Pierwsze zgłoszenie od klientów ZondaCrypto miałem jakiś 3-4 lata temu. Dotyczyły podobnych sytuacji jak teraz: odmowy wypłacenia klientom Zondy zgromadzonych na giełdzie środków pod pozorem „konieczności przeprowadzenia weryfikacji AML”. Zonda wstrzymywała wypłatę środków, żądając przedstawienia dokumentów mających „udokumentować pochodzenie środków”. Dokumenty zawsze były nie OK. Potrafiło to trwać miesiącami. Czyli podobnie jak w tekście Szymona Jadczaka.
We wszystkich wypadkach, po przesłaniu rezygnacji z korzystania z usług giełdy i przesłania ostrego listu adwokackiego z żądaniem wypłaty środków, ze wskazaniem na to że ich praktyki są bezprawne i że zostanie to zgłoszone do GIIF, kryptoaktywa i środki FIAT były w końcu wypłacane.
Odmowa realizacji transakcji przez instytucje zobowiązaną pod pretekstem „weryfikacji AML czy zgromadzone środki są legalne” nie ma podstaw prawnych.
Po pierwsze taką „weryfikacje AML” to trzeba zrobić wcześniej (gdy np. klient zakłada konto, gdy pierwsze środki trafiają na giełdę) a nie, gdy klient chce wypłacić środki.
Po drugie, giełda czy bank, jeśli ma wątpliwości co do legalności środków czy transakcji to nie ma prawa sama ich blokować i deliberować tygodniami nad kwitami, ale ma obowiązek natychmiast wysłać zgłoszenie do GIIF i to ten organ, a w zasadzie prokurator, poinformowany przez GIIF, podejmuje decyzję czy dana transakcja (ew. środki na danym rachunku) zablokować. Zawsze i wyłącznie jest to na końcu decyzja prokuratora.
Patrząc na sprawę z innej perspektywy, to każdy kto zna kuchnie giełd kryptoaktywów wie, że zasadniczo w dużym uproszczeniu, ich biznes polega na realizacji transakcji wymiany: krypto-krypto lub krypto-fiat w formacie giełda – użytkownik giełdy lub użytkownik – użytkownik. Użytkownicy giełdy zakładają w tym celu konto i mają swój indywidualny rachunek/portfel. W teorii użytkownik dokonuje wymiany na giełdzie i wycofuje swoje środki na swój prywatny rachunek lub cold wallet.
W teorii…
W praktyce, klienci zostawiają te środki na giełdach: bo tak wygodniej, bo zaraz będą otwierać nowe pozycje, bo są zajęci… To mogą być w sumie olbrzymie środki „leżące bezczynnie” na rachunkach użytkowników giełdy, co osoby zarządzające daną giełdą widzą w swoich systemach operacyjnych i do których mają dostęp…
Co zresztą może stanowić osobny problem prawny, ponieważ „pośrednictwo w zakresie wymiany kryptowalut” a „przyjmowanie depozytów” lub usługa „przechowywania krypto aktywów” to odmienne czynności, mające odmienny status regulacyjny i wymagające osobnej zgody/licencji.
No i jak myślicie, czy giełdy korzystają z tych „bezczynnych” środków klientów czy nie? Ja nie wiem. Nie wiem, jak jest i jak było w ZondaCrypto ale intuicja i znajomość ludzkiej natury podpowiada mi, że to bardzo prawdopodobne.
Ostatecznie, to nie jest jednak problem ZondaCrypto, branży kryptoaktywów czy usług finansowych. To problem bezradnego państwa i jego oportunistycznych funkcjonariuszy i ustawodawców, którzy już od upadku Bitmarketu (2019 rok, 100 mln strat) Wiedzieli, że ten rynek trzeba uregulować, ale wybrali rzecz jasna swoją ulubioną strategię: schowajmy głowę w piasek i przeczekajmy. Po co dotykać trudnych tematów.
Na koniec rachunek i tak zapłacą za to zwykli obywatele, a my zrzucimy winę na przeciwników politycznych.
Paweł Osiński
Adwokat, ekspert z zakresu krypto aktywów, prania pieniędzy i przestępczości internetowej
Problem aresztów tymczasowych w Polsce nie wynika z tego czy innego kształtu przepisów, ale z podejścia ludzi, którzy prawo stosują. Nowelizacja k.p.k. dotycząca między innymi, zasad stosowania tymczasowego aresztowania, którą zawetował niedawno Prezydent – z tym, jakże niezaskakującym populistycznym uzasadnieniem: „chcemy mieć dalej możliwość naruszania waszych praw, aby was chronić, drodzy obywatele” – była krokiem w dobrym kierunku, ale niekoniecznym, aby rozwiązać ten problem.
To ludzie interpretują i stosują prawo. Aktualne przepisy k.p.k. dotyczące środków zapobiegawczych (w tym aresztów) wymagają zmiany, ale nie jest to niezbędne, aby zmieniła się praktyka ich stosowania. Prawda bowiem jest taka, że za nadużywanie aresztów tymczasowych w Polsce odpowiadają prokuratorzy (którzy takie wnioski składają) i sędziowie (którzy takie wnioski zatwierdzają), którzy w poczuciu własnej bezkarności (immunitet formalny!) wiedzą, że mogą w takich sprawach aresztowych robić co chcą. I tak nie poniosą za to żadnej odpowiedzialności.
Dlatego, dopóki sędziowie i prokuratorzy, nie zaczną ponosić odpowiedzialności tak jak zwykli obywatele (ok, z pozostawieniem pewnego immunitetu materialnego), najlepsze nawet przepisy dot. aresztów tymczasowych dalej będą oportunistycznie interpretowane i stosowane. I nic się nie zmieni.
Na jakiej podstawie formułuje taki wnioski? Na podstawie własnych doświadczeń ze spraw karnych i stosowania aresztów tymczasowych oraz np. Raportu Fundacji Helsińskiej z 2023 roku.
To, co często prokuratorzy i sędziowie wypisują we wnioskach i postanowieniach aresztowych, to jakieś wynaturzenie wymiaru sprawiedliwości, i to z rąk ludzi, którzy decydują o naszym życiu i wolności. Wszystko dlatego, że realia polskiego wymiaru sprawiedliwości, są takie, że cokolwiek taki sędzia czy prokurator w sprawie o zastosowanie środków zapobiegawczych napisze, to i tak, nie poniesie za to żadnej odpowiedzialności.
Standarem jest, że we wnioskach dot. tymczasowego aresztowania oraz postanowieniach sądów zatwierdzających te wnioski, znaleźć można jakieś frazesy, ogólniki, jakąś okropną nowomowę urzędniczą, której czasem nie da się zrozumieć, a tym bardziej poddać jakiejś logicznej ocenie z punktu widzenia argumentacji prawnej. Zbiorczo nazywam twórczość prokuratora i sędziów „pismami kopiuj-wklej”. Czemu tak jest? Bo oni wiedza, że to bez znaczenia co tam napiszą, ponieważ nikt ich z tego nie rozliczy.
To może parę przykładów z praktyki:
Areszt tymczasowy dla dziewczyny w 6 miesiącu ciąży, w sprawie kryptowalutowej (wszelkie dane nieusuwalne w bankach i w sieci blockchain), gdzie sąd i prokurator zgodnie uznali, że podejrzana może „zmienić lub usunąć dane w sieci blockchain” (!), wiec trzeba zastosować areszt.
Wniosek o areszt tymczasowy uzasadniony groźbą matactwa, „bo podejrzany ma telefon i social media” a skoro tak, to może przez te social media mataczyć.
Areszt tymczasowy z uzasadnieniem groźby ucieczki, „ponieważ podejrzany ma paszport i już wie, że toczy się wobec niego sprawa a zatem, należy domniemać ze będzie uciekał”.
Nagminne „domniemywanie” oraz „brak możliwości wykluczenia”, przesłanek szczególnych stosowania środków zabezpieczających (w tym aresztu) gdy te przesłanki muszą, być realne, uzasadnione i wynikające z materiału dowodowego. Ale znowu, co za różnica. Przecież i tak, tego nikt potem nie rozlicza.
Przedłużenie aresztu, przez sędziego, znanego obrońcy Konstytucji i praw człowieka (ale tylko gdy chodzi o prawa sędziów…), który skrócił wystąpienie prokuratora i moje do jednego zdania, zamknął posiedzenie i wysłał osadzonego na następne 3 m-ce. do aresztu.
Prokurator, który odmówił widzenia osadzonemu w AŚ z jego nowo narodzonym dzieckiem (w obecności funkcjonariusza – jest taka możliwość), z wskazaniem na „groźbę matactwa” i naruszenia praw człowieka noworodka.
Mógłbym tak długo wyliczać. Prawda jest taka, że to ludzie musza się przede wszystkim zmienić, a nie przepisy. To ludzie stosują prawo, a nie na odwrót.
Wystarczy znieść immunitety formalne sędziów i prokuratorów oraz zacząć od jawności postepowań ws. aresztów tymczasowych (a tym pisze m.in. Fundacja Helsińska w Raporcie z 2023 roku). Zaraz by się okazało, że na podstawie obecnych przepisów da się równocześnie: „po ludzku” stosować przepisy o aresztach i środkach zapobiegawczych oraz zdecydowanie i efektywnie zwalczać przestępczość. Tu nie ma sprzeczności, a te dwa cele da się i trzeba realizować równolegle.
Paweł Osiński
Adwokat, prowadzący praktykę w sprawach karnych dot. przestępczości gospodarczej, prania pieniędzy i z wykorzystaniem nowych technologii (kryptoaktywa)
Das Programm SAFE – Security Action for Europe – ist ein neues EU-Finanzierungsinstrument, das vom Rat der Europäischen Union am 27. Mai 2025 verabschiedet wurde. Es bildet den ersten Pfeiler des Plans ReArm Europe/Readiness 2030 der Europäischen Kommission, dessen Ziel es ist, über 800 Milliarden Euro für Verteidigungsausgaben in der gesamten EU zu mobilisieren.
SAFE ermöglicht es den Mitgliedstaaten, zinsgünstige Darlehen mit langen Laufzeiten in Höhe von bis zu 150 Milliarden Euro aufzunehmen. Diese Mittel sollen ausschließlich für dringende und großformatige Investitionen in die europäische Verteidigungsindustrie verwendet werden.
Das Instrument ist eine Antwort auf die russische Aggression gegen die Ukraine, die schwerwiegende Lücken in den Verteidigungskapazitäten Europas offenbart hat – von unzureichenden Munitionsreserven über fragmentierte Beschaffungsstrategien bis hin zu mangelnden industriellen Produktionskapazitäten.
Ein zentrales Prinzip von SAFE ist die Verpflichtung zu gemeinsamen Beschaffungsvorhaben: Jedes Projekt muss mindestens zwei teilnehmende Staaten umfassen. Neben EU-Mitgliedstaaten können auch die Ukraine sowie EWR-EFTA-Länder am Programm teilnehmen.
Polen – der größte Begünstigte des SAFE-Programms
Polen hat bei der Europäischen Kommission einen Antrag eingereicht, der 139 Verteidigungsprojekte im Gesamtwert von 43,7 Milliarden Euro umfasst – und ist damit mit Abstand der größte Begünstigte des SAFE-Programms, der nahezu ein Drittel des gesamten Topfes beansprucht.
Am 17. Februar 2026 hat der Rat der EU den polnischen Investitionsplan endgültig genehmigt und damit den Weg für die Freigabe der Mittel geebnet.
Die polnische Regierung erklärt, dass 80 bis 89 Prozent der SAFE-Mittel – also rund 150 bis 160 Milliarden Zloty – in der heimischen Rüstungsindustrie eingesetzt werden sollen. Ziel ist es, den Anteil polnischer Unternehmen an Militäraufträgen deutlich zu steigern sowie bis 2030 neue Produktionslinien, Arbeitsplätze und innovative Projekte zu schaffen.
Welche Projekte plant Polen im Rahmen von SAFE zu finanzieren?
Die vollständige Projektliste ist aus Sicherheitsgründen vertraulich. Ein Teil der Projekte ist jedoch bereits öffentlich bekannt:
Schützenpanzer Borsuk – ein modernes amphibisches Kettenfahrzeug mit fortschrittlichen Zielsystemen.
Panzerhaubitze Krab – eines der Flaggschiffprodukte der polnischen Rüstungsindustrie, hergestellt von Huta Stalowa Wola.
Flugabwehrraketen Piorun – tragbare Flugabwehr-Raketensysteme, die sich im Kampf gegen Drohnen und Hubschrauber als sehr effektiv erwiesen haben.
Artilleriemunition 155 mm – produziert u. a. von der Firma Polska Amunicja; unverzichtbar für die Selbstfahrartillerie. Der durch den Krieg in der Ukraine entstandene Bedarf ist enorm.
Aufklärungsdrohnen FlyEye und FT5-Łoś – unbemannte Systeme der WB Group für Aufklärung und Echtzeitüberwachung.
Integriertes Drohnenabwehrsystem SAN – eine Antwort auf die wachsende Bedrohung durch unbemannte Luftfahrzeuge.
Airbus-Tankflugzeuge – Luftbetankungsflugzeuge des europäischen Konzerns. Ein Beispiel für ein mit einem ausländischen Partner im Rahmen der SAFE-Anforderung gemeinsamer Beschaffung durchgeführtes Projekt.
Neben militärischer Ausrüstung sollen SAFE-Mittel auch für Infrastruktur und Cybersicherheit eingesetzt werden.
Warum ist SAFE eine Chance für deutsche Unternehmen?
Die polnische Rüstungsindustrie – die hauptsächlich in der Polnischen Rüstungsgruppe (PGZ) konzentriert ist – ist eine dynamisch wachsende, aber nach wie vor begrenzte Struktur. Obwohl der Anteil heimischer Unternehmen an Militäraufträgen in den letzten zwei Jahren von 20 auf fast 40 Prozent gestiegen ist, übersteigt das im Rahmen von SAFE geplante Investitionsvolumen von 43,7 Milliarden Euro bis 2030 die aktuellen Produktions- und Technologiekapazitäten der polnischen Rüstungsbranche bei Weitem.
Die Realisierung von 139 Projekten in so kurzer Zeit ist ohne ausländische Partner unmöglich – Partner, die über fertige Technologien, Produktionslinien und Know-how im Bereich fortschrittlichen Militärgeräts verfügen. Genau hier entsteht Raum für Unternehmen aus Deutschland.
Deutschland – der natürliche Technologiepartner
Deutschland verfügt über eine der fortschrittlichsten Verteidigungs- und Technologieindustrien in Europa. Unternehmen wie Rheinmetall, KNDS (Mitproduzent des Leopard-Panzers), Hensoldt, Diehl Defence, ESG Elektroniksystem sowie zahlreiche Innovationsunternehmen aus den Bereichen neue Technologien, Künstliche Intelligenz und Cybersicherheit verfügen genau über das, was die polnische Armee benötigt – und was die polnische Rüstungsindustrie noch nicht selbständig herstellen kann.
Rheinmetall, das bereits in Polen aktiv ist (u. a. über ein Gemeinschaftsunternehmen mit der PGZ namens Rheinmetall BAE Systems Land), ist ein gutes Beispiel für ein Kooperationsmodell, das von anderen Unternehmen übernommen werden kann. Produktionsstätten in Polen, Munitionslieferungen oder Schutzsysteme für Kampfplattformen – das sind Bereiche, in denen deutsche Hersteller bei der Umsetzung von SAFE-Projekten ihren Platz suchen und finden sollten.
Zusammenfassung
Die SAFE-Mittel sollen bis 2030 verausgabt werden. Erste Tranchen werden Polen bereits im Frühjahr 2026 erreichen. Das bedeutet, dass Entscheidungen über Partnerschaften, Kooperationsstrukturen und Vertragsverhandlungen jetzt getroffen werden müssen – noch bevor die Agencja Uzbrojenia (Beschaffungsagentur) und der Generalstab der polnischen Streitkräfte offiziell Ausschreibungen ankündigen.
Unternehmen, die als Erste Beziehungen zu polnischen Rüstungsunternehmen, Regierungsstellen und der Polnischen Rüstungsgruppe (PGZ) aufbauen, werden sich einen entscheidenden Wettbewerbsvorteil bei der Bewerbung um SAFE-Aufträge sichern.
Das SAFE-Programm ist eine beispiellose Mobilisierung finanzieller Mittel für die europäische Verteidigung. Polen – als größter Begünstigter mit einem Budget von 43,7 Milliarden Euro – wird zum zentralen Rüstungsstandort an der Ostflanke der NATO.
Für deutsche Unternehmen aus dem Technologie- und Rüstungssektor ist dies eine historische Chance: Die Lücke zwischen den Ambitionen der polnischen Armee und den begrenzten Kapazitäten der heimischen Rüstungsindustrie kann genau durch die Kooperation mit Partnern von jenseits der Oder geschlossen werden – durch Joint Ventures, Technologietransfers, gemeinsame Konsortien und Produktionsinvestitionen in Polen.
Paweł Osiński
Rechtsanwalt, Experte für Gesellschaftsrecht und Begleitung ausländischer Investitionen
Wenn Sie Fragen zur Gründung und Betreuung von Gesellschaften in Polen haben, stehen wir Ihnen gerne zur Verfügung. Wir sprechen Deutsch:
Akta Jeffreya Epsteina zelektryzowały media na całym świecie. Zaskoczenie? Ale czym? Tym, że zdeprawowane elity, z poczuciem bezkarności dzięki kontaktom i ogromnym pieniądzom, między głoszeniem frazesów o tym, jak to troszczą się o dobrostan ludzkości, latały prywatnymi odrzutowcami na wyspę „kolegi” multimilionera, skazanego już wtedy za pedofilię? Dla mnie nie.
Co ciekawe, ta afera rozgrywa się w purytańskich i rozmodlonych Stanach Zjednoczonych, a jej istotą nie jest korzystanie z usług seksualnych za pieniądze, ale świadome wykorzystywanie słabszych od siebie w poczuciu bezkarności i akceptacji w swoim „towarzystwie” (multimilionerzy, arystokracja, celebryci, politycy). Gdzie wykorzystywanie słabszych od siebie to jak widać norma. Tak jest zawsze w systemach prawnych, które z powodów panującego w nim porządku moralnego unikają zmierzenia się z trudnymi społecznie tematami, spychając je w strefę tabu. A takimi trudnym zagadnieniem jest wolność seksualna ludzi. Wtedy rządzi hipokryzja, podwójne standardy moralne i uniki. Powstają wtedy idealne warunki, aby uprzywilejowani mogli wykorzystywać bezkarnie słabszych od siebie przy bardzo powolnej reakcji wymiaru sprawiedliwości. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji np. w Niemczech, gdzie temat wolności seksualnej i związanej z tym kwestii odpłatnych usług seksualnych jest od-tabuizowany, czytelnie objęty regulacjami państwa, z wyraźnym celem ochrony osób o słabszej pozycji ekonomicznej czy społecznej przed wykorzystaniem w tak wrażliwym obszarze jak wolność seksualna.
Wróćmy jednak na krajowe podwórko. W aktach tych znalazły się także polskie nazwiska, a szef rządu zapowiedział powołanie zespołu w Prokuraturze do zbadania czy któraś z tych osób powinna ponieść odpowiedzialność za swoje czyny na podstawie przepisów polskiej ustawy karnej. Nawet jeśli te czyny miały miejsce za granicą.
Nasuwa się tutaj zatem podstawowe pytanie: czy obywatel polski może ponieść odpowiedzialność karną na czyny zabronione określone w art. 204 kodeksu karnego (tzw. przestępstwa eksploatacji prostytucji) popełnione za granica? I jeśli tak, to na jakich zasadach?
Odpowiedz jest taka, że owszem, odpowiedzialność karna za takie czyny zabronione popełnione za granica jest możliwa, ale to, na jakiej podstawie prawnej, w jakiej konkretnej sytuacji, nie jest już takie proste i czytelne. Aby udzielić zrozumiałej odpowiedzi musimy najpierw wyjaśnić pewne podstawowe zasady prawa karnego dotyczące zakresu terytorialnego obowiązywania przepisów karnych. Szczególnie w sprawach o zasięgu transgranicznym
Zasada terytorialności prawa karnego
Jednym z fundamentów polskiego prawa karnym oraz systemów prawna karnego innych suwerennych państw jest zasada terytorialności. Jest ona określona w kodeksie karnym w art. 5 i brzmi tak: „Ustawę karną polską stosuje się do sprawcy, który popełnił czyn zabroniony na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej (…).” Jest ona logiczną konsekwencja jednej z podstawowych zasad prawa międzynarodowego tj. zasady poszanowania suwerenności państw. Prawo karne to przejaw porządku społecznego na danym obszarze. Jego naruszenie wiąże się z wkroczeniem w najważniejsze prawo człowieka: jego wolność. Zrozumiale jest zatem, że prawo stworzone i obowiązujące na terenie danego państwa, powinno odnosić się tylko do członków tego państwa oraz do osób, które na terenie tego państwa przebywają.
Wyjątków od tej fundamentalnej zasady jest parę. Opisze tutaj tylko dwa z nich, najważniejsze. Należy mieć na uwadze, że każdy z tych wyjątków, a szczególnie ten drugi, powinny być interpretowane w sposób wąski i precyzyjny. Chodzi o to, że przepisy prawna karnego mają także funkcję gwarancyjną. Ich naruszenie może wywołać ingerencję przez wymiar sprawiedliwości w takie prawa podstawowe jak wolność czy własność, zatem powinny być czytelne i zrozumiałe dla adresatów tych przepisów. Czyli dla nas. Innymi słowy, osoba, która po zapoznaniu się z danym przepisem, będzie tak kierować swoim zachowaniem, aby jego treści nie naruszyć, nie może być potem zaskoczona jakąś odmienną interpretacja. Funkcja gwarancyjna polega na tym, że norma prawa karnego nie tylko określa czego nie wolno, ale zabezpiecza przed arbitralna, nieuzasadnioną ingerencją państwa w prawa podstawowe człowieka. Wykładnia prawa karnego powinna być zatem zawsze możliwie wąska i precyzyjna. Wykluczony jest tutaj wszelki automatyzm albo jakieś rozszerzające, „kreatywne” metody interpretacji, które mogą spowodować, że adresat przepisów zostanie zaskoczony ich znaczeniem.
Zasada podwójnej karalności – wyjątek #1
Jednym z podstawowych wyjątków od zasady terytorialności prawa karnego jest zasada podwójnej karalności, określona w art. 109 k.k. oraz z art. 111 k.k. Brzmi ona w pewnym uproszczeniu tak:
Ustawę karną polską stosuje się do obywatela polskiego, który popełnił przestępstwo za granicą. Jednakże, warunkiem odpowiedzialności za czyn popełniony za granicą jest uznanie takiego czynu za przestępstwo również przez ustawę obowiązującą w miejscu jego popełnienia.
Ratio legis (uzasadnienie) zasady podwójnej karalności opiera się na tym, że obywatel polski obowiązany jest do przestrzegania krajowego porządku prawnego także gdy przebywa poza granicami Polski. Zasada podwójnej karalności ma jednak istotne ograniczenie: warunkiem odpowiedzialności za czyn popełniony za granicą jest uznanie go za przestępstwo także w miejscu popełnienia. Jest to także pewien mechanizm gwarancyjny. Obywatel Polski przebywając za granica w pierwszej kolejności powinien – w związku z zasadą terytorialności prawa karnego, obowiązującą także w państwie, na terenie którego przebywa – orientować się na porządek prawny tego kraju. Zatem, w przypadku różnic pomiędzy poszczególnymi systemami w odniesieniu do norm prawa karnego, prymat jest przyznany prawu obcemu. Kraju, na którego terenie obywatel polski przebywa.
W tym konkretnym przypadku, dla zastosowania zasady podwójnej karalności, konieczne będzie ustalenie na terenie jakiego państwa dochodziło do czynów zabronionych popełnionych przez obywateli polskich wymienionych w aktach Epsteina i ustalenie norm prawa karnego obowiązujących na terenie tego państwa.
Zasada represji wszechświatowej, czyli art. 113 k.k. – wyjątek #2
Drugim wyjątkiem od zasady terytorialności prawa karnego jest zasada represji uniwersalnej (wszechświatowej) określona w art. 113 k.k. Przepis ten brzmi następująco:
Art. 113. [Ściganie przestępstwa na mocy umów międzynarodowych]
Niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia przestępstwa, ustawę karną polską stosuje się do obywatela polskiego oraz cudzoziemca, którego nie postanowiono wydać, w razie popełnienia przez niego za granicą przestępstwa, do którego ścigania Rzeczpospolita Polska jest zobowiązana na mocy umowy międzynarodowej, lub przestępstwa określonego w Rzymskim Statucie Międzynarodowego Trybunału Karnego, sporządzonym w Rzymie dnia 17 lipca 1998 r. (Dz. U. z 2003 r. poz. 708 oraz z 2018 r. poz. 1753).
