać jak 10 lat temu.
Swoje przekonanie opieram na niezliczonych rozmowach z aktualnymi właścicielami takich spółek jak i tymi którzy zgłaszają się do mnie z zapytaniem poradę prawną w zakresie założenia spółki. Realia prawne są takie, że w dobie CRS, CFC, AML, „dużych” i „małych” klauzuli antyabuzywnych, raportowania schematów podatkowych oraz współpracy międzynarodowej w sprawach podatkowych korzystanie z tych spółek według wzorców z przed 10 lat jest co najmniej duża lekkomyślnością.
Grzechy głowne polskich inwestorów na Cyprze
Wśród wielu poważnych problemów, które mogą spotkać udziałowców czy beneficjentów spółek z siedzibą na Cyprze wymienię tutaj tytułem przykładu jeden. Otóż powszechnym grzechem właścicieli tych spółek jest to że unikają oni prowadzenia rzetelnej księgowości i w efekcie nie składają sprawozdań finansowych oraz deklaracji podatkowych. Prawda jest taka, że parę lat wcześniej, często bywało tak, że Cypryjski dyrektor spółki nie wykazywał przesadnej aktywności w tej sprawie. Otóż obecnie, w efekcie ostatnich zmian w przepisach, lokalni dyrektorzy takich spółek, pełniący swoje funkcje powierniczo, w przypadku braku współpracy z beneficjentem spółki i braku możliwości uzupełnienia obowiązków księgowych i raportowych, składają rezygnację, powołują beneficjenta (po wypowiedzeniu umowy zarządu powierniczego) na stanowisko dyrektora spółki oraz zgłaszają spółki (i ich beneficjentów rzeczywistych) do lokalnych organów podatkowych oraz lokalnego organu nadzoru nad zwalczaniem przestępczości finansowej.
Co zatem robić? A czego nie robić? Przyjąłbym przede wszystkim parę prostych zasad:
Jeśli spółka nie jest już potrzebna to koniecznie należy przede wszystkim uzupełnić wszystkie obowiązki księgowe (m.in. SF za każdy rok działalności) i wtedy ją zlikwidować przez procedurę likwidacji.
„Porzucenie” spółki jest najgorszym z rozwiązań.
Każda nowo założona spółka powinna posiadać na Cyprze konkretny cel biznesowy (możliwy do szczegółowego i precyzyjnego opisania) oraz przestrzeń biurową i personel.
Koniecznie należy uwzględnić koszty założenia i prowadzenia spółki na Cyprze czy są adekwatne do naszych celów i możliwości finansowych. Jeśli nie to spółki na Cyprze nie zakładamy.
Przed założeniem spółki obowiązkowo konsultujemy się z doradcą podatkowym.
Czyli kiedy to ma sens?
Za najważniejsze, uważam przestrzeganie zasady aby decydować się na założenie takiej spółki tylko wtedy gdy posiada się do tego naprawdę dobry powód gospodarczy, który jest na Cyprze, w regionie MENA czy w wymiarze międzynarodowym. Oczywiście, każdą sytuacje należy rozpatrywać indywidualnie i nie ma jednego „optymalnego wzoru działania”. Czyli dokładnie tak jak w normalnej gospodarczej rzeczywistości.
Na podstawie moich doświadczeń uzyskanych podczas obsługi klientów aktywnych biznesowo na Cyprze wymieniłbym następujące warunki, których spełnienie może oznaczać, że założenie spółki na Cyprze będzie miało ekonomiczny sens dla jej udziałowców:
minimalny poziom rocznych przychodów spółki to +/- 500 000 EUR;
posiadanie w radzie dyrektorów przynajmniej jednego dyrektora, który także jest udziałowcem spółki;
posiadanie na Cyprze tzw. „substancji biznesowej” czyli biura i personelu adekwatnego do prowadzonej działalnosci;
osiąganie większości przychodów z poza Polski;
przeznaczenie spółki: handel miedzynarodowy; e-commerce, e-sport, digital marketing, spółka holdingowa, usługi finansowe, czarter jachtów, nieruchomosci etc.
Cypr w dalszym ciągu jest bardzo atrakcyjnym miejscem nie tylko do założenia spółki ale przede wszystkim do spędzenia tam większej ilości czasu. System podatkowy jest konkurencyjny na tle wielu krajów UE ale przede wszystkim jest przyjaźnie nastawiony do zagranicznych inwestorów i bardzo stabilny. Podobnie jak sytuacja finansowa i gospodarcza Republiki Cypru.
Cypr oferuje wciąż duże możliwości w zakresie międzynarodowego planowania podatkowego, także w zakresie podatkow osobistych. Jednakże, aby o tym pomyśleć, trzeba być tam faktycznie gospodarczo obecny. Ponadto, przedsiebiorcy z Polski powinni zwrócić uwagę na fakt, że posiadanie spólki na Cyprze oraz rachunku bankowego za granicą ale w strefie EURO to dodatkowe bezpieczeństwo prawne od arbitralnych i nieprzewidywalnych działań organów ścigania czy organów administracji podatkowej.
W każdym razie przed taką dycyzją warto się dobrze zastanowić. Ze swojej strony, z przyjemnoscią odpowiem na wszelkie pytania. Zapraszam do kontaktu: pawel@osinski-legal.pl; tel. 0048 698 765 048.
Paweł Osiński
Adwokat, specjalizujący się w prawie gospodarczym. Zakłada i obsługuje spółki z siedzibą w Polsce i za granicą (m.in. Cypr, Niemcy, Holandia, Szwajcaria