Treść tego artykułu kodeksu karnego jest realizacją zasady prawa międzynarodowego, stanowiącej, że cała społeczność międzynarodowa powinna przejawiać zainteresowanie zwalczaniem najgroźniejszych i najpoważniejszych przestępstw. W szczególności tych, które godzą w jej wspólne interesy, a efektywne ściganie ich sprawców wymaga solidarnej współpracy pomiędzy państwami.
Na tym fundamencie, społeczność międzynarodowa, poprzez zawarcie różnego rodzaju porozumień międzynarodowych (konwencje, umowy, traktaty), określiła pewne czyny i zdarzenia jako zbrodnie wagi międzynarodowej oraz wprowadziła tam upoważnienia do wykonywania uniwersalnej jurysdykcji karnej, mającej zapewnić, iż sprawcy tego rodzaju zbrodni nie uciekną od odpowiedzialności. Niezależnie od różnic w systemach prawnych poszczególnych krajów.
Ww. rozwiązania prawne na polu międzynarodowym są wynikiem utrwalenia poglądu, że karanie najcięższych zbrodni przeciwko ludzkości (tzw. delicta iuris gentium), zwanych także w praktyce karnej przestępstwami konwencyjnymi, nie może być uznane za pozostające w ramach wewnętrznych spraw państwa, na terytorium którego zostały one popełnione. Gdyż w związku z oczywistymi różnicami prawnymi pomiędzy poszczególnymi państwami, sprawcy mogliby uniknąć odpowiedniość karnej np. chroniąc się na terytorium krajów, które nie przewidują karalności danego czynu, nie przewidują ekstradycji czy których system prawny jest po prostu niewydolny.
W teorii brzmi to sensownie, ale zobaczmy, jak to wygląda w praktyce.
Przesłanki do zastosowanie zasady represji wszechświatowej z art. 113 k.k.
Zasada represji wszechświatowej odnosi się zarówno do obywatela polskiego jak i cudzoziemca. W zasadzie więc odnosi się do każdego. Kluczową jednak przesłanką zastosowania tej niezwykle daleko idącej podstawy odpowiedzialności karnej brzmi następująco:
„(…) w razie popełnienia przez niego [sprawcę] za granicą przestępstwa, co do którego ścigania Rzeczpospolita Polska jest zobowiązana na mocy umowy międzynarodowej (…)”
I tutaj napotykamy już pierwszy problem. Dla uruchomienia zasady represji uniwersalnej, Polska musi być strona konwencji międzynarodowej, która wyraźnie nakazuje ściganie tego rodzaju przestępstw popełnionych poza granicami kraju z pominięciem zasady terytorialności. Kłopot polega na tym, że RP zawiera wiele umów międzynarodowych dotyczących współpracy w sprawach karnych, ale nie każda taka umowa jest „umową nakazującą ściganie”. Oceniać to powinniśmy po treści danej umowy. Niektóre z nich, dotyczą tego, że strony danej konwencji będę w swoim porządku prawnym, w określony sposób, regulować dane zjawiska społeczne. Nie ma tam szczegółowych i wyraźnych przepisów nakazujących i regulujących ściganie takich przestępstw poza granicami Polski. Tymczasem, w praktyce wymiaru sprawiedliwości następuje dość swobodne interpretowanie tego, co jest taką „umową międzynarodową na podstawie, której, Polska jest zobowiązana do ścigania przestępstw za granicą”.
Jest tak dlatego, że nie każda umowa międzynarodowa dot. współpracy w sprawach karnych, zawiera w sobie przepisy które upoważniają do zastosowanie ścigania przestępstw ponad granicami Polski. Brak także w kodeksie karnym ustawowej definicji takiej umowy oraz terminu „przestępstwa konwencyjnego”, którego wystąpienie uzasadnia zastosowanie zasady represji wszechświatowej. Efekty tego widać doskonale na przykładzie orzecznictwa w sprawach przestępstw narkotykowych popełnianych przez obywateli polskich poza granicami kraju, które bardzo często maja transgraniczny charakter. W tych sprawach, o podobnym stanie faktycznym (wprowadzenie na teren Polski środków odurzających bez zezwolenia) można spotkać przeróżne podstawy prawne wyroków skazujących: raz jest to prawo krajowe, raz zasada podwójnej karalności, a raz jakaś konwencja międzynarodowa.
A przecież poruszamy się na gruncie prawna parnego i to wyjątku od zasady terytorialności represji karnej. Zatem, przepisy w tym obszarze powinny być, po pierwsze precyzyjne i czytelne, a po drugie, interpretowane w sposób wąski.
Jest to oczywiście sytuacja niebezpieczna dla adresatów tych norm, czyli do nas, obywateli, gdyż w zasadzie nie mamy pewności: to jakiego porządku prawnego mamy przestrzegać w takich sprawach? Jak słusznie pisze Jacek Giezek (Komentarz to art. 113 k.k. system Wolters Kluwers):
„Konieczne jest odrzucenie takiego rozumienia art. 113 k.k., w którym sam fakt przystąpienia przez RP do określonej umowy międzynarodowej, nakładającej obowiązek penalizacji jakiejś klasy zachowań, przekłada się automatycznie na prawo objęcia penalizacją i ścigania tych zachowań na terenie państwa innego niż umawiające się strony.”
Art. 113 k.k. sprzeczny z Konstytucja?
W mojej ocenie, w obecnym brzemieniu, art. 113 k.k. budzi wątpliwości konstytucyjne z puntu widzenia naruszenia zasady zaufania obywatela do państwa, ponieważ w polskim systemie prawa karnego, brak jest precyzyjnej i czytelnej dla obywatela definicji kluczowego terminu z art. 113 k.k. tj. „umowy międzynarodowej, na mocy której, Rzeczpospolita Polska zobowiązana jest do ścigania za przestępstwo popełnione za granicą”. A przecież na podstawie wykładni art. 113 k.k. a w szczególności na podstawie wykładni ww. fragmentu, obywatel polski, ale także cudzoziemiec, podlegać może ściganiu przez organy wymiaru sprawiedliwości RP, za jego czyny na terenie całego świata, niezależnie jakie przepisy obowiązywały w miejscu popełnienia przez niego czynu.
Jak wspomniano wyżej, art. 113 k.k. wprowadza wyjątek od zasady terytorialności ujętej w art. 5 k.k. Wyjątek, który może mieć dla danej osoby kolosalne konsekwencje, w związku z oczywistymi i zrozumiałymi różnicami pomiędzy poszczególnymi krajami w tym co jest, a co nie jest dozwolone. Wyjątek, który powinien mieć swoje zastosowanie tylko wtedy, gdy mamy do czynienia z najcięższymi przestępstwami przeciwko ludzkości. Co oznacza, że zasady zastosowania ww. wyjątkowej i niezwykle dolegliwej zasady represji uniwersalnej powinny być w przepisach prawnych jasno i czytelnie opisane, tak aby każdy adresat tych norm wiedział, jak powinien dostosować swoje zachowanie, aby mieć pewność, że jego działania są zgodne z prawem. W odniesieniu do art. 113 takiej jasności i pewności brak, a sposób skonstruowania ww. przepisu rodzi istotne wątpliwości z punku widzenia konstytucyjnej zasady zaufania obywatela do państwa.
A jak słusznie stwierdził TK w wyroku z 15 lutego 2005 roku, sygn. akt. K 48/04:
„Ochrona zaufania wyraża się w takim stanowieniu i stosowaniu prawa, by nie stawało się ono swoistą pułapką dla obywatela i aby mógł on układać swoje sprawy w zaufaniu, że nie naraża się na skutki prawne, których nie mógł przewidzieć w momencie podejmowania decyzji i działań.”
Ściganie za przestępstwa z art. 204 k.k. popełnione za granica
Za czyny popełnione za granica Polski a opisane w art. 204 k.k. (tzw. przestępstwa eksploatacji prostytucji) obywatel polski może odpowiadać zatem na zasadzie podwójnej karalności lub z zastosowaniem art. 113 k.k. na zasadzie represji uniwersalnej, na podstawie dwóch umów międzynarodowych zawartych przez Polskę:
Konwencja w sprawie zwalczania handlu ludźmi i eksploatacji prostytucji z 21 marca 1950 roku, zwana dalej „Konwencją”.
Rzymski Statut Międzynarodowego Trybunału Karnego, 17 lipca 1998 roku, zwany dalej „Statutem MTK”.
Na przykładzie tych dwóch aktów prawnych doskonale widać problemy z wykładnią art. 113 k.k., a w szczególności przesłanki zastosowania kluczowej przesłanki tej normy prawnej tj. umowy międzynarodowej, której RP jest stroną, nakazującej ściganie danych przestępstw typu delictum iuris gentium, poza granicami kraju.
Analizując treść przepisów Konwencji należy do wniosku, że nie ma tam przepisów nakazujących i regulujących ściganie przestępstw związanych z prostytucją na terenie innych państw. Jej przepisy obligują jedynie państwa, strony Konwencji, do wprowadzenia określonych rodzajów przestępstw do swojego porządku prawnego. Tak np. art. 1 oraz 2 Konwencji. Dodatkowo art. 11 oraz 12 Konwencji, wyraźnie stanowią o tym, że postanowienia Konwencji „nie mogą być interpretowane jako przesądzające stanowisko strony Konwencji co do ogólnego problemu zakresu jurysdykcji karnej przewidzianej w prawie międzynarodowym” oraz że „Konwencja nie zmienia zasady, że przestępstwa, o których w niej mowa, mają być w każdym kraju określane, ściganie i karane zgodnie z prawem krajowym.”
Innymi słowy, Konwencja nie jest umową międzynarodową, o której mówi art. 113. A zatem, nie można na jej podstawie przypisać odpowiedzialności karnej w oparciu o art. 204 k.k., za czyny, dokonane wyłącznie na terenie innego kraju. Co nie przeszkadza prokuraturze powoływać się na Konwencję w sprawach dotyczących tego typu czynów (eksploatacja prostytucji) jako podstawy prawnej dla postawienia zarzutów i ścigania z zastosowaniem jurysdykcji uniwersalnej.
Gdy spojrzymy natomiast na Statut MTK a w szczególności na jego treść, to dojdziemy do wniosku, że właśnie ten akt międzynarodowy, jest podstawą dla zastosowania zasady represji uniwersalnej, określonej w art. 113 k.k. Ustanawia on w sposób wyraźny ramy dla ścigania w trybie międzynarodowym najpoważniejszych przestępstw przeciwko ludzkości poprzez kompleksowe przepisy regulujące postepowanie Trybunału: pozycje i uprawnienia prokuratorów MTK, rozprawę, orzekanie etc. Co więcej, w art. 7 Statutu MTK o tytule „Zbrodnie przeciwko ludzkości” wymienia on wyraźnie „przymusową prostytucję” czyli sutenerstwo, ale z koniecznym elementem przemocy, przymusu lub wyzysku jako jedno z przestępstw co do których zwalczania Trybunał MTK został powołany.
A contrario, czerpanie korzyści ze świadczenia usług seksualnych (sutenerstwo z art. 204 § 2 k.k. czy, odchodząc od tego okropnego, stygmatyzującego języka: działalność gospodarcza w zakresie organizacji usług seksualnych) nie jest przestępstwem przeciwko ludzkości. Natomiast jest taką zbrodnia przymusowa prostytucja czy eksploatacja prostytucji połączona z przymusem czy wyzyskiem. I słusznie! Ponieważ na wyzysk, przymus i eksploatacje człowieka nie ma miejsca w jakimkolwiek obszarze społecznym.
Zasada represji wszechświatowej a prawo Unii Europejskiej
Warto w tym miejscu zauważyć, że argumentem, który wspiera ww. kierunek wykładni, że tylko eksploatacja prostytucji połączona z wyzyskiem czy przymusem stanowi delictum iuris gentium, i uzasadnia zastosowanie zasady represji wszechświatowej na postawie art. 113 k.k. w zw. z przepisami Statutu MTK, z jest to, że gdyby przyjąć wykładnie szerszą, że każdy czyn zabroniony dot. eksploatacji prostytucji uzasadnia zastosowanie zasady represji wszechświatowej, to prowadziłoby to do sytuacji, gdzie zmuszeni jesteśmy uznać, że na terenie niektórych państw członkowskich UE, poszczególne państwa popełniają zbrodnie przeciwko ludzkości, a Polska obowiązana jest ścigać obywateli tych krajów, za te czyny.
Przypomnieć bowiem należy, że w takich krajach Unii Europejskiej jak Niemcy, Holandia czy Grecja, zarówno prostytucja jak i świadczenie usług w zakresie organizacji prostytucji są legalne, pod kontrolą i ochroną Państwa (model dekryminalizacyjny podejścia do zjawiska prostytucji). Jest tak pod warunkiem, że nie wiąże się z tym przymus, wyzysk czy wykorzystanie nieletnich.
Grecja oraz Holandia są zresztą stronami, sygnatariuszami Konwencji, interpretując ją – i słusznie – nie jako podstawę do penalizacji na zasadzie represji uniwersalnej każdej formy sutenerstwa, ale jako akt prawny zobowiązujący do zwalczania handlu ludźmi i eksploatacji prostytucji (czyli nie każdej formy sutenerstwa, ale tylko takiej, gdzie mamy do czynienia z wyzyskiem i przymusem), na swoim obszarze, wg. norm i zasad przyjętych we własnym prawie krajowym.
Polska jest członkiem UE i w związku z tym, zobligowana jest zaakceptować prymat prawa wspólnotowego. Co prawda prawo karne jest gestii w poszczególnych państwa członkowskich, jednakże tylko w na ich obszarze danej jurysdykcji krajowej. W sprawach transgranicznych, rozgrywających się na terenie UE, dotyczących innych obywatelu UE, Prawo Wspólnotowe ma wpływ na to jak poszczególne państwa członkowskie stosują normy prawa karnego. A takich spraw transgranicznych jest coraz więcej w związku z mobilnością obywateli państwa członkowskich.
Jest to temat na osobny artykuł. Tutaj jako przykład wpływu prawa UE na zastosowanie polskiej ustawy karnej, powołam się na orzeczenie SA w Katowicach z 30 listopada 2025 roku (II AKz 734/05, LEX nr 16460), który stwierdził w odniesieniu do art. 109 k.k. (zasada podwójnej karalności), że: Rzeczypospolita Polska jest państwem członkowskim Unii, a na każdym z tych państw spoczywa obowiązek przestrzegania zobowiązań i w konsekwencji obowiązek podjęcia wszelkich właściwych środków w celu wykonania zobowiązań wynikających z traktatu lub działań instytucji Wspólnoty. Z traktatów wynika fundamentalna zasada lojalności oraz wzajemnego zaufania pomiędzy państwami członkowskimi, która zakłada domniemanie, że inne państwa podzielają te same wartości, na których opiera się Unia Europejska.
Zatem, nie jest możliwe przyjęcie przez jeden z krajów członkowskich UE – dla celów stosowania prawa krajowego wobec obywatela Unii Europejskiej (np. obywatel polski), że przepisy krajowe innego kraju, członka UE stanowią zbrodnie przeciwko ludzkości w rozumieniu prawa międzynarodowego.
Podsumowanie
Art. 113 k.k. wprowadzający do polskiego systemu prawa karnego zasadę represji uniwersalnej i pojęcie „przestępstwa konwencyjnego” należy uznać za sprzeczny z Konstytucją, gdyż jego treść jest niejasna i sprawia, że adresat tej normy prawnej nie jest w stanie jednoznacznie ustalić jego treść, aby wiedzieć jak ukształtować swoje zachowania.
Co do odpowiedzialności z art. 204 k.k. za opisane w nim czyny zabronione popełnione poza granicami kraju, to stwierdzić należy, że Konwencja nie jest aktem prawnym, o którym mowa w art. 113 k.k. a czyn opisany w art. 204 §2 k.k. nie jest delictum iuris gentium uzasadniającym zastosowanie zasady represji wszechświatowej. Jednakże taką podstawą prawną może być Statut MTK w przypadku eksploatacji prostytucji połączonej z przemocą lub wyzyskiem.
Być może zatem, oprócz zespołu prokuratorów, powinien zostać powołany także zespół legislacyjny, aby poprawić treść art. 113 oraz aby wreszcie zając się w Polsce uregulowaniem prawnym kwesti usług seksualnych. Doświadczenie praktyki prawa pokazuje bowiem, że sytuacja, gdy jakikolwiek obszar aktywności społecznej znajduje się w szarej strefie, jest kwestią czasy gdy ściąganą tam osoby, które świetnie się w takim półcieniu czują, przekonane o tym, że są poza zasięgiem prawa.
Paweł Osinski
Adwokat prowadzący praktykę w transgranicznych sprawach karnych oraz sprawach karnych dot. usług seksualnych.
Spółka BV w Holandii to elastyczna i efektywna kosztowo forma prawna, często wybierana przez przedsiębiorców w związku z międzynarodowa ekspansja działalności. Pewne podstawowe cechy Holandii, jej systemu prawnego i podatkowego oraz najważniejsze kwestie dot. założenia i funkcjonowania spółki BV w Holandii (odpowiednik polskiej spółki z o.o.) opisałem we wcześniejszych wpisach:
Dzisiaj chciałbym w paru słowach zarysować, jak wygląda proces sprzedaży udziałów w takiej spółce, w związku z tym, że coraz więcej polskich przedsiębiorców posiada taka spółkę i zwraca się do mnie o wsparcie prawne czy to przy sprzedaży udziałów, podwyższeniu kapitału czy przy całym procesie wejścia do spółki nowego inwestora, co zwykle obejmuje zawarcie umowy inwestycyjnej oraz zmiany w umowie spółki i organach spółki.
Przeniesienie własności udziałów w Spółce BV w Holandii
Generalnie, planując przeniesienie własności udziałów w spółce BV w Holandii, należy uwzględnić następujące zasady wynikające z holenderskich przepisów. Dla jasności, przeniesienie własności udziałów to może być np. sprzedaż, zamiana lub darowizna, ale najczęściej jest to sprzedaż udziałów:
Sprzedaż udziałów w spółce BV z siedzibą w Holandii wymaga dla swojej skuteczności sporządzenia aktu notarialnego przez notariusza w Holandii. Co do zasady w Holandii wszelkie operacje dot. udziałów w spółce BV jak przeniesienie, wydanie nowych czy zastaw udziałów etc. wymagają czynności przed notariuszem).
Co ważne, udział notariusza w Holandii polega na sporządzeniu pełnego aktu notarialnego, w przeciwieństwie do Polski, gdzie do przeniesienia udziałów wystarczy poświadczenia podpisów przez notariusza. To oznacza, więcej formalności i większy udział notariusza przy sporządzaniu umowy przenoszącej własność udziałów.
Przeniesienie własności udziałów, staje się skuteczne z chwilą zawarcia umowy sprzedaży w formie aktu notarialnego. Nie ma tutaj podziału na dwie, technicznie mówiąc, czynności: przeniesienie udziałów i rejestracja w Rejestrze Handlowym (KVK). Transakcja jest skuteczna z chwilą podpisania przez notariusza aktu notarialnego. Notariusz przekazuje następnie informacje o transakcji do Rejestru Handlowego w Holandii, a my – strony – otrzymujemy zaktualizowany rejestr wspólników (register of shareholders). To, prywatny dokument, podpisywany przez zarząd spółki, odpowiednik listy wspólników w polskiej sp. z o.o., ale zdecydowanie bardziej rozbudowany.
Jedyny wyjątek, gdy zgłoszenie do KVK jest obowiązkowe, to sytuacja, gdy jedyny wspólnik spółki zbywa wszystkie posiadane udziały. Wtedy konieczna jest rejestracja tego faktu w Rejestrze Handlowym.
Zmiany w umowie spółki BV
Częstą sytuacją jest zawarcie umowy sprzedaży udziałów w spółce BV połączone ze zmianami w umowie spółki oraz zmianami w zarządzie spółki. Dzieje się tak najczęściej, gdy mamy do czynienia z wejściem do spółki nowego inwestora na podstawie umowy inwestycyjnej, która przewiduje dokonanie szeregu zmian w spółce. Tak, aby zasady funkcjonowania spółki, wynikające w dużej mierze z umowy spółki, odpowiadały nowej sytuacji, gdzie jest już więcej niż jeden wspólnik.
W Holandii, zmiany w umowie spółki BV wymagają dla swojej ważności formy aktu notarialnego. Odmiennie niż w Polsce, zmiany te staja się skuteczne z chwilą podpisania aktu notarialnego. Notariusz przesyła następnie akt notarialny obejmujący zmiany wraz z aktualną wersją umowy spółki do Rejestru Handlowego. Jest to w zasadzie czynność administracyjna, która nie ma znaczenia dla odpowiedzi na pytanie, kiedy te zmiany zaczynają obowiązywać.
Zaletą spółki BV w Holandii jest to, że takie czynności jak sprzedaż udziałów czy zmiany w umowie spółki, mogą odbywać się na podstawie pełnomocnictwa, którego udzielenie nie wymaga jakichś nadzwyczajnych formalności jak np. apostille czy legalizacja. Praktyka czynności notarialnych w Holandii jest taka, że udziałowcy udzielają pełnomocnictwa pracownikom kancelarii notarialnej w Holandii do podpisania umowy sprzedaży udziałów oraz do wprowadzenia odpowiednich zmian w umowie spółki w formie aktu notarialnego. Jest to istotne ułatwienie całej procedury, które pozwala zaoszczędzić czas i energię potrzebną np. uzgadnianie treści zmian w umowie spółki czy umowie sprzedaży udziałów, zamiast tracić je na uzgadnianie i poświadczanie pełnomocnictw. Dla porównania, dokonywanie podobnych transakcji w Niemczech czy w Szwajcarii może być nieraz niezwykłe uciążliwe właśnie przez konieczność uzyskiwania apostille i legalizacji i nieraz jeszcze tłumaczeń samych klauzul apostille czy legalizacyjnych. Panuje zresztą w tym obszarze ogromne zamieszanie i bardzo dużo zależy od danego notariusza.
Powołanie nowego członka zarządu w spółce BV
Dokonanie zmian w zarządzie spółki BV nie wymaga firmy aktu notarialnego. Zwykła uchwała zgromadzenia wspólników jest wystarczająca. Powołanie do zarządu skuteczne jest z chwilą podjęcia uchwały. W praktyce tego typu transakcji tj. zmian w spółce związanych ze sprzedażą udziałów czy wejścia do spółki nowego wspólnika, zmiany w zarządzie zwykle są także ujęte w akcie notarialnym obejmującym przeniesienie własności udziałów oraz zmiany w umowie spółki. Notariusz przesyła wtedy do Rejestru Handlowego wszystkie zmiany przyjęte w akcie notarialnym. Aczkolwiek, co do zasady, przedstawiciele spółki mogą sami, w razie potrzeby, zgłosić do KVK zmiany w zarządzie wypełniając i składając dwa formularze: Form 16 oraz Form 11. Zmiany można zgłosić online, ale także w wersji papierowej.
Sprzedaż udziałów, zmiany w umowie spółki w Spółce BV w Holandii – wnioski
Porównując tego typu transakcje realizowane w Holandii, w Niemczech czy w Szwajcarii, uważam, że Holandia, jej system prawny i podatkowy, pozycja prawna i sposób działania notariusza w tym systemie oraz przepisy właściwe dla spółek handlowych, charakteryzuje się bardzo dużą elastycznością i niesformalizowanym sposobem działania. W przypadku Holandii oraz innych zachodnioeuropejskich krajów jak Niemcy czy Szwajcaria, sporym wyzwaniem pozostaje jednak, ze względu na specyfikę rynku usług prawniczych, o której pisałem w moich wcześniejszych artykułach, znalezienie kancelarii notarialnej czy prawnej, ktora będzie mogła wspierać nas przy takiej transakcji.
Paweł Osinski
Adwokat, ekspert od. międzynarodowego prawa spółek, transakcji transgranicznych oraz prawa karnego – gospodarczego.
W dniu 15 października 2025 roku, Komisja Petycji Sejmu rozpatrzyła petycję mojego autorstwa ws. kompleksowego uregulowania świadczenia i organizowania usług seksualnych w Polsce (dalej „Petycja”). Ku mojemu pewnemu zaskoczeniu, Komisja skierowała ten dokument do dalszych prac do Sejmowej Komisji Sprawiedliwości oraz Praw Człowieka.
Dodatkowo, otrzymałem przed paroma tygodniami odpowiedź na petycję z Departamentu Prawa Karnego Ministerstwa Sprawiedliwości. Z jej treścią całkowicie się nie zgadzam, ale bardzo doceniam fakt, że urzędnik ministerstwa, autor tej odpowiedzi, znalazł czas na merytoryczna polemikę.
Czas zatem zmierzyć się z głównymi, dość stereotypowymi przyznaję argumentami, jakie przeciwko kompleksowemu uregulowaniu zjawiska odpłatnego świadczenia usług seksualnych, padły na Komisji Petycji Sejmu oraz w stanowisku Ministerstwa Sprawiedliwości.
Czy świadczenie usług seksualnych w Polsce jest legalne?
Zacząć należy od tego, że nieprawdą jest, powtarzane często w ramach tej dyskusji zdanie, że „przecież w Polsce, świadczenie usług seksualnych jest legalne”. Otóż nie. Tego rodzaju działalność nie jest w Polsce legalna, a jedynie „tolerowana” przez państwo, które łaskawie powstrzymuje się od karania takiego zachowania, w dalszym ciągu je stygmatyzując, uznające je za „nieobyczajne” i sprzeczne z obowiązującymi zasadami społecznymi.
Aby dobrze wyjaśnić na czym polega różnica:
„legalne” jest świadczenie usług fryzjerskich, usług prawnych, produkcja mebli czy prowadzenie piekarni. Każdy z tym zawodów może (a nawet musi) założyć działalność gospodarczą, aby ją wykonywać. Obowiązany jest, czy chce czy nie, odprowadzać podatki. Podlega ubezpieczeniu społecznemu, emerytalnego i zdrowotnemu. Podlega ochronie państwa: jeśli klient nie zapłaci z ww. usługi można pójść do sądu po nakaz zapłaty a następnie skorzystać z przymusu państwa czyli komornika, który wyegzekwuje należność.
Osoba, która chciałaby świadczyć usługi seksualne w kraju nad Wisłą, nie ma takiej możliwości. Nie może zarejestrować działalności gospodarczej. Nie może podlegać ubezpieczeniu emerytalnemu czy zdrowotnemu. Nie może rozliczać kosztów i płacić podatków. Nie podlega ochronie państwa, bo w przypadku sporu o zapłatę sąd oddali pozew o zapłatę z argumentem, że czynności prawne sprzeczne z zasadami współżycia społecznego (tzn. niemoralne) są z punktu widzenia prawa cywilnego nieważne.
Jest tak dlatego, że w Polsce, organy intepretujące prawo: sądy oraz organy administracji skarbowej, jak urzędy skarbowe, uznają, że działalność w zakresie usług seksualnych jest niezgodna z „zasadami współżycia społecznego” i sprzeczna z „dobrymi obyczajami”. Z tego powodu, nie może być przedmiotem ważnej umowy oraz legalnie wykonywanej działalności gospodarczej.
Nie ma zatem mowy o legalnych usługach seksualnych w Polsce. Jest szara strefa, obszar, którego państwo udaje, że nie widzi.
Po co nam państwo i regulacje?
Następnym fałszywym argumentem przeciwko czytelnemu uregulowaniu świadczenia usług seksualnych w Polsce, powtarzanym często, co zaskakujące, przez przedstawicieli Policji, jest stwierdzenie, że, uregulowanie zjawiska usług seksualnych „utrudniłoby ściganie przestępstw związanych z tym zjawiskiem”. Często powołuje się tutaj na jakieś rzekome dane badawcze z Niemiec, gdzie usługi seksualne są uregulowane już od ponad 20 lat, które podobno wskazują na to, że „przestępcy wykorzystują legalne możliwości działalności gospodarczej” np. prowadzenia agencji towarzyskiej jak w Niemczech (co jest w Niemczech dozwolone i podlega nadzorowi państwa), w celu ukrycia swojej przestępczej działalności.
Jest to manipulacja oparta wynikach badan z ewaluacji funkcjonowania niemieckich przepisów regulujących działalność, w zakresie świadczenia i organizowania usług seksualnych. Tzn. ewaluacja była przeprowadzana, ale nie ma tam takich danych, wskazujących na to, że „regulacje ułatwiają przestępcom działalność”.
Takie ewaluacje w Niemczech są cyklicznie przeprowadzane i ostatnią z 24 czerwca 2025 roku można znaleźć na stronie Ministerstwa Edukacji, Rodziny, Seniorów, Kobiet i Młodzieży RFN:
Co do wniosków z tej ewaluacji to proponuje sięgnąć do oceny wyrażonej przez Instytut Kryminologiczny Dolnej Saksonii (Krminologische Institut Nidersachen e.V), dołączonej do tego dokumentu, który zawiera następujące konkluzje:
Świadczenie dobrowolne usług seksualnych (prostytucja) jest w Niemczech działalnością konstytucyjnie chronioną.
Cele ustawy o ochronie osób świadczących usługi seksualne (jak np. zwiększenie faktycznego nadzoru państwa nad zarobkowym świadczeniem i organizowaniem działalności w zakresie usług seksualnych) należy uznać w znacznej mierze za osiągnięte.
W przestrzeni medialnej działalność w zakresie usług seksualnych jest przedstawiana w sposób negatywny i stygmatyzujący jako zjawisko powiązane z z zasady z przestępczością, mimo że z ankiet przeprowadzonych przez Instytut Kryminologiczny wynika, że osoby zawodowo związane z tą branżą maja jej zupełnie inny odbiór i odmienne doświadczenia.
Wprowadzenie ustawy o ochronie osób świadczących usługi seksualne, należy ocenić pozytywnie, gdyż poprawiła ona sytuacje prawną oraz realną ochronne osób zaangażowanych w świadczenie usług seksualnych.
Rzekomych danych o przestępczości zorganizowanej, która „chowa się” w Niemczech pod pozorem legalnej działalności gospodarczej w tej Ewaluacji nie ma, ponieważ… być nie mogło.
Wynika to z pewnego fundamentalnej dla współczesnej kryminologii (nauka o przyczynach przestępczości) założenia, które mówi, że badając przestępczość, nigdy nie poznamy prawdziwej liczby przestępstw (tzw. ciemna liczba przestępstw). Liczbę, która możemy poznać to liczba przestępstw zgłoszonych lub zarejestrowanych przez np. policję. Jednakże, ta liczba w żadnym wypadku nie może nam zastępować „prawdziwej liczby przestępstw” ponieważ to jakie i ile przestępstw zostało zarejestrowanych może zależeć od takich zaskakujących czynników jak np. zorganizowane zniechęcanie osób poszkodowanych do składania zawiadomień lub odwrotnie, od zorganizowanej akcji organów ścigania nakierowanych na zwalczanie danego rodzaju przestępstw w konkretnym okresie, co automatycznie przekłada się na więcej takich zgłoszeń w statystykach.
Prawdziwą liczbę przestępstw możemy co najwyżej oszacować, przyjąć jakieś założenia. Nigdy nie poznamy jednak faktycznej, realnej liczby przestępstw. Z tego powodu, wszelkie wypowiedzi dot. co „przestępczość robi lub czego nie robi”, bazujące na rzekomych „twardych danych” w czym lubują się przedstawiciele organów ścigania, uznać należy za wymysły lub w najlepszym razie publicystykę. Wracając na obszar uregulowania zjawiska świadczenia usług seksualnych w Niemczech, nie ma takich danych, które wskazują jakoby, tamtejsze podejście regulacyjne, ułatwia przestępcom funkcjonowanie. Jest wręcz przeciwnie, co wynika z ww. Ewaluacji z 2024 roku efektów wprowadzenia przepisów regulujących świadczenie usług seksualnych w Niemczech.
Ponadto w tej argumentacji przeciwko przyjęciu podejścia opartego na uregulowaniu problemu świadczenia usług seksualnych, ponieważ, „pozwoliłoby to przestępcom wykorzystywać legalnie działają przedsiębiorstwa do ochrony swojej działalności” jest pewna zaskakująca w ustach przedstawicieli organów państwa logika.
Oto przedstawiciel Policji, w obliczu pewnego nie ma co ukrywać, delikatnego obszaru aktywności społecznej, pozostającego de facto szarą strefą, mówi, aby „państwo nic tutaj nie regulowało”. Aby status quo – czyli ta szara strefa – została, jak jest, be zmian, bo więcej regulacji generalnie przeszkadzać będzie Policji walczyć skutecznie z przestępczością powiązana z tą branżą.
Przecież to jest nic innego jak podważanie istoty państwa, które ma przez swoje działania porządkować funkcjonowanie społeczeństwa. W myśl tej logiki zaprezentowanej przedstawicielkę Komendy Głównej Policji, analogicznie: jeśli mamy społeczny problem z alkoholem – to nie regulujmy. Jeśli mamy problem z mafią w branży utylizacji odpadów – nie regulujmy. A gdy pojawia się zjawisko np. przestępczości zorganizowanej wyłudzającej VAT to także nie regulować? Bo Policji będzie trudniej?
Przecież to jest całkowicie nie do obrony. To jest przejaw jakiejś bezradności i obojętności państwa i jego organów, które są powołane do przestrzegania prawa. To jest podpisanie się pod twierdzeniem, że więcej regulacji, czytelnej i zrozumiałej sytuacji prawnej i nadzoru ze strony Państwa nad jakimś obszarem społecznym, utrudnia Policji egzekwowanie w tym obszarze przestrzegania prawa!
I wreszcie na koniec, zmierzmy się z argumentem, że świadczenie usług seksualnych za pieniądze jest szkodliwe i dlatego uznane jest za niemoralne i sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.
Nie jestem psychologiem więc nie będę się wypowiadał, czy jest to szkodliwe czy nie (tak, w zasadzie, pojawia się dobre pytanie, komu to oceniać?) Faktem jest, że w dyskusji ekspertów reprezentowane są różne stanowiska.
Jestem adwokatem więc, chciałbym spojrzeć na sprawę z punktu widzenia istniejącego już prawa i stosowanych rozwiązań w podobnych sytuacjach. Moim celem jest, aby w jakimkolwiek obszarze społecznym, przyjęte prawo było czytelne, racjonalne i uzasadnione.
W Polsce, możemy wskazać na przykład zjawiska społecznego, które myślę, że możemy wykorzystać jako analogię. Chodzi o zjawisko spożywania alkoholu, który w nawet najmniejszych ilościach jest trucizną i którego spożywanie, powoduje ogromne szkody indywidualne i społeczne w Polsce. W tym przypadku, państwo, bazując na poglądach społecznych dot. alkoholu, jego kulturowego zakorzenienia, uznało, że należy ten problem uregulować. Odrzucono skrajne rozwiązania, czyli np. całkowity zakaz czy liberalne podejście i przyjęto model regulacyjny (reglamentacyjny). Model ten zasadniczo pozostawia decyzję o spożywaniu alkoholu (trucizny) każdemu człowiekowi. Jednakże, w pewnych ramach prawnych takich jak np. zakaz sprzedaży alkoholu dla osób nieletnich czy zakaz prowadzenie pojazdów pod wpływem alkoholu.
Innymi słowy, państwo uznało, że jest do tak trudna kulturowo i indywidualna kwestia (spożywanie alkoholu), że należy pozostawić tutaj swobodę do indywidualnego decydowania każdej osobie. W jasno określonych przez państwo ramach prawnych chronionych sankcja karną.
Zatem, analogicznie, wydaje się racjonalnym poglądem, oczekiwać, że państwo, w sprawie taki indywidualnej i delikatnej jak decydowanie o swoim ciele, o swoim życiu seksualnym i o ewentualny zarabianiu na tym pieniędzy, powinno stworzyć podobne ramy regulacyjne jak w przypadku alkoholu. Pozostawiając to decyzji każdego dorosłego człowieka. Pod warunkiem, że ta decyzja będzie mieścić się w ww. ramach prawnych.
Innymi słowy, państwo powinno stanąć do swojej roli i stworzyć dla swoich obywateli czytelne regulacje: ramy prawne i podatkowe. Zapewniając ochronę przed nadużyciami i patologiami. Jasno wskazując, że jakakolwiek forma działalności gospodarczej związana z usługami seksualnymi nie może mieć nic wspólnego z wyzyskiem, handlem ludźmi czy udziałem osób niepełnoletnich.
Zakazywanie swobody działalności gospodarczej w tym obszarze, w imię „obyczajności”, jest nie tylko nieracjonalne, ale de facto jest także naruszeniem prawa danego człowieka decydowanie o swoim życiu pod pozorem troski państwa o dobro człowieka. Nie da się tutaj oprzeć wrażeniu, że jest to po prostu podwójna moralność.
Aby to zrozumieć w praktyce, warto spojrzeć na przykład z Niemiec, gdzie od 2002 roku działalność w zakresie usług seksualnych jest uregulowana ustawowo. Przełomowy był w tej sprawie wyrok Berlińskiego Sądu Administracyjnego z 2000 roku, który w sprawie dot. usług seksualnych o kontekście podatkowym (Wyrok 35 Izby Sądu Administracyjnego w Berlinie z 1.12.2000 roku, w sprawie „Cafe Pssst”) , pierwszy raz w Niemczech stwierdził, że działalności polegającej na świadczeniu usług seksualnych nie można określić jako sprzecznej z moralnością, a zatem, nie ma żadnych przeszkód, aby uznawać te aktywność jako działalność gospodarczą jak każdą inną.
Sąd ten podkreślił, że powoływanie się przez dotychczasowe orzecznictwo, na postanowienia Konstytucji Republiki Federalnej, odmawiające tego rodzaju aktywności statusu legalnej działalności gospodarczej, wskazując, że jest to „działalność niegodna z obowiązująca w Niemczech moralnością publiczną” jest w istocie rzeczy naruszeniem praw człowieka. Dokonywanym poprzez błędną interpretację zasad konstytucyjnych. Sąd sprzeciwił się, prezentowanej wcześniej bezrefleksyjnie linii orzeczniczej, uznającej „ryczałtowo” świadczenie usług seksualnych za sprzeczne z nakazem poszanowania godności ludzkiej wyrażonym w art. 1 Konstytucji Federalnej (Grundgesetz). Sąd wskazał, że automatyczne kwalifikowanie każdej formy prostytucji (czyli także tej, która jest wykonywana z własnej woli przez pełnoletnią osobę) jako sprzeczne z zasad godności ludzkiej jest niesłuszne, ponieważ w ten sposób państwo udaje, że chroni człowieka (przed samym sobą) ograniczając swobodę jego wyboru. A tak naprawdę, nie chce zmierzyć się z tym, jakie jest aktualne postrzeganie społeczne tego zjawiska i z tym, że wymagać to będzie przyjęcie regulacji, które pozwolą każdemu decydować o sobie, w określonych ramach regulacyjnych.
Znamienne jest, w jaki sposób Berliński Sąd Administracyjny, doszedł do wniosku, że świadczenia usług seksualnych w Niemczech nie można w dalszym ciągu uznawać za „sprzeczne z moralnością”. Skład sędziowski nie wysnuł tego wniosku bynajmniej z palca, ale podszedł do tego niezwykle pragmatycznie. Przede wszystkim, osoby orzekające w tej sprawie uznały, że nie mogą arbitralnie uznać co w roku 2000 w Niemczech, może być społecznie uznane za zgodne lub niezgodne z moralnością, w kontekście usług seksualnych. Rozesłano zatem ok. 50 ankiet do rożnych organizacji społecznych, naukowych, związków zawodowych, organizacji zrzeszających prawników, także do organizacji kościelnych, o ich aktualne zapatrywanie – z punktu widzenia społecznego i etycznego – na zjawisko odpłatnych usług seksualnych.
Nadesłane odpowiedzi były bardzo zróżnicowane, ale wypływał z nich jeden wniosek. Zapytane organizacje społeczne, nie odrzucały z zasady, odpłatnego świadczenia usług seksualnych jako „sprzecznego z porządkiem społecznym” czy moralnie nagannego” o ile nie mówimy o usługach seksualnych powiązanych z przestępczością, wyzyskiem, przymusem czy handlem ludźmi. Innymi słowy, organizacje te akceptowały uregulowanie prawne usług seksualnych. Akcentowały potrzebę ochrony przez państwo praw osób decydujących się na taką formę aktywność zarobkowej. Takie wyniki ankiety doprowadziły Sąd w Berlinie do wniosku, że nie można dłużej twierdzić, bazując na poglądach aktualnych w 2000 roku, że w społecznym postrzeganiu prostytucja jest „sprzeczna z obyczajnością”. Był to wyłom w systemie prawnym, który zmusił ustawodawcę w Niemczech do zmierzenia się z tym wyzwaniem.
Warto w tym kontekście dodać, że według ostatnich dostępnych badań OBOP z 2002 roku, ponad połowa Polaków popierała wprowadzenie przepisów regulujących legalne funkcjonowanie domów publicznych (M.Fajst, Archiwum Kryminologiczne, T. XVIII, 2005-2006, „Prostytucja w Polsce”).
Bo tak na prawdę, kluczowe w dyskusji o tym, jak uregulować odpłatne usługi seksualne, powinno być uczciwe, transparentne i odważne podejście ustawodawcy do tego obszaru naszego życia społecznego. Podejście, które nie będzie opierać się na spoglądaniu na sprawę z pozycji wyższości moralnej, ale na woli efektywnego uregulowania rzeczywistości społecznej. Podejście, które będzie wyznaczać czytelne ramy, co do których, jak myślę, że wszyscy się zgadzamy – czyli brak zgody na wyzysk, przemoc i przymus, w szczególności co do nieletnich – a zarazem, pozostawi taki trudne i delikatne kwestie jak decydowanie o swoim ciele i aktywności seksualnej, do decyzji każdego dorosłego obywatela. Pod ochroną państwa, legalnie, będąc częścią systemu zabezpieczeń społecznych oraz opłacając podatki.
To wtedy, poprzez takie regulacje, w takich, nie ma co tego ukrywać, trudnych sprawach, państwo buduje autorytet i wiarygodność. Co jest absolutnym fundamentem dla funkcjonowania sprawnego i nowoczesnego państwa prawa.
Zgodnie z oczekiwaniami, Sejm przyjął pakiet zmian podatkowych, które między innymi nowelizują zasady opodatkowania fundacji rodzinnych. Zgodnie z oczekiwaniami, ponieważ już wcześniej, przy okazji wejścia w życie przepisów o fundacjach rodzinnych w Polsce, wyrażałem opinie, że biorąc pod uwagę status podatkowy tych fundacji, zaproponowany wtedy przez ustawodawcę, skończy się to tym, że będą one powszechnie wykorzystywane do optymalizacji podatkowej. Następnie, gdy Ministerstwo Finansów zorientuje się co się dzieje, to będziemy mieli zaraz „uszczelnienie systemu” i pośpieszne zmiany w przepisach podatkowych dotyczących fundacji rodzinnych.
I tak się właśnie stało. Weto Prezydenta do ustawy, moim zdaniem tylko odłoży te zmiany nieznacznie w czasie, są one bowiem nieuchronne. Natomiast idealnie obrazuje to brak pewności prawnej z jaka musza się mierzyć osoby planujące wykorzystanie fundacji rodzinnej w Polsce.
Zmiany w zakresie opodatkowania fundacji rodzinnych w Polsce
Spójrzmy zatem jakie zasadnicze zmiany wprowadzają nowe przepisy w zakresie opodatkowania fundacji rodzinnych:
Opodatkowanie dochodów fundacji rodzinnej ze zbycia majątku, jeżeli zbycie to następuje przed upływem 36 miesięcy od końca roku, w którym mienie to wniesiono do fundacji rodzinnej.
Opodatkowanie dochodów fundacji rodzinnej uzyskiwanych za pośrednictwem podmiotów transparentnych podatkowo.
Objęcie fundacji rodzinnej przepisami o zagranicznej jednostce kontrolowanej (CFC) oraz o opodatkowaniu dochodów z niezrealizowanych zysków (exit tax).
Opodatkowanie dochodów fundacji rodzinnej z umów tzw. najmu krótkoterminowego.
Poza tym, że zmiany te nie są zaskoczeniem, uważam je za słuszne, gdyż dotykają one jednej z fundamentalnych zasad odnoszących się do fundacji rodzinnych. Zasady, o której zawsze wspominam moim klientom podczas konsultacji dotyczących ochrony majątku, i która niestety spotyka się z dużą niechęcią z ich strony.
Po co zakłada się fundacje rodzinną?
Zasada ta polega na tym, że celem fundacji rodzinnej nie jest i nie powinno być osiąganie korzyści podatkowej. Celem fundacji rodzinnej jest zapewnienie bezpieczeństwa i stabilności dla fundatora, i jego majątku. Próba łączenia tych dwóch celów, z dużym prawdopodobieństwem skończy się tym, że nie będzie ani korzyści podatkowych ani stabilności i bezpieczeństwa. Mówiąc inaczej, fundacja rodzinna jest podmiotem prawnym, który powinien być neutralny podatkowo. To nie służy do zarabiania pieniędzy!
W tym kontekście, niezrozumiałe jest zatem, dlaczego ustawodawca, przy tworzeniu koncepcji fundacji rodzinnej i wprowadzeniu tej formy prawnej do polskiego systemu prawnego, wyposażył fundacje w taki zestaw korzyści podatkowych, które wprost zachęcały do wykorzystywania tych wehikułów prawnych do optymalizacji podatkowej. Szczerze mówiąc dla każdego prawnika, który jest w tym zawodzie dłużej niż parę lat było oczywiste, że to się skończy pospiesznym łataniem przepisów podatkowych.
Ta sytuacja prowadzi nas do drugiej fundamentalnej zasady, na której opiera się koncepcja fundacji rodzinnej. A brzmi ona tak, że podstawowym celem fundacji rodzinnej, powinno być zapewnienie stabilności, przewidywalności i bezpieczeństwa dla majątku fundatora wniesionego do fundacji.
Zadajmy sobie więc pytanie czy w Polsce, mamy do czynienia ze stabilnym i przewidywalnym systemem prawnym oraz podatkowym? Odpowiedz jest tak oczywista, że nie musze jej tutaj podawać. Znacie ją doskonale sami.
Brutalna prawda jest taka, że w Polsce, przynajmniej w najbliżej perspektywie, takiej stabilności prawnej i podatkowej nie ma i jeszcze długo nie będzie. Można tutaj wymieniać: spór w Trybunale Konstytucyjnym, spór w Krajowej Radzie Sądownictwa, spór o to, kto jest, a kto nie jest sędzią, oczekiwanie po parę lat akt oskarżenia lub po jego wniesieniu na rozpoczęcie rozprawy (służę przykładami z własnej praktyki), problem aresztów tymczasowych, czy w końcu permanentne zmiany w ustawach podatkowych.
Fundacja rodzinna w Ks. Lichtenstein: przewidywalność ma swoja cenę
To dlatego, od zawsze, gdy zajmuje się zakładaniem fundacji rodzinnych stoję na stanowisku, że jedynym krajem, gdzie warto rozważyć założenie takiego podmiotu jest Księstwo Lichtenstein. Tak, taka fundacja jest droższa w założeniu i utrzymaniu, ale produkty klasy premium maja to do siebie, że kosztują więcej.
Potencjalny fundator takiego wehikułu powinien odpowiedzieć sobie na pytanie, czy czuje się komfortowo z tym, że delikatnymi sprawami jego rodziny i dorobku jego życia, w przypadku założenia fundacji rodzinnej w Polsce, zajmować się będzie neo-sędzia Sądu Rejonowego, co do którego może nie być pewności czy jego wyroki są ważne, przeciążony sprawami sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie, gdzie na termin na rozpoczęcie rozprawy karnej, czeka się po 2 lata czy może ten sędzia, który chciał strącić z krzesła kolegę ze składu orzekającego.
W przypadku fundacji rodzinnej z siedzibą Księstwie Lichtenstein, mamy natomiast pewność, że nasze rodzinne sprawy zostaną rozpatrzone przez trzyinstancyjne profesjonalne sądy, w jednej z najbardziej stabilnych i przewidywalnych jurysdykcji w Europie.
Jest zatem chyba oczywiste, że fundacja rodzinna w Polsce, to w obecnych warunkach po prostu prawna i podatkowa ruletka organizowana przez Ministerstwo Finansów, a w tej grze, jak wiadomo, kasyno zawsze wygrywa.
Weto prezydenta do ustawy o krypto aktywach sprawiło, że w mediach i przestrzeni publicznej, pojawiła się fala komentarzy, które nijak się mają do rzeczywistości świata krypto walut. Prawda bowiem jest taka, że zawetowana ustawa jest bez znaczenia dla zwalczania przestępczości z wykorzystaniem kryptoaktywów. Państwo bowiem, posiada już od dawana potężne narzędzia prawne i technologiczne, aby taką przestępczość zwalczać. Ale z jakiegoś powodu nie robi tego. Ustawa natomiast, dotyczy implementacji Rozporządzenia MICA, które ma znaczenie dla legalnie działajacych przedsiębiorstw w tej branży.
O przestępstwach z wykorzystaniem kryptowalut napisałem już parę artykułów na moim blogu oraz wypowiadałem się do prasy. Od chyba 5 lat, nie ma w zasadzie dnia abym nie otrzymał telefonicznie czy mailowo zgłoszeń od osób pokrzywdzonych w tego typu przestępstwach. Artykuł z 2021 roku, o tym problemie można znaleźć poniżej:
Jest jeszcze jedna cecha wspólna tych przestępstw, na której chciałbym się skoncentrować w dzisiejszym artykule: całkowita bezradność i kapitulacja państwa, wobec tego masowego moim zdaniem zjawiska. Tego masowego rabunku polskich obywateli, „w biały dzień”, które na podstawie moich doświadczeń może mieć niezwykle szeroki zasięg i dotykać tysięcy poszkodowanych. Zjawiska, które sprawia, że ludzie tracą dorobek życia, popadają w długi, załamują się, a przede wszystkim mają poczucie, że państwo zostawia ich w ich krzywdzie, obojętnie wzruszając ramionami i odwracając oczy od poważnego problemu w skali kraju.
Kapitulacja
Ta bezradność przejawia się w ignorowaniu przez organy administracji państwowej powołane do zwalczania takiej przestępczości (Prokuratura, Policja czy GIIF) masowej skali tego zjawiska i bezmiaru krzywd, które polskim obywatelom są wyrządzane. W efekcie, te sprawy są traktowanie całkowicie po macoszemu, umarzane lub co gorsza kierowane na ślepo, przeciw bogu ducha winnym legalnym uczestnikom rynku krypto aktywów, których jest zdecydowana większość. Dlaczego przeciwko nim? Aby szybko pokazać przełożonym jakieś „wyniki”. Prawdziwi sprawcy mogą spać spokojnie. Pisałem o tym m. in. tutaj:
Patrząc na sprawę trochę szerzej, kapitulacja państwa wobec tego problemu, to odwrócenie oczu od realnego problemu zarówno na poziomie władzy wykonawczej (Policja i Prokuratura) jak i ustawodawczej. Zapewne po to, aby „nie mieć na głowie nowego problemu”, nowej ustawy do napisanie (na poziomie legislacyjnym) czy więcej pracy w bardzo trudnym obszarze krypto aktywów (na poziomie organów ścigania). Takie systemowe chowanie głowy w piasek widać w praktyce adwokackiej w wielu miejscach systemu prawnego np. w kwestii nadużywania aresztów tymczasowych, świadczenia usług seksualnych, uporczywego ignorowanie świata krypto aktywów (ustawa wdrażająca MICAR w Polsce), czy ostatnio w kwestii podwyższania akcyzy na wyroby tytoniowe i alkohol pod hasłem, rzecz jasna, „troski o zdrowie obywateli”.
Aby zrozumieć na czym polega kapitulacja państwa wobec zjawiska przestępczości zorganizowanej z wykorzystaniem portfeli krypto aktywów oraz rachunków bankowych, najpierw wyjaśnijmy jednak, jakie są ramy prawne systemu. Odpowiedzmy zatem najpierw na pytania:
Na czym polega pranie pieniędzy?
Na czym polega system przeciwdziałania prania pieniędzy, czyli procedury AML (skrót od anti-money laundering)?
Jaka jest w tym systemie rola „instytucji finansowych” jak banki, instytucje płatnicze czy giełdy krypto aktywów?
Jakie narzędzia posiada państwo, aby takie przestępstwa skutecznie zwalczać?
Art. 299 kodeksu karnego czyli przestępstwo prania pieniędzy
„Praniem pieniędzy” nazywa się zespół transakcji gospodarczych, czasem bardzo zawiłych, nakierowany na wprowadzenie do legalnego obrotu gospodarczego i w efekcie zalegalizowanie, majątku uzyskanego w wyniku przestępstwa. Tak, aby majątek ten mógł być swobodnie wykorzystywany w legalnym obrocie, bez ryzyka po stronie sprawcy tego przestępstwa, że straci swój „zysk” z danego przestępstwa, gdy taki majątek zostanie zidentyfikowany jako pochodzący z czynu zabronionego.
Pranie pieniędzy jest nierozłącznie związane z funkcjonowaniem przestępczości zorganizowanej. W szczególności grup zajmujących się obrotem narkotykami, które generują w toku swoich działań takie ilości gotówki, że bez profesjonalnych i zorganizowanych mechanizmów wprowadzania tej gotówki do legalnego obrotu, ich funkcjonowanie nie byłoby możliwe.
W związku z globalizacją przestępczości zorganizowanej, międzynarodowe stały się także procesy prania pieniędzy oraz odpowiednio mechanizmy jej zwalczania. Na obszarze UE przepisy dot. AML są zharmonizowane, a współpraca pomiędzy krajami członkowskimi w tym zakresie bardzo intensywna. W skali światowej, kluczowym organem narzucającym standardy zwalczania prania pieniędzy, jest FATF (Financial Action Task Force) organizacja utworzona przez państwa grupy G7 w 1989 roku.
Przestępstwo prania pieniędzy w polskim systemie prawnym jest uregulowane w art. 299 kodeksu karnego. Definiowane jest w ten sposób, że sprawca tego czynu zabronionego przyjmuje, przechowuje, wymienia, zbywa, ukrywa składniki majątkowe, wiedząc, że pochodzą one z przestępstwa. Kluczowe jest tutaj to, że sprawca ma świadomość nielegalnego pochodzenia tych składników majątkowych lub świadomość, że okoliczności danej transakcji są tego rodzaju, że powinien on liczyć się z tym, że dokonując transakcji uczestniczyć będzie w procederze prania pieniędzy. Jest to przestępstwo umyślne.
Inaczej mówiąc, przestępstwo to ma na celu ukrycie lub zatarcie śladów rzeczywistego, przestępczego źródła pochodzenia pieniędzy lub innych dóbr po to, aby w legalnym obiegu mogły one zostać swobodnie wykorzystane. Przestępstwo z art. 299 k.k. może być popełnione zarówno przez osoby trzecie (niepowiązane z pierwotnym przestępstwem), jak i przez samych sprawców przestępstwa pierwotnego, którzy następnie „piorą” uzyskane w ten sposób korzyści.
Podstawowa forma przestępstwa prania pieniędzy jest opisana w art. 299 § 1 k.k. i jest to przestępstwo powszechne. Tzn. każdy może być jego sprawcą. W przeciwieństwie do art. 299 par. 2 k.k., które jest tzw. formą kwalifikowaną prania pieniędzy, która może być popełniona jedynie przez pracownika instytucji finansowej takiej jak m.in. bank, która zobligowana jest do stosowania procedur przeciwdziałania praniu pieniędzy. Zaraz powiemy o tej formie kwalifikowanej więcej.
Przeciwdziałanie zjawisku prania pieniędzy, czyli procedury AML
Aby jednak zrozumieć odpowiedzialność z art. 299 § 2 k.k, trzeba najpierw powiedzieć parę słów o przeciwdziałaniu prania pieniędzy, czyli o tzw. procedurach AML.
Istotą systemu przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowania terroryzmu jest nałożenie na liczne podmioty sektora prywatnego, począwszy od banków, domów maklerskich, giełd kryptowalut, po nawet zwykłych przedsiębiorców, adwokatów, notariuszy, a nawet domy aukcyjne i firmy księgowe (zwane w terminologii AML „instytucjami zobowiązanymi”), rozbudowanych obowiązków z zakresu gromadzenia i analizy danych. W skrócie, te obowiązki sprowadzają się to tego, że podmioty te, maja gromadzić oraz analizować informacje o transakcjach wykonywanych przez swoich klientów i reagować w określony sposób, gdy dostrzegą chociażby podejrzenie przestępstwa prania pieniędzy (np. słynna blokada rachunku i zawiadomienie do GIIF). Obowiązki te w języku przepisów AML nazywamy „środkami bezpieczeństwa finansowego” i przewidują one m.in.:
identyfikację klienta i weryfikację jego tożsamości,
identyfikację beneficjenta rzeczywistego,
ocenę stosunków gospodarczych oraz
bieżące monitorowanie transakcji klientów
Dodatkowo, instytucje zobowiązane, powinny wprowadzić i stosować konkretne rozwiązania organizacyjne:
wdrożenie wewnętrznej procedury AML,
zapewnienie szkoleń pracownikom,
wyznaczenie osób odpowiedzialnych za realizację obowiązków AML,
archiwizowanie dokumentów,
współpraca z GIIF (np. zgłaszanie transakcji podejrzanych).
Art. 299 § 2 kodeksu karnego – odpowiedzialność pracownika banku czy giełdy kryptowalut za działanie wbrew przepisom (AML)
I teraz możemy płynnie wrócić do art. 299 § 2 k.k., gdyż jest on jakby lustrzanym odbiciem obowiązków nałożonych na instytucje finansowe w związku z systemem przeciwdziałania praniu pieniędzy. Przepis ten brzmi tak:
Art. 299 k.k. (…) § 2.
„Karze określonej w § 1 podlega, kto będąc pracownikiem lub działając w imieniu lub na rzecz banku, instytucji finansowej lub kredytowej lub innego podmiotu, na którym na podstawie przepisów prawa ciąży obowiązek rejestracji transakcji i osób dokonujących transakcji, przyjmuje, wbrew przepisom, środki płatnicze, instrumenty finansowe, papiery wartościowe, wartości dewizowe, dokonuje ich transferu lub konwersji, lub przyjmuje je w innych okolicznościachwzbudzających uzasadnione podejrzenie, że stanowią one przedmiot czynu określonego w § 1, lub świadczy inne usługi mające ukryć ich przestępne pochodzenie lub usługi w zabezpieczeniu przed zajęciem.”
Przepis ten, należy rozumieć tak, że jest to norma prawna, która ma dyscyplinować instytucje finansowe, pełniące niezwykle istotną rolę w funkcjonowaniu nowoczesnej cyfrowej gospodarki opartej na przepływie pieniądza. Dyscyplinować do tego, aby przestrzegały rzetelnie procedur AML, gdyż w ten sposób blokują one drzwi przestępcom do legalnego systemu, ale i do pieniędzy potencjalnych ofiar, znajdujących się na rachunkach tych instytucjach.
Chodzi o to, że na ww. instytucjach finansowych, profesjonalnych podmiotach, posiadających ogromne środki na szkolenie i zatrudniane specjalistów od procedur AML, ciąży dodatkowa odpowiedzialność (w zakresie prewencji AML) odmienna, o wyższym poziomie od tej nałożonej na zwykłych ludzi. Stad właśnie ta forma kwalifikowana przestępstwa prania pieniędzy.
Innymi słowy, pracownik takiej instytucji, ponoszący zaostrzona odpowiedzialność karną za stosowanie procedur AML (zaostrzone w porównaniu do § 1 adresowana do każdego obywatela), nie może się zasłaniać tym, że „nie wiedział, jak stosować przepisy” czy też, że „nie był pewien co do podejrzeń do danej transakcji”. Taka osoba, musi przestrzegać procedur AML, których istotą jest fundamentalna zasada, że gdy ma się jakiekolwiek wątpliwości, co do legalności danej transakcji to wstrzymuje się jej wykonanie i zgłasza do GIIF lub do prokuratury, aby te organy, zdecydowały, czy mamy w danej sprawie do czynienia z przestępstwem czy jednak wszystko jest OK i można jednak taką transakcję realizować. Gdy osoby pracujące dla instytucji finansowych nie przestrzegają ww. zasady to cały system prewencji AML jest dziurawy i po prostu nie działa.
Taka jest pozycja tego przepisu w systemie prawa karnego. Przepisu, który według mojej wiedzy w Polsce nie został zastosowany ani razu. Co może oznaczać, że polskie instytucje finansowe wzorowo realizują obowiązki wynikające z procedur AML… Ale możliwa jest także taka interpretacja, że z tymi procedurami AML to różnie bywa, ale organy wymiaru ścigania oraz GIIF kompletnie nie rozumieją na czym polega system zwalczania i prewencji prania pieniędzy i dlaczego nie pala się do prowadzenia takich spraw. Ocenę, która opcja jest bardziej prawdopodobna pozostawiam wam.
Rola instytucji finansowych w przestępstwach krypto-walutowych
Tutaj, dochodzimy do zagadnienia roli instytucji finansowych jak banki, firmy płatnicze czy giełdy krypto walut w odniesieniu do tzw. przestępczości zorganizowanej z wykorzystaniem krypto-aktywów. Jak już pisałem wcześniej, cechą tych przestępstw jest to, że dopiero w drugiej, dalszej ich fazie, przestępcy korzystają z krypto-aktywów. Jest tak dlatego, że ich ofiarami najczęściej padają „zwykli ludzie”, którzy nie maja pojęcia o kryptowalutach. Jeśli maja jakieś oszczędności czy inwestycje to na „tradycyjnym,” rachunku bankowym i dopiero pod wpływem manipulacji przestępców decydują się na wymianę tych środków na kryptoaktywa i przelanie ich na wskazane przez przestępców portfele.
I tutaj właśnie pojawia się rola instytucji finansowych związana ze zwalczaniem prania pieniędzy. Rola, która polega na tym, że na te instytucje nałożone są konkretne obowiązki związane ze zwalczeniem i prewencją prania pieniędzy i przestępstw finansowych. Aby przestępcy internetowi nie będą mogli swobodnie operować w polskim systemie finansowym, kluczowe jest to, aby instytucje te rzetelnie podchodziły do ww. obowiązków
Jest tak dlatego, że te przestępstwa polegają na tym, że posiadacze rachunków, zlecający te przelewy są manipulowani i bardzo często zastraszani, więc rola instytucji finansowych jest kluczowa, aby krytycznie patrzeć na takie zlecenia (przelewy, wnioski o pożyczki etc.) i sytuacje, a nie zadawalać się tym, „no, że skoro klient zleca i potwierdza, to znaczy, że wie co robi, na własną odpowiedzialność”. Nie, system prewencji AML tak nie działa!
Z mojego doświadczenia w tych sprawach, wynika niestety, że bardzo często tak niestety wygląda rzeczywistość. Instytucje płatnicze, banki, operatorzy bitomatów czy podmioty zajmujące się wymianą krypto-aktywów na waluty fiat, bardzo często idą na skróty ze stosowaniem procedur AML lub stosują je wręcz, świadomie, fasadowo. Z czego to wynika? Z kalkulacji biznesowych oraz z poczucia bezkarności, że i tak nikt tych procedur nie rozumie i w efekcie nie kontroluje.
Kalkulacja biznesowa polega na tym, że ww. instytucje finansowe zarabiają na wielu drobnych prowizjach od tysięcy/milionów transakcji wykonywanych przez ich klientów. W interesie takiej instytucji jest zatem aby tych transakcji było jak najwięcej. Teraz, rzetelne przestrzeganie procedur AML spowodowałoby niechybnie, że wiele z tych transakcji byłoby wstrzymanych lub po prostu nie zrealizowanych. To oznaczałoby brak prowizji. Zatem, oczywistą wydaje się chyba motywacja instytucji finansowych, aby jednak nie przykładać się za bardzo do procedur AML, gdyż oznaczać to będzie mniej zrealizowanych transakcji i w rezultacie mniejsze zyski.
Przykład największej giełdy wymiany krypto aktywów na świecie BINANCE, pokazuje, że dokładnie tak to może wyglądać. BINANCE zawarł w 2023 roku ugodę z Departamentem Skarbu USA, w której przyznał się do umyślnego zaniechania i fingowania przez okres pięciu lat, stosowania prawidłowych procedur AML. Przez co ta platforma była swobodnie dostępna dla rożnego rodzaju pieniędzy pochodzących z działalności przestępczej czy od organizacji terrorystycznych lub sankcjonowanych. Na podstawie ww. ugody Binance zapłacił ok 4 MLD USD kar a jej założyciel i CEO został skazany na kare 4 miesięcy więzienia. Pojawia się zatem pytanie. Jeśli największa na świcie platforma wymiany krypto aktywów, przez pięć lat stosowała model biznesowy: „udajemy, że stosujemy przepisy AML, bo zyski są najważniejsze”, to czy przypadkiem inne podmioty z tego rynku także w ten sposób nie działają? Nie mowie, że wszystkie, ale może warto to sprawdzić…?
Taką ostrą diagnozę, skuteczności organów państwa opieram na osobistym udziale jako pełnomocnik, obrońca czy doradca, w jak szacuje ok 200 sprawach dot. oszustw internetowych (gdzie sprawcy wyłącznie zdalnie, w systemie „call center” kontaktują się z ofiarami) z wykorzystaniem walut fiducjarnych i krypto aktywów.
Nie spotkałem się nigdy ze sprawą, gdzie organy wymiaru sprawiedliwości zidentyfikowały trafnie sprawców i odzyskały skradzione środki (mówię o sprawach „call center”).
Spotkałem się natomiast wielokrotnie z kierowaniem aktu oskarżenia, nie przeciwko faktycznym sprawcom, ale przeciwko przypadkowym osobom tylko dlatego, że mieli nieszczęście dokonania transakcji wymiany krypto aktywów na legalnie działających w Polsce podmiotach zajmujących się taka wymiana, z kontami przejętymi przez przestępców.
Mam w tym wszystkim poczucie, że policja i prokuratura jakby ignoruje fakt, że istnieje coś takiego jak „świat cyfrowy” czyli rynek krypto aktywów, regulacje w tym obszarze i technologia blockchain. Gdy dana osoba, np. ofiara przestępstwa, twierdzi, że wymieniła krypto waluty na legalnie działającej w Polsce giełdzie, a środki z tej wymiany trafiły na jej rachunek bankowy w Polsce, to policja zwraca się do banku o wyciągi z rachunku i potwierdzenie tego faktu, ale nie zwraca się do tej giełdy krypto aktywów, o podobne dokumenty. Tak jakby ta cyfrowa rzeczywistość nie istniała. A przecież ocena takiej sprawy jest niemożliwa bez analizy pełnego obrazu sytuacji: tego co się dzieje na rachunku bankowym, ale i w sieci blockchain Tak, aby zestawić zarówno transakcje bankowe z transakcjami na portfelu krypto aktywów i dopiero na tej podstawie dojść do końcowych wniosków.
Bardzo często ofiary przestępstw są zniechęcane do składania zawiadomienia a czasem wręcz straszone przez funkcjonariuszy policji, że same mogą ponieść odpowiedzialność karna za to, że dokonały transferu pieniędzy pochodzących z przestępstwa.
Czarę goryczy przelały dwie sprawy, w których założyłem zawiadomienie przeciwko pracownikom, dwóch instytucji zobowiązanych działającym w Polsce (jedna to instytucja płatnicza rozpoznawalna na całym świecie, a druga to tzw. operator bitomatów). W tych sprawach, istniały moim zdaniem liczne przesłanki na to, że, ww. instytucje zobowiązane, przez swoje systemowo swobodne podejście do procedur AML, umożliwiały faktycznym sprawcom realizowanie wyłudzeń na szkodę klientów tych instytucji zobowiązanych.
W obydwu sprawach, dwie prokuratury (Warszawa i Bydgoszcz), odmówiły wszczęcia postepowania przygotowawczego, uznając, że wszystko jest w porządku, nie ma co sprawdzać, a osoby składające zawiadomienie nie maja statusu pokrzywdzonych w zakresie przestępstwa prania pieniędzy (!). To pokazuje podejście organów ścigania do tych spraw, całkowity oportunizm i brak zrozumienia kluczowej roli instytucji finansowych w tego rodzaju przestępstwach.
Nie miałbym pretensji od prokuratury, gdyby zainicjowała takie postępowania, sprawdziła czy w takich sprawach mamy do czynienia a systemowym, celowym poluzowaniem procedur AML w danej instytucji finansowej czy po prostu z jednorazową sytuacją. Zrozumiałbym, gdyby po takim postepowaniu sprawa byłaby umorzona, w przypadku braku podstaw do stawiania zarzutów. Realia są, niestety takie, że prokuratorzy nie chcą nawet takich spraw otwierać.
Szczególnie bulwersująca jest odmowa przez prokuraturę w sprawie operatora bitomatu, gdzie w materiale dowodowym było oświadczenie jakie operator ten wymusił na zmanipulowanej przez sprawców ofierze przestępców. Oświadczenie to sprowadzało się do tego, że operator bitomatu ostrzega ofiarę, że transfer kryptowalut, który chce wykonać, może trafić na konto powiązane z przestępczością.
Taka praktyka, jest jaskrawym naruszeniem przez podmiot zarządzający tym bitomatem przepisów AML. Jest bowiem świętą zasadą prewencji AML, że instytucja zobowiązana, nie ma prawa zrealizować jakiejkolwiek transakcji, gdy ma chociażby ślad podejrzenia, że dana transakcja może być związana z przestępstwem. Ma taka transakcję zablokować i zgłosić sprawę do GIIF, aby ta instytucja oceniła te transakcję i w rezultacie, bądź skierowała sprawę do prokuratora do dalszego sprawdzenia (jeśli oceni, że faktycznie coś może być na rzeczy), bądź uznała, że wszystko jest w porządku i pozwoliła dokonać transakcji. Zasłanianie się, akceptacją osób pokrzywdzonych, które często w tych sprawach podlegają manipulacjom oraz nawet groźbom czy szantażowi ze strony faktycznym przestępców, jest dla mnie oczywistym naruszeniem art. 87 ustawy AML w zwiąż z art. oraz może być naruszeniem art. 299 par 2 k.k.
Zresztą w samej ustawie AML jest przepis karny, który penalizuje taka sytuację, ale w jednostkowym przypadku. Chodzi o art. 156 ust 1 pkt 1) Ustawy AML, który stanowi:
„(…)Kto, działając w imieniu lub na rzecz instytucji obowiązanej, nie dopełnia obowiązku przekazania Generalnemu Inspektorowi zawiadomienia o okolicznościach, które mogą wskazywać na podejrzenie popełnienia przestępstwa prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu, lub obowiązku przekazania Generalnemu Inspektorowi zawiadomienia o powzięciu uzasadnionego podejrzenia, że określona transakcja lub wartości majątkowe będące przedmiotem tej transakcji mogą mieć związek z praniem pieniędzy lub finansowaniem terroryzmu,
podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. (…)”
W mojej ocenie, organy ścigania oraz GIIF powinny wreszcie wymagać od instytucji zobowiązanych rzetelnego przestrzegania procedur AML. Między innymi przez otwieranie postępowań przygotowawczych z art. 299 par. 2 kk oraz art. 156 ust 1, pkt 1) ustawy AML. Będzie to dla podmiotów z sektora usług płatniczych czy dot. krypto aktywów sygnał, że muszą poważnie podejść do tych obowiązków, bo będą z tych obowiązków przez państwo rozliczani. Innymi słowy instytucje finansowe musza poczuć nie tylko „presję państwa” na faktyczne wypełnianie swoich obowiązków ustawowych, ale także, że za tą presją, stoją profesjonalne, skuteczne organy państwa, które rozumieją nowoczesne technologie, nowoczesne rynki finansowe i to jak powinny w praktyce działać procesy AML.
Podsumowanie
Oczywiste jest, że nie da się wykryć sprawców każdego przestępstwa. Szczególnie w obszarze nowych technologii. Nie zawsze da się ochronić ludzi przez przestępczością. Oczekiwanie od państwa 100% skuteczności i bezpieczeństwa w każdej sytuacji, jest nieuczciwe intelektualnie i nierealistyczne. Jednakże, niezrozumiałe jest, że państwo, jego organy ścigania posiadające potężne narzędzia prawne, technologicznie oraz fizyczne do zapewnienia, że prawo jest przestrzegane przez wszystkich, wykazuje po prostu bierność i obojętność, na tak powszechną cyberprzestępczość oraz swobodne podejście do kwestii prewencji AML w instytucjach finansowych.
Przykłady zdecydowanych, ale i profesjonalnych działań niektórych krajów wobec instytucji finansowych (których rola jest kluczowa z zapewnieniu bezpieczeństwa systemu) oraz wobec zorganizowanej cyberprzestępczości, pokazuje, że egzekwowanie prawa w tym obszarze, poprzez skoordynowane, profesjonalne działania jest możliwe.
Ugoda USA z Binance, obejmująca kwotę ponad 4 MLD USD kar oraz karę więzienia dla założyciela i CEO tej giełdy, za wieloletnie systemowe przymykanie oczu na pranie pieniędzy przez Binance, skoordynowana niedawna akcja OFAC przeciwko tzw. Prince Group, oskarżonej o oszustwa internetowe (także schemat działania z wykorzystaniem call center), nałożenie kary grzywny w wys. 3,5 MLN EUR na Revolut przez Bank Litwy za braki w procedurach AML, pokazuje, że państwa posiadają narzędzia do tej walki.
Wymaga to jednak chęci, ze strony aparatu państwa, a nie obojętności.
Wymaga to zrozumienia, o jakiej skali przestępstw i odpowiednio strat i krzywd wyrządzanych poszkodowanym mówimy. Wymaga to przede wszystkim uświadomienia sobie, że obojętność państwa dla krzywdy osób poszkodowanych, sprawia, że czują się oni porzuceni i opuszczeni przez własne państwo, a faktyczni sprawcy czują się bezkarni. To wszystko sprawia, że ulega erozji najważniejsza wartość, kluczowa dla sprawnego funkcjonowania państwa, prawa i wymiaru sprawiedliwości – wiarygodność państwa i zaufanie obywateli do niego.
Państwo, a konkretnie policja i prokuratura, maja narzędzia oraz pracują tam ludzie, którzy mogą i potrafią prowadzić działania w obszarze instytucji finansowych oraz aktywów cyfrowych. Jednakże, muszą one w końcu chcieć sięgnąć po te narzędzia. Stanąć w końcu po stronie osób pokrzywdzonych w tych sprawach. Aktywnie i zdecydowanie kierując swoje działania przeciwko faktycznym sprawcom oraz przeciwko bierności instytucji finansowych w sprawach prewencji AML.
Jak możemy przeczytać w mediach, znaleziono winnych sytuacji, która miała miejsce w Szkole Podstawowej w Starachowicach, na uroczystości z okazji rozpoczęcia roku szkolnego 2025. Odpowiedzialne nauczycielki zostały zwolnione, przy nieskrywanym oburzeniu i satysfakcji mediów i rożnego rodzaju komentatorów, że „sprawiedliwości stało się zadość”, a winni zostali ukarani.
W szkole tej, przypomnijmy, uczniowie w ramach szerszego występu artystycznego, wykonali przedstawienie, którego fragmentem było odśpiewanie części piosenki Disco Polo „Wesele w Dubaju”, w której podają słowa takie jak: „…na swoim weselu, będę pijana, pijana”. oraz „od Warszawy po Abu Dhabi tak się Polska k…bawi”.
Mnie to zdarzenie także poruszyło. Przede wszystkim jednak nasza – społeczna – reakcja no to, co się stało. Zadałem sobie bowiem pytanie, co nam ta sytuacja, ta piosenka mówi o nas samych.
Przede wszystkim, jako adwokata i człowieka, poruszyło mnie to, że wszyscy wydali już wyrok i wyrazili swoje święte oburzenie, zanim zapoznali się dokładnie ze wszystkimi istotnymi faktami. Moim zdaniem, złota zasada mówi, że zanim zaczniemy wskazywać palcami winnych i wołać o karę powinniśmy zapoznać się z tym, co naprawdę się wydarzyło i na spokojnie posłuchać wszystkich stron uczestniczących w zdarzeniu. Tym bardziej, że jako winnych stawiamy pod pręgierzem nie tylko nauczycielki, ale i dzieci, które wykonały występ.
Może najpierw należałoby wysłuchać ich i wtedy dopiero wydać osąd?
Znalazłem jeden artykuł w mediach, gdzie dyrektorka szkoły tłumaczy, że to był występ artystyczny, w ramach którego dzieci, chciały wskazać na różne problemy społeczne i ta piosenka miała pokazać to, co może się z nami stać, gdy pozostawimy te problemy nie zaopiekowane. Mnie to przekonuje na ten moment, ale tak na prawdę, to aby wyrazić tutaj osąd należałoby być tam na miejscy lub obejrzeć całość występu (nie tylko fragment) oraz porozmawiać z jego autorami.
Dzieci rzecz jasna nie wysłuchał nikt. Bo i po co. Przecież my dorośli najlepiej wiemy co jest tzw. dobrem dziecka.
Druga rzecz, która mnie poruszyła to sama piosenka zespołu Daj To Głośniej „Wesele w Dubaju” i święte oburzenie opinii publicznej w temacie alkoholu. Piosenka jest zdecydowanie nie w mojej poetyce, ale uważam, że jest oparta na całkiem trafnych obserwacjach naszej polskiej rzeczywistości. A już fraza „od Warszawy po Abu Dhabi tak się Polska k…bawi” jest celna w 100%.
Alkohol.
Ten nasz bożek narodowy. Tabu. Codzienna trucizna, nasz napój życia, bez którego nie potrafimy funkcjonować. Rodzimy się, świętujemy i umieramy w towarzystwie alkoholu. Chrzciny, komunie, urodziny, wesela (no, wesela to już odrębna alkoholowo – kulturowa kategoria u nas…), korporacyjne imprezy, stypy.
Piekarnie i sklepy spożywcze otwarte są w Polsce tylko za dnia, ale wódkę i piwo, to możemy w Polsce kupić bez problemu 24h na dobę.
Reakcja mediów i opinii publicznej na występ artystyczny w Starachowicach, na „Wesele w Dubaju”, na to co chcieli przekazać nam ci młodzi ludzie dla mnie jest czytelna. Zostaliśmy my, dorośli Polacy, trafieni w czuły punkt. Zawyliśmy ze świętego oburzenia, bo nie chcemy patrzeć na prawdę o tym, czym jest alkohol w Polsce, w naszych domach.
Przecież fraza: „na moim weselu, będę pijana, pijana” pięknie przenosi nas do pewnego społeczno – kulturowego polskiego mitu zwanego Polskim Weselem, którego jednym z solidnych fundamentów jest wódka. Jaki jest przelicznik, „żeby nie zabrakło”? 0,5 litra wódki na głowę, wliczając w to wszystkich łącznie z dziećmi i seniorami? Pijackie przyśpiewki, „gorzko-gorzko”, starosta roznoszący butelki wódki. I to wszystko w towarzystwie dzieci, które na to patrzą, na swoich rodziców, dziadków…
To jest prawda o nas, o Weselu w Dubaju, o weselu w Polce, o alkoholu i naszym z nim problemie.
Może więc zamiast świętego oburzenia powinniśmy docenić, że dzieci ze Szkoły ze Starachowic dostrzegły i poruszyły wielki problem społeczny w Polsce. Posłuchać, co miały nam ważnego do powiedzenia? O nas dorosłych. Czegoś ważnego, czego my sami nie mamy odwagi dotknąć.
Przecież żyjemy w kraju gdzie najgłośniejsze wyrazy oburzenia wyrażał poseł, który o 3 w nocy chodził po dachu sejmowym, a jeden z najważniejszych krajowych polityków cyklicznie jeździ po kraju na spotkania z wyborcami, których kluczowym punktem jest „rozmowa o Polsce” przy piciu piwa. Co w mojej skromnej, subiektywnej ocenie może stanowić naruszenie przepisów ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, która mówi, że promocja piwa jest dozwolona o ile nie wywołuje skojarzeń z praca lub nauką. Dla mnie wyglada to jak promocja konkretnej osoby (to akurat nie jest zabronione) w połączeniu z promocją piwa jako napoju przy którym można, „na luzie” rozmawiać o ważnych sprawach.
Przecież na 100% piosenka Wesele w Dubaju jest żelaznym repertuarem na wielu polskich weselach, gdzie bawią się w oparach alkoholu całe rodziny z dziećmi. Gdzie dzieci od małego nasiąkają kultura, gdzie wszystkie wydarzenia dorosłych odbywają w nieodłącznym towarzystwie alkoholu i to przyjmowanego często w niewyobrażanej ilości.
Wreszcie, niech wszyscy ci oburzeni tym, że młodzi ludzi ze Szkoły Podstawowej w Starachowicach zaśpiewali o piciu na weselu, otworzą sobie youtube i obejrzą jak w Telewizji Polskiej, podczas niezwykle popularnego programu Voice of Poland Kids, małe dzieci śpiewają biesiadny hit Kayah & Bregowicz „Prawy do lewego” z takimi zwrotkami jak „racja brachu wypijmy za to, a kto nie wypije tego we dwa kije”. Przy ogromnej radości wszystkich: jurorów, publiczności i dumnych rodziców. Film znajdziecie na youtube bez problemu. Jest ich tam zreszta parę. Wnioski pozostawiam wam…
Więc może zamiast jakże wygodnego świętego oburzenia (wygodnego, bo wtedy nie trzeba się zastanowić nad sobą) i wskazywania palcami winnych, zostawię tutaj tylko taki cytat: „kto pierwszy jest bez winy niechaj rzuca…”
A patrząc już na sprawę bardziej przyziemnie, to może dzięki dzieciom ze Starachowic, czas już na naszą – dorosłych Polaków, ich rodziców – narodową, uczciwą, powszechną debatę o alkoholu w naszym społeczeństwie.
Edit: 19.09.2025
W to o czym tutaj napisałem, świetnie wpisuje się niedawne zamieszanie z nieudaną próba wprowadzenia w Warszawie nocnej, częściowej prohibicji. Problemem nie jest to, czy taka częściowa prohibicja będzie czy nie, ale to, że jedyne na co nas, społeczeństwo stać w obliczu szkód jakie alkohol wywołuje w naszym życiu, jest jakaś operetkowa próba wprowadzenia takiej częściowej prohibicji w Warszawie. Przecież to jest miara naszej kapitulacji wobec tego problemu, że nikt – my jako społeczeństwo oraz liderzy polityczni – nie waży się dotknąć sedna problemu, który polega na tym, że my wszyscy od małego żyjemy w społeczeństwie, w kulturze akceptuje powszechne spożywanie alkoholu i to, że ludzie po nim krzywdzą siebie i innych. To jest przecież jakaś bezradność państwa, gdy w uzasadnieniu uchwały podaje się liczne przykłady gdy osoby pod wpływem alkoholu atakują policjantów, ratowników, członków rodziny, przypadkowych ludzi i jedynym dyskutowanym rozwiązaniem jest zamknięcie sklepu z alkoholem na noc.
Nocna prohibicja? OK, ale to jest tylko działanie objawowe i to po powierzchni. Może równolegle należy zaplanować długofalową kampanie społeczną, która uczciwie powie czym jest w Polsce alkohol, skruszy to tabu i uświadomi wielu ludziom, nam samym, że to trucizna, kulturowo opakowana jako nagroda, luksus czy przyjemność, która nie rozwiąże naszych problemów. A wręcz przeciwnie, może nas zniszczyć.
Innymi słowy, aby ten problem sensownie zaadresować i aby wprowadzane przepisy miały znaczenie i coś zmieniły, najpierw jest potrzebna uczciwa debata i długofalowy plan.
Rolą adwokata jest nie tylko obrona praw swoich klientów, ale także praw obywatelskich na sali sądowej oraz poza nią. To właśnie w toku tej codziennej pracy z przepisami prawa i historiami klientów, których czasem nie wymyśliłby najbardziej kreatywny scenarzysta, widać, jak prawo może wpływać na nasze życie. Szczególnie jest to widoczne, gdy przepisy są nieprzemyślanie, niezrozumiałe czy niedopasowane do rzeczywistości. Wtedy, często reakcją organów stosujących te przepisy (policja, sądy, KAS)) jest obojętność lub stosowanie tych przepisów w sposób błędny. Co w sumie zrozumiałe, jeśli ciężko jest zrozumieć sens przepisu, działania, które na jego podstawie podejmujemy, to ciężko oczekiwać zaangażowania w jego stosowaniu.
Taka jest cena za tworzenie złego prawa. I to zawsze ludzie, obywatele płacą tę cenę.
W mojej praktyce, często zabierałem głos ws. przepisów nieprzemyślanych, niezrozumiałych oraz błędnej praktyki stosowanie prawa. W wypowiedziach dla mediów, na sali sądowej czy na tym blogu. Tak było w sprawach oszustw internetowych z wykorzystaniem rachunków bankowych i portfeli kryptowalutowych. Istnej plagi, wobec której państwo i jego organy zachowują niezrozumiale wprost obojętność. Czemu niebawem poświecę osobny artykuł. W sprawach absurdalnej i brutalnej praktyki aresztów tymczasowych w Polsce czy w sprawie „bezładu prawnego” dotyczącego kwestii odpłatnego świadczenia usług seksualnych. Która to kwestia, jest zresztą doskonałym przykładem, co oznacza odwrócenie oczu państwa od danego problemu i pozostawienie go w tzw. szarej strefie.
Teraz, moją uwagę przykuły informacje o radykalnym zwiększeniu akcyzy na e-papierosy oraz zapowiedzi podniesienia akcyzy na alkohol. Wszystko to, rzecz jasna, w imię „ochrony zdrowia publicznego”. Moim zdaniem, jest to kolejny przykład niezrozumiałej legislacji, która rozmija się z faktycznym problemem. Działając w sposób niezrozumiały wprowadza jeszcze większy chaos i stanowi swego rodzaju pułapkę prawną na obywateli.
Jest powszechnie znaną prawdą w świecie nauk społecznych i prawnych, że samo zaostrzanie sankcji, odstraszanie (a tym de facto jest takie prohibicyjne podwyższenie akcyzy na ww. produkty nikotynowe) nie działa jako metoda zwalczania danego zjawiska. Gdyby tak było, to wystarczyłoby podnieść cenę za butelkę napoju słodzonego do 100 zł a za butelkę wódki do 200 zł, aby rozwiąż problem nadużywania cukru czy alkoholu. Ale to tak prosto nie działa.
U podstaw tej drakońskiej i całkowicie bezcelowej z punktu widzenia efektywnego kształtowania nawyków zdrowotnych społeczeństwa, podwyżki akcyzy, leży to samo błędne podejście, o którym pisałem, we wpisie o polskich regulacjach dotyczących kwestii świadczenia odpłatnych usług seksualnych.
To tak naprawdę odwrócenie się od prawdziwego problemu oraz prawdziwej, potrzebnej, trudnej debaty społecznej na ten temat i rozwiązań prawnych, które faktycznie można zastosować, aby zimniejszych skalę korzystania z produktów nikotynowych. W szczególności wśród młodych ludzi. Przykład filozofii tworzenia prawa, leżącej u podstaw modelu szwedzkiego, w podejściu do tego problemu pokazuje, że jest to możliwie. Wymaga jednak przemyślanego, długofalowego i zbalansowanego podejścia. Historia uczy, że podejścia skrajnie, prohibicyjne, zawsze kończyły się dla społeczeństwa negatywnymi skutkami.
Odwołanie się przy wprowadzeniu tej prohibicyjnej akcyzy na e-papierosy, do celu, aby zmniejszyć popularność tych wyrobów u młodych ludzi (skądinąd słuszny cel, ale nie tymi metodami) mnie prowadzi do wniosku, że to młodzi ludzie, w dużej mierze będą ponosić koszt tego społeczno-prawnego eksperymentu. Zamożni klienci (a młodzi ludzie raczej do nich nie należą) pewnie sobie poradzą, po prostu płacąc więcej. Stać ich. Młodzi będą szukać tańszych alternatyw w sieci, za granicą, sami handlować takimi produktami w Internecie lub co gorsza, wybierać tradycyjne papierosy.
W mojej praktyce, skoncentrowanej w znacznej mierze na świecie kryptowalut, miałem już parę razy do czynienia z sytuacją, gdy o konsultację prawną prosili ludzi poniżej 18 lat (czasem przyjeżdżali z rodzicami…). Aktywnie uczestniczyli już w świecie cyfrowym, posiadali czasem bardzo duże środki w kryptowalutach, angażując się w wirtualnym świecie m.in. w „sprowadzanie vapów” z Czech czy Chin. Ze zdziwieniem dowiadywali się, że istnieje coś takiego jak podatek akcyzowy, kodeks karno-skarbowy, na podstawie którego odpowiedzialność karną ponosi się już od 17 lat oraz, że akcyza na papierosy i alkohol to jeden z żelaznych punktów przychodów budżetowych wiec KAS nie ma tu skrupułów…
To wszystko doprowadziło mnie do wniosku, że ta sprawa warta jest złożenia petycji ustawodawczej. Bynajmniej nie w interesie tej czy innej trucizny. Bo prawdę powiedziawszy alkohol czy tytoń (nikotyna) to trucizny i taka jest ludzka natura, że te trucizny towarzysza nam od tysięcy lat. Ale w interesie czytelnej, zrozumiałej i stabilnej regulacji danego obszaru społecznego. Regulacji, która będzie skłaniać nas, członków danej społeczności, a nie zmuszać, do tego abyśmy podejmowali jak najlepsze decyzje dla siebie, naszego zdrowia i jakości naszego życia. Do czego was gorąco zachęcam, bo każdy z nam ma tylko jedno życie i wykorzystajmy je mądrze.
Wbrew pozorom to nie będzie lekki tematycznie artykuł. Wbrew pozorom, bo prawda jest taka, że temat seksualności człowieka, jest wciąż w znacznej mierze obszarem tabu, przesądów, opinii wygłaszanych z pozycji „wyższej racji moralnej” oraz zakłopotania przykrywanego przepraszającym uśmiechem lub żartami, które mają nasze zakłopotanie ukryć.
Jest to strefa podatna na stereotypy i poglądy religijne. Strefa, gdzie bardzo trudno nam, ludziom, wychowanym z tym bagażem, o merytoryczną i rzeczową dyskusję. A tym bardziej, o dyskusję o tym, jak te delikatne i trudne kwestie uregulować normami prawnymi.
A jest to obszar aktywności człowieka także wymagający dyskusji o tym co jest dozwolone, a co nie. Dyskusji o tym, jakie rozwiązania przyjąć i jak je stosować. Dyskusji o normach prawnych, które powinny odpowiadać na potrzeby człowieka oraz uwzględniać nowocześnie rozumiane prawa człowieka. Tworząc czytelne ramy prawne, które pozwolą wszystkim stronom relacji, jakie ludzie ze sobą w obszarze seksualności nawiązują, realizować swoje potrzeby we wzajemnym szacunku. Pod ochroną państwa, a nie w strachu przed nim. Wtedy będziemy mogli mówić o ładzie społecznym, co jest, jeśli się nie mylę, celem tworzenia i stosowania prawa.
Jak to wygląda w praktyce w Polsce, w zakresie podejścia państwa do świadczenia usług seksualnych oraz organizacji takich usług zaraz się przekonamy. Jedna techniczna uwaga wstępna. W tekście, będę starał się odejść od tradycyjnej terminologii tj. prostytucja czy prostytutka. Uważam, i nie jest to pogląd odosobniony, że te terminy nacechowane są negatywnie. Stygmatyzują i wykluczają.
Karalność prostytucji w Polsce w świetle art. 204 k.k.
Już odpowiedź na pytanie czy świadczenie usług seksualnych w Polsce jest „legalne” czyli zgodne z prawem, sprawi nam pierwsze problemy i zwiastuje, że „coś tu jest nie tak” w systemie prawnym. Zostawiając na boku, w oczywisty sposób penalizowane czyny związane z przymusem, przemocą, handlem ludźmi czy pedofilią, to zgodnie z art. 204 kodeksu karnego,penalizowana jest tylko działalność w zakresie zmuszania do prostytucji, nakłaniania, ułatwiania oraz korzystanie z uprawiania prostytucji przez inna osobę.
Art. 204 [Stręczycielstwo, sutenerstwo i kuplerstwo]
§ 1. Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, nakłania inną osobę do uprawiania prostytucji lub jej to ułatwia, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. Karze określonej w § 1 podlega, kto czerpie korzyści majątkowe z uprawiania prostytucji przez inną osobę.
Innymi słowy osoba, która w jakikolwiek sposób świadomie ułatwia, pomaga, wspiera inną osobę w świadczeniu usług seksualnych podlega karze na podstawie ww. przepisu. Natomiast sama osoba świadcząc tego typu usługi karze nie podlega.
Jest to tzw. model podejścia prawa do prostytucji nazwany eufemistycznie „abolicyjnym”. Zakłada on swego rodzaju przymykanie oczu, „tolerowanie” odpłatnego świadczenia usług seksualnych. Osoby zajmujące się tą profesją oraz korzystające z tych usług, nie podlegają karalności. Karalna w tym modelu jest natomiast wszelka działalność w zakresie organizacji usług seksualnych czy pomoc przy takiej działalności. Czyli penalizowana jest jakakolwiek forma działalności gospodarczej w zakresie usług seksualnych.
Model ten opiera się na stygmatyzującym w istocie rzeczy założeniu, że osoby wykonujące ten zawód (w większości kobiety, aczkolwiek w związku ze zmianami kulturowymi także to podlega zmianom) wykonują czynności „sprzeczne z zasadami współżycia społecznego”, „niegodne”, „niemoralne”. Czego konsekwencją jest to, że zgodnie z polskim systemem podatkowym taka działalność nie podlega opodatkowaniu.
Tak między innymi Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji 0114-KDIP3-1.4011.145.2024.2.BS. z dnia 22 kwietnia 2024 roku dot. pytania czy przychód z usług seksualnych jest objęty PIT:
„Nierząd inaczej zwany „prostytucją” czy „sex-workingiem” polega na uprawianiu seksu za wynagrodzeniem pieniężnym a ponieważ jest to umowa prawnie nieskuteczna na gruncie przepisów prawa cywilnego traktuje się ją jako sprzeczną z zasadami współżycia społecznego. Z punktu widzenia Kodeksu cywilnego umowy tego rodzaju są nieważne, a uzyskiwane w wyniku ich realizacji dochody nie mogą podlegać opodatkowaniu na gruncie przepisów ustawy o PIT. Należy dodatkowo zauważyć, że Skarb Państwa nie może czerpać korzyści w postaci podatków z tytułu uprawiania prostytucji.”
Orzecznictwo dotyczące odpowiedzialności z art. 204 k.k.
Warto tutaj może przytoczyć parę przykładów z orzecznictwa, kto w praktyce może podlegać odpowiedzialności karnej za „nakłanianie, ułatwianie i korzystanie z uprawiania prostytucji”:
Dla przyjęcia odpowiedzialności z art. 204 k.k. wystarczające jest jednorazowe zachowanie ze strony sprawcy polegające „ułatwieniu uprawianie prostytucji” (tak np. wyrok SN z 5.02.2009 r., II KK 251/08).
Za przykład „ułatwianie uprawiania prostytucji” można uznać takie zachowania, jak: tworzenie stron internetowych umożliwiających umieszczanie „anonsów towarzyskich” osobom prostytuującym się czy działania reklamowe jak roznoszenie ulotek lub promocje w Internecie (Komentarz do art. 204 k.k., Jan Kulesza, System LEX, Wolters Kluwers, 2025).
Działalność w zakresie zorganizowana strony www. z tzw. sex kamerkami, gdzie, w zamian z opłatę świadczoną przez klienta, osoby rozbierają się przed kamerka i dokonują czynności seksualnych, nie jest „uprawianiem prostytucji w znaczeniu przewidzianym w art. 203 i 204 k.k. gdyż prostytucja, to nic innego jak zajmowanie się procederem polegającym na zaspokajaniu za odpłatnością potrzeb seksualnych innych osób poprzez kontakt cielesny z tymi osobami (II AKa 152/20, Wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie II AKa 152/20)
Przedmiotem ochrony z art. 204 k.k. jest obyczajowość. „Nie można przyjmować, że osoba prostytuująca się jest pokrzywdzoną w rozumieniu tego przepisu…”. Tak, Sąd Apelacyjny w Szczecinie, sygn.. II AKa 263/19, wyrok z dnia 12 lutego 2020 roku.
Ułatwianie innej osobie uprawiania prostytucji (kuplerstwo) z art. 204 k.k. polega na wspomaganiu innej osoby w świadczeniu usług seksualnych (np. odpłatne udostępnianie innej osobie lokum, w którym osoba prostytuująca się przyjmuje klientów, wynajdowanie klientów, podwożenie do klientów czy tworzenie stron internetowych z ogłoszeniami z zakresu usług seksualnych),
Kuplerstwo zachodzi już w przypadku zachowania jednorazowego (np. jednego podwiezienia do klienta). Tak zgodnie wypowiadają się komentatorzy kodeksu karnego choć Sąd Najwyższy, wypowiedział się odmiennie, uznając, że jednorazowy akt ułatwienia uprawiania prostytucji przez podwiezienie kogoś nie może zostać oceniony jako kuplerstwa z art. 204 § 1in fine k.k., (wyrok SN z 5.02.2009 r., II KK 251/08).
Jak widać, w centrum polskich przepisów penalizujących prostytucję i czynów z nią powiązanych (tzw. przestępstwa okołoprostytucyjne), w cale nie jest dobro człowieka, zapewnienie, aby osoby, które zdecydują się na taką aktywność zawodową, były pod czytelna i faktyczną ochroną państwa, ale „obyczajowość”, tzw. porządek społeczny. I chyba dobre samopoczucie moralne tych, który takie prawo stworzyli.
Salon masażu tantrycznego czyli prawo a rzeczywistość
Kolejnym wnioskiem z powyżej przestawionej analizy polskich przepisów prawa karnego dot. prostytucji jest to, że w Polsce tolerowane jest indywidualne świadczenie usług seksualnych. Zabroniona i penalizowana jest natomiast jakakolwiek forma organizacji gospodarczej tych usług. Chodzi o sytuację, gdy jedna osoba wspiera i korzysta ze świadczenia przez inna osobę usług seksualnych (np. przez wynajęcie i przystosowanie lokalu, zajecie się marketingiem etc.).
W praktyce rzecz jasna, ten sektor (usług seksualnych) funkcjonuje w Polsce w ramach pewnych struktur organizacyjnych właściwych dla działalności gospodarczej. Jednakże przez określone powyżej podejście legislacyjne państwa jest to w istocie prawna, podatkowa i moralna szara strefa. Obszar na mapie społeczeństwa, od którego państwo odwraca wzrok, czyniąc to co ciekawe, pod pozorem ochrony moralności i obyczajności.
Jak jest zatem z tymi salonami masażu tantrycznego i erotycznego?
Wystarczy wpisać w wyszukiwarce internetowej w jakimkolwiek większym mieście w Polsce hasło „masaż erotyczny” czy „masaż tantryczny”, aby znaleźć mnogość tego rodzaju ogłoszeń, które w istocie są niczym innym jak właśnie zorganizowanym świadczeniem usług seksualnych. Nie sposób przyjąć przecież, w zgodzie z logika i doświadczeniem życiowym, że wszystko to samodzielna inicjatywa osób zajmujących się takimi usługami, które dorabiają sobie wieczorami we własnym lokalu samemu tworząc sobie stronę www.
Opierając się na doświadczeniu życiowym, nie sposób przyjąć, że te salony to wszystko indywidualna działalność. Można natomiast przyjąć z dużą pewnością, że to zorganizowana działalność osób, które zawodowo dostarczają i zapewniają strukturę organizacyjna dla świadczenia tego typu usług tj. zapewniają i adaptują lokal, tworzą stronę www, inwestują w marketing i zatrudniają tam masażystki.
Zgodnie zatem z przywołanym wcześniej orzeczeniem Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z dnia 19 listopada 2021 roku, sygn. II Aka 152/20, który stwierdził, że „…uprawianie prostytucji w znaczeniu przewidzianym w art. 203. kk oraz 204 kk, to nic innego jak zajmowanie się procederem polegającym na zaspokajaniu za odpłatnością, potrzeb seksualnych innych osób, przez kontakt cielesny z tymi osobami”, prowadzi nas do następujących wniosków, poszukując odpowiedzi na postawione w tytule artykułu pytanie:
Usługa masażu tantrycznego czy erotycznego jest uprawianiem prostytucji w rozumieniu art. 204 k.k., gdyż zakłada kontakt cielesny w celu zaspokojenia popędu seksualnego innej osoby osoby.
W świetle polskiego prawa karnego: masażystka/masazysta świadczący indywidulanie usługi seksualne w postaci masażu tantrycznego, nie podlegają karalności w Polsce.
Jednakże, osoby, które im pomagają (zakładam, że za wynagrodzeniem) podlegają karalności w świetle art. 204 k.k. Czyli za świadome wynajęcie mieszkania, które służy będzie tego typu działalności, za stworzenie i utrzymywanie strony www, czy za działania reklamowe w sieci (np. pozycjonowanie strony www).
Osoba świadcząca takie usługi będzie podlegać odpowiedzialności karnej, jeśli w są one świadczone w pewnej strukturze organizacyjnej i ta osoba pełni tam pewne funkcje (np. zbiera pieniądze czy odbiera telefony). Wtedy prawdopodobny jest zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się organizacją uprawiania prostytucji (art. 258 k.k.).
To oznacza, w świetle ww. argumentacji, że np. Wyszukiwarka Google, osoby które wynajmują lokale na ww. działalność, czy osoby, które tworzą, utrzymują strony www salonu masażu. z dużym prawdopodobieństwem podlegają odpowiedzialności karnej za ułatwianie prostytucji, w rozumieniu art. 204 k.k.
To pokazuje nam skalę absurdu aktualnych przepisów i podejścia państwa do tego wycinka życia społecznego. W jakiej sytuacji fikcji prawnej i społecznej żyjemy.
Można powiedzieć, że polska legislacja to w istocie pozorowanie zajęcia się tym obszarem życia społecznego. Efektem tego jest to, że tysiące osób, które zajmują się tą działalnością zarobkową w istocie rzeczy prowadzą ją poza ochrona i nadzorem państwa. Znajdując się w jakiejś osobliwej dla nowoczesnego Państwa, członka Unii Europejskiej i kraju, w którym podobno wysoko ceni się standardy praw człowieka i praworządności, szarej strefie: moralnej, prawnej i podatkowej.
Pośrednią konsekwencją jest to, że ta sfera życia społecznego oddana jest często na pastwę osób powiązanych z zawodowym światem przestępczym.
Aby dobitnie pokazać skalę absurdu aktualnych przepisów oraz brak racjonalnego uzasadnienia i spójności systemu prawa w odniesieniu do zjawiska usług seksualnych, powiedzmy tutaj, że zgodnie z tymi przepisami, działalność w zakresie tworzenia i dystrybucji pornografii jest uznawana za czynność zgodną z zasadami współżycia społecznego, może być przedmiotem działalności i podlega opodatkowaniu. Tak dyrektor KIS w piśmie z dnia 1 grudnia 2022 r. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej 0113-KDIPT2-1.4011.671.2022.4.ID:
„Skoro ww. usługi nie są prostytucją, a pornografią należy wskazać, że mogą one być przedmiotem prawnie skutecznej umowy, a więc również podlegać opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych.”
Zatem, pornografia, która przecież zakłada, że osoby ja tworzące udostępniają swoje ciało za pieniądze w celu odpłatnego wykonywania czynności seksualnych, aby stworzyć nagranie, jest zgodna z „obyczajnością”, nie narusza zasad współżycia społecznego i nie przeszkadza państwu w pobieraniu od tego podatków. Natomiast świadczenie usług seksualnych, czyli także udostępnienie swojego ciała w celu wykonania czynności seksualnych, za wynagrodzeniem, jest niezgodne z obyczajnością i opodatkowaniu jako „niemoralne” nie podlega.
Innymi słowy, przedsiębiorca, który chciałaby zawodowo zajmować się organizacją usług seksualnych tworząc dom publiczny będzie podlegał w Polsce penalizacji. Ten sam przedsiębiorca natomiast, który chciałaby w Polsce stworzyć studio nagrań filmów pornograficznych, może zrobić to bez przeszkód.
Nie ma w tym jakiegokolwiek sensu, logiki i spójności.
Jak to jest uregulowane w Europie
Podeście do świadczenia usług seksualnych w Europie jest rożne. Zasadniczo wyróżniamy parę modeli podejść to tego zjawiska (tak np. w opracowaniu Dr. Magdaleny Kowalewskiej – Łakuć: Prostytucja i czerpanie z niej korzyści majątkowych. – analiza prawno-porównawcza, Instytut Wymiaru Sprawiedliwości, Warszawa 2017) :
Model prohibicyjny.
Model reglamentacyjny.
Model neoreglamentacyjny.
Model abolicjonistyczny.
Model dekryminalizacyjny.
Oczywiście ww. modele mają swoich zwolenników i przeciwników, ale zwraca uwagę, że są modela, które, niezależnie czy uznajemy je za słuszne, są spójne i czytelne, a są modele, jak nasz polski, opierający się na „tolerowaniu” zjawiska bez zajęcia się problemem w sposób kompleksowy. Takim modelem kompleksowym, czytelnym jest np., model szwedzki, gdzie penalizowane jest płacenie za usługi seksualne i czerpanie z nich korzyści (karany jest klient) oraz np. model niemiecki. W tym modelu świadczenie usług seksualnych jest w uregulowane i traktowane jak każda inna działalność gospodarcza. Podlega nadzorowi, opodatkowaniu, opłacane są składki na ubezpieczenie emerytalne, zdrowotne i społeczne. W Niemczech, działalność w zakresie usług seksualnych oraz organizacja tych usług w formie domów publicznych oparta jest na kompleksowej ustawie tj. Prostitutionzgesetz (Gesetz zur Regelung der Rechtsverhältnisse der Prostituierten), która weszła w życie 1 stycznia 2002 roku.
Jak to mogłoby wyglądać: uregulowanie alkoholu vs. uregulowania świadczenia usług seksualnych
Tytułem wstępu należy podkreślić dwie kluczowe rzeczy:
Po pierwsze, żejakakolwiek działalności związana z przemocą, handlem ludźmi, wyzyskiem etc. powiązana ze świadczeniem usług seksualnych powinna pozostać zabroniona. Nie podlega dyskusji, że ww. patologie w jakimkolwiek obszarze społecznym powinny być zdecydowanie zwalczana.
Po drugie, świadczenie usług seksualnych przez osoby dorosłe, niezależnie jak to oceniamy, miało i będzie mieć miejsce. Zatem, tego rodzaju aktywność, o ile nie mamy do czynienia z patologiami opisanymi powyżej tj. wyzyskiem, pedofilą, handlem ludźmi etc., powinna zostać czytelnie i zrozumiale uregulowana prawnie i objęta nadzorem państwa. Niezależnie, jak takie zachowanie, indywidualnie moralnie oceniamy.
Faktem jest, że w dyskusji ekspertów (psychologów, pedagogów, prawników) większość głosów wskazuje na negatywne konsekwencje zjawiska odpłatnych usług seksualnych zarówno dla społeczeństwa jak i osób, które decyduje się na taka działalność. Jednakże, ustawodawca tworząc przepisy, które mają regulować dane pole życia społecznego, nie może opierać się tylko na głosach ekspertów i działać w ten sposób, że zakazane będzie wszystko to co jest obiektywnie szkodliwe dla człowieka. W ten sposób nie da się uregulować efektywnie i stabilnie rzeczywistości społecznej.
Jako przykład, który może czytelnie zobrazować przedstawiony ww. dylemat, niech posłuży podejście do uregulowania zjawiska, które niewątpliwie, jest także obiektywnie negatywne zarówno dla człowieka jak i społeczeństwa a jednak ustawodawca zdecydował się na jego kompleksowe uregulowanie, zamiast penalizacji czy „tolerowania”. Chodzi o uregulowanie dostępu do alkoholu.
Niech punktem wyjścia będzie stwierdzenie, które nie podlega jakiejkolwiek dyskusji, gdyż ma podstawy naukowe i medyczne, że alkohol w jakiejkolwiek dawce dla człowieka to trucizna oraz że jego spożywanie jest odpowiedzialne za wiele społecznych problemów oraz indywidualnych cierpień ludzi.
Jednakże, społeczeństwo zdecydowało się, że zamiast dążyć, poprzez stanowienie drakońskich przepisów i praktykę stosowana prawa, do stanu, w którym to zjawisko (spożywanie alkoholu) zniknie, do uregulowania spożycia alkoholu. Uznano, że niezależnie od społecznych i moralnych ocen, a te są jednoznacznie negatywne, jest to zjawisko tak silnie zakorzenione, że bardziej właściwym podejściem będzie jego akceptacja (w określonych ramach) i uregulowanie, tak aby zminimalizować jego negatywne koszty dla społeczeństwa.
Innymi słowy, nikt nie neguje obecnie faktu, że alkohol w to w każdej ilości trucizna i że jego konsumpcja przez człowieka powoduje wiele cierpień, patologii indywidualnych oraz społecznych (także wymiernych kosztów). Zdano sobie jednak z sprawę, że podejście skrajne, oparte na restrykcyjnym zwalczaniu tego negatywnego zjawiska nie przyniesie spodziewanych efektów, przy istotnych kosztach społecznych i indywidualnych. W rezultacie, postanowiono na UREGULOWANIE. Przyjęto kompromisowe ramy prawne.
Nie udając bynajmniej, że sam alkohol to nieszkodliwa substancja. Nie udając, że w związku z jego konsumpcją nie ma negatywnych efektów dla społeczeństwa. Postawiono na kontrole i nadzór państwa połączone z działalnością edukacyjna oraz profilaktyczną. Co istotne i znamienne, konsumpcja alkoholu jest znacznie obciążona podatkami co stanowi wymierne źródło przychodów budżetowych państwa, ale także zapewnia środki na działania mające zminimalizować społeczne konsekwencje konsumpcji alkoholu.
Podobna sytuacja i podobne argumenty dotyczą przecież świadczenia usług seksualnych i społecznego uwarunkowania tego zjawiska. Z zatem, można oczekiwać chyba podobnego podejścia ustawodawcy, co w przypadku alkoholu. Celem uregulowania świadczenia usług seksualnych nie ma być opowiedzenie się po którejś ze stron w dyskusji nt. świadczenia usług seksualnych, bagatelizowanie tego zjawiska (tak jak nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że alkohol jest nieszkodliwy) i możliwych negatywnych konsekwencji społecznych, czy też „walka” z tym społecznym zachowaniem.
Prawdziwym celem powinno być zapewnienie racjonalnych ram regulacyjnych: prawnych, podatkowych, społecznych. Celem takiej regulacji nie ma być bynajmniej bagatelizowanie tego, że ze świadczeniem usług seksualnych mogą być związane pewne negatywne konsekwencje (podobnie jak w przypadku konsumpcji alkoholu). Celem tych przepisów ma być stworzenie czytelnych ram prawnych, dla osób, które z własnej woli zdecydują się na taką drogę aktywności zawodowej. Pod ochroną i nadzorem państwa.
Oczywistym jest, szczególnie gdy patrzy się na doświadczenia legislacyjne w kwestii alkoholu, że zarówno podejście radykalnie restrykcyjne (zakazy) jak i podejście abolicyjne, czyli tolerujące, a w praktyce, po prostu odwracające wzrok (obecne stosowane Polsce) nie adresują faktycznych problemów społecznych. Ww. dwa podejścia nie oferują obywatelom jasności, czytelności oraz efektywnego zajęcia się danym problemem społecznym.
Tyle teoria i argumenty za tym, że należy także wprowadzić kompleksową, nowoczesną i efektywną regulację świadczenia usług seksualnych w Polsce. Czy doczekamy się Polsce najpierw rzetelnej dyskusji społecznej na ten temat, której owocem będzie nowoczesne i skuteczne prawo pozostaje kwestią otwartą.
Wnioski końcowe
Zamiast zakończenia, chciałbym zacytować tutaj opinię mniejszości do Sprawozdania Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia Parlamentu Europejskiego z 30 sierpnia 2023 roku, ws. Regulacji dot. prostytucji w UE. Sprawozdanie zostało przyjęte stosunkiem 16 głosów „za”, 10 głosów „przeciwko”, 3 głosy „wstrzymujące”. Co pokazuje, jak trudny jest to temat i jak rozbieżne są poglądy w tym obszarze. Opinia mniejszości, w moim przekonaniu, trafnie podsumowuje problemy jakie występują w debacie nad zjawiskiem usług seksualnych:
„Terminy użyte w niniejszym sprawozdaniu, tj. „prostytucja”, „kobiety w prostytucji”, są wartościujące, mają konotacje przestępczości i niemoralności oraz stygmatyzują zmarginalizowaną społeczność. Osoby sprzedające usługi seksualne wolą termin „pracownicy seksualni”, ponieważ określanie ich terminem „prostytutka” przyczynia się do ich wykluczenia ze społeczeństwa, w tym z dostępu do usług zdrowotnych, prawnych i socjalnych.
Widzimy, że kryminalizacja dowolnego aspektu pracy seksualnej często zagraża bezpieczeństwu osób sprzedających seks, gdyż sprawia, że pracują one w ukryciu, oraz uniemożliwia im organizowanie się i skuteczne zwalczanie wyzysku w branży seksualnej.
Prawodawstwo dotyczące pracy seksualnej należy opracować zgodnie z podejściem opartym na prawach człowieka. Apelujemy do Komisji i państw członkowskich, aby opracowały środki i strategie mające na celu uznawanie pracowników seksualnych i ich ochronę, zwalczanie dyskryminacji, z którą się spotykają, oraz zapewnienie konsultowania się z nimi i włączenia ich we wszystkie debaty na temat polityk, które wpływają na ich życie.
Głęboko zakorzenione stereotypy płciowe związane z seksualnością i moralnością kobiet dodatkowo przyczyniają się do stygmatyzacji i dyskryminacji pracownic seksualnych ze względu na rzekome przekraczanie przez nie norm społecznych i seksualnych właściwych dla ich płci. Sprawozdanie to nie przyczynia się do równouprawnienia płci, a wręcz przeciwnie – odbiera głos osobom, zwłaszcza kobietom, które od lat walczą, by je usłyszano.”
W przestrzeni medialnej możemy śledzić przypadki niewielkiej kawalerki w Gdańsku i „bezinteresownej” pomocy okazanej jej właścicielowi, przez pewnego „dobrego człowieka”. Przy tej okazji, co uznać trzeba za korzystne z punktu widzenia świadomości prawnej, odbywamy wszyscy, przyspieszony kurs z takich instytucji prawa cywilnego i karnego jak:
darowizna,
umowa dożywocia,
wydziedziczenie,
poświadczenie nieprawdy w akcie notarialnym.
W zasadzie, jest do kurs z zakresu: „jak nie przeprowadzać ww. czynności prawnych” i nie wpakować się w kłopoty prawne.
W tym wpisie, chciałbym zająć się jedną z ww. kwestii prawnych, a mianowicie pozbawieniem spadkobierców prawa do spadku, czyli wydziedziczeniem. Jest tak dlatego, że w praktyce, wbrew obiegowym opiniom w społeczeństwie, nie jest to wcale prosta instytucja prawna. Poza tym, w praktyce zakładania i obsługi fundacji rodzinnych, całkiem często spotykam się, właśnie z pytaniem: „jak skutecznie nie przekazać majątku spadkobiercom ustawowym”. Warto zatem spojrzeć dokładnie na to, jak przepisy regulują te dość rzadką w praktyce sytuację prawną.
Kogo można wydziedziczyć
Wydziedziczenie, czyli inaczej pozbawienie spadkobierców prawa do spadku (zachowku) uregulowane jest w art. 1008 Kodeksu Cywilnego (KC), który brzmi następująco
Spadkodawca może w testamencie pozbawić zstępnych, małżonka i rodziców zachowku (wydziedziczenie), jeżeli uprawniony do zachowku:
Wbrew woli spadkodawcy postępuje uporczywie w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego.
Dopuścił się względem spadkodawcy albo jednej z najbliższych mu osób umyślnego przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności albo rażącej obrazy czci.
Uporczywie nie dopełnia względem spadkodawcy obowiązków rodzinnych.
To specyficzne uprawnienie przysługujące przyszłemu spadkodawcy, wynika z fundamentalnej zasady prawnej i społecznej, na której oparte jest polskie prawo spadkowe (oraz zapewne większość znanym nam systemów prawa spadkowego). Chodzi o zasadę, że po śmierci danej osoby (spadkodawca), jego/jej najbliżsi, maja prawo otrzymać jego majątek (zwykle w pewnej części). Wbrew nawet woli samego spadkodawcy.
Jest to de facto, ograniczenie prawa własności i związanego z nim prawa do swobodnego dysponowania swoim majątkiem. Zgodnie z tą zasadą, spadkodawca po swojej śmierci może rozporządzać swoim majątkiem tylko w ramach pewnych granic określonych przez porządek społeczny, a ten przyjmuje, że majątek spadkodawcy, post mortem, w całości lub w znacznej części powinien trafić do jego najbliższej rodziny,
Praktycznym efektem prawnym tej zasady społecznej jest tzw. prawo do zachowku. Oznacza ono, w pewnym uproszczeniu, że niezależnie od tego co spadkobierca uczynił ze swoim majątkiem pod koniec życia. Jakby nim nie rozporządził w testamencie, to określone przez ustawę osoby, mają prawo do określonej części spadku, właśnie do „zachowku”. Trafniej oddaje naturę tego uprawnienia niemiecka nazwa „zachowku”, która brzmi „Pflichtteil” co w bezpośrednim tłumaczeniu oznacza „cześć obowiązkowa”.
Zgodnie z art. 991 KC, do zachowku uprawieniem są: zstępni (dzieci), małżonek oraz rodzice spadkodawcy, o ile byliby powołani do spadku z ustawy, z udziałem sięgającym od połowy do 2/3 ustawowego udziału w spadku (w zależności od pewnych dodatkowych warunków).
Warunki prawne dla wydziedziczenia
Wracając do głównego wątku, wydziedziczenie ma właśnie ten efekt, że spadkobiercy nie tyle nie otrzymają całego spadku (tutaj spadkodawca ma pewne pole decyzyjne), ale że są pozbawieni prawa do tej „części obowiązkowej” spadku, gwarantowanej przez ustawę. Czyli do zachowku.
Polskie prawo spadkowe przewiduje, że spadkodawca, aby wydziedziczyć określoną osobę z kręgu spadkobierców, musi mieć ku temu poważny, uzasadniany w świetle zasad współżycia społecznego powód. Zgodnie z treścią art. 1008 KC są nimi:
Gdy spadkobierca wbrew woli spadkodawcy postępuje uporczywie w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego.
Gdy spadkobierca dopuścił się względem spadkodawcy albo jednej z najbliższych mu osób umyślnego przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności albo rażącej obrazy czci.
Gdy spadkobierca uporczywie nie dopełnia względem spadkodawcy obowiązków rodzinnych.
Wskazane przesłanki stanowią jedyne dopuszczalne przyczyny wydziedziczenia i od razu należy tutaj podkreślić, że należy je interpretować w sposób ścisły. Innymi słowy, w praktyce sądowej spraw spadkowych, gdzie mamy do czynienia z wydziedziczeniem, nie jest akceptowane podciąganie pod przesłanki wydziedziczenia jakichś typowych konfliktów rodzinnych, różnic zdań, sporów, które nie są niczym nadzwyczajnym w życiu rodzinnym. Co, trzeba przyznać, jest częstą praktyką takich spraw. Aby mogło dojść do wydziedziczenia, musi występować jednoznaczna sytuacja nagannego zachowania spadkobiercy wobec spadkodawcy opisana w art. 1008 KC.
Co mówią sądy w sprawach o wydziedziczenie
Zwraca uwagę w przepisach Kodeksu Cywilnego regulujących wydziedziczenie, że przesłanki do zastosowania wydziedziczenia przez spadkodawcę są sformułowane dość ogólnie i odnoszą się do takich nieostrych definicji jak „zasady współżycia społecznego” czy „spadkobierca uporczywie narusza”. Właśnie te sformułowania są przyczyną najczęstszych wątpliwości i sporów przy wydziedziczeniu, które na koniec są rozstrzygane w sądzie.
Szczególnie kwestia „uporczywego niedopełnienia obowiązków rodzinnych wobec spadkodawcy” oraz kwestia ewentualnego przyczynienia się do tego spadkodawcy budzi często wątpliwości i można powiedzieć, że regularnie jest przedmiotem orzeczeń sądowych.
I tak, w orzecznictwie wskazuje się, iż „uporczywym niedopełnieniem obowiązków rodzinnych względem spadkodawcy”, będącym podstawą wydziedziczenia jest długotrwałe lub wielokrotne zaniedbywanie potrzeb materialnych i emocjonalnych spadkobiercy. Oczywistym przykładem jest tutaj brak wykonywania obowiązków alimentacyjnych czy brak wsparcia i opieki w sytuacji choroby spadkodawcy, ale także brak utrzymywania jakichkolwiek kontaktów rodzinnych ze spadkodawcą i zainteresowania jego losem.
Należy tutaj jednak dodać, że sądy wielokrotnie wskazywały, że „uporczywym niedopełnianiem obowiązków rodzinnych” nie jest nieutrzymywanie kontaktów pomiędzy spadkobiercą i spadkodawcą, jeżeli wynika to z postawy samego spadkodawcy. Inaczej mówiąc, aby zastosować wydziedziczenie, długotrwałe niedopełnienia obowiązków rodzinnych względem spadkodawcy musi być spowodowane okolicznościami leżącymi po stronie samego spadkobiercy, a nie po obydwu stronach.
Jak można się domyślać, często jest tak, że ustalenie po czyjej stronie leży wina za rozpad prawidłowych relacji rodzinnych, jest często zadaniem tak trudnym jak rozwiązanie węzła gordyjskiego. Nie tylko dla samych stron, ale i dla sadu, który sprawy dot. wydziedziczenia rozstrzyga.
Co ciekawe, w niemieckich przepisach o wydziedziczeniu (Enterbung) istnieją jeszcze dwie przesłanki jego zastosowania, których nie ma w polskich przepisach. Chodzi o sytuację, gdy osoba wydziedziczona została prawomocnie skazana za ciężkie przestępstwo na karę pozbawienia wolności w wymiarze jednego roku lub większą, bez zawieszenia kary lub za ww. przestępstwo skierowana do zakładu psychiatrycznego (art. 2333 BGB).
Co robić w przypadku bezpodstawnego wydziedziczenia
W praktyce, najczęściej jest tak, że wydziedziczenie nie jest żadna tajemnicą ani zaskoczeniem dla osób zainteresowanych. Są świadomi jaki jest stan ich relacji rodzinnych. Moja rada: spokojnie czekać, monitorując sytuacje, gromadząc informacje i dokumenty o majątku, który uważamy, że należy nam się z tytułu zachowku. Gdy dowiemy się śmierci spadkodawcy (dopiero wtedy aktualizują się roszczenia osób uprawnionych do zachowku) to jest to moment, gdy możemy złożyć do sądu wniosek o przystąpienie do postępowania ws. stwierdzenia spadku, wskazując na nasz tytuł prawny i argumenty.
Gdybyśmy przegapili moment otwarcia tego postępowania, to w terminie piecu lat od ogłoszenia testamentu (otwarcia spadku), możemy złożyć do osób, które objęły spadek, roszczenie o przekazanie nam jako osobie uprawnionej do zachowku, odpowiedniej części spadku lub jego ekwiwalentu majątkowego, wskazując na bezpodstawne, błędne wydziedziczenie.
W wydaniu Dziennika Rzeczypospolita z dnia 29 kwietnia 2025 roku, dodatek Administracja (www.pro.rp.pl) ukazał się artykuł mojego autorstwa dotyczący odpowiedzialności przełożonego w instytucji państwowej za słowa służbowym spotkaniu zniesławiające osobę podwładna.
Artykuł odnosi się do sprawy, która miała miejsce w rzeczywistości i została zakończona prawomocnym wyrokiem Sądu Okręgowego w Warszawie, potwierdzającym winę przełożonego. W artykule omówione są takie kwestie jak odpowiedzialność urzędnika państwowego za wyrażane przez niego słowa, w związku z pełnią funkcją, odpowiedzialność za przestępstwo zniesławienia z art. 212 kodeksu karnego oraz konsekwencje prawne skazania wyrokiem sądu dla urzędnika państwowego.
In Polen gelten zwei wesentliche Körperschaftsteuersätze (CIT):
19 % der Steuerbemessungsgrundlage (Regelsteuersatz),
9 % der Steuerbemessungsgrundlage (bevorzugter Steuersatz) für Unternehmen mit einem Jahresumsatz von bis zu 2 Millionen EUR.
Während die Anwendung des Regelsatzes von 19 % grundsätzlich keine besonderen Schwierigkeiten bereitet, setzt die Inanspruchnahme des bevorzugten Steuersatzes von 9 % die Erfüllung spezifischer Voraussetzungen voraus.
Voraussetzungen für die Anwendung des bevorzugten Steuersatzes
Der bevorzugte Körperschaftsteuersatz kann von folgenden Steuerpflichtigen in Anspruch genommen werden:
Kleine Steuerpflichtige, deren Bruttoeinnahmen aus Verkäufen (einschließlich der fälligen Mehrwertsteuer) im vorangegangenen Steuerjahr 2 Millionen Euro nicht überschritten haben. Maßgeblich ist hierbei der durchschnittliche Wechselkurs des Euro, veröffentlicht durch die Polnische Nationalbank (NBP) am ersten Geschäftstag im Oktober des Vorjahres.
Unternehmen, deren Nettoeinnahmen im laufenden Steuerjahr unter 2 Millionen Euro liegen, berechnet auf Grundlage des durchschnittlichen Wechselkurses des Euro, der von der NBP am ersten Geschäftstag des jeweiligen Jahres bekannt gegeben wird. Der Betrag wird auf 1.000 PLN gerundet (in der Regel erfolgt die Veröffentlichung am 2. Januar).
Neu gegründete Unternehmen können im ersten Steuerjahr von der bevorzugten Körperschaftsteuerrate von 9 % profitieren. Der ermäßigte Satz gilt jedoch nicht, wenn die Gesellschaft durch Umstrukturierung (z. B. Spaltung), Umwandlung in eine andere Rechtsform oder durch die Einbringung eines Unternehmens im Wert von mehr als 10.000 Euro entstanden ist.
Es ist zudem zu beachten, dass in Polen der Körperschaftsteuer (CIT) folgende Steuerpflichtige unterliegen:
juristische Personen, wie unter anderem Gesellschaften mit beschränkter Haftung, Aktiengesellschaften, Stiftungen, Vereine und Genossenschaften, sowie
Kapitalgesellschaften in Gründung.
Die Körperschaftsteuer (CIT) wird in Polen nach folgenden Regeln abgeführt:
Die Steuererklärung muss bis zum Ende des dritten Monats des Jahres eingereicht werden, das auf das Steuerjahr folgt.
Während des Steuerjahres sind keine Steuererklärungen abzugeben, sondern lediglich Vorauszahlungen, die bis zum 20. jedes Monats zu leisten sind. Es besteht auch die Möglichkeit, vierteljährliche Vorauszahlungen zu nutzen.
Es ist erforderlich, eine ordnungsgemäße Buchführung (sogenannte doppelte Buchführung) zu führen.
Es ist jedoch zu erwähnen, dass neben dem bevorzugten Körperschaftsteuersatz von 9 % in Polen auch folgende Steuererleichterungen in Anspruch genommen werden können:
die bevorzugte Besteuerung im Rahmen des sogenannten estnischen Körperschaftsteuersystems (Estnisches CIT),
die IP-Box-Steuervergünstigung für Einkünfte aus geistigem Eigentum (z. B. Software),
die Steuervergünstigung für Forschungs- und Entwicklungsausgaben.
Grundsätze der Anwendung des „Estnischen CIT“ in Polen
Das Estnische CIT (der Name stammt daher, dass Estland als erstes Land dieses Steuermodell eingeführt hat) verschiebt die Steuerpflicht auf den Zeitpunkt, an dem die Gesellschaft den erzielten Gewinn in Form von Dividenden auszahlt. Auf diese Weise kann das Unternehmen einen größeren Teil des erwirtschafteten Umsatzes für Investitionen verwenden.
Im Rahmen des Estnischen CIT entfällt die Notwendigkeit, eine steuerliche Buchführung zu führen, steuerliche Betriebsausgaben zu ermitteln oder steuerliche Abschreibungen zu berechnen. Vorauszahlungen auf die Körperschaftsteuer müssen nicht monatlich geleistet werden. Die Steuer wird erst bei der Ausschüttung des Gewinns (Dividende) fällig. Dadurch kann das Unternehmen flexibel den Zeitpunkt der Besteuerung bestimmen und mehr Mittel für laufende Geschäftsaktivitäten sowie Investitionen in das Wachstum des Unternehmens einsetzen.
Zudem ist der effektive Steuersatz bei der Besteuerung (bei der Ausschüttung des Gewinns) niedriger als beim klassischen CIT. Dieser setzt sich aus der Körperschaftsteuer und der Dividendensteuer zusammen, die vom Gesellschafter gezahlt wird:
Für kleine Steuerzahler beträgt der Steuersatz lediglich 20 % statt 26,29 %,
Für alle anderen Steuerzahler liegt der Steuersatz insgesamt nur bei 25 % statt 34,39 %.
Das Estnische CIT kann von Aktiengesellschaften, Gesellschaften mit beschränkter Haftung, Kommanditgesellschaften, Kommanditaktiengesellschaften sowie von einfachen Aktiengesellschaften in Anspruch genommen werden. Allerdings müssen diese bestimmte Voraussetzungen erfüllen. Die wichtigsten sind:
Die Einnahmen aus Forderungen, Zinsen, Krediten, Leasinggebühren, Bürgschaften, Garantien, Urheberrechten, gewerblichen Schutzrechten, dem Verkauf von Finanzinstrumenten sowie Transaktionen mit verbundenen Unternehmen dürfen 50 % des gesamten Umsatzes des Unternehmens nicht überschreiten.
Es müssen mindestens 3 Personen auf Basis eines Arbeitsvertrages für mindestens 300 Tage im Steuerjahr beschäftigt sein.
Die Gesellschafter, Aktionäre oder Partner des Unternehmens dürfen ausschließlich natürliche Personen sein.
Das Unternehmen darf keine Anteile oder Aktien an anderen Gesellschaften halten.
Es ist wichtig zu betonen, dass alle diese Bedingungen gleichzeitig erfüllt sein müssen.
Grundsätze der Anwendung der bevorzugten Besteuerung (sogenannte IP Box)
In Polen können Steuerpflichtige von einer bevorzugten Besteuerung der Einkünfte profitieren, die aus der Schaffung oder Verbesserung sogenannter qualifizierter Rechte des geistigen Eigentums resultieren. Der Steuersatz für diese Einkünfte beträgt 5 % und gilt sowohl für die Körperschaftsteuer (CIT) als auch für die Einkommenssteuer von juristischen Personen (PIT).
Ziel dieser Regelung ist es, den Markt für neue Technologien und innovative Lösungen zu fördern, indem eine bevorzugte Besteuerung von 5 % auf Einkünfte aus qualifizierten Rechten des geistigen Eigentums eingeführt wird – anstelle der üblichen Steuersätze.
Die Anwendung der IP Box setzt die Erfüllung bestimmter Bedingungen voraus. Zu den wichtigsten gehören:
Die Durchführung von Forschungs- und Entwicklungsaktivitäten,
Die Schaffung des qualifizierten geistigen Eigentums (qualifiziertes IP) im Rahmen dieser Aktivitäten,
Das Erzielen von Einkünften aus qualifiziertem IP, die in Polen steuerpflichtig sind,
Die Entstehung qualifizierter Kosten im Zusammenhang mit der Schaffung, Entwicklung oder Verbesserung des qualifizierten IP.
Die Liste der qualifizierten Rechte des geistigen Eigentums, auf die die bevorzugte Steuerregelung angewendet werden kann, ist abschließend geregelt. Laut Gesetz gehören dazu unter anderem:
Patente,
Gebrauchsmuster,
Designschutzrechte,
Rechte aus der Registrierung von zugelassenen Arzneimitteln und Tierarzneimitteln,
Rechte aus der Registrierung von Halbleiter-Topographien,
Urheberrechte an Computerprogrammen.
Gründung einer Gesellschaft in Polen
Die Gründung einer Handelsgesellschaft in Polen kann sowohl auf traditionelle Weise vor einem Notar als auch online über das spezielle Portal S24 erfolgen. Weitere Informationen zum Gründungsprozess einer Gesellschaft in Polen finden Sie in diesem Artikel: [Link].
Alle genannten bevorzugten Steuerregelungen, insbesondere die Steuervergünstigungen für Forschungs- und Entwicklungstätigkeiten, setzen die Erfüllung bestimmter Voraussetzungen voraus. Daher empfiehlt es sich, die geplanten Vorhaben im Voraus mit einem Experten auf diesem Gebiet zu besprechen. In komplexeren Fällen sollte zudem erwogen werden, eine verbindliche steuerliche Auskunft beim zuständigen Finanzamt zu beantragen.
Paweł Osiński
Rechtsanwalt. Experte für Gesellschaftsrecht und Wirtschaftsstrafrecht
Haben Sie Fragen zur Geschäftstätigkeit in Polen, zur Gründung einer Gesellschaft, zur Überprüfung eines Geschäftspartners oder zur Einleitung eines Gerichtsverfahrens? Wir freuen uns auf Ihre Kontaktaufnahme. Wir sprechen Deutsch.
There are two main corporate income tax (CIT) rates in Poland:
19% of the tax base (basic rate)
9% of the tax base (preferential rate), applicable up to EUR 2m of annual revenue.
Whereas applying the basic rate of income tax presents no major difficulties, taking advantage of the preferential 9% rate does require fulfilment of certain conditions.
The lower rate may be enjoyed by the following entities:
so-called small taxpayers, whose gross sales revenue (i.e. including the amount of VAT due) did not exceed EUR 2m in the previous tax year, as converted according to the average exchange rate of the euro published by the National Bank of Poland (NBP) on the first business day of October of the previous tax year;
entities whose net revenue generated in the tax year did not exceed EUR 2m, as converted according to the average exchange rate of the euro published by the National Bank of Poland (NBP) on the first business day of the respective tax year, rounded to PLN 1000 (in most cases, this will be 2 January of the respective year).
Also, the preferential 9% CIT rate can be applied by start-ups in their first tax year. However, the 9% ratecannot be used if the company is established through restructuring (e.g. demerger), through conversion to another type of activity or if an enterprise with a value of more than EUR 10k was contributed into the company.
settlement takes place by the end of the 3rd month of the year following the tax year,
no tax returns are filed during the tax year, but advance payments are made by the 20th day of each month. It is possible to make advance payments on a quarterly basis,
accounting books must be kept (so-called full accounting).
Yet, let me add that, in addition to the preferential CIT rate of 9%, the following is possible in Poland:
preferential taxation, i.e. the so-called Estonian CIT,
IP BOX relief related to income from intellectual property rights (e.g. software),
tax relief for research and development activity.
Rules of application of the “Estonian CIT” in Poland
The essence of the Estonian CIT (the name originates from the fact that Estonia was the first to introduce this type of tax solution) is that the obligation to pay CIT is postponed until the company distributes realised profit in the form of dividend. This allows the company invest a larger part of the revenue generated.
Under the Estonian CIT, there is no need to keep tax accounting, determine tax deductible expenses or calculate tax depreciation allowances. CIT advances are not paid on a monthly basis. The tax is paid when the company’s profits (dividends) are distributed. This gives you the freedom to determine the moment when taxation occurs and allows you allocate more of the money generated by the company to its day-to-day operations and to investments in increasing the company’s value.
Moreover, at the time of taxation (profit distribution), the effective tax rate (which comprises the tax on the company’s profit and the tax on dividends, payable by the shareholder) will be lower than in the case of conventional CIT:
for small taxpayers it will be only 20% instead of 26.29%,
for other taxpayers – a total of only 25% instead of 34.39%.
The Estonian CIT can be applied by joint stock companies, limited liability companies, limited partnerships, limited joint stock partnerships and simple joint stock companies. However, they must meet several conditions, the most important of them being as follows:
revenue from receivables, interest, loans, lease payments, sureties, guarantees, copyright, industrial property rights, from sale of financial instruments and from transactions with related parties must not exceed 50% of the company’s total revenue
the company must employ, on the basis of employment contract, at least 3 persons for at least 300 days in the tax year
the shareholders, stockholders or partners in those companies must only be natural persons
the company must not hold stock (shares) in the capital of another company.
Importantly, all conditions must be met cumulatively.
Rules of application of the so-called IP BOX preferential taxation
Taxpayers in Poland may take advantage of preferential taxation with respect to income obtained in connection with creation or improvement of the so-called qualified intellectual property rights. Preferential taxation is applied at the rate of 5% for corporate income tax (PIT) or CIT.
The introduced solution is supposed to stimulate the market of new technologies and innovative solutions by introducing preferential taxation at 5% in PIT and CIT (for income obtained from qualified intellectual property rights), instead of the standard tax rates.
Application of the IP Box requires fulfilment of certain conditions. The most important ones include:
conducting research and development activity;
creation of qualified IP (qualified intellectual property rights) as part of the research and development activity;
generating income from qualified IP taxable in Poland;
incurring eligible costs in connection with creation, development or improvement of the qualified IP.
The list of qualified IP that may be subject to the preferential income tax rate is a closed catalogue. According to the Act, qualified IP includes, among others:
patents;
right of protection for a utility model;
right from registration of an industrial design;
right from registration of a medicinal product and a veterinary medicinal product authorised for marketing;
right from registration of an integrated circuit topography;
copyright to computer software.
Incorporation of a company in Poland
Incorporation of a commercial company in Poland is possible both in the traditional way, before a notary public, as well as online through the dedicated S24 system. For more information on the procedure governing incorporation of a company in Poland, please see the article here: [ link ].
All of the aforementioned preferential taxation rules, and in particular the preferential taxation of development and research activity require fulfilment of certain conditions, which is why it is a good idea to consult your plans in advance with an expert in this area. In more complicated situations, also consider applying to the competent tax authority for an individual tax interpretation.
W wielu materiałach o fundacjach rodzinnych możemy znaleźć okrągłe zdania o tym, że jest to instrument prawny służący do zapewnienia uporządkowanej sukcesji przedsiębiorstwa rodzinnego, ochrony majątku rodzinnego czy do ochrony przed roszczeniami wierzycieli.
Ale co to oznacza w praktyce? W jaki sposób założenie fundacji rodzinnej przekłada się na konkretną sytuację, w której się znajduje potencjalny fundator rozważający założenie fundacji rodzinnej? W jaki sposób będzie to odpowiedź na jego cele, oczekiwania czy obawy. Podczas konsultacji, które odbywam z klientami zainteresowanymi założeniem fundacji rodzinnej pewien zestaw pytań, takich jak te poniżej, pojawia się w miarę regularnie:
Co jest lepsze: fundacja rodzinna w Polsce czy w Ks. Lichtenstein?
Jakie są koszty założenia i utrzymania fundacji rodzinnej?
Czy wniesienie majątku do fundacji rodzinnej ochroni fundatora przed możliwymi roszczeniami cywilnymi?
A czy założenie fundacji rodzinnej może zapewnić także ochronę przed postępowaniem karnym lub roszczeniami podatkowymi?
Czy można ukryć kto jest beneficjentem rzeczywistym fundacji rodzinnej?
Ten tekst, jest próbą zebrania najczęstszych ale i najważniejszych pytań, które klienci stawiają podczas konsultacji poprzedzających decyzję o założeniu fundacji rodzinnej. Są one bardzo podobne, dlatego uznałem, że warto jest zebrać razem, w jednym miejscu. Często zresztą efektem konsultacji wstępnych z potencjalnym fundatorem i odpowiedzi na ww. pytania, jest decyzja o tym, aby fundacji rodzinnej jednak nie zakładać, gdyż np. jest za późno na ochronę majątku lub oczekiwania fundatora nie przystają do istoty i sensu funkcjonowania fundacji rodzinnej.
Przedstawione poniżej pytania i odpowiedzi dotyczą zarówno fundacji rodzinnej z siedzibą w Polsce jak i fundacji rodzinnej zakładanej za granicą jak np. w Księstwie Lichtenstein (w mojej subiektywnej opinii, jurysdykcja nr 1 dla fundacji rodzinnych, na świecie). Pomimo pewnych różnic prawnych, koncepcja fundacji rodzinnej jest w zasadzie wszędzie taka sama. W rezultacie, podobne są zagadnienia prawne wymagające wyjaśnienia, zanim potencjalny fundator podejmie ostateczną decyzje o tym, czy i gdzie fundację rodzinną założyć
PYTANIE 1:Czy fundacja rodzinna to narzędzie do ochrony majątku czy raczej do zaplanowania sukcesji przedsiębiorstwa/majątku rodzinnego.
W większości materiałów o fundacjach rodzinnych powtarza się często jedno zdanie, tj. że „fundacja rodzinna to narzędzie do zapewnienia uporządkowanej sukcesji przedsiębiorstwa rodzinnego należącego do fundatora”. To w zasadzie prawda, ale patrząc na sprawę z punktu widzenia praktyki adwokackiej, przyznaje, że jeszcze się nie spotkałem z sytuacją, gdy potencjalny fundator rozważał założenie fundacji rodzinnej, będąc zatroskany o to, jak przyszłe pokolenia będą obchodzić się z owocem jego pracy, gdy on już opuści ten doczesny świat. W praktyce, dominującą motywacją fundatorów jest zabezpieczenie majątku fundatora tu i teraz. Przed bądź dopiero potencjalnymi zagrożeniami prawnymi, bądź już materializującymi się na horyzoncie (np. rozwód czy spodziewany spór prawny).
Z postrzeganiem fundacji rodzinnej, jako przede wszystkim narzędzie do planowania sukcesji majątku rodzinnego związane jest jeszcze jedno mylące uogólnienie. Chodzi i to, że często spotykam się z oczekiwaniem klientów – bazującym na ww. uogólnieniu – że już samo założenie fundacji rodzinnej zapewni, że nie będzie sporów między członkami rodzinny co do majątku rodzinnego. To niestety tak prosto nie dzieła.
Fundacja rodzinna daje oczywiście wiele możliwości, aby takie ryzyko zminimalizować, poprzez zastosowanie odpowiednich rozwiązań prawnych. Na przykład przez rozproszenie kompetencji w fundacji rodzinnej pomiędzy członów rodziny oraz zewnętrznych doradców (swojego rodzaju check-and-balance czyli rozproszenie władzy w duchu Monteskiusza). Co powinno nastąpić jednak w odpowiednim czasie, gdy fundator jeszcze żyje, kontroluje swój majątek oraz posiada możliwości decyzyjne ukształtowanie fundacji w dowolny sposób.
W praktyce jest z tym spory problem, ponieważ, z moich obserwacji wynika, że założyciele fundacji niechętnie pozbywają się kontroli nad swoim majątkiem za swojego życia i oczekują, że w fundacji zachowają pełnie praw do zarządzania fundacją oraz przekazanym do niej majątkiem. De facto, pozostawiając problem jak będzie wyglądać funkcjonowanie fundacji, relacje między członkami rodziny i zarządzenie majątkiem wniesionym do fundacji, na czas, gdy fundatora nie będzie już na świecie. To przepis na rodzinny i prawny konflikt na lata.
Moim zdaniem takie decyzje powinny być podjęte przez fundatora, sprawdzone w praktyce i to dużo wcześniej, zanim nadejdzie moment przekazania przez fundatora sterów w fundacji.
PYTANIE 2: Czy po założeniu fundacji dalej będę kontrolował mój majątek?
Odpowiedź na to pytanie jest niejednoznaczna, gdyż w pewnym zakresie taka kontrola jest możliwa, ale ma swoje ograniczenia.
Fundator zakładając fundację rodzinną ma pełna możliwość stworzenia statutu fundacji oraz innych dokumentów regulujących funkcjonowanie fundacji według swoich oczekiwań. W praktyce zatem, fundator nie będzie już co prawda, po ustanowieniu fundacji rodzinnej i przeniesieniu do niej własności swojego majątku, właścicielem fundacji i jej majątku, ale w wyniku odpowiednich zapisów w dokumentach założycielskich fundacji mogą mu przysługiwać uprawnienia, które w praktyce pozwalają na pełną kontrolę tego majątku, za swojego życia.
Jednakże, patrząc na sprawę z drugiej strony, z momentem założenia fundacji i wniesienia do niej majątku, staje się on własnością fundacji i podlega zasadom wynikającym z dokumentów założycielskich fundacji oraz przepisom ustawowym. Co rzecz jasna wyznacza pewne ramy (ograniczenia) dla zarzadzania i dysponowania tym majątkiem. Ma to szczególne znaczenie w przypadku fundacji rodzinnej w Ks. Lichtenstein. Tam, zgodnie z lokalnymi przepisami, zarządzającymi fundacją rodzinną mogą być tylko licencjonowani administratorzy. W swoich działaniach zobowiązani są oni podlegać wyłącznie przepisom ustawy, postanowieniom dokumentów założycielskich fundacji oraz etyce zawodowej. Co innymi słowy oznacza, że nie są posłusznymi wykonawcami woli np. fundatora czy członków rady fundacji, ale niezależnymi, działającymi w ramach przepisów prawa oraz standardów zawodowych administratorami. To z kolei ma ten efekt, że fundator, jeśli wciąż przysługują mu w założonej fundacji jakieś kompetencje, jest ograniczony przepisami ustawowymi i zasadami ustalonymi w dokumentach fundacji. I moim zdaniem, w interesie samego fundatora, jest aby takie ograniczenia jego uprawnień istniały.
Jest to związane z niebezpieczeństwem dla fundatora, gdy zakładając fundacje rodzinną zbytnio skoncentruje się na zachowaniu pełnej kontroli nad swoim majątkiem wniesionym do fundacji oraz nad fundacją. Celem tego wehikułu prawnego, przypomnę jeszcze raz, jest przede wszystkim ochrona majątku przed potencjalnymi zagrożeniami prawnymi, takimi jak np. roszczenia wierzycieli przeciwko fundatorowi. Ta ochrona opiera się na tym, że możemy twierdzić (jako fundator), że nie posiadamy już majątku, gdyż znajduje się on, we władaniu fundacji rodzinnej. Problem polega na tym, że w wielu systemach prawnych istnieją przepisy mające na celu ochronę wierzyciela, które pozwalają mu skierować roszczenia nie tylko do majątku będącego aktualnie własnością fundatora, ale także do majątku faktycznie znajdującego się pod jego kontrolą (np. wniesionego do fundacji rodzinnej). Z tego powodu, zakładanie fundacji rodzinnej w takiej strukturze prawnej, w której pełne uprawnienia posiada fundator może nie być bezpiecznym rozwiązaniem. Więcej o tym w odpowiedzi na pytanie nr 5.
PYTANIE 3:Kiedy założyć fundację rodzinną, aby wniesienie do niej majątku ochroniło fundatora przed roszczeniami wierzycieli
Podstawową, wręcz fundamentalną zasadą przy podejmowaniu decyzji o założeniu fundacji rodzinnej jest, aby zrobić to w odpowiednim czasie. To znaczy, zanim zmaterializują się ryzyka, których się obawiamy i które skłaniają nas do założenia fundacji. Innymi słowy, fundacja rodzinna będzie efektywną ochroną przeciwko roszczeniom kierowanym przeciwko fundatorowi, gdy jej założenie i wniesienie do fundacji majątku fundatora nastąpi PRZED powstaniem tych roszczeń. Wynika to zarówno z przepisów regulujących funkcjonowanie fundacji rodzinnych, ale także z przepisów szczególnych dot. ochrony wierzycieli (np. tzw. skarga pauliańska czyli art. 527 Kodeksu Cywilnego), czy z przepisów chroniących wierzycieli znajdujących się w Kodeksie Karnym (art. 300 k.k.).
Każda z ww. regulacji zakłada, że dokonanie przez dłużnika transferu swojego majątku w sytuacji, gdy roszczenie wierzyciela JUŻ istnieje lub dłużnik powinien się zasadnie spodziewać, że takie roszczenia za chwilę powstanie, może spowodować podważenie takiego transferu lub nawet odpowiedzialność karną dłużnika.
Skarga pauliańska przewiduje, że w terminie do 5 lat od daty dokonania transakcji (w tym wypadku transferu majątku do fundacji), wierzyciel fundatora może domagać się uznania tej transakcji za bezskuteczną, ze względu na pokrzywdzenie jego roszczenia.
W polskiej ustawie o fundacjach rodzinnych, uregulowane jest, że fundacja rodzinna odpowiada solidarnie z fundatorem za jego zobowiązania powstałe przed jej ustanowieniem. Nie ma tutaj jakiegoś ograniczenia czasowego.
W przypadku fundacji rodzinnych w Ks. Lichtenstein, tamtejsze przepisy przewidują dwa istotne terminy w zakresie roszczenia niezaspokojonego wierzyciela przeciwko majątkowi wniesionemu przez fundatora do fundacji:
Roszczenie może co do zasady nastąpić, jeśli transfer majątku do fundacji nastąpił w okresie jednego roku przed wydaniem tytułu egzekucyjnego.
W przypadku gdy wierzyciel dowiedzie, że fundator (czyli jego dłużnik) celowo, z zamiarem poszkodowania wyprowadził majątek do fundacji, ww. termin nie ma zastosowania.
W każdym wypadku, obowiązuje okres przedawnienia dla takich roszczeń wynoszący 5 lat licząc od daty transferu majątku do fundacji.
Warto jednak zauważyć, że w orzecznictwie i praktyce sądów Ks. Lichtenstein oraz Austrii (gdzie de facto skopiowano rozwiązania prawne z Ks. Lichtenstein), pojawił się pogląd, że ww. 5 letni termin przedawnienia, zaczyna biec dopiero, gdy fundator faktycznie przekaże pełną kontrolę nad swoim majątkiem. Zatem w sytuacji, gdy mamy fundację, gdzie fundator, za swojego życia, zachowuje dla siebie najważniejsze uprawnienia i kompetencje, to ochrona przed roszczeniami wierzycieli wynikająca z ww. 5-letniego terminu, może zostać wyłączona. Z praktyki, mogę powiedzieć, że sytuacja, gdzie fundator zatrzymuje dla siebie jak najwięcej uprawnień jest niestety najczęstsza…
PYTANIE 4: Czy wierzyciel może skierować skargę pauliańską lub inne roszczenie do majątku fundacji?
Owszem, wierzyciele prywatni fundatora, ale także np. organy podatkowe mogą skierować w określonych sytuacjach roszczenie o zaspokojenie swoich roszczeń z majątku fundacji. Podstawowa reguła jest taka, że wierzyciele mogą próbować skierować takie roszczenie w związku z zobowiązaniem fundatora, nieuregulowanym, istniejącym przed założeniem fundacji przez niego i transferem tam majątku. Aby ustalić, czy faktycznie istnieje takie ryzyko, należy spojrzeć na dany stan faktyczny i sytuację fundatora i odpowiedzieć na m.in. następujące pytania: kto jest fundatorem, kiedy powstało (lub powstanie) dane zobowiązanie, data założenia fundacji i transferu do niej majątku od fundatora, gdzie ma siedzibę fundacja rodzinna. Więcej na ten temat w odpowiedzi na Pytanie nr 3 oraz w odpowiedzi na Pytanie nr 8.
PYTANIE 5: Czy to jest bezpieczne? Jaką mam pewność ze zarząd fundacji w Ks. Lichtenstein nie „wyprowadzi aktywów fundacji”?
To jest bezpieczne, ale nie ma jakiegoś 100% zabezpieczenia, że zarząd fundacji nie dokona bezprawnych działań. Podobnie jest zresztą w przypadku założenia spółki handlowej w Polsce czy za granicą. Nie ma takich narzędzi prawnych, które zabezpieczyłyby „na 100%”, że zarząd nie podejmie bezprawnych czy irracjonalnych działań. Są jednak narzędzia, które mogą takie ryzyko zminimalizować oraz istnieją liczne przepisy karne i cywilne. Mogą one znaleźć zastosowanie w takiej sytuacji i pozwalają skierować działania prawne (w hipotetycznej raczej sytuacji) przeciwko administratorowi fundacji rodzinnej w Ks. Lichtenstein, działającemu na szkodę fundacji.
Ww. pytanie ma przede wszystkim sens w przypadku fundacji rodzinnej za granicą np. w KS. Liechtenstein, gdzie jest obowiązkowe, aby członkiem zarządu (administratorem) fundacji był wynajęty, niezależny licencjonowany administrator. Jest to zawód zaufania publicznego w Ks. Liechtenstein np. jak notariusz czy adwokat. Prawdopodobieństwo, że taka osoba zaryzykuje swoją karierę, aby podjąć próbę „przejęcia majątku fundacji” czy też działania sprzecznego z przepisami, na szkodę fundatora i fundacji, jest bliskie zeru.
PYTANIE 6: czy założenie fundacji rodzinnej ochroni majątek fundatora przed postępowaniem karnym toczącym się przeciwko fundatorowi
Co do zasady, nie. Założenie fundacji rodzinnej nie uchroni majtku fundatora, jeśli ten majtek pochodził z przestępstwa lub był wykorzystywany do jego popełnienia. Prokuratura ma narzędzia prawne, wynikające z przepisów kodeksu postępowania karnego oraz umów międzynarodowych do skierowania takich instrumentów prawnych jak zabezpieczenie majątkowe czy orzeczenie o przepadku mienia czy grzywny, przeciwko konkretnym składnikom majątkowym, mającym związek z przestępstwem. Niezalenie w czyim władaniu on się znajdują.
W przypadku, gdy mamy do czynienia z rodzimym fundatorem, który zakłada fundacje rodzinną w Polsce, z aktywami ulokowanymi w kraju, to sytuacja jest dosyć prosta i nie powinno organom wymiaru sprawiedliwości sprawić większych kłopotów skierowanie swoich działań przeciwko takiej fundacji. W przypadku jednak fundacji rodzinnej za granicą sytuacja prawna już może nie być tak czytelna i prosta dla prokuratury. I to mimo istnienia mechanizmów współpracy międzynarodowej.
W praktyce, gdy mamy do czynienia z osobą, przeciwko której w Polsce, toczy się postępowanie karne, która jest fundatorem fundacji rodzinnej, która posiada aktywa za granicą (np. pieniądze czy nieruchomości), to działania procesowe polskich organów wymiaru sprawiedliwości, wynikające z przepisów o współpracy międzynarodowej w sprawach karnych, nakierowane na ww. zagraniczne aktywa, są dla tych organów dużo trudniejsze oraz wiążą się często z koniecznością zastosowania lokalnych przepisów procedury karnej. Dodatkowo takie działania podlegają wtedy także kontroli przez lokalne sądy. Przy zastosowaniu lokalnych standardów praworządności i praw człowieka w zakresie spraw karnych.
I tutaj leży wartość dodana fundacji rodzinnej np. w Ks Lichtenstein. W Polsce, w sprawach dot. przestępczości gospodarczej, nie należy do rzadkości sytuacja, gdzie po 5 czy nawet 8 latach trwania postępowania, gdzie ludzie mają postawione zarzuty i zastosowane środki zapobiegawczych, wciąż brak aktu oskarżenia. Przy wciąż utrzymywanych zabezpieczeniach majątkowych. Taka sytuacja jest z punktu widzenia przepisów procedury karnej i standardów państwa prawa KS. Liechtenstein nie do pomyślenia. W rezultacie, można liczyć na to, że sądy tego kraju będą stopniowo znosić zabezpieczenia majątkowe, wychodząc z założenia, że tak długie oczekiwanie na akt oskarżenia narusza prawa człowieka i podstawowe zasady procedury karnej. Innymi słowy, w Ks. Lichtenstein możemy będąc podejrzanym czy oskarżonym w sprawie karnej w Polsce, liczyć na zdecydowanie większą ochronę naszych praw.
PYTANIE 7: czy mogę założyć fundacje rodzinną w sytuacji, gdy zostałem skazany w procesie karnym za przestępstwo gospodarcze?
Nie ma przepisu, który zakazywałby takiej sytuacji, ale w praktyce może to być jednak istotna przeszkoda. Wszystko zależy od tego, czego dotyczyło skazanie oraz od sytuacji fundatora. O ile w Polsce fundację rodzinną możemy założyć de facto sami (podobnie np. w Holandii) i objąć tam funkcję członka zarządu, to w KS. Lichtenstein dla założenia fundacji wymagane jest zaangażowanie licencjonowanego doradcy, który może pełnić funkcję administratora fundacji. Taka osoba, podobnie jak adwokat w Polsce pomagający klientom, w założeniu fundacji za granicą, jest instytucją zobowiązaną w rozumieniu przepisów AML i zobligowana jest do sprawdzenia źródła pochodzenia środków fundatora.
W praktyce, jeśli w wyniku takiego sprawdzenia okaże się, że klient był zaangażowany w przestępczość z użyciem przemocy, przestępczość zorganizowaną, czy np. oszustwa, to z dużym prawdopodobieństwem (niezależnie czy ma udokumentowane legalne źródła przychodu czy nie), żaden rozsądny doradca nie zaangażuje się w świadczenie usług dla takiego klienta. Jeśli jednak mamy np. sytuację, gdy dana osoba ma np. wyrok na koncie za jakieś przestępstwo gospodarcze czy skarbowe, ale poza ty ma udokumentowane, legalne źródła przychodów, to nie powinno to być przeszkodą dla założenia dla takiej osoby fundacji. Wszystko zależy jednak od danego stanu faktycznego. Można jednak powiedzieć, że kluczem jest transparentne i szczere przedstawienie swojej sytuacji prawnej doradcy, z którym planujemy zakładać fundację rodzinną.
Absolutnie kluczowe jest, przy założeniu fundacji rodzinnej (zarówno w Polsce jak i za granicą) wykazanie, że aktywa, które skierujemy do fundacji rodzinnej pochodzą z legalnych, udokumentowanych źródeł. Mówiąc na przykładach, bo tak będzie chyba najczytelniej:
Jeśli fundator planuje założyć fundację rodzinną i wnieść do niej majątek w wysokości np. 5 MLN EUR, ale nie ma jakiegokolwiek potwierdzenia, że zarobił/otrzymał te środki legalnie, a ma za to zarzuty za np. pranie pieniędzy, to w mojej ocenie ma małe szanse na założenie fundacji rodzinnej.
Jeśli natomiast mamy fundatora, skazanego prawomocnym wyrokiem za np. manipulacje giełdową, z zasądzonym przepadkiem mienia i grzywną w kwocie 1 mln PLN, ale równocześnie z jego deklaracji podatkowych oraz CV wynika, że od ok 20 lat pełnił on funkcję kierownicze w branży finansowej i zarobił wtedy ok 5 MLN EUR, to nie widzę przeciwskazań, aby dla takiego fundatora założyć fundacje i wnieść do niej legalny i udokumentowany majątek.
Wszystko zależy więc od stanu faktycznego oraz od spokojnej oceny całości sytuacji prawnej i majątkowej fundatora przez doradcę prawnego, który pomaga mu w założeniu fundacji.
PYTANIE 8: Czy organy podatkowe mogą zająć majątek fundacji rodzinnej za granicą?
Tak, organy administracji skarbowej w Polsce mogą próbować zając majątek fundacji rodzinnej założonej za granicą jak również majątek fundacji rodzinnej z siedzibą w Polsce, który znajduje się za granicą. Rzecz jasna, w każdym takim przypadku, źródłem takich działań organów skarbowych będzie działalność fundacji rodzinnej lub fundatora, której efektem jest tego czy innego rodzaju zobowiązanie podatkowe.
Organy podatkowe mają tutaj parę możliwości działania. Przede wszystkim, mogą skorzystać z jednolitego tytułu wykonawczego funkcjonującego na podstawie Dyrektywy Rady UE 2010/24/UE z dnia 16 marca 2010 r. w sprawie wzajemnej pomocy przy odzyskiwaniu wierzytelności dotyczących podatków, ceł i innych obciążeń. Z pomocą tego instrumentu, organy mogą skierować swoje działania do rachunków bankowych oraz aktywów znajdujących się na terenie kraju jak i znajdujących się za granicą.
Warto jednak dodać, że działania egzekucyjne czy windykacyjne, przeciwko zagranicznej fundacji rodzinnej, skierowane przeciwko aktywom znajdującym się za granicą, mogą być w praktyce, dla polskich organów podatkowych utrudnione i uciążliwe. Chodzi o to, że kierując swoje działania wobec podmiotu zagranicznego oraz aktywów znajdujących się za granicą w ramach współpracy organów administracji w ramach UE/EAA, należy przestrzegać określone procedury. To oznacza dodatkową prace, a ponadto, takie działania administracji skarbowej z Polski, podlegać będą kontroli i weryfikacji przez lokalne organy administracji i sądy w ramach składanych do nich środków odwoławczych.
I tutaj ponownie pojawia się wartość dodana założenia fundacji rodzinnej, z siedzibą w Ks. Lichtenstein oraz posiadającej przynajmniej część aktywów poza Polską a na terenie innych krajów UE (zob. odpowiedź na Pytanie nr 6) . Po prostu w wielu krajach UE, takie działania polskich organów administracji podatkowej jak np. instrumentalne składania aktów oskarżenia o przestępstwa karno-skarbowe, w celu przerwania biegu przedawnienia, są po prostu nie akceptowane jako sprzeczne z zasadami praworządności, proporcjonalności oraz zasadą zaufania obywatel do Państwa. W rezultacie, takie działania organów podatkowych, skierowane przeciwko aktywom znajdującym się za granicą, we władaniu fundacji rodzinnej za granicą, muszą liczyć się (oczywiście wszystko zależy od danego stanu faktycznego) z odmowa ich wykonania przez lokalne organy administracji podatkowej czy sądy.
PYTANIE 9: Czy można założyć fundacje rodzinną tak, aby ukryć kto jest beneficjentem rzeczywistym fundacji?
To bardzo częste pytanie i odpowiedz na nie, nie jest oczywista. Zacząć należy od tego, że nie ma możliwości anonimowego założenia fundacji czy też założenia jej „na kogoś” czy też ukrycia, kto jest fundatorem czy beneficjentem rzeczywistym. W dobie potężnie rozbudowanych przepisów AML, które wymagają identyfikacji kto jest beneficjentem rzeczywistym każdego podmiotu: spółki czy fundacji, jest to po prostu niemożliwe.
Jednakże, przepisy AML przewidują także nietypowe sytuacje, gdy nie jest oczywiste, kto jest beneficjentem rzeczywistym. Tak jest, gdy np. w spółce kapitałowej, gdzie nie ma żadnego udziałowca posiadającego więcej niż 25% udziałów/akcji, czyli gdy struktura właścicielska jest rozproszona lub gdy mamy do czynienia z nietypowymi podmiotami jak stowarzyszenia czy fundacje. Wtedy, zgodnie z przepisami AML, bierze się pod uwagę to, kto faktycznie posiada uprawnienia w danym podmiocie.
Wracając na grunt fundacji rodzinnych, które są właśnie takimi nietypowymi podmiotami prawnymi w rozumieniu przepisów AML, sprawdza się w ich przypadku, kto na podstawie dokumentów statutowych fundacji posiada faktyczne kompetencje podejmowania decyzji w najważniejszych dla fundacji sprawach jak np. likwidacja fundacji, zmiana zarządu, zmiany w organach nadzorczych fundacji, zmiana statutu etc. I teraz, jeśli ww. kompetencje są rozproszone pomiędzy różne organy i osoby (a tak, w mojej ocenie w fundacji rodzinnej właśnie być powinno), to zgodnie z przepisami AML, jako beneficjenta rzeczywistego wskazujemy osoby sprawujące władzę wykonawczą w fundacji rodzinnej czyli członka zarządu lub administratora fundacji. Jest to tak zwany „quasi – beneficjent rzeczywisty”. W przypadku fundacji w KS. Lichtenstein będą to wtedy lokalni, licencjonowani administratorzy.
Innymi słowy, jeśli zakładając fundację rodzinną zaakceptujemy rozproszenie uprawnień decyzyjnych i nadzorczych lub po prostu oddanie ich w ręce np. innych członków rodzinny czy niezależnych doradców (związanych jednak postanowieniami statutu oraz przepisami ustawowymi), to zgodnie z prawem i przepisami AML, możemy w pełni uprawniony sposób twierdzić, że nie jesteśmy beneficjentem rzeczywistymi takiej fundacji. I jest to podejście zaakceptowane przez instytucje finansowe jak banki, instytucje płatnicze czy domy maklerskie, co mogę potwierdzić z praktyki.
PYTANIE 10: Czy założenie fundacji rodzinnej opłaca się podatkowo?
Jest fundamentalną zasadą, że celem założenia fundacji rodzinnej nie jest i nie powinno być osiągnięcie korzyści podatkowej. To ma być narzędzie do ochrony majątku, neutralne podatkowo, służące do zwiększenia poziomu bezpieczeństwa i stabilności majątku fundatora i jego rodziny. Co więcej, częstym błędem osób rozważających założenie fundacji jest uparte łącznie tych dwóch celów. To sprawia, że fundacja nie spełnia swojego podstawowego celu, czyli najwyższego poziomu ochrony majtku fundatora. Jest tak dlatego, że obydwa ww. cele: bezpieczeństwo oraz optymalizacja podatkowa są najczęściej ze sobą po prostu sprzeczne. Wymagają spełnienia odmiennych, bardzo często sprzecznych przesłanek i warunków.
Jest jeden wyjątek, gdy założenie fundacji rodzinnej może faktycznie przynieś korzyści podatkowe. Może być tak wtedy, gdy fundator (lub/oraz jego rodzina) równolegle z założeniem fundacji rodzinnej za granicą, zdecydują się na zmianę rezydencji podatkowej na kraj, który oferuje korzystne opodatkowanie przychodów osobistych (np. Monako czy Cypr). Jest to w polskich realiach dość rzadka sprawa, tak więc założyciele fundacji rodzinnych czy to w Polsce czy za granicą powinni zatem po prostu koncentrować się na jednym, podstawowym celu: aby założona fundacji rodzinna zapewniła maksymalne bezpieczeństwo dla ich majątku.
Kończąc, odpowiem krótko na pytanie o to co jest lepsze: fundacja rodzinna w Polsce czy fundacja rodzinna w Ks. Liechtenstein. W mojej subiektywnej ocenie, zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest fundacja rodzinna w Ks. Liechtenstein. Pisałem o tym w innym artykule tutaj: https://www.osinski-legal.pl/tylko-dla-odwaznych-czyli-pare-slow-o-ustawie-o-fundacji-rodzinnej-w-polsce/. Jednakże fundacja w Liechtensteinie ma swoją jedną cechę, która może być trudna do zaakceptowania przez klienta: cenę. Fundacja rodzinna w Polsce, jest bezsprzecznie tańsza jeśli chodzi o koszty założenia i obsługi. To trochę tak, jak wybór pomiędzy luksusowym SUVem, a kompaktowym, miejskim samochodem. Obydwa pojazdy dowiozą nas z punktu A do B, ale w innych warunkach oraz w innym standardzie. Tak samo mniej więcej będzie z wyborem pomiędzy obydwiema fundacjami. Każdy fundator powinien trzeźwo ocenić wartość swojego majątku, swoje cele, ile jest w stanie za realizację tych celów zapłacić i na tej podstawie zdecydować, które z ww. rozwiązań prawnych wybiera.
Paweł Osiński
Adwokat
Ekspert z zakresu prawa gospodarczego, asset protection oraz prawa karnego gospodarczego.
Sytuacja prawna w obszarze aktywów cyfrowych w Polsce jest obecnie niezwykle dynamiczna. Wynika to chociażby z trwającego (rozłożonego w czasie) wejścia w życie przepisów Rozporządzenia UE 2023/1114 z dnia 23 maja 2023 roku w sprawie rynku kryptoaktywów (tzw. Rozporządzenie MICA od markets in crypto-assets), Rozporządzenia UE 2023/1113 z dnia 23 maja 2023 roku w sprawie informacji towarzyszących transferom środków pieniężnych i niektórych krypto aktywów (tzw. Rozporządzenie TFR, wprowadzające tzw. Travel Rule) oraz prac nad ostatecznym kształtem ustawy o rynku krypto aktywów. Czyli aktu prawnego, który ma uregulować szczegółowo liczne kwestie prawne związane z wejściem w życie przepisów Rozporządzenia MICA. Elementem, który dodatkowo skomplikował sytuację jest wydany niedawno Komunikat nr 87 GIIF, z którego wynika, że GIIF (organ zajmujący się nadzorowaniem prawidłowego stosowania przepisów ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy) oczekuje, że tzw. Travel Rule (czyli obowiązek gromadzenia określonych danych dla każdego transferu krypto aktywów) będzie obowiązywać instytucje zobowiązane z siedzibą na terenie Polski od 30 grudnia 2023 roku.
W artykule Adama Pantaka w Dzienniku Gazeta Prawna, z 2 grudnia 2024 rok, obok innych ekspertów prawnych z zakresu aktywów cyfrowych wypowiadałem się na temat wątpliwości w związku z ww. zmianami prawnymi oraz oceniłem nowe obowiązki prawne dla branży krypto, patrząc na nie z punktu widzenia zjawiska przestępczości w w internecie z wykorzystaniem aktywów cyfrowych (krypto walut).